dabea
31.08.17, 22:48
Pan z pracy, kilka lat młodszy, kontakty od lat poprawne, raczej oficjalne. Od szefa otrzymał zlecenie na zainstalowanie nowego systemu internetowego. W ostatnich dwóch tygodniach trzy sytuacje, które mnie wkurzyły.
1. Przychodzi obejrzeć postawiony przez panie sprzątające stół pod komputer, zlecenie dyrekcji, nie wtrącam się (swoją pracę od lat na własnym laptopie robię, z tego korzystać nie będę - w pokoju wspólnym dla kilku osób - pozostałe osoby akurat na urlopie) - patrzy na mnie ironicznie i mówi : się postawiło stół jak u sołtysa w kanciapie, nie z tej strony. Na moją uwagę, że do dyrektora z tym lub pań z obsługi, stwierdził, że najgorzej z blondynkami się rozmawia. Przemilczałam i wyszłam.
2. Dwa dni później - montuje sprzęt i do mnie z ironiczną urazą - przedłużacza nie ma. Na moją uwagę - to pana działka, nie moja - Cedzi: najgorzej z blondynką rozmawiać, to powinnaś sobie sama załatwić (nawet nie wiedziałam, że jesteśmy na ty....)Wzruszyłam ramionami, poinformowałam szefa o braku przedłużacza, ten sprawę załatwił - bo i na innych stanowiskach brakowało.
3.Kolejny dzień - facet wchodzi bez dzień dobry czy nawet cześć, coś przy tym stanowisku internetowym grzebie i nagle się produkuje (akurat sama jestem w pokoju) - ciekawe jak blondynki z tego korzystać będą, to przekracza ich możliwości - i to ironiczne spojrzenie. Stwierdziłam, że jakoś sobie poradzą.
A teraz siedzę i myślę - wkurzona na maksa - co na kolejny dzień przygotować w sensie riposty.
Za diabła nie wiem o co facetowi chodzi - po co te szpile. Do tej pory po prostu mijaliśmy się na korytarzu. Zero kontaktu powiedziałabym. Czuję się dyskomfortowo. Znacie dobry tekst - poza odp....się? Gdybym taki zastosowała, źle bym się czuła. Normalnie czuję się mobingowana - nagle i bez powodu. A może przesadzam?