Dodaj do ulubionych

"napływowi" - jak wam się żyje?

23.07.14, 18:00
Jak wam się żyje w większych miastach,które nie są waszym miejscem urodzenia/dorastania?
Gdzie żyjecie i dlaczego wybraliście akurat to miasto? Z powodu studiów,lepszego rynku pracy.miłości?
Dostrzegacie jakieś różnice w mentalności mieszkańców waszych rodzimych miast(-eczek) a mieszkańców Waszego obecnego miejsca życia?
Obserwuj wątek
    • klubgogo Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 18:10
      Prawie wszyscy jesteśmy napływowi, bo to cecha ludzkości - ludzie migrują, głównie za pracą, nie tylko do dużych ośrodków. Nasi dziadkowie zmieniali wsie, rodzice migrowali ze wsi do miast, młodzi wyjeżdżają na studia do dużych miast i zwykle tam szukają zatrudnienia. Gdyby nie ta napływowość, sami rodowici, powiedzmy od 2-3 pokoleń mieszkańcy nie zajęliby calego rynku pracy.
      Zmieniłam miejsce zamieszkania ze względu na pracę. Uciekłam z małego miasta, które zamiera po 17-ej, do miasta, które żyje.
      • shor-tie Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 18:22
        W mniejszych miastach ludzie szybciej się mentalnie starzeją i są bardziej rodzinni(a przynajmniej czują,że powinni być).Co innego zbliżać się do 30-tki żyjąc w Bielsko-Białej,a co innego w Warszawie.
        • rhaenyra Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 20:04
          jako ze sie zblizam wlasnie do 30 tki ( k***a why??!!!) wyjasnij mi na czym polega innosc ?
        • hotya Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 10:27
          Bielsko się odmienia. Bielsku-Białej zatem.
          Bielsko było miastem wojewódzkim, więc nie jest aż takim "małym miastem". Trzeba było wymienić jakieś Wadowice, może byłaby szansa na różnicę, którą próbujesz pokazać. A w którą ja nie wierzę, nawiasem mówiąc.
    • jopowa Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 18:31
      Ja jestem naplywowa do innego kraju. Zyje mi sie teraz bardzo dobrze,nie wrocilabym do Polski,chociaz wszedzie jestem zamotna
      • jan.kran Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 18:58
        Ja żyję w Oslo które nie jest moim miejscem urodzenai a wielkością dorównuje Wroclawiowi
        ( dawniej Breslau tongue_outPP ) , mojemu ukochanemu .
        Ja wybralam to miejsce z tego powodu ze to jest miasto zbliżone do Europy , czego nie mogę powiedziec o tym co widzialam w Norwegii ... widziałam niewiele ale Norwegia to mało dla mnie europejski kraj.
        Głównym powodem oprócz tego że dostawałam ptaka na norweskiej prowincji ( mieszkałam w jednym z wiekszych norweskich miast cztery lata ) był fakt że moja córka i syn mieli możliwość uzyskać w Oslo dobre wykształcenie w miarę porzadnych szkołach i że w Oslo jest życie , coś sie dzieje.
        Różnica mentalności między moim rodzinnym Wrocławiem oraz Paryżem i Monachium i niemiecką prowincją na której mieszkałam wiele lat jest ogromna ale mi się w Oslo podoba smile
        Tylko trzeba się troche przestawić.
      • nanuk24 Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 19:06
        Mojtypanieboze! Czesc Jopowa. Wesolych swiat!
        • jan.kran Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 19:34
          Nie wiem czemu moja córka na dźwięk słowa Warszawa dostaje alergii ... kilka dni tylko tam była. Teraz teroretycznie myśli o pobycie w PL rok , dwa z różnych powodów kiedy pada słowo Warszawa nie ma mowy żeby tam zamieszkała.
          Ja bylam w Warszawie kilka razy , totalna dla mnie porażka , mój bratanek uciekł z krzykiem z tego maista po kilkaunastu latach , moja przyjaciółka przeniosła sie z ulgą z W. do Wrocławia.
          Tak sie zstanawiam czy to miasto jest rzeczywiście takie okropne czy trzeba czasu żeby je poznać...
          Jakbm miała możliwości jakich na dziś nie mam to natychmiast bym zamieszkała we Wrocławiu ,moja córka równiez , syn chwilowo preferuje Oslo.
          • menodo Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 09:41
            Ja bylam w Warszawie kilka razy , totalna dla mnie porażka , mój bratanek uci
            > ekł z krzykiem z tego maista po kilkaunastu latach , moja przyjaciółka przenios
            > ła sie z ulgą z W. do Wrocławia."

            No i fajnie, im mniej w Warszawie wszelkiej maści opluwających ją napływów - tym przyjemniej się tu żyjesmile
    • ingryd za chlopem 23.07.14, 18:47
      wyjechalam juz 28 lat temu, z warszawy do wielkiej metropolii europejskiej, przy ktorej nasza stolica jest ciezka prowincja. zyje tu juz dluzej niz w warszawie, wiec chyba to jest juz moje miasto. jesli chodzi o roznice mentalnosci to sa ogromne, nieporownywalne. niewyobrazam sobie juz powrotu do rodzinnego miasta, umarlabym na depresje juz po pierwszej zimie. warszawa jest brzydka, nieprzyjazna, ludzie sa smutni, nieuprzejmi, gburowaci. komunikacja miejska doprowadza mnie do rozpaczy, architektura i jakosc habitacji koszmarna. oprocz centrum zycie zamiera o 22h, ch i multipleksy sa wszechobecne i mam wrazenie ze staly sie glownymi atrakcjami warszawskiego zycia.
      jednym slowem sznur i kamien i do wisly
      moje nowe miasto jest jest pulsujace swiatlem, zyciem, usmiechniete, otwarte, przyjazne, tolerancyjne, tetniace kultura, zywym intelektualnie, ludycznym i gastronomicznym centrum europy a wlasciwie moge pokusic sie o stwierdzenie ze i swiata.
      tak, mam to niesamowite szczescie mieszkac w najpiekniejszej stolicy i kazdego dnia dziekuje temu chlopu ze za nim sie tu przywleklam wink
      • moyyra Re: za chlopem 23.07.14, 18:51
        zdradź mi jakie to miasto ...
        • ingryd Najpiekniejsze 23.07.14, 20:24
          wink miasto warte mszy
          • przystanek_tramwajowy Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 20:33
            ingryd napisała:

            > wink miasto warte mszy

            Paryż. > wink
            • ingryd Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 21:08
              Brawo, nie spalo sie n'a lekcji historii wink
              • przystanek_tramwajowy Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 21:28
                ingryd napisała:

                > Brawo, nie spalo sie n'a lekcji historii wink

                Nie spało się. wink Pisemną maturę z historii się zdawało. I było to na długo przed erą durnych testów.
                • ingryd Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 21:50
                  Och, znaczy sie kolezanka humanistka, rowniez mialam ten przywilej smile
                  • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Najpiekniejsze 24.07.14, 09:01
                    ingryd napisała:

                    > Och, znaczy sie kolezanka humanistka, rowniez mialam ten przywilej smile

                    To nie przywilej a ułomność!

                    Ksiadz Anatol
                    • ingryd Re: Najpiekniejsze 24.07.14, 11:22
                      to opinia przedstawiciela inteligencji technicznej
                • joa66 Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 22:16
                  p.s. to chyba tzw wiedza ogólna, a nie specjalistyczna ? ?
                  • ingryd Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 22:26
                    ?
                    Nô przeciez tu mowa o maturze z historii, skad ci sie wziela wiedza specjalistyczna ?
          • jan.kran Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 20:46
            Paryż dobry dla turystów...
            Moloch , brud , tysiące ludzi , balagan i hałas...
            Ja kocham Paryż raz na dwa lata jak odwiedzam to miasto ale góra tydzień do dwóch wyrabiam.
            Moje paryskie przyjaciółki mieszkające i pracujące od lat w Paryżu chętnie by się wyniosły z molocha...
            Ale to miasto ma coś w sobie , to fakt ...Miło wspominam dwa lata mieszkania w Paryżu ale jednak wolę spokojne i nieco nudne Oslo...
            • ingryd Re: Najpiekniejsze 23.07.14, 21:06
              To duze miasto, metropolia, jest w nim wszystko, male, slepe uliczki, ogromne bulwary, aleje, a za brama, podworka i wies w srodku miasta ze spiewajacymi ptakami. Piekna architektura hosmanska, gotyckie katedry, i nowoczesnosc ze szkla i stali.
              I zycie, ciagle tetniace zycie.
              Ja najbardziej lubie to miasto nad ranem, gdy trzeba uwazac(n'a kacu) by polewaczka nie umyla cie "przy okazji", gdy w les halles slychac budzace sie ptaki, a kloszard wydebi od ciebie kilka zlotych n'a pinard n'a sniadanie.
            • ruda_henryka Re: Najpiekniejsze 24.07.14, 18:18
              Miałam ostatnio przyjemność spędzić w oslo tydzień i strasznie się zakochalam. Mieszkalam obok opery i cudownie fascynujące było oglądanie ludzi chodzących po tym dachu o każdej porze dnia i nocy . zresztą sami tam siedzieliśmy raz do rana-wlasciwie to ciężko stwierdzić kiedy jest ranosmile oslo wydało mi sie strasznie luzackim miastem.zawsze mialam wyobrazenie o strasznie sztywnych norwegach. Ale to pewnie taka roznics jak między NY a resztą usa. Tylko ceny w oslo dla nas odstraszajace smile
      • riki_i Re: za chlopem 23.07.14, 19:01
        @ ingryd

        Warszawa sprzed 28 lat , czyli z czasów ciężkiej komuny w 1986 roku, a Warszawa dzisiejsza to dwa różne miasta.

        Ja absolutnie nie jestem fanatykiem Warszawy, mimo, że jestem z dziada pradziada i to po obu stronach rodziny, widzę wiele minusów, ale jednocześnie uważam, że ciężko przesadzasz z hejtem na to miasto.

        Wiadomo, że do Londynu jest Warszawie daleko, ale po pierwsze jakość życia w ostatnich latach sporo się tu poprawiła, a po drugie, nie wszystkie dzielnice Londynu są takie super. Nie chciałbym mieszkać w południowych rewirach z Czarnymi i Pakolami. To samo dotyczy wielu dzielnic podmiejskich Paryża, Madrytu i innych wielkich stolic europejskich. A w Brukseli żebrzący menele są w całym mieście.
        • ingryd Re: za chlopem 23.07.14, 20:56
          Alez mojego miasta nie mozna porownywac do londynu, ono jest piekniejsze, bardziej klimatyczne, bogatsze w bagaz historyczny i kulturowy i slowo humoru daje ze ciagle, po tylu latach, idac jego ulicami nie moge wyjsc z podziwu nad jego wielkoscia i uroda. Ostatnio moj syn, juz dorosly mlody mzezczyzna, ktory tu sie urodzil, wyznal mi sobotnim wieczorem, ze jednak mamy niesamowita szanse mieszkac tutaj.
          Wiem ze Warszawa sie zmienila, ze sie modernizuje, ze jest tysiac razy lepiej niz w 86. Przyjezdzam tu bardzo czesto, kilka razy w roku (starzy rodzice), laze po urzedach, sadach, placowkach "sluzby zdrowia".
          Urodzilam sie i wychowalam n'a zoliborzu (starych bielanach), czyli w tej niezbyt paskudnej warszawie, lecz niestety to miasto ogolnie jest koszmarem architektonicznym i urbanistycznym, rozlazle, niespojne, blokowiska do ktorych dorzucono bajkowa architekture lat 90, zamkniete osiedla, osiedlowe parkingi ogrodzone zardzewialymi siatkami, potworne banery reklamowe, bazarki z drewnianymi budami. Moze kiedys, za kilka dekad, uda sie stworzyc jakas spojnosc tego miasta, mam taka nadzieje...
          • sumire Re: za chlopem 24.07.14, 07:58
            ingryd napisała:

            > Alez mojego miasta nie mozna porownywac do londynu, ono jest piekniejsze, bardz
            > iej klimatyczne, bogatsze w bagaz historyczny i kulturowy

            a tymczasem obiektów światowego dziedzictwa Unesco jest więcej w... Londynie smile oraz o prawie setkę więcej muzeów. tyle w temacie bogactwa w bagaż.
            • ingryd Re: za chlopem 24.07.14, 08:48
              Hmmmm, jakby to ujac ? Takie zbiory zgromadzone w Louvre, myslisz ze dalo by sie je upchac do tej setki muzeow londynskich ? Chyba nie o ilosc obiektow tu chodzi, bo nie da sie porownac muséum widelca z Orsay ?
              • sumire Re: za chlopem 24.07.14, 09:44
                niech sobie przypomnę, co znajduje się w British Museum albo w National Gallery.

                rzeczywiście - nic ciekawego.

                ale ja nie lubię Paryża, może stąd mój sarkazm.
                • ingryd Re: za chlopem 24.07.14, 11:19
                  ech...., mimo ze oba mocarstwa maja "piekna" przeszlosc kolonialna, to jakos mam wrazenie ze do grabiezy dziel sztuki frankowie bardziej byli uzdolnieni, znaczy mecenat dobrze im zawsze wychodzil wink
                  no i istnieje cos czego w londynie nie ma, i nie wiem jakbys nie lubila mojego miasta to tego nie przeskoczysz, jeden z najpiekniejszych kolorow : blekit paryski, wystarczy rano popatrzec w gore, takie jest tutaj niebo smile
                  no ale pewnie deszcz i mzawka londynska tez maja swoje uroki (jak nie pada to znaczy ze zaraz zacznie padac) wink
                  • aqua48 O Paryżu 24.07.14, 17:43
                    ingryd napisała:

                    > no i istnieje cos czego w londynie nie ma, i nie wiem jakbys nie lubila mojego
                    > miasta to tego nie przeskoczysz, jeden z najpiekniejszych kolorow : blekit pary
                    > ski

                    Dla mnie Paryż jest nie błękitny tylko kremowo-szary, od koloru kamienic i pałaców z koronkowymi balkonami i gołębioszarymi dachami.
                    A Londyn jest w kolorze paskudnej brudnej wiktoriańskiej cegły. Miasto bez polotu, lekkości, planu, odpocząć można jedynie w tamtejszych ogrodach i parkach, one i organizacja muzeów Anglikom wychodzi całkiem nieźle.
                    Gdybym mogła, zdecydowanie umknęłabym na stare lata do Paryża, podzielam zdanie, że jest to miasto do życia, pracy i odpoczynku, inspirujące i fascynujące. Ja czuję się tam najlepiej, mimo, że na stałe od zawsze mieszkam w Krakowie, który jest też znakomitym miejscem do życia i pełnym urody.
    • andaba Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 19:35
      Przyjechałam za pracą, poznałam męża i zostałam.

      Nie jestem zachwycona, gorąco, duszno i brak przestrzeni.

      Są oczywiście też zalety - dostępność edukacji, 3/4 problemu z głowy, jak ma się dzieci i nie muszą dojeżdżać minimum 60 km do szkoły średniej.
    • rhaenyra Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 20:01
      a jesli mieszkam w miejscu urodzenia, ale nie dorastania to sie licze jako naplywowa czy nie ?tongue_out
      • naturella Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 20:17
        Ponad 13 lat temu przeprowadziłam sie z Poznania do Warszawy. Mam tu mieszkanie, meza, dzieci. Traktuje to miasto jako swoje, zostałam wychowana w duchu obowiązku lokalnego patriotyzmu i boli mnie, ze tak mało mieszkańców Warszawy identyfikuje sie z tym miastem. Znam wiele osób naplywowych, które traktują Warszawę jak sypialnie i miejsce pracy, zapominając, ze sami je tworzą. Boli mnie, ze ludzie jeżdżą na gapę, śmiecą, niszczą zieleń, narzekają, a nie robią nic, zeby zadbać o miejsce wokół siebie.
    • angazetka Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 20:48
      Miałam 13 lat, kiedy zakochałam się w Warszawie i w jej historii i uznałam, że będę tu mieszkać. I tak się stało. Mieszkam w Warszawie od 12 lat, to jest moje miasto, oswojone, ukochane i piękne. Jestem tu szczęśliwa.
      Przyjechałam z dużego miasta, więc nie przeżyłam szoku przy przeprowadzce wink Jasne, tempo życia jest większe i dłużej się wszędzie jedzie, ale to nie dramat. Ale jak już jadę przez Poniatoszczak rano do pracy i patrzę na Stare Miasto, Wisłę i Koszyk Narodowy, to sobie w myślach śpiewam: Miasto moje, a w nim... wink
      • rhaenyra Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 21:56
        ja sobie spiewam ukraina, ukraina
    • srubokretka Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 20:59
      przylecialam rodzicow odwiedzic. To ze zostalam to czysty los, zero mojego wplywu. Poznalam meza. Rok po slubie wrobilismy sie w kupno domu. Przez 7 lat namawialm go na przeprowadzke do mniejszego miasta, ale on nie chcial. Jak juz zaczelismy szukac innego domu, w miedzyczasie robilismy przefin. na obecny, bank dal nam taka rate, ze nie oplaca nam sie go sprzedac, a na 2 narazie nas nie stac... Tak wiec nie mialam wyjscia i pogodzilam sie z mieszkaniem w metropolii. Po roku moge stwierdzic, ze coraz bardziej mi sie tu podoba. Wyciskam to miasto jak cytryne. Przynajmniej 2 x w tygodniu jestem w jakims muzeum, instutucji, wodnym parku, nowym miejscu. Tak, moge teraz powiedziec, ze dobrze mi sie zyje. 2 lata temu inaczej bym napisala, mimo ze mieszkam tak, ze ludzie po pietach mi nie depcza, na plaze mam 5 min spacerkiem.
    • klamkas Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 21:06
      Przyjechałam na studia, zostałam bo mąż kocha swoje miasto. No właśnie... to jego miasto, moje chyba nigdy nie będzie. Dla mnie jest za duże, za głośne, za parne, za brudne. Do tej pory korzystam z usług rodzinnego miasta - tam robię zakupy domowe (ach, pościel i ręczniki w firmowym sklepiku polskiej firmy, a nie w home&you czy innym badziewiu), tam chodzę do fryzjera, tam chodzę do ortopedy (i wożę do niego rodzinę wink), tam jest moja ulubiona braffiterka, tam jest sklepik z butami, którego właścicielka sama przywozi skóry z egzotycznych krajów i można zamówić u nich dany model w dowolnym kolorze świata.

      Z drugiej strony - tam mogłabym zostać co najwyżej nauczycielką, albo musiałabym dojeżdżać do pracy co najmniej 50km, więc życie nie byłoby wcale łatwe.
      • sonniva chciałam 24.07.14, 08:47
        uzupełnić wypowiedź Klamkas, w której wkradł się błąd.
        Otóż firma Hom&You jest polską firmą, która zatrudnia własnych grafików i projektantów, a produkcja wyrobów także ma miejsce w Polsce wink.
        • klamkas Re: chciałam 24.07.14, 09:05
          Ooo, nie widziałam, co nie zmienia do końca mojego nastawienia.

          Chodzi mi raczej o masowość i "galeryjny" charakter tego sklepu. I fakt, że pół mojego miasta ma dom uzupełniony dodatkami stamtąd.
          • sonniva Re: chciałam 24.07.14, 09:52
            Ja Twoją wypowiedź zrozumiałam inaczej.
            To że coś jest sprzedawane w tzw. galerii nie przesądza o tym że jest automatycznie masowe i pół miasta to ma, a do tego nie jest polskiej produkcji.
            Napisałaś: "pościel i ręczniki w firmowym sklepiku polskiej firmy, a nie w home&you czy innym badziewiu" podkreślając fakt kupowania w polskiej firmie. Uzupełniłam tylko, że "badziewie" z home&you jest także produkowane przez polską firmę. Nic więcej.
            • klamkas Re: chciałam 24.07.14, 10:21
              Napiszę jaśniej "ok, nie wiedziałam, że h&y jest polską firmą, ale to niewiele zmienia - czym innym jest mały firmowy sklepik, czym innym galeryjna sieciówka". Mojej opinii o jakości towaru informacja o "polskości" nie zmienia.
        • eo_n Re: chciałam 24.07.14, 20:35
          sonniva napisała:

          > a produkcja wyrobów także ma miejsce w Polsce wink.
          To dlaczego mają napisy "made in china" na swoich produktach? Część z nich nawet ładna imo, ale nadal z tym samym napisem.
    • myszomle Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 23.07.14, 22:27
      28 sierpnia minie ćwierć wieku od dnia, gdy wysiadłam na Dworcu Centralnym z całym dobytkiem na plecach. Miałam zabawić w stolicy 5 lat, zostałam do dzisiaj.

      ---
      truskawkiwmilanowku.blox.pl/html
      najlepszepolskiefilmyiseriale.blox.pl/html
    • asia_i_p Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 09:27
      Ja napłynęłam w przeciwnym kierunku - wyprowadziłam się z Wrocławia do Trzebnicy (12 tys. mieszkańców).
      Wrocław kocham, a Trzebnicę ogromnie lubię i jestem z niej dumna. Tego sentymentu, jaki się ma do miasta swojego dzieciństwa nie da się odtworzyć w nowym miejscu.
      Napłynęłam, bo w Trzebnicy stać nas było na mieszkanie (na kredyt niestety), a we Wrocławiu nie. Doceniam zwiększoną ilość czasu - 5 minut do przychodni zamiast 20, 10 minut do pracy zamiast pół godziny, 10 minut na zajęcia dodatkowe dziecka zamiast godzinę - to się dodaje, estetykę miejsca, bo jednak o mniejsze miasto taniej zadbać, duże tereny rekreacyjne.

      Różnice w mentalności? Na pewno nie jestem anonimowa i nie mogę bezkarnie kląć na ulicy oraz naubliżać kelnerce, kiedy mam słabszy dzień, bo na mur beton ktoś z moich znajomych/ uczniów mnie zobaczy. Myślę, że to wpływa na wszystkich mieszkańców małych miast - są dla siebie milsi, niekoniecznie z potrzeby serca, ale ze świadomości, że lepiej nie wyzywać faceta od ostatnich, bo a nuż to daleki powinowaty (powiązania rodzinne w Trzebnicy są zawsze nader zawiłe). Generalnie - albo lubisz fakt, że wyjście z domu oznacza na 100% spotkanie kogoś znajomego, albo nie lubisz - ja bardzo lubię. Plotkarstwo na pewno istnieje, ale to jednak we Wrocławiu usłyszałam zdanie "A temu kwiatkowi w oknie zmieńcie torf na ziemię, bo schnie" wypowiedziane przez sąsiadkę, która nigdy nie była u mnie w domu.
      • echtom Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 09:42
        > Ja napłynęłam w przeciwnym kierunku - wyprowadziłam się z Wrocławia do Trzebnicy (12 tys. mieszkańców).

        Ja napłynęłam z Gdańska do wioski liczącej 1.700 mieszkańców, ale tylko na 9 lat. Jak czytam Twój post, to widzę, że klimaty były podobne jak w Trzebnicy wink
      • rhaenyra Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 10:27
        >Tego sentymen
        > tu, jaki się ma do miasta swojego dzieciństwa nie da się odtworzyć w nowym miej
        > scu.

        e tam prawie kazde miasto bylabym w stanie znienawidzic rownie mocno tongue_out
    • zazou1980 Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 10:00
      nie żałuję zmiany miasta z 70-tysięcznego na warszawę. przyjechałam 10 lat temu za ówczesnym chłopem, dostałam pracę na którą nie było szans u mnie. po latach nie narzekam - zmieniłam faceta na jeszcze lepszego, mamy dziecko, kupiliśmy mieszkanie, mamy jakieś tam plany na przyszłość, żyje nam się spokojnie i w miarę wygodnie.
      największy dla mnie minus w tym mieście to ludzie, ich mentlność i chamstwo. najgorsi są tacy, których rodzice po wojnie się tu osiedlili, a oni urodzili już na miejscu. słoma z butów jeszcze nie wyszła, a ego urosło...
      • quilte Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 11:59
        > największy dla mnie minus w tym mieście to ludzie, ich mentlność i chamstwo. na
        > jgorsi są tacy, których rodzice po wojnie się tu osiedlili, a oni urodzili już
        > na miejscu. słoma z butów jeszcze nie wyszła, a ego urosło...

        To ja! To ja! Lecę słomę do butów upychać i ego wstydliwie przykryć big_grin Chociaż rodzice osiedlili się tu nieco później niż po wojnie.

        Moje warszawskie ego objawia się na przykład tym, że jasny szlag mnie trafia, jak słyszę ciągłe psioczenie na to miasto od napływowych. Buc ze mnie.
        • zazou1980 Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 12:27
          być może choć mi akurat chodziło o coś innego, ale pomyśl jakbyś zamiast się wkurzać starała się uświadomić sąsaidom, czy kto tam akurat narzeka, pozytywne aspekty jakiejś sparawy, to może było by lepiej?

          mnie akurat najbardziej wkurzają ludzie, którzy dumnie nazywają siebie warszawiakami, a nie dbają o nic, ani o najbliższe otoczenie, ani o dobre stosunki, jakby sam fakt urodzenia w tym mieście czynił ich lepszymi. uważają, że mogą opieprzać, pouczać, zachowywać się po chamsku - obrażać wszystkich w około, trzaskać drzwaimi, kratą, drzeć japę, walić w podłogę, kaloryfer tak po prostu na złość komuś, syfić na klatce i oczywiście nie sprzątać, mogłabym dużo jeszcze wymieniać.
          dodam, że dużo lepiej mieszkało mi się w bloku, w którym było dużo wynajmowanych mieszkań, niż w obecnym, gdzie większość mieszka przez całe życie i jest z założenia wrogo nastawione do nowych lokatorów...
    • guderianka Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 10:00
      Poszłam za miłością

      i ciągle z dnia na dzień uczę się nowego miejsca, poznaję je i uczę się lubić-bo chyba nigdy nie pokocham-nie czuję się tu u siebie. i w miejscu dorastania też już nie czuję się u siebie uncertain
    • triismegistos Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 11:39
      W Warszawie żyło mi się całkiem fajnie, ale i tak z ulgą wrocilam do Wrocka. W Krakowie mieszkalo się raczej niespecjalnie. Przede mna majaczy Berlin, ale na razie to mgliste widmo.
      Czekan ma bul dópy rdzennych warszawiaków i krakusow wink
      • pieskuba Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 12:06
        W jaki sposób na ból wyżej wymienionej pomaga czekan?
    • eilian Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 11:52
      Studia, potem praca, mąż i tak zostało. Niby żyje się tu dobrze, ale czuję się oderwana od korzeni. To jest chyba już takie moje przekleństwo.
      • lafiorka2 Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 16:53
        praca

        żyję tu bo żyję.Wolałabym w miejscu urodzenia.Mała miejscowość.
        Szkoł na miejscu,przedszkole na miejscu,bez przepychanek 100% że dziecko się dostanie,sklepy na miejscu,na basen blisko,do kina blisko i tak patrząc gdziekolwiek nie mam dojechać w mieście w którym mieszkam czasowo przez korki zajmuje mi tyle samo czasu co dojechanie z mojej rodzinnej miejscowości na większe zakupy.
        Zakupy jedzeniowe tańsze niż mam w mieście i lepsze...żadnych durnych marketów i tzw ekologicznych sklepików z cenami jak z kosmosu.
        Zakupy ubraniowe też tańsze.
        Niestety prace może i bym ta znalazła,ale...No własnie ale.
    • loqia Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 18:47
      Ja napływowa i na to forum smile i w okolice Warszawy od niecałego roku, przyjechałam z brzuchem za mężem który dostał tu pracę i podoba mi się bardzo - planujemy kupić mieszkanie ale co będzie - się okaże.
    • awidyna Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 20:09
      Dobrze. Tu studiowałam, męża poznałam, mieszkanie tu kupiliśmy. Na wieś jeździmy kiedy chcemy, ale ja wolę życie w mieście. Nie tęsknię za ciszą na wsi bo na moim osiedlu jest jeszcze spokojniej wink
      • eo_n Re: "napływowi" - jak wam się żyje? 24.07.14, 20:42
        To ja jestem jedną z tych, co "płyną" w przeciwnym kierunku - z dużego miasta na małą wieś. Jest mi tu bardzo dobrze smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka