zajonc_w
11.11.24, 20:48
W piątek byłam na pewnej wystawie mojej koleżanki. Było pięknie, klimatycznie, a ja czułam się jak mloda bogini.
Grypa dopadła mnie w trakcie powrotu, między drzwiami wyjściowymi a sypialnią. Do łóżka dotarłam już niemalże czołgając się. Nie chciałam budzić rodziny, więc pierwszą noc spędziłam pod 2 puchówkami, które na szczęścia już przeniosłam do przedpokoju i kołdrą. Na dojście do apteczki zdecydowałam się o 2.00, mialam temperaturę 39.9. W tę pierwszą noc w gorączce i bólu przeanalizowałam swoje życie pod kątem jakości- jeśli tak miałoby ono wyglądać, to żyć nie chcę.
Wczoraj cały dzień na tabletkach przeciwbólowych, temperatura 39.2 w 4 godziny po tabletce i bol, straszliwy bół głowy, mięśni, stawów.
Dziś wreszcie temperatura spadła, ale czuję się fatalnie. Doszedł ból gardła i jestem ogólnie rozbita. Nie daję rady prawie nic jeść, dziś zjadłam jedynie zupę. Mogę tylko bezproduktywnie leżeć, trzymając się ściany iść do wc i spać, spać, spać.
Potrzebowałam czegoś mocniejszego na ból, teleporada rozpoznała po opisanych objawach grypę.
Moje pytanie dotyczy tego, dlaczego tak straszliwie się pochorowałam, skoro ... 17 października zaszczepiłam się na grypę. Mam zaplanowany zabieg chirurgiczny i podczas rozmowy z lekarzem padła sugestia nt szczepienia.
Ostatnio umierałam na grypę na przełomie 2017/2018; zapamiętałam, bo grypa dopadła mnie w trakcie wyjścia sylwestrowego. Ubierałam się, malowałam, weszłam do samochodu, ale już wyjść nie byłam w stanie. Dopadło mnie równie mocno i równie szybko jak teraz.
To moje 2 szczepienie, na grypę chorowałam tylko w latach, w których się szczepiłam. Czy ktoś ma pomysł dlaczego tak?