Dodaj do ulubionych

Moja Pierwsza Miłość

08.12.04, 13:16
Do napisania tego postu skłoniło mnie moje ostatnie spotkanie z Moją Pierwszą
Miłością (MPM).
Był to przyjaciel mojego kolegi z klasy, a ponieważ często moja klasa
organizowała imprezki pozaszkolne MPM często na nich bywał.
To był mój ideał faceta - wysokie oczy (185 cm), brunet, długie włosy.
Jedynym jego minusem było to, że palił.
Właściwie nigdy nie byliśmy ze sobą, ale spędzaliśmy razem dużo czasu.I to on
był facetem który mnie pierwszy raz pocałował. Po szkole jakoś się nasze
kontakty rozluźniły. Ja wyjechałam, on pracował.

MPM jest już żonaty. Znam jego żonę i życzę im bardzo dobrze, bo oboje w
życiu dostali nieźle w tyłek.
Pomyślicie, że czegoś szukam w przeszłości, ale tak wcale nie jest. Jestem
bardzo szczęśliwą żoną i matką i nie zamieniłaby się z nikim.
A to ciepełko w sercu kiedy go zobaczyłam to chyba sentyment do starych
czasów.

Napiszcie emamy coś o waszej pierwszej miłośći.
Pozdrawiam cieplutko
Mama Ani (17.10.2003)


Obserwuj wątek
    • koleandra Re: Moja Pierwsza Miłość 08.12.04, 13:38
      Moja Pierwsza Miłośc... hmmm... pamietam bardzo dobrze!
      Zaczęło się jeszcze w przedszkolu. Jako kilkuletnie dziecko zakochałam się na
      amen. Trwało to aż 8 lat! niemal przez całą podstawówkę. I wiecie co? Sama sie
      teraz temu dziwię ale przez te lata nie było ani jednego wieczoru, ani jednej
      nocy, żebym o nim nie myslała, żebym za nim nie tęskniła i nie snuła marzeń o
      nim i naszej wielkiej miłości.
      W 7 klasie podstawówki troche mi przeszło bo zauroczyłam sie w kims innym ale
      na krótko.
      Potem liceum... spotkaliśmy sie raz, potem drugi, trzeci... były rozmowy,
      pocałunki. Ale sie piekielnie nudzilismy!!! Przeszło mi raz dwa smile)))))))
    • sakada Re: Moja Pierwsza Miłość 08.12.04, 13:39
      No to ja napiszę. Poznaliśmy się jeszcze w podstawówce, podobał mi się od 5
      klasy ja mu podobno też. Brunet, bardzo przystojny, długie włosy - dobrze
      zbudowany, silna osobowość. Pod każdym względem rozwinięty ponad swój wiek. W 7
      postanowił w końcu zrobić krok - zapraszał mnie tu i tam - poznaliśmy się
      bliżej, miłość od pierwszego wejrzenia jak w bajce. Mimo naszego młodego wieku
      to była poważna sprawa - nie rozstawaliśmy się nawet na krok, nie opuszczaliśmy
      ani na chwilę. Cały świat poznawaliśmy razem - ci sami znajomi, wyjazdy,
      podróże, pierwsze imperezy, pierwsze radości, pierwsze tragedie. Był moim
      pierwszym pod każdym względem. Po skończeniu szkoły poszliśmy do jednego
      liceum - znowu do jednej klasy. Miłość ta była bardzo burzliwa, pełna emocji,
      po paru latach zaczęły się kłotnie, czułam że jestem uwiązana, że mogłam poznać
      inny świat - bez niego. On znosił wszystko ze stoickim spokojem. Zaczął dużo
      pić. Bolesne rozstania, powroty, znowu rozstania. Byliśmy jak te zwierzątka w
      bajce dla dzieci - tytułu nie pamiętam; jedno chciało zgody a drugie nie. Potem
      chciało drugie a pierwsze nie. I tak mijał czas. Potrafił przyjść pod mój dom
      nocą, prosić, zdzwonić o 4 rano nawet 3 lata po rozstaniu. Ostatnie dziwne
      esemesy od niego rok temu. Półtora roku temu spotkanie w knajpie - jego
      wyznania, łzy. Odkąd zaszłam w ciąże jest spokój. On ma swoje życie, ja swoje.
      Wpada czasami pogadać, ale już na chłodno, normalnie. Mnie tylko boli czasami
      to, że całą młodość spędziłam z nim, wszystkie wspomnienia się z nim wiążą i to
      przeszkadza. Jakiś sentyment pozostał we mnie - to pewne. Najbardziej nie lubię
      siebie za to, że nie dokońca potrafię zapomnieć. A chciałabym już. Bardzo bym
      chciała.

      Pozdrawiam.
    • mamaszyma MPM - mój mąż 08.12.04, 13:48
      Miałam 11 lat jak się w nim akochałam. An mnie nie chciał, ale ja byłam uparta,
      wyciągałam z jego skrzynki listy po to, żeby mu je zanieśc i chociaz chwile z
      nim porozmawiać. Jak grał w piłke na boisku koło bloku to ja albo siedziałam na
      ławce i patrzyłam albo obserwowałam go z balkonu. No i stało się, zakochał sie
      we mnie. Zreszta nie miał innego wyjścia....
    • isma Re: Moja Pierwsza Miłość 08.12.04, 14:13
      No, coz. Z MPM rozstalismy sie w dosc burzliwych okolicznosciach. Rzucilysmy go
      solidarnie, ja i jego starsza ode mnie stazem dziewczyna, wlasnie z powodu
      faktu naszego jednoczesnego bycia jego dziewczynami, o czym oczywiscie obie nie
      wiedzialysmy ;-(((, a obie znajomosci byly, ze tak powiem, dosyc zaawansowane.

      Do dzisiaj przechodze na widok MPM na druga strone ulicy. Niestety, czytam
      tygodnik, w ktorym pisuje ;-(((.

      Nie mam sentymentu. I bardzo kocham mojego meza wink)).
    • martucha1 Re: Moja Pierwsza Miłość 08.12.04, 15:28
      A ja zakochałam się na zabój dopiero mając 15 lat. On był przystojny i
      większośc dziewczyn się w nim podkochiwało, co mie niezmiernie złościło bo
      serduszko jeszcze wtedy mi nie zabiło a nie chciałam dołączać do grupki
      adoratorek. I wtedy moja mama poradziła mi, żebym nie dołączała do wianuszka
      dziwczyn skupionych wokół MPM tylko stworzyła sobie "konkurencyjną grupę"
      składającą się oczywiście w większoiści z facetów. I podziałało smile .
      MPM nie wytrzymał i po jakimś miesiącu zainteresował się czemu ja się nim nie
      interesuję hi hi hi.
      Miłość była platoniczna (tylko pocałunki), ale gorąca i taka do grobowej deski,
      niemniej trwała tylko 5 misięcy ze względu na to, że szybko zorientowałam się,
      ze mój wybranek wcale nie jest ideałem księcia o jakim marzyłam (kiedy ma się
      15 lat jest to wystarczający powód do zerwania). Nadal pozostajemy w
      cieplutkich stosunkach. Zwłaszcza, ze mój pożeracz niewieścich serc
      jest ...księdzem smile))
      Marta
    • marzena751 Re: Moja Pierwsza Miłość 08.12.04, 22:10
      Miał na imie Krzysiu ,był szatynem o pięknych brązowych oczach-i moją PIERWSZĄ
      PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ.Były pocałunki,trzymanie za ręce,i głębokie spojrzenia w
      oczy.I chociaż miłość przeminęła,zawsze gdy o Nim pomyśle robi mi się cieplej
      na serduszku.
      Marzena
    • inka281 Re: Moja Pierwsza Miłość 09.12.04, 10:15
      Ja też mam takiego kogoś, o kim myślę barzo ciepło...
      Przyjaźniliśmy się jak miałam 15 a on 16 lat... Chodziliśmy za rękę,
      calowaliśmy się... Mówił, że to ja jestem jego miłością i zostanę ją do końca
      życia. Żałowaliśmy, że jesteśmy zbyt młodzi żeby się pobrać. Rodzice tylko się
      uśmiechali.
      ON był wysokim brunetem o długich, kręconych włosach, grał na gitarze i fajnie
      śpiewał... Szczególnie, że "kocha mnie jak Irlandię".
      Potem nagle sie rozstaliśmy. Jakby bez powodu.
      Poznałam innego chłopaka, dziś mojego męża, trochę wizualnie podobnego do NIEGO.
      Jakieś pół roku przed ślubem spotkałam się z NIM, poszliśmy pogadać do
      kawiarni. I to już nie był ON. To nie był ten Marcin, którego tak bardzo
      kochałam, taką pierwszą niewinną miłością.
      NIe widziałom go jakieś 8 lat. Oboje wyjechaliśmy z naszego rodzinnego miasta,
      ON bardzo daleko.
      Dziś mam męża i 6 letnie dziecko, ale czasem gdy wracam w rodzinne strony ,
      myślę o NIM, o tym czy jest szczęśliwy , co robi... Wiem, od jego mamy, że
      mieszka ON mieszka okd kilku lat z dziewczyną. Chciałabym z NIM pogadać.
      Nie da się zapomnieć kogoś, kogo się bardzo kochało, nawet mając 15 lat.
      Czasem mam ochotę go odnaleźć... Zobaczyć, choć z daleka.

    • watermelon01 MPM:(((( 09.12.04, 14:52
      A ja bym chciala juz o MPM zapomniec - ale maz mi nie daje...
      z MPM bylo tak: ja lat 18 i troche, ale nigdy wczesniej nic, zadnych nawet
      obsciskiwan sie czy calowania - nie bylam zainteresowana chlopakami at all.
      dopiero on sie pojawil: 5 lat starszy, wlasny "business" rozkrecal, kolega
      starszego brata. trafilo mnie, bylam po korzonki wlosow zakochana (no i
      myslalam, ze on tez - moze to prawda, nie wiem...) i wcale nie myslalam, ze to
      sie moze tak szybko skonczyc - ze w ogole sie skonczy! mialo byc and they lived
      happily ever after! po 2 latach zaczelo sie b. psuc, ja mialam pretensje o to o
      tamto (olewactwo, brak czasu, duzo alkoholu) a on o to, ze ja sie czepiam.
      Pierwsze zerwanie, proba naprawy, drugie - definitywne. Bardzo bolalo, ale sie
      w koncu otrzasnelam, stwiedzilam, ze nie trzeba byc wiecznie obrazonym.
      probowalam dac jakis sympatyczny finisz po tych hektolitrach lez. Wyjechalismy
      z miasta w 2 rozne strony. Dopiero jak sie dowiedzialam jakiego g... narobil
      mojemu bratu - ktory dal mu u siebie pokoj, pozyczal pieniadze (nigdy nei
      oddane), wstawial sie za nim u kolejnych szefow (nadwyrezajac tym samym swoje
      dobre kontakty), a tamten po prostu fiksowal (alkohol? podobno tez
      narkotyki...), byly same nieprzyjemnosci, tylko grandzil i jeszcze mial
      pretensje - wtedy sobie pomyslalam: dosc, glupi bucu, zamykam rozdzial raz na
      zawsze, bo w swietle tamtych ostatnich zdarzen to mozna sie takiej znajomosci
      tylko wsydzic.
      Potem poznalam mojego meza.
      Juz na poczatku znajomosci wszystko mu opowiedzialam - i to chyba moj blad.
      Bylam bardziej szczera niz w konfesjonale. No i mam - po slubie (dopiero po,
      wczesniej nigdy nie) zaczely sie pretensje: ze on jest tylko od zarabiania i
      pomocy przy dziecku, a wszystkie glebsze uniesienia tamten sobie zacharapczyl
      (mimo, ze poczatek mojej znajomosci wlasnie z mezem to byly najbardziej szalone
      rzeczy jakie mi sie w zyciu zdarzylo robic). Ze nigdy nie przezyje ze mna tego,
      co tamten - ze ja nie bede nigdy tak gotowa na wszystko dla niego jak dla
      tamtego. Dostaje furii na dzwiek slow "sylwester", "praga", "bmw", "ford" - i
      masy innych, ktore "sie kojarza".
      Ja juz mam dosc, chcialam definitywnie zaknac za soba tamte doswiadczenia, z
      perspektywy czasu wydaja mi sie one coraz bardziej zenujace, a moj maz mi co
      jakis czas funduje reload wspomnien.
      To chyba nigdy o MPM nie zapomnie... szkoda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka