Dodaj do ulubionych

Ekonomika działania

05.11.14, 08:43
U nas jest z tym problem (chodzi o żonę). Żeby zobrazować o co mi chodzi podam parę przykładów:
1. Jesteśmy sobie w jakimś większym sklepie. Mówię do żony "Patrz, kochanie, jest promocja tych wafelków, które tak lubisz. Może chcesz?". Ona "Nie". Ok, idziemy dalej. Następnego dnia jesteśmy w innym sklepie (już mniejszym i droższym) i żona do mnie "I jeszcze wafelka sobie wezmę". Tak, takiego jak wczoraj mogliśmy kupić dwa razy taniej, ale nie, ona musi drożej.
2. Jest dwie sprawy do załatwienia w różnych urzędach, które są niedaleko od siebie. Sprawy niezależne (nie ma znaczenia, która pierwsza zostanie załatwiona). Tyle tylko, że te urzędy są kawałek od nas i trzeba tam pojechać autobusem. Gdy ja to mam załatwić to jadę jeden raz i załatwiam obie sprawy tego samego dnia. Ale nie moja żona. Ona musi pojechać dwa razy. Raz do jednego urzędu, a następnego dnia do drugiego. Za każdym razem jedzie tym samym autobusem i wysiada na tym samym przystanku. Ale straci dużo więcej czasu (więcej zajmuje sam przejazd w tą i z powrotem niż sama wizyta w urzędzie) i więcej pieniędzy (trzeba dwa razy zapłacić za bilet).
Niestety żadne tłumaczenia i prośby o oszczędność pomagają. Jak tylko poruszam ten temat to od razu jestem (wg żony) sknerą. A mi nie chodzi o to, żeby nie kupiła sobie tego wafelka tylko zrobiła to taniej. Podane wyżej sytuacje to tylko przykłady i nie są one odosobnionymi przypadkami. Tak jest ciągle. Jak z grubsza obliczyłem na samych tylko zakupach (wliczając w to te bilety autobusowe) tracimy miesięcznie jakieś 200 złotych. Tyle byśmy oszczędzili zmieniając tylko nawyki bez zmniejszonej konsumpcji. Dodatkowo kolejne oszczędności pojawiłby się w opłatach za prąd i wodę, ale tutaj ciężko to policzyć.
A jak to u was jest? Działacie ekonomicznie czy macie to gdzieś?
Obserwuj wątek
    • martini-7 Re: Ekonomika działania 05.11.14, 12:06
      Staram się działać ekonomicznie, jak to określasz. Jak jeździłam za masą dokumentów swego czasu po urzędach to starałam się załatwić ciurkiem wszystko co się dało, choćby dlatego, że u mnie sprawa raz odłożona potem odkłada się sama.
      Z promocjami typu wafelek też mi się zdarzyło wtopić ale staram się pilnować.
      Oboje z mężem wiemy, że za bogaci to my nie jesteśmy, że masa rachunków więc staramy się kupować na promocjach to co lubimy. Jeśli na promocji są np. jakieś produkty kosmetyczne dla naszych pociech to bywa, że kupujemy to w ilościach większych, żeby zrobić mały zapas.
      Podobnie z innymi rzeczami, jeśli jest promocja a wiemy, że niedługo możemy czegoś potrzebować to kupujemy, żeby potem jak już będzie potrzebne nie przepłacać. No chyba, że jest to coś co może poczekać na następną promocję i wiemy, że takowa będzie bo, produkt jest cyklicznie co jakiś czas w promocji.
      Pokaż żonie co możecie zyskać, zaproponuj, że zaczniecie oszczędzać sobie na coś fajnego, wyznaczcie sobie ciekawy cel może to zadziała.
      Pozdrawiam i powodzenia smile
      • anaiss Re: Ekonomika działania 05.11.14, 15:19
        Patrząc z Twojego punktu widzenia to ja akurat w ogóle nie działam ekonomicznie, zazwyczaj bowiem, jeśli tylko mam czas, jadę drogę, która jest dla mnie przyjemniejsza, a niekoniecznie krótsza/szybsza, czyli nie oszczędzam na benzynie, a wręcz przeciwnie. Czasami jadę nawet okrężną drogą tylko po to, by się przejechać, zobaczyć co się nowego dzieje w mieście smile Z promocjami też jest problem, bo ze względu na małe mieszkanie nie lubię robić zapasów, ale też mam jakiś wewnętrzny opór przed dużymi zakupami, pewnie zdarza się mi na tym tracić. Nie lubię kupować rzeczy w danym momencie mi nie potrzebnych, np. tabletek do zmywarki, mimo, że są w promocji, skoro w domu mam ledwo rozpoczęte opakowanie, niestety później zdarza się, że nie ma promocji i muszę kupić drożej.
        • martini-7 Re: Ekonomika działania 05.11.14, 22:45
          Jeśli chodzi o takie przejażdżki autem to też nam się zdarzają wink czasem nawet nie wracając skądś, tylko po prostu wsiadamy w auto i jedziemy gdzieś sobie ot tak, turystycznie zobaczyć jakieś miejscowości koło nas czy coś tongue_out
      • verdana Re: Ekonomika działania 05.11.14, 14:01
        To, co proponujesz, to nie jest ekonomika działania, tylko patologiczne skąpstwo i próba kierowania zona jak paroletnim dzieckiem. Jeszcze z wafelkiem o tyle, o ile można sie zgodzić, choć nie wiem, czy jest rozsądne kupowanie wafelka, na którego sie chwilowo nie ma ochoty. Nie liczysz tego, że nie kupienie czegoś w promocji "bo jest", bardzo często oznacza, że nie kupi sie tego w ogóle. Gdyby zona kupiła wafelka, zjadła, a następnego dnia miała ochotę na kolejny, to gdzie tu jest oszczędność?
        Skąpienie na biletach to już jest przesada. Żona ma prawo załatwić dwie sprawy w dwa dni, choćby dlatego,że może chcieć wyjść z domu i trochę sie przejść przy okazji załatwiania, albo po prostu pobyć trochę bez kontrolującego małżonka.
        • mateusz740 Re: Ekonomika działania 06.11.14, 14:29
          Ale to były tylko przykłady i tego typu sytuacji jest dużo więcej. Co do wafelków czy innych rzeczy kupowanych na promocji to ja postępuje tak, że jak coś jest na promocji, a tego używam i wiem, że w niedługim czasie będzie mi potrzebne to kupuje na zapas. Nie trzeba zjadać od razu tego wafelka tylko można sobie zostawić na później (następny dzień, tydzień).
          Co do biletów to też chybione zarzuty. Jak chce może sobie chodzić czy jeździć gdzie tylko ma ochotę. Ja jej tego nie zabraniam, a wręcz zachęcam. Żona nie pracuje, więc ma bardzo dużo czasu bez małżonka. I to ona jest raczej z tych co chcą kontrolować.
          • nevada_r Re: Ekonomika działania 07.11.14, 00:01
            >Co do biletów to też chybione zarzuty. Jak chce może sobie chodzić czy jeździć gdzie tylko ma ochotę.

            Jasne, "może" jeździć. Ale są pretensje, bo do urzędu pojechała dwa razy! Zmarnowała dwa bilety, tragedia i rozpusta!

            No weź się ogarnij. Nawet, jeżeli oszczędzicie - to po co? Zastanowiłeś się nad tym? Rozumiem oszczędzanie w jakimś celu [kupno mieszkania, wakacje itp.]. Ale jeżeli to ma być oszczędzanie dla samego oszczędzania "bo można było kupić złotówkę taniej" to mnie to absolutnie nie przekonuje.
            • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 07.11.14, 13:36

              > No weź się ogarnij. Nawet, jeżeli oszczędzicie - to po co? Zastanowiłeś się nad
              > tym? Rozumiem oszczędzanie w jakimś celu [kupno mieszkania, wakacje itp.]. Ale
              > jeżeli to ma być oszczędzanie dla samego oszczędzania "bo można było kupić zło
              > tówkę taniej" to mnie to absolutnie nie przekonuje.

              A co jest zlego w takim oszczedzaniu?
              • nevada_r Re: Ekonomika działania 07.11.14, 16:29
                Nie ma nic złego - pod warunkiem, że nie jest się do niego zmuszanym! Jak ta żona - ma oszczędzać w bliżej niesprecyzowanym celu. Zauważ, że autor wątku NIE napisał, że muszą oszczędzać na życie, na wycieczkę itp. - on chce oszczędzać dla samego oszczędzania [oraz dlatego, że jest skąpy] ? niech więc sobie to robi.

                Ale nie może żony zmuszać do wydawania pieniędzy zgodnie z jego jedyną słuszną wizją - bo NIE MA REALNEJ POTRZEBY! I do tego ta żona wcale nie wydaje dużo.
                  • araceli Re: Ekonomika działania 07.11.14, 19:02
                    milka_jogurtowa napisała:
                    > Jak cos takiego mozna napisac na forum "Oszczedzamy" ???

                    Podstawową mądrości tego forum jest wyrabianie pewnych nawyków. A tutaj się okazuje, że jednak lepiej pieniądze roztrwaniać smile
                  • nevada_r Re: Ekonomika działania 07.11.14, 20:47
                    >A jak sie nie ma to nalezy roztrwonic cala pensje???

                    Nadinterpretowujesz. NIKT czegoś takiego nie napisał. Nie histeryzuj. Weź głęboki oddech i poczytaj wątek jeszcze raz.

                    >Jak cos takiego mozna napisac na forum "Oszczedzamy" ???

                    Normalnie. Bo niektórzy od tego źle pojętego, maniackiego "oszczędzania" na wszystkim stracili zdrowe i trzeźwe podejście do rzeczywistości. To się skąpstwo nazywa.
                    • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 07.11.14, 21:25
                      >
                      > Normalnie. Bo niektórzy od tego źle pojętego, maniackiego "oszczędzania" na wsz
                      > ystkim stracili zdrowe i trzeźwe podejście do rzeczywistości. To się skąpstwo n
                      > azywa.

                      A jakie to jest oszczędzanie " dobrze pojęte"?
                      • nevada_r Re: Ekonomika działania 08.11.14, 11:19
                        >A jakie to jest oszczędzanie " dobrze pojęte"?

                        Takie, w którym się nie robi drugiej stronie awantury za droższego o kilkadziesiąt groszy wafelka! A później nie wypomina jej się tego na forum! Zauważ, że autor nie pisze, że oni muszą oszczędzać. Albo że mają jakiś cel oszczędzania [chociażby wakacje czy emerytura]. Nie, on chce oszczędzać dla samego oszczędzania; chce rozliczać żonę z każdego kilkadziesiąt groszy na wafelka - i uwaga - najgorsze. On uważa, że żona kupiła tego droższego batonika JEMU NA ZŁOŚĆ! uncertain Takie zachowanie nazywa się skąpstwem.
                        • zuzanna56 Re: Ekonomika działania 08.11.14, 12:32
                          Oszczędzać powinien każdy w tym sensie żeby nie wydawać swoich ciężko zarobionych pieniędzy na bzdury, kupować proszek do prania w promocji gdy jest tańszy bo kiedyś się skończy i po co płacić za niego więcej. Ale w tym wypadku moim zdaniem problem jest inny. Tylko mąż pracuje i wypomina żonie jakieś grosze wydane na wafelka. Nie wiemy z jakiego powodu żona nie pracuje. Nie mają w domu małych dzieci, nie jest chyba poważnie chora. Nie może znaleźć pracy czy nie chce jej się pracować?
                          Nie znamy też zarobków męża. Może tak mało zarabia i mają tak duże wydatki że zaoszczędzenie 50 zł miesięcznie ma wielkie znaczenie.
                          • nevada_r Re: Ekonomika działania 08.11.14, 14:54
                            >Nie znamy też zarobków męża. Może tak mało zarabia i mają tak duże wydatki że zaoszczędzenie 50 zł >miesięcznie ma wielkie znaczeni

                            O tym nie napisał; można wywnioskować z jego posta, to to, że chciałby kontrolować najdrobniejsze wydatki żony. Bo tak. A to jest skąpstwo.
                        • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 10.11.14, 09:32
                          Albo że mają jakiś cel oszczędzania [ch
                          > ociażby wakacje czy emerytura]. Nie, on chce oszczędzać dla samego oszczędzania
                          > ; chce rozliczać żonę z każdego kilkadziesiąt groszy na wafelka - i uwaga - naj
                          > gorsze. On uważa, że żona kupiła tego droższego batonika JEMU NA ZŁOŚĆ! uncertain Taki
                          > e zachowanie nazywa się skąpstwem.

                          No dobra, to napisz jak ty funkcjonujesz- kupujesz co ci sie podoba obojatnie jaka bylaby cena, no ale zamarza ci sie egzotyczne wakacje i co wtedy? Zaczynasz patrzec dopiero wtedy na ceny i szukac promocji? To ile czasu schodzi zeby w taki sposob oszczedzic na wakacje?

                          Bo ja na przyklad mam te pieniadze oszczedzone "na wafelkach" na koncie i jak mi sie umysla wakacje to po prostu je kupuje wink
                          • nevada_r Re: Ekonomika działania 10.11.14, 10:19
                            >No dobra, to napisz jak ty funkcjonujesz- kupujesz co ci sie podoba obojatnie jaka bylaby cena, no ale >zamarza ci sie egzotyczne wakacje i co wtedy? Zaczynasz patrzec dopiero wtedy na ceny i szukac >promocji? To ile czasu schodzi zeby w taki sposob oszczedzic na wakacje?

                            Funkcjonuję normalnie - jak mam ochotę na batonika, to go sobie z reguły kupuję, bo tak jest dla mnie wygodniej i - najważniejsze - jestem w tej dobrej sytuacji materialnej, że nie muszę oszczędzać takich groszaków.

                            Natomiast jeżeli chodzi o kupno butów, to robię dokładnie, jak ty wspomniałaś ? czekam na promocje, obniżki itp. I nie kupuję butów np. za 300 zł, tylko za 200. Bo taka kwota ROBI RÓŻNICĘ. Oszczędzona złotówka nie robi. Nigdy w życiu nie kupowałam torebek za 700 zł i mam nadzieję, że nie upadnę na głowę, żeby to robić, nawet, jeżeli jakimś cudem będę kiedyś zarabiać górę pieniędzy.

                            A jak oszczędzam - w najprostszy i [dla mnie] najprzyjemniejszy sposób - ustaliliśmy sobie kwotę X, którą co miesiąc od razu po wypłacie wrzucamy na konto oszczędnościowe. Za pomocą przelewu stałego, więc nawet myśleć o tym nie trzeba. Oszczędza się "samo", a do tego nie musimy się martwić tym, że wydaliśmy dzisiaj parę złotych więcej niż mogliśmy.

                            Przy czym rozumiem, że są osoby, które muszą oszczędzać każdy grosz, i bardzo mi przykro z tego powodu, ale takie osoby raczej ogóle nie powinny kupować batoników i tym podobnych rzeczy umilających życie, bo ich na to po prostu nie stać. No i: autor tego wątku w ogóle NIE zaznaczył, że należy do takich osób, więc można mniemać, że są dobrze sytuowani a on chce oszczędzać dla samego oszczędzania. To, że każe żonie jeździć do urzędu raz [bo traci kasę na 2 bilety] jest SKANDALICZNE!
                            • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 10.11.14, 10:33

                              > Funkcjonuję normalnie - jak mam ochotę na batonika, to go sobie z reguły kupuję
                              > , bo tak jest dla mnie wygodniej i - najważniejsze - jestem w tej dobrej sytuac
                              > ji materialnej, że nie muszę oszczędzać takich groszaków.

                              Ale co to znaczy ze jestes w dobrej sytuacji materialnej? Wiesz punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, skoro torebka za 700 to dla ciebie taka wielka fanaberia to nie wiem dlaczego postrzegasz swoja sytuacje tak pozytywnie.....mnostwo ludzi ktorzy tu pisza oszczedza "na wafelku" wlasnie po to zeby sobie np. kupowac torebki od Michaela Korsa bo torebka za 700 pln z Wittchen nie spelnia ich oczekiwan.....
                              • nevada_r Re: Ekonomika działania 10.11.14, 11:49
                                No i sama widzisz - tylko potwierdzasz moje słowa. Takie osoby mają CEL tego oszczędzania, widzą w tym jakiś sens. No to niech im będzie. A takie oszczędzanie paru groszy na wafelku, żeby tylko mieć tę kasę jest bez sensu.
                                • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 10.11.14, 12:25
                                  Nic nie potwierdzam- nigdzie nie napisalam ze te osoby oszczedzaja bo maja CEL- zakup torebki wink Tylko po raz kolejny napisalam ze oszczedzaja po to ZEBY MIEC KASE na potencjalne zachcianki wink

                                  Widze ze w ogole NADAL nie rozumiesz o co chodzi, wedlug ciebie oszczedzac na wafelku musza ci biedni. A weglug moich obserwacji to wlasnie najwięksi biedacy kupuja wafelki po 4 pln, co lepiej usytuowani generalnie nie szastaja pieniedzmi.

                                  Zobacz sobie obecna afere z poslami PIS, moze taki ekstrymalny przyklad ci cos rozjasni. Te osoby na pewno stac ich na szastanie pieniedzmi na wafelki za 4 pln, no a one postepuja tak ze to sie ociera o k.k....
                            • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 13:41
                              nevada_r napisała:
                              > Natomiast jeżeli chodzi o kupno butów, to robię dokładnie, jak ty wspomniałaś ?
                              > czekam na promocje, obniżki itp. I nie kupuję butów np. za 300 zł, tylko za 200.

                              Czyli jesteś skąpiradłem bo nie kupujesz wtedy kiedy chcesz tylko wtedy kiedy jest taniej. Odmawiasz sobie przyjemności! big_grin

                              > Bo taka kwota ROBI RÓŻNICĘ. Oszczędzona złotówka nie robi.

                              I tu się mylisz. Bo nie kupujesz jednego wafelka na sezon. To jest jedna z podstawowych kwestii, których uczy to forum - najwięcej pieniędzy rozchodzi się na drobnostki. To są kwoty, których nie widać, nie są odczuwalne - ale ziarnko do ziarnka zbiera się potężna kwota.
            • mateusz740 Re: Ekonomika działania 13.11.14, 14:48
              > Jasne, "może" jeździć. Ale są pretensje, bo do urzędu pojechała dwa razy!
              > Zmarnowała dwa bilety, tragedia i rozpusta!
              Nie napisałem chyba, że potem mówiła, że nie zdążyła czegoś innego zrobić bo była dwa razy w urzędzie.

              > No weź się ogarnij. Nawet, jeżeli oszczędzicie - to po co?
              Celów oszczędzania jest wiele. Po pierwsze nie lubię nie mieć żadnych oszczędności. Czasami w życiu zdarza się, że przyjdzie nagle jakiś niespodziewany wydatek i dobrze jest mieć trochę grosza. Może się też zdarzyć utrata pracy i z czego wtedy żyć? A celów oszczędzania jest dużo. Kilka dni temu (już po rozpoczęciu tego wątku) żona stwierdziła, że koniecznie potrzebuje nowego laptopa. Nie ma jakichś dużych wymagań, ale ponad 1000 zł pójdzie na to. Można też z zaoszczędzonych środków sfinansować sobie jakiś wyjazd (nawet byliśmy na długi weekend i gdybyśmy nie wydawali wcześniej na pierdoły to moglibyśmy sobie pozwolić na dłuższy wyjazd).

              > Ale jeżeli to ma być oszczędzanie dla samego oszczędzania "bo można było kupić
              > złotówkę taniej" to mnie to absolutnie nie przekonuje.
              Mi cały czas nie chodzi o pojedyncze przypadki, ale o ogólne podejście. Uważam, że można pewne rzeczy przewidzieć i jakoś zaplanować sobie zakupy, że mieć to samo, ale taniej i nie tracić na to zbyt dużo czasu.
    • johana75 Re: Ekonomika działania 05.11.14, 17:31
      Dla mnie nie jesteś sknerą, jeśli mogę kilka rzeczy załatwić od razu bo są blisko siebie to tak robię. To co lubię kupuje w promocji jeśli akurat jest bo wiem że i tak to zjem ( nie marnuje jedzenia).
      Jeśli ty jesteś sknerą to wychodzi że ja też wink mam to gdzieś co kto o mnie mysli, to moje pieniądze na które sama pracuje i sama je wydaje ( od jakiegoś czasu) i dobrze mi z tymsmile
      Twoja zona przypomina mi mojego ex partnera, choc zarabiał kilka razy mniej ode mnie to nie liczył pieniedzy, nigdy nie wiedział co ile kosztuje, szedł i kupował, bo kasa była...szlak mnie trafiał...
      • johana75 Re: Ekonomika działania 05.11.14, 17:46
        Dodam jeszcze że to co chce to sobie kupie, ale zawsze sprawdzam gdzie moge kupić to najtaniej. np uwielbiam drogie perfumy, a na gwiazdkę robię sobie luksusowy ( jak dla mnie) prezent za ok 2 tys wink
        Więc raczej żadna ze mnie sknera, tyle tylko że myślę ekonomicznie, jak jadę do miasta to załatwiam wszystko hurtem, urząd, zakupy itp. Poza tym nie lobię marnować swojego czasu, a jak sie chce przejść, to ide na spacer lub jadę nad zalew.
      • nevada_r Re: Ekonomika działania 05.11.14, 17:50
        Jaja sobie robisz? Ile można "oszczędzić" na batoniku? 20 groszy? Jeżeli dla kogoś tak drobna kwota jest powodem do robienia drugiej osobie awantur, nudzenia i wypominania, to TAK, ta osoba jest sknerą, i co więcej - powinna się leczyć.
      • nevada_r Re: Ekonomika działania 06.11.14, 08:51
        >Być może sedno Twoich problemów z żoną jest gdzieś indziej. Może żona ma nieświadomie ochotę >odegrać się wafelkiem za jakąś przykrość którą jej wywinąłeś, może za to że traktujesz ją jak dziecko.

        A być może ona po prostu nie miała ochoty na wafelka jednego dnia. A drugiego już miała! Nie przypisujcie jej takich złych intencji; może ona sobie w ogóle nie skojarzyła tych dwóch wydarzeń ? naprawdę, normalny człowiek nie porównuje cen batoników i nie kupuje ?na złość? batonika 20 groszy droższego! wink
        • nvv Re: Ekonomika działania 06.11.14, 10:30
          > A być może ona po prostu nie miała ochoty na wafelka jednego dnia. A drugiego już miała!

          (:

          Faceci są inni i czasem wiele lat im zajmuje aby zrozumieć tak podstawowe kwestie w płci pięknej. (:

          My zwykle jesteśmy w stanie przewidzieć co będziemy chcieć jutro, a kobieta jest bardziej emocjonalna, skaczą jej te różne hormony w różne strony i jest nieprzewidywalna, ale to ma to swój urok.

          Autor chyba jest na etapie złości na to i prób zmiany, któryś kolejny etap to akceptacja.
          • johana75 Re: Ekonomika działania 06.11.14, 10:47
            > Faceci są inni i czasem wiele lat im zajmuje aby zrozumieć tak podstawowe kwest
            > ie w płci pięknej. (:
            >
            > My zwykle jesteśmy w stanie przewidzieć co będziemy chcieć jutro, a kobieta jes
            > t bardziej emocjonalna, skaczą jej te różne hormony w różne strony i jest niepr
            > zewidywalna, ale to ma to swój urok.

            Fakt że mężczyźni i kobiety to troche inne stworzenia, ale nie demonizujmy. Ja np. wiem co będę jadła na śniadanie, przez kilka tygodni jem ciągle owsiankę i jeszcze mi się nie znudziła ;D
            Nawet jak skaczą mi te hormony...
            Chyba jednak i kobiety się różnią, oczywiście że nie ma co kopii kruszyć o 1 wafelka, ale wiem że to był tylko przykład jeden z wielu, autora wątku.
            Ja staram się działać ekonomicznie, dlatego oszczędzam sporo, ale żyje na luzie. Jeśli chce iść z synem do kawiarni na lody to idziemy, a przecież w sklepie sa tańsze wink
            Nie o to chodzi przecież w życiu, trzeba wyluzować, no chyba ze komuś budżet domo zawali się jeśli wyda 50 zł w kawiarni...
          • nevada_r Re: Ekonomika działania 06.11.14, 10:48
            >Faceci są inni i czasem wiele lat im zajmuje aby zrozumieć tak podstawowe kwestie w płci pięknej. (:

            >My zwykle jesteśmy w stanie przewidzieć co będziemy chcieć jutro, a kobieta jest bardziej emocjonalna, >skaczą jej te różne hormony w różne strony i jest nieprzewidywalna, ale to ma to swój urok.

            A to, co piszesz, jest i nieprawdziwe, i szowinistyczne. Przestań.
    • leni6 Re: Ekonomika działania 06.11.14, 10:29
      Odniosę się tylko do przykładu z wafelkiem. Niektórzy tu piszą, że na wafelki można oszczędzić ok 20 groszy, moim zdaniem znacznie więcej np. Prince Polo XXL w supermarkecie kosztuje ok 1,6, w sklepiku w pracy ok 2.5, a w promocji (są regularnie) ok 1zł. Duże różnice. Niemniej mnie w domu takie kupowanie na promocji w dużych paczkach ma sens tylko w przypadku słodyczy dla mojego męża, bo on je słodycze rzadko i tylko gdy ma ochotę. W moim przypadku trzymanie ulubionych słodyczy w domu kończy się tym, że zjadam ich znacznie więcej, żadna oszczędność, a do tego dużo pustych kalorii. Może żona autora wątku ma podobnie ?
      • nevada_r Re: Ekonomika działania 06.11.14, 10:57
        >Niektórzy tu piszą, że na wafelki można oszczędzić ok 20 groszy, moim zdaniem znacznie więcej np. Prince >Polo XXL w supermarkecie kosztuje ok 1,6, w sklepiku w pracy ok 2.5, a w promocji (są regularnie) ok 1zł. >Duże różnice.

        Zależy, ile tych batoników się jada. Jeden, dwa, cztery miesięcznie? Przy tak małych ilościach te parę złotych więcej naprawdę nie robi różnicy (chyba, że ktoś ma naprawdę napięty budżet i liczy każdą złotówkę ? ale wtedy raczej nie powinien kupować batoników, tylko rzeczy, których naprawdę potrzebuje).

        A jeżeli ktoś zjada batoniki kompulsywnie, kilka dziennie, to nie nad oszczędnościami powinien się zastanawiać, tylko nad swoim sposobem żywienia i nad tym pracować.

        Moim zdaniem pieniądze zostały stworzone po to, żeby umilać nam życie. Jak się zaczyna skąpić sobie na batonika, bo w innym sklepie taniej, to już jest zjawisko bardzo niepokojące.
        • araceli Re: Ekonomika działania 06.11.14, 23:29
          nevada_r napisała:
          > Moim zdaniem pieniądze zostały stworzone po to, żeby umilać nam życie. Jak się
          > zaczyna skąpić sobie na batonika, bo w innym sklepie taniej, to już jest zjawis
          > ko bardzo niepokojące.

          Czyli bardziej 'umila' życie TEN SAM batonik za 2zł niż za 1zł?
          • nevada_r Re: Ekonomika działania 06.11.14, 23:46
            >Czyli bardziej 'umila' życie TEN SAM batonik za 2zł niż za 1zł?

            Nie udawaj, że nie rozumiesz, o co chodzi. Życie jest o wiele milsze, kiedy można coś kupić i nie przejmować się, że się kupiło "bo mogłam kupić 20 groszy taniej" / "bo mąż będzie mnie męczył, że nie kupiłam wczoraj taniej o złotówkę". To się nazywa normalne życie - czasem się ulega zachciankom, a czasem nie.

            Naprawdę byłabyś zadowolona, gdyby ci mąż zaczął marudzić, że kupiłaś droższego batonika?
            • araceli Re: Ekonomika działania 07.11.14, 00:15
              To chyba Ty udajesz, że nie wiesz o co chodzi. To jest ten sam batonik i nie on jest zachcianką ale kupienie go w wyższej cenie. Oczywiście - można tak zrobić tyle, że w życiu jest tak, że wydanych pieniędzy na jedno - nie wydasz na co innego. Przyjemność pod tytułem 'kupienie drożej tego samego' odbierze kasę na inną przyjemność.

              I mąż nie marudzi mi, że kupiłam coś droższego bo:
              1. Z zasady tego nie robię - ekonomikę działania mam opanowaną do perfekcji
              2. Jak mi się zdarzy to nie jest to najmniejszym problemem bo i tak sporo już zaoszczędziliśmy (patrz punkt 1).
            • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 07.11.14, 13:35
              > Nie udawaj, że nie rozumiesz, o co chodzi. Życie jest o wiele milsze, kiedy moż
              > na coś kupić i nie przejmować się, że się kupiło "bo mogłam kupić 20 groszy tan
              > iej" / "bo mąż będzie mnie męczył, że nie kupiłam wczoraj taniej o złotówkę". T
              > o się nazywa normalne życie - czasem się ulega zachciankom, a czasem nie.
              >

              Naprawde zycie jest milsze jak sie cos kupilo drozej mimo ze mozna to kupic o wiele taniej?
              Myslalam ze ma sie satysfakcje jak cos sie udalo taniej kupic a nie jak sie przeplacilo wink))))
            • araceli Re: Ekonomika działania 07.11.14, 15:47
              guderianka napisała:
              > Czyli bardziej 'umila' życie TEN SAM batonik za 2zł niż za 1zł?
              > tak, jeśli umilenie potrzebne jest dzisiaj-tutaj-zaraz -teraz a nie później/jut
              > ro
              Ale przecież gdyby pani batonik miała to by go mogła zjeść w dowolnej chwili. Autor wątku nie powiedział żonie 'nie kupuj teraz bo tu drogo kup jutro w taniej markecie' tylko 'kup dziś w markecie taniej - będziesz miała jak przyjdzie Ci ochota'.
              • guderianka Re: Ekonomika działania 07.11.14, 16:06
                Jesteśmy sobie w jakimś większym sklepie. Mówię do żony "Patrz, kochanie, jest promocja tych wafelków, które tak lubisz. Może chcesz?". Ona "Nie". Ok, idziemy dalej. Następnego dnia jesteśmy w innym sklepie (już mniejszym i droższym) i żona do mnie "I jeszcze wafelka sobie wezmę".

                zrozumiałam inaczej
                Jest w sklepie, jest promocja wafelków- ona nie ma ochoty
                na drugi dzień są również w sklepie (innym) -i nachodzi ją ochota
                • araceli Re: Ekonomika działania 07.11.14, 16:41
                  guderianka napisała:
                  > zrozumiałam inaczej
                  > Jest w sklepie, jest promocja wafelków- ona nie ma ochoty
                  > na drugi dzień są również w sklepie (innym) -i nachodzi ją ochota

                  Przykład odnosi się do produktu, który ona lubi i zapewne często spożywa. My zapasów słodyczy nie robimy (bo szybko wychodzą) ale zdecydowaną większość produktów, które lubimy i używamy tak właśnie jest kupowane. Możesz to zamienić na 'Patrz kochanie jest promocja tej kawy, którą tak lubisz. Może chcesz'. Ja w takich sytuacjach kupuję - nawet jak wypiję za tydzień wink
    • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 06.11.14, 12:33
      Mnie też strasznie wkurza coś takiego i doskonale cie rozumiem...
      Przykład z wafelkiem- przeciez nie chodzi o rzecz ktora sie na drugi dzien zepsuje bo tu robienie zapasow nie ma sensu, wafelki moga lezec nawet pol roku, wiec jaki problem kupic na zapas jak sie widzi w promocji...
      W drugiej sytuacji nie wiem czy o wiele bardziej mnie denerwuje bezsensowne tracenie czasu czy tracenie pieniedzy na bilet ....
      Wedlug mnie masz zupelna racje i uzasadnione pretensje....
      • meizi Re: Ekonomika działania 06.11.14, 12:50
        ale przecież tu nie chodzi o 20gr do którego się przyczepiliście!

        1. autor policzył na szybko i wyszło 200zł/m-c = 2.400zł/rok
        2. nie lepiej tego czasu wykorzystać w bardziej interesujący sposób? (sport, spacer, spotkanie ze znajomymi itp)

        następnym razem jak żona będzie chciała torebkę za 800zł to powiedz, że przejeździła wink
        • araceli Re: Ekonomika działania 06.11.14, 23:38
          meizi napisał:
          > następnym razem jak żona będzie chciała torebkę za 800zł to powiedz, że przejeździła wink

          O to to właśnie! Chyba najgorzej jest jak jedna strona myśli ekonomicznie a druga stawia na żywioł. W sumie każdy robi tak jak uważa ale strona oszczędna może czuć się poszkodowana (jak wypracowane oszczędności idą np. na wspólny cel).
    • mocno.zdziwiona Re: Ekonomika działania 06.11.14, 20:17
      Ja nie widzę nic dziwnego w Twoim postępowaniu. Nie dość, że załatwiam wszystkie sprawy na mieście od ręki, to jeszcze układam je geograficznie, żeby jak najmniej jeździć i jak najmniej razy przeparkowywać samochód (lub korzystać z autobusu). Jak dla mnie to to jest poszanowanie własnego czasu a nie skąpstwo.
      Rzeczy niepsujące kupuję w promocji jeśli ją widzę akurat będąc na zakupach. Specjalnie na promocje nie poluję, ale jeśli akurat jest i są w promocji jakieś kasze, makarony czy nawet te wafelki to czemu nie kupić taniej.

      Wydaje mi się, że Twoja żona może się nudzić. Bo nie pracuje więc za specjalnie może nie ma po co wyjść z domu i dla niej ta wyprawa autobusem do urzędu jest swego rodzaju rozrywką. Stąd niechęć do zmian.
    • araceli Re: Ekonomika działania 06.11.14, 23:36
      Tak - działam ekonomicznie, dzięki temu mogę więcej: i finansowo i czasowo. Wiadomo - nie wszystko się da ale założenie jest takie, żeby kupować to co się chce najtaniej. Nie rezygnować tylko szukać najtańszej opcji.
    • asfo Re: Ekonomika działania 07.11.14, 02:06
      Z jednej strony, być może warto racjonalizować wydatki, ale z drugiej - ktoś kto się na każdym kroku czepia o wafelki, bilety autobusowe, okazjonalną kawę z automatu, kąpiel zamiast prysznica itd. może doprowadzić do rozwodu. Więc ostatecznie - nie do końca warto, bo atmosfera w domu też jest ważna. Niekiedy trzeba się pogodzić z pewnymi niezgodnościami charakteru czy wadami partnera w imię małżeńskiego szczęścia. Nawet jeśli to kosztuje dodatkowe 200 zł/mc.

      Osobiście racjonalizuję sobie to i owo robiąc zakupy tam, gdzie zazwyczaj jest trochę taniej lub lepiej, ale nie analizuję ceny każdego jednego produktu. Ponadto robienie zapasu słodyczy jest niebezpieczne, bo nie każdy ma wewnętrzną dyscyplinę, która nakazuje zjadać tylko jeden wafelek dziennie, o 16-tej do herbaty.
      • anula36 Re: Ekonomika działania 07.11.14, 08:33
        a w zasadzie czemu zona nie pracuje?moze jak bedzie miec swoja kase to stracisz troche nerwowosci jako jedyny zywiciel rodziny i nie bedziesz musial az tak oszczedzac,ani az tak sie nakrecac.
        • johana75 Re: Ekonomika działania 07.11.14, 09:00
          Dokładnie! Wykop ja do pracy , niech zarobi na drogie wafelki wink
          Codziennie będzie jeździła autobusem przynajmniej 2x dziennie to nie będzie jej sie chciało jeździć 2x do urzędu wink
          Najczęściej ludzie którzy nie pracują wydają lekka ręką ciężko zarobione pieniądze drugiej strony.
          Uważam że jeśli jeden z małżonków zarabia to ma prawo wymagać od drugiej strony aby szanowała jego pracę, no chyba że temu co zarabia jest to obojętne, zalezy co kto lubi i na jakie kompromisy jest w stanie pójść.
          Ja źle czułabym się bez swoich pieniędzy, bo jesli chce kupić sobie torebkę za 700 zł. to ja kupię ze swoich oszczędności, ale nie kupiłabym jeśli zarabiałby tylko partner.
          • szpil1 Re: Ekonomika działania 07.11.14, 20:47
            johana75 napisała:

            > Najczęściej ludzie którzy nie pracują wydają lekka ręką ciężko zarobione pienią
            > dze drugiej strony.
            > Uważam że jeśli jeden z małżonków zarabia to ma prawo wymagać od drugiej strony
            > aby szanowała jego pracę,

            Nie, no przecież skoro żona nie nie pracuje zawodowo to jej praca w domu sie nie liczy. Przecież takie pranie, sprzątanie, gotowanie itd samo sie robi. W związku z tym wara takiej niepracującej żonie od pieniędzy męża. I niech się cieszy, że mąż cokolwiek jej kupi albo da jakiekolwiek pieniądze.

            > Ja źle czułabym się bez swoich pieniędzy, bo jesli chce kupić sobie torebkę za
            > 700 zł. to ja kupię ze swoich oszczędności, ale nie kupiłabym jeśli zarabiałby
            > tylko partner.

            Ale to Ty. Może ta żona akurat się źle z tym nie czuje, bo wie, że jej praca w domu też jest dużo warta. Chociaż pensji za to nie ma.
            • ashraf Re: Ekonomika działania 07.11.14, 21:20
              I tak cały dzień pierze, sprząta, gotuje? Pracujący mieszkają w syfie i jedzą tylko mrożonki? Zaręczam Ci, że gdyby ta żona poszła do pracy, to nagle okazało się, że dom można ogarnąć razem w kilka h tygodniowo, zakupy zrobić raz na tydzień, a ugotować raz na dwa dni, a jeśli codziennie, to w 30 min. Także już nie przesadzajmy z tą niesamowicie cenną robotą nie do zastąpienia. A jakby były 2 pensje, to skończyłyby się może dylematy, czy kupienie batonika za 2 zł jest zbrodnią, bo 2 dni wcześniej kosztował 1,2 zł.
              • szpil1 Re: Ekonomika działania 07.11.14, 21:30
                Ale to najwyrażniej nie żona tylko mąż ma takie dylematy. I nie chodzi mi o to, że ta żony praca jest nie do zastąpienia i wycenienia. Tylko o to, że niektórzy forumowicze najwodoczniej uważają, ze nie jest kompletnie nic warta.
                • ashraf Re: Ekonomika działania 08.11.14, 20:00
                  Jest warta, ale nie przynosi dochodów. Często jest wygodna dla strony zarabiającej, która ma w domu nieliczne bądź żadne obowiązki. Poza tym, jeżeli w domu nie ma małych dzieci, to można paść z nudów, więc wycieczki do urzędów nie dziwią wink Praca żony rozwiązałaby i ten problem. No i różnica 80 gr na batoniku nie byłaby już tak drastyczna. Przy czym najpewniej, gdyby żona musiała sama włożyć pieniądze do domowego budżetu, nauczyłaby się lepiej nimi gospodarować.
            • johana75 Re: Ekonomika działania 07.11.14, 22:52
              > Nie, no przecież skoro żona nie nie pracuje zawodowo to jej praca w domu sie ni
              > e liczy. Przecież takie pranie, sprzątanie, gotowanie itd samo sie robi. W zwią
              > zku z tym wara takiej niepracującej żonie od pieniędzy męża. I niech się cieszy
              > , że mąż cokolwiek jej kupi albo da jakiekolwiek pieniądze.

              Nie napisałam że praca w domu sie nie liczy, ale pewnie tobie jst wygodniej kupic zonie torebkę za 700 zł i nie musieć brudzić sobie rączek sprzątaniem kibla, bo zajęta zona praca zawodowa stwierdzi że jeśli i ona pracuje to sprzątacie razem i wszystkie inne obowiązki tez dzielicie.
              Ta wiem niektórym jest tak wygodniej, jeśli i żonie to odpowiada to czemu nie. Tylko co jeśli wymienisz ja na nowszy model? Dasz jej emeryture na stare lata?
              • szpil1 Re: Ekonomika działania 08.11.14, 12:38
                No, akurat jestem kobieta, żony nie mam, ani nawet sprzątaczki nie zatrudniam smile.

                "jst wygodniej kupic zonie torebkę za 700 zł i nie musieć brudzić sobie rączek sprzątaniem kibla, bo zajęta zona praca zawodowa stwierdzi że jeśli i ona pracuje to sprzątacie razem i wszystkie inne obowiązki tez dzielicie. "

                To, podejrzewam, jest czasem prawdą.
                • johana75 Re: Ekonomika działania 08.11.14, 12:45
                  po nicku wywnioskowałam że facet wink

                  Niektóre kobiety wola "siedzieć" w domu no i jest ok. Chociaż takie totalne uzależnienie od faceta jest dla mnie niedopuszczalne, ale jak kto lubi.

                  Ja wole iśc do pracy, sprzątać nie lubię, więc 1x tyg. przychodzi pani do sprzątania. Jej 4h sprzątania to moja jedna więc dlaczego nie?
    • ashraf Re: Ekonomika działania 07.11.14, 10:06
      My staramy sie dzialac ekonomicznie, ale bez przesady, pieniadze sa po to, zeby zyc, a nie odwrotnie. Dlatego np. przyklad pierwszy jest dla mnie bez sensu, bo nie kazda zachcianke mozna i trzeba planowac - oczywiscie to przy zalozeniu, ze ten wafelek nie wpedza was w ruine finansowa. Drugi to po prostu glupota, bo traci sie nie tylko pieniadze, ale przede wszystkim czas. Uwazam, ze najlepsza rada w tym watku to uczynienie zony odpowiedzialna nie tylko za wydawanie pieniedzy, ale i za i zarabianie, z reguly bowiem mniej szanuje sie to, co dostaje sie bez wysilku.
    • marcelina4 Re: Ekonomika działania 08.11.14, 09:48
      a ja rozumiem Twoje stanowisko, racjonalne wydatki dają wymierne korzyści, nawet te sławetne wafelki, bo jeżeli jakiś produkt używa się / spożywa regularnie, to jego cena ma znaczenie np. w skali miesiąca, a takich produktów może być kilka / kilkanaście, więc suma oszczędności może dać jakąś konkretną kwotę
      200 zł w skali miesiąca jest taką różnicą, bo można tę kwotę oszczędzić na inny cel, albo odłożyć na na tzw. czarną godzinę, zawsze to 200 zł w zapasie, lepsze niż nic
      nie widzę też nic złego w kupieniu czegoś na zapas w promocji, sama tak robię, jeżeli jest promocja np. na płyn do prania, żel pod prysznic, pastę do zębów, albo produkty spożywcze z dłużą datą przydatności, to dlaczego nie kupić taniej? nie ważne, że mam w domu pół opakowania płynu do prania, ten produkt kiedyś się skończy i będę musiała kupić kolejny, to po co mam płacić regularną ceną, skoro jest okazja kupić taniej?
      o ile produkty nie popsują się za tydzień, to jest to sensowne, kupuję zapas taniej, w odpowiedniej chwili wyjmuje nowy i korzystam, w dodatku nie lecę przymuszona brakiem czegoś do sklepu i nie kupuję pierwszego z brzegu produktu, bo muszę
      piszecie, że wafelek to pierdoła bez znaczenia, może i tak, ale ile takich drobiazgów uzbiera się w ciągu miesiąca? autorowi uzbierało się na kwotę 200 zł, czy to jest kwota warta pogardzenia?
      uważam, że nie, a oszczędzanie od czegoś trzeba zacząć, od zmiany nawyków, analizowania cen i racjonalizacji zakupów, korzystanie z promocji jest taką racjonalizacją
      żona autora mogła kupić kilka wafelków w promocji i schować je do szafki, nikt nie kazał jej opychać się nimi od razu w sklepie, mogła sobie potem taki wafelek wyjąć i zjeść, zwłaszcza, że jak autor pisze, to jej ulubione wafelki, czyli jada je regularnie
      widać autor ceni zarobione przez siebie pieniądze i wie ile wysiłku kosztuje go utrzymanie rodziny, jego zona nie pracuje, nie musi poświęcić czasu i energii na pracę, wydaje pieniądze, bo mąż przynosi do domu pensję i uwagi o niegospodarności odbiera jako czepialstwo, może sama powinna zacząć zarabiać, zazwyczaj wtedy zmienia się optyka
      drogi autorze wątku, moim zdaniem masz dużo racji, porozmawiaj spokojnie z żoną, przedstaw jej konkretne liczby, pokaż, że można przy odrobinie chęci lepiej zarządzać budżetem domowym, powodzenia!
      • araceli Re: Ekonomika działania 08.11.14, 13:41
        marcelina4 napisała:
        > piszecie, że wafelek to pierdoła bez znaczenia, może i tak, ale ile takich drob
        > iazgów uzbiera się w ciągu miesiąca? autorowi uzbierało się na kwotę 200 zł, cz
        > y to jest kwota warta pogardzenia?
        > uważam, że nie, a oszczędzanie od czegoś trzeba zacząć, od zmiany nawyków,
        > analizowania cen i racjonalizacji zakupów, korzystanie z promocji jest taką
        > racjonalizacją

        Dokładnie o to chodzi - o NAWYKI. Tutaj (i w innych wątkach tego typu) nie chodzi o to, że pan ma pretensje o jednego wafelka tylko o BRAK NAWYKU oszczędzania.

        Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka - albo się oszczędza albo trwoni kupując te same produkty drożej. Podstawową zasadą tego forum jest RACJONALIZACJA wydawania pieniędzy - nie odmawianie sobie ale kupowanie tam, gdzie jest taniej. Z drobnych kwot zbiera się większa suma (BEZ WYRZECZEŃ), którą potem można wydać na coś innego.
        • zuzanna56 Re: Ekonomika działania 08.11.14, 13:52
          Oczywiście że nawyki są bardzo ważne. Ja też nie kupuję kosmetyków czy ubrań powyżej pewnej określonej przeze mnie sumy chociaż mogłabym. Nie kupuję wafelka za 4 zł bo taki sam kupię w sklepie za 1,5 zł, tak po prostu dla zasady. Nie jadę samochodem dwa razy gdy jakąś sprawę mogę załatwić od razu i jest to w pobliżu pracy czy akurat tamtędy przejeżdżam. Ale nie wiem czy w tym przypadku nie chodzi o coś innego. Żona nie pracuje i pan chce ją wychować.
          • araceli Re: Ekonomika działania 08.11.14, 18:27
            zuzanna56 napisała:
            > Ale nie wiem czy w tym przypadku nie chodzi
            > o coś innego. Żona nie pracuje i pan chce ją wychować.

            Sądzę, że dorabiasz ideologię. Moim zdaniem czy żona pracuje czy nie - nie ma tutaj znaczenia, po prostu nie ma nawyków. Jeżeli nauka nawyków to wychowanie to cóż - jestem za.
            • ashraf Re: Ekonomika działania 08.11.14, 20:16
              A nie sądzisz, że gdyby pracowała, to nawyki same weszłyby jej w krew? Rzadko docenia się coś, czego nie robi/nie zdobywa się samemu. No i na wychowanie dorosłej osoby już chyba za późno...
              • araceli Re: Ekonomika działania 08.11.14, 21:35
                ashraf napisała:
                > A nie sądzisz, że gdyby pracowała, to nawyki same weszłyby jej w krew? Rzadko d
                > ocenia się coś, czego nie robi/nie zdobywa się samemu. No i na wychowanie
                > dorosłej osoby już chyba za późno...

                Eee... mój chłop nawyków nie miał, choć rozrzutny nigdy nie był. Po prostu nie zwracał uwagi na finanse, nie jego działka w ogóle. Owszem - miał pojęcie 'taniej jest zrobić zakupy w markecie' ale nie jestem pewna, że na pytanie 'ile kosztuje ryż' usłyszałabym odpowiedź 'parę złotych' wink To ja zwracałam uwagę na ceny - nie jakoś rygorystycznie ale jednak - jego to na początku nawet lekko irytowało. Dopóki nie przekonał się jakie są wymierne z tego korzyści - wtedy sam zaczął się dopytywać, porównywać, zapamiętywać. I to wszystko jako dorosły wink
                • zuzanna56 Re: Ekonomika działania 09.11.14, 09:09
                  W sumie to też nie jest powiedziane że jeśli ktoś pracuje i zarabia to będzie wydawał pieniądze z sensem. Więc może ta żona gdyby nawet pracowała, to i tak kupowałaby może to samo drożej bo by nie zwracała na to uwagi. Nie wiemy tego. Oczywiście warto pokazać żonie że warto zaoszczędzić 200 zł miesięcznie specjalnie sobie od ust nie odejmując. Pytanie jest jak ten mąż jej to przekazuje.
                  • ashraf Re: Ekonomika działania 09.11.14, 12:07
                    Może być i tak, ale gdyby żona wiedziała, że pieniądze z jej pensji idą na konkretne rzeczy - gaz, jedzenie na cały tydzień, ratę za auto itd. + miała świadomość ile czasu trzeba poświęcić, żeby je zarobić, to byłaby pewnie bardziej skora do oszczędzania. Z drugiej strony może być również tak, że ta żona woli przyjemność nieplanowania zakupów, niż np. odkładania na wakacje. I na takie decyzje mogłaby sobie częściowo pozwolić, gdyby miała własny dochód. Ja akurat nie popieram i nie praktykuję wyrzucania pieniędzy w błoto, ale to ja...
                • ashraf Re: Ekonomika działania 09.11.14, 12:04
                  Ok, ale to jednak co innego, niż traktowanie dorosłej osoby jak dziecka i robienie awantur o 80 gr. Mam alergię na "wychowywanie" dorosłych, w czym mistrzyniami są niestety kobiety przechwalające się jak to im się udało wychować chłopa...
                    • ashraf Re: Ekonomika działania 09.11.14, 12:37
                      Jeżeli 80 gr jest warte zakładania tutaj wątków, to chyba coś jest na rzeczy... i ja naprawdę nie bronię zachowania tej żony i zgadzam się z tym, że to wyrzucanie kasy, ale po prostu nie rozumiem jak można powiedzieć, że się męża czy żonę wychowuje, ani jak można doprowadzić do sytuacji, kiedy te 80 gr czy bilet na autobus będzie stanowić problem. Jeżeli stanowi przy 2 pensjach i nie ma szansy na zmianę pracy to trudno, trzeba oglądać każdy grosz i zaciskać pasa, ale w ich sytuacji po prostu lepiej wygenerować drugi dochód. Jak ktoś zresztą wyżej słusznie zauważył, jak żona pojedzie do pracy, to przejażdżki autobusem do urzędów też przestaną być atrakcją dnia wink
                      • araceli Re: Ekonomika działania 09.11.14, 14:30
                        ashraf napisała:
                        > Jeżeli 80 gr jest warte zakładania tutaj wątków, to chyba coś jest na rzeczy...

                        I znów - nie chodzi o 80gr tylko o BRAK NAWYKÓW. Przecież takie rzeczy to tylko przykłady - co ma autor napisać 'moja żona zrobiła tak 20 razy w ciągu ostatniego pół roku'. Albo 'takie sytuacje zdarzają się raz w tygodniu'. Jak ktoś napisze 'mój mąż nie gasi za sobą światła wychodząc z pokoju' to znaczy, że robi awanturę o 10gr na rachunku za prąd?

                        Dla mnie małe znaczenie ma czy jest jedna pensja czy dwie. Jedyny kontekst zarobków, który tu widzę jest taki, że jeżeli jedna strona racjonalizuje wydatki a druga nie to w przypadku wspólnej kasy ta pierwsza może być poszkodowana.

                        Swoją drogą - był tu (oprócz podlinkowanego wyżej) taki wątek, gdzie właśnie niepracująca żona zwracała uwagę na podobne zachowanie męża:
                        forum.gazeta.pl/forum/w,20012,141811476,141811476,jak_nauczyc_kogos_oszczedzania_.html
                        • ashraf Re: Ekonomika działania 09.11.14, 18:25
                          No ale nie wiadomo do konca, czy faktycznie robi tak ciagle, czy po prostu maz sie czepia, bo budzet sie nie domyka. Mnie osobiscie szkoda zycia na rozmyslanie o takich sprawach i na wychowywanie meza... nie wyszlabym za osobe o zbyt lekkim podejsciu do pieniedzy, a reszte biore w pakiecie. Dlatego uwazam, ze w tej sytuacji wygenerowanie drugiego dochodu sprawi mniej klopotow niz klotnie. Co nie oznacza, ze nie mozna rozmawiac, pokazywac innego podejscia itd.
                          • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 00:35
                            ashraf napisała:
                            > No ale nie wiadomo do konca, czy faktycznie robi tak ciagle,

                            Drugie zdanie z posta otwierającego wątek:
                            'Żeby zobrazować o co mi chodzi podam parę przykładów:'

                            Wystarczy czytać.
                            • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 13:21
                              To jest relacja jednej strony. Nie raz i nie dwa jedyny żywiciel rodziny jest skąpiradłem, więc akurat nie dziwiłoby mnie, gdyby wybrał dwa skrajne przykłady, a w pozostałych po prostu skąpił żonie pieniędzy. Ale nie o tym jest wątek. Jeżeli ktoś lubi rozmyślać o tym, czy zaoszczędzi 80 gr na batoniku, to oczywiście jego sprawa, ale nie robiłabym z tego normy dla wszystkich.
                              • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 13:43
                                ashraf napisała:
                                > To jest relacja jednej strony. Nie raz i nie dwa jedyny żywiciel rodziny jest s
                                > kąpiradłem, więc akurat nie dziwiłoby mnie, gdyby wybrał dwa skrajne przykłady,
                                > a w pozostałych po prostu skąpił żonie pieniędzy.

                                Zalinkowałam Ci inny wątek gdzie wypowiada się niepracująca żona. I co? To też 'relacja jednej strony'?
                                    • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 15:20
                                      Ale to meza problem, nie jej. Nie popelnia przestepstwa, nie oszukuje, nie kradnie, nie wydaje 2 k na buty, jak nie ma co do garnka wlozyc, wiec bez przesady! Nie trzeba urabiac drugiej osoby na swoja modle. Mnie by chyba szlag trafil, gdyby maz wyliczal mi bilety autobusowe czy groszowe oszczednosci na batonikach, ja tez nie zmieniam jego przyzwczajen, widzialy galy co braly. A jesli pieniedzy brakuje, to lepiej zaczac wiecej zarabiac niz zadreczac sie obsesyjnym wyliczaniem, czy udalo sie zaoszczedzic pare stow w skali roku kosztem klotni z zona.
                                      • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 15:26
                                        ashraf napisała:
                                        > to lepiej zaczac wiecej zarabiac

                                        Czyli co? Mąż ma tyrać więcej, żeby pani trwoniła? Bo pisanie, żeby żona poszła do pracy to tek jakby też wpływanie NA NIĄ. A może ona nie chce? Może dobrze jej w domu?
                                            • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 16:29
                                              Odniosłam się. Szukasz dziury w całym zamiast zrozumieć, że nie każdy uważa oszczędzanie za sens swojego życia. Podobnie jak jedni mają wysprzątane na błysk, myją okna 3 x dziennie i układają majtki kolorami, a innym wystarczy sprzątanie raz w tygodniu. Póki jest czysto, problem jest w głowie. Podobnie z oszczędzaniem - póki starcza na życie, można decydować, czy chce się wydawać pieniądze na bieżąco, czy odkładać na później. A jeśli pan nie może wpłynąć na żonę, żeby odkładała, to pozostaje mu domagać się, żeby wnosiła do małżeństwa także pieniądze. Inna rzecz, czy pan wtedy przejmie część jej obowiązków, ale to już temat na osobny wątek.
                                              • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 16:51
                                                ashraf napisała:
                                                > Odniosłam się. Szukasz dziury w całym zamiast zrozumieć,

                                                Nie - Ty czynisz pewne założenia co do autora wąku (że jest skąpy i się czepia) jednocześnie odrzucając potencjalne założenia co do żony. De facto - dyskutujecie (z Verdaną) ze swoim WYOBRAŻENIEM ich sytuacji.

                                                > póki starcza na życie, można decydować, czy chce się wydawać pieniądze na
                                                > bieżąco, czy odkładać na później.

                                                Po pierwsze zdefiniuj 'starcza'. Starca na co? Na jedzenie, na jedzenie i wakacje, na jedzenie i wakacje zagraniczne? Dla każdego to co innego.

                                                I owszem - to kwestia DECYZJI - tyle, że powinna zostać podjęta wspólnie. Wy natomiast nie piszecie o decyzji tylko z góry zakładacie 'NIE WARTO'.
                                                • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:33
                                                  Wszyscy dyskutujemy tutaj o swoim wyobrażeniu sytuacji. Czy starcza na życie każdy musi określić sam, ale nie jest to tak do końca subiektywne, można powiedzieć, że starcza wtedy, kiedy opłaca się terminowo rachunki, raty, ma się pieniądze na urozmaicone i zdrowe jedzenie (więc nie najtańsze serki z Lidla, ale też nie krewetki i sery po 100 zł za kg), na chemię, na rozrywkę i kulturę w rozsądnym zakresie - książkę, kawę, wystawę od czasu do czasu, w zależności od tego co kto lubi. Na wymianę garderoby i obuwia, niekoniecznie zawsze na nową i z najwyższej półki. Na urlop letni i zimowy, może być w kraju i niekoniecznie w hotelu, ale musi zapewniać wypoczynek i podstawowy komfort. Jeżeli rodzina ma samochód, to na naprawy, serwis, benzynę, wymianę auta kiedy przestaje być sprawne i bezpieczne lub nie spełnia potrzeb rodziny (np. rodzi się kolejne dziecko). Na lekarzy, dentystę i wydatki z gatunku "inne" - prezenty, urodziny itd. Do tego dorzuciłabym poduszkę finansową pozwalającą na przeżycie, gdyby któreś z małżonków czasowo straciło dochód oraz na ew. duże naprawy, nieplanowane i pilne wymiany sprzętu itp. To już w zależności od kraju, dochodów, możliwości. Wszystko ponad to (mniej więcej, wiadomo, że każda rodzina ma inne potrzeby) to wydatki ekstra, jeden będzie wolał oszczędzać, żeby mieć więcej zer na koncie, inny na podróże zagraniczne, jeszcze inny na remont, na dom, na auto, na weekend za miastem. A są i tacy, którzy odnajdują przyjemność w wydawaniu pieniędzy na co dzień, nie zapisywaniu wszystkiego do tabelki, nie planowaniu zakupów z listą w ręku, nie myciu naczyń w letniej wodzie itd. Jednych i drugich rozumiem i uważam, że nie fair jest wymaganie od osoby bardzo oszczędnej, żeby wydawała pieniądze bez kontroli i odwrotnie, po co się męczyć i truć? To tak jakby zmuszać kogoś do wegetarianizmu i zdrowego żywienia. Popieram oszczędzanie, sama staram się szukać tańszych alternatyw dla różnych wydatków, ale mam też świadomość, że wyszukiwanie ofert, porównywanie cen, zbieranie kuponów czy ustalanie jadłospisów to też koszt - straconego czasu, energii, komfortu. Zamiast zmniejszać wydatki można więc ew. zwiększać dochody i to od początku proponuję. A czy warto jedno lub drugie, każdy osądzi sam.
                                                  • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:45
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Wszyscy dyskutujemy tutaj o swoim wyobrażeniu sytuacji.

                                                    No nie bardzo - ja się opieram na tym co napisał autor wątku.

                                                    A twój opis 'obiektywnego' starczania na życie składa się z samych subiektywizmów - co to niby jest 'rozsądny poziom kultury'? Co to jest 'podstawowy komfort'?? big_grin big_grin big_grin Im bardziej brniesz tym gorzej to brzmi.
                                                  • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:50
                                                    Autor napisał parę zdań, więc raczej trudno rozmawiać o faktach. Na razie wiemy, że albo sytuacja rodziny jest tak nieciekawa, że bilet autobusowy i 80 gr oszczędności na batoniku urastają do rangi problemu, albo pan jest po prostu skąpy, albo nawet nie jest, ale chciałby, żeby żona postępowała tak, jak on chce. O poziomie życia dyskutować nie będę, bo dojdziemy do absurdu. Podstawowy komfort czy rozsądne wydatki oznaczają po prostu tyle, że zaspokaja się potrzeby niekoniecznie produktami czy usługami z najwyższej półki. Widzę, że nie masz ochoty dyskutować, tylko jak zwykle po prostu się kłócić... tak trudno uwierzyć, że zapisywanie 10 groszy i planowanie wycieczek do urzędów to nie jest opcja dla każdego? wink Panu nikt oszczędzać nie broni.
                                                  • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:59
                                                    ashraf napisała:
                                                    > Autor napisał parę zdań, więc raczej trudno rozmawiać o faktach.

                                                    Autor napisał parę faktów a Ty nawet do nich się nie odniosłaś bo wiesz lepiej.

                                                    I tak na marginesie - pisz proszę konkretnie, bo niestety ciągle powtarzasz uparcie swoje w postaci kolejnego wielolinijkowego elaboratu a nie o to w dyskusji chodzi. Naprawdę nie ma sensu czytać tej samej roztaczanej przez Ciebie wizji 50-ty raz.

                                                    Jak to mówią TLDR - wyguglaj sobie.
                                          • verdana Re: Ekonomika działania 10.11.14, 16:22
                                            Pieniądze w małżeństwie sa wspólne. Jesli pracujący mąż uważa, że pieniądze są jego, a żonie może wydzielać bilety autobusowe, to sie myli. Niech oszczędza w ten sposób, w czasie rozwodu żona dostanie połowę oszczędności. I proponuje, aby w ramach tego typu rozumowania zona gotowała tylko dla siebie. Mąż, jak chce, może gotować sobie sam.
        • nevada_r Re: Ekonomika działania 08.11.14, 14:51
          >Z drobnych kwot zbiera się większa suma (BEZ WYRZECZEŃ), którą potem można wydać na coś innego.

          No właśnie NIE bez wyrzeczeń. Bo trzeba się wyrzec tego droższego wafelka wtedy, kiedy się ma na niego największą ochotę. Bez sensu. Racjonalizacja wydatków i takie oszczędzanie kilku groszy na wafelkach ma sens jedynie wtedy, kiedy jest taka potrzeba [bo jest mało kasy, bo trzeba oszczędzić na pralkę itp.].
          • araceli Re: Ekonomika działania 08.11.14, 18:20
            nevada_r napisała:
            > No właśnie NIE bez wyrzeczeń. Bo trzeba się wyrzec tego droższego wafelka wtedy,
            > kiedy się ma na niego największą ochotę

            W poście otwierającym i wielokrotnie było już pisane, że kupienie dzień wcześniej batonika powoduje, że masz go następnego dnia więc NIE REZYGNUJESZ - masz już batonik. Czego nie rozumiesz?
            • nevada_r Re: Ekonomika działania 09.11.14, 00:34
              >W poście otwierającym i wielokrotnie było już pisane, że kupienie dzień wcześniej batonika powoduje, że >masz go następnego dnia więc NIE REZYGNUJESZ - masz już batonik. Czego nie rozumiesz?

              Ok, mam batonik, chowam go do torebki.Do tej samej torebki chowam torebkę cukierków, paczkę gumy do żucia, pączki, skarpetki rajstopkowe, pastę do zębów i pierdyliard innych drobiazgów, które kupiłam z chciwości [wg ciebie - z oszczędności], bo były złotówkę tańsze niż normalnie. Nie rozumiem, jak w torebce może mi się jeszcze zmieścić portfel i komórka. tongue_out

              A na poważnie - naprawdę kupujesz sobie batonika - bo jest tańszy - i nosisz tego batonika w torebce przez kilka dni, czekając na ochotę, żeby go zjeść? To strasznie mi ciebie szkoda.
              • marcelina4 Re: Ekonomika działania 09.11.14, 15:49
                korzystanie z ceny promocyjnej to dla Ciebie kupowanie z chciwości? rozumiem, że jak będziesz chciała kupić sobie buty, które w cenie regularnej kosztują 700 zł,to pogardzisz ceną z wyprzedaży bo nie jesteś chciwa? i nie pisz, że batonik,a buty to inny kaliber cenowy, wiem to
                niestety życie składa się z drobiazgów i jeżeli takich batoników, bułeczek, czy innych drobiazgów miesięcznie jest duzo, to ich całkowita wartość robi różnicę w budżecie, co pokazał autor wątku
                i przestańcie się czepiać tego batonika, bo to był przykład tego, jak zakupy robi żona wątku, jakby napisał o torbie z osiem stów, lu za cztery na wyprzedaży, to byłoby ok, że żona nie patrzy na ceny?
                facet chce zonie uświadomić, że można mieć tę samą rzecz taniej i że warto z tego korzystać, bo w skali jakiegoś okresu może to dać wymierne korzyści finansowe, ale jak widać dla niektórych osób dwie stówy miesięcznie nie sa warte zachodu, dla autora wątku jednak są

                wyobraź sobie, że ja noszę w torebce batonik, kilka cukierków, które zjadam jak mam ochotę, w dodatku często kupione w promocji, jestem chciwa według Ciebie
                      • verdana Re: Ekonomika działania 10.11.14, 14:50
                        Tak, bo uważam, że nie warto skąpić sobie absolutnie wszystkiego, aby zaoszczędzić parę groszy, Warto być oszczędnym, skąpstwo nigdy nie jest opłacalne. Jeśli starcza na jedzenie, to oszczędność na bilecie autobusowym, bo oszczędniej jest siedzieć w domu, to nie jest oszczędność i nie służy niczemu dobremu.
                        • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 15:08
                          Verdano - nie przypominam sobie ani jednej Twojej rady na forum dotyczącej kwestii jak oszczędzić. Tylko torpedowanie wszystkich pomysłów - nie warto, nie warto, nie warto.

                          Ale jak aspiruję do czegoś więcej niż 'jak starcza na jedzenie' to odpuszczamy resztę.
                              • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:51
                                Ale jeśli tej osobie starcza, to o co ci chodzi? Możesz mi powiedzieć jaki jest sens obsesyjnego ściubienia pieniędzy, jeżeli nie ma się konkretnego i wspólnego celu? Bo tak dla sztuki, to trochę szkoda życia.
                                • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:55
                                  ashraf napisała:

                                  > Ale jeśli tej osobie starcza, to o co ci chodzi? Możesz mi powiedzieć jaki jest
                                  > sens obsesyjnego ściubienia pieniędzy, jeżeli nie ma się konkretnego i wspólne
                                  > go celu? Bo tak dla sztuki, to trochę szkoda życia.


                                  Ale dlaczego szkoda zycia? Ktos woli spedzac wiecej czasu harujac w pracy a ktos ten sam czas przyjemnie spedza na zbieraniu kuponow i przegladaniu ofert, no i ciekawe kto wiecej korzysta z zycia wink)))
                                  • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 19:57
                                    Kłóciłabym się z tym, czy to takie przyjemne, ale jak kto woli. I naprawdę nie każdy haruje w pracy jak wół po 12 h. Poza tym ten sam czas można wykorzystać w jeszcze inny sposób, np. podnosząc swoje kwalifikacje, tak żeby za ten sam czas pracy zarabiać więcej, lub żeby pracować mniej za tyle samo.
                                  • araceli Re: Ekonomika działania 10.11.14, 20:04
                                    milka_jogurtowa napisała:
                                    > Ale dlaczego szkoda zycia? Ktos woli spedzac wiecej czasu harujac w pracy a kto
                                    > s ten sam czas przyjemnie spedza na zbieraniu kuponow i przegladaniu ofert, no
                                    > i ciekawe kto wiecej korzysta z zycia wink)))

                                    Dokładnie tak - kiedyś pracowałam w korpo po 10-16h dziennie. Teraz, mimo, że zarabiam mniej to poziom życia mam dużo wyższy i mam czas korzystać z życia smile
                                    • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 10.11.14, 20:36
                                      No wlasnie, ja mam calkiem podobne doswiadczenia, moze kiedys Ashraf zrozumie o czym piszemy, bo na razie tak jak by sie jej plyta zaciela, w kazdym poscie powtarza ze nalezy jak najwiecej pracowac...
                                      nawet mąż, który założył post nie ma z niepracowaniem żony takiego problemu jak ona wink))
                                      • ashraf Re: Ekonomika działania 10.11.14, 20:46
                                        Czytaj ze zrozumieniem, to naprawdę nie jest takie trudne. Napisałam, że trzeba więcej zarabiać, a nie pracować. Nie każdy pracuje na akord i w wielu branżach można podnieść kwalifikacje, awansować, pracować za więcej pieniędzy, a nie dłużej. Dla nas obecnie priorytetem jest czas dla rodziny i luz psychiczny - dlatego ja pracuję na niepełny etat, a mąż odrzuca zlecenia w czasie, kiedy chcemy robić coś innego. Starcza nam na życie, na wydatki ekstra, mamy oszczędności w odpowiadającej nam wysokości, więc w imię czego mamy się zarzynać np. jadłospisami, których nie cierpimy?
                                        A w wątku autora to jednak on ma problem, a nie żona, więc...?
                                        • milka_jogurtowa Re: Ekonomika działania 11.11.14, 09:33
                                          No wlasnie ty masz problem z czytaniem i dyskutowaniem na temat wink Mąż nigdzie nie napisal ze zona ma isc do pracy, a dlaczego nie pracuje tego nie wiesz, moze z najbardziej prozaicznego powodu - siedzi z dzieckiem w domu. To ze ty musisz pracowac bo uwazasz ze oszczedzanie i patrzenie na ceny jest bardziej meczace niz praca, to twoj wybor, mąż akurat chce sytuację rozwiązać bardziej rozsądnie i nie widzę żeby pytał o rady ws. pracy żony wink))