Dodaj do ulubionych

przykro mi...

01.11.13, 14:02
Strasznie mi przykro jak czasem czytam jak jest u was i serce mi pęka, bo wiem co czujecie i ile was to kosztuje...
Moja historia klasyka...spotykamy, się facet ma wówczas 5 letnią córkę...po roku zamieszkuje z nią u mnie ja mam wówczas 6 letniego syna...życie się toczy jakoś przedszkola...praca jego rodzina...mnie tam nie ma tylko sporadycznie..po dwóch latach okazuje się, że będzie dziecko nasze nieplanowane...urodziłam synka...jaka ja wtedy byłam szczęśliwa...po dwóch kolejnych latach okazuje się, że mimo spirali jestem w ciąży...będzie córeczka...sporo nas jest...wiem sad...
O co chce się pożalić...
Moje życie od początku z nim wyglądało jak jedna wielka maskarada, a każde spotkanie rodzinne jak długo przygotowywana premiera przedstawienia w teatrze, uśmieszki , gesty och i ach...tylko żeby nikt nie zauważył, że jestem nikim...
Moje dziecko traktował jak piąte kolo..."nasze" dzieci są ale jakby ich nie było...są na papierze z USC, nigdy na spacer nie wyszedł, pieluchy nie zmienił, nie wstał w nocy, nie utulił, nie pobawił się...i jest ONA królowa wszechświata błogosławiona najlepsza jego bo ONA biedna ONA ...na spacer z nią wychodzi, donosi bułeczki z rana, całuje na dzień dobry , okrywa kołderka w dzień i w nocy, romantycznie rozmawia i romantycznie nocuje z nią kilka nocy w tygodniu...bo? Bo ja zazdroszczę im tej miłości, a panna ma teraz 10 lat. Pędzi moje małe 2,5 roczne dziecko, kopie, do łóżka się kładzie i krzyczy do MOJEGO małego dziecka , że ODPOCZĄĆ MUSZE!!!!!A on...ona taka jest i nikt tego nie zmieni, to trzeba przyjąć bo ona teraz szoku doznała, że ja urodziłam kolejne dziecko, żadnej reakcji. ONA i on poniewierają moim 11 letnim dzieckiem gdy są sami w domu. Sytuacja ogólnie wygląda teraz tak, że jestem w domu z maluchami, nie mam jak wozić starszaka do szkoły, a zaznaczam, że chodzą do jednej klasy. On przyjeżdża po nią i wozi ją do szkoły gdy mój syn już wyjdzie i zabiera ją ze szkoły gdy mój syn już odejdzie na bezpieczną odległość. Bułeczki jej tylko kupuje…ja przez ostatnie 5 lat woziłam do przedszkola, do szkoły kupowałam picie i bułeczki wszystko po równo…moje dziecko ze łzami w oczach pyta…dlaczego tak teraz jest????Ja pytam…No jak ja się go pytam to on nigdy nie chce… poświęcałam się przez 5 lat i? dostałam kolejnego kopa…
Maluchy muszę wszędzie zabierać ze sobą, a wówczas on wychodzi z nią na rowerek, do sklepów...nie mogę ich zostawiać bo ona kopie małego, a młodą używa jako lalki chociaż ta ma dopiero 2,5 miesiąca a on? dlaczego mam jej bronić????????
Mieszkają u mnie, koszty na dzieci niby nasze dzieli na pól bo to moje jak i jego. Kupił mieszkanie za grubą kasę za gotówkę, wynajmuje je i twierdzi, że on mi dawać nie będzie bo to nie moje tylko jego. I utrzymuje siebie i moje dzieci ze swojej pensji, on płaci tu tylko czynsz. Żądam od kilku miesięcy żeby się wyprowadził...twierdzi, że mogę go gdzieś pocałować nie wywalę go bo on jest tu z dzieckiem...żebym sama poszła i wymówiła tej kobiecie mieszkanie...że mogę mu skoczyć...
I znowu telefoniki, wspólne obiadki które ja gotuje...do prania wrzuca mi brudy...a ona jak go nie ma wprost śmieje mi się w twarz i mówi, że i tak jej nic nie zrobię...on nie wierzy, jak to nagrałam to powiedział, że coś zmontowałam bo ona taka nie jest...
Ja po prostu nie mam siły...wszystko we mnie umarło...i powiedział do mnie jak byłam w ciąży, że ta ciąża to kara dla ciebie za to że jesteś taka bo nie chcesz tego czy tamtego...i szarpał mnie kilkakrotnie...też byłam z brzuchem...
Mój synek jest skazany tylko na mnie...mój starszak kochany najlepszy facet na świecie jakiego znam i bardzo go kocham...i moja córeczka która przyszła miesiąc za wcześnie na ten świat, bo mama musiała nosić 2 latka..nie miał kto... i myślałam, ze już z tego dramatu nie wyjdziemy...ale pokonałyśmy wszelkie przeciwności losu, jesteśmy sami i do tego musimy zmagać się z czymś w formie małżeństwa co panoszy się w naszym domu i nie ustępuje....
Nienawidzę swojego życia, nienawidzę siebie, że pozwoliłam moim dzieciom tak żyć...
Ja umarłam, jestem zwłokami człowieka...kawałek serca jakie mi zostało dzielę z wami bo łez już mi brakuje...
Pozdrawiam...e.
Obserwuj wątek
    • sabina211 Re: przykro mi... 01.11.13, 17:17
      Przykro mi też. Co prawda nie mam czwartego dziecka (trzeciego rodzonego), ale zdałam sobie sprawę, że podobne do naszej historie mają i taki przebieg.(Ja czwartego dziecka cały czas nie wykluczam.) W Twojej opowieści widzę dużo oczywistych (krzykliwych) błędów Twojego męża, ale i (być może nimi wywołanych) Twoich. Np. w kwestii rodzeństwa, czy nawet dzieci niespokrewnionych razem mieszkających, oczywiste jest egoistyczne, egocentryczne nastawienie starszych i zwracanie uwagi na siebie. Po to są dorośli, żeby to temperować te zapędy. A u Was problemem jest brak wspólnego frontu, a nie "zła" pasierbica. Ona może inteligentnie wykorzystywać, to co widzi między Wami. Jest to o tyle nieprzyjemne, co tak naprawdę powszechne. Sama sobie odpowiedz, czy gdyby pasierbica była Twoją córką, to też te sytuacje między dziećmi odbierałabyś tak dramatycznie?
      Jeśli mąż naprawdę znęca się (psychicznie) nad Twoim synem i nie dostrzega młodszych, a Ciebie nie szanuje, to chyba czas się rozstać. Nie bój się jego straszenia (że nie usuniesz sądownie go z córką z mieszkania), skoro ma swoje-wynajmowane, a tamto jest Twoją własnością. Ale może na początek "postrasz" go, że po ew. rozstaniu zostanie z 3, albo choć z 2 dzieci dzieci, bo Ciebie nie stać (finansowo) na stałą opiekę. Może to podziała na tyle, by ustalić bardziej sprawiedliwe reguły wspólnego życia i mieszkania.
      Poza tym w Waszej historii ważne jest to, jaki kontakt mają "osobne" dzieci z biol. rodzicami, z którymi nie mieszkają. Inaczej Twój syn przeżyje odrzucenie przez ojczyma, gdy ma dobry kontakt z biol ojcem, a inaczej, gdy to ojczym ma być głównym wzorcem męskim. Inaczej trzeba patrzeć na pasierbicę, jeśli jej matka jest aktywna wychowawczo, a inaczej, gdy nie ma z nią kontaktu w ogóle....
      Polecam twardą, szczerą rozmowę z mężem, podział obowiązków dot. wspólnych dzieci (zwłaszcza starszego), reguł obowiązujących we wspólnym mieszkaniu. Bez łez i "mazania się", bo to na facetów działa jak płachta na byka.Może jest jeszcze co ratować?
      Trzymam kciuki.

      • belzebubel Re: przykro mi... 01.11.13, 19:47
        Czy poradzisz sobie sama z trójką dzieci? Jaka będzie Twoja sytuacja, kiedy on odejdzie? Finansowa i prawna mieszkaniowa?
        masz małe dziecko, burzę hormonów i potrzebujesz wsparcia.
        Czy pomaga Ci ktoś z bliskich?
        • eliz7822 Re: przykro mi... 01.11.13, 20:22

          Nie wiem czy poradzę sobie z trójka dzieci na dzień dzisiejszy wydaje mi się że dam radę, bo tak z sumie to teraz radzę sobie sama...na utrzymanie pozostaje mi moja pensja. Mam długi bo teraz utrzymuje swoje dzieci i ich dwoje. Mieszkanie w którym on jest to tylko moja własność. Nie jesteśmy małżeństwem bo nigdy nie byłam godna tego żeby zostać jego żoną... Wsparcia nigdy od niego nie miałam bo nawet nie powinnam tego chcieć. Rodzice pomagali mi dopóki nie widzieli jak to faktycznie wygląda i póki jego córka nie weszła im na głowę...teraz utrzymują ze mną służbowe kontakty.
          Nie mówię że jego córka jest zła...mnie serce boli kim ja w tym wszystkim jestem a w sumie to że jestem nikim taka posługaczka, a oni we dwoje śmieją się ze mnie ...-to obrzydliwe ciężko mi to ujać w kilku słowach. Ja wiem że nikt nie jest doskonały....ale to co zrobił ze mną tej człowiek...
          • edw-ina Re: przykro mi... 01.11.13, 20:43
            Czy twój partner jest zameldowany w twoim mieszkaniu? Jeśli jest - wymelduj. Jeśli nie - poinformuj dzielnicowego, że nie chce się wyprowadzić. W ogóle porozmawiaj z kimś takim, jak właśnie dzielnicowy. Powiedz mu o szarpaniu, o groźbach, zastraszaniu - może później świadczyć w sądzie, jeśli tam zakończy się sprawa. Pod nieobecność pana spakuj jego rzeczy, wystaw za drzwi i zmień zamki. Zanim to jednak zrobisz wystąp o alimenty na dzieci. Przestań go finansować w jakikolwiek sposób. Wyrzucaj jego ubrania z prania, jedz obiad z dziećmi pod jego nieobecność, jeśli trzeba to zamontuj kłódkę na lodówce, skoro pan uważa, że nie musi się dokładać do życia, a jedynie korzysta z tego, co masz ty. Wstydziłby się. Cholera - nawet mi jest wstyd za niego, że może tak żerować na kobiecie w połogu.
            Nie czekaj. Przetnij ten chory układ bez chwili wahania.
            • karolana Re: przykro mi... 03.11.13, 17:07
              edw-ina napisała:

              > Czy twój partner jest zameldowany w twoim mieszkaniu? Jeśli jest - wymelduj. Je
              > śli nie - poinformuj dzielnicowego, że nie chce się wyprowadzić. W ogóle porozm
              > awiaj z kimś takim, jak właśnie dzielnicowy.

              Edw-ina niestety ale jesli facet jest zameldowany musi wymeldowac sie sam. Wlasciciel nie ma takiego prawa. Moze to zrobic dopiero jesli lokator nie mieszka w lokalu pinad 2 miesiace i zabral swoje rzeczy osobiste. Dzielnicowy w tej sprawie nie kiwnie palcem.
              Wyjsciem jest zastosowanie przepisow o przeciwdzialaniu przemocy w rodzinie. Zalozenie Niebieskiej Karty i zadanie usuniecia agresora z mieszkania.
              Mozna tez zalozyc wcsadzie sprawe o eksmisje. Wystosowac do pana pismo z zadaniem oplat za najem. Jesli nie bedzie placil to pismo z zadaniem opuszczenia lokalu. I jesli sie nie wyprowadzi to do sadu. Ale generalnie jesli facet jest zameldowany i jesr draniem to nie bwdzie to latwe sad
          • pelagaa Re: przykro mi... 01.11.13, 20:49
            Czy on jest zameldowany u Ciebie? Jeśli nie, spakuj jego i księżniczki rzeczy, zmień zamki w drzwiach i nie wpuszczaj za próg.
            Przykro mi, jak czytam takie posty. Szkoda, że pozwoliłaś na takie traktowanie siebie, ale to już się stało. Teraz pora pomyśleć, co zrobić, aby to przerwać i zacząć żyć normalnie, zanim zajdziesz w kolejną nieplanowaną ciążę!
            Trzymaj się jakoś, dobrze byłoby gdyby ktoś mógł Cię wesprzeć, np. rodzice czy koleżanka.
    • altz Re: przykro mi... 01.11.13, 20:52
      Dziwna sytuacja. Nie znam ani jednego faceta, który by tak ewidentnie dzielił dzieci na twoje, moje i nasze i nie miał nigdy ochoty na wspólne wyście czy jakąś wspólna pracę czy zabawę. Może jest źle, a dodatkowo jesteś przeczulona i sobie wyolbrzymiasz te sytuacje?
          • eliz7822 Re: przykro mi... 01.11.13, 21:19
            pelagaa napisała:

            > No, no przeczulenie jak nic, trafna diagnoza. Ale czego można się spodziewać po
            > komentarzach faceta, który spędza czas na kobiecym forum

            Jaka trafna diagnoza...ale najpierw spójrz czy kiedykolwiek się tu pojawiłam, a potem komentuj. Jestem macochą od 5 lat 24/7, nie pisałam bo pracuje, bo mam bardzo dużo na głowie może teraz pomiędzy jednym karmieniem a drugim chciałam pogadać z kimś kto mnie zrozumie, jednak jak widać krótko na temat i zostałam sprowadzona do parteru.
      • eliz7822 Re: przykro mi... 01.11.13, 21:07
        altz napisał:

        > Dziwna sytuacja. Nie znam ani jednego faceta, który by tak ewidentnie dzielił d
        > zieci na twoje, moje i nasze i nie miał nigdy ochoty na wspólne wyście czy jaką
        > ś wspólna pracę czy zabawę. Może jest źle, a dodatkowo jesteś przeczulona i sob
        > ie wyolbrzymiasz te sytuacje?
        Bardzo cię przepraszam a czy znasz faceta którego ojciec czyli dziadek ma nie wiedzieć o tym że urodziło mu się dziecko? A czy znasz faceta który w pracy ukrywa to że jest w związku i podaje że ma jedno dziecko? Czy znasz faceta który przy odmowie np.napisania pracy kontrolnej do szkoły kwituje słowami ch..ci w d... k....? A czy znasz faceta który nie spędził żadnych wakacji tu z nami ?...i tysiące innych cudownych okoliczności, ja nie jestem wariatka która jest przeczulona na każdym kroku....wybacz.
        • altz Re: przykro mi... 01.11.13, 21:21
          eliz7822 napisała:
          > Bardzo cię przepraszam a czy znasz faceta którego...

          Dziwne to wszystko, bo ja nie znam takich facetów. Znam takich, co mają jedno własne dziecko i kilkoro obcych i jakoś to wszystko ogarniają.
          Dziwi mnie jedno, jak można brnąć w to wszystko? Jedno dziecko, rozumiem, wpadka podczas pierwszych dwóch lat, gdy jest zazwyczaj inaczej, ale potem? Najwyższy czas się uniezależnić, jeśli jest naprawdę tak źle, nie ma na co czekać.
          Poznałem faceta, a nawet kilku. Piją, klną, oszukują, takie leśne trolle, a mają takie fajne kobiety, które ich prawie że na rękach noszą. Zupełnie tego nie rozumiem, chyba niektórym kobietom brakuje emocji i muszą mieć takiego interesującego faceta, bo inaczej się nudzą. smile
        • sabina211 Re: przykro mi... 01.11.13, 21:22
          Po tym co dopisałaś i ja uważam, że nie ma czego ratować. To zakrawa na psychopatię, a nie na nawet poważny i długi, ale kryzys w związku, jak myślałam po pierwszym poście. Skoro masz dach nad głową, pracę i możesz mieć alimenty, to nie dręcz dłużej siebie i dzieci, zwłaszcza najstarszego syna.
        • pelagaa Re: przykro mi... 01.11.13, 21:22
          Eliz sądzę, że masz poważne problemy, szkoda więc czasu na polemikę z zaimpregnowanym od lat Altzem. Szkoda prądu i Twojej energii, niech Cię nerwy nie ponoszą na jego komentarze. Świat wirtualny jest nieistotny, liczy się życie realne. Jeśli net jest Ci potrzebny, aby dostać wsparcie pisz i czerp z tych postów, które wspierają. Jeśli jest Ci potrzebny, aby uporządkować swoje myśli i obrać słuszny kierunek, to też pisz. Ale nie licz, że wszyscy tu poklepią Cię po pleckach, bo nie poklepią, wszędzie są frustraci, którzy energię czepią z dokopywania innym i na nich nie warto marnować czasu, uwierz mi. Zajmij się uporządkowaniem swojego i dzieci życia. To, co opisałaś nie rokuje nadziei na szczęśliwe rozwiązanie i szczęśliwą przyszłość. Powinnaś podjąć najlepsze w Twojej sytuacji decyzje i je zrealizować. Uważam, że potrzebujesz mądrych rad, ale tu nikt Ci ich nie udzieli, bo nikt nie zna Twojej sytuacji w pełni, to tylko internet. Potrzebujesz albo psychologa, albo pomocy rodziców. Ja wierzę w pomoc rodziny, mnie się bardzo przydała, kiedy miała zawirowania w życiu.
          • altz Re: przykro mi... 01.11.13, 21:35
            pelagaa napisała:
            > Eliz sądzę, że masz poważne problemy, szkoda więc czasu na polemikę z zaimpregn
            > owanym od lat Altzem.

            Ja po prostu myślę samodzielnie i wcale nie uważam, że wszystko, co napisze kobieta, jest zawsze prawdą. Znam trochę życie. smile
            Poza tym, sytuacja na podstawie wpisów rozwija się mocno. Na początku nie było tak radykalnie.
            Znam sytuacje między rodzeństwem, zazdrość, rozgrywki, więc myślałem, że to są takie naturalne reakcje, ale wzmocnione przez układ macochowy.

            Jeśli pan się nie dokłada, nie pomaga, nie zajmuje się nawet wspólnym dzieckiem, śmieje się z tego itd., to ja nie rozumiem powodów bycia razem. Przy pierwsze nielojalności bym sobie zrobił zestawienie zysków i strat, oszacował możliwość zmian i podjął decyzję w przeciągu miesiąca, a nie lat.
            • jak.z.nut Re: przykro mi... 02.11.13, 11:37
              Nie było radykalnie? W pierwszym poście było o poniżeniu, samotności, skubaniu kobiety z kasy ale rozumiem że dla ciebie to normalne, ludzkie sytuacje... Ręce opadają.
              • altz Re: przykro mi... 03.11.13, 08:03
                jak.z.nut napisała:
                > Nie było radykalnie? W pierwszym poście było o poniżeniu, samotności, skubaniu
                > kobiety z kasy ale rozumiem że dla ciebie to normalne, ludzkie sytuacje... Ręce
                > opadają.

                Ja po prostu nie wierzę we wszystko co od razu powie kobieta, jeśli nie mam własnych innych informacji uwiarygadniających te rewelacje. Nauczyło mnie życie, że trzeba to dzielić przez 5 a czasem i przez 10.
                Nie wyobrażam sobie życia bez jasnych deklaracji drugiej strony. Kupuje mieszkanie za własne pieniądze i wyjaśnia, że z wynajmu będzie pokrywał alimenty i w końcu przepisze dziecku i to jest dla mnie jasny sygnał. Jeśli nie dokłada się do życia, kupuje w sumie za wspólne choćby i nie mieli ślubu i nic nie mówi, to się nie majstruje dwójki dzieci, tylko zmienia obiekt westchnień. Jakie zalety ma taki pan? Ma pieniądze i jest dobry w łóżku? Bo chyba do tego się to sprowadza, ale to nie są dobre powody do bycia razem.

                Tak sobie czasami myślę, że kobiety po prostu lubią debili. Jest mnóstwo facetów dbających o cudze dzieci, jak o własne, a one wzdychają do cwaniaków, kłamców i prymitywnych naciągaczy. Obiadek na stole, uprane, posprzątane, ciepły kącik i wszystko za własne pieniądze, byle pan był. Smutne.
                • batka.makatka00 Re: przykro mi... 03.11.13, 09:42
                  altz napisał:


                  > Tak sobie czasami myślę, że kobiety po prostu lubią debili. Jest mnóstwo facetó
                  > w dbających o cudze dzieci, jak o własne, a one wzdychają do cwaniaków, kłamców
                  > i prymitywnych naciągaczy. Obiadek na stole, uprane, posprzątane, ciepły kącik
                  > i wszystko za własne pieniądze, byle pan był. Smutne.


                  Czytam tu czasem, że altz to radykał i nie głaszcze - prawda to, czy jednak nie ma dużo racji w swoich męsko-bezpośrednich stwierdzeniach?
                  Przecież kobieta potrafi analizować, przewidywać a instynkt obronny, szczególnie dotyczący dzieci, ma rozwinięty na maxa. To co jest w sytuacji, kiedy związek nie rokuje od początku, zachowania pana wręcz wrzeszczą do nas- UCIEKAJ! i odgrodź się ostrokołem! a my ten (cytując za altzem) obiadek na stole...
                  Straszna jest sytuacja autorki wątku. Dlaczego daje przyzwolenie na takie traktowanie siebie i dzieci? Z niewiedzy, że można inaczej? Dlaczego pisze, o swojej tragedii zamiast przekuć to na tragedię tego okrutnego faceta (swoją drogą współczuję jego córce - moim zdaniem będzie miała przechlapane w życiu). Sądzicie, że autorka potrzebuje potwierdzenia, że tak jak ona żyje nikt żyć nie powinien i ona musi to zmienić? Sądzicie, że wystarczającym bodźcem do działania będą nasze opinie? No to jednogłośnie stwierdzamy - nie pozwól tak się traktować.
                  Oby wystarczyło jej chęci na dokonanie zmian.
                  • belzebubel Re: przykro mi... 03.11.13, 10:07
                    altz jest zero-jedynkowy to fakt, ja też myślę, że on ma rację - wszystko w związku powinno być jasne i uczciwe.Czasami jednak, żeby nie powiedzieć często, tak nie jest... ja wiem, że czasem człowiek traci zdolność racjonalnego myślenia.
                    Autorka wątku jest świeżo po porodzie. Burza hormonów i splot myśli - facet - może nie najgorszy - w końcu nie uderzył... tylko szarpnął..., w końcu płaci czynsz.... w końcu ojciec dwójki dzieci (ale nie one są przecież problemem - dzieci to dar i wyzwanie !!!). Ona nie czuje wsparcia, co więcej nie tylko nie czuje, ale zwyczajnie nie otrzymuje pomocy.
                    Na pewno jest zmęczona fizycznie - tak po ludzku ciążą, nieprzespanymi nocami i zajmowaniem się dziećmi. Dlatego musi zacząć od poszukania pomocy u najbliższych.
                    • altz Re: przykro mi... 03.11.13, 10:53
                      belzebubel napisała:
                      > altz jest zero-jedynkowy to fakt
                      (...)
                      > Autorka wątku jest świeżo po porodzie. Burza hormonów i splot myśli - facet -
                      > może nie najgorszy - w końcu nie uderzył... tylko szarpnął..., w końcu płaci cz
                      > ynsz.... w końcu ojciec dwójki dzieci (ale nie one są przecież problemem - dzi
                      > eci to dar i wyzwanie !!!). Ona nie czuje wsparcia, co więcej nie tylko nie czu
                      > je, ale zwyczajnie nie otrzymuje pomocy.

                      Może i ja jestem zero-jedynkowy, ale skoro facet ma dziecko, z matką następne dwoje i matka ma swojego syna, to dla mnie cała czwórka jest rodzeństwem i nie wyobrażam sobie sytuacji, że jedno dziecko jest dużo gorzej traktowane, niż pozostałe czy ignorowane. To byłby już wystarczający powód rozstania, bo to jest agresja, chociaż często bierna, ale agresja.
                      Nie wyobrażam sobie braku zainteresowania i propozycji dzieckiem matki, a już o opiece nad własnymi nie wspomnę. Tak samo nie wyobrażam sobie jasnych układów finansowych i zgody obojga na to. To jest za trudny układ, żeby można było zostawić to w postaci, że ja wiem, czego od ciebie oczekuję, a ty się domyśl. O tym się rozmawia.
                      Swoją drogą, jak można spać ze sobą, nie rozmawiając na podstawowe tematy? Gdzie więź, gdzie bliskość?
                        • altz Re: przykro mi... 03.11.13, 15:01
                          batka.makatka00 napisała:
                          > jakby była więź i bliskość to nie byłoby problemów

                          Nie mam pewności. Pan się dobrze ustawił i nie lubi dzieci. Nie lubi, bo dzieci "obcych" jest trójka, a z każdym jest mu nie po drodze.
                          Ja po prostu nie rozumiem seksu bez bliskości i więzi, ale może tylko ja tak mam?
                            • mamawojtuska79 Re: przykro mi... 03.11.13, 18:48
                              belzebubel napisała:

                              > no jednak córkę z poprzedniego związku ukochał nade wszystko ...

                              Może nawet za bardzo ukochał, przeczytałam wszystkie posty autorki wątku i tak na zdrowy rozum to zaczyna mi ta sprawa śmierdzieć, nie piszę bynajmniej o tym jak facet traktuje "gorszą trójkę" dzieci ale to w jaki sposób okazuje miłość swej pierworodnej m.in sypia z nią kilka nocy w tygodniu i wywyższa nad swoją partnerkę, nie wiem ale śmierdzi mi tu kazirodztwem na kilometr.
                              • batka.makatka00 Re: przykro mi... 03.11.13, 20:59
                                Z wymeldowaniem zameldowanego jest rzeczywiście problem. Można zawsze gościa wywalić i wystawić tobołki ale autorka wyraźnie pisze o agresji typa i swoim lęku przed przemocą z jego strony, trzeba byłoby mieć jakąś obstawę czy coś. Niebieska karta zanim okaże się przydatna miną miesiące, w sądzie tak samo. Ktoś ma jakis genialny pomysł? Przecież kobieta nie wyprowadzi się z własnego domu!!! Szczególnie, że niebardzo ma dokąd.
                                Nie wyobrażam sobie, głównie ze względu na dzieci, życia w takiej sytuacji. Żmudnie zbierane dowody przeciw panu, po to żeby za jakiś rok rozpocząć walkę w sądzie (trwającą miesiące albo i lata), oczywiście cały ten czas mieszkając z tym człowiekiem. No horror!

                                Nie jestem skora do podejrzeń o poróbstwo ale przedstawiona relacja ojca i córki w tym kontekście budzi moją czujność.
                                Dżizas, my tu gadamy a autorka ...
                                • karolana Re: przykro mi... 03.11.13, 21:11
                                  No wiec jesli jest zameldowany to nie mozna wystawic. Zwlaszcza jesli mieszka z dzieckiem sad
                                  ALE jak pisalam ustawa o przeciwdzialaniu przemocy przewiduje zmuszenie sprawcy do opuszczenia lokalu. art 11 chyba tej ustawy.
                                  na stronie
                                  ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/przeciwdzialanie-przemocy-w-rodzinie/informator-dla-osob-dotknietych-przemoca-w-rodzinie/
                                  sa informacje i wnioski
                                  niestety nie mozna nic zrobic w sekunde ale moznaxsprawe rozwiazac tylko trzeba podjac decyzje.
                                  na pewno fakt bycia kobieta i matka 3 malyh dzieci to ogromny atut w tej sprawie.
                                          • karolana Re: przykro mi... 06.11.13, 14:21
                                            Tully, proste jest od strony prawnej. Jeśli ktoś nie jest zameldowany, odpada cała procedura urzędowa. Trzeba tylko, kiedy sobie niechciany lokator wyjdzie, spakować jego rzeczy, wysłać na jakiś adres i wymienić zamki. Kiedy delikwent wraca, zastaje drzwi zamknięte, a kiedy zaczyna się awanturować, wzywa się policję, która po wylegitymowaniu stwierdza, że ta osoba nie jest zameldowana, po wejściu do mieszkania stwierdza, że nie znajdują się tam rzeczy osobiste, więc nie ma podstaw, by ten człowiek przebywał w tym mieszkaniu. Jeśli dodatkowo ten człowiek jest właścicielem lokalu mieszkalnego, sprawa jest więcej niż oczywista.
                                            Inną sprawą jest to, czy jest się gotowym na tak drastyczne kroki.
                                            Ale tutaj nie ma to zastosowania, bo pan jest zameldowany (czasowo, ale to nie zmienia niczego), więc autorkę czeka droga przez mękę sad
                                            • tully.makker Re: przykro mi... 06.11.13, 16:12
                                              > Tully, proste jest od strony prawnej. Jeśli ktoś nie jest zameldowany, odpada c
                                              > ała procedura urzędowa. Trzeba tylko, kiedy sobie niechciany lokator wyjdzie, s
                                              > pakować jego rzeczy, wysłać na jakiś adres i wymienić zamki. Kiedy delikwent wr
                                              > aca, zastaje drzwi zamknięte, a kiedy zaczyna się awanturować, wzywa się policj
                                              > ę, która po wylegitymowaniu stwierdza, że ta osoba nie jest zameldowana, po wej
                                              > ściu do mieszkania stwierdza, że nie znajdują się tam rzeczy osobiste, więc nie
                                              > ma podstaw, by ten człowiek przebywał w tym mieszkaniu.

                                              Niestety, jestem wlasnie po konsultacji z prawnikiem - specjalista od takich spraw i nie wyglada to tak, jak piszesz. Pan w takiej sytuacji moze zwrocic sie do sadu o przywrocenie stanu posiadania i na 100% ma s[prawe wygrana. komornik sprowadzi go z powrotem do mieszkania autorki. Absurd - po wysluchaniu tlumaczen prawnika dochodze do wniosku, ze nawet nie.

                                              Jedyna droga jest wypowiedzenie umowy uzyczenia, a nastepnie po niezastaosowaniu sie zglozenie sprawy do sadu o eksmisje. Do wygrania na pierwszej sprawie, tym niemniej, trzeba przez ten czas jakos z tym osobnikiem zyc pod jednym dachem.
                                              • karolana Re: przykro mi... 06.11.13, 18:14
                                                Tully, nie do końca się z Tobą zgodzę, sprawę trenowałam przez ostatnie półtora roku, łącznie z pozwem o eksmisję (na rozprawę czekałam pół roku).
                                                Żeby mieć prawo do przebywania w lokalu trzeba mieć jakąś podstawę, tj. prawo do lokalu ewentualnie zgodę właściciela lokalu.
                                                Może to być akt własności, dzierżawy, może też być umowa (ustna, pisemna), którą można wymówić (zawsze na piśmie) na podstawie np. nie opłacania kosztów mieszkania przez 2 miesiące.
                                                Zameldowanie TEORETYCZNIE nie jest tytułem prawnym do lokalu, jedynie potwierdzeniem, że dana osoba w danym lokalu zamieszkuje dłużej niż 2 miesiące, ale prawda jest taka, że osoba zameldowana jest nie do ruszenia dopóki sama nie zechce opuścić lokalu lub nie zostanie wydane orzeczenie o eksmisji.
                                                Natomiast w przypadku braku podstawy prawnej (brak tytułu prawnego do lokalu, czyli np brak umowy lub wypowiedziana umowa, brak zameldowania), właściciel lokalu może nie życzyć sobie by dana osoba przebywała w jego mieszkaniu.
                                                Zastosowanie ma tu art. 193 KK. - naruszenie miru domowego.
                                                "Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku."
                                                Na podstawie tego artykułu właściciel mieszkania może w dowolnym momencie wezwać osobę nie posiadającą tytułu prawnego do lokalu do opuszczenia tego lokalu.
                                                Każdy patrol policji wezwany do takiego zdarzenia ma obowiązek tę osobę z mieszkania usunąć. Warunek - nie może mieć ona prawa do lokalu ani być w nim zameldowana, lepiej też by nie znajdowały się w tym lokalu jej rzeczy osobiste.
                                                  • tully.makker Re: przykro mi... 07.11.13, 14:03
                                                    Ciesze sie twoim szczesciem, ale uswiadom sobie, ze laska nie znala swoich praw, bo gdyby wystapila o przywrocenie posiadania, to niestety mialaby sprawe wygrana. na jakis czas oczywiscie, bo wciaz mialabys wygrana sprawe o eksmisje. Tyle ze lokatorka to nie agresywny partner z ktorym mieszkasz pod jednym dachem z dziecmi.
                                                  • karolana Re: przykro mi... 07.11.13, 15:22
                                                    Tully, nie masz racji. Laska znała swoje prawa lepiej niż ktokolwiek smile To jest osoba, która od 10 lat utrzymuje się znajdując luki prawne i wodząc za nos 2 prokuratury oraz sztab policjantów.
                                                    Nie miałaby wygranej sprawy o przywrócenie posiadania, ponieważ nie miała tytułu prawnego do lokalu oraz skończyło jej się zameldowanie. W dniu, w którym wygasło jej zameldowanie, została usunięta z mieszkania na podstawie art. 193 kk.
                                                    Stało się tak po konsultacji z prawnikami oraz za poradą policjanta, więc nie jest tak, że sobie to wymyśliłam.
                                                    Faktem jest, że ktoś może PRÓBOWAĆ domagać się przywrócenia stanu posiadania i założyć sprawę w sądzie.
                                                    Mamy demokrację i każdy może składać do sądu papier jaki mu się spodoba.
                                                    Ale wcale nie oznacza to, że zostanie to rozstrzygnięte na jego korzyść. Bo nawet jeśli doszłoby do rozprawy, przeciwko temu będzie wiele argumentów, w tym: brak tytułu prawnego do lokalu, wezwanie właściciela do opuszczenia lokalu, stosowanie przemocy.
                                                    Co do dalszej części, tak, masz rację i dlatego mówiłam o gotowości do podjęcia kroków.
                                    • karolana Re: przykro mi... 04.11.13, 10:41
                                      batka.makatka00 napisała:

                                      > Autorka pisze, że facet ma własne mieszkanie. W dwóch nie może być zameldowany
                                      > na stałe. Może nie figuruje na liście mieszkańców u autorki.
                                      Po pierwsze nie musi wcale być zameldowany w swoim mieszkaniu.
                                      Po drugie może być zameldowany tam na stałe a u autorki czasowo.
                                      Do momentu upływu ważności zameldowania nie można go tak po prostu wyrzucić z domu, trzeba czekać aż skończy się zameldowanie lub przeprowadzać proces eksmisji.
                                      Nasze prawo lokalowe jest bezwzględne dla właścicieli mieszkania sad
    • adela38 Re: przykro mi... 02.11.13, 09:24
      Przyznam, ze zszokowalas mnie swoimi postami. Jedyna dobra rada jest natychmiastowe wyprowadzenie pana z ksiezniczka z mieszkania. Nie jestescie malzenstwem, wiec mozesz gosciom pokazac drzwi.Powinnas tez zalozyc sprawe o alimenty na dwojke mlodszych dzieci. To ich pieniadze i im sie naleza. Zajmij sie swoimi dziecmi. Twoj najstarszy syn moze ci sluzyc troche pomoca. Dobrze by bylo bys go poinformowala o tym co chcesz zrobic.
      Zauwaz ze gdy wyprowadzisz gosci zyskacie spokoj i wiecej miejsca w mieszkaniu. Bedziesz miala mniej pracy bo nie bedziesz musiala ich obslugiwac, bedziesz miala wiecej czasu dla swoich dzieci. Powinnas tez zwrocic sie do wlasnej rodziny o ewentualna pomoc i rade.
      • belzebubel Re: przykro mi... 02.11.13, 11:09
        Nagrywaj rozmowy, zrób podliczenie miesięcznych kosztów.
        Poproś o pomoc bliskich - powiedz im prawdę, bez udawania.
        Przede wszystkim zabezpiecz się przed próbą straszenia, że zabierze Ci dzieci, a to będzie niemożliwe, kiedy pokażesz, jak Cię traktował w ich obecności.
        Musisz stanąć na nogi. Potrzebujesz wsparcia bliskich, bo nie będziesz miała siły. Ja myślę, że jesteś emocjonalnie uzależniona od niego i możesz mieć kłopot z radykalnym działaniem.
        A teraz najważniejsza rzecz. Twój najstarszy syn doświadcza przemocy psychicznej i na to nie możesz pozwolić, nawet gdyby inne sprawy grały. W tym momencie jakiś psychopata niszczy życie Twojemu synowi. I to jest niedopuszczalne.
        pisz o wszystkim tutaj,
        • eliz7822 Re: przykro mi... 02.11.13, 15:14
          Myślę, że właśnie tak jest jak piszesz o formie tego uzależnienia.
          Niejednokrotnie spotkałam się z jego strony ze straszeniem typu pożałujesz tego wszystkiego kiedy stanowczo zadałam wyprowadzenia się i to nie jeden raz, że odbierze mi dzieci i to ja będę na nie płaciła. To najgorszy koszmar jaki mogę sobie wyobrazić i to spędza mi sen z powiek...nie pieniądze, ale że on może chcieć mi odebrać moje dzieci.
          Moje dziecko ma dobry kontakt ze swoim ojcem i spotykają się regularnie, natomiast ona z matka nie ma żadnego kontaktu aktualnie.
          Jej matka nie chce jej widywać a czemu...? Trudno mi to wytłumaczyć, może dlatego że wciąż była deprecjonowana w jej oczach jako matka, może dlatego, że młoda nie pozwalała na nikim innym skupić uwagi tylko żądała obrażaniem się, wrzaskami, kłótniami wymuszać zainteresowanie wokół własnej osoby, aż doszło do momentu gdy matka widzi się z nią jedynie w święta i wcale o ten kontakt nie zabiega. Ma swoja rodzinę i kilkuletnią kolejną córkę...
          Starałam się zawsze dbać o to by młoda źle o matce się nie wyrażała, by nie rezygnowała z wizyt u niej co 2 weekend, bo była przekupywana przez tatusia...ale niestety moje starania tak czy inaczej poszły na marne. Ojciec też alergicznie reagował na jej powroty gdy wizyty były regularne, młoda wracała jakby była nieprzytomna starałam się z nią rozmawiać i przywracać do poprzedniego stanu...ale nic to nie dawało. Tatuś manifestował nie odzywał się do niej lub - idź do mamusi jak taka dobra jest...-idź i nie wracaj...i takie tam teksty.
          Około 4 lat spędziłam z nią na wizytach u psychologa ( bo tata nie był bardzo zainteresowany tego typu praktykami jak mówił) i doszło do tego do czego doszło.
          Wszystko się pochrzaniło, wszystko leży w gruzach a ja ...stoję teraz i zataczam koło i wracam do punktu wyjścia. Mam do siebie pretensje, bo mogłam wszystkiemu zapobiec dużo wcześniej przecież widziałam jak to wygląda. Jednak los doświadczył mnie w ten sposób, myślę, że to powinno mnie wiele nauczyć. I z jednej strony myślę sobie, że mam jeszcze silę by wytrzeć nos i podnieść się z kolan, bo są moje dzieci, bo dla nich muszę być silna, a z drugiej jak ćma lecę o ognia i ginę bezsilna. Wszystko strasznie mnie przytłacza.
          Wiem tylko, że nie mogę się znowu zatrzymać, gdy przyjdzie ten dzień....
          Bardzo ciepłe te wasze słowa, bardzo dziękuje i to jest to czego najbardziej teraz potrzebuje wsparcia, a to bardzo dużo mi daje. Bardzo wam dziękuję raz jeszcze.
          • adela38 Re: przykro mi... 02.11.13, 17:05
            Eliz...ty nie zawracaj sobie glowy nieswoja corka. Niech sie jej rodzice o nia troszcza. Twoj konkubent nie moze zabrac ci dzieci chocby nie wiem jak chcial. Dzieci sa na tyle male, ze nie jest to mozliwe. Powinnas jak najszybciej zlozyc wniosek w sadzie o alimenty i wylaczna opieke nad dziecmi.Moze powinnas poprosic o pomoc w wyprowadzce pana swojego bylego meza albo kogos z rodziny? Spakowac i wystawic rzeczy za drzwi i zmienic zamki? Wczesniej mozesz mu dac termin np do konca miesiaca by mogl zalatwic sobie miejsce do czasowego zamieszkania jesli podejrzewasz ze bedzie mial z tym duzy klopot i koniecznie chcesz byc milosierna... Z drugiej strony jak go juz prosilas o wyprowadzke to moim zdaniem nie musisz juz wiecej prosic tylko dzialac.
    • jak.z.nut Re: przykro mi... 02.11.13, 11:42
      Wiele z nas ty ma zapewne za sobą dramatyczne chwile ( rozstania, rozwody) więc czerp mądrość z tego forum ale przede wszystkim poproś rodzinę, przyjaciół o wsparcie.
      Będzie dobrze, chwila zawirowań i będzie dobrze, zobaczysz.
      Przede wszystkim alimenty i wyprowadzka chłopa z panną. Nie musisz pytać go o chęci, po prostu pakujesz i wystawiasz walizki za drzwi. Nie rozmawiasz, nie słuchasz, pisemnie możesz panu podać powody swojego zachowania.
      Dasz radę, przecież od dawna dajesz sobie radę sama a w tej sytuacji, będzie ci nawet łatwiejsmile
      Trzymaj się.
        • batka.makatka00 Re: przykro mi... 02.11.13, 17:45
          eliz - kiedy czytam Twoje posty mam wrażenie, że łkasz! Dziewczyno jesteś strzępkiem nerwów i krańcowo wyczerpana . Musisz działać szybko i potrzebujesz pomocy. Nie wolno Ci czekać! Nie masz na co. Boszszsz, Twój 11-letni syn, jak on to wszystko musi znosić...
          Tego chłopa trzebaby za jaja obwiesić, toż sku...iel.
          Chcę pomóc! Dołączam się.
    • mamawojtuska79 Re: przykro mi... 02.11.13, 18:35
      Eliz czytając twój wpis sądzę ze tego związku nie da się uratować, a tu musisz ratować siebie i twoje dzieci. Po pierwsze zbieraj dowody na to że pan się nad tobą znęca, wyzywa , nagrywaj ile się da. Po drugie wyrzucasz pana z mieszkania (jest o tyle łatwiej ze ma własne mieszkanie) , zmieniasz zamki, urywasz kontakt, po trzecie wnosisz sprawę do Sądu o alimenty , wcześniej także możesz założyć sprawę o znęcanie się psychiczne nad tobą i dziećmi. Pan tak szybko się z tego nie wywinie a ty zaczniesz powoli składać swoje życie do kupy i odetchniesz z dziećmi. Ostatni punkt programu to zapomnieć. Powodzenia i pamiętaj nie bój się ze facet zabierze ci dzieci , to zwykłe straszenie.

    • proszepani13 Re: przykro mi... 04.11.13, 09:38
      Eliz zajrzałam do Twoich wcześniejszych postow i za cholerę nie rozumiem o co chodzi. Te same problemy co przy pierwszej wspólnej ciąży. Facet ma Cię w doopie, na talerzu podaje jaki ma stosunek do Ciebie, do waszego wspólnego dziecka i dalszego życia. Nie chcę Cię urazić, ale ile jeszcze dzieci w tym związku spłodzicie, zanim palniesz sobie w łeb a dzieci wylądują z domu dziecka? Przepraszam, ale w takich sytuacjach uznaję tylko terapie szokowe, bo tłumaczenie i wspieranie na niewiele tu się zadaje
    • tully.makker WAZNE 04.11.13, 10:14
      Jestes ofiara przemocyy - psychicznej, fizycznej i ekonomicznej. Nie bedzie ci latwo wyjsc z takiego stanu samej i nawet bym nie probowala, bo tylko mpogorszysz sobie samoocene i bedziesz sie czula coraz mniej kompetentna i coraz mniej zdolna do przeprowadzenia pozytywnych zmian.

      Oto co proponuje ([prztestowane osobiscie). Zglos sie do wlasciwego dla twojego miejsca zmaieszkania osrodka Interwencji kryzysowej, olbo mzajmujacego sie przemoca w rodzinie, albo nawet zwyczajnie do OPS. Przedstaw szczegolowo skale swojego problemu. Jest spora szansa, ze bedziesz mogla skorzystac z bezplanej pomocy psychologicznej, prawnej, byc moze zostanie wam zalozona Niebieska karts ( tylko, jesli sie na to zdecydujesz). Nie win siebie za to, ze nie potrafisz w tej chwili pognac pana ze swojego domu i zycia - to mechanizmy typowe dla ofiar przemocy. Poszukaj terapii dla ofiar i w miare uczeszcania na nia zdobedziesz sile, by podejmowac wlasne decyzje. w swoim czasie.
      Zrob to teraz. Poki jestes na macierzynskim i masz czas. Mloda w chuste, nosidlo albo w wozek i do dziela.
      • eliz7822 Re: WAZNE 04.11.13, 13:46
        I tak właśnie się czuje, ale tak jak piszesz chce się odciąć od tego wszystkiego i nie potrafię. Racja że wciąż jestem coraz mniej warta w swoich oczach a każdy mały problem jest nie do pokonania. Każdy dzień przepływa mi między palcami a ja kładę się spać i ... i znowu nic. Żaden nowy dzień nie przyniósł pozytywnego rozwiązania.

        Co do innych postów - jest tu zameldowany czasowo skontaktowałam się z adwokatem muszę wymówić mu umowę najmu bo gdy on tu mieszka jest między nami umowa ustna tak samo wiążąca jak pisemna. Potem komornik i eksmisja bo wciąż sądzę że nie wyprowadzi się dobrowolnie.

        Pierwsze dziecko owszem nie powiem ucieszyła mnie ta wiadomość bo w końcu pomyślałam sobie że może bez ślubu ale będzie nas wiązać już więcej. Drugie dziecko z nim to był wielki szok. Miałam wkładkę, tutaj dziecko już fajne odchowane...i co robić???...tyle czasu zmagałam się sama z tym wszystkim jak to ma być, potem jak będzie. Zostałam sama przez 5 miesięcy tej ciąży , nikt o tym nie wiedział oprócz niego i lekarza. Koszmar który zmienił mnie na zawsze i spalił do końca to co było tutaj i tak byle jakie...

        Kiedyś byłam innym człowiekiem. Skończyłam 2 kierunki studiów. Miałam mieszkanie dziecko pracę i każdy dzień czy słoneczny czy deszczowy mnie cieszył. Sama jeździłam z dzieckiem nad morze, robiłam rzeczy które nawet już mi się nie śnią. Wiedziałam że mam rodzinę i mogę zawsze na nich liczyć.

        A teraz przez ta wsze, zostałam sama, zniszczył mnie psychicznie. Nie jestem w stanie zrobić prostych rzeczy tak żeby mi się podobały. Jestem wrakiem. Nigdy mu tego nie wybacze i nienawidzę go z całego serca. Nie wiem dlaczego zadałam się z takim debilem i nie wiem dlaczego byłam z nim tyle czasu.
    • jowita771 Re: przykro mi... 05.11.13, 22:26
      Dziewczyno, tego się nie da czytać spokojnie. Dlaczego pozwalasz tak traktować siebie i swoje dzieci? Ten facet to jakiś potwór. Życzę Ci siły, żebyś kopnęła go w dupę, bo tylko na to zasługuje.
      • eliz7822 Re: przykro mi... 13.11.13, 03:46
        Wyprowadza się na dniach. Pół rodziny zaangażował w ta akcje i opowieści o tym jaka niedola go w życiu spotkała.
        Ja nie gotuje jemu i jego córce nie piore, skończyłam z posługiwaniem. Nie mogę spać w nocy...okropnie się tego boję...
        A ostatnio no wczoraj zaproponował mi że tu zostanie i tak będziemy się tu mijać...:-o pytam w jakim celu? On na to że dzieci by widziały. Ale co ?no rodzinę.
        To jest tak bardzo chory pacjent że...
        Jest mi strasznie ciężko...dopóki on z nią stąd nie pójdą nie wiem jak to będzie.
            • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 08:57
              Wyprowadzi się za miesiąc...bo taki czas mają te panie od mieszkania na znalezienie czegoś nowego...
              Przychodzi rano robi sobie śniadanka z moich rzeczy ...przede wszystkim dbając żeby ona miała śniadanko (do tej pory potrafiła sama się obsłużyć)...
              Panoszy się po moim domu jak u siebie...nie mam siły nie mam siły na to patrzeć.
              Male dzieci ignoruje jak może i z której strony się da.Powiedziałam, że przecież mógłby na ten czas pójść do ojca mieszkać(ojciec ma dom pół godziny drogi stąd i mieszka sam), ktoś inteligentny i rozumiejący w jakiej sytuacji jestem penie by tak zrobił ale on...odgraża mi się tylko , że jak chce wojny to będę ją miała. I powtarza jak mantrę tekst o tym, ze to ja to ja to ja to ja...
              Wbija mnie w poczucie winy tylko po to żebym się bala tych jego gróźb...jestem strzępem nerwów nie zbieram logicznych myśli, nie śpię po nocach i pytam siebie jak mogłam? Jak mogłam od samego początku by taka ślepa na co tu się działo...teraz mam tylko do siebie pretensje, tyle osób mnie ostrzegało tyle osób...nie wiem jak pociągnę to jeszcze przez miesiąc...
              • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 09:08
                Wczoraj nie omieszkał mi wykrzyczeć, ze nic do mnie od dawna już nie czuje tylko utrzymywał to w takim stanie, bo myślał, że wszystko się zmieni...
                Mówię samo miało się zmienić, on że miał chęci, ja że na chęciach poprzestało, on że ja i tak bym nic nie potrafiła z tym zrobić...
                Zawsze było tak, że on nic nie robił bo uprzedzając fakty już wiedział i narzucał z góry co ja zrobię...
                Dość mam tych szermierek słownych, tych jałowych dyskusji donikąd, patrzenia na to jak pielęgnują swój związek, sypiają w jednym łóżku i traktują mnie w MOIM własnym domu jak powietrze, dość mam mijania się w tym domu z sublokatorami, dość mam patrzenia na mnie jak na przygłupa który w jego opinii nie jest dobrą matką, dość mam bycia nikim w moim własnym domu...
                5 ciężkich lat zachowywałam się jak partnerka czasem mało cierpliwa i myślałam o tym wszystkim poważnie, robiłam wszystko tak jak ludzie robią w rodzinie...i? dostałam dziękuje wielkie dziękuję od niego i od niej.
                • belzebubel Re: przykro mi... 14.11.13, 09:18
                  Podziwiam Twoją odwagę.
                  Jesteś bardzo dzielna i silna- dlatego miałaś siłę tak dużo wytrzymać, teraz tę siłę wykorzystaj na zmianę, która jest konieczna dla wszystkich Twoich bliskich,

                  trzymam kciuki
                • proszepani13 Re: przykro mi... 14.11.13, 09:20
                  Eliz jeśli tak ma ten miesiąc wyglądać, to przyspiesz datę ich wyprowadzki, bo się totalnie wykończysz. Na prawdę tutuaj nie ma miejsca na skrupuły, szczególnie, jeśli mają gdzie mieszkać (ojciec, własne mieszkanie). I jak najszybciej zajmij się bierzącymi sprawami, bo one też trwają. Chodzi mi o alimenty.
                  • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 09:41
                    Napisałam już wniosek o alimenty wsteczne na dzieciaki...ale czy dostanę te alimenty?...nie do końca jestem w stanie udowodnić na papierze że sama utrzymywałam młodego przez 2,5 roku i córeczkę od sierpnia. Mam faktury z zakupów ale czy to wystarczy?...moje zeznania, świadkowie...nie wiem czasem myślę sobie, ze tego nie dźwignę...
                    Ten człowiek mnie wykorzystał we wszystkim, ja sobie na to pozwoliłam co tu więcej szukać...jak bardzo się tego wszystkiego boję, jak bardzo... crying
                    • proszepani13 Re: przykro mi... 14.11.13, 10:00
                      Eliz strach przed jakąkolwiek zmianą jest czymś zupełnie normalnym. Znam żony skończonych alkoholików, bite, wykorzystywane, a po ich śmierci drążce o swoją przyszłość. Tu nie ma czego się bać. Jesteś samodzielna finansowo, i tak sama zajmujesz się dziećmi. Więc co Cię czeka? Mniej wydatków (bo nie będziesz musiała utrzymywać dwóch dorosłych osób), mniej prania, mniej gotowania, mniej zakupów, więcej czasu dla siebie i dzieci, a przede wszystkim SPOKÓJ. A że sobie na to pozwoliłaś... Ważne, że w porę zauważyłaś i chcesz to zmienić. I przede wszystkim nie daj się zastraszyć. Kiedyś adwokat PO powiedział mu, że zastraszanie to takie chwytanie się brzytwy przez tonącego. Nie ma żadnych argumentów, więc tylko to zostaje.
                    • edw-ina Re: przykro mi... 14.11.13, 10:11
                      Zgadzam się z dziewczynami - ważne, że dotarło do ciebie co się dzieje, cała groza tej sytuacji i działasz. Najgorzej to nie chcieć się opamiętać, szukać kolejnych wymówek, usprawiedliwień. Nie miej litości dla pana, on dla ciebie nie miał. Walcz o swoje, o pieniądze dla dzieci, o spokój dla ciebie i dla nich. Pokaż mu, że nie ustawi cię po swojemu, nie zastraszy. Jesteś ofiarą przemocy, więc to dla ciebie ogromny wysiłek, ale niestety musisz go podjąć.
                      • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 10:46
                        Ta menda odsunęła mnie od wszystkich odizolowała, hodowała mnie i moje dzieci pod moim dachem nie robiąc nic i pielęgnując tylko swój związek ze swoją 10 letnią narzeczoną...a teraz twierdzi że nie robię dobrze, że nie jestem dać szczęścia moim dzieciom, że jestem nikim kto nadaje się do roli matki...nie zniosę tego...
                        • edw-ina Re: przykro mi... 14.11.13, 11:58
                          Cholera, jak mnie wpieniają tacy goście! Normalnie starłabym faceta na proch! Gdyby była taka możliwość to zrobiłabym ci transfer własnej wojowniczości i hardości, bo wiem, jak bardzo by ci się przydały. Będę trzymała za ciebie kciuki. Nie daj się! Nie pozwól suki*kotowi wygrać!
                  • tully.makker Re: przykro mi... 14.11.13, 10:56
                    To nie jest takie proste... Niestety, ona musi mu dac jakis czas na wyprowdzke, wypowiedzneie umowy ze skutkiem natychmiastowym mogloby miec miejsce, gdyby np udowodila mu przemoc. Ale to koles z tych, co jest za sprytyny na to, zeby dac sie przylapac na przemocy fizycznej, podejrzewam.

                    najlepiej by bylo, gdyby przyjechala do niej na ten miesiac jakas zaufana osoba, ktos z rodziny, kto bylby swiadkiem tego, co sie dzieje, wspieral ja i w razie potrzreby kazal panu ohamowac swoje zapedy.
              • tully.makker Re: przykro mi... 14.11.13, 10:51
                Masz szanse na jakies wsparcie w tej trudnej sytuacji? probowalas sie rozejrzec za instytucjami zajmujacymi siue [przemoca w rodzinie w twojej okolicy?
                Z doswiadczenia wiem, ze nawet majacy dobre intencje, ale nie znajacy tematu psychologowie moga zrobic wiecej szkody niz pozytku.
                • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 10:53
                  Nie mam wsparcia z tej strony...nie mogę powiedzieć rodzicom bo oni już dawno zamknęli ten temat...ta wsza mnie straszy że jak coś powiem to zacznie ze mną wojnę...a ja nie mam siły...
                  • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 12:16
                    Mówię żeby wyprowadził się do tatusia na ten czas...żeby zrobił to dla dobra tych dzieci...ile razy moje 2,5 letnie dziecko będzie musiało powtórzyć - mama nie płacz -żeby ta wsza zrozumiała w czym jest rzecz, że jego i księżniczki wygoda nie jest ważniejsza od nas tutaj gorszych gatunków...po czym kwintesencja -gdzie ty znajdziesz lepszego ode mnie?-...szczęka opada...co z niego za człowiek co z niego za ojciec...jakie poszanowanie spokoju drugiego człowieka i samej jego osoby? skąd biorą się tacy ludzie?dlaczego ja wcześniej ulegałam temu wszystkiemu tyle lat?gdzie podziałam się ja z własnym zdaniem decyzjami tak bardzo twardo stojąca na nogach?...
                    Przecież 7 lat temu zostałam sama z moim 4 letnim wówczas synem,fajnie było i ....wpieprzyłam się w takie bagno że szkoda gadać.
                    • rybkka24 Re: przykro mi... 14.11.13, 12:39
                      hAha.zacznie z toba wojnę??
                      A CO ON CI MOŻE ZROBIĆ
                      dzieci CI NIE MOŻE zabrać
                      Nie ma żadnych podstaw + żadnej więzi z dziećmi,jesteś dobrą matką
                      On teraz żeruje na twoim STRACHU
                      i tylko na tym
                      Ty się boisz,ale to ty rozdajesz karty i masz wszystko mieszkanie,pieniądze,prawo do alimentów,prawo do dzieci
                      a on tylko gra na twoim bezpodstawnym strachu
                      Zapisz się do grupy wsparcia dla kobiet doświadczających przemocy i wzmocnij się
                      zacznij mu się śmiać w oczy bp jest śmieszny i chory,zobaczymy jak zareagujesmile
                      3maj się
                      • rybkka24 Re: przykro mi... 14.11.13, 12:46
                        Napisz tu co on ci MOŻE ZROBIĆ???
                        Tylko realnie.
                        Dzieci ci nie zabierze nie ma takiej możliwości bo NIE MA PODSTAW
                        A jak cię tym straszy to napisz jakie ma argument??
                        Realne???
                        Chce ci pokazać że te jego gierki opierają się na twoim strachu i tylko na tym.
                        • tully.makker Re: przykro mi... 14.11.13, 12:58
                          Wiesz, taki swir, zwlaszcza jak dodatkowo jest jeszcze pienaczem, to moze faktycznie utrudnic zycia. niby nic nie zrobi, a zyjesz w ciaglym stresie, co jeszcze wywinie, jak ofiara stalkingu.

                          Dlatego zawse zalecam szukanie pomocy gdzie sie da i mowienie otwarcie o porblemach, wtedy dreczycielowi jest trudniej cie zdolowac i przedstawiac cie w zlym swietle.
                          • karolana Re: przykro mi... 14.11.13, 13:16
                            > Dlatego zawsze zalecam szukanie pomocy gdzie sie da i mowienie otwarcie o porble
                            > mach, wtedy dreczycielowi jest trudniej cie zdolowac i przedstawiac cie w zlym
                            > swietle

                            Zgadzam się.
                            Zrobiłabym rzecz następującą - nagrałabym taką rozmowę i poszła z nagraniem do MOPSu, oni teraz zajmują się procedurami NK. Zazwyczaj panie w MOPS mocno solidaryzują się z kobietami, nawet wtedy, kiedy nie mają podstaw. Przedstawiłabym sprawę tak jak jest - że mam troje dzieci, że facet znęca się nade mną psychicznie, grozi mi, zastrasza mnie, uniemożliwia mnie i dzieciom normalne funkcjonowanie. Można dodać, że pan szanowny ignoruje całkowicie potrzeby młodszych dzieci, za to jego 10-letnia córka jest przez niego traktowana z wyjątkową atencją, łącznie z tym, że śpi z nim w jednym łóżku.
                            Jak znam życie i panie z MOPS, zapali im się czerwona lampka.
                            Założona zostanie panu NK, co będzie podstawą do domagania się opuszczenia przez niego lokalu.
                            Zwróćcie uwagę, że facet poniekąd sam się podkłada, więc może to wykorzystać?
                            • belzebubel Re: przykro mi... 14.11.13, 13:40
                              chyba nie można dokładać takimi zagrywkami... to, że śpi z córką, nie znaczy tego, co panie z MOPSu sobie pomyślą... zacznie się syf.. będą badane wszystkie dzieci... to byłoby okrutne, ze względu na dzieci, a także nawet na Pana...
                              agresja niestety się nasila... już nawet autorka wątku nazywa gościa - wszą... ja wiem, że to reakcja obronna, że kiedy ktoś zostaje słownie obrażony, zaczyna w odwecie snuć inwektywy, chociażby po to, żeby mniej bolało - ale, ale... to nie jest dobra droga, na pewno nie do spokojnego życia.
                              gość wydaje się palantem, ale skalę nieszczęść trzeba zmniejszać a nie powiększać
                              • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 13:51
                                belzebubel napisała:

                                > chyba nie można dokładać takimi zagrywkami... to, że śpi z córką, nie znaczy te
                                > go, co panie z MOPSu sobie pomyślą... zacznie się syf.. będą badane wszystkie d
                                > zieci... to byłoby okrutne, ze względu na dzieci, a także nawet na Pana...

                                Dokładnie masz rację muszę dbać o swoje dzieci ...nawet w to nie wnikam, ale zastanawiam się tylko na jednym, że facet 38-letni mówi do matki 2 swoich dzieci - a co zazdrościsz nam tej miłości?...- tekst jest obrzydliwy bardzo jak bardzo mnie to zabolało. Ja w ogóle przez te lata okropnie biorę wszystko do siebie i wszystko analizuję nawet gdy nie jest tego warte...
                        • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 13:44
                          rybkka24 napisała:

                          > Napisz tu co on ci MOŻE ZROBIĆ???
                          > Tylko realnie.
                          > Dzieci ci nie zabierze nie ma takiej możliwości bo NIE MA PODSTAW
                          > A jak cię tym straszy to napisz jakie ma argument??
                          > Realne???
                          > Chce ci pokazać że te jego gierki opierają się na twoim strachu i tylko na tym.

                          W 2011 roku kiedy to urodził się syn wyciągał do mnie rękę po pieniądze na mleko, była awantura żyła wtedy jeszcze jego matka która jako jedyna sprowadzała go na ziemie.Nie pierwsza awantura nie ostatnia.
                          W ciągu tych lat padło dużo słów włącznie z tym że i tak nie jestem nikogo warta i co bym nie zrobiła i tak będzie źle.
                          Zarzuca mi , ze był wyzywany, że jego księżniczka nie była dla mnie pierwsza, że on tyle chciał zrobić a ja niszczyłam wszystko w zarodku (?????/!!!!)potem zgadza się ze mną , ze nic nie robił, ale i tak wszystko niszczyłam.
                          Przez tyle lat prosiłam o to żeby w końcu zrobił coś z nią żeby dzieci miały kontakt nie żeby tylko ona była biedną pokrzywdzoną dzidzią...na początku sama zaspokajałam równo potrzeby dzieci. To ja pierwsza ZROBIŁAM JEJ URODZINY KUPIŁAM TORT I DMUCHAŁA PIERWSZY RAZ W ŻYCIU ŚWIECZKĘ NA SWOJE 6 URODZINY. To ja kupiłam prezent bo jego nie było nie miał czasu bo był w pracy!Tak rok za rokiem.
                          Moje dziecko nigdy nic nie dostało od jego rodziny czy od niego , ale to nie ważne chce zwrócić uwagę na sam problem.Prosiłam o konsekwencję o zmianę nawyków, to ja chodziłam z nią do psychologa, to ja chodziłam z nią po lekarzach i logopedach, a on w tym czasie leżał i umacniał swój związek z pilotem od tv...potem walczyłam równo z nim o to żeby ona została z nim, zeznawałam w sądzie, pisałam pisma, współpracowałam z adwokatem, bo on w tym czasie spal bo jak miał stres to spał...
                          Przyszło jedno dziecko opiekuje się sama do dzisiaj i przyszedł rok 2013 kiedy to dowiedziałam się, że mam wkładkę i znowu jestem w ciąży żadnego wsparcia i najlepszy z najlepszych tekst - ta ciąża to za karę dla ciebie jest, a w ogóle to po co kolejne dziecko i tak tu jest bałagan -
                          Główne zarzuty to takie, że był wyzywany, nie miał biedny swojego miejsca tutaj ( a wpieprzył mi się nawet do skrzynki na listy i nad nią ma nadal nadzór), to nie było jego, a jego biedna księżniczka która też była tak bardzo źle traktowana te nie miała swojego miejsca - tyle, ze do cholery ona zajmuje cały pokój w moim mieszkaniu a ja z dwójką moich dzieci jestem też w jednym! I to on ma czelność powtarzać mi, że to ja jestem winna, miałam trzymać język za zębami i patrzeć jak on oszczędza swoje pieniążki? To on jest tak bezczelny , że powtarza mi, ze jest biedną ofiarą przemocy ( tylko jakiej???????????) ....żółć mi podchodzi do gardła. Bo jak miałam małe dziecko to wszyscy nie siedzieli razem i nie wydzierali się i nie skakali po głowie. A czy on kiedykolwiek pomógł mi przy młodym?Wstał w nocy? Wyszedł na spacer?Nie.
                          A jak chodziłam sobie trochę do psychologa żeby emocjonalnie się wyciszyć po pierwszym dziecku to mówił, że ja jestem chora na głowę bo biorę proszki i chodzę po lekarzach tego typu ( po lekarzach...) nie widział tego , ze robiłam to dla nas żeby wyciszyć to napięcie to on niszczył wszystko.
                          Jak piszę o tym ile poświeciłam i ile dla niego zrobiłam, że owszem może by nie zginął ale byłoby mu ciężej i ilu rzeczy się wyrzekłam odpowiedź jest jedna - a co jakbyś się nie wyrzekła to byłoby jeszcze gorzej.Tak?
                          To są jego zarzuty, to jest cały on bo on bo jemu bo jej bo on bo on...
                          A ja ? nigdy nie uderzyłam żadnego ze swoich dzieci, ciągle z nimi jestem, nigdzie nie wychodzę, drę się jak potrzeba nie mam sobie nic do zarzucenia jako matka.
                          Straszy mnie, że zabierze mi dzieci, ze nie będzie mi płacił alimentów i że jak będę dymiła to przez 3 lata stad się nie wyprowadzi.
                          • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 13:57
                            I czy to są argumenty? Nie wiem...wiem jedno nikt by nie wytrzymał nikt i podkłada się owszem lekceważy ignoruje i atakuje i tak w kółko...pada pytanie on udaje, ze nie słyszy i mnie nie widzi po czym kończy atakiem i wmawianiem mi , ze to ja jestem do bani i już...a on wierzy w to , ze jest bardzo dobrym człowiekiem i zna swoją wartość...
                    • eliz7822 Re: przykro mi... 14.11.13, 14:05
                      I tekst podstawowy cytuje nawet z dzisiaj "Tak jasne to moja wina, że taka jesteś, że masz ze sobą problem bo ja ciebie urodziłem i wychowałem. To takie coś w twoim stylu być zawsze na wierzchu"...bez komentarza to pozostawiłam...i tak przez 5 lat stałam się nikim nawet w swoich oczach...
        • jowita771 Re: przykro mi... 15.11.13, 09:46
          Pisałaś chyba, że facet nie jest u Ciebie zameldowany. Jesteś pewna, że tego czasu, który mu dałaś do wyprowadzki nie chce wykorzystać na zameldowanie się w Twoim mieszkaniu? Masz szansę dowiedzieć się, czy faktycznie rozmówił się z ludźmi, którym wynajmuje swoje?
    • larysa-1 Re: przykro mi... 14.11.13, 14:06
      Twoje opisy bardzo mi przypominają moje własne początki, wyprawianie urodzin, jeżdżenie po psychologach, logopedach, przychodniach, bieganie do szkoły i wiele, wiele innych na które to rzeczy tatuś nie miał czasu i ochoty, ale skończyłam z tym. Na szczęście mi się udało. Na szczęście nie ma chodzenia za rączkę na spacerach z dzieckiem i spania w jej łóżku. Na szczęście i nieszczęście , bo pewnych rzeczy z głowy już nie usunę a złych wspomnień nie wymażę. Na szczęście mój nm ma bardzo dobry kontakt również z moją córką i jej nie odtrąca jednocześnie uwielbiając swoją, ale początki były niestety właśnie takie. Co za horror. Bardzo ci współczuje i podziwiam że tyle wytrzymałaś. Domyślam się że dzieci były jednym z powodów.

      Tak sobie myślę, że dobrze by było aby się do was na ten miesiąc faktycznie ktoś wprowadził z rodziny lub twoich przyjaciół. Aż mnie korci żebyśmy się z dziewczynami z forum skrzyknęły i do was przyjechały i siedziały u ciebie. Co jest z tymi facetami? Czy prawdziwy mężczyzna tak żeruje na kobiecie, doprowadza ją do takiego stanu? Zero godności ma ten twój pan. I niech cię nie straszy, bo nic nie może , tylko mu się dużo wydaje. Cham i prostak, to jedyne podsumowanie. Bądź silna , masz wspaniałe dzieci dla których dasz radę to wszystko przetrwać i dla siebie samej, żeby nikt ciebie już więcej w ten sposób nie traktował.
        • rybkka24 Re: przykro mi... 14.11.13, 16:57
          Czyli w skrócie on ma argumenty takie że
          A.To ty się nad nim znęcasz psychicznie
          B.on i jego królewna nie mają miejsca i przestrzeni?

          I to wszystko?
          To NIE SĄ powody dla których można zabrać dzieci
          A za jego zachowanie to mogłabyś wystąpić o ograniczenie praw do dzieci.
          Alimenty to on MUSI płacić i łaski nie robi.

          Twoim największym problemem na teraz jest strasznie zszargana psychika i to tak że nie umiesz się bronić a na każdy jego nawet najbardziej beznadziejny tekst reagujesz rozpaczą i płaczem.
          PO CO?
          dlatego musisz znaleźć sobie jakąś grupę wsparcia w swoim mieście żeby jego śmieszne teksty spływały po tobie jak po kaczce i żebyś się z nich śmiała.
          Wiesz cała sytuacja dla ciebie nie jest śmieszna bo facet zgnębił cię psychicznie ale uwierz dla obcego człowieka jak np.Ja to ten pan jest żałosny i śmieszny bo on NIC nie może,oprócz tego piepszenia o sobie.
          Ty po prostu eliz musisz zacząć mieć tego faceta i to co on gada w głębokiej dupie.
          Umiesz,?
          Może się do ciebie matka przeprowadzić na m-c
          Pisałaś że rodzice się odcięli ale powiedz jej jaka jest sytuacja że się rozstajecie.nie pomoże ci?
          • rybkka24 Re: przykro mi... 14.11.13, 17:03
            nie katuj się przeszłością.
            Co zrobiłaś
            Czego nie zrobiłaś
            Na co pozwoliłaś
            Że byłaś głupia. Itp.

            TO TERAZ JEST NIEWAŻNE.
            Skup się na teraz na sobie żeby się wzmocnić
            I na sobie i dzieciach na przyszłość
            Co było to było, patrz W PRZÓD
            niech ten facet taki nieszczęśliwy z toba znika i marnuje życie komuś innemu
        • adela38 Re: przykro mi... 14.11.13, 22:54
          Nie dawaj sie i wiesz...mysle ze powinnas zglosic to ze spi z 10 latka w jednym lozku i sie afiszuje, ze ja tak kocha... w koncu kto wie co jej robi... takie cos moze tez wplywac na zachowanie tej dziewczyny...
          • proszepani13 Re: przykro mi... 15.11.13, 08:58
            adela38 napisała:

            > Nie dawaj sie i wiesz...mysle ze powinnas zglosic to ze spi z 10 latka w jednym
            > lozku i sie afiszuje, ze ja tak kocha... w koncu kto wie co jej robi... takie
            > cos moze tez wplywac na zachowanie tej dziewczyny...

            Oj już jedna z dziewczyn napisała, żeby poważnie się zastanowić, zanim wytoczy się taki arsenał. Nie wiemy czemu śpią razem, może dlatego, że się nie układa z eliz i Pan, po prostu nie ma zamiaru czuć obecności eliz, a przed wyprowadzką nie będzie kupować drugiego łóżka. Wiem, że nie powinno się zamykać oczu na sygnały, ale zawsze w takich sytuacjach pytam, czy jakby to matka w odwrotnej sytuacji spała z dzieckiem w jednym łóżku to tak samo nas by to bulwersowało? Nie, bo w naszej świadomości śpiąca matka z dzieckiem jest ok, a ojciec jest pedofilem. Takie zarzuty, szczególnie jeśli pojawiają się w sytuacji konflitku często są wyrazem agresji, złości drugiej strony i prowadzą do tragedii. Naprawdę należy 100 razy zastanowić się, czy aby moje podejrzenia nie wynikają ze złości do Pana, chęci dogryzienia mu, oczarnienia nie tylko w swoich oczach w chwili kryzysu. Niesłuszne oskarżenia niszczą nie tylko mężczyzn ale także i dzieci. Jeszcze raz podkreślę, że nie należy ignorować sygnałów, ale tysiąc razy zastanowić się czy aby dobrze je interpretuję
            • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 09:31
              Dokładnie masz rację i w zupełności się z Tobą zgadzam, i dlatego skupiam się na tym co jest tu i teraz ja i moje dzieci...tak sumie to staram się bardzo odsuwać rożne takie myśli i działania, które mogłyby oczywiście wpłynąć na to żeby zmienić zupełnie światło nad jego osobą czyli zrobienie z niego co najmniej zboczeńca...nie będę w tej chwili na tym się skupiać tylko nad opuszczeniem mojego domu.

              Jeden fakt teraz zaczyna mnie nieco zastanawiać...od momentu jak sytuacja stala się wyraźna, klarowna...księżniczka zniknęła, rozpłynęła się, nagle nie ma jej...nie rzuca garami, nie komentuje mojej osoby na głos, nie trzaska drzwiami jak maluchy mi śpią, nie komentuje spraw jak to będzie jakby się wyprowadzili, nie wkłada brudów do prania...co się w takim razie stało? Nagle stała się taka jaką mogła być w ciągu kilku ostatnich lat? Czy takie dziecko może w jakiś sposób chcieć też przy współudziale dorosłego osiągać dany cel ? Ale taki cel żeby na ten przykład on się wyprowadził i żeby zakończył ten związek?...ja wiem, ze to brzmi jak paranoja, ale to mi się wydaje takie trochę dziwne...

              On wybrał moje produkty i kazałam odkupić, część odkupił na resztę czekam dzisiaj.

              A rodzice...cały czas myślę, ze jeszcze chwile muszę się wstrzymać...nasze kontakty nie są póki co poprawne.
              • proszepani13 Re: przykro mi... 15.11.13, 09:46
                Wiesz, mnie zupełnie takie zachowanie młodej nie dziwi. Pamiętam, jak od exsi wyprowadził się partner (potem wrócił) i dzieci, które początkowo nie mogły znieść jego obecności, zachowywały się w stosunku do niego nieładnie, nagle zbaraniały. Mimo, że współżycie w domu się nie układało, to była to sytuacja już znana, oswojona, a każda zmiana jak już pisałam jest dla każdego stresująca. Młoda po prostu się boi zmiany, dlatego tak mocno spacyfikowała. Myslę, że jeśli będą sprzyjające okoliczności i chęć z jej strony mogłabyś z nią porozmawiać i wyjaśnić, że rozstajesz się z jej tatą bo się już nie kochacie, bo nie umiecie ze sobą rozmawiać, ale Wy dziewczyny zawsze będziecie mogły być sobie bliskie i utrzymywać kontakt. Pamiętaj, że to rodzeństwo dla Twoich dzieci. Myślę, że dla dziewczyny (mimo całej antypatii) to może być bardzo ważne.
                • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 10:51
                  No właśnie...ona na głos krzyczała do niego, że taki dobry obiad zrobiłam przed ostatnim zajściem...wcześniej zawsze ale to zawsze wybrzydzała, cudowała...to on miał robić to co chciała...
                  nie wiem...
                  No a on nagle wczoraj...woła mojego syna żeby obiad z nim jadł...to była przesada, bo dotąd moje dziecko nie istniało i nagle jej jest jakiś chłopak tu 11 letni...pognałam gościa i powiedziałam ze na takie numery nie pozwolę...zawsze był cieniasem, głąbem itd. i nie będzie teraz udawał dobrej "cioci"...dziecko nie słyszało.
                  • belzebubel Re: przykro mi... 15.11.13, 11:44
                    wiesz co, takie zachowanie mnie nie dziwi... nad kim będą się znęcać, jak się wyprowadzą... kogo pan będzie poniżał...jesteś dla nich bardzo cenną ofiarą... nie chcą Cię stracić, więc się starają...
                    nie daj się omamić... zmiana zachowania, tydzień kontra kilka lat- niech Cię nie zwiedzie smile
                    • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 11:56
                      Ja wiem, bo bywały już takie momenty...i to właśnie było na chwilę. Nie ma już powrotu, bo to i tak nic nie da już tyle wody w uszy mi się nabrało, że dziękuję. Już nie gotuje nie piorę nie pozwalam naruszać swojej przestrzeni, mojej i moich dzieci...

                    • proszepani13 Re: przykro mi... 15.11.13, 12:57
                      belzebubel proszę bez tej liczby mnogiej "nad kim będą się znęcać", "jesteś dla nich bardzo cenną ofiarą". Mówimy tu o nieudolnym facecie, mającym problem ze stworzeniem normalnych relacji z nową rodziną i o 10-letniej dziewczynce, która przypuszczam bardzo się boi, bo nie rozumie kłótni, przeprowadzki i całej tej grandy. Ja wiem, że to nie dziecko eliz i może mieć w dupie jej uczucia, ale do cholery to nie wina dzieciaka, że ojciec jest taki jaki jest. Eliz, ja życzę Ci bardzo dużo siły, bo rozstania to traumatyczne przeżycia, ale proszę, żebyś nie szukała tej siły w nakręcaniu jakiejś spirali nienawiści w stosunku do człowieka, z którym jakby nie było masz dzieci i kawał życia dzieliłaś. Skrótem życzę Ci, żebyś dzięki tym doświadczeniom stała się mądrą kobietą a nie exsią su*ą, z jakimi mamy tak często do czynienia.
                      • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 13:41
                        Mówimy tu o nieudolnym facecie, mającym problem ze
                        > stworzeniem normalnych relacji z nową rodziną i o 10-letniej dziewczynce, która
                        > przypuszczam bardzo się boi, bo nie rozumie kłótni, przeprowadzki i całej tej
                        > grandy. Ja wiem, że to nie dziecko eliz i może mieć w dupie jej uczucia, ale do
                        > cholery to nie wina dzieciaka, że ojciec jest taki jaki jest.

                        Mogę mieć w dupie jej uczucia ...ale ich nie mam, a ta 10-letnia dziewczynka wszystko dobrze rozumie uwierz mi...a ile nie zrozumie to otwarcie głośno i praktycznie w mojej obecności pozwalała sobie na komentowanie każdego mojego ruchu...dzięki? tatusiowi.
                        To przykre, ale teraz nie mogę powiedzieć o tym, że nasze stosunki po rozstaniu będą służbowe nie mówiąc o poprawnych. To wymaga czasu.
                        • tully.makker Re: przykro mi... 15.11.13, 13:53
                          Dziewczynak zachowywyala sie tak, jak zachowywala, bo zula nie tylko przyzwolenie, ale wrecz zachete ojca do takich zachowan. Niestety, to nie pierwszy taki przypadek, kiedy przemococwy partner szczuje dzieci na swoja ofiare. A dzieci - no coz, wiekszosc nie ma wystarczajacej umiejetnosci oasadu sytuacji, by zrozumiec, ze sa manewrowane, zwlaszcza gdy robi to dorosly, kotrego kochaja i ok ktorego sa zalezne.

                          Trudno winic tu dziewczynka, natomiast moge latwouwiwerzyc, ze jej zachowanie jest wynikiem mniej lub bardziej otwarcie wyrazanych instrukcji od tatusia.
                        • proszepani13 Re: przykro mi... 15.11.13, 14:25
                          eliz jest ogromna różnica między tym co dziecko mówi, a tym co rozumie i co chce osiągnąć. Kocham ojca, ojciec pokazuje mi jak traktujemy Panią i jej dzieci, jeśli będę go naśladować, będzie mnie kochać, bo jest moim wzorem. Wywałanie w Tobie złości, płaczu, przykrości jest jedynym modelem relacji jakich się nauczyło obserwując swojego ojca. Tak to działa i rozumiem że trudno te dwie rzeczy rozdzielić. Ja tylko apeluję o nie nakręcanie spirali nienawiści w swojej głowie, a to też trudne. A co do relacji to prawda, potrzeba czasu i dystansu.
                          • belzebubel Re: przykro mi... 15.11.13, 17:13
                            ja nie nakręcam, ja wyczulam na działanie takich osób. Nie róbmy z dziewczynki głupiutkiej bezwolnej istoty. Mój syn jest w podobnym wieku, i potrafi świadomie manipulować, kręcić i wymuszać - ma swój rozum - kiedy chce coś osiągnąć- staje na głowie. Żeby nie było - matki rówieśników mają podobne wrażenia odnośnie swoich dzieci.

                            jestem bardzo daleka od podsycania, natomiast wiem, że łatwo stracić czujność.

                          • batka.makatka00 Re: przykro mi... 16.11.13, 18:55
                            Trochę mam już dość czytania o niewinnych dzieciach, które manewrowane przez dorosłych dokonują często czynów okrutnych czy podłych. Czytam o takich 4-latkach, 10-latkach, 16 i 18-latkach. Jest jakaś granica wieku?
                            Wiem, że człowiek nie rodzi się zły, że wszyscy jesteśmy kształtowani przez otoczenie - to oczywiste ale wybaczcie nie zgodzę się, że 10-latce trzeba wszystko wybaczać bo jej niegodziwe zachowanie wywołuje ojciec.
                            Jeśli w podróży obok mnie siedzi rozwydrzony bachor to mimo wiedzy, że winni są rodzice, zwyczajnie nie nie lubię tego bachora!
                            Rozumiem, bezdyskusyjne branie w obronę dzieci jest poprawne społecznie czy jednak akceptowanie takiego stanu rzeczy nie doprowadzi nas do strzelenia sobie w kolano? Te dzieci niby doznają nagłego olśnienia i staną się empatycznymi, czarującymi dorosłymi? Powtórzę tu pytanie - gdzie jest granica?
                            Eliz masz pełne prawo nie lubić dziewuchy! Ojciec dawał jej zły przykład? OK Ty i z pewnością wiele innych osób, dawało dobry. Jej zachowanie w stosunku do Ciebie to jej wybór. Nie czuj się winna i nie daj sobie wmówić, że jesteś złą macochą. Świetnie sobie radzisz i tak trzymaj.
                            • eliz7822 Re: przykro mi... 16.11.13, 22:31
                              Święta racja...

                              Niemniej on wreszcie zorientował się że sprawa rozwija się nie jak zawsze czyli pogada pogada i znowu będzie posługa jak należy. Dzisiaj nawet padały pytania - czy mogę cię przytulić ? - czy nie będę ci tu przeszkadzał jak sobie posiedze ?... I tym podobne no ale cóż...5 lat powtarzało się to w kółko a teraz powiedziałam z tak jak powiedziałam a w swoim czasie. Pan się zagniewał strasznie że nie poszło po jego myśli. A ja ? Liczę dzień za dniem ...wolno ten czas płynie ostatnio dla mnie.
                              • batka.makatka00 Re: przykro mi... 17.11.13, 09:50
                                no nie! na czułości go naszło! ale to bezgranicznie głupie! mam nadzieję, że jesteś odporna na takie podchody! to się nazywa usypianie czujności przeciwnika. Mam nadzieję, że dla własnego dobra jesteś na to skutecznie uodporniona.
                                A czas wolno płynący przyśpiesza najbardziej, kiedy robimy coś fajnego. Zajmij się czymś takim z dziećmi, śmiejcie się i bawcie się dobrze. Dla Was to zbawienne a dla tego typa będzie stanowić dodatkową zadrę.
                            • proszepani13 Re: przykro mi... 18.11.13, 08:12
                              Tylko jest zasadnicza różnica między totalnym bezapelacyjnym wybaczaniem złego zachowania dziecka a zwalaniem wszelkiego zła w związku na dziecko celem wybielenia swojego partnera (i nie jest to żaden przytyk do Eliz). I jest też różnica między ignorowaniem, a zrozumieniem przyczyn takiego zachwania, bo zrozumienie pozwala na owo zachowanie wpłynąć. Ja przesłam drogę od totalnej nienawiści do całkiem poprawnej relacji, ostatnio nawet ciepłej ze swoją pasierbicą (choć nie mieszka z nami) i nie osiągnęłam tego usprawiedliwiąjąc jej fochów. Jest ok, bo był PO, który rozmawiał i działał, bo nie postawiliśmy na młodej kreski. Kupa ciężkiej roboty. Bez zrozumienia tego, co powodowało zachowaniem dziecka nie byłoby to możliwe.
      • batka.makatka00 Re: przykro mi... 15.11.13, 09:29
        Przedni pomysł ze skrzyknięciem wsparcia. hahahaha To by się gościu zdziwił! Eliz, to jakie emocje budzą Twoje posty najdobitniej świadczą o tym, na co możesz liczyć, nawet od obcych ludzi tylko jeden warunek -musisz o tym mówić.
        • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 09:34
          Ja powiem, że bardzo się tego przytrzymałam tej myśli, że mogłabym dostać wsparcie do was i o ile będę już bez wyjścia, a on pozwoli sobie na inne numery to ja as poproszę o przyjechanie do mnie na krótkie wakacje...bardzo dziękuję.
            • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 16:46
              I znowu jazda...i znowu jałowe dyskusje o tym jaka to ja byłam...crying...nie wytrzymam miesiąca...tłumacze że tak się nie da e tam według niego się da i koniec. I pada pytanie co z praniem? Mówię że nie robię żadnego prania on że sam sobie zrobi. Dlaczego ma u mnie prac? Przecież zaraz jedzie do ojca tam niech zrobi...ech...no i znowu się sprzeciwiłam.

              A w ogóle to spotka mnie wielka kara. Wielka za to że taką decyzję podjęłam. I w ogóle to wszystko to mu wisi już...i tak w kółko.
              • sofija_biala Re: przykro mi... 15.11.13, 17:28
                Eliz - gratuluje siły i odwagi. Trzymam mocno kciuki za wytrwałość przez ten miesiąc.
                Przesyłam ile się da internetowo - babską mocwink
                Facet idiota i cham, straszenie może sobie w kieszeń wsadzić. I jeszcze prania oczekuje gotowego. Zobaczysz, jak się pozbierasz emocjonalnie po tych zmianach, to po takim kolejnym tekście zabijesz gościa śmiechem.
                • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 18:30
                  Rozwścieczyłam go do czerwoności tym że JEMU prania nie zrobię, bo młodej ciuchy wrzuciłam bo ciągle jestem zdania również że on tworzy ją na swoje podobieństwo, to on zrobił tu ten sajgon chociaż w jego pojęciu ja jestem jedynym winnym elementem.
                  Jeżeli zakupy robią mi koleżanki z pracy które się z nim mijają na klatce i on mi to zarzuca że co one sobie pomyślą a sam nie zainteresuje się tym czy wszystko jest (bo on taki dobry ) to o czym tu innym mówić jak o dalszej wygodzie? Podkładaniu się i robieniu na złość? Nie chce nic od niego ale logicznie myślący osobnik, chcący ułatwić ten ostatni miesiąc tu zrobiłby wszystko żeby był spokój. I do tego ojciec dwójki dzieci tu. No ale w jego przypadku niestety nie ma o czym mówić.
                  • eliz7822 Re: przykro mi... 15.11.13, 18:37
                    Myślał że będzie dalej dla niego a obok mnie. Bo schemat zawsze wyglądał tak samo najpierw wymuszanie na mnie robienia różnych rzeczy np pisania prac kontrolnych do szkoły...jak nie chciałam tego robić była kara a kara wyglądała w ten sposób że było niemiło nie odzywanie się do mnie uszczypliwe komentarze na mój temat głupie wyzwiska niby w żartach. Jak chciałam mieć dobrze to musiałam być grzeczna i słuchać pana,bo jak nie to już paluszek mi groził....
    • rybkka24 Re: przykro mi... 17.11.13, 11:27
      No nie.
      Ty taka straszna, on taki biedny.
      A teraz zaczyna podchody?
      Skoro mu tak źle to niech się wyprowadza a nie przymila.
      Jeszcze niedługo ci powie że cię kocha i żyć bez ciebie nie może.
      Typowy manipulant.
      coś pisałaś o rozsądku i spokoju przed wyprowadzką.nie wymagaj tego od niego to nie ten typ.
      • eliz7822 Re: przykro mi... 17.11.13, 11:49
        Jestem odporna bo taka sytuacja nie jeden raz miała już miejsce nie raz. Nie dam się tym razem bo podjęłam decyzję i doprowadzę to konsekwentnie do samego końca.
      • rybkka24 Re: przykro mi... 17.11.13, 12:48
        Generalnie jestem pod wrażeniem twojego zdecydowania i determinacji.
        pozytywnie mnie zaskoczyłaś.
        twoje dzieci podziękują ci kiedyś że nie skazałaś je na życie z popapranym tatusiem
        • eliz7822 Re: przykro mi... 17.11.13, 13:38
          Miałam napisać o tym wcześniej ale czekałam...dalszą częścią schematu jest kupienie kwiatkow...
          Wchodzi patrzę są kwiaty czyli jak zawsze...? Tak i stanie nade mnąi pytanie CO NIE ?...nie.
          Nie tym razem. Dalej ponowna dyskusja ale tylko z jego strony o tym jak nic nie robiłam a on miał takie chęci...ignoruje...wychodzi wraca wychodzi wraca otwiera szafki zamyka szuka czegoś czego nie ma...a niech się wścieka to jest poza mną powtarzam sobie to jak modliwe i tylko żebym cierpliwości nie straciła.
          Chyba wyszedł na dobre.
          • eliz7822 Re: przykro mi... 17.11.13, 13:42
            Królewna u cioci z rodziny można by było coś wariatkę przerobić może powiem jej że ja kocham (zawsze na to szła) , no nic wrócę w nocy będzie królewna już będę miał to czego mi teraz brakuje wcale nie potrzebuję tej tu...

            Widzę to wszystko bo znam to na pamięć.to taka historia ku przestrodze to historia o kłamstwie manipulacji i zdradzie.
            • batka.makatka00 Re: przykro mi... 17.11.13, 15:13
              Eliz, jesteś pewna, że dasz sobie radę sama?
              Wprowadź w sytuację jakąkolwiek bliską osobę. Boję się żebyś... tzn lepiej żebyś miała trzeźwą ocenę sytuacji i zdystansowała się od tych dwojga. Postaraj się kierować uwagę ku dzieciom. Skup się na pozytywach. Od ciągłego roztrząsania co facet wymyśli, można przecież zwariować. Olej to co on albo ona. Ciebie to już nie dotyczy. Zdecydowałaś i to jest ostateczne. Ogranicz kontakty jak to tylko możliwe i znajdź czas dla dzieci. Twój starszy syn wszystko rozumie. Potrzebuje Twojego wsparcia. Nie udzielisz mu tego będąc strzępkiem nerwów.
              • eliz7822 Re: przykro mi... 17.11.13, 22:03
                Póki co muszę radzić sobie tak jak teraz...nie mogę powiedzieć rodzicom bo rozpęta się wojna jakiej świat nie widział z awanturami nie z tej ziemi. Jestem tak trochę teraz jak zwierzę w potrzasku...ale to nowe doświadczenie straszne ale to wszystko zaczyna mnie budować na nowo. Pewnie będę miała te chwile słabsze i gorsze ale one miną a na horyzoncie pojawia się moje nowe lepsze życie. Moje i moich dzieci.
                To była dobra rada żeby bawić się na całego z dzieciakami super spędziliśmy to popołudnie i wieczór nikt nie rozpaczał nie płakał...a Pan siedział z królewna w swojej wieży i wzajemnie karmili się swoim towarzystwem. I niech im tam będzie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka