ezagraj
20.01.05, 16:06
Czesc
10 w ubiegly poniedzialek bylam u lekarza z mala bo mowimy z mezem ze ona to
ma chyba cos w nosku bo jej chlupocze. Niby nie ma kataru ale cos chlupocze.
W pierwszym momecie pomyslalam ze jestesmy przewrazliwieni bo w czwartek
poprzedzajacy 10 tez bylismy u lekarki i wtedy tez nam powiedziala ze mamy za
suche powietrze w domui stad moze chlupac i czasem moze odkaslnac i ze kozy w
nosku tez sie czasem moga pokazac. Wiecie czlowiek jest glupi i latwowierny
zwlaszcza jak jeszcze nigdy nie mial dziecka. Wiec jak pokazalismy sie w
poniedzialek to ona ze jest wszystko ok ze mala zdrowa i ze ja zaszczepimy
kupilismy ta szczepionke 5 -cio skladnikowa, a i jeszcze powiedziala ze
pozniej na godzinke na spacer ( nie byliśmy). Na drugi dzien bylo wiecej
kaslania (dzwonilam do przychodni i rozmawialam z ta lekarka a ona ze to
normalne ale ze jak cos to jutro sie widzimy bo dzis to nie ma sesu) a w
srode poszlismy ponownie do lekarza. Powiedziala ze w oskrzelach nic nie
slyszy, ale ze na wszelki wypadek da nam taki leciutki antybiotyk w
zastrzykach bo mala moze wymiotowac takimi doustnymi. no wiec ja ok jak sie
okazalo to wcale nie bylo ok bo dostala najsilniejszy antybiotyk jaki mozna
dac takiemu dziecku biofuroksym. Tak ze zaczela go brac od srody ,
pielegniarki przychodzily do domu. W piatek jej jeszcze nie przechodzilo
bardziej kaslala i postanowilismy isc do prywatnego lekarza na konsultacje.
Facet jest ordynatorem w szpitaliku dzieciecym, pokrecil glowa jak zobaczyl
co mala dostala . Powiedzial ze jestesmy mlodymi rodzicami i ze nie musimy
wszystkiego wiedziec ale ze antybiotyku profilaktycznie to sie nie daje a juz
zwlaszcza nie takiego. Przepisal nam wziewy i jeszcze jedne kropelki no i
kazal juz do konca czyli do niedzieli wlacznie wziasc zastrzyki skoro juz je
zaczelismy brac. Pielegniarka ta co przychodzila do domu powiedzial ze ona
jest zamala i ze nie beda chcieli do niej przychodzic w wekend z przychodni
dyzurujacej a rejon nie pracuje, ale mamy kolezanke ktora jest pielegniarka i
pracuje z noworodkami na intensywnej wiec kto jak kto ale ona ma wprawe i
przyjechala w sobote do nas. Jak uslyszelismy od niej co to za antybiotyk to
zdretwialam, bo to ona nam powiedzial ze silniejszego to juz sie nie da dac
takiemu malcowi a jeszcze jak powiedzielismy ze to na katarek to sie
zalamala. Zastrzyki sa tak silne i tak bolesne ze dzieciom powyzej 1 roku i
doroslym daje sie je ze znieczuleniem, bo stary nie moze wyrobic, a poza tym
jak sie okazalo to te france z rejonu miast jej dawac w miesien w nozke to
tawaly jej w nozke ale w bok nozki gdzie jest splot a nie miesien czyli na
dobra sprawe robily go podskornie a to ponoc takie uczucie jak by cie noge
rozrywalo. A okazalo sie ze gdyby nie to ze to my poprosilismy Kaske to
opcemu by nie zrobila bo w domu to tych zastrzykow robic nie wolno bo dziecko
moze dostac wstrzasu tylko robi sie je w szpitalu bo jak cos to atropina jest
potrzebna. A co z tego nawet jak one nosza ta atropine jak po zrobieniu
zastrzyku ona wychodzi , a co do wekendu to ona mi wmawiala ze mala jest
malutka i ze tamci nie przyjda a to nie w tym rzacz tylko w tym ze nikt by mi
w domu tego nie zrobil. Mala ma sie juz ciut lepiej w poniedziałek miala
stawiane banki , jak ona rozpaczala to serce mi sie rozpadalo na male
kawaleczki.
Jak by było mało jej cierpienia to teraz dziecko dostało kolki bo ta franca
jej nie przepisała nic ochronnego jakis lakcid czy cos takiego i teraz się
bardzo męczy. Kupiliśmy wodę koperkową i kropelki chciałam infacol ale nie
było i ponoć ten sam skład i działanie maja krople esputicon. Czy któras z
was ma może lepszy sposóbna kolkę?
Dodam że mała ma 8 tygodni, i jeszcze jedno jak długo utrzymuje sie kolka?
Pozdrawiam Edyta z Emilką