klamkas
12.05.15, 19:34
Moja dobra koleżanka wychodzi za mąż - kobieta ma 40-chę na karku, do tej pory nie miała szczęścia, ale nareszcie się udało i bardzo mnie to cieszy. Dzisiaj zadzwoniła do mnie jej przyjaciółka z zaproszeniem na "panieński" - przyszła panna młoda o niczym nie wie, ale wiadomo, że nie przepada za lokalami, klasyczna klubowa impreza nie wchodzi w grę, więc przyjaciółka wymyśliła kulinarny wieczór u niej, z gronem najbliższych znajomych. Znalazła kucharza na zamówienie (znam go, świetnie gotuje i pięknie opowiada o swoich podróżach, więc ciekawy gość) - znając koleżankę byłaby zachwycona, ale jest jedno ale. Przyjaciółka nie zamierza finansować imprezy. Zaproszonych jest 12 pań, z których nie każda ...ra kasą, dlatego przyjaciółka obdzwania te bardziej majętne panie, z pytaniem czy chciałyby się zrzucić na organizację imprezy (przyjaciółka jest najbiedniejsza w tym towarzystwie i podejrzewam, że grosza nie dołoży).
No i nie wiem. Dziwnie mi - kwota "składki" nie powala, bez bólu mogłabym tyle dać, ale czuję jakiś niesmak. Z jednej strony wiem, że koleżanka by się ucieszyła z takiej formy spotkania, z drugiej - można to zorganizować taniej, tak, żeby nie stawiać nikogo w niekomfortowej sytuacji, myślę, że zbiorowe gotowanie ucieszyłoby ją równie mocno co zaproszony kucharz. Nie wiem jakbym się poczuła wiedząc, że jestem zaproszona na imprezę, za którą wybrani goście płacą z własnej kieszeni, a mnie uznano za zbyt biedną na dorzucenie się. Nie wiem jak "młoda" odbierze podział gości na płacących i niepłacących.
Na razie wszystko w sferze planów, przyjaciółka dzwoniła wybadać grunt i spytać o opinie. Na moje wątpliwości co do samopoczucia części zaproszonych pań wykazała beztroskę i powiedziała "przecież tu chodzi o radość X, a nie naszą osobistą". Rozmawiałam z koleżanką, która też została wytypowana do potencjalnej składki i ona nie widzi problemu, pomysł jej się podoba. A mnie jakoś niewyraźnie.
Co by zrobiła emama?