Dodaj do ulubionych

A może alimenty na dzieci macosze?

30.04.04, 13:36
Hej dziewczyny,
dawno mnie tu nie było ale chetnie się odzywam. Właśnie spodziewam się dziecka (już na prawde nie długo)...wink
Myślałam o podpisaniu z małżem umowy alimentacyjnej (notarialnie) na nasze dziecko. Gdyby tamta kobieta zgłaszała wnioski o podwyższenie alimentów, sąd musiałby wziąć pod uwagę także zobowiązania ojca względem naszego dziecka (bo stwierdzone na papierze). A wydaje mi się, że w przypadku notarialnej ugody alimentacyjnej nie ma znaczenia fakt pozostawania w związku małżeńskim czy wspólnego zamieszkania.
Co o tym sądzicie, czy ktoś próbował w praktyce zastosować takie rozwiązanie?
Pozdrawiam,
badia
--
badia
Obserwuj wątek
    • cz.wrona Re: A może alimenty na dzieci macosze? 30.04.04, 14:02
      hehehe. pomysł nie jest głupi ale chyba nierealny...Z tego co wiem to będąc w
      małżeństwie mąż ma obowiązek alimentacyjny wobec żony i dziecka- to jest nadane
      tak z góry ale czy możliwe jest zapisanie tego notarialnie?? Nie wiem, pewnie
      Mikawi nas uświadomi wink)))
      --
      Nowe, zaległe zdjątka Kaczorka z Rodzicami
      • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 30.04.04, 14:21
        co nie jest zabronione jest dozwolone, prawda?
        zawsze lepiej jakiś papier mieć, zawsze to poważniejszy dowod na obciążenie
        alimentacyjne równiez wobec drugiego dziecka niż przekonywanie zdziwionego
        sądu, że drugie też musi jeść i ojciec też musi na nie łożyć. A jeszcze lepiej
        byłoby mieć wyrok sądu dotyczący alimentów na drugie dziecko. I sukcesywnie te
        alimenty podnosić "w miarę wzrostu usprawiedliwonych potrzeb dziecka".
    • capa_negra Re: A może alimenty na dzieci macosze? 30.04.04, 14:18
      A mi sie wydaje do przeprowadzenia.
      Fakt mąz ma obowiązek alimentacyjny wobec, zony i dziecka w małżeństwie ale...
      Mogą ale nie muszą dogadywac sie "polubownie" czyli on mi bez papieru z rączki
      do rączki daje pieniązki.
      Mogą iść z tym do sądu - nie rozwodza się "dla dobra dziecka" na ten przykład,
      ale "polubownie" tez dogadać sie nie mogą
      I wreszcie dochodzimy do aktu notarialnego czy umowy cywilno prawne w której (
      jak mi sie wydaje_ malzonkowie moga zapisac "iż w związku z tym, że nie
      potrafia osiagnąc porozumienia co do zasad współfinansowania wspólnego
      gospodarstwa domowego jak również kosztów utrzymania dziecka , z dniem takim a
      takim postanawiają że"
      Jesli taka umowa jest prawnie dopuszczalna to napewno notariusz odpowiednio ją
      zredaguje - czyli koniec języka za przewodnika .
      Myslę , ze porada prawna czy taka umowa jest dopuszczalna majatku nie kosztuje
      --
      A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.

      tylko dla odważnych

      Dekameron
    • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 30.04.04, 18:45
      Dzięki za szybki odzew. Pamiętam, że jedna z samodzielnych, chyba Chalsia miała podpisaną taką ugodę notarialną w kwestii alimentów jeszcze przed sprawą rozwodową. Ugoda, zatwierdzona przez sąd jest tak samo tytułem egzekucyjnym jak orzeczenie sądu. Przez sąd nie chciałabym czegoś takiego przeprowadzać, bo mam ograniczoną wytrzymałość psychiczną, i pewnie trzeba byłoby "bajdurzyć", że chłop nie łoży, wykończyłabym małżyka. Ale ugoda notarialna... Można wyliczyć koszty utrzymania dziecka, uwzględnić poziom dochodów małżyka i sąd, gdyby doszło do rozprawy w kwestii podwyższenia pierwszych alimentów chyba nie tylko fakt istnienia kolejnych alimentów musiałby wziąć pod uwagę, ale może zwróciłby uwagę na proporcjonalność zarówno jednych jak i drugich do potrzeb obojga dzieci i zdolności zarobkowych taty.
      Pozdrówka,
      badia
      --
      badia
      • chalsia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 01.05.04, 00:11
        Po pierwsze - witam Badiu.
        Po drugie - gratuluję brzuszka. Widzę, że u Ciebie działania zaplanowane, w
        wyznaczonym terminie ulegają realizacji smile
        Po trzecie - ja nie miałam takiej umowy notarialnej. Miałam umowę na "gębę".

        Pozdrawiam.
        Chalsia
    • lideczka_27 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 30.04.04, 19:58
      Powołując się na Art. 28. § 1. możesz wnioskować o alimenty nie tylko na
      dziecko ale także i na siebie (bo przecież do pracy tuż po porodzie nie
      pójdziesz, prawda?). Ja nawet nie wiem, czy wnosi się o alimenty, czy po prostu
      o to, byś to Ty odbierała i dysponowała pieniędzmi, które zarobi Twój M. Moja
      znajoma tak zrobiła, ale innej się nie udało - sędzina kazała młodej mamie do
      pracy pójść, a dziecko oddać do żłoba. To tyle jeśli chodzi o sąd. Gdy już
      zasądzą, chyba zakład pracy jakąś część lub całość pensji oddaje w Twoje ręce
      (lub na wskazane przez Ciebie konto). W taki sposób postępują kobiety, których
      mąż alkoholik przechlewa wypłatę i nic nie daje na dom - tylko czy cała ta
      sprawa jest godna zszargania reputacji Twojego męża? (chyba zdajesz sobie
      sprawę, że wyjdzie na dziada, który nie chce dobrowolnie łożyć na nową rodzinę,
      więc pewnie pierwszym dzieckiem też się nie interesuje i chce jak najmniej
      płacić - słowem nieodpowiedzialny cwaniak i drań wink).

      Jak sprawa wygląda "notarialnie" - pojęcia nie mam...

      Czy sytuacja zmusza Was do takich kroków, czy to taki pomysł "na wszelki
      wielki"?

      pozdrawiam
      lida
      --
      To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
    • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 01.05.04, 14:43
      Witamy Cię Chalsiu (z ośmiomiesięcznym brzusiem), buziaki cieplutkie....
      Ten temat wrzuciłam "na wszelki wypadek" i trochę z przymrużeniem oka... Dotychczas nie mamy problemów z nadmiernymi żądaniami w kwestii alimentów (płacimy i tak dość wysokie), ale jak tak sobie myślałam, to wymysliłam, że gdyby (odpukać) problemem nagle stało się pojawienie dziecka...
      Nie chcę kasy z wypłaty do rąk własnych, nie chcę sądownych alimentów, bo nie mam problemów z łożeniem przez chłopa na dom, a sąd jest przecież po to, by ustalić ugodę pomiedzy ludźmi, którzy sami nie mogą się dogadać. My z chłopem dogadujemy się bez wiekszych problemów. Nie chodzi też o to, żeby robić jakiś "przekręt", chce tylko, żeby w razie czego, sąd rozpatrując wniosek o podwyższenie alimentów na pozamałżeńskie dziecko, brał także pod uwage potrzeby kolejnych dzieci oraz możliwość ich zaspokojenia przez ojca... I w ugodzie notarialnej, która może się stać tytułem egzekucyjnym, więc musi być przez sąd poważnie traktowana, nie wpisywałabym absurdalnych kwot, tylko właśnie bardzo rozsądne, wskazujące na realne potrzeby dziecka i poziom, na którym te potrzeby są faktycznie przez nas zaspakajane. Myślę, że to ułatwiłoby sądowi porównanie sytuacji dzieci, żeby żadne nie było pod względem materialnym pokrzywdzone.
      Temat więc jest "pół żartem, pół serio". Chciałam sie z wami podzielić pomysłem, który wbrew pozorom przestaje byc absurdalny, gdy zostanie przyłożony do macoszych pogmatwanych życiorysów...
      Pozdrówka majowe,
      badia

      --
      badia
    • badia do maxxi 02.06.04, 11:00
      Podciągam ten wątek licząc na Toją radę.
      Otóż mój mąż ma pozamałżeńskie dziecko, na które płaci dość wysokie alimenty. Jest to górna granica, na którą możemy sobie pozwolić.
      Mamy podpisaną umowę o rozdzielności majątkowej.
      Teraz rodzi się nasze dziecko. Obawiam się, że tamta kobieta ze zwykłej złośliwości, jak się dowie, że urodził się nam potomek, to wystapi o podwyżkę alimentów.
      Myslałam o podpisaniu z mężem notarialnej umowy o wysokości jego wkładu na nasze dziecko.
      Cele takiej umowy notarialnej byłyby dwa:
      - chodziłoby o zwrócenie uwagi sądu, że facet ma obowiazki alimentacyjne nie tylko względem pozamałżeńskiego dziecka.
      - wskazanie, ile faktycznie kosztuje nasze dziecko oraz ile wynosi wkład ojca, żeby podważyć absurdalne żądania wysuwane przez drugą stronę.
      (wszak zasada o równej stopie zyciowej obowiązuje w obie strony).
      Co o tym sądzisz?
      ---
      badia
      • konkubinka Re: do maxxi 02.06.04, 13:21
        jak to Badiu bywa czesto , bo i u nas tak bylo z pewnoscia bedzie chciala
        podwyzki.Jednak w momencie gdy urodzilo wam sie dziecko zachodzi sytuacja , w
        ktorej to wy mozecie wystapic o obnizke.My tego nie zrobilismy , bylo to na
        nasz plus.
        Na sprawie sedzina powiedziala do matki dziecka zeby cieszyla sie ze ojciec nie
        wystapil o obnizke .
        codo alimentow mysle ze mozesz tak zrobic.Moja znajoma ma taki wyrok i co
        prawda w innym celu ale jest on szanowany w urzedach i instytucjach.
        mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
        moje gg 6604963
      • maxxi26 Re: do maxxi 02.06.04, 15:43
        Powiem tak. Jedynie obiło mi się o uszy o możłiwości podpisania tego
        typu "umowy". Al enie wiem czy ona ma większy sens.

        Moim zdaniem 'kij ma dwa końce" - jeżeli podpiszecie umowę, w której okreli się
        dokładnie ową wysokość 'alimentów" na wasze dziecko i będą one wyższe nią na
        tamto dziecko - to może powstać pytanie - dlaczego na wasze dziecko wiecej,
        szczególnie że będzie ono małe i nie ma takich jeszcze (niby) wielkich potrzeb.

        Jeżeli tamta kobieta pozwałaby Twojego męża, to musi udowodnić "zmianę
        stosunków' - czyli np. zwiększenie się potrzeb jej dziecka, lub też np
        zwiększenie się możliwości zarobkowych Twojego męża. A tak naprawdę to słusznie
        KOnkubinka zauważyła, ze tak naprawdę to u Was pojawia sie owa "zmiana
        stosunków" i fajktyczne zmniejszenie sie możłiwosci zarobkowych Twojego meża z
        racji że musi przeznaczać swoje pieniązde nie tylko na swoje utrzymanie ale i
        dziecka jak również początkowo Twoje (bo musisz sie opiekować dzieckiem). I to
        Twój mąż właśnie mogłabyś wystąpić o obniżenie alimentów.

        Sad musi wziąć pod uwagę fakt pojawienia się nowego dziecka. I nie zmieni tego
        żadna umowa.

        Pozdrawiam Cię.

        Pozszperam jeszcze po orzecznictwie i dokrynie - czy taka "umowa" byłaby
        pomocna. Ale moim zdaniem niewiele da.


        • maxxi26 Re: do maxxi 02.06.04, 15:54
          Jeszcze tylko dodam, pewnie o tym wiesz, ale brzmi to zawsze troche
          abstrakcyjnie - JEDNĄ Z NAJWAŻNIESZSZYCH ZASAD PROCESU - JEST
          KONTRADYKTORYJNOŚĆ - CZYLI UDAWADNIANIA WSZYSTKICH SWOICH TWIERDZEŃ.

          Oznacza to, że nie oznacza powiedzieć czegoś- ale trzeba to udowoenić np
          dukumentami, zeznaniami świadków etc. To jest naprawdę podstawa!!! naprawdę
          bardzo dużo procesów kończy sie oddaleniem roszczeń - ponieważ nic nie
          udowodniono.
        • pelaga Re: do maxxi 02.06.04, 19:10
          maxxi26 napisała:

          > > KOnkubinka zauważyła, ze tak naprawdę to u Was pojawia sie owa "zmiana
          > stosunków" i fajktyczne zmniejszenie sie możłiwosci zarobkowych Twojego meża
          > z
          > racji że musi przeznaczać swoje pieniązde nie tylko na swoje utrzymanie ale i
          > dziecka jak również początkowo Twoje (bo musisz sie opiekować dzieckiem). I
          > to Twój mąż właśnie mogłabyś wystąpić o obniżenie alimentów.
          > Sad musi wziąć pod uwagę fakt pojawienia się nowego dziecka.

          Zaczne od tego, ze nie mam na celu zlosliwosci!!!
          Jestem wlasnie po zakonczeniu sie sprawy o obnizenie alimentow, ale z tej
          drugiej strony barykady. Alimenty zostaly zasadzone piec lat temu na procent
          zarobkow, od tamtej pory ich nie podwyzszalam ani razu. Niecaly rok temu mojemu
          exowi urodzilo sie dziecko i od razu przylecial do mnie, czy zgodze sie na
          dobrowolne obnizenie alimentow, bo jego sytuacja ulegla zmianie i jak sie
          dogadamy polubownie, to obnizenie bedzie mniejsze niz zasadzone przez sad. Nie
          wyrazilam zgody, bo nie uwazam aby suma 20% wynagrodzenia byla wygorowana,
          szczegolnie, ze on zarabia dwa razy tyle, co ja, a w wychowywaniu dziecka
          udzialy zadnego nie bierze. Dostalam pozew z sadu.
          Sprawa trwala prawie 9 miesiecy i powodztwo oddalono.
          Sad stwierdzil, ze urodzenie sie drugiego dziecka nie jest obnizeniem
          mozliwosci zarobkowych (jest nim utrata pracy lub zmieniejszenie sie zarobkow,a
          nie zwiekszenie sie wydatkow na nowe dziecko, czy splata zaciagnietych
          kredytow), a kazdy kto zaklada nowa rodzine musi liczyc ze ze wzrostem
          wydatkow. Poza tym uznano, ze 20% wynagrodzenia to nie majatek i gdyby drugiemu
          dziecku zasadzono taki sam procent to nie przekroczyloby to 60 % zarobkow
          powoda, czyli jest to dopuszczalne przez polskie prawo, bo podobno aliementy na
          wszystkie dzieci nie moga przekroczyc 60% zarobkow ojca!!! I to jest chyba dla
          Was punkt zaczepienia. Zasadzic alimenty na drugie dziecko, wolno to zrobic
          bedac w zwiazku malzenskim.

          Pozdrawiam

          --
          PelAga
          GG4321183
          Forum Rodzinne
          • mikawi Re: do maxxi 02.06.04, 19:18
            pelaga napisała:

            > Sad stwierdzil, ze urodzenie sie drugiego dziecka nie jest obnizeniem
            > mozliwosci zarobkowych (jest nim utrata pracy lub zmieniejszenie sie zarobkow
            (...)

            co sąd to osąd, mojemu M. sędzina orzekła że utrata pracy nie uprawnia do
            zmniejszenia alimentów, bo liczą się możliwości zarobkowe, był wtedy
            bezrobotny; sędzina na sprawie apelacyjnej stwierdziła że zmniejszenie zarobków
            (znalazł wtedy już pracę za 900 zł.) też nie jest powodem do zmniejszenia
            alimentów; efekt? płacił niemal wszystko co zarobił
            • pelaga Re: do maxxi 02.06.04, 19:27
              mikawi napisała:

              > co sąd to osąd, mojemu M. sędzina orzekła że utrata pracy nie uprawnia do
              > zmniejszenia alimentów, bo liczą się możliwości zarobkowe, był wtedy
              > bezrobotny; sędzina na sprawie apelacyjnej stwierdziła że zmniejszenie
              > zarobków
              > (znalazł wtedy już pracę za 900 zł.) też nie jest powodem do zmniejszenia
              > alimentów; efekt? płacił niemal wszystko co zarobił

              Czasem odnosze wrazenie ze ja nie nadaje sie do dzisiejszej rzeczywistosci sad((
              A gdzie prawo, ktore mowi, ze nie mozna zasadzic wiecej jak 60 % zarobkow na
              alimenty dla wszystkich dzieci???
              Straszne sad((

              Pozdrawiam

              --
              PelAga
              GG4321183
              Forum Rodzinne
              • mikawi Re: do maxxi 02.06.04, 19:30
                pelago, nie ma takiego prawa
                60% odnosi się do górnej granicy egzekucji komorniczej - komornik może ojcu
                zająć max. 60% jego dochodów na poczet spłaty alimentów. A sąd może je zasądzić
                takie jak się sędzinie żywnie podoba.
                • pelaga Re: do maxxi 02.06.04, 20:23
                  mikawi napisała:

                  > pelago, nie ma takiego prawa
                  > 60% odnosi się do górnej granicy egzekucji komorniczej - komornik może ojcu
                  > zająć max. 60% jego dochodów na poczet spłaty alimentów. A sąd może je
                  > zasądzić takie jak się sędzinie żywnie podoba.

                  To, ze ja nie znam prawa to jest normalne, bo prawnikiem nie jestem, ale sedzia
                  powiedzial, ze gorna granica zasadzonych na wszystkie dzieci alimentow nie moze
                  przekroczyc 60% zarobkow ojca. Wzielam to za pewnik, ze takie jest prawo, bo w
                  koncu uslyszalam formulke nigdzie indziej niz w sadzie.
                  Nic z tego nie rozumiem sad(( Dla mnie to nielogiczne sad((
                  Ale prawo bywa nielogiczne...

                  Pozdrawiam

                  --
                  PelAga
                  GG4321183
                  Forum Rodzinne
          • maxxi26 Re: do maxxi 02.06.04, 20:28
            Oczywiście że urodzenie sie drugiego dziecka nie jest "obniżeniem się zdolności
            zarobkowych" tylko po pierwsze - majątkowych. Po drugie urodzenie sie dziecka
            drugiego - wpływa na zmianę stosunków i już. Jest to dla mnie oczywiste. Nadto
            sytuacja dotyczy, stanu faktyczngo gdy mężczyzna płaci 50 % osiąganego dochodu
            na dziecko. No to co mu pozostaje na siebie i na drugie dziecko?

            Jak widzisz jestem raczej za pertaktacjami i możliwością porozumiewania sie. A
            jeśli to nie działa to pozostają smutne rozgrywgi przed sądem. A masz racje 20%
            zarobków to nie suma wygórowana... Ale 50 % to już jest.
    • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 02.06.04, 17:22
      Masz rację, ale po "drugiej stronie" niestety spodziewam się psychologicznej reakcji typu: "Jak to, jakaś baba może być szczęśliwa w facetem, z którym mnie nie wyszło?. Jak im tak dobrze, to niech przynajmniej skubany płaci". A paradoks polega na tym, że obecne alimenty to połowa obecnego dochodu M. Jeśli więc chciałby płacić na nasze dziecko tylko tyle samo, co na tamto, to nic by mu nie zostało....
      Niezły cyrk.
      Ale rzeczywiście niewielka jest w takiej sytuacji szansa, że jakiekolwiek następne roszczenia zostałyby przez sąd uwzględnione. I dobrze, bo taka notarialna umowa to jednak też niemiła byłaby do przebrnięcia.

      --
      badia
      • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 02.06.04, 18:51
        Być moze tak właśnie będę. Ale jeśli to jest połowa dochodów Twojego M. to jest
        naprawde bardzo dużo. Przy takim obciążeniu - w zasadzie nie ma szans na
        podwyżkę jeszcze alimentów. A może tak - M. by porozmawiał z nia, ze ze względu
        na powiększająca się rodzinę musi teraz nieststy trochę obnizyć wysokość
        alimentów. Do momentu gdy nie stanie na nogi. Oczywiście jeśli jest mozliwe.
        Jeśłi nie to może zrobić faktyczny krok i czekać na reakcję. A alimenty są
        zasądzone sądownie czy płącone dobrowolnie bez wyroku czy ugody sądowej? Bo
        jeśłi jest wyrok czy ugodna to nieststy samemu nic nie można.
        • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 02.06.04, 20:25
          Wiesz, w praktyce to nie wygląda aż tak źle. Ja zarabiam całkiem całkiem, a facet też przyniesie czasem jakąś dodatkową sumkę. Poza tym alimenty zostały zasądzone wtedy, gdy firma kwitła, a przez parę ostatnich lat wiele się zmieniło na niekorzyść.
          Nie chcemy niczego obniżać, bo się zacznie cyrk, ciąganie po sądach, uszarpane nerwy, donosy do skarbówki itp. Ale podwyżka też nie wchodzi w grę.

          --
          badia
          • pelaga Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 09:43
            badia napisała:

            > a facet też przyniesie czasem jakąś dodatkową sumkę.

            Nie popieram postepowania Waszej ex, ale to tez nie brzmi na sprawiedliwe, o
            ile alimenty zostaly zasadzone na procent zarobkow.
            Wychwytuje takie rzeczy sad(((

            Pozdrawiam

            --
            PelAga
            GG4321183
            Forum Rodzinne
            • lubstej Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 11:03

              a jak matka dostaje kase na ubrania a ubiera dzieci w rzeczy uzywane czyli nie
              ponosi tych kosztow to nie jest przypadkiem nie w porzadku?
              albo na rozprawe o alimenty przynosi rachunki zebrane od rodziny i znajomych bo
              sama nie ma bo nie wydaje
              albo dostaje pieniadze na lekarza a dzieci leczy u znajomego ktory nie pobiera
              oplat
              albo dziecko posyla na zajecia bezplatne a zada pieniedzy na ten cel
              albo, albo, albo...

              rozumiem, ze w takiej sytuacji, zeby bylo sprawiedliwie, matka powinna czesc
              pieniedzy zwrocic ojcu albo zapytac go czy zgadza sie na przeznaczenie tych
              pieniedzy na inny cel

              • pelaga Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 20:14
                lubstej napisała:

                >
                > a jak matka dostaje kase na ubrania a ubiera dzieci w rzeczy uzywane czyli
                > nie
                > ponosi tych kosztow to nie jest przypadkiem nie w porzadku?

                Oczywiscie, ze jest nie w porzadku, a napisalam kiedys, ze to w porzadku???

                > albo na rozprawe o alimenty przynosi rachunki zebrane od rodziny i znajomych
                > bo sama nie ma bo nie wydaje
                > albo dostaje pieniadze na lekarza a dzieci leczy u znajomego ktory nie
                > pobiera oplat albo dziecko posyla na zajecia bezplatne a zada pieniedzy na
                > ten cel albo, albo, albo...

                Nie to nie jest w porzadku.

                > rozumiem, ze w takiej sytuacji, zeby bylo sprawiedliwie, matka powinna czesc
                > pieniedzy zwrocic ojcu albo zapytac go czy zgadza sie na przeznaczenie tych
                > pieniedzy na inny cel

                Zeby bylo sprawiedliwie to matka powinna wykazac PRAWDZIWE koszty utrzymania
                dziecka, a ojciec powienien wykazac swoje RZECZYWISTE dochody wraz z
                sumami "dodatkowymi"i poniesc polowe kosztow utrzymania dziecka, jesli bierze
                udzial w jego wychowaniu, jesli nie bierze udzialu w wychowaniu dziecka
                powinien poniesc wieksza czesc utrzymania dziecka.

                Tak wedlug mnie byloby sprawiedliwie. Ale skoro wiekszosc uznaje zasade oko za
                oko, zab za zab to nie bedzie sprawiedliwie i sadom bedzie trudno wydawac dobre
                wyroki, bo skad mozna wiedziec, czy na danej sprawie to matka zawyza koszty,
                czy ojciec zaniza dochody???? A moze jedno i drugie nie jest uczciwe????
                Moze powinno sie sprawdzac innymi metodami standard zycia rodzicow i dzieci???
                Naprawde nie wiem.

                A w normalnych warunkach ojciec powienien bez sadu utrzymywac swoje dzieci i to
                byloby jak najbardziej w porzadku.

                Pozdrawiam


                --
                PelAga
                GG4321183
                Forum Rodzinne
                • lubstej Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 08:21
                  "A w normalnych warunkach ojciec powienien bez sadu utrzymywac swoje dzieci i to
                  byloby jak najbardziej w porzadku."

                  u nas bylo tak, ze m placil bez sadu i to wyzsza sume ale w momencie kiedy
                  zdecydowal o przeznaczeniu 200 zl z tej sumy na polisy posagowe dla dzieci
                  dostal wezwanie do sadu w ktorym "ograbiona" mama domagala sie 2500 zl
                  (dostawala 1600 + polisy)
                  a jej wyliczenia kosztow byly absurdalne i poparte rachunkami typu: 3 duze
                  pizze i 3 piwa (dzieci lat 2 i 7)
    • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 02.06.04, 20:47
      Hi, hi, hi - przepraszam za rechot, ale jakoś mnie tak wzięło na te absurdy. Niestety sąd zasądza alimenty w oparciu o "możliwości zarobkowe" ojca a nie faktyczny ewidencjonowany dochód. W niektórych przypadkach nie jest to może nawet takie głupie. Gorzej jednak, jeśli facet wygląda na takiego, co powinien zarabiać, a nie zarabia.
      Ten Twój chłop Mikawi musi bardzo dobrze wyglądać, hi, hi, hi....

      --
      badia
        • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 04.06.04, 06:50
          Maxxi, mój chłop sobie "odpuścił" i został jedynie płatnikiem. Wiem, że taki tekst grozi "piorunami" nie tylko ze strony samodzielnych ale także tych macoszek, które radzą sobie mimo stałej obecności dzieci. Nie mam jednak ochoty bronić zachowania chłopa i tłumaczyć, dlaczego tak się stało jak się stało. Wiem, że sytuacja nie jest "ładna", no ale cóż... Kiedyś próbowałam coś zrobić, jakoś na chłopa wpłynąć, ale niestety takich spraw nie można załatwić za kogoś i jak mój twierdził, że absolutnie nie może dogadać się z tamtą kobietą, to w końcu zaakceptowałam jego decyzję.
          Przestał się widywać z dzieckiem ze trzy lata temu.
          Nie kontaktuje się z matką dziecka i nie wydaje mi się, żeby cokolwiek mogło wpłynąć na zmianę tej sytuacji. Wiedział, że wszyscy oczekują od niego ojcostwa, wiedział, że także ja wywieram presję, żeby to "jakoś poukładać"... I mimo wszystko - nie.
          Z dzieckiem nie jest związany emocjonalnie, zresztą, praktycznie nigdy nie był.
          Alimenty traktuje jako karę za posiadanie dziecka w sytuacji, w której nie powienien był powoływać go do życia, matkę dziecka, jako jedno z najgorszych wspomnień... Oboje uważamy, że sam sobie taką kobitkę znalazł i że to jego błąd, że stało się tak jak się stało. Ale się stało.
          Przy tym wszystkim mężem jest super. Na nasze dziecko nie może sie doczekać i dostaje regularnego świergla na punkcie ochrony mnie i zapewnienia jak najlepszych warunków naszej rodzinie.
          A ja myślę sobie tylko po cichutku, że gdyby się wcześniej nie "przejechał" to teraz nie byłby takim facetem jakim jest.
          Czy czuję się winna - chyba już nie.
          Chłop czuje sie winny na pewno. Ale on za rodzaj "pokuty" wyznaczył sobie chyba to, żeby stworzyć normalny dom i pokazać samemu sobie, że potrafi...
          --
          badia
          • pelaga Re: A może alimenty na dzieci macosze? 04.06.04, 07:51
            badia napisała:

            > Maxxi, mój chłop sobie "odpuścił" i został jedynie płatnikiem. Wiem, że taki
            > tekst grozi "piorunami" nie tylko ze strony samodzielnych ale także tych
            > macoszek, które radzą sobie mimo stałej obecności dzieci.

            A dlaczego pioruny mialyby byc skierowane przeciwko Tobie???

            > Nie mam jednak ochoty bronić
            > zachowania chłopa i tłumaczyć, dlaczego tak się stało jak się stało.

            Cieszy mnie to niezmiernie, bo wtedy wytoczylabym ciezkie dziala tongue_out

            > Z dzieckiem nie jest związany emocjonalnie, zresztą, praktycznie nigdy nie
            > był.

            I to jest najgorsze w tym wszystkim sad(((((((((((((((( Biedne dziecko sad( crying

            > Czy czuję się winna - chyba już nie.

            A dlaczego mialabys czuc sie winna??????????? Jesli nie przyczynilas sie do
            tego to nie ma powodu czuc sie winnym.

            > Chłop czuje sie winny na pewno.

            I slusznie sad

            > Ale on za rodzaj "pokuty" wyznaczył sobie chyba
            > to, żeby stworzyć normalny dom i pokazać samemu sobie, że potrafi...

            Ze swojej strony moge Ci zyczyc zebys sie nie pomylila i zeby tak bylo w
            rzeczywistosci.

            Pozdrawiam

            --
            PelAga
            GG4321183
            Forum Rodzinne
          • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 04.06.04, 14:19
            Powiem Tobie w takm razie cichutko (na uszko), ze zazdroszę...
            Niezależnie co tam ktoś tam o mnie pomysli. Mój niestety, mimo, z laska
            okropna, pomyłka najwieksza w życiu i do tego jeszcze go oszukała żeby mieć
            dziecko, to mimo wszystko czuje sie odpowiedzialny... Bo nie powinien ufać..
            Ale też jest cudownym facetem i myślę tak sobie że właśnie byc moze przez to.
            Czasami tylko mnie wkurza, że mimo takiej idiotycznej sytuacji czuje sie
            odpowiedzilny. Wolałabym zeby był mniej.

            Pozdrawiam Cię mocno
    • cruella-devil Re: A może alimenty na dzieci macosze? 03.06.04, 14:30
      Z umową wiąże się pułapka- jesli np napioszesz, ze potrrzeby twojgo dziecka to
      1200 zl, załozmy, a ojciec na pierwsze placi 500, to sad podwyzszy je do 600.
      swoja droga, ciekawe, czy eks (czyli mamtka )moze sadzic sie o zmniejszenie
      swoich finansowych powinnosci wobec swojego dziecka. bez wzgledu na przyczyne.
      i niech sad sie z tym gryzie
      • nooleczka Re: A może alimenty na dzieci macosze? 03.06.04, 15:03
        cruella-devil napisała:
        > swoja droga, ciekawe, czy eks (czyli mamtka )moze sadzic sie o zmniejszenie
        > swoich finansowych powinnosci wobec swojego dziecka. bez wzgledu na
        przyczyne.

        Ależ oczywiście. Było już tysiące takich spraw. Takie sprawy nosza tytuł: "O
        podwyższenie alimentów".




        --
        Ania i
        Michas
          • cruella-devil Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 09:29
            lideczka_27 napisała:

            > wink)))))))))))))))))))))))))))
            >
            > nie wiedziałam, że mogę tak się uśmiać, że aż monitor zapluję.
            > To pewnie efekt zaskakujacej puenty wink))
            >
            > buźka!

            no, no- lideczko, ty zawsze taka kochająca druga mama?
            jeśli jakiś on obniży alimenty, to jeden bucik dziecka pójdzie sie j...,
            jeśli ona stwierdzi, że obniżyły jej się na skutek tego dochody, to też może
            złożyc wniosek o obnizenie wydatkow ze swej strony na dziecko. bo czemu nie???
            więc drugi bucik dołączy do pierwszego, dziecko niech sobie samo zarobi
            moze od razu eksterminowac?









            > lida
            • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 09:44
              cruella-devil napisała:


              > też może
              > złożyc wniosek o obnizenie wydatkow ze swej strony na dziecko. bo czemu
              > nie???
              > więc drugi bucik dołączy do pierwszego, dziecko niech sobie samo zarobi

              Cruello, dobrze tylko jest, jeśli dziecko jest utrzymywane nie tylko z
              alimentów i zasiłków. Powszechnie wiadomo, że koszty powinni ponosić oboje
              rodzice, być może w innej relacji (z racji opieki bezpośredniej), ale jednak
              oboje.

              A czytając takie wpisy:

              "na dzień dzisiejszy mam na rękę 500-600 zł (alimenty+ zasiłek dla osoby
              samotnie wychowujacej dziecko i dodatek rodzinny+ jak mam wenę twórczą to coś
              dorobię-ale muszę mieć dobry nastrój do tworzeniawink a z tym krucho ostatnio)"

              Albo takie:

              "Znajomi się dziwią,że nie szukam lepszej pracy,że nia narzekam na tą,którą
              mam. Kiedy poprzedni naczelny wydał zakaz korzystania z netu w sprawach
              prywatnych,przepuszczałam majątek w kafejkach."


              zaczynam mieć wątpliwości.

              I może skonczmy już z tym, co sie tak namiętnie powtarza na samodzielnej: że
              matki pracują, ile się da, robią wszystko, żeby dziecko miało minimum. Bo
              oczywiście wiele jest takich. A czy wszystkie? Chyba nie. Co oczywiście nie
              hamuje ich przed żaleniem się, w jakiej to ciężkiej sytuacji one są, jak im źle
              i niedobrze.
              Jakby jakaś next o swoim mężu napisała, że pracuje, jak mu się chce, albo
              zamiast pracować siedzi w necie i jednocześnie żaliła się, że tak im cięzko, to
              już widzę, jaka byłaby reakcja.
              Więc może popatrzmy na dwie strony. I wtedy wnioski będą pełniejsze i bliższe
              prawdy.
            • lideczka_27 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:06
              cruella, o co Ci chodzi?
              Uśmiałam się, bo najpierw myślałam, czytajac post nooleczki, że coś takiego
              istnieje, a doczytując puentę (nieco złośliwą) zaśmiałam się, bo mnie to
              rozbawiło; niektóre stwierdzenia, zwłaszcza gdy mnie zaskoczą, bywają zabawne.
              I tyle.

              Kochająca, kochająca. Bez dwóch zdań. Gdyby wszystkie next miały takie
              podejście to dziecka partnera jak ja - i nie ma tu miejsca na fałszywą
              skromność - to te forum nie miałoby racji bytu. Przynajmniej nie w kontekście
              potrzeb dzieci, pieniędzy na nich przeznaczanych itd.

              pozdrawiam
              lida
              --
              To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
              • cruella-devil lideczko- 08.06.04, 16:03
                Wiem, wiem, lideczko-
                zlękłąm sie jeno, że cisie złośliwy rechocik nie w twoim (wirtualnym) stylu
                wydarł. i freudem mi zaleciało. mloda dobrze ma z tobą bez dwoch zdań, o ile
                literki prawde piszą
                domali- masz dziecko to wiesz, ze lepiej mu z mama niż z oświatą i służbą
                zdrowia. do 3 r.z dziecko powinno byc zmatką, chyba że sytuacja jest inna
                jak skonczysz studia, to sie nie zdziw, kiedy nie znajdziesz pracy ze wzgledu
                na posiadanie dzieecka i pojdzieszpo zasilek. panstwo ma psi obowiązek pomagac
                matkom w formie zasilkow macierzynskich i wychowawczych , ktore nie są jalmuzną
                nie pytam,czy ty pracujesz?
                przecież masz dziecko?
                a temat sprytnych bab, ktore zyją z alimentow dla swojego dobra a nie z
                przymusu czy dla dobra dziecka byl wielokrotnie tłuczony i sprawe te zostawmy
                ich sumieniu oraz dociekliwości ich następczyń
                • domali Re: lideczko- 08.06.04, 18:52
                  cruella-devil napisała:


                  > domali- masz dziecko to wiesz, ze lepiej mu z mama niż z oświatą i służbą
                  > zdrowia. do 3 r.z dziecko powinno byc zmatką, chyba że sytuacja jest inna

                  Mojemu całkiem nieźle jest w żłobku. Poza tym są i takie mamy, co nie pracują,
                  mając dzieci sporo wieksze niż trzylatki.

                  > jak skonczysz studia, to sie nie zdziw, kiedy nie znajdziesz pracy ze wzgledu
                  > na posiadanie dzieecka i pojdzieszpo zasilek.

                  Zasiłek to mi się pewnie nie będzie należał. Oczywiście, wiem, że można mieć
                  problemy z pracą, mając dziecko. Ja, kończąc studia, będę miała już spore i mam
                  nadzieje będzie mnie to stawiało w lepszej sytuacji niż młode mężatki. Ale
                  oczywiście gwarancji pracy nikt mi nie da.

                  panstwo ma psi obowiązek pomagac
                  > matkom w formie zasilkow macierzynskich i wychowawczych

                  Czy ja wiem?

                  > nie pytam, czy ty pracujesz
                  > przecież masz dziecko?

                  Ja studiuję, mimo, ze mam dziecko. I studiuję dizennie. Jak tylko skończę te
                  studia (a nawet postaram się wcześniej) zaczne AKTYWNIE szukac pracy.

                  > a temat sprytnych bab, ktore zyją z alimentow dla swojego dobra a nie z
                  > przymusu czy dla dobra dziecka byl wielokrotnie tłuczony i sprawe te zostawmy
                  > ich sumieniu oraz dociekliwości ich następczyń

                  Oczywiscie. I jednoczesnie nie uzalajmy sie nad losem zawsze biednej,
                  pokrzywdzonej samodzielnej.


                  --
                  Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
                  pojętego 'dobra dziecka'.
                  Wiktorek
                  • cruella-devil natomiast ja wiem 08.06.04, 19:12
                    domali napisała:



                    > panstwo ma psi obowiązek pomagac
                    > > matkom w formie zasilkow macierzynskich i wychowawczych
                    >
                    > Czy ja wiem?

                    tak, a starcom zabrać emerytury, niepełnosprawnym renty, a matki z porodówki
                    jeszcze na drugą zmianę zdążą.
                    coś mi to pachnie planem pana ministra B.
                    big_grin
                    • domali Re: natomiast ja wiem 09.06.04, 11:36
                      No mam raczej liberalne poglądy.
                      Oczywiście jakaś pomoc powinna być, natomiast niekoniecznie aż w takim wymiarze.
                      Uważam na przykład, że zasiłek alimentacyjny powinien byc wypłacany pod
                      warunkiem, ze alimenty nie są płacone.
                      A z tego co wiem, już są plany ograniczenia tego zasiłku.
                      --
                      Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
                      pojętego 'dobra dziecka'.
                      Wiktorek
      • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:25
        cruella-devil napisała:

        > Z umową wiąże się pułapka- jesli np napioszesz, ze potrrzeby twojgo dziecka
        to
        > 1200 zl, załozmy, a ojciec na pierwsze placi 500, to sad podwyzszy je do 600.

        Ale dlaczego? Przecież wiek dziecka ma tu znaczenie, i stan zdrowia, i potrzeby.


        --
        Wiktorek
    • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 06.06.04, 05:27
      Niech żyje kobieca intuicja. Tak sie tu tylko dopiszę...
      Wróciłam do was, kochane nie tylko macoszki, po blisko roku przerwy w bywaniu na forum (chalsię, mag, mikawi, mkatarynkę pamietam jeszcze z "tamtych" czasów)
      Wróciłam po to, żeby zadać pytanie o alimenty na dzieci macosze. Czułam, że urodzenie naszego dziecka może spowodować roszczenia finansowe ze strony tamtej kobiety. No i wyczułam. Właśnie się dowiedziałam o nowych żądaniach alimentacyjnych.
      Wiecie, ja tamtej kobitki nigdy na oczy nie widziałam, a czuję jej ruchy z wyprzedzeniem paru tygodni.
      I tylko nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.

      --
      badia
      • lideczka_27 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 06.06.04, 12:57

        hej badia smile
        U nas było to samo. Gdy urodziłam, zaraz M. dostał wezwanie do sądu na sprawę o
        większe alimenty. Nam do głowy nie przyszło z racji mojego porodu je
        zmniejszać, choć mieliśmy podstawy, by się o to ubiegać (i nie chodzi o to, że
        M. przybyła "nowa gęba", tylko o całokształt). Dlatego się denerwuję, gdy
        czytam, że jak chłopu się nowe urodzi, to pędzi do sądu zmniejszać. Rozumiem,
        że tak się zdarza. Ale wcale nie należą do rzadkości przykłady, że jest
        zupełnie na odwrót. Ja osobiście odebrałam to jako "karę" za to, że mu też
        urodziłam dziecko. I się nie pomyliłam, bo nie tylko telefonicznie, ale także
        na samej rozprawie eks to właśnie z rozbrajającą szczerością przyznała - że ona
        zawsze poszkodowana, bo jej się nie ułożyło a miało, to te pieniądze mają być
        zadośćuczynieniem krzywd od losu. I dodała, że skoro nam tak dobrze razem, to
        nie powinniśmy patrzeć na kasę, bo mamy siebie!!! Sąd oddalił wniosek - na
        skutek różnych dowodów zebranych przez M., gdzie były wszystkie nasze wydatki
        na młodą (niezależnie od alimentów, przecież i tak całe utrzymanie dziecka
        spoczywało na nas) i tych dotyczących zaangażowania M w opiekę i wychowanie
        (ogromne). Eks została ponadto pouczona, że jest także zobowiązana do
        finansowania dziecka i to równego ojcu ze względu na jego czynny udział w
        wychowaniu. Protokół okazał się też bardzo pomocny przy późniejszych staraniach
        ojca o przejęcie opieki nad dzieckiem.

        W takich chwilach zawsze myślę, że czas szybko biegnie, dzieci dorastają i
        prędzej czy później te eks, które uwielbiają nadal żyć życiem swoich mężów -
        tracą tę możliwość.
        Zauważyłam tylko jedno - gdy kogoś miała, my mieliśmy spokój. A jak związki się
        kończyły, to my zaraz mieliśmy z nią problemy. Gdyby się brała za wolnych to
        byśmy mieli raj, ale że gustowała w żonatych ze zobowiązaniami, to nie dość, że
        sama miała kłopoty to i my: bo mnie żona jej partnera nachodziła, żebym M
        nakłoniła do zeznawania na ich sprawie rozwodowej, że jego była jest kochanką
        jej męża - no mówię Ci - Meksyk...

        --
        To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
      • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 06.06.04, 20:11
        NIe poddawajcie sie tak łatwo Badia.

        Jesteś na pewno nie w nastroju do kłótnie o pieniądze, ale uważam że 50 %
        dochodów Twojego M. na dziecko tamtej kobiety to naprawdę dużo. Oczywiscie
        łatwiej byłoby mi oceniać, gdybym znała kwotę. Ale i tak. 50 % to b. dużo.

        NIe powinniście sie uginać, tym bardziej skoro w taki sposób postepuje, to na
        pewno nie odpusci sobie potem, tylko żądania bedą ciągle rosły.

        Dla mnie sprawy rodzinne są najbardziej nie lubiuanymi przeze mnie sprawami i
        obiążającymi psychicznie.

        Niestety czasami sąd to konieczność. Wiąże się oczywiście z ujrzeniem tej ex,
        nerwówką i "wywlekaniem" swoich spraw osobistych.

        Zastanów sie nad wzieciem adwokata (tylko takiego o którym wiesz, ze jest
        dobry). Oczywiście zawsze może powstać pytanie, ze skoro stać Was na adwokata
        to dlaczego nie na alimenty. Niektórzy tak myslę, ale z drugiej strony każdy ma
        prawo do fachowej obrony a te sprawy są tak obciążające że czasami snie chce
        sie oglądać tej drugiej strony i prowadzić sprawę wyłącznie przez pełnomocnika.

        USZY DO GÓRY. NIE PODDAWAJ SIĘ.

        Z doświadczenia wiem, ze nie wszyscy sędziowie, myślą że tylko faceci są
        beznadziejni a kobiety wspaniałe. czesto jest odwrotnie i wszyscy już o tym
        wiedzą. Chyba że ma sie pecha i trafi na kobietę "EX"
            • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 13:19
              Na razie żądanie były skierowane do męża, na szczęście nie do sądu. Mam nadzieję, że skończy się na "nękaniu" delikwenta... Dzięki tej wymianie opinii wiem, że kobitka ma b. małe szanse na realizację sądową swoich żądań.
              Poza tym parę lat był względny spokój, więc może i teraz emocje opadną i dotrze do niej, że urodzenie kolejnego dziecka oznacza tylko większe obciążenie dla faceta a nie większe szanse dla niej na pieniądze.
              Tym bardziej, że mój mąż kiedyś był może "kandydatem na dobrą partię" ale teraz, w dobie kryzysu, ledwie wiąże koniec z końcem.
              Wolałabym jednak zdecydowanie bez sądów, bo przecież zawsze może być gorzej. Dotychczas nie nasyłała na nas komornika, nie składała donosów w izbie skarbowej, nie nękała mnie telefonami i nie robiła wielu innych przykrych rzeczy, które przecież mogłaby...
              Więc kasy nie dostanie, bo nie ma (fizycznie) takiej możliwości i jeśli będzie trzeba, to weźmiemy adwokata, podpiszemy umowę notarialną na alimentację na nasze dziecko czy zaczniemy mysleć o kolejnym naszym (hi, hi, hi, zawsze chciałam mieć dwójkę, choc wolałabym trochę po pierwszym "odsapnąć").
              I proszę, nie dziwcie się sarkazmowi w wypowiedzi, bo cały czas się dziwię, że nie znam kobiety a przewiduję jej reakcje. To pewnie jakiś rodzaj empatii, choć może nie koniecznie taki o jaki chodziłoby samodzielnym.

              --
              badia
              • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 15:23
                Straszne...

                ja całe szczeście mam wzgledny spokój (nęka mnie sam fakt, a nie sama kobieta).
                Dlatego współczuje bardzo, bo nawet nie wyobrażam sobie konieczności zamiany
                nawet grzecznościowych zwrotów.

                Co do umowy notarialnej to sobie tak tylko myślę, że to zawsze może być dobre
                zabezpieczenie dla Ciebie i dziecka - na wszelkie ewentualności. Bo jak Twój M.
                poddałby sie egzekucji w akcie notarialnym, to w razie czego nie musiałabyś
                chodzić do sądu.. A jak nie ma z czego ściągać komornik to wiadomo...


                POZDRAWIAM
              • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 15:28
                A co do Twojego sarkazmu, (co do dwójki dzieci), to czasami smutna
                rzeczywistość. Ja też nie mam ochoty mieć dzieci z "konieczności": ale tak
                nieststy wygląda smutna rzeczywistość. Jak druga strona "ciągnie" w
                nieskończoność na swoja stronę, np mówiac, ze "przecież nie ma innych dzieci",
                to też czasami sie zastanawiam czy jednak sie nie zdecydować...
                • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 16:48
                  Wiesz, ja na razie chcę bez problemów urodzić pierwsze - zostało juz tylko trzy tygodnie!!!! Ale tak w ogóle to bardzo chciałabym mieć dwójkę.
                  Sarkazmem z mojej strony jest tylko to, że mówię o tym drugim w kontekście alimentów, chociaż prawda jest raczej taka, że mogę myśleć o drugim dlatego, że nie nastawiam się na współfinansowanie przez męża.
                  Na szczęście na prawdę dobrze zarabiam, więc alimenty i problemy finansowe męża nie mają większego wpływu na takie decyzje.
                  Maxxi, mieć dziecko z właściwym facetem to wspaniała rzecz...
                  Mag, ja wiem, że jesteś mądrą i dobra dziewczyną, ale nie wszyscy myślą i działają tak jak Ty. To, że to nie my wnosimy o obniżenie alimentów (chociaż są po temu obiektywne powody), tylko matka dziecka domaga się ich podwyżki, ma chyba jednak znaczenie.
                  --
                  badia
                  • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 08:52
                    Badia jest , ale moze - nie wiem, ale moze- Ona wlasnie sie tego boi . Ze
                    wniesiecie- faceci tak zazwyczaj robia...
                    Ja bym wyslala M- zeby z nai pogadal, ze nie zamierzacie obnizac aliemntow. Ze
                    beda na tym samym poziomie. Moze Ona sie wycofa.
                    Wg.mnie Ona sie boi tak jak tyk i doszla do wniosku ze jesli jej nie podwyza (
                    w co pewnie nie wirzy) to przynajmniej nie obniza.
                    Moze- Ona tez sie boi.. Zwlaszcza , ze Wy wiecie o planujecie - Ona nie....

                    Mag
                • chalsia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 07.06.04, 23:42
                  Nie będę pisac tego co mi się ciśnie pod palce, bo by mnie szlag trafił.
                  Jedno tylko napiszę (i baardzo się postaram, by nie oceniac) - powołanie do
                  zycia człowieka by zablokować roszczenia finansowe byłej żony to chyba
                  najgorszy z możliwych powodów do urodzenia dziecka.
                  Na tym zakończę, bo inaczej poobrażam Was i tyle. Dla mnie to nie jest temat do
                  żartowania.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  --
                  Ludzie to ssaki.
                  • nooleczka chalsiu 08.06.04, 11:05
                    chalsia napisała:

                    - powołanie do
                    > zycia człowieka by zablokować roszczenia finansowe byłej żony to chyba
                    > najgorszy z możliwych powodów do urodzenia dziecka.

                    Chalsiu kochana, a potrafiłabys wskazać macochę, która z tego własnie powodu
                    urodziła dziecko???

                    Uważam także, że pojawienie się kolejnego dziecka w życiu eks męża to najgorszy
                    z mozliwych powodów podniesienia alimentów przez byłą żonę. A tak się zdarza
                    całkiem często sad

                    Pozdrawiam


                    --
                    Ania i
                    Michas
                    • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 12:18
                      Nooleczka -podaj mi przyklad eks - ktora znasz inie z opowiadan macoch , ktora
                      podniosla alimenty po urodzeniu sie kolejnego dziecka bylemu partnerowi.
                      Bo ja z opowiadania samodzielnych i z zycia znam kilka przypadkow , ze dziecko
                      bylo pretekstem do obnizenia alimetow.


                      Mag
                      • pysia-2 Re: chalsiu 08.06.04, 13:15
                        To ja dam przyklad naszej ex, ktoora zlozyla wniosek o podwyzszenie alimentoow
                        po urodzeniu... swojego kolejnego dziecka ze swoim mezem. Rozumiesz, Mag, w tym
                        momencie drastycznie wzrosly potrzeby dzieci mojego meza :o))
                        • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 13:20
                          Nie Ona zrobila jak wieskszosc eksow. To znaczy rodzi im sie dziecko i obnizaja
                          alimety. Ona obnizyla swoje. poczytaj argumentacje Max.. Przeciez ma prawo
                          ulozyc sobie zycie..
                          To drwina - ale same piszecie ze to OK.

                          Mag
                          • pysia-2 Re: chalsiu 08.06.04, 13:27
                            Przepraszam mag, ale nic nie zrozumialam. Nasza obnizyla sobie alimenty, czy ty
                            komu innemu odpowiedzialas??
                            Tlumacze jeszcze raz:
                            Ex poznala innego faceta, wyszla za niego za maz, urodzila mu dziecko - jemu
                            pierwsze, sobie trzecie a po 3 tygodniach zlozyla do sadu podanie o
                            podwyzszenie alimentoow. Od MOJEGO meza. Tak, jakby to jemu urodzilo sie to
                            dziecko, zreszta przez dluzszy czas byl obiektem kpin znajomych, ktoorzy
                            zapraszali go na oblewanie narodzin potomka :o) Moowie to z usmiechem, bo wtedy
                            jeszcze go nie znalam, a teraz ex juz znormalniala.
                            Jesli Mag w tej sytuacji znajdziesz wytlumaczenie na zachowanie ex, to ja
                            usuwam macochy i samodzielna z ulubionych, bo nie mam ochoty tracic nerwoow
                            • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 13:35
                              Alez Tobie odpwoeidzialam. Wlasnie to dziweczyny pisza na dole tylkow druga
                              strone. Wasza eks - urodzilo sie dziecko i zlozyla pozew o podwyzszenie
                              alimetow.
                              1. Dziwczyn na doel pisza ze jak najbardziepostapila OK bo, ma prawo do nowej
                              rodziny.( ojcu powieksza sie rodzina wystpuje o obnizenie)
                              2. Poniewaz ona nie moze juz w takije czesci uczestniczyc w wydatkach na
                              pierwsze dziecko wiec wpowinnien to wyrowna ojciec (jak ojcu sie rodzi
                              dziewczyny uwazaj ze powinna wyrowna matak)

                              Slowem lustrzana sytuacja.

                              Pozdrawiam
                              Mag
                              • pysia-2 Re: chalsiu 08.06.04, 13:41
                                hehehehehehehehehehehe
                                Dobre, Mag.
                                Dodam jeszcze, ze ex NIGDY nie pracowala, wiec jakby nic sie nie zmienilo w
                                kwestii zarabiania na perwsze dzieci, na ich utrzymanie lozyl w calosci ich
                                ojciec. Jej trzecie dziecko mialo innego ojca, ale on tez nie pracowal, bo po
                                co, skoro moze placic inny facet? Kiedy nam sie urodzilo, nie wystepowalismy o
                                obnizenie.
                                Ale gratuluje ci Mag zdrowego podejscia do WSZYSTKICH spraw poruszanych na tym
                                forum. Wlasnie zamierzam sobie wylaczyc twoje watki z pola widzenia, bo mnie
                                kiedys szlag trafi.
                                POZDRAWIAM
                                • maxxi26 Re: chalsiu 08.06.04, 13:48
                                  pysia-2 napisała:

                                  Ale gratuluje ci Mag zdrowego podejscia do WSZYSTKICH spraw poruszanych na tym
                                  > forum. Wlasnie zamierzam sobie wylaczyc twoje watki z pola widzenia, bo mnie
                                  > kiedys szlag trafi.

                                  Nieststy przychylam sie do powyższe opiniii. Mieststy Mag nie zna
                                  słów "ugoda", "zmiana sytuacji życiowej". POzzazdrościć jasnego poglądu i
                                  jednoznacznych opinii życiowych. najważniejsza jest MOJA racja. Reszta SIE NIE
                                  LICZY. POczątkowo myślałam, ze toczy sie dyskusja, ale to nie dyskusja tylko
                                  jednoznacznie i bezdyskusyjnie wyrażana opinia.
                                  • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 13:52
                                    A powiedz czym roznui sie wystpienie eks o podwyzke alimetow na dziecko gdy
                                    urodzi sie jej drugie, od wystapienia ojca dzieck ao obnizenie aliemtow gdy
                                    urodzi im sie drugie ...???
                                    Bo dla mnie to jednoa i ta sama sytuacja.
                                    Ja nie zmienie Waszych a wy moich. Kompromis az za dobrze rozumiemi ugoda tez.
                                    O dziwo wszelkie sprawy zwiazne z rozwdem tak przeprowadzalam. A jestem
                                    bekompromisowa jesli chodzi o marale jakim kieruje sie w zyciu ,bo tak jak w
                                    przykazaniach nie ma tam miejsca na kompromis.

                                    mag
                                    • domali Re: chalsiu 08.06.04, 14:09
                                      mag_p napisała:

                                      > A powiedz czym roznui sie wystpienie eks o podwyzke alimetow na dziecko gdy
                                      > urodzi sie jej drugie, od wystapienia ojca dzieck ao obnizenie aliemtow gdy
                                      > urodzi im sie drugie ...???


                                      Tylko zauważ, ze mąz pysi, gdy urodziło im się dziecko, o tę obniżkę nie
                                      występował!
                                      --
                                      Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
                                      pojętego 'dobra dziecka'.
                                      Wiktorek
                                      • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 14:28
                                        Domali - ja nie dyskutowalam o tym czy wystapil czy nie ( choc dla mnie
                                        ososbice gosc jest na poziomie, eks raczej nie)ale o tym iz Wlasnie Wy
                                        udowodnialyuscie mi ponizej , ze takie postepowanie jest OK!
                                        Po prostu pokazallam Pysi ze sytuacja jest ta sama tylko odwrocona - zamian
                                        rolami i niech sobie teraz poczyta Wasze posty ponizej i dostanie opinie.

                                        Od wszystko ja uwazalam ze takie postepowanie jest niesluszen - to Wy uwazacie
                                        ze OK.


                                        Pozdrawiam
                                        mag
                                      • pelaga Re: chalsiu 08.06.04, 14:56
                                        mag_p napisała:
                                        >
                                        > A powiedz czym roznui sie wystpienie eks o podwyzke alimetow na dziecko
                                        > gdy urodzi sie jej drugie, od wystapienia ojca dzieck ao obnizenie aliemtow
                                        > gdy urodzi im sie drugie ...???

                                        Rozumowanie Mag tez uwazam za logiczne. Jak napisala kiedys Maxxi urodzenie sie
                                        dziecka to obnizenie mozliwosci majatkowych, czyli powinno to dzialac w obie
                                        strony, skoro Waszym zdaniem dziala w przypadku urodzenia sie dziecka ojcu,
                                        dlaczego mialoby nie oznaczac tego samego w przypadku matki????
                                        Moim skromnym zdaniem nie powinno dzialac w zadna ze ston!!!
                                        Przez urodzenie sie drugiego dziecka pierwsze nie zaczyna mniej jesc.

                                        domali napisała:
                                        > Tylko zauważ, ze mąz pysi, gdy urodziło im się dziecko, o tę obniżkę nie
                                        > występował!

                                        Dziewczyny zastanowcie sie. Moj wystepowal o obnizenie, jak urodzilo mu sie
                                        dziecko, nie obnizyli mu, bo nie placi kokosow przy swoich zarobkach. Czy to
                                        znaczy, ze jak mi by sie urodzilo to znaczy, ze powinnam leciec do sadu???

                                        Alimenty to nie kara to obowiazek wobec dziecka.

                                        I wiem, ze sa rozne Ex i rozni ojcowie i rozne Next. Kazdy z Was ciagnie w
                                        swoje strone, jak komu jest wygodniej, a druga strona tez ma swoje racja.
                                        Nie przyszlo mi do glowy, ze moj ex wystapic moze kiedys o obnizenie alimentow,
                                        mi by nie pozwolil na to honor, pozwane jest DZIECKO!!! Moje te kwity na pewno
                                        kiedys zobaczy sad((((
                                        Nie mialam tez zamiaru wystepowac o podwyzszenie alimentow, zakladajac, ze nie
                                        dosiegnie mnie skrajna nedza, z zadnego z mozliwych powodow.

                                        Te dyskusje o alimentach i opiece nad dziecmi sa dla mnie co najmniej zenujace :
                                        (

                                        Pozdrawiam

                                        --
                                        PelAga
                                        GG4321183
                                        Forum Rodzinne
                                        • mag_p Re: chalsiu 08.06.04, 15:02
                                          Pelaga - o to mi chodzi. Ja tez nie wyobrazam sobie ze mogalbym ciagac ojca
                                          dziecka- bo ja zdecydowalam sie na drugie.
                                          Tak to widze- i dlatego napisalam dopysi - ze to drwnia.
                                          Ael wlasnie Pysia dala dobry przyklad jak to dziala w druga strone i ja
                                          rozumiem jej oburzenie - bo ja czulabym to samo i dlatego napisal jej ze by
                                          poczytala jej walsne kolezanki.
                                          Bo to one twierdza ze to jak najbardzieOK.


                                          Mag
                      • nooleczka Re: chalsiu 08.06.04, 18:06
                        mag_p napisała:

                        > podniosla alimenty po urodzeniu sie kolejnego dziecka bylemu partnerowi.

                        Już pędzę z przykładami: eksia badii i eksia konkubinki.

                        > Bo ja z opowiadania samodzielnych i z zycia znam kilka przypadkow , ze
                        dziecko
                        > bylo pretekstem do obnizenia alimetow.
                        >
                        Ja też znam takie przypadki. I co z tego? Chalsia zupełnie o czym innym pisała.
                        Kompletnie nie zrozumiałaś.


                        --
                        Ania i
                        Michas
                        • mag_p Re: chalsiu 09.06.04, 07:56
                          Zrozumialam o co chodzilo Chalis -. Zadals pytanie ja zadalam odwrtne.Czyli ile
                          samodzielnych zachodzi w ciaze po to tylko by podniesc eksowi alimenty?

                          Ale nie odpowiadaj .
                          Mag

                  • badia Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 14:34
                    Chalsiu,
                    nie denerwuj się tylko czytaj to, co jest napisane, a nie to, co tobie się wydaje. Mogę sobie pozwolić na dzieci tylko dlatego że ja zarabiam, a nie dlatego żeby zablokować żądania alimentacyjne tamtej kobiety.
                    Miało nie być o pieniądzach, ale widzę, że się nie da.
                    W naszym domu stały miesięczny dochód to ok. 5.000 zł.
                    Z tego mąż wnosi ok. 1000, z czego 500 idzie na alimenty, a drugie 500 na spłatę kredytu zaciągniętego na mieszkanie, które jest jego wyłączną własnością.
                    Czasem chłop przyniesie coś więcej, czasem sporo więcej, czasem nic. W każdym razie liczyć mogę tylko na to, że on ma na głowie kredyt i alimenty...
                    I nie wkurzaj mnie, że planuję dzieci, żeby ograniczyć roszczenia alimentacyjne. Planuje dzieci, bo planuję dzieci i tyle. Zobowiązania mojego męża, ze względu na moje zarobki, mogą nie mieć nic do tego.
                    Ale, sorki, na zwiększanie alimentów na tamto dziecko też nie wyrażam zgody, bo to byłoby bardzo nie OK.

                    --
                    badia
    • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:29
      kochana spokojnie, bo ci ciśnienie uderzy do głowy smile nie odróżniasz wyrywania
      pieniędzy dzieciom z poprzedniego związku od ochronienia swojej rodziny od
      wiecznie rosnących wymagań finansowych byłej żóny, dla której pretekstem
      podniesienia alimentów może być wszystko; i tak jak napisała domali w jednym z
      postów powyżej - niech matki (niektóre) wezmą się za pracę tak solidnie jak
      solidnie łażą po sądach i kombinują jak wyrwac byłemu jak najwięcej. Ja po
      ostatnich akcjach byłej mam serdecznie dość ubolewania nad tym jaka ona -
      samodzielna biedna, mam to głęboko w d... i zrobię wszystko żeby chronić naszą
      rodzinę przed jej pazernością. Bo póki co to ona stosuje metodę wyrywania z
      gardła ostatniej złotówki a ja nie będę mówić że deszcz pada jak ktoś mi pluje
      w twarz. Mam swoje plany, swoje marzenia i będę je realizować. A jeśli eksi
      przez to ubedzie, bo bedzie nasze dziecko - TRUDNO! Niech i ona popracuje na
      swoje dzieci, nie tylko ich ojciec.
        • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:35
          Jaaaaasne....
          Mag, powiedz mi jedno.
          Dlaczego 'zasrany obowiazek utrzymania dzieci' , tak przez m.in. Ciebie
          podkreślany jest tylko po stronie ojca? Dziecku przy zmniejszeniu alimentów
          oczywiście ubędzie, jeśli to jedyne pieniądze na nie wydawane.
          Ale jeśli zmniejszenie pójdzie w parze z zagonieniem matki do pracy i jej
          wywiązywaniem się z 'zasranego obowiązku finansowania dziecka', to będzie miało
          ten sam poziom.
          --
          Wiktorek
        • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:36
          tak mag - i to pewnie dzieci nasłały na ojca komornika, i to pewnie dla dobra
          dzieci odbiera się ojcu mozliwość (finansową) częstszych odwiedzin, niech
          zamiast biletów płaci komornikowi, DAJ SPOKÓJ MAG Z TYM BRONIENIEM. Gdzie eks
          widziała dzieci i ich dobro w swojej zagrywce????? GDZIE???? Jak długo będzie
          sobie wycierać gębę tym "dobrem dzieci"? Co mamy znosić dla tego dobra
          pojmowanego przez eks?
          • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:44
            Mikawi, jak się z jednego obowiązku nie wywiązuje odpowiednio, bo na przykład
            nie ma kasy, to dowalmy mu w drugim miejscu, Na pewno będzie idealnie.
            --
            Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
            pojętego 'dobra dziecka'.
            Wiktorek
          • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:49
            Domali - wolalabym bez takich zwrotow,.
            Obaowiazek wobec dziecka maja rodzice. W czascie przwidzaine przez sad. Nie
            jest to pop polowie. Nikt nie powiedzial ze po polowie to sprawiedliwe.
            Ja rozmaiwam z Wami nie matak . I dla mnie jasne jest ze skoro alimenty sa na
            dziecko i zostana zmniejszona to traci na tym dziecko - nie eks i chcec
            dokopania - eks - nie zmienia postaci rzeczy , ze robione jest to kosztem...

            Co do uwag - a ONa..
            To przypomina mi to piaskownice"jasio uderzylec kolege a jasieo - ale On mnie
            popchna, Kolega ale On mi zabral loptke , Jasio ale On mi... "
            Ja ucze dziecko ze nie warzne co kolega czy ktokolwie robi - wazne jest Co TY
            robisz i czy To jest zgodne z twoim morale czy nie.
            Fakt ze ktos robi zle nie daje mi prawa i nie czyni rozgrzeszonym jesli zrobie
            tak samo.
            Ale o tym rozmawialysmy nie raz.
            Mikawi - Ty mozesz realizowac co chcesz i czyim chcesz kosztem - ale Twoj
            parnter jest w nieco innej pozycji.

            Bez odzewu .
            Mag
            PS. Milej bojki w piaskownicy .
            • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:53
              Ten zwrot to tylko cytat z wielu wypowiedzi na samodzielnej. I tutaj zresztą
              też.
              Bójka w piaskownicy? Mag, prezentujesz relatywizm na poziomie kosmosu.
              Ojciec musi płacic, relacje też nie muszą być pół_na_pół. Ale i matka musi się
              dołożyć.
              I powtarzam - dziecko traci na obniżce, jesli to jedyne pieniądze na nie
              przeznaczane. Jeśli obniżka popchnie matke do pracy (żeby współfinansować
              dziecko i spowodować, że poziom zycia będzie ten sam), to dziecko nie straci.
              --
              Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
              pojętego 'dobra dziecka'.
              Wiktorek
            • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 10:58
              Domali - Ty nadinterpretujesz..
              Ja nie napisalam ze wieksza czesc musi placic ojciec czy matak. Sytuacja sie
              rozne i nie zawszepo polowie jest sprawiedliwe.
              Jesli ktoras ze stron zarabia trzy razy tyle co druga to wiadaomy , ze by
              wrownac standart zycia dziecka ta strona bedzie musiala prlacicwiecej.

              Dziecko nie straci jesli..
              Rownie dobrze mozna odniesc do drugiej strony.

              Mag
              Ps prosze bez nadinterpretacji . Piaskownica piaskownica pozostanie.
              • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:02
                Mag, czytasz Ty ze zrozumieniem? Ja nie napisałam, ze musi być po połowie.
                W poscie trochę wyżej napisałam:
                'Powszechnie wiadomo, że koszty powinni ponosić oboje
                rodzice, być może w innej relacji (z racji opieki bezpośredniej), ale jednak
                oboje.'
                I tak jak nie zawsze uczciwe i sprawiedliwe jest, że jest 50 na 50, to zawsze
                jest nieuczciwe 100% po stronie ojca.


                --
                Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
                pojętego 'dobra dziecka'.
                Wiktorek
                  • domali Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:07
                    Oczywiście. I ja nie mówię tu o zasądzeniu 1005 kosztów w postaci alimentów.
                    Ja mam na myśli raczej sytuację, ze jedyne pieniądze przeznaczane na dziecko to
                    alimenty.
                    --
                    Matka wie wszystko najlepiej. I wszystko, co robi, robi w imię szeroko
                    pojętego 'dobra dziecka'.
                    Wiktorek
                    • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:10
                      mag przeczytaj wątek na samodzielnej z czego żyją samodzielne plus to co
                      napisała w tym wątku (powyżej kilka postów) domali. Skoro dochodem matki są
                      tylko alimenty i zasiłki a pracuje jak ma ochotę i tylko wtedy gdy pracą się
                      nie musi męczyć TO O CZYM MY MÓWIMY? Może powiem mojemu M. "słuchaj,popracuj
                      tylko jak będziesz miał wenę na pracę"?
                      • pelaga Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 18:35
                        mikawi napisała:

                        > mag przeczytaj wątek na samodzielnej z czego żyją samodzielne

                        Pisalam tam. Zyje z pracy i to wiecej niz 40 godzin tygodniowo, a kazda wolna
                        od pracy chwile spedzam z dzieckiem: na basenie, terapii, przy lekcjach, lub na
                        jakichs przyjemnosciach. Czasami zyje tez z pomocy rodzicow. Jak moje dziecko
                        zachoruje tuz przed wyplata to zazwyczaj oni pokrywaja koszty recept, bo ja
                        przed wyplata nie mam zazwyczaj pieniedzy.

                        > Skoro dochodem matki są
                        > tylko alimenty i zasiłki a pracuje jak ma ochotę i tylko wtedy gdy pracą się
                        > nie musi męczyć TO O CZYM MY MÓWIMY?

                        A czy Wy dopuszczacie w ogole taka mysl, ze nie dla wszystkich to jest sposob
                        na zycie??? Ze nie wszystkie ex sa zle????????? Ze nie wszystkie zeruja na tych
                        biednych ojcach???? Ze czasem ponosza ponad polowe kosztow utrzymania dziecka i
                        jeszcze spelniaja w 100% opieke nad nim??? A ojciec ma wszystko gleboko w
                        powazaniu???????? Dopuszczacie taka mysl do siebie????? I wlasnie takie osoby
                        poczuja sie urazona Waszymi opiniami.
                        Ja sie czuje urazona. Staram sie zawsze rozumiec druga strone, nie jestem
                        swieta, mam na swoim koncie wiele zlosliwosci do wielu roznych ludzi, potrafie
                        byc podla, ale w stosunkach ojciec-dziecko nigdy nie unosilam sie urazona duma
                        i zawsze myslalam o dziecku. Moge spokojnie patrzec w lustro!!!
                        Piszecie, ze samotne matki czuja sie pokrzywdzone, ze sa "taaakie biedne". Ja
                        teraz mam dobry okres w zyciu, czuje sie szczesliwa, nie czuje sie "biedna".
                        Ale nie zawsze tak bylo. Kiedy przez dwa lata moje dziecko bylo rehabilitowane,
                        potem kiedy lezalam z Malym w szpitalu, kiedy mial zabieg, kiedy dookola mnie
                        dziecmi opiekowali sie oboje rodzice, wtedy czulam sie bardzo pokrzywdzona
                        przez los, czulam wielka dziejowa niesprawiedliwosc, ze to ja ponosze w 100%
                        odpowiedzialnosc za wspolne przeciez dziecko. Ja plakalam nad dzieckiem
                        zapakowanym w gips od czubka glowy po pepek, a moj ex powiedzial mi przez
                        telefon, ze w tym miesiacu przysle mi mniej pieniedzy, bo wyjezdza na wakacje i
                        mu nie wystarczy (alimenty mial wtedy dobrowolne, na zasadzie umowy, nigdy w
                        terminie i zawsze o wiele mniej niz w ustnej umowie). No coz i tak bywa...

                        Wiec szlag mnie jasny trafia jak piszecie jakie te wszystkie ex sa
                        beznadziejne. Jestem ex i wybaczcie ale nie czuje sie beznadziejna. Ja stram
                        sie rozumiec Wasze problemy, bo nie wszystkie matki postepuja tak jak postepoac
                        powinny. Ale moze nie warto??? Bo Wy moich chyba nigdy nie zrozumiecie.
                        Moze jednak czasem warto byloby sie zastanowic, czy aby na pewno swoimi postami
                        nie sprawiacie przykrosci komus kto sobie na to nie zasluzyl.
                        Wiem moge zawsze nie czytac... Pewnie to zaraz przeczytam...

                        I jesetem swiecie przekonana, ze moj ex przedstawilby tu swietna historie,
                        ktora znalazlaby wielu wspolodczuwajacych. Jaka zla to jego ex, alimentow nie
                        obnizyla, choc on juz nie jest "wolnym ptakiem" jakim byl do tej pory (to jego
                        wlasne okreslenie siebie, bo przeciez byl, dziecko go nie interesowalo), a on
                        ma male mieszkanko, ona w domu wielkim mieszka (a ze z rodzicami to tylko na
                        obnizenie kosztow utrzymania pewnie wplywa, pomijajac marzenia o
                        usamodzielnieniu sie), ja nie mam samochodu, ona ma (stary rozlatujacy sie,
                        ktory 3 lata splacala, on wolal wyjazdzac na wakacje, kosztem alimentow) i
                        pewnie wiele innych porownan by sie znlazlo...

                        Chcialm poznac swiat z drugiej strony barykady, ale chyba nie wiedzialam ze to
                        az tak wyglada... Nie wiedzialam...


                        Pozdrawiam

                        --
                        PelAga
                        GG4321183
                        Forum Rodzinne
                        • lideczka_27 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 19:17
                          pelaga, smutno mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twój post. Dlaczego? Bo
                          doskonale Cię rozumiem, wiem, co czujesz. Brak obiektywizmu boli mnie
                          najbardziej, uogólnianie itd. Na mikawi się nie złość; przytoczyła cytaty, te
                          złe przykłady, by pokazać, że z tą "samodzielnością" to bywa różnie. Mnie
                          czasem też trudno się czyta posty na samodzielnej i tu również. Gdy słyszę
                          (czytam) "wy, macochy" i tu cała tyrada na temat rozbicia małżeństwa,
                          odejmowania od ust niewinnemu dziecku itd., to mnie boli, po prostu BOLI. To
                          jest brak, zupełny brak odporności na niesprawiedliwość. Czytasz nas chyba od
                          niedawna, może mojej historii nie znasz. W kilu słowach powiem Ci tylko, że
                          przejęłam cały obowiązek zaspokajania potrzeb dziecka na siebie, bo ojciec już
                          nie mógł. Płacił alimenty, które szły w dym, spłacał długi swojej byłej żony,
                          kredyty, raty. Nie żyliśmy, tylko wegetowaliśmy. Ale chodziło o to, by w każdym
                          miesiącu mieć zobowiązania z głowy, by nigdzie nie zalegać. Mimo, że mam dyplom
                          bardzo dobrej uczelni, pracy w zawodzie nie znalazłam. Nie jestem autochtonem,
                          znajomości nie mam żadnych. Dlatego, gdy się udało, przyjęłam pracę sprzątaczki
                          w banku. I to był stały dochód na małą. W całości na nią. Zapytasz, dlaczego.
                          Bo matka miała świetny sposób na to, by nie ponosić kosztów na dziecko. Po
                          prostu nie płaciła i koniec. W przedszkolu nie zapłacone - telefon do mojego
                          męża: proszę uregulować, bo pani X twierdzi, że tego nie zrobi, gdyż nie ma
                          pieniędzy. Eksia dzwoniła do M: dziecko boli ząb, jeśli nie chcesz, by płakała,
                          idź do dentysty. Nie kupowała żadnych ubrań, nawet majtek! Mówiła: póki nie
                          kupisz, będzie chodziła w starej, małej kurtce - ty decydujesz, pokaż, jaki
                          jesteś ojciec. Za małe buty? Nie kupię, kup sam, jeśli uważasz, że dziecko
                          potrzebuje. Rozumiesz – taki szantaż, ale M. nie mógł zrobić więcej niż po
                          prostu starać się o przejęcie opieki. Na wszystko miała jedno wytłumaczenie:
                          małe zarobki, małe alimenty, więc nie starcza. I nikt jej nic nie zrobi, bo
                          pieniędzy sobie nie dodrukuje, a kto jej udowodni, że nie kocha dziecka???
                          Dlatego jak czytam mag, gdzie pisze, że nikt matki nie pyta skąd bierze, czy
                          ma, tylko ta matka do piekła pójdzie a dla dziecka zdobędzie, od ust sobie
                          odejmie, a dziecko zje - płakać mi się chce... Tylko że ja to znam. Znam te
                          poświęcenie, ze swojej strony - wobec jak by nie było - cudzego dziecka. Matka
                          była potworem.
                          Powiem Ci, że gdy poczytałam co poniektóre posty z tego wątku z czego żyją
                          samodzielne, to byłam wstrząśnięta, zniesmaczona. Pelaga, ja potrafiłam
                          poświęcić się dla nie swojego dziecka, i cały dochód przeznaczać na nie; a gdy
                          czytam, że matki na to nie stać... może nie pociągnę wątku, bo zaliczę zgon.

                          Proszę Cię, byś nie brała do siebie. To nieprawda, że się tu wszystkie eks
                          wrzuca do jednego wora. Kiedyś pisałam o tym, może Ci linka podrzucę... Akurat
                          spotkały się tu dziewczyny, którym się źle trafiło. Mikawi ma sytuację
                          tragiczną. Do tego niemożność, czy strach przed budowaniem swojego szczęścia,
                          macierzyństwa, w wyniku czyjegoś zupełnego braku odpowiedzialności za swoje
                          dzieci. Jej eksia nie pracuje, bo jej się nie chce! Twierdzi, że alimentów i
                          kasy od byłych teściów otrzymuje dosyć i może sobie pozwolić na komfort nie
                          pracowania. W tym wszystkim mikawi, której budżet domowy jest mocno przez to
                          nadszarpnięty. Mąż płaci kolosalne alimenty, gdzie tu szansa na nową rodzinę?
                          Dziewczyna od dłuższego czasu pragnie, ale zdecydować się nie może - to jest
                          właśnie ta odpowiedzialność, która się tu przewija. Tylko czy to jest zdrowe
                          wymagać tego od niej? Jest odpowiedzialna - nie zachodzi w ciążę, bo jej nie
                          stać. Ale nie stać, bo innej kobiecie NIE CHCE SIĘ pracować. Czy jesteś w
                          stanie zrozumieć ten ból i beznadzieję?

                          Szanuję Cię pelaga, z przyjemnością czytam, bo dużo w Tobie dobrej woli i
                          obiektywizmu. Twoja siła mi imponuje, a pracowitość wpisuje w poczet ludzi
                          godnych szacunku. Na punkcie pracy i odpowiedzialności mam szmergla. Potrafię
                          ciężko pracować i szanuję innych, gdy też to robią. Najłatwiej ucapić tyłek,
                          wypić kawusię i czekać na alimenty. Najłatwiej się rozwieść nie tylko z żoną
                          ale i z dziećmi, płacić lub nie i zostać wolnym ptakiem po trzydziestce. Ale
                          chyba nie o to tu chodzi... Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać. Pisz, bo
                          otwierasz oczy na różne aspekty problemu, tak jak robi to mag, chalsia, burza,
                          konkubinka i inne dziewczyny - konstruktywnie. Mag czasem bywa jednostronna,
                          ale ma zasady, które szanuję; myślę, że przeżycia osobiste kładą się trochę
                          cieniem na jej posty, ale pewnie pisanie działa też trochę oczyszczająco. Bolą
                          mnie posty takich bojowniczek o dobro dziecka, co tu wpadną, rzucą jakiś
                          cholernie uogólniający post jakie to wszystkie macochy be! i lecą dalej...
                          Zwykle nie gadam z takimi osobami jak tylko napiszą coś w rodzaju "nie jestem
                          samodzielna ani macocha, ale swoje zdanie mam", tak, tak, ja też wiem, że
                          istnieje pojęcie fizyki jądrowej, ale w temacie się nie poruszam, bo g…. o niej
                          wiem.


                          pozdrawiam Cię ciepło, mam nadzieję, że przebrnęłaś przez mój elaborat wink
                          lida

                          --
                          To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
                          • pelaga Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 20:23
                            lideczka_27 napisała:

                            > pelaga, smutno mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twój post. Dlaczego? Bo
                            > doskonale Cię rozumiem, wiem, co czujesz. Brak obiektywizmu boli mnie
                            > najbardziej, uogólnianie itd.

                            Dziekuje Ci Lideczko za ten post smile Mi sie trasznie ciezko i smutno robi, jak
                            jestem wrzucana do jednego wora z kobietami pokroju ex meza Mikawi sad((
                            Strasznie ciezko sad((

                            > Na mikawi się nie złość; przytoczyła cytaty, te
                            > złe przykłady, by pokazać, że z tą "samodzielnością" to bywa różnie.

                            Ale moja samodzielnosc tez tak naprawde nie jest absolutna, bez pomocy rodzicow
                            nie dalabym sobie teraz rady, choc staram sie naprawde sad(( Mialam taki okres
                            kiedy dobrze zarabialam, ale to juz minelo, mam nadzieje, ze nie bezpowrotnie.
                            Ale mialam takie okresy kiedy zostawalam bez pracy na kilka miesiecy i wtedy
                            moglam liczyc tylko na pomoc rodzicow.

                            > Mnie
                            > czasem też trudno się czyta posty na samodzielnej i tu również. Gdy słyszę
                            > (czytam) "wy, macochy" i tu cała tyrada na temat rozbicia małżeństwa,
                            > odejmowania od ust niewinnemu dziecku itd., to mnie boli, po prostu BOLI.

                            Bo to jest wlasnie uogolnianie i wrzucanie do jednego wora sad((

                            > Czytasz nas chyba od
                            > niedawna,

                            TAk to prawda, czytam od niedawna, trafilam na Samodzielna, a potem
                            zorientowalam sie, ze jest to forum i zaczelam z ciekawosci podczytywac posty i
                            tutaj, bo chcialam poznac punkt widzenia drugiej strony. Na tej podstawie juz
                            wyobrazam sobie jaka mam opinie u znajmowych mojego exa sad((

                            > może mojej historii nie znasz.

                            Znam Lideczko Twoja historie, a poznalam ja wlasnie z watku, ktory
                            przytoczylas. Podziwiam Cie za Twoje wielkie serce. Mam nadzieje, ze los
                            odplaca Ci dobrocia za Twoja dobroc...

                            > Dlatego jak czytam mag, gdzie pisze, że nikt matki nie pyta skąd bierze,
                            > czy
                            > ma, tylko ta matka do piekła pójdzie a dla dziecka zdobędzie, od ust sobie
                            > odejmie, a dziecko zje - płakać mi się chce... Tylko że ja to znam. Znam te
                            > poświęcenie, ze swojej strony - wobec jak by nie było - cudzego dziecka.

                            Wiele matek tak wlasnie robi, ze sobie wszystkiego odmowi, a dziecku da. Twoje
                            poswiecenie jednak ma zdecydowanie inny (oczywiscie w pozytywnym tego slowa
                            znaczeniu) wymiar, bo potrafilas pokochac cudze dziecko.

                            > Matka była potworem.

                            Ja tego zrozumiec nawet nie potrafie. Nie bede tu udawac matki polki na etacie,
                            bo ja bylam zupelnie psychicznie nieprzygotowana na macierzynstwo, ale
                            przeszlam szybki kurs dorastania, ktory sobie na wlasne zyczenie (nie do konca
                            jednak sama, bo i ex mial w tym udzial, rowny mojemu) zafundowalam. Dziecko
                            uczylam sie kochac, uczylam sie macierzynstwa. Ale poczucie odpowiedzialnosci
                            za dziecko towarzyszylo mi od zawsze. Potrzeby dziecka sa dla mnie
                            najwazniejsze.

                            > Powiem Ci, że gdy poczytałam co poniektóre posty z tego wątku z czego żyją
                            > samodzielne, to byłam wstrząśnięta, zniesmaczona. Pelaga, ja potrafiłam
                            > poświęcić się dla nie swojego dziecka, i cały dochód przeznaczać na nie; a
                            > gdy czytam, że matki na to nie stać... może nie pociągnę wątku, bo zaliczę
                            > zgon.

                            A ja sie staram nie oceniac, bo wierze, ze w tej grupie jest mimo wszystko
                            czesc dziewczyn, ktore chcialby zmienic swoja sytuacje, ale dzisiejsze czasy
                            nie do konca sprzyjaja znalezieniu pracy. Ludzie mieszkaja na prowincji, gdzie
                            o prace jest ciezko, gdzie zarobki nie wykraczaja poza najnizsza krajowa, a i
                            taka prace znalezc graniczy z cudem. Nie wykluczam jednak, ze dla czesci jest
                            po protu wygodnie nie pracowac.


                            > Proszę Cię, byś nie brała do siebie. To nieprawda, że się tu wszystkie eks
                            > wrzuca do jednego wora.

                            Ty nie wrzucasz, ale wiele dziewczyn wrzuca sad(( Tak po prostu lekka reka sad

                            > spotkały się tu dziewczyny, którym się źle trafiło.

                            Tym bardziej powinny starac sie probowac zrozumiec inne dziewczyny, ktorych
                            sytuacja tez nie jest rozowa. Ja juz kiedys pisalam, ze zamiast traktowac ex
                            jak wroga i odwrotnie, lepiej byloby wyciagac wnioski z wypowiedzi i traktowac
                            sie wzajemnie jako kobiety po przejsciach, mogace sluzyc konstruktywna rada.

                            > Mikawi ma sytuację
                            > tragiczną.

                            Wiem, czytalam, wspoczuje jej, napisalam jej to w ktoryms watku sad(( Tylko czy
                            ona wspolczuje mi??? Chyba nie, bo jej posty zieja nienawiscia do wszystkich
                            ex, nie wszystkie, ale wiekszosc sad((

                            > Jest odpowiedzialna - nie zachodzi w ciążę, bo jej nie
                            > stać. Ale nie stać, bo innej kobiecie NIE CHCE SIĘ pracować. Czy jesteś w
                            > stanie zrozumieć ten ból i beznadzieję?

                            Nie jestem w stanie, bo nie bylam w takie sytuacji, ale staram sie, naprawde
                            sie staram. Pewnie nie zrozumie jej do konca nigdy, ale pragne z calego serca,
                            zeby wszystko sie kiedys poukladalo, tak zeby mogla byc szczesliwa.
                            Ja generalnie nie naleze do ludzi, ktorzy ciesza sie z nieszczescia innych, jak
                            komus sie dobrze powodzi to to jest powod do radosci, a nie zazdrosci.


                            > Szanuję Cię pelaga, z przyjemnością czytam, bo dużo w Tobie dobrej woli i
                            > obiektywizmu.

                            Nie zawsze Lideczko nie zawsze miewam tez doly o gorsze dni, jak kazdy...

                            > Twoja siła mi imponuje,

                            Mysle, ze sila przebijasz nas wszystkie razem wziete smile A ja wcale nie jestem
                            taka twarda, ostatnio to zupelnie sie rozklejam z byle powodu wink

                            > a pracowitość wpisuje w poczet ludzi
                            > godnych szacunku. Na punkcie pracy i odpowiedzialności mam szmergla. Potrafię
                            > ciężko pracować i szanuję innych, gdy też to robią.

                            I tu sie w 100% z Toba zgadzam rowniez smile)) Tez nie uznaje siedzenia a rekami
                            pod tylkiem, choc przyznac musze, ze wiele razy majac problemy z Mlodym
                            marzylam jakby to bylo fajnie, gdybym zamiast pracowac mogla sie nim sama
                            zajac, zamiast wynajmowac nianie, czy dawac go do przedszkola. Ale pracowalam
                            odkad skoczylam studia, czyli od 24 roku zycia.

                            > Mam nadzieję, że będziesz do nas zaglądać.

                            Pewnie bede, choc czasem podnosze sobie tu cisnienie sad((

                            > pozdrawiam Cię ciepło, mam nadzieję, że przebrnęłaś przez mój elaborat wink

                            Przebrnalam smile

                            Pozdrawiam serrdecznie smile
                            --
                            PelAga
                            GG4321183
                            Forum Rodzinne
                          • mikawi do pelagi 10.06.04, 11:51
                            dokładnie to miałam na myśli co napisała lideczka, nie twierdzę że wszystkie samodzielne nic nie robią tylko narzekają, tak jak nie wszystkiemacochy to kochanki które rozbiły komus rodzinę. W obu przypadkach są różne sytuacje. Ale kilka cytatów (tóre przytoczyła np. domali) mnie powaliło, może dlatego że nasza eks ma podobny stosunek do życia i pracy?
                        • lideczka_27 suplement ;) 08.06.04, 19:34
                          obiecany link

                          jak będziesz miała chwilkę, to możesz zajrzeć smile

                          lecę, bo się mój książę obudził i woła "am"! wink))))
                          --
                          To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
                        • nooleczka Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 19:57
                          pelaga napisała:

                          > Ja sie czuje urazona. Staram sie zawsze rozumiec druga strone, nie jestem

                          A po co? Dziewczyny piszą o "swoich" eksiach, nie o Tobie.
                          Ja np. na forum "samodzielnych" dowiedzialam sie, że myślę macicą smile Poczułam
                          się bardzo urażona, ale teraz mi to wisi. Bo napisała to dziewczyna, która
                          jednak kompletnie nie zdaje sobie sprawy co to znaczy być macochą. Piszesz, że
                          macochy nie starają się zrozumieć drugie strony - przecież dokładnie to samo
                          można napisać o samodzielnych. Ja znam tylko 2 wyjątki i Ty wiesz które smile
                          >
                          >
                          Pozdrawiam
                          >


                          --
                          Ania i
                          Michas
                          • lideczka_27 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 20:06
                            nooleczka, nie wiem czemu, ale mnie ten Twój link-podpis "Michaś" zawsze kusi i
                            klikam smile Ma chłopaczek takie mądre, dojrzałe spojrzenie, że aż ciary
                            przechodzą... Już niby pamiętam, co się pod tym linkiem kryje ("aaa, to ten
                            poważny chłopaczek co takie ładne oczy ma"), a potem i tak se kliknę, tak mnie
                            jakoś elektryzuje wink
                            Czy on jest do Ciebie podobny?

                            pozdrawiam ciepło
                            lida
                            --
                            To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
                            • nooleczka Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 20:33
                              lideczka_27 napisała:

                              > nooleczka, nie wiem czemu, ale mnie ten Twój link-podpis "Michaś" zawsze kusi
                              i> klikam smile Ma chłopaczek takie mądre, dojrzałe spojrzenie, że aż ciary
                              > przechodzą... Już niby pamiętam, co się pod tym linkiem kryje ("aaa, to ten
                              > poważny chłopaczek co takie ładne oczy ma"), a potem i tak se kliknę, tak
                              mnie > jakoś elektryzuje wink
                              > Czy on jest do Ciebie podobny?

                              Lideczko i już masz na mnie haka smile Mam lekkiego hopla na punkcie mojego
                              chłopczyka, więc jak go pochwaliłaś to jestem w siódmym niebie smile
                              Czy jest podobny - według mnie nie, ale wg macoch które mnie widziały w realu -
                              tak.
                              A chłopak jest mądry, nawet sie czasem zastanawiam czy ja nie jestem za głupia
                              żeby go wychowywać. Swojego ojca (największego dupka ze wszystkich dupków)
                              potrafi zgasić w 5 min swoją odpowiedzią. A mnie wtedy serce rośnie, że rozum
                              ma po mamusi smile No i wrażliwe dziecko jest, a ja jestem choleryczka i czasem
                              go czymś zranię - nic tylko samej sobie w łeb dać. Czasami myślę, że ta
                              samodzielna odpowiedzialność mnie przerasta po prostu.
                              >
                              Pozdrawiam serdecznie smile


                              --
                              Ania i
                              Michas
                  • lubstej Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:37
                    hm, ciekawe
                    u nas sytuacja drastyczna nie byla
                    on zarabia dobrze, ona nienajgorzej
                    a caly koszt utrzymania spadl na ojca

                    podkresil to nawet sad w uzasadnieniu odrzucenia jej powodztwa o podniesienie i
                    zabezbieczenie powodztwa, piszac:
                    alimenty placone przez ojca jak na polskie warunki sa bardzo wysokie i
                    pokrywaja WSZYSTKIE uzasadnione potrzeby dzieci

            • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 11:07
              > Mikawi - Ty mozesz realizowac co chcesz i czyim chcesz kosztem - ale Twoj
              > parnter jest w nieco innej pozycji.

              nie mag - mój partner też chce żyć NORMALNIE a nie tylko żyć po to, by spełniac
              oczekiwania finansowe eks i łykać bez protestu jej pomysły na dokopanie. A
              skoro o dobru dzieci mowa - teraz, skoro dzięki swojej inwencji dostanie w
              zasadzie połowę tego co do tej pory, to zrobiła to dla dobra dzieci? Zauważ że
              ona sama chciała takiego obrotu sprawy, jej życzenie się spełniło. Więc o co
              chodzi? I wybacz, skoro stać ją na to by dostawać mniej teraz, to równie dobrze
              może dostawać tyle gdy nam się urodzi dziecko. Ma tyle a nie więcej na własne
              życzenie. A dla nas to będzie duża róznica. Dla niej żadna, skoro obniżyła
              sobie kasę "na własne życzenie".
            • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 12:31
              mag_p napisała:

              Obaowiazek wobec dziecka maja rodzice. W czascie przwidzaine przez sad. Nie
              > jest to pop polowie. Nikt nie powiedzial ze po polowie to sprawiedliwe.
              > . I dla mnie jasne jest ze skoro alimenty sa na
              > dziecko i zostana zmniejszona to traci na tym dziecko - nie eks i chcec
              > dokopania - eks - nie zmienia postaci rzeczy , ze robione jest to kosztem...

              Mag - życie niestety nie jest constans. Ciagle zmieniają sie wszystkim sytuacje
              życiowe. Traci sie prace, zmienia sie, zakładasz nową rodzinę i pojawiają się
              inne dzieci. Oczywistym jest że najlepiej utrzymać sytuacje co najmniej na
              takim poziomie jak dotychczas, a wszelkie obniżki alimentów oczywiście że będą
              w pływać niestety na obiżenie czasami poziomu zycia dziecka. Ale tak to jest -
              ojcu jest gorzej, to w zgodzie z zasadą równego poziomu - dziecko siłą rzeczy
              dostaje mniej. Identycznie by było gdyby ojciec mieszkał z dzieckiem.. Zawsze
              matka może spróbować wyrównać dziecku te zmiany. Nie ma takiego obowiązku, ale
              też nie może liczyć na to ze ojciec będzie prowadził wciąż takie samo życie. To
              jest po prostu niemożliwe. A jak wiesz pewnie nawet kiepska sytuacja ojca nie
              zawsze wpłynie na zmniejszenie alimentów - bo sąd ocenia możliwosci zarobkowe a
              nie jak ojciec je wykorzystuje. tak ze tak czy siak - uprzywilejowanie dziecka
              masz na każdym kroku.
              • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 12:38
                Ojcu nie zawsze jest gorzej. po prostu zdeydowal sie na drugie dziecko co nie
                rowna sie pojecieu jest mu gorzej.

                Fakt iz zdecydowal sie na druga dziecko nie powinno odbywac sie kosztem
                pierwszego - a tak czesto sie dziej. Bo co zabrac temu -w koncu) biedny tatus
                nie ma , ale tak naprawde ma bo rekomseuje obie zmaian alimetow.
                Swieten rozwiazanie ico za odpowiedzialnosci do poduszki mozna sobie
                wytlumaczy - by potem spokojnie spac.. Ale tylko tyle i tylko do poduszki ...

                Mag
                • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 12:51
                  mag a co zrobisz ty jak kiedyś bedziesz musiała zmienić pracę i w nowej
                  zaczniesz zarabiać mniej? na dodatek jak będziesz mieć jeszcze drugie dziecko
                  (bo wtedy jak się na nie decydowalaś twoja sytuacja materialna była o.k.)? Czy
                  nie uznasz że w tym momencie nie możesz ponosić takich kosztów utrzymania
                  dziecka jak do tej pory bo jest to niemożliwe i nie wniesiesz o podwyżkę od
                  ojca dziecka?

                  czy jak w pełnej rodzinie rodzicom rodzi się drugie dziecko to twoim zdaniem w
                  tym momencie oboje zaczynają zarabiac więcej, czy też raczej dzielą swój dochód
                  miedzy dwoje dzieci? i teraz i jedno i drugie je jabłka, a nie jedno pomarańcze
                  a drugie nic?
                  • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 12:57
                    poza tym zapominasz że sąd ustalając kwotę alimentów bierze pod uwage właśnie
                    fakt czy to jedyne dziecko faceta czy nie. I inna będzie kwota jesli ojciec ma
                    jedno dziecko BO NIE MA INNYCH ZOBOWIĄZAŃ a inna, gdy ma kolejne dziecko, bo ma
                    zobowiązania WOBEC DWÓJKI. I siłą rzeczy nie może zasądzić np. 60% zarobków na
                    jedno. Więc jeśli pojawia się drugie dziecko, ojciec musi PODZIELIĆ to czym
                    dysponuje, bo zarabiać dwa razy więcej raczej się nie da. To tak jakby facet
                    który ma jedno dziecko i zarabia 2000 w momencie gdy urodzą mu się jeszcze
                    bliźnięta musiał zarabiać 6000, bo te 2000 to tylko dla jednego się należy i
                    nie ruszać tego!
                  • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:05
                    Mikawi dyskutowalysmy o tym. Nie porownuj pelnych rodzin , bo tu rozmawiamy o
                    dwu odrebnych domach i zobowiazanichi poloczeniach. Wiesz znacznie wiecej musze
                    wydadc na dziecko niz to zostalo ujet i nie wystpujeo podwyzszenie alimetow.
                    Obnizam moj pozimo zycia - aby dziecku wyszlo OK.
                    To ja nie pozwole sobie na cos co bylo dla mnie Ok jakis czas temu . To ja
                    obnizam swoje potrzeby i to uwazam jest OK.
                    I dokad bede mogal tak robic tak bede.
                    Chyba ze okaze sie , ze bardziej nie moge, choc jak na razie niemam takiej
                    sytuacji. Zawsze udaje mi sie znalesc wyjscie z impasu - ale nie droga alimetow
                    itd.. ktore maja zabezpieczec i stwarzac dziecku BEZPIECZNY swiat.

                    A jesli nie widzisz roznc miedzy pelna i nieplena rodzina - i faktu ze wyglada
                    to inaczej w obu - choc zadko kiedy rodziec obnizaja standart zycia dziecka ,
                    bo pojawilo sie drugie.... Zazwyczaj pojawienie sie drugiego dziecko w pelnej
                    rodzinie nie zachwiewa tak budzetem , jesli deydujesz sie na to w sposob
                    odpowiedzialny i swiadomy - a przeciez o dojrzalych i swiadomych rodzicach
                    rozmawiamy. nawet tak bardzo swiadomych , ze dedyja sie na dziecko by obnizyc
                    aliemty.

                    to poczytaj stare watki. Nic nwego nie mam do dodania.


                    Pozdrawiam
                    Zycze DUZO dzieci - moze dzieki temu Wasiobecni - nie bede musieli ponosci
                    odpowiedzialnosci i zobowiazan wobec dziecko , ktore nie jest Wasz. W koncu to
                    dziecko ma matke jak to piszecie... I to dowodzi , ze tak naprawde ma tylko ja.
                    Mag
                    • mikawi Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:44
                      mag, przeginasz - zwróć uwagę że dzieci mojego M. mają pod względem kasy TYLKO
                      ojca a nie matkę jak ty to tutaj sugerujesz, bo ta matka żyje wyłącznie z
                      alimentów i zasiłków, bo z pracy zrezysgnowała bo jej się nie chciało. Może
                      teraz się ruszy jak jej komornik przekaże połowę dotychczasowych alimentow. Ale
                      nie pisz że dzieci są zdane tylko na matkę, bo mi się śmiać chce. I uwierz, tak
                      jak ty żaden normalny ojciec nie obniża alimentów na pierwsze dla zasady jak mu
                      się urodzi kolejne, tylko jak faktycznie nie ma kasy, że cię zacytuję lekko
                      parafrazując "To on obnizy swoje potrzeby. I dokad bedzie mogl tak robic tak
                      bedzie. Chyba ze okaze sie , ze bardziej nie może". Wtedy obniża alimenty na
                      pierwsze tym bardziej jeśli to pierwsze dostaje niemało.
                • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:11
                  mag_p napisała:

                  > Ojcu nie zawsze jest gorzej. po prostu zdeydowal sie na drugie dziecko co nie
                  > rowna sie pojecieu jest mu gorzej.
                  >
                  > Fakt iz zdecydowal sie na druga dziecko nie powinno odbywac sie kosztem
                  > pierwszego - a tak czesto sie dziej. Bo co zabrac temu -w koncu) biedny tatus
                  > nie ma , ale tak naprawde ma bo rekomseuje obie zmaian alimetow.
                  >>
                  > Czy to wg ciebie oznacza, ze ojciec juz nie ma prawa mieć żadnych więcj
                  dzieci i po prostu ułożyć sobie życia. CZy to też oznacza Twoim zdaniem, że
                  pierworodne ma mieć najlepiej i najwiecej i już (zasada silniejszego czy
                  bardziej uprzywilejowanego).

                  Przyznam szczerze - nie rozumiem Twojej argumentacji. Rodzi się kolejne dziecko
                  i ono nie może być pokrzywdzone z racji wcześniejszych "obowiązków". Ono też ma
                  przecież włąśnie z racji tych obowiązków "gorzej". Chyba musi być po prostu
                  wyciągnieta jakaś zasada złotego srodka. Chyba znasz słowo "ugoda' - każdy po
                  trosze rezugnuje ze swoich racji i żądań. I to jest optimum
                  • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:18
                    max - pieknie napisane. Jak temu drugiemu jest gorzej?
                    Co powiedsz ostabilnosci zycia ?
                    A co jesli okazuje sie, ze fakt iz urodzilo musie drugie dziecko - nie zmienia
                    status zycia. Czy fatk poczecia drugiego dziecka musi = zmiana status zycia.
                    Chyba zmian powinna sie zacac od ojca? Jesli jemu sie zmieni to wtedy- czycz
                    nie?


                    I eraz hit o ktorym sama napisalas- dziecko - by zmniejszyc alimety...smile)))
                    Bo co tam , mozemy obciac tamtemu. Ma rawo na ulozenie sobie zycia , tak jak i
                    kobieta ale zobowaizani pozstaj stale. Wieszto tak jak z kredytem- bierzesz na
                    20 lat - banku potem malo co obchodzi , ze ty masz nastepne dziecko. ja takie
                    prawa sosuje wobec jednej jaki drugiej strony.

                    Pozdrawiam
                    mag
                      • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:40
                        Jeszce może tylko przypomnę od jakoego momentu i z jakim stanem wiąże sie cąła
                        dyskusja.

                        M. płaci 50% dochodu na poperzednie dziecko - rodzi mu sie niezadługo kolejne
                        dziecko. A matka dziecka wystepuje z kolejnym żądaniem podwyżki alimentów.

                        No tam - gdyby uwzglednić jej żądanie - to na poprzednie dziecko np 60 % a na
                        kolejne dziecko 20% i dla ojca 20%? To jest sprawidliwośc dla ciebie Mag?
                        • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:49
                          Nie na kazde dziecko w rownym procencie..
                          Ale tez i odpwowiedzialne - to znaczy bez postepowania typu - wiesz przy
                          dwujec - to jej chyba jeszcze nie obniza - wiec miejmy trojke dziecito
                          jobniza.. Tylko zapominac ze niejej a dziecku i czy warto?
                          I gdzui ta odpwoiedzialnosc...
                          Wogole polowa zarobkow na dziecko..
                          Zadam inne pytanie, jesli ojciec dziecka tak malo zarabia i sa z ozna i ogolnie
                          ledwi wiazal konie z koncem to czy decyduja sie na kolejne dziecko skoro ledwie
                          cokolwiek sa w stanie zapewnic temu i skoro polowa dochodu idzie na utrzymanie
                          dziecka?
                          W pelnych rodzinach jest ten bol , ze nie mozna obnizyc alimetow...

                          Mag

                          Mag
                    • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:32
                      mag_p napisała:

                      A co jesli okazuje sie, ze fakt iz urodzilo musie drugie dziecko - nie zmienia
                      > status zycia. Czy fatk poczecia drugiego dziecka musi = zmiana status zycia.


                      Moim skromnym zdaniem w sposób oczywisty drugie dziecko zmienia standard zycia.
                      Bo przecież odwracając sytuację (czy pierwsze - gdy płaci się alimenty - nie
                      zmienia standardu zycia?) To prowadziło by do aburdalnego wniosku, ze dzieci w
                      ogóle nie wpływaja na zmianę standardu życia. To twoje wydatki wygladają tak
                      samo - niezlaeżnie od faktu posiadania dziecka? NIc nie wydajesz na dziecko?
                      Czy drugie dzicko - nie wpłynie również na zmianę Twojej sytuacji. Chyba jednak
                      wpynie - ii materialnie i pod każdym innym wzgledem (ilość uwagi, poświecenia
                      czasu etc).

                      PO prostu jak dzieci jest wiecej trzeba dzielić pomiedzy nie to co się ma.
                      KOlejne dziecko zawsze wpłynie na sytuację wszceśniejszego.

                      Czy tez Twoim zdaniem M, skoro ma kolejne dziecko to do kolejnej roboty ma iść,
                      bo powinien btyć odpowiedzialny,a skoro nie ma na jedno to po co się decyduje?

                      Pamietam jedna żałosną sprawę sądową. Pan płacił alimenty na trójkę dzieci.
                      Strasznie je kochał i robił wszystko, zeby mieć z nimi dobry kontakt. Pracował
                      na dwóch etatach (ok 14 godzin- chyba na parkingu i jako stróż), żeby tym
                      dzieciom wszystko zapewnić. Oddawał dzieciom ponad 60 % swoich dwóch pensji. A
                      i tak żadania Pani ciągle rosły. A dzieci (już dorosłe -studiujące) oczywiscie
                      chroniczne żądania. Ostatnim zakupem, pana był komputer kupiony na raty
                      (dodatkowo oprócz alimentów). Czy Twoim zdaniem dobrze robił, czy głupio.
                      Przecież mógł pracować na 1 etacie i powiedzić, ze dzieli sie swoimi pieniedzmi
                      TAKIMI JAKIE ZARABIA. To było naprawdę okropne.
                      • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:43
                        Ja ja znam taka historie.. Facet calkiem niezle zarabia. Zostawil zone z
                        mieszkanie i kredytem - niebagtelnym na 20 lata.
                        Postaral sie o dziecko - zreszta tak jak obiecal - mimo ze alimety na pierwsze
                        dzieckonie przekraczalo jego dochodu nawte w 25% obnizyl aliemty - chc wiedzial
                        w jakim zakresie to wplynie na poloznie calej pozostawionej rodzin.
                        pan dale ubieral i utrzymywal sie na pozimie jaki byl wczesnie ( nie niski)
                        jJego dziecko drugie tez raczej w firmowych rzeczach , a pierwsze????

                        I co uwazasz , ze to Ok. I teraz bedziemy przebijac sie na historie.. A ja
                        moge, a ty mozesz.
                        A i jeszcze pojawienie sie dziecka w rodzinei -pelnej zazwyczaj zmieni a staus
                        zycia rodzicow. Dziecko dostaje to co dostawal. Przynajmniej w tych ktore ja
                        znam. Ale tam sa odpowiedzialne decyzje podejmowane.
                        I pierwsze dizeko nie musi zmieniac dotychczasowego zycia o 80%.

                        A slowo i zobowiaznie i znaczenie ODPOWIEDZIALNOSCi - dla kazdego zostanie tym
                        co jest. ja inaczejj je postrzegam i moze jestem zbyt wymagajac . Ale
                        odpwoiedzialnosc za zobowiaznie moje wobec dziecka - stawiam najwyzej i
                        najbardziej je szanuje.

                        Niektorzy bardziej szanuja siebie i wtedy ta chierachia sie zmienia.

                        Mag
                          • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 13:56
                            Nie ODPOWIEDZIALNOSC za SWOJE ZOBOWIAZNIA i ZACIAGNAIE NASTEPNYCH ZE
                            SWIADOMOSCIA ISTNIENA JUZ TYCH KTORE SIE PODJELO.
                            Tak brzmi moja dewiza zyciow.
                            Tak jak z kredyetm , a tu masz do czynienia z jeksze wiekszaodpowiedzialnosciai
                            nie dziele na moje nie moje.


                            Mag
                            • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 14:05
                              mag_p napisała:

                              > Nie ODPOWIEDZIALNOSC za SWOJE ZOBOWIAZNIA i ZACIAGNAIE NASTEPNYCH ZE
                              > SWIADOMOSCIA ISTNIENA JUZ TYCH KTORE SIE PODJELO.
                              > Tak brzmi moja dewiza zyciow.
                              > Tak jak z kredyetm , a tu masz do czynienia z jeksze
                              wiekszaodpowiedzialnosciai
                              >

                              Ok!!! ZAPROPONUJ ROZWIAZANIE. Wyobraź sobie - jestes sędzią. Pani wnosi o
                              podwyższenie alimentów. Pan płaci już 50% dochodów a rodzi mu się następne
                              dziecko.
                              tYLKO UWZGLEDNIJ SWOJE W/W CREDO.
                              • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 14:43
                                Po pierwsze moje Credo - to moja dewiza zycoiwa i moje morale wg ktorego
                                oceniam siebie i przedewszystki siebie- potem innych.
                                Ja patrzeca na siebie i swoje zobowiaznie wobec dziecka, instytucji itd.. w ten
                                sposb patrze. Co boskie bogu co cesarskie cesarzwoi a reszte wg wlanseych
                                wymagan i plano..mam swoj pojecie odpwoiedzielnoasci - dosc jednoznaczne
                                okreslone w credo.
                                ten czlowiek mial widocznie inne credo - moze "zrobmy sobie dziecko - to
                                zmniejszymy aliment?", Albo "ja planuje i chce , a placa za to inni",
                                "zobowiaznie - mozna zminie3jsza - nie wazne ze na tym opiera sie stabilne
                                zycie mego dziecka, ono musialo pogodzic sie z tym ze mi odchcialo sie byc w
                                tej rodzinie, musialo pogodzic sie z tym i poradzic , ze postanowilem zalozyc
                                druga rodzine, to i bedzie musialo pogodzic sie z tym ze teraz zachwieje jego
                                sytuacja finasowa ( najbardzie lubieto musisz pogodzicsie)

                                Sa rozni roludzie i rozne morale. Prawo jedynie daje mozliwosc wyboru
                                mniejszego zla i nie mowi o sprawiedliwosci , odpowiedzialnosci itd..
                                A ja wlasnie o tym mowi.


                                A wlasciwie skonczylam.

                                Pozdrawiam
                                mag
                                • maxxi26 Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 14:49
                                  Wybacz nie rozumiem. Sytuacja jest jasna. Trzeba jakoś to rozwiązać. Nie
                                  udzieliłaś odpowiedzi na pytanie co zrobić w tej konkretnej sytuacji.
                                  A sąd nie ocenia tylko wg prawa - tylko też dokonuje często innyhc ocen -
                                  szczególnie w prawie rodzinnym i musi pogodzić WSZYSTKIE INTERESY. I całe
                                  szczeście!!!
                                  • mag_p Re: A może alimenty na dzieci macosze? 08.06.04, 14:56
                                    I Tu jest roznica - bo ja mowie o ODPOWIEDZIALNOSCI zza DZIECi w morlanym tego
                                    slowa znaczeniu nie sadowniczym.
                                    Ty tez mi nie udziellas odpwoiedzi czym roznily sie te sytuacje , anie
                                    wszesniejszego..
                                    Prawo jest ULOMNE - bo musi bradz pod uwage ze na ziemi zycja ludzie
                                    nieodpowiedzialni i trzeba lagodzic konsekwencje ich postepowania....
                                    Oraz lagodzic skutki ich wyrzuty sumiena..
                                    Ale to nie swiadczy o tym ze ten czlowiek jest ODPOWIEDZIALNYM rodzicem..
                                    Jest nieodpwoiedzialnyi przedewszystkim On a nie dzieci poowinny ponosci skuti
                                    tej nieodpwoeidzialnosci , beztroskie itd...

                                    Czasem prawo tak tego nie nazwya- ale przeciez od tego sa ludzie i ich morale -
                                    by nazywac takie rzeczy po imieniu.

                                    Mag
                                    • mag_p ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 15:18
                                      Co do pytanie.
                                      Podzielilabym sprawiedliwe ojcu 40% dzieciom po 30% w momencie gdy pojawilo sie
                                      nstepne z dalsza konsekwnecjia.Przy czym ojcu tez bym konsekwentnie zmniejszala
                                      o kila procent przy natspnych dzieciach.Bo dzieci niewinne- ze ojcej
                                      nieodpowiedzielany i tu kilka slow lepiej nieuzywac.
                                      Ale Dla mnie to Facet -NIEODPOWIEDIZALNY, NIEKONSEKWNETNY i taki sam ojciec...

                                      Ale to Wg. prawa morlanego , nie sadowniczego...
                                      Coz tacy faceci tez plodza dzieci - tylko szkoda tych dzieci..I wlasnie prawo
                                      dzieci , ktore bierze gore - jest swietnie wykorzytsywane przez takich
                                      facetow , bo oni raczej nie cierpia na nadmiar morlae , doi staraja sie o
                                      natsepne"dla obnizenia alimetow".

                                      Inaczej ma sie historia Mikawi - i pani - ktora z tamtej strony nie cierpiala
                                      na nadmierne morale- ale jak slusznie Miakiw zauwazyla - sama sie postarala by
                                      dzieci dostawly mniej i w tym przypadku brak odpwoiedzialnosci i naduzycia ssa
                                      po stronie tej Matki.
                                      Rozumiem miMikawi - i choc moze nie wie trzymam kciuki , ale z drugiej strony
                                      wiem, ze jesli matal taka to ucierpia dzieci..
                                      A le z drugiej strony - to nie Mikawi dzieci - nie moze zyc dla nich musi dla
                                      swoje ..
                                      Ale z drugiej strony to dzieci jej partenre -i on ma zobowaizanie.
                                      Ale przecie zmatak moze ich dopracy i Tu jest punkt kulminacyjnuy z ktorym sie
                                      zgadzam z MIkawi..


                                      Przperaszmza Chwile rozmmowy ze soabo.

                                      Pozdrawiam
                                      Was waszystkie.
                                      A Mikawi rzycze spokoju - ducha - bonie ma nic sobie do zarzucenia i radosci
                                      macierzycnstaw.

                                      Mag
                                      Ps
                                      Ale przczytawsz wszystko zastanaiwam sie co warte jest stwierdzene kto winny -
                                      skoro i tak zaplaci za to dziecko.


                                      • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 15:43
                                        Powiem szczerze, ze nie rozumiem Ciebie. Mam umysł bardzo logiczny a wciąż mam
                                        wrazenie ze sama sobie zaprzeczasz.

                                        Czyli podzieliłabyś jednak po równo. No to nie da rady - ilość pieniedzy dla
                                        pierwszego dziecka spadnie. I tak to jest niestety. Życie idzie naprzód i
                                        trzeba zmieniać też to co było wczesniej.

                                        Ciągle mam wrażneie że wszystko oceniasz z perspektywy porzuconej zony. Nie
                                        wszystkie sytuacje takie są. Nie takiej sytuacji dotyczyła też ta. Czasami są
                                        kobiety które "wrabiają" faceta w dziecko dla kasy, pieniędzy, dla
                                        zostania "żoną" i nie bycia "starą panną". CZasami oszukują, ze biora pigułki a
                                        tego nie robią. Czy i w takiej sytuacji Twoja argumentacja byłaby taka sama?

                                        Pewnie jak ja bym była zostawioną żoną z dzieckiem też bym czuła wściekłość,
                                        smutek i zal do całego swiata. I zal że temu dziecku dzieje sie krzywda. Ale
                                        zachowaj jakikolwiek obiektywizm..

                                        POdziału dokonałaś

                                        • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 15:53
                                          Max - jest logika. Bo motto ktore przytoczylam i wg ktorego zyje dostyczy MNIE
                                          i jest jeszcze jedno o ktorym nie opisze bo jest oczywiste NAJWAZNIEJSZ jest
                                          donro dzieci.

                                          Czego nie lubie - polistyki faktow dokonanych matactaw i wykorzystywania
                                          wlasnie tego , ze waszazniejsze jest dobreo dziecka i to w celu skrzywdzenia
                                          wg.mnie oboje dzieci - bo jesli ktos deyduje sie na drugie -kosztem pierwszego..
                                          Ja wymagam od siebie itego wymagam od ludzi i od mego syna. Masz zobowiaznie-
                                          niczym zaczniesz nowe - zastanow sie czy nie umniejszeszy temu i czy mozesz
                                          tozrozbic.
                                          i ze dziecko jest najwiekszym darem i proba i zobowiazniem jakiego sie podjelam
                                          i z morlanego puntu widzenia -powino sie temu ojcu zostawic 55 na przezycie-
                                          ale to czlowiek , ojciec tych dzieci i musi za cos zyci. ale trzeba wtedy
                                          powiedizec ze jesli to zrobil z pobudek "bo bede placil mniejsze alimenty" nie
                                          jest tego godzien
                                          I owszem dalej uwazam ze ojcie cmajacy dziecko powinie sie zastanowic czy starc
                                          sie o nastepne. Nie macocha - ojciec. Bo macocha nie jest zobowaizan - ona
                                          zadnego zoabiwazanie sie nie podjela.

                                          Tak to widze. Coz prawo moralen zazwycaqj jest nadwyrezane przez zycia, aby
                                          chronic tych ktorzy brakiem odpwoieidzalnosci zostali dotkniecie.


                                          Ja nikomu nie bronie posuadaci calej kopy dzieci - byle jedno nie kosztem
                                          drugiego..
                                          Ja deydujac sie na dziecko - a mam takie plany - nie pociagen mego eks o
                                          alimenty- bo nie wyobrazam sobie by mogal zrzuca moja odpowiedzialnosc za Moje
                                          dziecko na kogos inneg, tylko daltego ze ja zapragnelam nastepnego dziecka.

                                          Taka jest moja logika...

                                          Pozdrawiam
                                          mag


                                          • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:00
                                            A czy jak tatuś został tatusiem, bo to kobieta chciała a on nie, tylko ze go
                                            oszukała mówić że bierze pigułki, to tatuś nadal powinien czuć sie zobowiązany
                                            i zwoje życie układać wg tego jak inna osoba za niego zadecydowała? Czy to
                                            oznacza, ze juz nie moze mieć drugiego z miłosci z kobieta która kocha - BO GO
                                            JUŻ NIE STAĆ I WPŁYNIE TO NA POZIOM TAMTEGO DZIECKA. Czy tym razem poziom
                                            odpowiedzialnosci sie zmienia?

                                            Widzisz ja wciaż nie mam dziecci bo i nie zamierzam ich mieć, "dla jakiegoś
                                            celu". czasami czuje się tylko pokrzywdzona sytuacje, ze muszę się wpasować w
                                            czyjeś życie, ze ktoś za nas zadecydował jak mamy zyć i na co pąłcić. Widzisz -
                                            u mnie pieniądze nie są też problemem. I nie spieramy sie o nie, bo też druga
                                            strona sie o nie nie spiera. ale problemem jest sytuacja "bez wyjscia". I
                                            dlatego rozumiem pewne rzeczy
                                            • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:10
                                              Widzsz - aj nie wyobrazm sobie i wydajemi sie ze ludzie bedec razem i
                                              podejmujac tak oy krok aj rozpoczecie wspolzycia , nie sa zwierzatkami - robia
                                              to wiedzac ze ich cos laczy. Ja osobiscie nie chodze do lozka - by zaspokoic
                                              swoje niskie instyntky- ale to moaj filozofia.\Jak widac stsowanie innej nie
                                              poplaca. Z seksu czesto oprocz przyjemnosci wynikaja zobowaizania i warto aby
                                              kazdy dorosly o tym pamietal . Drorslyidojrzaly facte. Bo jakos do mnie nie
                                              przemaia , ze dojrzaly facet moze cos takiego zrobic..
                                              To znaczy chodzic z kims do luzka tylko po to by..

                                              A czujesz sie gorzej i skrzywdzona.. Ale to nie przez to dziecko inie przez nia
                                              i nie przez ODPOWIEDZIALnosci , ale przez tego faceta , ktory w ktoryms etapie
                                              swojego zycia okazal sie nieodpwoiedzialny i chetny na przyjemna zabawe, ale ..
                                              i tu pewnie powiesz ale oNa.. TTo ze Ona jest nie w porzadku i musi z tym zyc
                                              zostawmy jej, a ze On tez zawalil , bo seks - to nie zabawa i trzeba ponosci
                                              konsekwnecja i jesli z kims nie chce sie miec dziecka- toalbodo przypytku - tam
                                              nik nie pociagnie doalimentow a, albo darowac sobie konatak fizyczny..
                                              Cos za cos- przyjemnosci zobowaizanie zazwyczaj ida w parze,..

                                              To nie znaczy ze mowi - ona w porzadku - on nie..
                                              Nie mowie- oboje zabawili sie zyciem i woboje w roznym stopiu musza z tym zyc...
                                              I jesli ktorys z obecnych partneow czuje sie skrzywdzony - to tylko przez
                                              nieodpowiedzialnosc - Ty - swojego facet - jej Partenr- jej..
                                              Tak to widze.
                                              Pozdrawiam
                                              mag
                                              • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:19
                                                Widzisz, to jest dla niektórych (pomijając religię) oczywiste, ze niektórzy
                                                uprawiają sex dla przyjemności. I ja za to nikogo nie ganię.

                                                Czym innym jest jeśli oboje "ryzykują" a czym innym, jeżeli ktoś perfodnie
                                                wprowadza kogoś w bład co do środków antykonc. które stosuje, żeby mieć
                                                dziecko. oczywiscie mozńa powiedzeć, ze nie powinno sie mić zaufania...

                                                Dla mnie taki postepek kobiety, która łączy swoje życie z wieloma innymi
                                                osobami, które tego nie chcą jest obrzydliwe. Nie mówiac juz o dziecku, które
                                                jest powołąne przez "widzimisię" (kasa, 'zew natury" etc) mamusi. A TU JUZ
                                                CHYBA O ODPWIEDZIALNOŚĆ mamusi chodzi a nie faceta.

                                                Sama chęć posiadana dziecka powinna mieć swoje granice.
                                                • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:28
                                                  Zgadzam sie., seks dla przyjemnosci - prosze bardzo- ale pamietac - ze to jest
                                                  zwiazne z ODPOWIEDZIALNOSCIA- a nigdzie nie ma napisane ze druga strona mowi
                                                  prawde- zwlaszcza jesli nie chcemy wiazac sie z ta osoab - czyli nie myslim y o
                                                  niej powaznie . Dla mnie to nie tylko kwestia religi- ale wlasnie
                                                  odpowiedzialnosci - Ja nie wiem co ta dryuga osoab naprawde myslie- skoronie
                                                  chce sie z nia wiazac - to tez chyba jest cos co mi w niej nie pasuje- moze nie
                                                  wart. Moze walsna chce- zabawy przedlozyc rozsadek?
                                                  Wlasnie za dzo CHCE- tego facte powoduje ze staje sprzedodpowiedzialnoasci. A
                                                  kazdy zwiazke, fizyczny i uczuciowy czy tylko fizyczyn czy ucziowy niesie tego
                                                  konsekwncej . I odpowiedzialnosc z atoa druga osobe jaka by nie byal. Dlatego a
                                                  nie ze wzgledow religijnych trzeba sie zastanowic z kim sie idzie do lozka i
                                                  zze tak zosatl ten swiat skonstrulowana - ze toa przyjemnos claczy sie z duzoa
                                                  odpwoiedizalnaosc.I to nie tylko za swoje zycie...


                                                  I nie ma tlumaczenia -, bo ona ..
                                                  Ja zzawalilem.
                                                  Tak ja ja zawalilam kiedy laczac sie ze zwsoim eksemi mam wyrzuty sumiem wobec
                                                  mojego dziecka - ze zwiazalam sie z takim facetem i nie bralam pod uwage jego
                                                  egoizmui braku odpowiedzialnosci..., wygodnictwa...


                                                  pozdrawiam
                                                  mag
                                                  Ps. madra po szkodzie.
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:32
                                                    jasne - tylko ze ja cierpię. Ona ma nas gdzieś. Mojago faceta też bo zależało
                                                    jej wyłącznie na dziecku.. Na moim m. również nie (zlewając go miesiac po
                                                    zajsciu w ciaże i wracając do poprzedniego faceta). A mój m. czuje sie
                                                    odpowidzailny i podziwiam go za to, mimo całej beznajdzioejnosci sytuacji.
                                                    Tylko wciaż nie wiem co robić sad
                                                  • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:35
                                                    Co robic- Ty nic - realizuje swoje marzeni w zgodzie ze swoim M i jego sumieniem
                                                    Chyba Twoj m nie placi 50% zarokow na dzieko . Staraj sie Tworzyc t zegoTy
                                                    chcecz i zgodnie z Twoim sumieniem. A jesli jakas mag - bedzie miala inny
                                                    poglad na to - pozwol jej.

                                                    Ona ma swoje wartosci - ty swoje.

                                                    Rob tak - Zebycs TY czula ze to dobrze! I zebys bylao tym przekonana...

                                                    mag
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:39
                                                    Piniądze nie są problemem. Mój m. płaci, ja sie nie sprzeciwiam, ona ma b.
                                                    dobra sytuacje matrialna, nie zgłasza pretensji. Ale pozostaje w tym wszystkim
                                                    istniejące dzicko i nieststy brak juz mozłiwosci posiadania 'normalnej
                                                    rodziny".
                                                  • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:44
                                                    makx- wczym lesz problem?
                                                    To ze dziecko nie ma obydwojgu rodzicow i jedenj rodziny - toz to nie Twoja
                                                    WINA. Zamiast zamartwac sie - postaraj sie stworzyc jak najlepszy i taki jakbys
                                                    ty chciala dom w swoim domu- ze to dziecko bedzie tam gosciem - bedzie , ale to
                                                    tez mozna rozwiazac..

                                                    To RODZICE sa ODPWOIEDZIALni za ten stan i Oni powinni pracowac by dziecku w
                                                    tym wszstkim bylo jak najlpeiejk. Nie ty. a cieprienia tego dziecka nie
                                                    cofnieszi ordzice musza pracowac by nie cierpial- lub jak najmniej.

                                                    Pozdrawiam
                                                    mag
                                                    PS nie musisz je kochac nie powolalas je do zycia
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:54
                                                    Widzisz Mag. Ja sie właśnie tym martwię, ze ono MUSI istnieć w moim życiu, a ja
                                                    tego nie chcę. I to mnie gryzie i czuję się "zła". Ja nie chcę kontaktów etc.
                                                    To jest tak, jak u Ciebie, ze Ciebie nie interesuje dziecko Twojego z next.

                                                    I najlepsze w tym wszystkim jest to, ze nie "nie lubię" go, tłumaczę przed sobą
                                                    samą "że jest odrebną jednostką i pokrzywdone". I nic. PO prostu chciałabym
                                                    żeby go nie było.. (wiem że to niemozliwe). jak bym była dobra etc - to
                                                    zwalniałabym tę kobiete zodpowiedziualności za to co zrobiła (bo przecież
                                                    wszysko sie ułożyło). A tak - muszę sie dzielić swoim m. z kobietą, która ma go
                                                    mocno w nosie (nigdy nic ich nie łączyło - dzicko urodziło się 9 m-cy od
                                                    rozpoczecia "kontaktów"). Chore. Wiem o tym. Nie umiem temu zaradzić.
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 16:58
                                                    Na poczatku bylam przekonana, zę to zaden problem. Nawet wyszłam z inicjatywa
                                                    wspólnego spotkania, wyjazdu etc. Moja siostra została porzucona z 2 dzieci
                                                    przez męża. naprawdę myślałam ze takie dzicko nie wpłynie na moje odczucia.
                                                    Nawet mysłałam, ze oswoję się jak to jest mieć dzieci. A jednak... Wszystko
                                                    się zmieniło i nie jestem w stanie wybaczyć tej kobiecie (pośrednio też
                                                    dziecku - wiem, wiem). Dlatego - teraz NIGDY, PRZENIGDTY nie oceniam nikogo gdy
                                                    nie doświadczę jego przeżyć.... uCZUCIA SWOJE A ROZUM SWOJE. i dlatego często
                                                    nie śpie... a tamta kobieta miałaby ubaw to czytajac, bo naprawdę ma nas
                                                    gdzieś sad
                                                  • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 17:13
                                                    Max- na co jestes zla - czujesz sie bezsilan i to powoduje zlosc, ze ktos tak
                                                    namieszal i nie moglas.. Wiem znam to , ale zlosci bezsilnosci nie mzienia
                                                    niczego.
                                                    Wiesz ja tez czasem czuje sie bezsilna , ubezwslanowaolniona i tak, zekots bez
                                                    pytania niemsza w moim zyciu- zwlaszcza jesli Ona ma ochote zaznaczyc , ze ma
                                                    cos do powiedzenia.. Ale nauczylam sie jednego. Dla mnie isteniej moj syn , jai
                                                    jego ojciec. Do wszlskiech dyskusji dopuszczam tylko ojca dziecka i psychologa,
                                                    jesli czasem mysle - to jej sprawk- dodaje- to jest dorosly czlowiek, siwadomy
                                                    swych slow i czynowi nikt i nic niem nie kieruje- bo jest dorosly. Jesli
                                                    pretensjeto do neigo..
                                                    Ale i tak czesm czuje sie bezslina i potupalabym...
                                                    Jesli chcesz mozemy potupac obie...
                                                    O dziwo to torche dzial...

                                                    Mag
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 08.06.04, 17:20
                                                    Masz racje - poczucie bezsilności że ktoś zadecydował jest nie do
                                                    zniesienia.... Mogłoby być tak pięknie... A tu masz babo placek. cholera.
                                                    Widzisz zawsze starałam sie kontrolować swoje życie a dziecko powołąć w
                                                    momencie no wiadomo. Wydawało mi sie, ze dzieci to z miłości i
                                                    przypieczętowanie związku (ha ha). mam wrazenie że życie mi pokaząło figę z
                                                    makiem. A facet jest naprawdę takim o jakim marzyłam.

                                                    Tupanie pomaga... A moze tak strzelnica smile. Wiem, ze gorzej jest być gdy Twój
                                                    facet odrzedł (chyba ze go wyrzuciłaś). Ale tak jak mi też jest niełatwo....

                                                    Co Twoim zdaniem powinnam czynić. Mieć jednak jakiś kontakt. Muszę???? Czy mogę
                                                    jednak uznać, zę z powodu takiego postepku mogę poczuc sie zwolniona. naprawde
                                                    cenne są dla mnie Twoje uwagi bo to Ty wiesz, w jaki sposób wpłynie to na
                                                    dziecko

                                                  • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 09.06.04, 07:53
                                                    Wiesz o zloty srodek to tu trudno..
                                                    1. jesli bedziesz sie zmuszac i robic to przeciwko sobie dziecko to wyczuje ,
                                                    a Ty dlugo tak nie pociagniesz.

                                                    ja bym zaczela od tego ze staralbym sie przepracowoac o to do kogo i o co czuje
                                                    to co czuje . Jaki to ma zwiazek z dana ososba. Moze srobowala podejsc do tego
                                                    inaczej - typu:
                                                    "Kocham tego faceta, jest OK. To dziecko to jego czesc, Ma prawo spotykac sie
                                                    z dzieckiem, i ma prawo pokazac mu swoja rodzine , jak zycje , co udalo nmasie
                                                    zbudowac. Pokazac wartosci jakimi sie kierujemy-. Jej w tym wszystkim nie ma.
                                                    Dla mnie nie istnieje " Takbym staral sie podejsc. Moze nie byc na sile , ael
                                                    probowac . Traktowac jako cos coTwojemu mezowi jest dane, a nie obowiazkiem i
                                                    co moze wzbogacic Wasi wasza rodzine.
                                                    Wiem to kaznodziejstwo. Ale tak zaczelma podchodzic do wizyt mego syna u ojca.
                                                    jako cos co mu sie nalezy , co dobrze ze ma i do czego ma prawo. Ojciec ma
                                                    obowiazke starc sie by maly chcial z nim byc( i uwierz - nigdy tak sie nie
                                                    staral jak teraz. A maly na tym korzytas - dawniej nigdzie by malego nie wzial -
                                                    bo by mu sie nie chcialo - a teraz wyszukuja atrakcje - i bardzo dobrze ).
                                                    Wy podejdcie do tego od drugiej strony - ze towlasnie co dla Was i jego
                                                    dziecka...

                                                    Dzecko , wyczuje niechec , bedzie mu zkl , ale tezdziecko przyzwycaaj sie ze
                                                    Ciebie nie ma. Ale powiem szczerze - nie wiem czy na dlasza mete ma to szanse
                                                    przetrwania. Ja dozylabym do conajmniej obojetnosci.
                                                    Powoli stopniowo. Byla bym w drugim pokoju , - praciowalabym - jesli bylo by to
                                                    dla mnie za ciezkie- pojechalabym gdzies- ale prubowalabym zaakceptowac - bo to
                                                    czesc czlowieka z ktorym chcesz byc...Brak akceptacji osoby dziecka bedzie czul
                                                    Twoj partner i bedzie tez ciagle czul sie winny..
                                                    IWesz to pokomplikowane. Ale najlatwiej by bylo gdyby uporzadkowac stosunek do
                                                    dzieckai i odzieliec eks - wiem ze to trudne - ale czasem trzeba.

                                                    Wiesz mysle , ze duzy wplyw ma to ze widzidzicesie przy odbieraniu dziecka
                                                    itd.. Nie mozesz tego uniknac. Wiesz ja z moim eksem musze sie zobaczyc - ale
                                                    doaze do tego by czas minimalizowal sie..., ale jesli chodzi o jego partnerke-
                                                    to nie jestem ciekawa...stosuje wiec metode , ze nie zagaldam czy jada, nie
                                                    rozmawiam z syne - chyba ze on chce mi cos powiedziec - jesli mowi wysluchuje a
                                                    potem jesli ta informacja nie jest krzywdzaca dla niego - zwijam w klebuszek
                                                    wrzucam do klozetu i spuszczam wode...
                                                    Nie to ze unikam - ale nie mam ochty patrzec na nia , rozamiwac z nia - i mam
                                                    do tego prawo .
                                                    Sprubuj tak do tego podejsc.

                                                    Nie wiem tu nie ma madrych rad./ ja trzymam sie od nich jak najdalej i jest mi
                                                    z tym dobrze.

                                                    Mag
                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 09.06.04, 12:31
                                                    Dziekuje... szczególnie za te małe drobiażdzki i szczególiki bo tak naprawde to
                                                    z tego sie składa..

                                                    No właśnie - nie pytasz synka i dobrze. Ja nieststy miłam inaczej - mały przy
                                                    perwszym spotkaniu był 4 letni i paplał: "a masz taką ładną spineczkę, ja tez
                                                    kupię taką dla swojej mamy", "a moja mama to....".

                                                    Widzisz- to nawet nie była niecheć, bo dzieckak wcale był sympatyczny w w
                                                    momencie spotkania nie czułam jakis wielkich uczuć.
                                                    Ale wiesz, potem zadziałała podświadomość (zaczęło mi sie to wszystko śnić,
                                                    potem dla odmioany przestałam spać, pojawiły sie straszne lęki - a jeśli to
                                                    dziecko jest dla niego ważniejsze - bo wiesz -wiezy krwi - a ja to kto?).

                                                    Mój M. też majac spojrzenie (takie jak ja poczatkowo) - ze to żaden problem i
                                                    osoba, która mnie kocha pokocha i dziecko - bo tak jak mówisz "to część
                                                    Ciebie" - też swoim zachowaniem sobie i jemu zaszkodził. W pewnym momencie gdy
                                                    byliśmy na spacerze o coś tam sie pokłóciliśmy. Więc wziął dziecko - sam soobie
                                                    chodził z dzieckiem a ja sama.... (demonstrująć "ja i tak kogoś mam").

                                                    Oczywiscie - były też sytuacje, gdy nie miałąm sił na nic - gdy on musi "tam"
                                                    wyjechać.... Nie spałam, nie wpominając o innych rzeczach..

                                                    Wiesz - po wielokrotnych rozmowach te wszystkie rzeczy, które wydawały sie
                                                    błahe na poczatku powychodziły. Mój też zrozumiał mnie.

                                                    Niesamowite, mimo absolutnego braku jakiegokoklwiek uczucia lączacego go z ta
                                                    kobietą - on to dziecko pokochał. Zrezygnował całkowicie z własnego życia
                                                    osobistego i poświęcił się. Wyjeżdzał tam 200 km w wekendy i zajmował sie tym
                                                    dzieckiem. NIe miał od tamptej kobiety po prostu nikogo. A wcześniej też jego
                                                    doświadczenia były prawie żadne. Był cały czas sam. Dopiero ja - byłam,
                                                    pierwszą - a miał 27 lat.. jego rodzice sie rozwidli a on mówił mi, ze nie
                                                    chciał nigdy żeby jego dzicko nie mało pełnej rodziny... Wyszło inaczej.. Nie
                                                    mógł tego odżałować.

                                                    No i przyszłam ja. Naprawdę bardzo siep[okochaliśmy. To w zasadzie była miłość
                                                    od pierwszego wejrzenia... I tak zostało do teraz. tym bardziej załuję ze nie
                                                    może być inaczej. Już i tak z wielu rzeczy sobie odpuścił i zrozumiał, ze nie
                                                    uda się pogodzić wielu rzeczy naraz. Ale było to wszystko naprawdę trudne.
                                                    NIestety coraz cześciej staram się go przekonać, zęby choć jedna rodzinę miał
                                                    udaną. I dlatego cierpię, bo on cierpi a on, bo ja...

                                                    Niestety - ni wiem czy znajdę siły, zęby tak zrobić jak mówisz. Pewnie nie bedę
                                                    miałą wyjścia kiedyś.. Wolę też jak będzie może starszy, żeby niemowił tyle o
                                                    swojej matce (nikt się go nie pyta..). Ma teraz 6 lat - jak myslisz - ja
                                                    totalnie sięnie znam - czy w tym wieku dziecko juz jest w maire dojrzałe żeby
                                                    pewne rzeczy zrozumieć?

                                                    Wiesz, mam też zboczenie z sali sądowej. tak sobie obserwuję różne sprawy - i
                                                    rodzinne i spadkowe i działowe... nigdy przenigdy nie spotkałam pasierba, który
                                                    by okazał dobrą wolę. zawsze macocha była zła i nic jej nie możńa było
                                                    wybaczyć. A macochy co śmieszne - naprawdę często - dawały z siebie wiele, nie
                                                    wspominając czesto o mieszkaniu, które kupowały dziecku razem z ich wspólnym
                                                    ojcem. Najbardziej rozbroił mnie ostatnio Pan, który przyszedł robić spis
                                                    inwentarza (majatkutzn zaraz po smierci wchodzi komornik i dokłądnie spisuje
                                                    ile krzeseł, firanek etc) po swoim ojcu.I na pytanie - czy macocha coś
                                                    kwestonuje, nie chce mui dać etc - odpowiedział, "nie, nic nie ukrywa - ale i
                                                    tak to zrobię...". NIe wspomne o mojej cioci, która nie majac włąsnych dzieci
                                                    poświęciła sie trójce dzieci swojego męża (a kobieta była naprawdę aniołem -
                                                    nigy w życiu nie spotkałąm tak dobrej osoby - w odróżnieniu od mojjej babci a
                                                    jej siostry) - a na starość i tak została jej tylko nasza pomoc, dzieci
                                                    zapomniały... Wiem ze znasz inne przykłądy. chciałabym też znać jakikolwiek
                                                    przykład pasierba, który choć troche polubuił macochę i jej nie nienawidzi...

                                                    Pozdraiwam
                                                  • mag_p Re: ReOdpowiedz na pytanie 09.06.04, 12:42
                                                    Mam prosbe. ja juz jednak po doslownym obrazaniu mnie i td. nie bede tu Pisac -
                                                    jesli chcesz to na adres inetrentowy -ten co mama w gazecie chetnie pogadam.

                                                    Ale dopiero w poniedzialek- ale naprawde chetnie. Zycze wiary i poukladnia
                                                    wszystkiego.
                                                    A w Sadzie takich co kochaja nie spotykasz - bo tacy tam nie chodza smile))

                                                    mag

                                                  • maxxi26 Re: ReOdpowiedz na pytanie 09.06.04, 12:56
                                                    Wiem, zę sąd to patologia etc...

                                                    Obrażać sie nie ma sensu, przeczytaj list wczorajszy, (że "Mag to rozsadna
                                                    dziewczyna i wszyscy to wiedza smile"). tak to czasami jest. Dziekuje za rady.
                                                    mam nadzieje, zę jakos to sie wszystko poukłada. A Twojego adresu nie znam -
                                                    musiałabyć go mi podać - chyba że jest to mag_p@NOSPAM.gazeta.pl???????