Dodaj do ulubionych

Znowu kasa...Macie takie problemy?

07.11.05, 11:16
Rzadko się tu odzywam, ale czytam często. Mądre rzeczy piszecie, dziewczyny,
może mi też doradzicie. Postaram się zwięźle, ale łatwo nie będzie, proszę w
wytrwałość przy czytaniu.
Moje małżeństwo jest bardzo szczęśliwe. Mąż ma mnóstwo zalet - nie będę ich
wyliczać, bo pisać chcę o tej jedynej rzeczy, której zaakceptować nie umiem i
nie chcę.
Problem w tym, że mój mąż...liczy. Co liczy? Kasę, oczywiście. Ta potrzeba
liczenia nasila się wybitnie, kiedy mamy kontakt ze światem zewnętrznym.
Krótko mówiąc, przedmiotem jego najwyższej troski jest to, żeby z naszego
portfela nie wypłynęło więcej, niż sami mamy szansę w rożny sposób zyskać.

Może parę przykładów, żebyście zrozumiały, o co mi chodzi.

Urodziny naszego dziecka. Ja troszczę się głównie o to, czy się wszystko uda,
dzieci sie będą dobrze bawić, tort będzie dobry...A mój mąż przede wszystkich
zapamiętuje, co od kogo dziecko dostało. A że pamięć jest zawodna - to kamerą
uwiecznia, następnie odtwarza. Potem trzeba tylko sprawdzić, ile co kosztuje,
i już wiadomo, ile maksymalnie można przeznaczyć na dane dziecko w razie
odproszenia. Raz przekroczyłam limit o 2 zł - była afera.

Wychodzimy do znajomych na niezobowiązującą posiadówę. Każdy coś bierze, wg
uznania. My bierzemy na podstawie szczegółowej analizy z ostatnich lat, co u
nich było ostatnio na stole i co oni do nas przynieśli w podobnej sytuacji.
Jeśli chcę wziąć winko za 12 zł (bo je lubię), a nie Sofię za 7 - bo taką
ostatnio przynieśli - jest afera. Ostatecznie na ogół i tak biorę to, które
chcę, ale wcześniej odechce mi się tego spotkania...

Impreza u nas. Stół jest zawsze poddany krytyce - stanowczo zbyt wystawny,
jak na to, czym nas ludzie goszczą, no i biorąc pod uwagę, że byliśmy u nich
raz, a oni u nas co najmniej dwa przez ostatnie pół roku.

Teraz coś o mnie: lubię gości. To fakt. Umiem gotować, stołu nie zastawiam
drogo, raczej się napracuję niż przepłacę. Ale to oznacza moje "godziny
pracy" - zdaniem męża, więc tak czy owak koszty (nie skarżę się, naprawdę to
lubię). Mamy duży dom, dobre warunki, przez jakiś czas rzeczywiście częściej
spotykaliśmy się u nas niż u innych znajomych - ostatnio już nie, bo skóra mi
cierpnie na myśl, że znowu wysłucham "wyliczanki". Oczywiście, spotykaliśmy
się na tej zasadzie, że każdy coś tam przynosił - niestety, zdarzało, się że
ktoś przyszedł z pustą ręką (gdybyż wiedział, jak mu to zostało zapamiętane!)
a już notorycznie wiele osób przynosiło zbyt skromny, zdaniem męża rzecz
jasna, "gościniec". Moim zdaniem, mąż widzi głównie to co sam daje - no, ale
on by pewno powiedział, że u mnie jest odwrotnie. Dla niego to ja jestem
odmianą Matki Teresy tylko dlatego, że nadrzędnym celem moim nie jest, aby mi
bilans wyszedł co najmniej na zero. Mąż twierdzi, że jestem absolutnym
wyjątkiem - bo wszyscy myślą tak, jak on, tylko się z tym nie ujawniają.

To tylko część mojego problemu, o reszcie, tej boleśniejszej, może napiszę
później - jeżeli temat kogoś zainteresuje. Boję się, że i tak mało kto
przebrnie przez ten post.
Tym którym się udało - dziękuję, i proszę o opinie






Obserwuj wątek
    • mik5 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:22
      Ciekawy problem.
      Ja nie mam takich bo jestem trochę zbyt rozrzutna no i nie specjalnie umiem
      gotować. Zazdroszczę ci tego. No i bardzo chce a nawet muszę nauczyc się
      gospodarności kasą i innymi dobrami.
      Natomiast Twój mąż myslę, że trochę przesadza, to raczej on jest wyjątkiem.
    • agrest9 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:24
      zachowanie męża jest skandaliczne, po pierwsze mojemu mezowi ani mi nie
      przyszły by takie pomysły do głowy, nawet wstydzilibyśmy sie takiego zachowania
      wobec siebie.Powiedz meżowi że jest on wyjątkiem -i to smutnym i przerażajacym.
      • l.e.a Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:28
        domusia - jak mąż zareagowalby , gdyby przeczytał nasze wypowiedzi ? pewnie by
        się w nim zagotowało i zrobił by Ci awanturę, a szkoda - bo dowiedziałby się,że
        ma bardzo brzydką cechę charakteru - łakomstwo.

        Jak w taim razie Twój mąz reaguje na wszelkie akcje wspierające potrzebujących ?
        • kasia1302 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:31
          A gdzie Ty się tutaj łakomstwa dopatrzyłaś? Ciekawa konkluzja.
          • l.e.a Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:33
            dobrze Kasiu, zatem sknerstwo ...
        • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:58
          Jeśli chodzi o akcje wspierające potrzebujących, ma zawsze jedną odpowiedź - po
          to płaci podatki, aby się nimi nie przejmować.
        • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 12:01
          Nie, lea - awantury nie będzie. Mąż jest tak przekonany o słuszności swego
          podejścia - że będzie raczej zdziwiony, chyba, że znajdzie słowa poparcia dla
          swojej postawy.
          Mąż nie robi mi awantur - to jedna z jego licznych zaletsmile
    • kasia1302 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:29
      Wszystkie zalety męża, o których piszesz nie mają znaczenia przy takiej wadzie.
      Nie potrafiłabym żyć z takim człowiekiem, nie chciałabym, aby dzieci miały taki
      wzorzec. Dla mnie nie do zaakceptowania.Nie ma nic gorszego nic drobiazgowy,
      nudny bez fantazji partner.
    • rita75 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:35
      Ale rachuler, wspolczuje. W sumie nie wiem co napisac...
      • semijo Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:45
        Domusiu...naprawdę trudno coś doradzić, zwłaszcza, że Twój mąż uważa że jest to
        normalne i występuje u wszystkichsmileMoże odetnij się do tego na maxa. Powiedz,
        że od dzis masz gdzieś jego wyliczenia, jesteś tym zmęczona itp no i że
        zamierzasz kupować to co uważasz za słuszne, a nie to co pokazuje statystyka.
        ja bym powiedziała, że uważam takie liczenie za przejaw buractwa i prostawctwa.
        Pewnie się obrazi, ale co tam...Pozdr
        • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 12:13
          Semijo, czego ja już nie mówiłam! No, może się staram bez wybitnych epitetów,
          ale w nerwach różnie bywało.
          Ja się staram odcinać, naprawdę. I często robię tak, jak uważam, nie jestem
          zniewoloną żoną. Ale, wiecie, mam dość tej walki. Ja chcę, żeby mój mąż
          przestał tak myśleć, bo mi to przeszkadza, bo to jest dla mnie najpoważniejsza
          skaza w jego charakterze. Poza tym, trochę walczę, a trochę już odpuszczam - i
          np. mam ochotę kogoś zaprosić, a tego nie robię, bo nie chcę znowu dyskusji o
          tym, co mam na stole postawić przy tej okazji.
    • marychna31 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:40
      Domusiu, wybacz bo pewnie sprawie Tobie przykrośc tym co napiszę ale moim
      zdaniem Twój mąż ma problem. To co opisujesz to ewidentnie patologia. Myslę, ze
      jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby zwrocenie się do specjalisty, choćby na
      początek do poradni małżeńskiej, tak aby ktoś uświadomił Twojemu męzowi, ze ma
      rzeczywiście problem. Wiem, ze takie przekonanie męża do udania się do
      specjalisty będzie niezwykle trudne ale moim zdaniem jest niezbędne. Wydaje mi
      się, ze takie zachowania jak opisujesz będą się w przyszłości tylko pogłębiać.

      Warto przecież, żeby ten problem nie przesłonił Wam całego wspólnego zyciasmile
      Powodzenia.
      • rita75 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:42
        Przypomnial mi sie "Skąpiec" Moliera... Przedstawiony byl tam podobny
        przypadek wink
    • mik5 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:44
      Ale, doumusiu, liczę na kontynuację wątku i nie zrażaj się tym, że tak
      niefrasobliwie skomentowałam.
      Też mam problem z kasą, ale nieco inny - mam jej za mało.
      Pozdrawiam
    • magdalenamk Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 11:52
      Czy twój maż ma może korzenie z Kaszub?
      Znam takich ludzi, mam nawet taki przypadek w rodzinie. Facet też jest straszną
      sknerą. Dom wybudował, na dzieci pieniędzy nie załuje podobno, chociaż ja
      uważam inaczej. Najlepiej mu się oszczędza na żonie. Nawet do tego stopnia, ze
      sprzedał jej swój samochód, zeby mogła jeździć, potem sobie kupił nowy i nadaj
      jeździ jej samochodem. Cóż, nie łatwo żyć z takim człowiekiem, ale z rozrzutnym
      jeszcze gorzej. Ja np. ciągle się wściekam, że my za dużo wydajemy. Mojemu
      mężowi jest wszystko potrzebne, i zazwyczaj to co najdroższe, ale niestety ja
      też nie należę do osób oszczędnych. Może dla tego, ze moja mam była bardzo
      oszczędna i przez to ja mam alergię a oszczędność.
      • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 12:06
        Nie, korzeni z Kaszub nie ma. Na nas - najbliższej rodzinie - nie oszczędza,
        czasem pogdera, ale raczej w żartach. Twierdzi, że takie podejście prezentuje w
        trosce o byt swojej rodziny (czyli nas).
        Chcę dodać, że dba o ten byt więcej niż dobrze - mamy, może niepopularnie się
        do tego przyznawać, więcej niż dobrą sytuację materialną.
        • l.e.a Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 12:12
          domusiu - jeżeli nie oszczędza na rodzinie to chyba nie jest najgorzej winkino to
          sknerstwo napewno nie jest miłe i godne uwagi niestety, może niech poczyta ten
          wątek, może zmieni zdanie ?
          Moja rodzina nie nalezy do majetnych ael.. czym chata bogata smile
          • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 13:16
            To teraz pozwólcie, że napiszę o tym, co boli mnie najbardziej.
            Moja sytuacja rodzinna jest taka: mam dwoje rodzeństwa, rodziców mieszkających
            daleko. W moim mieście mieszka tylko moja siostra z mężem i dzieckiem. Brat -
            też daleko. Stałe i w miarę częste kontakty mam z siostrą, zresztą jesteśmy ze
            sobą naprawdę zaprzyjaźnione.
            Zdaniem mojego męża, te nasze kontakty wybitnie obciążają nas finansowo.
            Problem w tym, że to oni częściej przyjeżdżają do nas - co jest prawdą. Kiedyś,
            jak starsze dziecko było malutkie, siostra (jeszcze wtedy bezdzietna) często
            (raz na 1 - 2 tyg) wpadała do mnie w ciągu dnia (system pracy jej to
            umożliwiał). Spędzałyśmy razem czas, ona pomagała mi przy dziecku, choćby tym,
            że była ze mną, przypilnowała małej, przewinęła, wyszła na spacer...Każda mama
            będąca sam na sam z niemowlęciem wie, ile to znaczy. Dodam, że wizyty cioci
            były zawsze dla małej największą atrakcją (tak jest do dziś). A po pracy
            przyjeżdżał mąż (siostry oczywiście) i ją zabierał. Ponieważ wiedziałam, że
            jest prosto po pracy i zawsze coś tam w domu miałam do jedzenia, było dla mnie
            oczywiste, że należy go (siostrę też) obiadem poczęstować. W przekonaniu mojego
            męża - o to chodziło! Żeby się najeść na nasz koszt...

            Teraz widujemy się rzadziej, oni też mają dziecko, a mieszkamy w sporej
            odległości. Nadal jednak bilans jest niekorzystny - po pierwsze, z uwagi na
            dawne czasy, po drugie - bo częściej oni bywają u nas. Np. pada pytanie: A
            kiedy oni urządzą Wigilię? Święta? Oni u nas byli, a my?
            Mamy duży dom, wielki salon. Oni - 2-pokojowe mieszkanie w bloku. Względy
            praktyczne przemawiają wg mnie za tym, żeby takie większe imprezy u nas robić,
            tym bardziej, że są składkowe. I dochodzi jeszcze jedna sprawa - moja
            teściowa. No właśnie.
            Mąż jest jedynakiem, ma tylko mamę (teść nie żyje od paru lat). Jesteśmy
            jedynymi bliskimi dla niej osobami i moim zdaniem święta, a już na pewno
            Wigilię powinna (chce na pewno) spędzać z nami. Z drugiej strony - dla mojej
            siostry to jest obca osoba, sensowniejszym rozwiązaniem jest Wigilia u nas,
            uważam, niż u nich na siłę. Mąż nie widzi problemu - "mama jest dorosła, ma
            rodzinę, poradzi sobie". Owszem, ma, brata, z którym kontakty ma kiepskie,
            wątpię, żeby o niej pomyślał. A jeśli nawet, na pewno wolałaby być z jedynym
            synem i wnukami.
            I teraz druga strona medalu. Dodam, że nie istniałaby, gdyby mąż inaczej
            traktował moją rodzinę.
            Moja teściowa jest z nami bardzo związana. Bywa u nas b. często, znacznie
            częściej, niż moja siostra. Czasem zostaje na noc. Święta spędza całe.
            Uwierzcie, jej obecność mi nie przeszkadza, ma swoje wady, ale ogólnie jest w
            porządku kobieta. Jednakże boli mnie to, że zdaniem męża jego mama ma prawo być
            traktowana szczególnie, z uwagi na...Kasę, oczywiście.
            Otóż teściowa dysponuje sporymi oszczędnościami, które oddała synowi w
            zarządzanie. Mąż inwestuje jej pieniądze, z dobrym skutkiem (tak samo zresztą,
            jak nasze). Teściowa jest osobą bardzo oszczędną, choć wcale nie musi być (do
            czego ją wiecznie namawiamy, ja i mąż). Jest w tej sytuacji jasne, że jej,
            nazwijmy, majątek, kiedyś tam się nam dostanie, czy naszym dzieciom.
            I to jest powód, dla którego jego mamie się należy, a mojej siostrze nie.
            Bilans z mamą nie ma szansy wypaść na niekorzyść.
            Podkreślam: żyjemy za własne pieniądze, nigdy nie prosiliśmy o pomoc, wystarcza
            nam bez problemu.
            Stosunek do teściowej miałam taki sam od zawsze, finanse nie mają dla mnie
            znaczenia (a nie zawsze były takie, jak teraz). Goszczę ją i szanuję, bo jest
            mamą mojego męża, a nie z uwagi na peryspektywę spadku.
            Sorry, że nie umiałam krócej.
            • pade Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:05
              Domusiu, Twój mąż nie jest skąpy tylko wyrachowany.
              W to, że obróci się to przeciwko niemu nie wątpię. Zastanawiam się tylko czy
              nikt z Waszych znajomych albo jego matka nie zorientowali się czym w życiu
              kieruje się Twój mąz? Przecież on tak naprawdę przelicza ludzi na pieniądze!
              Liczy się ten, który coś ma i dzięki komu może coś zyskać. To wstretna cecha,
              obrzydliwa.
              A co by było gdyby Twoja rodzina potrzebowała pomocy finansowej? Podejrzewam,
              że nie kiwnąłby nawet palcem. Wiem, że to bolesne, ale żadna zaleta nie zakryje
              tej wstrętnej wady.
              Fakt faktem, że są ludzie, którzy uważają, że skoro ktoś ma pieniadze to z tego
              powodu powienien gościć u siebie wszystkich swoich znajomych, sponsorować
              wyjścia i kupować drogie prezenty. Ale takich ludzi jest mało. Mąż musi zmienić
              podejście albo mu to kiedyś bokiem wyjdziesmile


              -
              moje słoneczka
              moi piękni jubilaci
            • gosiamam Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:22
              Mąż jest jedynakiem,
              to chyba problem z dzieciństwa, ja mam jeszcze bardzo małe dziecko ale gdzieś
              czytałam ,a może oglądałam, że 2 letnie dzieci uczą się dzielić i zauważać
              innych a nie tylko siebie . pewnie twoja teściowa przeoczyła to.
        • babka71 Domusiu? tak zapytam 07.11.05, 12:48
          dba o Was , starcza Wam na wszystko to dlaczego robi problem w kupieniu wina za
          12 zł, a woli sofię za 8 zł??.., przecież to tylko 4 złote więcej???...
          Pytam , bo u mnie jest odwrotnie, cienko z kasą ( to ja Jestem ta oszczędna),
          ale jak gdzieś idziemy, to mój zawsze mówi: dziady jesteśmy to chociaż wino
          porządne kupmy, a nie szczocha za 8 zł??...Serce Mi się kraje wówczas ale
          przyznaję Mu rację...i nie ważne jacy to są znajomi i co kupili jak byli u nas
          10 lat temu he he inflacja...
    • ania.silenter Głęboko współczuję takiego męża:(. Koszmar:( 07.11.05, 12:24
      Nigdy nie wyszłabym za mąż za togoś tak małostkowegosad. Żenadasad((. NIGDY
      nikomu nic nie wyliczam, ani kto co mi daje (brat mojego męża ma duuużą firmę i
      w prezencie ślubnym dostaliśmy od niego i jego żony...komplet ręczników -
      dokładnie dwa malutkie i jeden duży). I co? Ano, nic, dali co chcieli i tylesmile.
      Mój mąż swojej rodzinie oddałby ostatnią koszulę i jeszcze serce dołożył i za
      to go kochamsmile)).
      pozdrawiam
      P.S. Nienawidzę takich charakterów jak Twojego męża i sądzę, że gdyby Wasi
      znajomi wiedzieli jaki jest nie przyszliby do Was więcej.
      • semijo Re: Aniu... 07.11.05, 12:34
        ..nikogo nie interesuje jaki cudowny jest Twój mąż a na pewno nie Domusie,
        która zwróciła się o tu o konkretną porade. Wybacz ale twoja wypowiedź nic nie
        wniosła do sprawy, no może ty poczułaś się lepiej. Pozdr.
        • ania.silenter Semijo... 07.11.05, 12:55
          Chyba masz dziś zły dzień - współczujęsad, może jakieś ziółka albo muzykę
          relaksacyjną sobie zaordynujesz?
          pozdrawiam
        • domusia97 do Semijo 07.11.05, 13:40
          Nie mam żalu do Ani, właśnie jestem ciekawa, jak zachowują się inni faceci-
          chciałabym się zorientować, czy to męża podejście jest kuriozalne, czy też -
          jak twierdzi mąż - moje.
          • ania.silenter Domusiu... 07.11.05, 13:46
            dziękismile, właśnie o to mi chodziło, kiedy opisywałam zachowanie mojego męża.
            A co do Twojego to - według mnie - jego zachowanie jest co najmniej dziwnesad.
            pozdrawiam
    • triss_merigold6 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 12:55
      Czy Ty masz własne pieniądze? Jeśli tak to mogłabys z nich dokładać do
      prezentów czy przyjęć ponad wyznaczony limit.
      Wybacz, ale Twój mąż prezentuje wyjątkowo ordynarnie małostkowe podejście.
      Taniej jest: nie zapraszać, nie bywać i nie kupować prezentów.
      Mam dość luźny stosunek do pieniędzy, są - super, nie ma - oszczędza się więc
      takiej postawy "żeby bilans się zgadzał" nie rozumiem i nie akcpetuję.
      • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 13:52
        triss_merigold6 napisała:

        > Czy Ty masz własne pieniądze? Jeśli tak to mogłabys z nich dokładać do
        > prezentów czy przyjęć ponad wyznaczony limit.

        Nie, nie mam własnych. Wszystkie, które mamy, są wspólne. Mąż nigdy tego nie
        kwestionował.
        Oczywiście, mogłabym dokonać jakiegoś formalnego rozdziału i powiedzieć: moja
        sprawa, jak dysponuję moją częścią. Ale nie chcę, taki model małżeństwa po
        prostu mi się w głowie nie mieści.
        • triss_merigold6 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:00
          Czy masz pieniądze zarobione przez siebie?
          A mnie się nie mieści w głowie możliwość życia z człowiekiem, który mając kasę
          kupuje wino za 8 zł albo sprawdza ile kosztowała podarowana zabawka.
          Twój wybór. On się nie zmieni.
          • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:11
            Mam pieniądze zarobione przez siebie. Ale to są także jego pieniądze, mamy
            wspólnotę majątkową - formalną i rzeczywistą. Poza tymi sytuacjami, o których
            pisałam, mąż mnie zupełnie nie rozlicza. Nigdy. Na siebie i dzieci mogę wydać
            ile chcę, w granicach rozsądku oczywiście, ale to ja ustalam te granice.

            Nie ukrywam, Triss, że ja liczę jednak na to, że się zmienismile Ten wątek mnie
            bardzo dużo kosztuje, ale to jakaś moja próba walki o tę zmianę.
    • faceeet niezle, niezle...:) 07.11.05, 12:59
      "bo wszyscy myślą tak, jak on, tylko się z tym nie ujawniają"
      Typowe myslenie paranoika.

      Takie dzialanie jest tez glupie z ekonomicznego punktu widzenia. Ciecie
      kosztow, cieciem, ale wiele firm wylozylo sie tnac koszty tylko, a zapominajac
      o poszukiwaniu nowych zrodel przychodow.
      Maz lepiej niech przeznaczy ta energie na znalezienie dodatkowych zrodel
      przychodu a nie sie rozdrabnia na jakies bzdety.

      My ci nie pomozemy wiecej, porady szukaj u psychologa lub psychiatry.
      • mamakochana Re: niezle, niezle...:) 07.11.05, 13:03
        Gdy czytałam ten fragment o filmowaniu prezentów i sprawdzania ceny, byłam
        prawie pewna że to żart.

        Koszmar. Tym bardziej szokujące że tak jak mówisz, powodzi wam sie bardzo
        dobrze.

        Nie wiem co doradzić. W każdym razie chyba żadne zalety nie zasłoniłyby mi
        takiej małostkowości, sknerstwa i buractwa.
      • domusia97 do faceeeta... 07.11.05, 13:37
        Widzisz, tu wcale nie chodzi o ilość kasy, tylko o podejście. Powiem wprost,
        zawsze mogłoby być lepiej, ale nie musimy póki co szukać nowych źródeł, obecne
        wystarczają. Problem w tym, że nawet z milionem dolarów w kieszeni mąż uważałby
        tak samo - chyba, że go jakoś przekonam, że jego podejście jest niewłaściwe. On
        twierdzi, że jest nie tylko prawidłowe, ale i powszechne.
        • triss_merigold6 Re: do faceeeta... 07.11.05, 13:39
          Nie jest powszechne. Może w Szkocji? D
          Nie jest prawidłowe.
          Nie przekonasz go, ten typ najwyraźniej tak ma.
          Przyzwyczaj się albo go zostaw.
        • faceeet To jest pewnie nerwica natrectw, czy jak to sie 07.11.05, 13:50
          tam nazywa... Idz do psychologa z tym. I wez kamere z filmem i pokaz lekarzowi
          to.
    • bea.bea dla rozluxnienia:)) 07.11.05, 13:13
      tato kup mi na urodzinu łzwy!!!
      latem na łuzwach sie nie jeździ....
      to kup mi zimą....
      w zimie nie masz urodzinsmile))
    • bea.bea Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 13:19
      a zupełnie powaznie..to nasz kolega facet ma racje...
      jesli zachowanie twojego męza jest patologia ..to nie wiem czy mu cos pomoze..
      miałam w rodzinie przypadek gdzie facet ciułał kazde zarobione pieniadze...nie
      mieli mebli( oprócz podstawowych)...ubierali sie jak najtaniej...jedli
      ziemniaki...itd..
      zaznaczam , nie byli biedni...
      zdazyło sie tak , ze facet zmarl.....a kobieta do dziś zyje z procentów...nie
      pracuje...można powiedziec ..miała szczęście??smile)

      ale wiem , ze kiedy żyl ...jego rodzina przezywala koszmar...
    • lila1974 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 13:38
      Obawiam sie, że żadna nasza rada nie odniesie tu skutku, bo mąż jest przekonany
      o słuszności własnych poczynań.
      Jak dla mnie musiał tym przesiąknąć za dzieciaka, bo samo z siebie chyba by się
      nie wzięło. A jak wiadomo przyzwyczajenie drugą natura człowieka.
      Wyobrazam sobie, jak musi Cię to mierzić. A rozmawialaś o tym z teściową? Jest
      szansa, że on to ma po ojcu. Choć raczej wydaje mi się, że i ona by go nie
      przekonała. Oddała mu swoje oszczdności, syn nimi dobrze zarządza, więc ma
      głowę na karku i jego posunięcia są słuszne.
      Sama jestem ciekawa, co doradzicie w takiej sytuacji.
      • domusia97 Lilu... 07.11.05, 13:45
        Nie ma tego po ojcu. Teść był raczej z tych traktujących kasę dość luźno.
        Oszczędność jako taką ma raczej po mamie, ale ona nie prezentuje tak skrajnych
        postaw.
        Staram się nie mieszać rodziców w nasze problemy.
        • domusia97 Jeszcze coś... 07.11.05, 14:04
          I też jestem ciekawa, jak jest u Was. Czy rzeczy po dzieciach sprzedajecie czy
          komuś przekazujecie?
          Bo ja upieram się i przekazuję rodzeństwu. Piszę: upieram się - bo dużo mnie to
          kosztowało i kosztuje. Mogłabym je przecież sprzedać, a tak po raz kolejny
          ładuję im w kieszeń.
          A ja oddaję i znowu uszczuplam domowy budżet...
          • pade Re: Jeszcze coś... 07.11.05, 14:08
            oj, żebyście nie zbiednieli przez to oddawaniesmile
            Nie wiem czy jesteście wierzący czy tez nie, ale skoro powodzi Wam się lepiej
            niż dobrze, to dlaczego nie możecie wspomóc tych, którym gorzej się wiedzie?
            Wiesz, odnoszę wrażenie, że jeszcze masz to pod kontrolą, ale bardzo Cię to
            męczy. Ale zastanawiałaś się jaki będzie Twój mąż za 20lat? Z wiekiem taka
            cecha tylko się pogłębi, współczujęsmile
            • domusia97 Pade... 07.11.05, 14:19
              Mąż jest niewierzący. Ja - sama nie wiem...
              Ale to chyba nie ma nic do rzeczy. Wierzący wcale się nie równa dobry i skory
              do pomocy bliźnim i odwrotnie. A mój mąż uważa, że nikogo wspomagać nie musi,
              każdy ma tyle, na ile zapracował. Wyjątek - pokrzywdzeni przez los, ale na nich
              płaci podatki.
              Pade, zaznaczam - ja uważam inaczej, i na ogół postępuję tak, jak uważam - ale
              często dużo mnie to kosztuje. A chciałabym żyć w zgodzie i ze sobą, i z własnym
              mężem, którego - czy to gdzieś wyraźnie napisałam? - bardzo kocham.
              • pade Re: Pade... 07.11.05, 14:35
                Przeczytałaś to co napisałam jeszcze wyżej?
                Twój mąż jest strasznie wyrachowany, niestety.
                Myślałam, że może jest wierzący, że ksiądz mógłby z nim małą pogawędkę
                przeprowadzić, ale to bez sensu. Wiem, że to nie ma nic do rzeczy, ale wiesz,
                im wiecej piszesz, tym bardziej zimny wydaje mi się Twój mąż, bardziej
                nieludzki. Czy takie wyliczanki są codziennie, czy od czasu do czasu?
                I jeszcze jdno, czy Twoje dzieci nie zaczynaja zachowywac się podobnie?
                O to naprawdę nietrudno, a dzieci szybko się uczą.
          • ania.silenter Re: Jeszcze coś... 07.11.05, 14:09
            Przekazuję opiekunce moich dzieci, która ma 2 siostrzenice w ciąży.
            pozdrawiam
          • samumer Re: Domusiu 07.11.05, 14:21
            Witaj. Wszystkie rzeczy po dzieciach oddawałam , oddaję i będę oddawać. Mimo,
            że nie powodzo nam się najlepiej finansowo to nigdy nie przyszło by mi do głowy
            je sprzedawac. Zresztą ja je oddaję osobom w jeszcze gorszej sytuacji
            materialnej więc jak tu brać pieniądze?
            Twoj mąż bardzo mi przypomina mojego sąsiada. Efekt jest taki, że są 16 lat po
            ślubie i obecnie nikt do nich nie przychodzi ani oni do nikogo nie chodzą.
            Bramka jest zawsze zamknięta na klucz a telefon baaardzo często wyłączony.
            Z tego co wiem taka sytuacja bardzo mu odpowiada. Jego zona a moja koleżanka
            jak chce sie z kims spotkać to chodzi sama /oczywiscie nie mam tu na myśli
            wieczornych wyjść tylko popołudniową kawkę z sąsiadka/.
            Nikt go z sąsiadów nie lubi - ale myślę , ze dla niego to nie ma znaczenia.
            Po co to pisze?
            Myslę , ze Twoj maż sie nie zmieni - nie liczyłabym na to. Uwazam jesdnak , ze
            mogłabyś tak sobie wszystko planować aby po prostu wiedział jak najmniej - kto
            u was był , co jadł itd.

            Tobie zaoszczędziłoby to nerwów a jemu obliczeń big_grin
            Po prostu czego oczy nie widzą....
            pozdrawiam ola.
          • mharrison Re: Jeszcze coś... 07.11.05, 14:28
            Domisiu,
            przyznam, że opis zachowania Twojego męża mnie zmroził.
            Dla mnie jest ono ... niewyobrażalne.

            I niestety ... mało we mnie optyminzmu co do jego zmiany.

            Chciałabym Cię jednak zapewnić, że nie jest to zachowanie powszechne, a nawet
            częste.

            Pytasz się jak jest u innych. Nie liczymy i nie pamietamy co kto przyniósł, a
            tym bardziej za ile. U nas jest tak, że częściej jesteśmy odwiedzani niż
            odwiedzamy, ale nie przyszło mi do głowy ustalać menu w zalezności od tego, co
            było podane u innych. I ile to mogło kosztować. Nie mowiąć o spamiętywaniu czy
            fotografowaniu.

            Normalne jest dla nas częstowanie gości tym co akurat mamy danego dnia,
            wliczając w to panią sprzataczkę. Częstowana jest ona tą samą kawą, ciastem,
            czasami obiadem, pomimo tego że pewnie nigdy nam się nie zrewanżuje.



            Rzeczy (nasze i po naszych dzieciach) oddajemy - jeszcze niczego nie
            sprzedałam. Dlaczego? Bo innym się one przydadzą (niektórym nawet bardzo),
            sprawią im radość, a ja stracę więcej czasu na fotografowanie tych rzeczy,
            opisywanie, targowanie, bieganie na pocztę, ew. wysyłanie etc. niż wzięcie się
            do pracy i zarobienie na kolejne rzeczy. Nigdy też nie postrzegałam tego jako
            uszczuplania budżetu.

            Smutne chyba musi być takie życie buchaltera z wężem w kieszenisad


      • ania77 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:09
        Ja uważam że "nie ma dymu bez ognia".Każde takie zachowanie jest podyktowane
        doświadczeniami z przeszłości,jakoś ukształtowane w dzieciństwie.Nikt z gruntu
        rzeczy nie rodzi się skąpcem.A może właśnie taka postawa oszczędnej matki ma na
        to wpływ?Może w przeszłości była o wiele bardziej "oszczędna" niż teraz....?
        • ania77 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:13
          co wcale nie oznacza że go usprawiedliwiam....okropna wada...
          • verdana Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:19
            A ja mam wrazenie, że Twój mąż nie tyle jest po prostu skąpy, ile chorobliwie
            podejrzliwy. Patrzy na wszystkich ludzi, jako na wrogów, którzy tylko czyhaja
            na to, by go wykorzystać. Musi wobec tego bronić siebie i swojej rodziny przed
            światem, który chce go ograbić.
            To nadaje się do leczenia. Tym bardziej, ze nie wiesz, jak długo Ty i dzieci
            będziecie należeli do świata Twego męża. Może nadejść dzień, kiedy ktos z Was
            także stanie na pozycji zagrażajacego wroga. I mąż będzie pilnował, żeby
            dziecko nie dostało za dużo jedzenia, ani prezentu.
            Ja bym nie patrzyła na to z punktu widzenia skąpstwa, tylko chorobliwych
            urojeń.
            • domusia97 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:27
              Masz, Verdana, sporo racji. Jest raczej podejrzliwy i nieufny.
              Nie mam jednak obaw, o których piszesz. Mąż jest zupełnie innym człowiekiem w
              relacjach z nami, innym w kontaktach z resztą świata.
              Z pewnością nigdy się to nie zmieni, jeśli chodzi o dzieci. Sądzę, że ja też
              mogę być całkowicie spokojna. On nas naprawdę bardzo kocha, nie mam żadnych
              wątpliwości.
              • verdana Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:29
                Nie chciałabym byc złym prorokiem.
                Jesli Twój mąż jest chory (a tak podejrzewam) jego uczucia moga się nagle
                zmienić. Szczególnie gdy dzieci będą starsze.
                Albo gdy np. pewnego dnia uzna, ze go zdradzasz. Albo jesteś nielojalna.
                • domusia97 Co do dzieci... 07.11.05, 14:45
                  Problem w tym, że mąż niczego złego w swojej postawie nie widzi, i z chęcią
                  zaszczepiłby ją dzieciom. Gdyż - w przeciwnym razie - każda z nich zostanie
                  taką Matką Teresą jak ja...
                  I tu jest kolejny problem, przyznaję. Jeśli któreś z dzieci spontanicznie chce
                  coś komuś dać, na przykład, natychmiast słyszy: A kiedy ty coś od niego
                  dostałaś? Albo, córka bierze chusteczki do przedszkola (pani prosiła) i słyszy:
                  czy inne dzieci tak samo często przynoszą?
                  Bo niby dlaczego on ma dać więcej, niż inni?
                  • kalina_p Re: Co do dzieci... 07.11.05, 14:50
                    wiesz co, mnie sie to normalne nie wydaje.
                    Na dowód, że normalne i powszechne nie jest, daj mężowi do przeczytania ten
                    wątek może?

                    Nie lubie takich ludzi, a juz nagrywanie kamera to całkowita przesada. Może
                    naprawde mąz ma problemy? tez mi sie ywdaje, że z wiekiem bedzie jeszcze
                    gorzej, a jak jeszcz dzieci tego samego nauczy...to tylko dzieciom współczućsad
                  • pade Re: Co do dzieci... 07.11.05, 15:05
                    To jest niebezpieczne po prostu. To przekazywanie pałeczki dzieciom.
                    A Ty nie jesteś Matką Teresą tylko jestes normalna, za Twój mąż niestety nie.
    • volta2 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:38
      Domusiu, nie martw się. Jak tak czytam, to wszystkie dziewczyny piszą, że to
      się pogłębi z wiekiem, ale chyba nie musi. U nas jest z finansami nienajgorzej,
      mąż trzeba przyznać, ma gest, nie jest może rozrzutny, innym niczego nie
      żałuje. W naszym związku to ja raczej jestem osobą o podobnej postawie jak twój
      mąż, i nic złego się nie dzieje. ja też zazwyczaj lubię, gdy bilans wychodzi na
      zero. Zawsze hamuję zapędy męża podczas gwiazdkowych zakupów, ale sobie
      ostatnio odpuściłam i żeby kłótni nie było prezenty dla jego rodziny kupuje on,
      dla mojej ja(nie muszę dodawać, znacznie skromniejsze). U mnie ta moja postawa
      wzięła się po ojcu. Zdaję sobie sprawę, że jest to małostkowe, ale cóż,
      zmieniać się nie zamierzam, da się z tym żyć!
    • janet3 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:41
      To co tu piszesz wydaje się wymyślonym horrorem.Twój mąż to naprawde ciężki
      przypadek.Ja sama osobiście nie znam kogoś takiego.To czym piszesz nie
      zalicza się do wad charakteru a raczej należy do gatunku choroby
      pasychicznej.Namów może męża na wizytę u psychologa.Pytałaś jak jest w naszych
      domach....zupełnie inaczej,ja nawet niepotrafię do konca sobie wyobrazić takiej
      sytuacji jak twojasadMoże najwyższa pora uderzyć pięścią w stół i przestawić
      nieco męża?
    • edorka1 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 14:53
      A ja myślę że... no tak to okrrropna małostkowość i wyrachowanie. Niemiłe, niefajne, beznadziejnie stresujące skąpstwo. Ale chyba ten małżonek ma jakieś zalety??? Bo jak przeczytasz te wszystkie posty, to Ci wyjdzie że żyjesz z potworem. A on jest skąpy. Sąpy skąpiec i tyle. Po prostu. Ja znam kilku skąpych i mają to do siebie, że bardzo dbają o to co swoje. Li i jedynie. O dom, żonę, dziecko. O psa i kota pod warunkiem że swój. Jedyne co Ci pozostaje, to próba wytłumaczenia, że psuje sobie wizerunek. SWÓJ.Bo bywa, że skąpstwo idzie w parze z wielką dbałością o własne ego. A ego skąpca nie dopuszcza faktu że jest skąpy. Oszczędny i przewidujący - tak. Ale skąpy nigdy. No i nie popadnij w depresję z powodu tych wszystkich negatywnych opinii powyżej...Bo tak naprawdę to nigdy nie wiadomo co w człowieku siedzi - nawet skąpego może ruszyć sumienie smile)). A nawiasem mówiąc świat nie składa się z altruistów, niestety. Jak tak patrzę dookoła, to Wasz przypadek wcale nie jest taki odosobniony... Mąż przynajmniej jest w swoim skąpstwie szczery. Bo jest jeszcze gorsza wersja - skąpiradło zakłamane.
    • abosa Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 15:04
      Twój mąż powinien zwrócić się do psychologa. Jeśli masz wątpliwości, pójdź jako
      pierwsza i porozmawiaj o Waszym problemie.
      Wbrew pozorom, męczycie się oboje, nie tylko Ty. Bo to analizowanie,
      przeliczanie, dokumentowanie itd... musi kosztować masę czasu, a wygląda na to,
      że Twój mąż czuje wewnętrzny przymus, żeby WIEDZEĆ (ile dostał, ile może
      dać,...).
      Z mojego podwórka (prosiłaś o przykłady): kiedy kogoś zapraszamy, staramy się
      dopasować do okoliczności (rodzaj imprezy, charakter gości (rodzina,
      przyjaciele, dzieci...)) i naszych możliwości (finansowych i czasowych). Nawet
      by nam do głowy nie przyszło, żeby robić kalkulacje, o jakich wspominasz.
      Prezenty też są kupowane na zasadzie wyboru czegoś najowiedniejszego w danej
      syutuacji, a nie pod kątem ceny ustalonej w wyniku zawiłych analiz. Oczywiście
      są jakieś tam "widełki", ale traktowane są jedynie orientacyjnie. Np. cena
      prezentów na uroczystości rodzinne oscyluje ostatnio wokół sumy 50 zł. Co
      oznacza, że z reguły ostateczna kwota zawiera się w przedziale 30-80 zł. Czyli
      wystarcza na książkę, płytę, jakieś bibeloty, galanterię itd.
    • szymanka Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 15:11
      Twój mąż to baaaardzo interesowny człowiek. Domusiu, nie chcę sprawić Ci
      przykrości ale gdyby na świecie żyli tylko tacy ludzie jak Twój mąż, świat
      byłby okropny.

      Nie. Większość osób nie myśli kategoriami Twojego męża. Na pewno są tacy,
      którzy widzą tylko czubek własnego nosa ale nie wszyscy. Twój mąż chyba sam nie
      wierzy w to, co mówi. Niech rozejży się dookoła. Ile mamy przykładów ludzkiej
      bezinteresowności? Nie mam zamiaru tu wymieniać. To tak, jakbym próbowała
      udowodnić że, nie jestem wielbłądem.

      I za przeproszeniem niech nie pitoli tych głupot o ochronie rodziny, o tym, że
      wszyscy itp.
      Skąpy, interesowny egoista.

      Tylko jaki będzie miał intres z własnego postepownia, gdy otoczenie odkryje
      jego prawdziwą twarz?
      • verdana Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 15:21
        A pomyslałas co będzie, jak córki uda się ojcu przestawić na taki sam tryb
        myślenia? Jesli będą podejrzliwe, beda oceniały wszystko z punktu widzenia
        pieniedzy, nigdy nie będą bezinteresowne - może się okazać, ze bedą w życiu
        bardzo, bardzo samotne.
        A co będzie, jak wyjdą za mąż - będą swoje czy obce - może wtedy im tez nie da
        już ani grosza?
        • triss_merigold6 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 15:53
          Wtedy będą się musiały rozliczyć z kwot zainwestowanych w ich wychowanie.;
          To śmieszne nie jest.
          Jesli mąż przekaże swoją postawę córkom (wyliczenia, coś za coś) mają szansę
          wyrosnąć na pazerne, interesowne kobiety dla których związek będzie transakcją,
          która musi się opłacić.
          Opis zachowań jest porażający. IMO zalety jakie ten pan ma nikną w obliczu jego
          wady.
    • take_that Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 15:48
      Bardzo Ci współczuję.
      Dziwię się, że macie jeszcze jakichkolwiek znajomych.
      Nie wierzę, że Twój mąż z takim podejściem nie daje
      im odczuć tego, że za mało przynieśli albo zbyt tanie.
      Przepraszam Cię, ale takie osoby bezpowrotnie zostałyby
      skreślone z grona moich znajomych.
      Aspekt kolejny - dzieci będą miały przechlapane,
      jeżeli przejmą podejście ojca - co jest bardzo możliwe.
      Upraszczam pewnie, ale inne dzieci szybko dadzą im odczuć,
      że nie akceptują niedzielenia się i wygadywania.
      Nie mówiąc o przedszkolankach, które pewnie staną jak
      wryte, kiedy usłyszą czemu dzieci nie przyniosły chusteczek.
      I też potrafią być nieprzyjemne w takich sytuacjach.
      W lekarza nie wierzę - tzn że skąpstwo się da wyleczyć.
      Trzymaj się.
    • j_aga Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 16:35
      Wydaje mi się, że postawa męża musi być stsznie męcząca dla Ciebie i dla dzieci
      też. Podejrzewam, że to skrupulatne liczenie nie może umknąć rodzinie i
      znajomym. Ja zastanowiła bym się na Twoim miejscu nad pójściem do psychologa
      czy psychiatry (jak to juz pisały dziewczyny). Inaczej starcisz znajomych, a
      rodzina będzie źle się czuła idąc do was czy kupując wam prezent.
      Skoro piszesz jak jest u as to napiszę . Mój mąż kwestie prezentów i wizyt
      zostawił mnie. Prezenty kupuję taki na jakie nas stać w danej chwili (chyba nie
      umiała bym sobie przypomnieć co od kogo dostalismy), a gości zapraszamy często,
      bo ja lubię imprezy, a teraz takie czasy, że nie wszyscy urządzają imieniny czy
      inne imprezy, ale czy to znaczy że mam ich nie zaprosić. Nawet niedawno
      zdarzyło się, że rozmawiając z kuzynem powiedziałam, żeby wpadli, i w
      odpowiedzi usłyszałam, że teraz to my do niego, bo oni do nas przychodzą ,a nas
      nie zapraszaja itp, a ja mam pytanie : no i co z tego? Przecież to nie
      księgowość. Mam ochotę to zapraszam i tyle.
      Ostatnio wyniosłam trzy worki ubrań do Caritasu.
      Może za dużo napisałam, ale jestem gaduła.
      Trzymam kciuki, żeby udało Ci się jakoś rozwiązać ten problem
    • edytkus robicie z igly widly! 07.11.05, 18:13
      Ja tu nie widze zadnego problemu, maz nie lubi rozstawac sie z pieniedzmi i tyle. Ja tez jestem sknera
      o ile nie chodzi o najblizszych. A prezenty na filmie beda mila pamiatka po latach.

      Tak tak, na cudzych mezach psy sie wiesza ale jak babcia dziecku prezentow nie robi albo za tanie sa
      to w porzadku jest ponarzekac, nie?!
    • kasik751 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 18:23
      Mam pytanie - a jak Twoj maz rozumie slowo "bezinteresownosc" - w ogole takie
      pojecie w jego slowniku istnieje? A nawet zwykle slowo "pomoc" - zna takie?
      Postawa, ktora opisujesz jest dla mnie do tego stopnia abstrakcyjna i
      szokujaca, ze zastanawiam sie czy sobie nie zartujesz, szczerze mowiac smile
      No, ale jesli nawet jest tak jak mowisz, czyli patologia na maksa, to i tak nic
      Ci sie nie da doradzic, zreszta o rade jako taka chyba nawet nie prosisz, bo
      jest jak jest - jemu nawet stosunki z wlasna matka musza sie oplacac.

      Mnie co innego zaintrygowalo - piszesz o licznych zaletach meza oraz, ze Wasze
      malzenstwo jest bardzo szczesliwe. I to mnie zastanawia - jesli Ty jestes
      szczesliwa z czlowiekiem, ktorych w taki sposob traktuje innych ludzi to ja bym
      sie na Twoim miejscu zastanowila najpierw nad soba. To oczywiscie bardzo
      subiektywna sugestia, bo ja i tylko ja nie moglabym zyc pod jednym dachem z
      facetem takiego pokroju. Kilka miesiecy temu pisalas, ze uczeszczaliscie do
      psychoterapeuty - moze warto ponowic wizyty w tej sprawie. To o czym piszesz
      Domusia nie jest normalne.
      Pozdrawiam.
      • rybkaisia życie nie po to tylko jest by brać 07.11.05, 19:16
        " życie nie po to tylko jest by brać, życie nie po to by bezczynnie trwać..."

        Tylko tyle i aż tyle.
    • alasyla Re: śmieszne wypowiedzi tu są... 07.11.05, 19:45
      Czytam i oczom nie dowierzam. 90% wypowiedzi uznaje twojego męża za: " sknerę,
      potwora, łakomczucha, egoistę, wyrachowanego, skąpca, który powinien iść do
      psychiatry czy psychologa". Nie wierzę, że którakolwiek z piszących tu mam
      nigdy widząć przezent - zabawkę dla swojego dziecka odruchowo nie przeliczyła
      na cenę. O czym zresztą świadczą wątki typ: "babcia nie kupiła prezentu,
      chrzestny zapomniał o podarunku, ile kasy dac na chrzciny, na komunie, czy
      wypada kupić kredki na roczek itp" Uważam, że po prostu nie potraficie przyznać
      przed sobą, że prezenty jednak są ważne i niejednokrotnie ich wartość.
      Powtarzam wartość nie cena. Bo wartosciowym prezentem dla 3 latka mogą być
      ładne kredki świecowe za 6 zł, natomiast prezentem do dupy moze okazać się
      książka gruba jka kłoda bez obrazków za 50 zł.
      Odnośnie zapraszania rozumiem Twojego męża (choc sama należę do ludzi
      gościnnych), ale potrafię zrozumieć, że są ludzie którym nie chce się np.
      ugotować obiadu (z lenistwa i oszczędności) i idą na ten obiad w odwiedziny do
      rodziny smile))),
      Uważam, że nie mamy prawa ocieniać męża autorki i postrzegać jako skąpca, bo
      nie znamy tej "biednej rzekomo rodziny". A moze to oni są wyrachowani i mąż ma
      potrzebę odwetu? Znam z autopsji: Bliscy krewni nigdy nie obdarowują naszego
      synka czekoladą nawet, do tego stopnia, że zapomnieli o Bozym Narodzeniu, nigdy
      nie zapraszają do siebie na poczęstunek, sami zaś są częstymi gośćmi i lubią
      sobie "pojejść". Czy w takiej sytuacji uważacie, że powinniśmy ich dziecko
      obdarowywać drogimi,pięknymi zabawkami, zapraszać dalej na obiady???? Tutaj
      granica mojej szczodrosci się skończyła....
      Co do męża autroki wątku: po prostu dba o swoją rodzinę i wyznaje
      zasadę :"umiesz liczyc licz na siebie" jakże popularną w naszej rzeczywistości,
      tylko nie każdy umie się do tego przyznać.
    • amhali Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 19:55
      Ja mysle ze wiekszosc osob troche demonizuje, i jak sama napisalas maz ma wiele
      zalet a to owszem nie jest moze zaleta, ale sa gorsze wady. Z tym mozna starac
      sie walczyc.

      A nie probowalas (pewnie probowalas - ale jak z rezultatami) przekonac meza ze
      np. to wino za 12 zl smakuje Tobie i w duzej mierze kupujesz je w takim wypadku
      dla SIEBIE a nie dla ludzi do ktorych idziecie? Bo przeciez tak jest...m.in. Ty
      bedziesz je pic - czemu masz pic cos czego nie lubisz?

      Podobnie z pomoca rodzinie - moj maz nie czuje jakiejs wewnetrznej potrzeby
      pomagania mamie jak ta nie prosi czy cos, ale jak ja chce swojej pomoc np.
      finansowo to nie ma nic przeciwko - bo wie ze MNIE to uszczesliwi. Bo tak jest
      jak sie daje czy pomaga komus to jest to (nie w materialnym sensie czy
      finansowym) zazwyczaj transakcja w dwie strony idaca. A Twoja siostra - skoro
      pomagala Ci i wychodzila z dzieckiem na spacer etc - powiedz mezowi ze
      opiekunka by Cie duzo drozej wyniosla niz obiad dla siostry i jej meza...Moze w
      ten sposob postaraj sie mu cos przetlumaczyc - jak on tak kalkuluje powinny
      takie argumenty do niego trafic. W podobny sposob mozna przelozyc bardzo wiele
      sytuacji smile

      pozdrawiam
      • kasik751 Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 07.11.05, 21:29
        Przyklady ktore Domusia podaje nie swiadcza o zwyklej codziennej trosce o
        najblizszych i zdroworozsadkowej oszczednosci czy inaczej: braku rozrzutnosci.
        Tworzenie historii prezentow wraz z filmowaniem i wycena, odwiedzin i stanu
        stolu podczas wizyt oraz wyrzuty o dorzucenie 2 zl do prezentu czy wina to sa
        przyklady na zupelnie inny stosunek do rzeczywistosci niz ten, o ktorym piszesz
        amhalali.
        Zreszta jest jak jest, maz Domusi sie nie zmieni, na pewno nie sam z siebie.
        Problem w tym, ze jej jest z tym zle.
        • amhali Re: Znowu kasa...Macie takie problemy? 08.11.05, 10:50
          > Zreszta jest jak jest, maz Domusi sie nie zmieni, na pewno nie sam z siebie.
          > Problem w tym, ze jej jest z tym zle.

          Mysle ze nie wiesz czy sie zmieni czy nie zmieni - moze nie zmieni sie sam z
          siebie, ale przy pomocy np. specjalisty czy odpowiednim podejsciu przez lat X -
          ma szanse sie zmienic. Poza tym skoro ona pisze ze jej niczego nie zaluje to
          jakas tam szansa ze zauwazy ze ja unieszczesliwia jest i da sie namowic na jakas
          "terapie".

          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka