Imieniny dziecka lat 10, przychodzą goście - dzieci z przyprowadzającymi ich rodzicami. W domu pełno czipsów, słodyczy (coś jak u Pani z wątku, która karmi cudze

) i napojów gazowanych. Generalnie wszystko, co uwielbia zdecydowana większość dzieci i wszystko, co niezdrowe. Ciekawostka: nic innego do jedzenia / picia nie ma, pani domu z tych, co to niespecjalnie gotują i lubią. Tylko kupione rzeczy w torebkach, opakowaniach. Dzieciaków prawie 30! Hałas, śmiech, zabawy, gry, bieganie, dom wytrzymuje, bo duży, z jeszcze większym ogrodem. W przeciągu kilku godzin prawie całe to jedzenie zostaje wyzerowane

Dzieci zachwycone "imprezą", rodzice odbierają je koło 20:00. Jedna z mam bliskiego kolegi solenizanta zagaduje panią domu, chwali za ogarnięcie tylu dzieci, dziękuje, że jej dziecko świetnie się bawiło, ale wyraża też troskę, że państwo dużo wydali na te wszystkie słodycze. Pani domu beztrosko odpowiada mniej więcej tak: "ach to nic, wszystko to zaraz było by przeterminowane, dosłownie w ciągu tygodnia, mąż dostaje to z pracy, syn wybiera co lubi, a z resztą nie ma co robić, więc rozdaje się po rodzinie znajomych i wykańcza, czasem na cele charytatywne, lub przy takich okazjach, jak dzisiejsza". Jakbyście zareagowały? Ale tak szczerze, bez fantazjowania