Dodaj do ulubionych

mój własny dramat

29.09.04, 09:06
Kochane kobiety, pomóżcie bo zawala się mój świat. Mąż powiedział że nie wie
czy mnie jeszcze kocha, nie czuje tego co kiedyś. Wszystko to było reakcją na
wydarzenia sprzed 10 dni (pisałam o tym na emamie). Przepłakałam cały
wieczór. Powiedział mi to pomiędzy jednym gwizdkiem sędziego a drugim, mecz
był fascynujący. Psychicznie jestem wrakiem, gdyby nie dziecko, wolałabym nie
żyć. Potrzebuję psychologa - możecie polecić mi kogoś w Warszawie, kto
pomógłby mi to przejść? Nie mogę non stop płakać. Jestem słaba. Nie wiem co
robić. Powiedział że już teraz nic nie mogę zrobić. Rozwód to dla mnie
katastrofa. Na razie o tym nie rozmawialiśmy - dwa tygodnie temu było OK, a
teraz wielka pustka. Do tego zawsze, w każdej naszej sprzeczce ja byłam
winna, ja przepraszałam - choć nie zawsze wina była po mojej stronie. Może to
był błąd, przestałam się szanować. Teraz nie mogę na niego patrzeć,
unicestwił część mojej duszy. Mimo wszystko chciałabym to ratować. Ale jak?
Mam jakby nigdy nic podawać mu obiad, prasować jego koszule, spać w jednym,
łóżku - mimo że mnie nie kocha. Kim będę? Służącą, gosposią. Jak długo to
może trwać zanim nastąpi koniec? Mam się nie odzywać, rano tak właśnie było.
Bolał mnie jego widok.
Dodam tylko że nie pierwszy raz słyszałam takie słowa. Potem było dobrze
przez kilka miesięcy. A zawsze chodziło o takie drobiazgi, że byście się
zdziwiły, że można o takie sprawy kruszyć kopie. Zawsze się jednak kajałam i
mam za swoje. Ondysia
Obserwuj wątek
    • ryczaca_trzydziecha Re: mój własny dramat 29.09.04, 09:23
      Witaj , ja troszeczke z innej beczki , dlaczego zatracilas poczucie swojej
      wartosci i poswiecilas sie dla tego hmm sk***? Kobiety ja tego nie rozumiem,
      przeciez to jasne jak slonce ze chlop jak ma podane na tacy to sie znudzi i nie
      szanuje tego co ma..brutalne ale prawdziwe, proponuje psychoterapie , podniesc
      dumnie czolo i nigdy wiecej sie nie kajac bo to wielki blad ! ja jestem typem
      lekko 'brutalnym" hehe to byla metafora smile i to wlasnie moj maz pierze sprzata
      gotuje przyniesie rozyczke ale tylko dlatego ze wie ze nie moze sobie fikac
      bezkarnie a kobiety nie urodzily sie po to zeby sluzyc panom I wladcom i wierz
      mi to dziala! szanuj sie , badz asertywna i bedzie dobrze smile Pozdrawiam
      • michiko nie poddawaj sie!!! 29.09.04, 09:25
        przestan mu usługiwac , niech sobie radzi sam. Ty zajmij sie soba i dzieckiem.
        Przedstaw mu swoje racje!! Zajmij sie czymś co lubisz zostawiaj mu dziecko na
        dwa popołudnia w tygodniu i wyjdz z domu - zpaisz sie na jakis kurs.. cokolwiek
        niech zobaczy jak to dobrze siedziec w dmu i pełnic tyle funkcji naraz.mam
        swietna ksiazke psychologa o podobnych problemach jutro bede w wawie moze jakos
        ci ja mozna podac?
        • ondysia Do Michiko 29.09.04, 10:18
          Wiesz co Michiko - podaj mi tytuł tej książki, pewnie gdzieś znajdę, a nie
          chciałabym Ciebie angażować. Także napisz autora, tytuł - to będzie wielka
          pomoc.
          Obawiam się że bez pomocy psychologa nie poradzę sobie. Niestety rodzice nie
          wychowali mnie na twardego człowieka. Moją reakcją na niepowodzenia jest płacz.
          Muszę to zmienić. Dzięki Ondysia
      • bambo44 Re: mój własny dramat 30.09.04, 00:34
        Po pierwsze, to Ondysia ma zupełnie inny charakter niż Ty, po drugie to ja
        współczuję Twojemu mężowi. Być miłym dla żony tylko dlatego, żeby nie
        ryczała? A zresztą i tak będzie ryczała! Według mnie to nie jest idealne
        relacja w związku. Chyba, że chcesz mieć nad partnerem przewagę. Ale ja nie
        po to wchodzę w związek, żeby mieć nad kimś przewagę.

        Pozdrawiam,
        • bambo44 Re: mój własny dramat 30.09.04, 00:36
          To była oczywiście odpowiedź na post ryczącej_trzydziechy.
    • umasumak Re: mój własny dramat 29.09.04, 09:42
      Nie odzywałam się w Twoich poprzednich wątkach, ale teraz już nie
      wytrzymałam smile). Jak na mój gust, Twój małzonek pokazuje fochy. To nie prawda,
      że miałaś stanąć po jego stronie. Jeżeli zachował się nieelegancko wobec Twoich
      rodziców, to niech się cieszy, że nie zrugałaś go na tej imprezie. Twoja mama
      miała prawo się oburzyć za to jak odezwał się do Twojego ojca. Ja też bym nie
      zdzierżyła, gdyby mój przyszły zięć pozwalał sobie na chamskie odzywki w
      stosunku do mojego męża. A Ty powinnaś go "ustawić", powiedzieć mu -"słuchaj
      kocham Cię, ale nie życzę sobie, żebyś zachowywał się w ten sposób względem
      moich rodziców. Bo to są MOI rodzice i dziadkowie TWOJEGO dziecka". A Ty
      próbowałaś swoim uległym zachowaniem udobruchać pana i władcę. Błąd! Twój mąż
      jest poprostu rozkapryszonym bachorem. Pozdrawiam Cię i życzę żebyś poskromiła
      swoje drugie dziecko (to więkrze wink).

      Uma
      • dethy Re: mój własny dramat 30.09.04, 09:13
        Umasumak ma racje i w ogole to dziewczyny dobrze radza.Idz do psychologa,jesli
        masz taka potrzebe.Wiem,ze Ty nadskakujesz mezowi,ale co ON zrobil,aby Tobie
        bylo dobrze?Jak zadbal o Wasz zwiazek?? Moj maz tez kiedys powiedzial mi
        przykre slowa,ze zdecydowal sie na drugie dziecko,bo myslal,ze ono zcementuje
        nasz zwiazek.Jak to zcementuje??Przeciez wszystko jest Ok,jestem szczesliwa-
        myslalam.Od tego czasu minelo 6,5 roku,przezylismy kilka burz,ktore na
        szczescie nas wiele nauczyly.Byl czas,ze tez zylam wspomnieniami jak to kiedys
        bylo dobrze i ile wspanialych chwil przezylismy.Jednak oboje przemyslelismy
        swoje zachowanie,staralismy sie rozmawiac,choc czesto na poczatku byla
        rozmowa,to konczyla sie ona klotnia.Jednak ,aby bylo dobrze w zwiazku,to dwoje
        musi chciec i nie mozesz sama nad tym pracowac.
    • merlott Re: mój własny dramat 29.09.04, 09:59
      moim zdaniem jedyna metoda na takie osoby jak Twoj maz to zdystansowac sie do
      niego, pokazac, ze tez jestes czlowiekiem, ze nie jestes od niego zalezna, ze
      potrafisz byc szczesliwa bez niego. dobrze radza dziewczyny - poszukaj czegos,
      co daje ci szczescie, do czego nie potrzebujesz meza, przestan mu uslugiwac i
      nadskakiwac, nie staraj sie naprawic kazdej sytuacji. w ogole jak najmniej
      interakcji. wiem, ze to trudne, bo kochasz i nie wyobrazasz sobie pewnie dni
      milczenia, pustki miedzy Wami, ale on musi zobaczyc, ze nie jest krolem i ze Ty
      masz inne jeszcze zrodla szczescia. Musi to zobaczyc, zrozumiec i przestraszyc
      sie, ze moze to stracic! Wtedy zlagodnieje. Mam nadzieje.
    • bedada Re: mój własny dramat 29.09.04, 10:12
      Ja też żyję w takim związku niestety.Mój mąż uważa,że głównymi moimi
      obowiązkami jest chodzenie do pracy,opieka nad dzieckiem i NIM oczywiście!A ja
      chciałabym czasami wyjść do kina z koleżankami!!! Lecz on uważa ,że wychodząc
      gdzieś z koleżankami spotykam się po kryjomu z kochankiem!Mam dość jego
      zazdrości i zaborczości czuję się jak w klatce.Pomału dojrzewam do myśli aby od
      niego odejść,ale z drugiej strony szkoda mi czasu jaki ze sobą spędziliśmy jak
      było kiedyś fajnie i ciągle mam nadzieję,że to jeszcze wróci.Ale z drugiej
      strony dochądzę do wniosku,że mój związek jest zabardzo toksyczny abym mogła
      być kiedyś jeszcze szcęśliwa. Wiem co czujesz Ondysia i całym sercem jestem z
      Tobą być może kiedyś znajdziemy tyle odwagi w sobie aby w końcu powiedzieć dość!
      • merlott Re: mój własny dramat 29.09.04, 10:38
        dziewczyny, ale przeciez nie trzeba cierpiec, mozna porozmawiac, albo zadbac o
        siebie.
        u nas w zwiazku to ja bylam zaborcza i zazdrosna. I moj niemaz powiedzial mi,
        ze czuje sie jak w klatce, jak w niewoli i bym to przemyslala, bo chyba nie na
        tym polega zwiazek. I jakos zrozumialam i poprawilam sie.

        a co do wlasnego szczescie - kiedys, po klotni z niemezem poszlam zregenerowac
        sie na spacer do parku. siedzialam taka zrozpaczona na lawce i przechodzila
        obok mnie starsza kobieta. usmiechnela sie i powiedziala cos w stylu: "tyle
        smutku wokol ciebie. otrzasnij sie. nie na wszystko w zyciu mamy wplyw, trzeba
        miec do tego dystans. i trzeba dbac o siebie, o to, o czym mozesz decydowac,
        cieszyc sie.." i miala racje. czasem to trudne, ale mozliwe..
    • chocolaterie Re: mój własny dramat 29.09.04, 11:16
      ondysia, sprawdź pocztę
      • ondysia Re: mój własny dramat 29.09.04, 16:04
        Chocolaterie - Dzięki za informacje o psychologach.
        Najbardziej boję się wieczoru, kiedy maleństwo już śpi, a my jak obcy ludzie. I
        wiecie co nawet jak to przetrwamy, to kiedyś się powtórzy. Znam swojego m. Do
        tego czasu muszę przygotować się psychicznie, muszę być silniejsza. Pozdrawiam.
        Ondysia
        • chocolaterie Re: mój własny dramat 29.09.04, 21:56
          drobiazgsmile

          Trzymaj się cieplutko
          M
        • sillke Re: mój własny dramat 29.09.04, 22:00
          ondysia napisała:
          > wiecie co nawet jak to przetrwamy, to kiedyś się powtórzy. Znam swojego m.
          Witaj.Wiesz, myślę,że jeśli się powtórzy to znaczy , że to taka taktyka. Ty
          opracuj swoją wobec tego. I zastosuj. Wiem , że nie jest to łatwe, ale spróbuj.
          Z doświadczenia i obserwacji widzę,że to pomaga. Powodzenia.
    • bea.bea Re: mój własny dramat 29.09.04, 22:06
      Bardzo trudno zmienic naturę człowieka...zarówno twojego męża jak i twoją...bo
      po cóz będę ci pisała bys postawiła sie przetrzymała go ( niech sobie pierze ,
      gotuje, prasuje) potem doceni, jesli nie leży to w twojej naturze....
      mysle , ze powinnaś malutkimi krokami popracować na swoim poczuciem wartości,
      bo zapewne jesteś wspaniała , młoda kobieta, i to jest ważne....a to ze chłop
      ma fochy...nie on pierwszy nie ostatni...

      ja jestem choleryczką...i kiedy wkurzy mnie mój mąż to : nie ma obiadków,
      śniadanek, nie ma prasowanka, nie ma ciuciu muciu.....a ponieważ jestem uparta
      jak osioł wiec potrafię długo tak trzymać ....
      i jakos on żyje, i nawet docenia....

      pamietaj jesteś najlepszą osoba jak mogła mu sie trafić , a jeśli on uważa
      inaczej , to masz zrobic wszystko...czyli nic dla niego....by to zauważył...i
      nie przepraszaj.....

      jesteś silna dasz sobie radesmile))
    • cruella Re: mój własny dramat 29.09.04, 22:53
      z jakiej dzielnicy jesteś?
    • bambo44 Re: mój własny dramat 30.09.04, 01:16
      Ondysia:

      Uważam, że Twoja sprawa ma dwa aspekty:

      Po pierwsze, absolutnie nie można rozpatrywać tego w oderwaniu od wydarzeń
      sprzed dziesięciu dni, bo to co się teraz dzieje, jest tych wydarzeń skutkiem.
      Jeżeli nie rozwiążecie problemu związanego z tymi wydarzeniami, to nie uda Ci
      się pozytywnie rozwiązać aktualnego problemu. (Rozwiązań w stylu bądź
      asertywna, nie pierz mu skarpetek, itp. nie uważam za pozytywne bo uważam, że
      prowadzą one do rozpadu a nie do zacieśniania związku.)

      Przeczytałem poprzednie Twoje wątki, i chciałbym Ci powiedzieć, że Twój mąż
      zachowuje się źle. On ma prawo nie zgadzać się z Twoim tatą i mamą, ma prawo
      mieć własne zdanie. Ale ma również obowiązek okazywać im szacunek, czy to
      lubi, czy nie. Ty natomiast nie masz żadnego obowiązku stawać po czyjejkolwiek
      stronie, tylko ze względu na relację Twoją do tej osoby. Innymi słowy nie masz
      obowiązku stawać po stronie męża czy rodziców (albo kobiety czy mężczyzny),
      masz pełne prawo do stawania po stronie tego, kto według Ciebie ma w danej
      sytuacji rację. Twój mąż nie ma natomiast prawa wymagać od Ciebie abyś go
      popierała tylko dlatego, że jest Twoim mężem, jeśli on według Ciebie nie ma
      racji. Mimo to, Ty jemu również winna jesteś okazywanie szacunku (nawet jeśli
      nie ma racji).

      Innymi słowy To on postępuje w tej sytuacji źle. Jest natomiast
      przeświadczony, że to Ty w tej sytuacji jesteś winna, i dlatego ma żal do
      Ciebie. Musicie to rozwiązać, wyjaśnić, zanim możesz myśleć o dalszych
      etapach. Najprostszym rozwiązaniem byłaby szczera rozmowa między Wami. Ale
      jeśli takie rozmowy do niczego nie prowadzą, on nie jest otwarty na Twoje
      argumenty, to może należałoby się przyjrzeć, jak z nim rozmawiasz, co mogłabyś
      zmienić w swoim sposobie prowadzenia rozmowy, aby on się otworzył (Niestety za
      mało wiem na temat Waszych rozmów, aby móc więcej skomentować). Inną
      możliwością jest aby ktoś inny, ktoś kto ma u niego autorytet, porozmawiał z
      nim na ten temat i mógłby go przekonać, że to on postępuje źle. Jeśli takiej
      osoby nie ma, to pozostaje psycholog, terapia, itp.

      Moim zdaniem próby sił w stylu, to ja też nie będę się odzywać, nie będę Ci
      prała skarpetek itp. niewiele tu pomogą, a nawet zaszkodzą. On będzie nadal
      myślał, że ma rację, a ty jesteś tylko złą żoną. Doprowadzi to tylko do
      eskalacji żalu i do rozluźnienia związku. Tak, że możesz tak robić, jeśli
      chcesz, ale zdaj sobie sprawę z konsekwencji. Podsumowując, on musi zdać sobie
      sprawę, że robi źle, że krzywdzi Ciebie, zanim ruszycie dalej.

      Drugi aspekt, to to co on mówi teraz, że Cię już chyba nie kocha itp. Moim
      zdaniem to tragiczne, że ludzie używają takich wielkich słów w takich momentach
      i tak krzywdzą bliskie osoby. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że mam nadzieję,
      że on tak mówi tylko pod wpływem chwilowych negatywnych uczuć. Nie mam zamiaru
      go bronić, nie powinien tak postępować. Jedyne pocieszenie jakie dla Ciebie
      mam, to że może gdy te negatywne uczucia miną, on będzie znowu myślał inaczej.
      Nie wiem, czy jest to dla Ciebie jakiekolwiek pocieszenie; wiem, jak takie
      głupie wyznania bolą.

      Jeszcze raz powtórzę, dopóki on nie zrozumie, że nie ma racji, nie ma mowy o
      polepszeniu stosunków między Wami. Nie przepraszaj więc go, bo nie masz za
      co. Postaraj się wykorzystać wszystkie sposoby, żeby zrozumiał, że nie ma w
      tej sprawie racji. I nie rób tego metodami, które on stosuje, czy które
      podpowiadają Ci niektóre forumowiczki. Obrażając się za to, że on się obraził,
      albo nie piorąc mu skarpetek wdajesz się w wojnę, której nie jestem pewien, czy
      chcesz.

      Pozdrawiam,
      • ondysia Re: mój własny dramat 30.09.04, 08:55
        Dzisiaj jest jeszcze gorzej. Nie odzywa się, bo znalazł w lodówce .... dwa
        nadgniłe bakłażany. Niestety odkładałam zrobienie z nich leczo i macałam żeby
        sprawdzić jak się mają, ale chyba trafiałam na tę dobrą stronę. Teraz już na
        pewno wie że mnie nie kocha bo jestem złą żoną. Chodzi zamyślony i nie odzywa
        się do mnie.
        Dzięki Waszym odpowiedziom wzięłam się w garść i aż tak bardzo mnie to nie
        ruszyło. Rozważam różne scenariusze dalszego mojego życia.
        Szczera rozmowa z moim mężem raczej nie pomaga, bo on odrazu wyskakuje z
        amunicją z grubej rury. Zresztą ostatnio powiedział że już nic nie mogę zrobić.
        Patrzy na mnie z wyrzutem. Zawsze, kiedy ma do mnie o coś żal ( a wierzcie mi
        to w ogóle były zadziwiające pierdoły, które można wyjaśnić) mówił że jest
        rozczarowany, nie wie czy mnie kocha, pomyliliśmy się, jestem złą żoną. Nigdy
        nie przyjmuje krytyki. Nigdy nie przeprasza. Ondysia
        • tynia3 Trochę żartem... 30.09.04, 09:29
          ondysia napisała:
          Nie odzywa się, bo znalazł w lodówce .... dwa
          > nadgniłe bakłażany.

          Trzeba mu było odpalić: "Trafił swój na swego."
          Daj spokój, naprawdę chciałabyś, żeby Cię kochał Król Bakłażanów wink... (no bo
          skoro bakłażany ważniejsze od atmosfery w domu...).

          Trzymam kciuki, dasz radę!
        • dethy Re: mój własny dramat 30.09.04, 09:41
          ondysia napisała:

          > Dzisiaj jest jeszcze gorzej. Nie odzywa się, bo znalazł w lodówce .... dwa
          > nadgniłe bakłażany.

          Wiesz,to on potrzebuje wizyty u psychologa,a nie Ty! Czy on jest idealny? Mam
          wrazenie,ze on chce Cie psychicznie wykonczyc.Nie daj sie!Nie sluchaj go,to nie
          prawda,ze jestes zla zona.Codziennie podtykasz mu zarcie pod nos,prasujesz jego
          koszule...Ja nie prasuje koszul ,bo nie lubie.I jestem dobra zona.Wieczorem,jak
          mozesz to wyjdz do kolezanki czy sasiadki.Zajmij sie ciekawa lektura lub
          poczytaj forum.Nie sluchaj jego idiotycznych wywodow,jaka to TY jestes zla
          zona.I bron Boze nie wierz w to!!
        • chocolaterie Re: mój własny dramat 30.09.04, 09:54
          ondysiu
          ja jednak radziłabym porozmawiać z kimś kompetentnym (psychologiem).
          Od dobrego psychologa absolutnie nie należy spodziewać się recepty na udane
          życie. Ale na pewno może Cię on wesprzeć, wzmocnić i możecie się wspólnie
          zastanowić co dalej, przyjrzeć się Twojemu życiu.

          Kobieto, nie możesz się czuć wiecznie niepewnie (dziś kocha czy nie kocha?)!!!
          Nie możesz się tłumaczyć ze wszystkiego (nawet w tej wypowiedzi tłumaczysz się
          z popsutych bakłażanówwinkoraz cały czas zastanwiać się co ON myśli, jak się
          zachowa, co czuje, czy dziś byłaś wystarczająco dobrą żoną...
          Może to zbyt drastyczne, ale wygląda to na znęcanie się psychiczne sad
          Nie mówię broń boże, że Twój mąż jest złym człowiekiem, ale najwidoczniej coś
          mu dolega i optymalnie by było, żebyście razem wybrali się na terapię.
          Spodziewam się, że może to być w tej chwili, hm... trudne, tak więc nie
          pozostaje Ci nic innego jak zacząć od siebie i to w te pędywink

          Naprawdę (i pewnie wiele dziewczyn moze to potwierdzićsmile jest możliwe życie w
          związku z poczuciem bezpieczeństwa, miłością i szacunkiem. Nie pozwól się tego
          pozbawić - bo niby dlaczego?smile


      • joanna35 Re: mój własny dramat 30.09.04, 16:30
        Drogi Bambo! Ja tu czegoś nie rozumiem - dlaczego Ondysia, albo którakolwiek z
        nas ma prać dorosłemu facetowi skarpetki? Wg. mnie to nie jest kwestia
        odgrywania się na nim, bo powinien to od lat robić sam bez oglądania się na
        mamusię, a obecnie na żonę. Zawsze kiedy coś takiego czytam przypominają mi się
        słowa piosenki o zamianie na lepszy model - w męskim wydaniu jest to zamiana na
        młodszy model - mamusi na żonę. Grunt, żeby była służąca.
    • mamuska28 Re: mój własny dramat do kopca 30.09.04, 01:18
      kopiec_arleta napisał:

      > i bardzo dobrze zrobil nudziaro!!!!


      kopcu , wykop sobie dolek wejdz do niego i pokop sobie glebiej
      • p_swiat Re: mój własny dramat do kopca 30.09.04, 08:38
        mamuska28 - nie reaguj na to co pisze kopiec to przestanie - nudzi się i
        prowokuje smile
    • p_swiat Re: mój własny dramat 30.09.04, 08:36
      Weź za fraki meża siądzcie porozmawiajcie może jak zaczniecie mówic o tym co
      was trapi o waszych małych dużych pretensjach to dojdziecie to porozumienia.
      Najwazniejsze słuchać , być szczerym i tolerancyjnym.
      W moim związku było róznie nawet i tragicznie, ale postanowiliśmy rozmawiać i
      mówić wszystko jest to tródne, ale można wszystko jak sie tylko chce!!!
      Zapytaj męza dlaczego mówi , że nie kocha??? co jest powodem.
      nie zadręczaj sie, że to Twoja wina, bo wina jest wspólna.
      Jęśli chcesz pogadać to pisz na priva pola.s@poczta.fm
      POWODZENIA
      • jagasz Re: mój własny dramat 30.09.04, 09:56
        Ondysia, czytam Twoje posty, i bardzo współczuję. Współczuję Tobie. Twojemu
        mężowi też, ale jemu z innego powodu, z powodu braku umiejętność życia z drugim
        człowiekiem, z rodziną.
        Wierzę Ci w 100%, że z takim człowiekiem bardzo cięzko jest rozmawiać, a
        czasami staje się to wręcz niemozliwe. Wymyśla rózne rzeczy i wydaje się, że ma
        zupełnie inny system wartości, co innego jest dla niego ważne, wszczyna
        awantury bądź czyni pretensje do spraw, którym nawet nie warto sobie zaprzatać
        głowy. Może czasami myslisz sobie, że przydałaby mu się jakaś porządna nauczka
        a by zrozumiał co traci, docenił to co ma, zaczął normalnie żyć. Zapewne
        czasami myslisz, że teraz porozmawiasz, masz na to ochotę, czujesz siłę na
        rozmowę, ale jak on wchodzi i zaczyna o "bakłażanach" to wszystko Ci przchodzi
        i znowu jesteście w tym samym punkcie, a potem zaczyna wymyslać i już
        kompletnie nic się nie chce. Może się mylę w tym co piszę?
        Ondysia jedno jest pewne, bardzo trudno jest z kimś takim życ, bo tak naprawdę
        to jesteś w tym waszym wspólnym zyciu sama, żadnego wsparcia, zrozumienia,
        rozmowy, więc można powiedzieć, po co to wszystko? Jężeli masz siłę i kochasz
        to walcz.
        Pozdrawiam mocno

        aga
    • ida.sierpniowa Re: mój własny dramat 30.09.04, 11:59
      witaj Ondysiu
      moim zdaniem powinnaś rozważyć możliwość rozstania, oczywiście jeśli masz gdzie
      się podziać
      oczywiście chodzi mi o rozstanie na jakiś czas
      wtedy twój mąż miałby szansę z dystansu ocenić co do Ciebie czuje
      skoro obecnie nie potrafi tego zrobić
      jeśli jednak by nie zatęsknił to i tak nie byłoby czego żałować
      a tak na prawdę to uważam że jest tchórzem i to bardzo wygodnym wykorzystującym
      twoje ciepłe uczucie do niego
      bo skoro twierdzi że nic do Ciebie nie czuje ,skoro to już powiedział to niech
      będzie prawdziwym facetem i... odejdzie od Ciebie
      ale ... wtedy sam by musiał wyrzucić te zgniłe bakłażany
      tkwiąc dalej w tej sytuacji, poświęcając się dla męża i nic z tym nie robiąc
      za kilka lat obudzisz się tak jak moja przyjaciółka zaniedbana, wpędzona w lata
      wykończona psychicznie i fizycznie a on powie sorry jednak sięstrasznie
      wynudziłem z Tobą, a teraz przy innej świeżej pachnącej itd odkryłem co to
      prawdziwe życie
      daj szansę swojemu mężowi Cię docenić
      zajmij się sobą, odnów znajomości, rób to co lubisz spotykaj się z ludżmi
      stwórz swój świat tak aby gdy zabraknie męża zostało coś dla Ciebie coś co
      pozwoli Ci zacząć od nowa

      pozdrawiam ida
      ,,Nawet kota można zagłaskać na śmierć"
      • ondysia Re: mój własny dramat 30.09.04, 15:26
        Spróbuję jeszcze raz porozmawiać. Bez kajania. Rzeczowo. Jeżeli uda mi się bez
        płaczu- sukces. Jeszcze raz przeczytałam Wasze odpowiedzi. Dodają mi siły.
        Jesteście wielkie.
        Ondysia
        • joanna35 Re: mój własny dramat 30.09.04, 16:40
          Ondysiu kochana! Mam nadzieję, że Twój zamysł sie powiedzie i rozmowa
          doprowadzi do polepszenia Waszych wzajemnych relacji na długo. Jeżeli jednak do
          tego nie dojdzie to nie szukaj winy w sobie, bo zdarzają się mężczyźni tak
          zapatrzeni w siebie, w swój egoizm, że nie trafia do nich nic i żadne rozmowy
          tu nie pomogą. Ja odpuściłam sobie dwa lata temu, bo po każdej rozmowie czułam
          się upokorzona na własne życzenie. Nauczyłam się natomiast żyć obok, chociaż
          wierz mi długo robiłam wszystko żeby tak nie było, ale do tańca trzeba dwojga.
          A zreszta mój mąż już parę lat temu na moja sugestię, że się od siebie oddalamy
          odpowiedział, że wszyscy tak żyją. No to ma co chciał. Pozdrawiam cieplutko i
          trzymam kciuki za powodzenie.
          • mamuska28 Re: mój własny dramat do joanny 30.09.04, 16:46
            joanna35 napisała
            > A zreszta mój mąż już parę lat temu na moja sugestię, że się od siebie
            oddalamy
            >
            > odpowiedział, że wszyscy tak żyją. No to ma co chciał. Pozdrawiam cieplutko i
            > trzymam kciuki za powodzenie.


            No ale co odeszlas od niego czy nadal zyjesz obok? Tez wiem cos na ten temat
            zycia obok siebie strasznie ciezkie to jest albo znam przypadek gdzie jest
            dziecko pomiedzy i odzywaja sie tylko w sprawie dziecka .
            • ondysia Re: mój własny dramat do joanny 01.10.04, 08:48
              No niestety rozmowy nie było. Nie czułam się na siłach w obliczu tak ważnych
              wydarzeń jak mecze w tv.
              Teraz faktycznie żyjemy obok siebie. Jedyne rozmowy jakie miały wczoraj miejsce
              dotyczyły spraw dziecka. Żałosne. Czuję że się duszę. Może czas pogadać w
              weekend. Ale nawet nie wiem jak zacząć. Skoro powiedział że nie czuje tego co
              kiedyś i nic już teraz zrobić nie mogę, to chyba pozostaje mi rozmowa
              ostateczna, o naszej przyszłości razem lub osobno. A dla mnie to za wcześnie.
              Może przestanę go kochać, wtedy będzie mi łatwiej. Aż serce mi ściska po tych
              słowach. A żal mi nie siebie, ale naszego dziecka. Ondysia
              • iwcia75 Re: mój własny dramat 01.10.04, 10:53
                ondysia, tylko dlatego,ze to jest Twój mąż i szanuję Ciebie, nie bede go
                obrażać,a ciśnie mi sie na usta troche epitetów. ile on ma lat,ze stroi takie
                fochy? czy on jest takim dobrym mężem? dlaczego nie spojrzy najpierw na
                siebie,tylko krytykuje Ciebie? moze czas mu pokazac,ze swiat sie na nim nie
                konczy i wokół niego nie kręci
    • ida.sierpniowa Re: mój własny dramat 01.10.04, 12:11
      droga Ondysiu widzę że niezależnie od tego co piszesz i co my piszemy jedyną
      twoją ambicją jest bycie przy mężu i to bez względu na jakość tego życia
      ale to twoje życie więc trzeba to uszanować
      bo sama znam takich ludzi dla których większym nieszczęściem jest nie bycie z
      daną osobą niż bycie z nią w taki nieciekawy poddańczy sposób
      dla mnie to nie do przyjęcia
      i choć serce mi pękało zrobiłam to co należało...
      a dziś mój mąż wie że nie ma ze mną żartów i bardzo się stara
      (mam 14 miesięcznego synka)
      pozdrawiam ida
      • ondysia do Idy 01.10.04, 12:37
        Ido droga, rozumiem wszystkie argumenty, Wasze rady są dla mnie ogromnym
        oparciem i przede wszystkim upewniają mnie że nie jestem "wielbłądem". Prawdą
        jest że męża swojego kocham bardzo, mimo wszytsko, prawdą jest że ma charakter
        bardzo trudny, o czym wiedziałam przed ślubem, jest ambitnym egocentrykiem. Do
        tego by przekonać się że nic już z tego nie będzie musi upłynąć trochę czasu,
        nie wiem ile, na pewno nie chodzi mi tutaj o lata. Ciągle liczę że może byc
        lepiej, bo bywało lepiej, byłam szczęśliwa. Ido zazdroszczę Ci charakteru.
        Mamy dzieci w podobnym wieku, moje ma 17 mies. Ondysia
    • apache860 Re: mój własny dramat 01.10.04, 16:44
      Cześć Ondysia.

      Może to dziwnie zabrzmi, bo sam jestem mężem, ale...
      Również uważam, że przerwa w wygodach, jakich dostarczasz mężowi dobrze mu
      zrobi.
      Nie możesz się obwiniać za wszystkie Wasze nieporozumienia.
      Twój mąż powinien zrozumieć, że ty też się nie „opindalasz” w domu tylko
      wykonujesz ciężką prace.
      Jeżeli dobrze zrozumiałem przez większość dnia to Ty opiekujesz się Waszym
      bebiczkiem.
      Tobie też należy się czasem coś w rodzaju „meczu piłkarskiego”, czego co
      pozwoli wyzwolić się choć na chwilę od zwykłej codzienności, jeżeli możesz
      zostawić dziecko pod opieką np. dziadków to może jakieś kino, teatr lub
      kolacja, powiedz mu o tym.
      Jeżeli masz taką możliwość postaraj się spędzać trochę więcej czasu poza domem
      np. u koleżanki.
      Daj mu się bardziej zaangażować w opiekę nad dzieckiem, niech zobaczy jak to
      jest „fajnie” spędzać większość dnia na przygotowywaniu zupek, obiadków i
      zabawiania dziecka. Niech to On np. w weekend wymyśli, co dziecku zrobić na
      obiad i to zrobi.
      Niedawno czytałem książkę Pt. „Mężczyźni są z Marsa, a Kobiety z Wenus”, (John
      Gray), nie mówię, że jest tam jakieś rozwiązanie, ale może trochę zrozumiesz
      niektóre zachowania facetów (te, które da się zrozumieć). Osobiście po
      przeczytaniu inaczej patrzę na potrzeby mojej żony i staram się pracować nad
      naszym związkiem.
      Mam nadzieję, że choć trochę mogłem pomóc.


      Życzę Wszystkiego Najlepszego i powodzenia.
      Apache
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka