anorektycznazdzira
29.08.15, 20:47
... żeby mi przeszedł mega-nerw?
Mam taki problem, że mam bardzo kościelną matkę, podczas kiedy ja mam do kościoła dystans jak stąd na Księżyc. Nie jestem ateistką: nie trawię organizacji zwanej kościołem katolickim i chciałabym trzymać się od niej z daleka. Tymczasem babcia na rzesach staje, żeby wnuka wciagnać na łono kościoła. Manipuluje sytuacjami tak, żeby go zabrać do kościoła, każe się uczyć modlitw, robi wykłady teologiczne etc. Poszłam więc jakiś czas temu, jak mi się wydawało: jak dorosła osoba do dorosłej osoby, żeby problem wyjaśnić. Poprosiła wprost o wyluzowanie z edukacją kato-teologiczną, podałam swoje motywacje, wyjaśniłam powody. Prosiłam o uszanowanie.
Zgadnijcie co?
No właśnie: uszanować to babcia może, że ksiunc coś powiedział, ale że rodzona córka to już niekoniecznie. Właśnie wyszło na jaw, że babcia nawet zdalnie steruje agitacją religijną wnuka. Jest ona u rodziny 120 km stąd i dzwoni do mojej córki (oczywiscie z pominięciem mnie) żeby zaprowadziła jutro brata do kościoła.
Proszę uprzejmie o jakieś inspiracje, jak to załatwić. To jest moja matka, starsza już kobieta, kocha tego wnuka bardzo. Powstrzymałam się więc przed złapaniem telefonu i wygarnięciem w prostych żołnierskich słowach co myślę o jej postępowaniu. Ale fqrv mam do zenitu, a poza tym jak "zmilczę", to babcia będzie sobie śmiało poczynać, bo niby czemu nie.
Jak mam się uspokoić i co ja mam zrobić, żeby nie załatwić tego poprzez toalny dżihad, bo chwilowo tylko na to mam ochotę.