monique31
18.01.06, 09:50
Kochane E-Mamy!!
Muszę się komuś wyżalić i wygadać. Wczoraj przeżyłam straszną sytuację i
dotarło do mnie jaki mój mąż jest beznadziejnie głupi. Nie sądziłam że kiedyś
tak o nim powiem ale niestety tak jest. Opowiem od początku. W lipcu 2000r
mój jeszcze wtedy chłopak wziął limit odnawialny z rachunku swojego w banku
na 2.000,00 zł. Ja o niczym nie wiedziałam. W sierpniu 2000r braliśmy ślub.
Dowiedziałam się o wszystkim po czasie. Dopóki przychodziło wynagrodzenie na
jego rachunek wszystko było OK. Bank ściągał sobie tylko odsetki i nie
dopytywał się o spłatę limitu bo wiadomo że banki z tego żyją. Kiedy w 2004r
mąż stracił pracę zaczęło się niewesoło. Bank się odezwał i delikatnie
przypomniał o zadłużeniu i o rosnących odsetkach. Już wtedy pisma
przychodziły i na męża i na mnie. Podpisaliśmy z bankiem ugodę, że będziemy
spłacać po 100 zł bo na więcej nas nie stać. Parę m-cy tak wpłacaliśmy ale za
jakiś czas na świat przyszła Marta i znów wydatki wzrosły. Więc zaczęliśmy
płacić po 50,00 zł. Wczoraj wybrałam się do tego banku sama i okazało się że
zadłużenie na dzień wczorajszy wynosi 2.044,00 zł. Więc wszystkie te nasze
pieniądze szły tylko na odsetki. Jakoś to przełknęłam choć w środku już się
gotowałam, bo w sumie z jakiej racji ja mam teraz głowić się skąd wziąć
pieniądze?! Przyjechałam do domu i powiedziałam o tym mężowi. Jezu jak on się
wściekł!!! Zaczął drzeć się że darmozjadom już nic nie będzie płacić, że te
pieniądze mają sobie w d…..wsadzić i jeszcze gorsze przekleństwa. Powiedział,
że mam już im nic nie płacić i że on krótko mówiąc ma wszystko w d. i niech
się dzieje co chce że może go nawet komornik cmoknąć. Ja zdębiałam. To
zamiast się ukorzyć, usiąść i przemyśleć na spokojnie co robić i skąd wziąć
kasę to on wyskakuje z takimi tekstami. Miałam już komornika na karku z jego
głupoty i nie chciałabym przeżywać tego po raz drugi. Cały czas borykamy się
z pieniędzmi, nigdy nie starcza nam do 10-ego i musimy pożyczyć na jedzenie.
I tak w kółko. Ja też jestem zmęczona tą sytuacją i mam naprawdę już dziś
wszystkiego dość. Ja teraz została sama z JEGO długiem a jego to nic nie
obchodzi!!!! Szlag mnie trafia że on jest taki płytki!!! I nic do jego durnej
głowy nie dociera!! Że jak wejdzie komornik na wypłatę to z 2000 zł zrobi się
4000 zł!!! Boże jak go przekonać jak z nim rozmawiać?!?!?!?! To jest typ
narwanego nerwusa i choleryka. A najgorsze jest to że ja naprawdę nie mam
skąd wziąć tych pieniędzy! Rozglądam się za 2 pracą ale same wiecie jak jest
ciężko o pracę. A on ręce założy, będzie przeklinać ale ani głową nie ruszy i
nie pomyśli o zarobku drugim. Nadmienię że oboje pracujemy i mamy 2000 zł
dochodu. Ale zżera nas kredyt na auto, jego eksploatację i ubezpieczenie.
Teraz w lutym znów 600 zł musze wydać na OC i AC. A oprócz tego rata 400 zł i
jego wypłata pochłonięta jest w całości a gdzie czynsz, energia i inne
opłaty? A życie, jedzenie?? Nie, nie naprawdę już nie wiem co robić, sprzedać
samochód to tylko na tym stracę i jeszcze bym musiała dopłacić. Bo już
dzwoniłam i Się pytałam. A samochód jest zadbany tylko rocznik 95 wiec
wiadomo jaka cena. Przepraszam że tak chaotycznie ale dziewczyny poradźcie
coś! Jak mam z nim rozmawiać? Przecież on powinien zrozumieć że to ja
powinnam być wściekła bo to jest JEGO zadłużenie!! Ale ja to rozumiem i
musimy jakoś z tego wybrnąć tylko w jaki sposób? Mam do cholery jasnej iść
stanąć na ulicę i się sprzedać?!?!?!?! Proszę Was doradźcie!!!!!