piekna_remedios4
28.11.19, 18:18
Małżeństwo dorobiło się wspólnych kilkoro dzieci, zawierając małżeństwo byli gołodupcami lecz po paru latach zbiegiem pewnych zdarzeń, pani przypadło dość sporo kasy. Otworzyli firmę, która funkcjonuje do dziś na nazwisko żony lecz prowadzoną jest przez męża. Ponieważ mąż posiada dziecko pochodzące z mocno popieprzonej historii, spłodzone w bardzo młodym wieku i nie widziane na oczy (lecz płaci na nie alimenty), małżeństwo ustanowiło rozdzielność majątkową. Mniejsza o szczegóły, facet nie uznaje tamtego dziecka, nie chce z nim mieć nic wspólnego, pozostawmy aspekt moralny, jest jak jest. Dziecko tez nie dążyło do kontaktu. Płaci na nie, a ono jest już młode dorosłe, wiec nie wiadomo jak długo jeszcze popłaci.
No i teraz to małżeństwo chce budować dom z pieniędzy pani, bo formalnie pan nadal jest gołodupcem, tzn cały ten duży majątek jest na nią. Pan mówi, ze on chętnie pobuduje ów dom ale życzy sobie zapisania połowy domu w darowiźnie od pani, w ramach zabezpieczenia przy ewentualnym rozstaniu. I robi się zonk, bo pojawia się kwestia przyszłego spadku po mężczyźnie. Wiadomo - dziedziczy żona i dzieci, wszystkie dzieci. Żona mówi, ze po jej trupie wypłaci zachowek obcemu człowiekowi, którego na oczy nie widziała a poza tym, jakim prawem, to ma być ich dom, ich wspólne dzieci nie mogą mieć potem na głowie takiego kłopotu jak użeranie się ze spadkobiercą i być może jego dziećmi. Aczkolwiek przyznaje mężowi rację w kwestii tego, ze chce mieć zabezpieczenie.
Jak to widzicie?
Proszę nie skupiać się na tym pierwszym dziecku i postawie ojca bo to nie jest tematem wątku.