dziennik-niecodziennik
26.05.15, 09:53
troszeczkę a propos wątku o obiadach i kompotach, ale tez z życia.
zanabylam wczoraj truskawki. siedzimy z córką, objadamy sie z jednej miski. przychodzi mąż, podsuwam mu zachęcająco michę, zajrzał, skrzywił się - "wiesz ze takich to nie lubię".
faktycznie - truskawki je wyłącznie w postaci stluczonej ze śmietaną i cukrem. najlepiej jakby do tego był makaron wrzucony jeszcze...
moja przyjaciółka nie zje jabłka nieobranego ani żadnego owocu nieumytego - nawet maliny z krzaka czy czeresni z drzewa, o truskawkach z krzaczka nie wspominam.
moi teściowie nie jedza praktycznie żadnych owoców w stanie nieprzetworzonym - ok, ciasto z truskawkami, jagodzianki, kompoty, jablka pieczone itd to tak, ale surowe - no way. bez przetworzenia jedza chyba tylko cytrusy.
moja mama - odkąd poczytała o bąblowcach - nie je czarnych jagód albo je przed zjedzeniem parzy wrzątkiem (!).
a ja najbardziej lubie owoce surowe, jak najmniej obrobione. owszem, myję, wiadomo, ale takie prosto z krzaka ze znanego terytorium tez zjem i nie opłakuję tego z wizją miliona chorob ktore z pewnością własnie nabyłam. kompoty, zasypywanie cukrem, zalewanie śmietaną zwykła lub ubitą - bez sensu dla mnie. z pysznego, zdrowego jedzenia robimy sterte pustych kalorii ze zmniejszoną zawartością witamin. nie, nie mowie, czasem kompot czy ciasto z owocami to ok - ale najlepsze owoce to świeże i surowe.
a wy jak? wolicie owoce świeże czy przetworzone? truskawki "na dziko", ze smietaną/jogurtem i cukrem, a moze ciasto truskawkowe?...