korag100
04.11.15, 20:29
Na początku chciała podziękować za wszystkie rady i opinie, nawet te brutalne. To w połączeniu z terapią przyniosło skutek. Od kiedy "się obudziłam" jest mi lepiej, nam lepiej, niby jest ok. Ja zrozumiałam, że nie można izolować i ograniczać drugiego człowieka, zaczęłam robić swoje, za siebie (zamiast pilnować jego). Jest dobrze, w dużej mierze dzięki Wam. Sporo się uspokoiłam. Ale nie ma róży bez kolców. Jest tak: dziś rozmawiamy o piątku, że chcę żeby ze mną gdzieś tam pojechał. Mówię, że pojedziemy przed południem, on zapytał, czy może być popołudniu. Odpowiedziałam, że tak. I ok. Dziś on nie przyjeżdża na noc (śpi u rodziców bo tam ma firmę, a ja z tym nie mam problemów). Problem w tym, że uświadomiłam sobie przed chwilą, że on ma w piątek szkolenie w PZU dlatego ma czas dla mnie popołudniu. Uświadomiłam sobie, że on ta idzie. Wiedziałam o tym i nic nie mówię. Tylko dlaczego na samą myśl że on tam idzie ogarnia mnie lęk. Ja się boję po prostu. Na wszystko inne mam zlew, a to boli