Dodaj do ulubionych

Alimenty dla studentki???

30.01.06, 15:59
Witam!
Niedawno dostalismy z mezem od jego corki i bylej zony wyliczenie, ile
pieniedzy miesiecznie corka wydaje na utrzymanie i szczerze mowiac jestesmy
lekko zszokowani.

Wyliczenie wyglada tak:
500 zl - jedzenie
400 zl - mieszkanie (dziewczyna wynajmuje pokój w mieszkaniu studenckim i
upiera się, że musi mieszkać sama w pokoju, bo w czyimś towarzystwie nie
mogłaby się uczyć)
100 zl - kosmetyki, chemia, leki
150 zl - buty i ubrania (średnio)
100 zl - wizyta u ortodonty (od niedawna ma założony aparat i raz w miesiacu
musi chodzic na wizytę i przestawienie aparatu)
45 zl - bilet miesięczny na autobusy i tramwaje
50 zl - bilet na pociag do domu i z powrotem
150 zl - comiesieczna wizyta u dermatologa i specjalny zabieg z kwasami
owocowymi (to akurat jest w miare uzasadnione, bo przez wiele lat miala
straszny tradzik i zostaly glebokie blizny i plamy)
200 zl - kurs jezyka angielskiego

W sumie wychodzi ok. 1700 zlotych. Eksia domaga sie, zebysmy placili polowe
tej kwoty czyli 850 zl. Wydaje mi sie to strasznie wygorowana suma. Mysle, ze
20letnia panienka wrecz nie powinna dysponowac takimi wielkimi kwotami, bo to
demoralizujace. Poza tym jesli ma az takie potrzeby moglaby sobie sama
dorobic. Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa), wysoki
czynsz za mieszkanie i w ogole duzo roznych wydatkow. Czy w tej sytuacji sad
moze zasadzic az tak wysokie alimenty?
Obserwuj wątek
    • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:13
      jula55 napisała:
      > W sumie wychodzi ok. 1700 zlotych. Eksia domaga sie, zebysmy placili polowe
      > tej kwoty czyli 850 zl. Wydaje mi sie to strasznie wygorowana suma. Mysle, ze
      > 20letnia panienka wrecz nie powinna dysponowac takimi wielkimi kwotami, bo to
      > demoralizujace. Poza tym jesli ma az takie potrzeby moglaby sobie sama
      > dorobic. Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
      > miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
      > przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa), wysoki
      > czynsz za mieszkanie i w ogole duzo roznych wydatkow. Czy w tej sytuacji sad
      > moze zasadzic az tak wysokie alimenty?


      Nawet dziwie się, że do tej pory nie zasądził.
      Przy podobnych dochodach mój M płaci po 850 zł + czynsz a dzieci nie sa
      studentkami.
      A exia o tak jest uczciwa, ze chce abyscie płacili połowę, a nie np.3/4 albo
      całośc.
      Mam dwie znajome studentki i kosztorys który przedstawiła, jak najbardziej
      realny jest.
      To czy powinna dorobic, czy nie na swoje potrzeby zalezy od rodzajów studiów.
      Raczej trudno "dorabiać" jak sie jest na trudnych dziennych studiach, np. na
      medycynie.
      Tym niemniej w jej wieków nie doiłam kasy od rodziców.
      Ale młodzież teraz ogólnie jest roszczeniowa, wiec ona tez tu wyjatkiem nie jest
      • ann17 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:21
        pozwolę sobie niezgodzić się z twierdzewniem, że dzisiejsza młodzież jest
        bardziej roszczeniowa. nie ma co generalizować. gdy ja studiowałam, to mało kto
        mógł dorobić. praktycznie wszyscy byliśmy na utrzymaniu rodziców, i na pewno
        rodzicom nie przyszłoby do głowy nazwać tego "dojeniem". mi zdarzało się
        dorabiać udzielając korepetycji, ale bylo to na "ekstrasy" - książki, jakiś
        wyjazd. a utrzymanie zapewniali mi rodzice. i tak samo będzie z moim synem, gdy
        za 3 lata miejmy nadzieję dostanie sie na studiasmile uważam że to powinność
        rodziców zapewnić dziecku możliwość wykształcenia (min utrzymując je w czasie
        studiów). zresztą taka jest regulacja kodeksu rodzinnego.
        no chyba że kogoś nie stać, ale to wtedy się jawnie mówi, ze trzeba iść do
        pracy, a studia to ew. wieczorowo. tu - sytuacja na taką nie wygląda.
        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:36
          ann17 napisała:

          > pozwolę sobie niezgodzić się z twierdzewniem, że dzisiejsza młodzież jest
          > bardziej roszczeniowa. nie ma co generalizować. gdy ja studiowałam, to mało
          kto
          >
          > mógł dorobić. praktycznie wszyscy byliśmy na utrzymaniu rodziców, i na pewno
          > rodzicom nie przyszłoby do głowy nazwać tego "dojeniem".

          Nie wiem który jestes rocznik. Ja studiowałam w latach 80-tych i na
          Politechnice prawie wszyscy dorabiali.
          W spóldzielniach studenckich (sprzatanie wagonów, mycie okien), korepytycjami,
          handlem ciuchami, wyjazdami na saksy w lecie.
          Wsród moich znajomych na palcach jednej reki mozna było policzyc tych co nie
          dorabiali wogóle.

          "dojenie" zaś, to moje okreslenie, gdyz na swoje potrzeby typu ciuchy,
          przyjemnosci, kosmetyczki itp zarabiałam sama, a ponadto były stypendia, wtedy
          równiez fundowane oraz socjalne i naukowe. Ja miałam wszystkie z nich, tak, ze
          nie potrzebowałam "doic" od rodziców (zastrzegam ze to moje okreslenie i
          dotyczy mnie osobiescie)

          mi zdarzało się
          > dorabiać udzielając korepetycji, ale bylo to na "ekstrasy" - książki, jakiś
          > wyjazd. a utrzymanie zapewniali mi rodzice. i tak samo będzie z moim synem,
          gdy
          >
          > za 3 lata miejmy nadzieję dostanie sie na studiasmile uważam że to powinność
          > rodziców zapewnić dziecku możliwość wykształcenia (min utrzymując je w czasie
          > studiów). zresztą taka jest regulacja kodeksu rodzinnego.


          Wcale nie zaprzeczam temu ze taka jest "powinność". Nawet się z tym zgadzam
          (czytaj uwaznie)

          > no chyba że kogoś nie stać,

          Moich rodziców własnie nie za bardzo było stac, dlatego tez nie doiłam.

          ale to wtedy się jawnie mówi, ze trzeba iść do
          > pracy, a studia to ew. wieczorowo. tu - sytuacja na taką nie wygląda.

          A tu nikt nie mówi o studiach wieczorowych, ani nie rozczula się nad
          zła "sytuacją"
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:13
        > Nawet dziwie się, że do tej pory nie zasądził.

        Do tej pory Magda mieszkała z matka, wiec koszty utrzymania były niższe.
        Alimenty nie byly ustalone sadownie - przekazywalismy eksi ok. 500 zl
        miesiecznie i bylo ok. Teraz od pazdziernika pasierbica studiuje w krakowie i
        ostatnio eksia skontaktowala sie w tej sprawie z mezem, powiedziala, ze wydatki
        wzrosly, przedstawila wyliczenie i zasugerowala, zebysmy przelewali corce na
        konto wspomniane 850 zl. Nie za bardzo nam sie to podoba i dlatego zastanawiamy
        sie, czy mamy szanse na obnizenie tej sumy w sadzie.

        > A exia o tak jest uczciwa, ze chce abyscie płacili połowę, a nie np.3/4 albo
        > całośc.

        Dlaczego mielibysmy placic wieksza czesc? Licze na to, ze sad uwzgledni fakt, ze
        eksia sporo zarabia i ma na utrzymaniu tylko corke, a my jednak musimy
        utrzymac cala nasza rodzine.
        • agakoza1 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 12:02
          cala wasza rodzine - czyli Twoje dziecko tez, wiec dlaczego nie corke-studentke?
          trudna sprawa, ale wydaje mie sie ze corka juz troche za stara jest na alimenty
          i powinna tylek ruszyc za jakas praca dorywcza.
          • babe007 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 12:10
            Córka nie jest za stara na alimenty - jak wyżej było napisane - studiuje. Z
            tego co zrozumiałam, na studiach dziennych. A jej rodziców jak najbardziej stać
            na to, zeby całą swoją energie poświęciła nauce a nie "walce o byt". Problemem
            w całej tej sprawie jest macocha ewidentnie mająca "moralność Kalego".
            Parafrazując: jak facet utrzymuje moje dzieci (nawet te z poprzedniego związku)
            to dobrze, a jak ma utrzymywać SWOJE dziecko z poprzedniego małżeństwa - to źle!

            Pozdrawiam

            B
      • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:37
        natasza39 napisała:

        > A exia o tak jest uczciwa, ze chce abyscie płacili połowę, a nie np.3/4 albo
        > całośc.

        Uczciwa? przeciez opieka nad tym 'dzieckiem' jest minimalna. Szczegolnie, ze
        spedza ona przewazajaca czesc miesiaca poza domem...

        > Mam dwie znajome studentki i kosztorys który przedstawiła, jak najbardziej
        > realny jest.

        Ja mam duzo znajomych studentek. I wiekszosc miesci sie w wydatkach, wcale nie
        ograniczonych, w kwocie, jakiej dziewczyna chce od ojca.

        > Ale młodzież teraz ogólnie jest roszczeniowa, wiec ona tez tu wyjatkiem nie
        > jest

        Starsza mlodziez jeszcze bardziej wink
      • halszkabronstein Re: Alimenty dla studentki??? 11.02.06, 00:50
        A może to rodzice są rozszczeniowi ? Wiadomo , że młody człowiek chce się
        wykształcić itp . Rodzice mogli myśleć wcześniej o zapewnieniu dziecku bytu ,
        ze dziecko kosztuje , zwłaszcza w okresie studiowania . Chcieliby sobie
        natomiast poszalec a tu lipa bo zapomnieli ze posiadanie dzieci to nie tylko
        uroki ale i obowiązki zapewnienia im przyszłości . Lepiej jak przez 5 lat sie
        pouczy niz jakby miala cale zycie potrzebowac kasy od rodziców bo by nawet w
        bidronce pracy nie znalazła wink.
    • ann17 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:13
      Witaj,
      Koszty które podajesz, nie są moim zdaniem wygórowane. Tyle kosztuje utrzymanie
      dorastającego dziecka! Wogóle nie ma tu kosztów wypoczynku czy jakiejkolwiek
      rozrywki (kino, książka...) Kwota na ubrania też nie jest wysoka.
      To nie są pieniądze na kieszonkowe, tylko na utrzymanie. Młoda dziewczyna może
      i by mogła sobie dorobić, ale nie musi - jeżeli się uczy, to jest na utrzymaniu
      rodziców. Może ma ciężkie studia, a może nie jest tak łatwo znaleźć pracę?
      Zresztą nie piszesz ile Twój mąż aktualnie płaci alimentów.
      Czy będziecie mieli zasądzoną połowę - to już nie wiem - to zależy od
      możliwości obydwu stron. Ale moim zdaniem kwota wydatków jest uzasadniona.
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:19
        > dorastającego dziecka! Wogóle nie ma tu kosztów wypoczynku czy jakiejkolwiek
        > rozrywki (kino, książka...) Kwota na ubrania też nie jest wysoka.

        Co do kwoty na ubrania, to moim zdaniem jest wysoka. Wychodzi 1800 zl w skali
        roku. Nie wydaje az takich sum na ubrania dla naszych dzieci ani nawet dla
        siebie. I tym bardziej mysle, ze studentka nie musi ubierac sie w markowe
        najdrozsze ciuchy. Co do ksiazek, sa przeciez biblioteki - to nie jest niezbedny
        wydatek. Kino to tez nie jest podstawowa potrzeba - zreszta jesli bilet kosztuje
        kilkanascie zlotych, to zakladajac, ze mialaby chodzic do kina nawet raz w
        miesiacu, moze sobie za to zaplacic z biezacych pieniedzy.

        Zreszta z tego co wiem, to ona sobie dorabia ok. 200 zl miesiecznie na
        korepetycjach, ale tego nie da sie przeciez udowodnic w sadzie.
        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:21
          jula55 napisała:
          > Zreszta z tego co wiem, to ona sobie dorabia ok. 200 zl miesiecznie na
          > korepetycjach, ale tego nie da sie przeciez udowodnic w sadzie.

          Nie skomentuje tego po prostu!
          dla mnie żenada.....
        • floric Re: Alimenty dla studentki??? 05.02.06, 20:41
          > Zreszta z tego co wiem, to ona sobie dorabia ok. 200 zl miesiecznie na
          > korepetycjach, ale tego nie da sie przeciez udowodnic w sadzie.

          Jak to się nie da?
          Oczywiście, że się da trzeba tylko dowiedzieć się kogo uczy i powolac go na
          świadka. Kiedy lala spotka swojego klienta w sądzie odechce jej się oszukiwania
          i naciagania ojca na kasę.
      • halszkabronstein Re: Alimenty dla studentki??? 11.02.06, 12:48
        Zgadza się ! Mój kolega miał od ojca 800 zł alimentów w czasie studiów i to
        było kilka lat temu ! To jest szczyt chamstwa napisać , że ona może sobie
        dorabiać . 16 -17 latek też teoretycznie może sobie już dorabiać,wiec
        wygodniccy rodzice może powinni wywalać dzieci w tym wieku z domów ?? Póki ktoś
        jest na naszym utrzymaniu to mamy obowiązek zrobic wszystko by się wykształcił.
        Takie jest prawo . Dzieci to nie tylko obowiązki ale i przyjemności . Macocha
        chciałaby dać 300 zł na odwal się myślac , ze to kasa na zakupy ciuchów.. choc
        i tak za dużo bo pewnie dziewczyna bedzie zdemoralizowana... Ojciec dziewcazyny
        łoży też na wychowanie jej dziecka z 1 małżeństwa - ona pisze , że ' maja 2
        dzieci ' dobre.. maja 1 dziecko + on musi na ten samej zasadzie utrzymywać jej
        dziecko co i dziewczyne . Skoro jednak dziecko mieszka z nimi to część kosztów
        odchodzi automatycznie. Ale i to dziecko z czasem pójdzie na studia - ciekawe
        czy wtedy dobra macoszka bedzie mu wyliczac za wizyte u lekarza czy
        ubrania !!!!


        Zgodnie z prawem ona może siedziec na tyłku na studiach i nic nie robic ani nie
        dorabiać !!! Tak jak mówie - prawo chroni pewne osoby przed takimi macoszkami
        itp ludzmi - tak samo kibieta po porodzie nie musi od razu wracac do pracy bo
        ma macierzyński ani 10 latek nie pracuje bo rodzicom sie przestało podobac
        utrzymywanie malucha hehe......
    • bojana Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:15
      Na moje oko wygląda to na dość rzetelne wyliczenie kosztu utrzymania. Kwestia
      pokoju do samodzielnej dyspozycji jest dyskusyjna.
      Czym jesteś zszokowana? Tym, że ta dziewczyna chciałaby żyć na podobnym
      poziomie jak jej ojciec? Czy negujesz któryś z wydatków?
      Cieszcie się, że nie ma tam średniej miesięcznej za pościel, meble, malowanie
      pokoju i tym podobne. Bo też sa dziecku do życia potrzebne, choć nawet
      samodzielne nigdy o takich kwestiach nie wspominają.
    • iziula1 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 16:19
      Do uzasadnionych wydatków zaliczyłaś tylko kosmetyczkę smile
      Fakt,bilety i jedzenie mozna sobie odpuścić.Nie są niezbędne do zycia smile
      Uważam pytania tego typu z katalogu "pytan bez sensu". Dlaczego? Juz wyjaśniam.
      Bo o tym zadecyduje sąd. A nie kilka kumoszek spierajacych sie na forum. Ani ty
      ani twój mąż.
      A jesli chcesz uzyskac odpowiedz czy córka twego męza z pierwszego męza ma
      racje czy nie w swoich roszczeniach pytanie powinno byc zadane wprost.
      Poza tym dziewczyna jest studentka więc wniosek o alimenty jest jej a nie
      eksi smile Panna jest już pełnoletnia.
      Pozdrawiam.
      Iza
      • jula55 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:05
        > Do uzasadnionych wydatków zaliczyłaś tylko kosmetyczkę smile

        Nie kosmetyczke tylko dermatologa. To akurat jestem w stanie zrozumiec.

        > Fakt,bilety i jedzenie mozna sobie odpuścić.

        Niekoniecznie odpuścić, ale 500 zl na jedzenie dla jednej osoby to chyba gruba
        przesada? Policzmy nawet 10 zl dziennie - wychodzi 300 miesiecznie a nie 500.
        • ann17 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:13
          witaj, 10 zł dziennie na wyżywienie, to może dałoby sie zorganizaować przy
          dużej rodzinie, gdy obiady gotuje się w domu. jeżeli dziewczyna jest studentką,
          to pewno obiad musi zjeść w akademiku czy na mieście. u mojego syna w liceum
          obiady są po 6-7 złotych. nie bardzo wyobrażam sobie zorganizowanie wyżywienia
          za 10 zł dla pojedynczej osoby. przecież byle jogurt kosztuje złotówkę, jakaś
          kanapka czy drożdżówka tyle samo. wydaje mi się że pójście w kierunku
          oszczędzania na jedzeniu nie wygląda najlepiej...
        • ann17 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:27
          ciekawa jestem czy takie same kryteria będziesz za kilkanaście lat stosowała
          wobec własnych dzieci. myślę że nie. będziesz chciała żeby się prawidlowo
          odżywiały, będziesz im od czasu do czasu dawała pieniądze na książki czy kino,
          bo to jest normalne, że młodzież ma takie potrzeby. teraz Ci żal, bo to są
          pieniądze nie na Twoje dziecko, tylko na dziecko męża z poprzedniego związku.
          ale to dziecko ma takie same prawa do portfela Twojego męża, co Twoje dizeci.
          dziewczyna sobie dorabia korepatycjami na przyjemności, a do rodziców zwraca
          się o pokrycie kosztów utrzymania. Ty jej żałujesz na jedzenie, ubranie,
          praktycznie na wszystko.
        • iziula1 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:34

          > Niekoniecznie odpuścić, ale 500 zl na jedzenie dla jednej osoby to chyba gruba
          > przesada? Policzmy nawet 10 zl dziennie - wychodzi 300 miesiecznie a nie 5

          A twoja pasierbica wyliczyła 16,70 zł za dzień. W tym 3 posiłki dziennie.
          Zenujące są tego typu wyliczanki.
          Zenujące tym bardziej,że to obydwoje rodzice są zobowiązani do utrzymania
          dziecka , wykształcenia i uposażenia aby jak najszybciej uzyskało samodzielność.
          A ty nie bedąc jej rodzicem wyliczasz dziewczynie,że dorabia na korepetycjach
          200zł.
          Zenujące.
          • irka123 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:46
            Chwileczkę,jak to fajnie wydawać cudze pieniądze.
            Moja 5 osobowa rodzina,mąż,ja,3 dorastających dzieci mamy na swoje utrzymanie
            25 tysiąca.Gdzież sięt o ma do 1800 dla samotnej studenki.A niech no ona
            zakasze rękawy i dorobi coś jeszcze prócz tych korepetycji.
            Biedna nie może się uczyć?Musi mieszkać w samotności?Czy raczej WOLI mieszkać
            sama.
            Pomyslecie o ludziach,kórzy muszą żyć z zasilku,albo nawet i bez niego-tylko z
            zapomogi.
            • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 17:54
              Irka, po pierwsze nie porównuj swojej sytuacji do sytuacji pasierbicy, bo ma
              się to nijak do tamtego stanu faktycznego. Jej ojciec zarabia 3200 więc 850 zl
              to około 30% jego dochodów.
              Dla rodzica wydać 30 % swoich dochodów na dziecko studenta to naprawdę zadna
              przesada.
              Wyliczenia zaś Ex, nie wygladają na naciągane.
              • iziula1 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 18:07
                Agamagda, moim zdaniem to szkoda czasu na tłumaczenie tego typu spraw. Bo jakie
                argumenty wpłyna na zmiane postawy autorki wątku. Zadne.
                Ona nie chce "płacić" na córke męza. I wszystko cokolwiek by ta dziewczyna nie
                podała, zanizyła, zawyżyła byłoby złe.
                Alimenty pochodzą z kieszeni jej męża, tak jak i utrzymanie jej dziecka z poza
                związku. Do tego nikt się nie wtrąca. I uwazam,że powinno tak pozostac na lini
                pasierbica jej mąz.
                A to,że narusza ich wspólny budżet domowy... trudno. Dokładnie wiedziała,że
                wiąze się z facetem z zobowiązaniami.
                Bo to czy roszczenia studentki są uzasadnione, rozsądne dla autorki wątku jest
                bez znaczenia.
                Ona oczekuje poparcia swojej postawy na NIE.
                Dlatego sądy są od wydawania orzeczeń w tego typu sprawach.
                Pozdrawiam
                Iza
            • pesher Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 10:13
              Irka,
              O czym Ty pleciesz kobieto? Jak mozesz porownywac swoja sytuacje do tej
              opisywanej w watku? Dziewczyna ma DWOJE dobrze zarabiajacych rodzicow. Jest
              przyzwyczajona do pewnego STANDARDU zycia. Wiec teraz powinna, w imie
              solidarnosci spolecznej i dobrego samopoczucia rodziny ojca zrezygnowac z
              rzeczy, do ktorych jest przyzwyczajona? Nie sadze. Dopoki JEJ rodzice dobrze
              zarabiaja nie musi obnizac swojego standardu zyciowego. I tak jak dla Ciebie 3
              dzieci mieszkajacych w jednym pokoju jest STANDARDEM, to dla tej dziewcyny moze
              byc GWALTOWNA obnizka standardu. Ale jej rodzicow na to STAC, poniewaz DOBRZE
              zarabiaja. Ciebie NIE STAC i dla Ciebie to luksus.

              A te CUDZE pieniadze, to sa pieniadze jej matki i JEJ OJCA.

              Pesher
            • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 10:28
              irka123 napisała:

              > Chwileczkę,jak to fajnie wydawać cudze pieniądze.
              > Moja 5 osobowa rodzina,mąż,ja,3 dorastających dzieci mamy na swoje utrzymanie
              > 25 tysiąca.

              A czyja to wina?
              Zarabiajcie więcej, bedziecie mieć więcej.
              Wszyscy maja zyć za 2,5 tysiaca, bo ty tak zyjesz, kobieto?

              Gdzież sięt o ma do 1800 dla samotnej studenki.

              I co? Gól Ci skacze?
              Ja np. mogę się bulwersowac, że kogos stać na kolię z brylantów, a tysiace
              dzieci w Afryce głodują.
              Takie jest zycie po prostu.

              A niech no ona
              > zakasze rękawy i dorobi coś jeszcze prócz tych korepetycji.

              a zakasz ty i twoj stary, będziecie tez mieć więcej

              > Biedna nie może się uczyć?Musi mieszkać w samotności?Czy raczej WOLI mieszkać
              > sama.

              Moze musi. Moze zawsze miała swoj pokój i nie umie z nikim innym.
              Nie kazdy jest przyzwyczajony do gniecenia sie na kupie.
              Nic w tym dobrego zreszta nie widze.
              Mozna dla oszczedności nawet w jednym wyrze spać, albo waletowac w akademiku.
              I co z tego?

              > Pomyslecie o ludziach,kórzy muszą żyć z zasilku,albo nawet i bez niego-tylko
              z
              > zapomogi.


              No i co to da?
              Sa tacy co nawet zapomogi nie maja, albo na dworcu mieszkaja, przy nich ci co
              maja zasiłki to krezusy!
    • labomba666 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 19:16
      Jasne! Sąd może zasądzić dowolnie wysokie alimenty, niezależnie od dochodów
      zobowiązanego. Ważne są możliwości zarobkowe, a całość materiału podlega
      swobodnej ocenie sędziego.

      Z jednej strony, te 850 zł jest kwotą niewygórowaną, mając na względzie Wasze
      dochody i wiek "dziecka".
      Z drugiej ... Należy zażyczyć sobie udokumentowania wydatków rzeczywiście
      ponoszonych. Innymi słowy przedstawienia rachunków.
      A ponadto:
      - ortodonata 100 zł za regulcję aparatu stałego? W Poznaniu dorby bierze 40 zł,
      a nawet 50 zł co drugą wizytę,
      - sama w pokoju studenckim? To raczej luksus, a jak wiadomo alimenty są na
      USPRAWIEDLIWIONE potrzeby, a nie luksusy.
      Resztę sama pokombinuj.
      Poza tym, niech Twój mąż przygotuje podobną kalkulację dla Waszej rodziny, z
      której niezbicie będzie wynikać, że stać Was na max. 300 zł. A sędzia
      krakowskim targiem niech zrobi 500 zł.

      No i 20-letni stary baran powinien się uczyć zaradności i zapie..ć po
      godzinach w McDonaldzie, lub innym Pizza Hut, dawać korepetycje jak reszta
      żaków, których nie stać na luksusy, a nie doić forsę od rodziców.

      LaBomba
      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 19:45
        labomba666 napisał:
        No i 20-letni stary baran powinien się uczyć zaradności i zapie..ć po
        > godzinach w McDonaldzie, lub innym Pizza Hut, dawać korepetycje jak reszta
        > żaków, których nie stać na luksusy, a nie doić forsę od rodziców.

        W kwestii formalnej, to jest córka.
        Jak byłby to syn to faktycznie powinien byc bardziej odpowiedzialny i
        samodzielny.
        Ale baba?
        Znajdzie sobie kiedys chłopa i będzie git!
        Dziewczynie w 90%-ach nie potrzeba takich umiejetnosci.


        Hehe to nie jest moje zdanie tylko ex mojego M (tak gwoli scisłości)
        • labomba666 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 20:22
          > W kwestii formalnej, to jest córka.

          Co oczywiście wynika wprost z treści. Miałem napisać "stara owca"? wink


          > Ale baba?
          > Znajdzie sobie kiedys chłopa i będzie git!
          > Dziewczynie w 90%-ach nie potrzeba takich umiejetnosci.

          Problem w tym, że chłopy przychodzą i (czasmi) odchodzą. Pozdrowienia dla Exa.

          LaBomba
      • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 20:37
        > Z drugiej ... Należy zażyczyć sobie udokumentowania wydatków rzeczywiście
        > ponoszonych. Innymi słowy przedstawienia rachunków.
        > A ponadto:
        > - ortodonata 100 zł za regulcję aparatu stałego? W Poznaniu dorby bierze 40
        zł,
        >
        > a nawet 50 zł co drugą wizytę,
        > - sama w pokoju studenckim? To raczej luksus, a jak wiadomo alimenty są na
        > USPRAWIEDLIWIONE potrzeby, a nie luksusy.
        > Resztę sama pokombinuj.

        Wiesz, labomba pokombinawać to mogą obie strony. 850 zł dla studentki,
        zdroworozsądkowo i zgodnie z wyliczeniami Exi to niewygórowana suma, tu raczej
        wchodzi w grę zła wola i niechęć do płacenia zobowiązań. Bo jeśli Exia teraz
        chce podwyższyć do 850 zł, to ciekawa jestem ile do tej pory płacili, przy
        takich zarobkach.
        • labomba666 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 20:59
          Jakkolwiek, zdrowe dziewczę niech się weźmie za jakąś robotę, bo pasożytować w
          nieskończoność nie będzie.
          Druga sprawa, że o panience nic nie wiemy i być może jest bardzo zaradna
          życiowo, a jedynie jej matka potrzebuje kasy na truskawki do szampana pitego z
          nowym kolegą. Tak, czy inaczej jeśli ktoś prosi - należy pomóc. Podpowiedzieć.
          • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 07:31
            labomba666 napisał:

            > Jakkolwiek, zdrowe dziewczę niech się weźmie za jakąś robotę, bo pasożytować
            w
            > nieskończoność nie będzie

            tiaa, mówimy o studiującej w innym mieście 20-latce, gwoli przypomnienia.

            > Druga sprawa, że o panience nic nie wiemy i być może jest bardzo zaradna
            > życiowo, a jedynie jej matka potrzebuje kasy na truskawki do szampana pitego
            z
            > nowym kolegą. Tak, czy inaczej jeśli ktoś prosi - należy pomóc. Podpowiedzieć.


            Tiaa, następny chłamowaty argument. Matka podała wyliczenie kosztów, które nie
            wydaje się być zawyżone, a póki co to tatuś, nie płacił nawet statystycznych
            20% swoich dochodów, więc to może do niego i jego nowej żony ten tekst o
            truskawkach???

    • pelagaa Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 20:40
      > Wprawdzie nie jestesmy z mezem bardzo biedni (mamy ok. 5000 zl na
      > miesiac, z czego on zarabia netto 3200), ale mamy dwojke dzieci w wieku
      > przedszkolnym (jedno wspolne, jedno moje z poprzedniego malzenstwa),

      Czyli MACIE JEDNO wspolne dziecko, ktore sad moze brac pod uwage, bo Twoje
      dziecko i Twojego exa, to Wy z exem macie obowiazek utrzymywac.

      > wysoki
      > czynsz za mieszkanie i w ogole duzo roznych wydatkow. Czy w tej sytuacji sad
      > moze zasadzic az tak wysokie alimenty?

      Oczywiscie, ze moze, skoro zyjecie na wysokim poziomie, o ktorym swiadczy
      wysoki czynsz i duzo roznych wydatkow, bo dziecko ma PRAWO do zycia na poziomie
      porownywalnym do poziomu rodzicow. Jesli stac Was na wysoki czynsz nie ma
      powodow, aby dziecko gniezdzilo sie w piec osob w pokoju, aby ojcu udalo sie na
      alimentach zaoszczedzic.
      Twoje wyliczanki typu 10 zl na wyzywienie dziennie sa dla mnie zenujace. Biorac
      pod uwage jeden jogurt, ktory moje dziecko zjada codziennie z platkami Gold
      Flakes (o ja rozrzutna!!! conajmiej poltorej paczki tygodniowo, ponad 4 zl za
      paczke!!!) do tego dwie bulki, albo kawalek chleba, jakies maslo, wedlina, lub
      dzem, czy miod, to na obiad zostaje tak niska kwota, ze pewnie codziennie
      ziemniaki z siadlym mlekiem (ktorego nie moze pic ze wzgledu na alergie, ale to
      zapewne moj wymysl, aby drozej bylo), lub pierogi domowej roboty musialby jesc
      moj syn. A gdzie owoce? Warzywa? Dzieci z poprzednich zwiazkow powinny z chwila
      rozwodu przechodzic na jakas fotosynteze, czy "cos" tongue_out
      Jesli chodzi o ubrania, to kwota jest smiesznie niska dla dorastajacej
      panienki, dla ktorej ceny ubran sa takie, jak dla doroslych. Ale przeciez
      pewnie powinna w szmateksach kupowac, tylko co z butami??? Adidasy, jakies
      eleganckie na egzaminy buty, kozaki, sandaly, kapcie, nawet jesli srednie
      cenowo to juz daje piekna kwote rocznie, stawiam na jakies 600 zl rocznie, bo
      jesli tanie to wiele czasu nie wytrzymaja, do tego chocby 2 pary dzinsow to juz
      kolejne 200 zl, jakis zakiet ze spodniami, czy spodnica. Nie chce mi sie dalej
      wyliczac, bo pewnie dojdziesz do wnisku, ze bez majtek tez da sie chodzic.
      Zycze kubla zimnej wody w sadzie.
      • kini_m Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:00
        No trochę jak dla mnie mało trzeźwa dyskusja (żeby przy 20-letniej stdentce
        robić wyliczenia jak przy 2-letnim dziecku).
        Żeby ojciec sam się nie umiał dogadać z 20-letnią panną, tylko potrzebna była
        jeszcze mamusia.
        Jeśli mamusia już nie sprawuje opieki (bo dzieciątko na studiach) to pytanie
        proste: ile daje ci mama?
        Może jeszcze jakaś korekta na różnicę w możliwościach zarobkowych.
        I tyle.
        A jak ojciec dupa co się nie dogadujez córką, no to niech sobie czeka na
        kosztorys od exi.
        pozdrawiam
        • natasza39 I to jest mysl kini! 30.01.06, 21:07
          kini_m napisał:

          > A jak ojciec dupa co się nie dogadujez córką, no to niech sobie czeka na
          > kosztorys od exi.

          Facet chyba lubi jak nim baby dyryguja.
          Exia mówi że "tyle i tyle" na córke się nalezy, a nexia wylicza ze to "za duzo"
          Ciekawe co na to facet, a zasadniczo spod której spódnicy na swiat spozierasmile
      • derena33 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:08
        Dobrze ze Jula taki sam post umiescila na macochach, tam spotkala sie z pelnym
        zrozumieniem, ze na cudze dzieci nalezy placic jak najmniej a najlepiej wcale.
        A studenci (chyba tacy co kazdy rok powtarzaja trzy lata) maja czas na prace na
        studiach, reszta ta co ma zajecia do 18,00 prawie codziennie i nie ma czasu na
        podjecie pracy to leniwi roszczeniowcy.
        Zreszta szkoda strzepic jezyk, rodzice maja obowiazek utrzymywania dziecka,
        dopoki sie ono nie usamodzielni i zaden sad(na szczescie) nie odmowi alimentow
        takiemu mlodemu czlowiekowi.
        A 500 zlotych alimentow wobec dochodow ojca powyzej 3000 na reke, kwalifikuje
        sie do podwyzki, tym bardziej ze dziewczyna studiuje poza miejscem zamieszkania.
        Nawiasem mowiac, ja przy dochodzie na reke okolo 2300, tez mojemu synowi
        studentowi wysylam 600,0 zlotych miesiecznie, oprocz tego oplacam abonament na
        komorke i czasem kupie cos do ubrania, i jakos nie uwazam ze to jest za duzo. A
        przeciez mlody przyjezdza do domu dwa razy w miesiacu i oprocz pieniedzy
        dostaje zawsze na wyjazd walowke, nie liczac tego ile wydam na niego w domu.
        No ale coz ja jestem matka, a jula macocha i taka jest miedzy nami roznica.
        • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:15
          derena33 napisała:

          > Dobrze ze Jula taki sam post umiescila na macochach, tam spotkala sie z
          pelnym
          > zrozumieniem, ze na cudze dzieci nalezy placic jak najmniej a najlepiej wcale.

          Derena nie przesadzaj, wcale z takim zrozumieniem sie tam nie spotkała!
            • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:33
              derena33 napisała:

              > Natasza niestety,glosy rozsadku samotnych matek lub osob obiektywnych utonely
              w
              >
              > jazgocie zadowolonych z siebie i oszczedzajacych na cudzych dzieciach bez
              > wzgledu na ojcowe dochody macoch.


              No to nie pisz że z "pełnym zrozumieniem", to po pierwsze, a po drugie...
              Jakiegoś "jazgotu" to ta raczej nie ma. Spokojnie, nie tylko "macochy" są
              roszczeniowe....
                • e_r_i_n Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:40
                  derena33 napisała:

                  > Macochy nie sa roszczeniowe im i ich dzieciom sie z urzedu nalezy wiecej
                  > niz "poprzednim" dzieciom.

                  A jeszcze czesciej macochy walcza, zeby ich dzieciom nalezalo sie od ojca
                  COKOLWIEK.
                    • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 22:09
                      virtual_moth napisała:

                      > e_r_i_n napisała:
                      >
                      > > A jeszcze czesciej macochy walcza, zeby ich dzieciom nalezalo sie od ojca
                      >
                      > > COKOLWIEK.
                      >
                      >
                      > A z kim walczą o to cokolwiek?

                      Chyba nie trzeba precyzować z kim walczą, z wrednymi bachorami, co maja
                      czelność chcieć jeśćsmile))
                      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 22:13
                        agamagda napisała:

                        > virtual_moth napisała:
                        >
                        > > e_r_i_n napisała:
                        > >
                        > > > A jeszcze czesciej macochy walcza, zeby ich dzieciom nalezalo sie o
                        > d ojca
                        > >
                        > > > COKOLWIEK.
                        > >
                        > >
                        > > A z kim walczą o to cokolwiek?
                        >
                        > Chyba nie trzeba precyzować z kim walczą, z wrednymi bachorami, co maja
                        > czelność chcieć jeśćsmile))


                        Nie przesadzajmy, prosze!
                        Nie mylmy "kromki chleba" z "aparatem cyfrowym" czy "koniem"....
                        Wiem ze też podczytujesz "macochy", więc wiesz o co chodzi....
                        • derena33 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 22:52
                          Natasza daj spokoj tu nie mowimy o koniach i aparatach cyfrowych, tu mowimy o
                          kosztach utrzymania mlodej osoby na studiach poza miejscem zamieszkania.

                          Zresta mysle, ze temat stanie sie blizszy twojemu sercu, jak twoj jedynak
                          wyjedzie studiowac. Mysle ze zmieni ci sie optyka i nie bedziesz bronic
                          wyliczen czy 10 zl starczy na dzien mlodej osobie na wyzywienie w duzym i
                          drogim dla studenta miescie ( ja wiem ze dla chlopaka nie starczy) i czy
                          zamieszkanie z 3 kolegami mimo ze tanie, czy jest mobilizujece do nauki dla
                          studenta. I czy 400 zlotych to duzo, czy malo za wynajem samodzielnego pokoju
                          czy mieszkania. I czy buty albo skarpetki starczaja na miesiac, czy caly rok,
                          szczegolnie jak sie biega od wydzialu na wydzial i oszczedza na biletach
                          autobusowych.

                          • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 23:03
                            derena33 napisała:
                            > Zresta mysle, ze temat stanie sie blizszy twojemu sercu, jak twoj jedynak
                            > wyjedzie studiowac. Mysle ze zmieni ci sie optyka i nie bedziesz bronic
                            > wyliczen czy 10 zl starczy na dzien mlodej osobie na wyzywienie w duzym i
                            > drogim dla studenta miescie ( ja wiem ze dla chlopaka nie starczy) i czy
                            > zamieszkanie z 3 kolegami mimo ze tanie, czy jest mobilizujece do nauki dla
                            > studenta. I czy 400 zlotych to duzo, czy malo za wynajem samodzielnego pokoju
                            > czy mieszkania. I czy buty albo skarpetki starczaja na miesiac, czy caly rok,
                            > szczegolnie jak sie biega od wydzialu na wydzial i oszczedza na biletach
                            > autobusowych.


                            A podpowiedz mi derena gdzie ja napisałam w tym watku, że suma przytoczona jest
                            zawyzona?
                            Gdzie ja bronie tej optyki?
                            Jak znajdziesz taki fragmencik to flache stawiamsmile

                            Ja tylko o obiektywizm prosze!
                              • natasza39 No to juz wiem! 30.01.06, 23:39
                                Ze nadal niewazne CO sie pisze tylko KTO pisze.
                                Się nie przeczyta, się nie zastanowi tylko pieprzy się trzy po trzy zeby tylko
                                pieprzyc.
                                Dziękuję, koniak wychlam sama z moim M!
                                Dzięki za "merytoryczną", jak zwykle, dyskuję!
                        • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 07:40
                          Nie mylmy "kromki chleba" z "aparatem cyfrowym" czy "koniem"....
                          Wiem ze też podczytujesz "macochy", więc wiesz o co chodzi....

                          Natasza, generalnie, masz zdrowy rozsądek i nie przeginasz w argumentach , wiec
                          nie bardzo łapie o co chodzi z tym aparatem i koniem???
                          Przecież wyliczenia matki trzymają się przysłowiowej kupy, nie ma mowy o
                          żadnych przegięciach - może ortodonta to dzis luksus???.
                          Sytuacja wydaje się jasna, druga żona, ma przysłowiowy "wysoki czynsz", innymi
                          słowy - pretensje, o sam fakt że zobowiazanie istnieje.
                          Niestety, wiem ze to niepopularne, ale jednak o tych zobowiązaniach i o fakcie,
                          że moze ono rosnąć wiedziała decydując się na związek z facetem z przeszłością.
                          Bo tu nie chodzi o żadne aparaty, ani kromkę chleba, tylko o proporcjonalne
                          alimenty dla pierwszego dziecka, stydentki kiedy ojciec ma 3200 dochodu.
                • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 21:43
                  derena33 napisała:

                  > Natasza,
                  > Macochy nie sa roszczeniowe im i ich dzieciom sie z urzedu nalezy wiecej
                  > niz "poprzednim" dzieciom.
                  >
                  > Nie lap mnie za slowka, nie powiedzialam ze wszystkie sa takie. Ja na
                  przyklad
                  >
                  > nie jestemsmile


                  I oprócz Ciebie jeszcze "kilka" innych, wiec po prostu nie generalizuj, a ja
                  Ciebie nie bedę "łapała za słówka" ok?
                  • taka-jaka Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 23:11
                    uwazam ze 850 zl alimentow to jest kwota akurat! uwazam ze po polowie-jak
                    najbardziej sprawiedliwe, uwazam ze ojciec zarabiajacy taka kwote powinien
                    placic 800 zl bez zadnego ale, niezaleznie w jakiej jest sytuacji, on sam i
                    jego nowa rodzina - ja tak uwazam
                    pozdrawiam
    • kottiki Re: Alimenty dla studentki??? 30.01.06, 23:17
      Ależ to są rozsądne kwoty, przy waszych dochodach nie rozumiem o co ta cała sprawa?
      Przecież ojciec dziewczyny nie zarabia mało.
      I co jest demoralizujące w tych kwotach, to że chce studiować, czy że chodzi do ortodonty, bo nie rozumiem.
      Gwarantuje ci także, że za 150,- zł. miesięcznie nie kupisz wysokiej klasy markowych ciuchów, wystarczy wejść to pierwszego lepszego markowego sklepu i przekonać się ile kosztują buty czy spodnie.
    • mynia_pynia Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 08:44
      Czy kwota jest przesadzona to ciężko określić, ale moja koleżanka od rodziców
      na miesiąc dostawała około 1000zł a oprócz tego miała stypendium około 500zł i
      czasem nie miała za co wrócić do domu wink
      Ciesz się że nie policzyła zakupu książek, bo przecież w sądzie nie powiesz
      żeby sobie ksero zdobiła, bo jest to okradanie autora.
      Tez zależy jaki kierunek studiów kończy, ja byłam na technicznych studiach i
      potrzebowałam przyborów kreślarskich, które kosztowały majątek i nie był to
      jednorazowy zakup na całe studia, bo się dość szybko kończyły tusze itp.
      Ciesz się że nie policzyła zakupu kompa, który u nas był niezbędny do pracy,
      drukarki (jeden kartridż kosztuje 140zł - a przez napełnianie tracisz gwarancje
      producenta sprzętu)
      Ja mieszkałam podczas studiów w domu, kserowałam książki, ale i tak niektóre
      rzeczy musiałam kupować sama.
      Miesięcznie moją mame studia wynosiły około 400zł i to bez jedzenia,
      mieszkania, ciuchów itp.
      Praktyki, wyjazdy - są obowiązkowe.
    • pesher Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 09:56
      Dla mnie kwestia prosta, jak budowa cepa:

      Matka dziewczyny dobrze zarabia (jak wspomnialas), ojciec dziewczyny dobrze
      zarabia (jak sama napisalas), wiec zdaje sie, ze dziewczyna ma prawo do pewnego
      poziomu zycia, prawda? Co najmniej takiego, jaki ma Matka i Ojciec. 850 PLN w
      stosunku do 3200PLN netto zarabianych przez ojca dziewczyny, ktory ma na
      utrzymaniu 2 (nie 3!!!!) dzieci, to nie jest przegiecie, wybacz.

      Wyliczenia kosztow studiowania tez nie sa zawyzone, ot, Polskie realia i zycie
      studenckie na SREDNIM poziomie, bez superextrasow i bez klepania biedy. Swoja
      droga, ciekawa jestem co dziewczyna studiujesmile

      Jedno tylko, co nasunelo mi sie po przeczytaniu tego watku:
      Pomyslcie i przedyskutujcie z exia mozliwosc zakupu jakiegos mieszkania
      (najlepiej 2 pokojowego) na kredyt. Wynajem drugiego pokoju pokrylby rate
      kredytu. 2w1: mniejsze koszty mieszkannia i czesciowo splacony kredyt. A po
      studiach, jak pasierbica znajdzie prace, niech sama dokonczy splate kredytu i
      bedzie miala mieszkanie.

      Pesher
    • diinna Ja do Jula55 31.01.06, 11:12
      Jula na tamtym forum napisalas o mannie z nieba - dla tamtej dziewczyny.
      Wybacz ale - to jest JEJ OJCIEC.
      Nie obcy facte.
      A popatrzyłas na siebie - czy Ty nie masz postawy roszczeniowej.
      Przeciez to nie z Twoje Kasy tO idzie - jesli zyjesz w dobrym mieszaknuiu ti
      dyuzo Ci a to kosztuje - to w wiekszości i tak Twój M to pokrywa - więc czemu
      samam nie zaczniesz dorabiac. Czemu samam nie wiezmiesz oddatkowej pracy
      zamiast miecpostawe roszczenoiiową. Ciebie łaczy mniej z tym facetem niż ja.
      Skad Twoja postawa roszczeniowa - do nie swoich pieniedzy. Wiesz manna z nieba
      może poprzewracac w głowie.
    • jula55 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 11:20
      Znalazlam ciekawy watek na sasiednim forum. Poczytajcie sobie, za ile zyja studenci:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=245&w=15716751&s=0
      Niektorzy pisza tam, ze na jedzenie wydaja 100 zl miesiecznie i nie ma mowy o
      zadnym glodowaniu.
      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 11:44
        jula55 napisała:

        > Niektorzy pisza tam, ze na jedzenie wydaja 100 zl miesiecznie i nie ma mowy o
        > zadnym glodowaniu.

        Może anorektycy?
        Wiesz tym jednym zdaniem pokazałaś że jednak sa "macochy" z bajek.
        Oszczędnosci na jedzeniu?
        Ty się powinnas leczyć!
          • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 11:51
            iziula1 napisała:

            > Nie gniwaj się Natasza, ale ilekroć czytam Twoje wypowiedzi to mi ten
            > nieszczęsny koń przychodzi na mysl smilesmile
            > To tak obok tematu ale nie moge sie powstrzymać smilesmile
            > Pozdrawiam.

            Nawet gdyby nie było owego nieszczesnego konia (sic!), tez bulwersowałyby
            mnie "wyliczanki" autorki watku!
                • pelagaa Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 19:43
                  Ale jaja wink)) Nie czytalam o koniu smile Dzieki za linka, oplulam monitor wink))
                  Dla mnie kon w normie sie tez nie miesci smile))) Aczkolwiek konie kocham, od
                  dziecka jezdze i o wlasnym kiedys marzylam, jako dziecko oczywiscie, tyle, ze
                  moi rodzice sie nie rozwiedli, wiec nie mialam startu z pomyslem zakupu wink)))))
                  Wynajecie koniowi miejsca (czyli opieka + wyzywienie) to teraz pewnie od 400 zl
                  miesiecznie wzwyz, w zaleznosci od standardu, a do tego dochodzi obowiazkowa
                  opieka weterynarza, bo kon to bardzo watle stworzenie, wbrew pozorom i jak
                  zachoruje to wtedy pewne bankructwo.
                  Od siebie dodam, ze DLA BEZPIECZENSTWA dziecka, pewne "gadzety" do jazdy konnej
                  sa niezbedne, np. toczek, ktory chroni glowe, dobre buty, ktore pomagaja
                  ustawic noge w strzemieniu tak, aby przy upadku latwo sie wysuwala ze
                  strzemienia, rekawiczki odpowiednio podgumowane, aby dobrze sciagac wodze, aby
                  kon nie poniosl (ostatnie dwie pozycje bardziej potrzebne przy jezdzie w
                  teren). Bryczesy to w sumie tez nie wymysl, bo sa tak uszyte, aby nie obcierala
                  sie noga na wewnetrznej czesci kolana. Ale wiem, ze to bardzo drogie gadzety.
                  Moje dziecko tez czasem jezdzi, ale na razie mamy tylko bryczesy i toczek.
                  Jako dziecko nierozwiedzionych rodzicow mialam zawsze sprzet kupowany, moze nie
                  z najwyzszej polki, ale jednak bezpieczenstwo jest wazne.
                  • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 19:51
                    pelagaa napisała:
                    > Jako dziecko nierozwiedzionych rodzicow mialam zawsze sprzet kupowany, moze
                    nie
                    >
                    > z najwyzszej polki, ale jednak bezpieczenstwo jest wazne.

                    Ona ma z najwyzszej, jako dziecko rozwiedzionych rodziców.
                    Teraz chce konia.
                    Jak byłam dzieckiem, chciałam miec takiego małego ludzika z tv, zeby zamieszkał
                    w domku moich lalek. Zeby ruszał się i mówił, ale moja mama i mój tato
                    wytłumaczyli mi, że to głupi pomysł.
                    Chciałam mieć tez kucyka, ale tez mi wytłumaczono ze pomysł jest bzdurny.

                    Załozyłam ten watek nie dlatego, zeby "rozczylać" się nad moim M w sensie
                    ekonomicznym, ale zeby pokazac, jak mozna myslec nieracjonalnie zupełnie i nie
                    wiedziec komu rozbic na złość.
                    Jej się wydaje, ze robi na złośc exowi, a tak naprawde robi na złośc własnemu
                    dziecku....
                    • pelagaa Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 19:54
                      A ja napisalam o sprzecie niezlosliwie tylko, aby wyjasnic, ze niektore rzeczy
                      sa potrzene, a nie kazdy, kto nie jezdzi konno, musi sie na tym znac.
                      Jak widac po Twojej wypowiedzi odebralas to inaczej.
                      Czyli liczy sie kto pisze, a nie co. Nie tylko dla mnie smile
                      • natasza39 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 20:03
                        pelagaa napisała:

                        > A ja napisalam o sprzecie niezlosliwie tylko, aby wyjasnic, ze niektore
                        rzeczy
                        > sa potrzene, a nie kazdy, kto nie jezdzi konno, musi sie na tym znac.
                        > Jak widac po Twojej wypowiedzi odebralas to inaczej.
                        > Czyli liczy sie kto pisze, a nie co. Nie tylko dla mnie smile

                        O sorry, myślałam, że doszukujesz sie drugiego dna.
                        Ostatnio wszyscy go szukaja...
                        • pelagaa Drugie dno 02.02.06, 18:13
                          > O sorry, myślałam, że doszukujesz sie drugiego dna.
                          > Ostatnio wszyscy go szukaja...

                          Zaznaczam, ze pisze to niezlosliwie. Ale to jest naprawde doskonaly przyklad,
                          ze wazne jest KTO pisze bardzo czesto, jak widzisz nie tylko dla mnie, ale
                          rowniez i dla Ciebie. Tak po prostu w zyciu jest. Te same slowa z ust roznych
                          osob, badz spod klawiatur roznych osob odbieramy ZUPELNIE inaczej i nie ma sie
                          na co oburzac, ze dla kogos jest wazne, KTO pisze.
                          • natasza39 Re: Drugie dno 02.02.06, 18:29
                            pelagaa napisała:
                            > Zaznaczam, ze pisze to niezlosliwie. Ale to jest naprawde doskonaly przyklad,
                            > ze wazne jest KTO pisze bardzo czesto, jak widzisz nie tylko dla mnie, ale
                            > rowniez i dla Ciebie. Tak po prostu w zyciu jest. Te same slowa z ust roznych
                            > osob, badz spod klawiatur roznych osob odbieramy ZUPELNIE inaczej i nie ma
                            sie
                            > na co oburzac, ze dla kogos jest wazne, KTO pisze.


                            Dla mnienie jest wazne kto pisze.
                            Tylko co pisz.
                            Chyba nie raz sie o tym przekonałassmile
                            To że ktoś jest w jednym watku moim adwersarzem, nie oznacza, że nie mogę miec
                            takiego samego zdania co on w innym watku.
                            Za to ja od dawna jestem napadana jako "macocha".
                            • kini_m Re: Drugie dno 02.02.06, 18:37
                              natasza39 napisała:
                              > Za to ja od dawna jestem napadana jako "macocha".
                              A co? Myślałaś że to sie nie wiąże z konsekwencjami?
                              Konsekwencje, to tylko konsekwencje, droga Nataszo.
                              hi
                              • natasza39 Re: Drugie dno 02.02.06, 19:30
                                kini_m napisał:

                                > natasza39 napisała:
                                > > Za to ja od dawna jestem napadana jako "macocha".
                                > A co? Myślałaś że to sie nie wiąże z konsekwencjami?
                                > Konsekwencje, to tylko konsekwencje, droga Nataszo.
                                > hi

                                Jak zwykle kini... nie widzieć co ty do mnie rozmawiać
                            • pelagaa Re: Drugie dno 02.02.06, 19:33
                              > To że ktoś jest w jednym watku moim adwersarzem, nie oznacza, że nie mogę
                              > miec
                              > takiego samego zdania co on w innym watku.
                              > Za to ja od dawna jestem napadana jako "macocha".

                              E... tam zaraz napadana wink))) Mnie sie wydaje, ze wiele samodzielnych Cie lubi,
                              a ze "zmacoszalas" w stosunku do pierwszych swoich postow, to i "ataki" sa
                              czestsze wink))))))))))))
                              Tutaj jest po prostu pewien schemat, w calej otaczajacej nas rzeczywistosci
                              panuja schematy, czasem sie przed nimi bronimy, a czasem tak glaboko mamy je
                              zakorzenione, ze ich nie dostrzegamy. Kiedys jedna z mojej ulubionej pary
                              macoch, aby udowodnic, ze moze napisac post cos wnoszacy na TYM forum, napisala
                              zupelnie nietypowy dla siebie post z radami dla samotnej matki w sprawie
                              alimentow. Niby te same rady, co ja daje, niby nawet stylizowany post na moje,
                              z linkiem do moich wyliczen chyba nawet, ale ten post mimo tego ociekal jadem i
                              to sie czulo smile I o to chodzi.

                              > Dla mnienie jest wazne kto pisze.
                              > Tylko co pisz.

                              E.... tam smile Odebralas moj post zlosliwie, bo wiesz, ze jestem czesto zlosliwa
                              w stosunku do macoch tu piszacych smile Moze gdyby napisala go Chalsia, czy Mr_ska
                              odebralabys go zupelnie neutralnie. No ale kazda z nas ma swoje zdanie i nie
                              bedziemy sie po parkiecie za klaczki szarpac, aby sie przekonac wink)))))))))
      • halszkabronstein Re: Alimenty dla studentki??? 11.02.06, 12:51
        Czyli WY w domu analogicznie jecie za niecałe 400 zł bo dzieci powinny razem
        jeść za 50 zł miesiecznie ? Jeśli tak to się zgadzam... bo student wcale nie
        jest obywatelem czy dzieckiem gorszej kategorii. Widac dawno nie byłaś w
        sklepie księżniczko i nie wiesz ile kosztuje jedzenie . A ja wcale nie
        chciałabym codziennie sobie wyliczac na chleb i masło podczas gdy moja macoszka
        sie zajada kawiorem ... Akurat Was stać by i ona mogła jeść za normalne
        pieniadze - w miastach jedzenie jest droższe !!!
    • babe007 Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 11:24
      Wybacz, nie będę dla Ciebie miła.

      Wyliczenie ex są jak najbardziej racjonalne (jedyną rzeczą, nad którą
      EWENTUALNIE mogłabym sie zastanawiać jest miesięczna kwota wydatków na
      ubrania). Co więcej, jak ktoś już wspomniał, nie są w nich uwzględnione żadne
      ekstrasy typu kino, wyjście ze znajomymi na przysłowiowe piwo, teatr, książka
      czy wakacje. Sugerowanie, że kwota na jedzenie jest zbyt wysoka (15 zł
      dziennie, no poprostu luksusy!), czy, że mieszkanie samej w pokoju to
      fanaberie - poprostu żenada! Gdyby dziewczyna chciała wynająć samodzielne
      mieszkanie - możnaby było się zastanawiać, ale samodzielny pokój - no bez
      przesady!(Czy wy mieszkacie wszyscy "na kupie" w maleńkiej kawalerce?
      Podejrzewam, że nie - płacicie przecież wysoki czynsz...)
      Tak jak to już ktoś wspomniał Twój mąż nie ma obowiązku utrzymywać (czy nawet
      współutrzymywać) Twojego dziecka z poprzedniego związku. To obowiązek, który
      ciąży na Tobie i ojcu dziecka - taki sam jaki ciąży na Twoim mężu wobec SWOICH
      dzieci. Biorąc pod uwagę wysokość zarobków Twojego męża, wiek i (niewygórowane)
      potrzeby jego córki kwota alimentów jest jak najbardziej w porządku. A na Twoim
      miejscu wstydziłabym się ją kwestionować!
    • agamagda Re: Alimenty dla studentki??? 31.01.06, 11:55
      Jula - tak jak wyżej perher napisał. Przeginasz. A ja od siebie dodam że jesteś
      żenujaca.
      Zrozum, że facet ma zobowiązania, bo wraz z końcem tamtego związku, dziecko nie
      przestało istnieć.
      Dziewczyna istnieje, ma dobrze zarabiających rodziców i powinna mieć taki
      standart zycia jaki oni mogą zapewić.
      Dziewczyna ma ojca. Ojciec zarabia 3200.
      Odejmij od 3200 alimenty 850 zł.
      Na dom i drugie dziecko (bo 3 jest Twoje) zostaje 2350 zł + 1800 Twoich
      dochodów.
      Może w takim razie poszukałabyś oszczędności w swich rachunkach?
      Masz męża, po prostu, który do domu wkłada 2350 zł, a nie 3200 zł.
      Poszukaj moze oszczędności w swojej kieszeni?
      Albo skoro nie mozesz tez dorób, skoro takie dobre rady dajesz pasierbicy?
    • jula55 Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:05
      Przeciez wydatek 200 zl na kurs jezykowy jest jakas totalna fanaberia lub proba
      naciagania meza. Magda zna angielski bardzo dobrze - rozumiem, ze zawsze mozna
      doskonalic, ale przeciez studiujac filologie ang. nie ma potrzeby placic za kurs
      jeszcze.
      • agamagda Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:16
        Wiesz co... dajmy sobie luzu.
        Zaczynam się zastanawiać czy to nie jest jakaś prowokacja?
        Jeśli nie, idzcie do Sądu niech on oceni, czy dodatkowe lekcje angielskiego są
        potrzebne i czy stówka na żarcie to, czy aby nie za dużo.
        Poza tym, wiedziały gały co brały, i pamiętaj, że to nie Twoje zobowiązanie
        tylko Twojego męża.
                  • agamagda Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:38
                    To co zarabia drugi mąż/żona, to jego dochody, i do niego należą.
                    Drugi małżonek nie ma ŻADNEGO obowiązku utrzymywania dzieci z poprzedniego
                    związku (celowo pomijam kwestie losowe).
                    To przywilej rodziców.
                    Obowiązek alimentacji i dbania o dobro SWOJEGO dziecka, pomijając moralność,
                    wypływa z KRO.
                    • e_r_i_n Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:40
                      Taa, teoria jest piekna smile
                      A praktyka pokazuje, ze po to, zeby ojciec mogl placic wieksze alimenty,
                      przerzuca sie odpowiedzialnosc za wspolne dziecko na matke - wiec bylo nie
                      bylo, decyduje o tym, jak maja byc rozdysponowane jej dochody.
                      Poza tym wytlumacz skad pytania wiekszosci sedziow o zarobki obecnej partnerki?
                      • natasza39 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:46
                        e_r_i_n napisała:

                        > Taa, teoria jest piekna smile
                        > A praktyka pokazuje, ze po to, zeby ojciec mogl placic wieksze alimenty,
                        > przerzuca sie odpowiedzialnosc za wspolne dziecko na matke - wiec bylo nie
                        > bylo, decyduje o tym, jak maja byc rozdysponowane jej dochody.
                        > Poza tym wytlumacz skad pytania wiekszosci sedziow o zarobki obecnej
                        partnerki?


                        W tej konkretnej sytuacji nie ma mowy o "przerzucaniu" odpowiedzialności
                        finansowej na "macochę", bo to nie ona tylko on zarabia drugie tyle.
                        Zreszta liczyłam to na "macochach"
                              • pesher Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:55
                                e_r_i_n napisała:

                                > Wokół, ale nie tylko O.

                                Wiec moze jednak wrocic do dyskusji O tym przypadku, a podyskutuj o wszelkich
                                WOKOL w nowym watku? Bo jak na razie zasmiecasz tylko ten watek dywagacjami o
                                zarobkach nowej zony i ich wplywie na wysokosc alimentow. A ma sie to do
                                omawianego przypadku jak piesc do nosa.. No chyba, ze takie zasmiecanie i
                                wywolywanie pobocznymi, niezwiazanymi z watkiem sprawami to norma, ale jakos
                                nie wydaje mi sie.
                                • alina66 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 04.02.06, 11:45
                                  tak się zastanawiam....
                                  Dlaczego 850 to za dużo?????
                                  Tatuś zarabia dobrze. Potrzeby dziewczyny są dla mnie uzasadnione całkowicie.
                                  Nie rozumiem argumentów, że kurs językowy to luksus, a sto złotych na jedzenie
                                  NA MIESIĄC to przy pewnych dochodach po prostu śmieszna kwota.
                                  Tekst o tym, że dziewczyna dorabia korepetycjami, "ale w jaki sposób jej to
                                  udowodnić" jest żenujący.
                                  Czy to jest tak, że dziewczyna powiedziała ojcu w dobrej wierze, że sobie
                                  dorabia, a ojciec przez nexię chce wykorzystać tę wiedzę, aby mniej płacić?
                                  Rozumiem, że tatuś pracuje po to przede wszystkim, żeby jego rodzina żyła na
                                  pewnym poziomie. A córka to rodzina- tak myślę.
                                  Odnośnie pracy dodatkowej na studiach - są kierunki, na których można dorabiać,
                                  a są takie, na których po prostu nie ma na to czasu.

                                  Poza tym interesujące jest to, jak już wspomniano w tym wątku, że od pewnej
                                  kwoty w górę pojawia się zawsze post ze świętym oburzeniem, że cała rodzina
                                  musi wyżyć. Nijak to się ma do opisanej sytuacji, nie pomaga w niczym, ale
                                  jest...
                                  W takich postach nikt nie pyta jednak, jak ciężko trzeba pracować, żeby mieć.

                                  • kottiki Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 04.02.06, 21:25
                                    alina66 napisała:

                                    > tak się zastanawiam....
                                    > Dlaczego 850 to za dużo?????

                                    Hmm…, podejrzewam że głównie dlatego, że Jula, chce aby więcej pieniędzy zostało dla niej i jej rodziny. Jak większość ludzi coś już ma, ale chce więcej, pieniędzy nigdy dość.
                                    Zawsze przecież można pojechać na droższe wczasy, kupić lepszy ciuch, wymienić samochód na nowy.
                                    A tu co, część pieniążków trzeba oddać w postaci alimentów. Wierze, że to może boleć.
                                    Tyle, że często trudno spojrzeć w lustro. Przyznać się przed innymi i sobą do prawdziwych motywów. Dlatego prościej z tej dziewczyny i jej matki zrobić istoty pazerne na pieniądze.
                                    To nie ja, to one!!
                                    Inni tyle mają na całą rodzinę, a ona chce tylko dla siebie, to skandal!
                                    Dorobić trochę ideologii, „jaka to dziś okropna młodzież, ja tam, panie dzieju, nic od rodziców nie chciałam”, poużalac się nad biednym ojcem – traktowanym przez wyrodną córkę jak bankomat, podziwować się nad dermatologiem i ortodontą – wszak „uroda nie jest ważna – tylko wnętrze” itp. itd.
                                    I już można ze spokojnym sumieniem, w poczucie dobrze spełnionego obowiązku i własnej racji, nie dość że nie podnieść alimentów to jeszcze wzmocnić swoje morale. Coś jak w znanym powiedzeniu o Kalim.
                          • natasza39 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:55
                            e_r_i_n napisała:

                            > Natasza, tutaj dyskusja toczy sie chyba ogolnie, nie o tym konkretnie
                            przypadku

                            Ja się zawsze o konkretnym przypadku wypowiadam.
                            Inaczej nie mozna.
                            Jak zaczniemy uogólniać, to wyjdzie na to, ze "irka" ma racje, bo ma na 5-
                            cioosobowa rodzinę 2,5 tys i zyje.
                            Tak się nie da uogólniać.
                            Za komuny sie wszystkim nalezało tyle samo, bo mieli takie same brzuchy.
                            Ale to byt okresla swiadomość, a zatem dla jednego estrawaganją będą dźinsy
                            kupione w originalnym sklepie "Lewisa", a dla innego norma.
                            Jesli Kowalska ubiera się w szmateksie, nie oznacza, ze ja tez musze.
                            Jesli ktos kupuje zarcie z kotów u chińczyka i mu smakuje to git, inny po tym
                            rzyga.

                            Broniłabym "macochy", która zarabia 3200, a jej maz 1800 i ma na utrzymaniu
                            dwójke dzieci. Wtedy faktycznie to ona finansowałaby te studia córki M, ale w
                            tym przypadku baba ewidentnie nie ma racji!
                              • natasza39 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 14:04
                                e_r_i_n napisała:

                                > Moje wypowiedzi tyczyły sie uzytego w TEJ dyskusji koronnego argumentu o
                                gałach
                                >
                                > i niemacoszych zobowiazaniach. Tak wiec odnoga watku miala swoje podstawy w
                                > glownym temacie wink


                                Argument "gałów" mnie tez wkurza, ale akurat w tym konkretnym wątku, jest jak
                                najbardziej słusznie przytaczany.
                                Jula nie widzi nic zdroznego w finansowaniu przez obecnego męza jej dziecka z
                                poprzedniego zwiazku, natomiast widzi nieprawidłowość w tym, ze facet
                                finansowac ma większe, w zwiazku ze studiami, zobowiazania wobec pierwszej
                                córki.
                                Osobiście mam świadomość, ze kiedyś dzieci mojego M pójda na studia i ich
                                potrzeby wzrosna wtedy.
                                Chyba naturalnym bedzie, ze wtedy będzie trzeba je finansowo wspomóc.
                                Ojciec bedzie miał wtedy mniej dla siebie, więc pewnie ja wiecej do domowego
                                budźetu wtedy dołoże.
                                Albo i nie, byc moze na wszystko wystarczy, ale świadomosc taka trzeba mieć.
                          • kasia_kasia13 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 14:25
                            e_r_i_n napisała:

                            > Natasza, tutaj dyskusja toczy sie chyba ogolnie, nie o tym konkretnie
                            przypadku
                            > .

                            Dla Ciebie chyba wszystkie dyskusje sa "ogolne". I stad Twoje absurdalne posty.
                            W kazdym watku bedziesz pisac o rozczeniowych postawach eksi, dzieci, o tym, ze
                            da sie zyc taniej, o tym, pensje machoc sa brane pod uwage itd. Nawet w
                            watkach, gdzie omawiana jest np. sytuacja, ze tatus daje 200zl na dziecko a
                            macocha nie pracuje. Bo Ty piszesz "tak ogolnie".
              • derena33 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:30
                A co ciebie erin to dotknelo? Ze twoje dochody wliczono do wspolnej kasy i na
                tej podstawie policzono alimenty? czy tylko tak sobie piszesz? Wszystkim sie
                chwalisz, jaki masz nr buta, jakiej odzywki do wlosow uzywasz,ale o tym ze
                pracujesz czytam pierwszy raz.
                • e_r_i_n Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:34
                  Nic mnie nie dotknelo. Po prostu uwazam za idiotyczne twierdzenie, ze obecnym
                  zonom nic do alimentow, skoro prawda jest taka, ze i ich dochody sa brane pod
                  uwage przy zasadzaniu tychze (a sa i nie tylko moje doswiadczenie o tym mowi).
                  Od razu informuje: w moim przypadku nie dochody, a ich brak i mozliwosc
                  alimentacji mnie przez moich rodzicow byla brana pod uwage.
                  • agamagda Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:43
                    uwazam za idiotyczne twierdzenie, ze obecnym
                    > zonom nic do alimentow,

                    To twoje zdanie i tylko Ciebie wiąże.
                    A drugiej żonie, nic do tego, bo to nie jej zobowiązanie.
                    Nikt jej nie każe finansować pasierbów.
                    Wystarczy od od dochodów zobowiazanego odjąć od razu wysokość
                    zobowiazania/alimentów - i wtedy ma się realną kwotę, którą można dysponować.
                    • e_r_i_n Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:45
                      agamagda napisała:

                      > To twoje zdanie i tylko Ciebie wiąże.

                      Alez oczywiscie. W koncu ja sie tutaj W SWOIM IMIENIU wypowiadam smile

                      > Nikt jej nie każe finansować pasierbów.

                      Bezposrednio nie. Posrednio owszem - bo jak facetowi zostanie 10 zł na siebie
                      samego lub wspolne dziecko, to na kogo spadnie obowiazek utrzymania?

                      > Wystarczy od od dochodów zobowiazanego odjąć od razu wysokość
                      > zobowiazania/alimentów - i wtedy ma się realną kwotę, którą można dysponować.

                      Powaznie? smile
          • babe007 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:26
            Może Ci sie nie podobać składnia, frazeologia, i co tam jeszcze sobie
            wymyślisz, ale niestety sens ciągle jest taki, że jeżeli spotykasz faceta,
            który ma zobowiazania z poprzednich zwiazków to te zobowiązania nie giną wraz z
            sakramentalnym TAK, powiedzianym Tobie. One ciągle tam są. Czy to Ci się podoba
            czy nie.
            Howgh!
            • e_r_i_n Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:29
              A czy ja to kwestionuje? Raczej smieszy mnie taki argument, bo wynika z niego,
              ze nalezy ze WSZYSTKIMI oczekiwaniami byłej zony/dziecka z poprzedniego zwiazku
              sie zgadzac, w imie zasady "widzialy ble, ble, ble" oraz miec w nosie wysokosc
              alimentow, jakie placi MOJ maz, w koncu to JEGO zobowiazanie.
          • pesher Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 13:30
            Nie rozumiem czemu sie dziwisz argumentowi: "widzialy galy co braly"? Przeciez
            to jest prawda.. Jezeli bierze sie faceta z "odzysku" to trzeba wkalkulowac w
            taki zwiazek zobowiazania alimentacyjne. A w przypadku opisanym w tym watku
            sytuacja Ojca sie nie zmienila (finansowa). Wzrosly koszty utrzymania corki,
            chociaz, jak napisalam powyzej, te wymagania nie sa kosmiczne. Ale taki juz
            jest los posiadania dzieci chcacych sie uczyc.. I badzmy szczerzy: rodzicow
            stac na jej "fanaberie" w postaci dziennych studiow. Nawet, kiedy zamieszka
            sama w pokoju.
            • kini_m Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 21:54
              mynia_pynia napisała:
              > Czy kwota jest przesadzona to ciężko określić, ale moja koleżanka od rodziców
              > na miesiąc dostawała około 1000zł a oprócz tego miała stypendium około 500zł
              > i czasem nie miała za co wrócić do domu wink
              Mania, taki fakt znaczy że jakby dostała 3.000, to też by jej zabrakło na
              przyjazd do domu. Jak ktoś ma dziure w kieszeni, to żadna kwota mu nie pomoże.
              (W kraju gdzie czasem cała rodzina nie ma tyle na miesiąc co ta studentka -
              trochę z choinki się urwałaś. I nawet dochody starego 10.000 by tego nie
              usprawiedliwiły.)

              > Tez zależy jaki kierunek studiów kończy, ja byłam na technicznych studiach i
              > potrzebowałam przyborów kreślarskich, które kosztowały majątek i nie był to
              > jednorazowy zakup na całe studia, bo się dość szybko kończyły tusze itp.
              A to dobre, z tymi często kończącymi się tuszami to nieźle zajechałaś. Bo tusze
              są po kilka złotych, a jak ktoś łamie albo rzuca przyborami po ścianach - to
              faktycznie wydatek musi być niejednorazowy. Wiesz akurat ja też się
              kreślarstwem zajmowałem i czasem nadal zajmuję.

              > Ciesz się że nie policzyła zakupu kompa, który u nas był niezbędny do pracy,
              > drukarki (jeden kartridż kosztuje 140zł - a przez napełnianie tracisz
              > gwarancje producenta sprzętu)
              No dobre, chciałbym zobaczyć studenta który z moralnym niepokojem walczy o
              utrzymanie gwarancji drukarki. Czy Ty aby po właściwej stronie lustra jesteś,
              Alicjo?

              pesher napisała: (podobnie babe007)
              > Wyliczenia kosztow studiowania tez nie sa zawyzone, ot, Polskie realia i
              > zycie studenckie na SREDNIM poziomie,
              Jakie Polskie realia?
              W W-wie czy w Białymstoku? Bo Ty chyba nie rozróżniasz co to są Polskie realia.
              Polskie realia to akurat co innego niż stolica i ludzie zarabiający na rękę po
              3000.
              Kurde, przegonić by wypadało co niektóre na prowincję żeby poznały termin:
              Polskie realia na średnim poziomie. W dupach się co poniektórym poprz....

              > wiec zdaje sie, ze dziewczyna ma prawo do pewnego poziomu zycia, prawda?
              > Co najmniej takiego, jaki ma Matka i Ojciec.
              Czyli że studentka winna mieć na wszelkie koszty: własnego samochodu, własnego
              mieszkania, dodatkowo na własne dzieci (a jesli bez dzieci, to sobie
              zaoszczędzi tę kwotę). Przeciez ma mieć standard jak rodzice... co, nie?
              Tylko po takich luksusach - co ją zmobilizuje do zarabianie na siebie?
              Jak skończy studia i się okaże że pierwsza pracę będzie miała za 1.300 - to co
              wtedy?? Rodzice będą dokładali brakujące 400??? (Bo tak się bilansowały
              wydatki, a jak tu pozwolić własnemu dziecku obniżyć standard zycia.)

              W ogóle kretyństwem uważam ustalanie alimentów jako procent od dochodów rodzica
              (niektóre podawały tu wartość 20%).
              Jeśli rodzic zarabia 10.000 - czy to znaczy że dziecko ma dostawać co miesiąc
              20.000?
              A jeśli rodzic zarabia 650 - czy to znaczy że dziecko ma dostawać 130?
              Mi na wykładach z demografi jasno wytłumaczono:
              jednym z argumentów zakładania rodziny jest argument ekonomiczny: Nie da rady
              utrzymać się samodzielnie za 600zl, ale za 1200 razem(+dzieci) to już jest
              możliwe.
              Nie da się zrealizować dokładnie takiego samego standardu po rozpadzie rodziny
              (choćby dlatego że opłaca się oddzielne mieszkania).
              Więc owszem, można mówić o utrzymywaniu standardu - ale przy wliczaniu dochodu
              nexi (więc jednak wbrew KRO).

              I żeby było jasne, znam realia bogatych przyjaciół, których rodzice posiadają
              firmy farmaceutyczne - i na studaich tym dzieciom bogatych rodziców taka woda
              sodowa do łba nie uderzała - umiały łazić po lumpeksach, a do knajpy wchodzić z
              piwkiem schowanym za pazuchą żeby było taniej.
              Uważam że dawanie dzieciakowi kasy na dokładnie taki sam standard życia jak
              rodzice jest po prostu niewychowawcze (nawet jak tego rodzica stac kilkakrotnie
              więcej).
              Osobiście uważam że kwota: "opłata za lokum x 3" - jest właściwa (resztę samemu
              kombinować).
              Mnie przy mniejszej jeszcze kwocie stać było na własne hobby, wiążące się
              jeżdzeniem po kraju, albo kupowaniem kosztownego sprzętu taternickiego (ale
              dorabiałem i w innych miejscach sobie odmawiałem).
              Ale jeśli chce się wychować dziecko, które nie będzie myślało a jedynie
              wydawało łatwą kasę - proszę bardzo....
              Chcesz wychować dziecko, czy zaspokoić własne ambicje co do dziecka? (Bo to
              dwie różne kwestie.)
              • iziula1 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 22:06
                Kini

                W ogóle kretyństwem uważam ustalanie alimentów jako procent od dochodów rodzica
                (niektóre podawały tu wartość 20%).
                Jeśli rodzic zarabia 10.000 - czy to znaczy że dziecko ma dostawać co miesiąc
                20.000?
                A jeśli rodzic zarabia 650 - czy to znaczy że dziecko ma dostawać 130?

                Coś z matematyka u Ciebie kiepsko!
              • natasza39 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 31.01.06, 23:19
                kini_m napisał:


                > Uważam że dawanie dzieciakowi kasy na dokładnie taki sam standard życia jak
                > rodzice jest po prostu niewychowawcze (nawet jak tego rodzica stac
                > kilkakrotnie więcej).

                Ale o tym czy to jest wychowawcze czy nie powinni usiąść matka i ojciec i
                pogadać na ten temat.
                I to uwazałabym za normalne.
                Gdyby post był z zapytaniem : "czy uważacie, że mój M powinien przeprowadzic
                rozmowę a ex, ponieważ dawanie córce 1700 zł jest niewychowawcze?"
                Odpowiedziałabym: "Oczywiście-to jest niewychowawcze"
                Ale tutaj paniusia wylicza, że mozna przeciez na żarciu oszczędzić.
                Jakos dziwnym trafem nie pisze jakie sama chce przedsięwziąć oszczędności w
                wydatkach na własne dzieci, w tym swoje osobiste, których jej aktualny mąż
                naprawdę nie musi utrzymywac.
                • kini_m Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 01.02.06, 00:26
                  Oczywiście że to jest temat aby usiadł matka i ojciec i pogadali razem. Ale
                  spacyfika uczestników tego forum jest taka, że nie po to się rozchodzili aby
                  teraz przyjaźnie dyskutować, mimo że są tego obowiązani (masz przykład konia).

                  Oj, no tak... zrobiła cięcia nie przy tych pozycjach co trzeba. Bezpieczniej
                  dla niej było w ogóle nie wskazywać pozycji, mówić na poziomie ogólnym - i
                  wtedy nie grozi to błędem. Wchodząc w analizę każdemu udzielają się jego
                  zboczenia, a każdy z nas ma jakieś i każdego można na tej zasadzie na czymś
                  przyłapać.
                  A czy na jedzeniu...? Ja kiedyś musiałem zaoszczędzić na lokum, gdy na targach
                  książki zapomniałem się w zakupach i zabrakło mi na stancję (juz nie będę mówił
                  gdzie wtedy spałem.... eh). Co prawda nie było to planowe.
                  Oj czepialska jesteś, jak tam niedługo będę w tarnowie to muszę spytać twojego
                  czy przy nim też jesteś tak analityczna do bólu.
              • pesher Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 01.02.06, 10:25
                kini_m napisał:

                > pesher napisała: (podobnie babe007)
                > > Wyliczenia kosztow studiowania tez nie sa zawyzone, ot, Polskie realia i
                > > zycie studenckie na SREDNIM poziomie,
                > Jakie Polskie realia?
                > W W-wie czy w Białymstoku? Bo Ty chyba nie rozróżniasz co to są Polskie
                realia.
                > Polskie realia to akurat co innego niż stolica i ludzie zarabiający na rękę
                po
                > 3000.
                > Kurde, przegonić by wypadało co niektóre na prowincję żeby poznały termin:
                > Polskie realia na średnim poziomie. W dupach się co poniektórym poprz....

                Nie moja wina, ze rodzice tej studentki zarabiaja na srednim poziomie i taki
                poziom studiowania moga jej zapewnic. Dla przykladu i w celach wychowawczych
                maja jej kazac obnizyc standard zycia, do ktorego jest przyzwyczajona? Mysle,
                ze w tej chwili, kiedy dziewcze ma lat 19 czy 20 jest na srodki wychowawcze za
                pozno. Trzeba bylo wczesniej o tym pomyslec. Poza tym nie ma przeslanek do
                tego, aby drastycznie obnizac standard zycia dziecka, kiedy rodzicow sytuacja
                finansowa pozostaje bez zmian. A takim "drastycznym" obnizeniem standardu dla
                jedynaczki posiadajacej swoj wlasny pokoj byloby mieszkanie z kims w pokoju.
                Oczywiscie w mojej opinii tylko i wylacznie. Mozna sie z tego smiac czy wrecz
                czepiac, ale nie zrozumie tego ten, kto nie byl jedynakiem i nie mial do swojej
                dyspozycji pokoju tylko i wylacznie dla siebie.

                A co do poprzewracania sie w dupach.. To po pierwsze, zdaje mi sie, ze ja wobec
                Ciebie, ani nikogo innego inwektyw nie uzywalam i byloby milo, zebys pod moimi
                slowami tak ciekawych komentarzy nie zostawial. Po drugie: nigdy nie mieszkalam
                w Warszawie i mieszkac nie zamierzam. Kiedy zaczynalam studia, a bylo to 10 lat
                temu, koszt mojego utrzymania wynosil 1200PLN miesiecznie i byl w calosci
                pokrywany przez moich rodzicow. To byla gotowka przelewana co miesiac na moje
                konto, nie licze jedzenia jakie od nich dostawalam, ubran, jakie mi kupowali
                czy dodatkowych kwot wciskanych przez dziadkow do reki. I nie licze pieniedzy
                wydawanych na wakacje. Moi rodzice takze plasowali sie zarobkami w sredniej
                krajowej, wiec taki sam poziom studiowania i mi zapewniali. Nie mam zamiaru
                przepraszac czy kajac sie, ze mialam komfort studiowania bez troski o to, co
                jutro zjem czy za co kupie ksiazki, a tym bardziej moi rodzice. Moich rodzicow
                bylo stac, tak samo, jak rodzicow dziewczyny opisywanej w tym watku. Z tym, ze
                ja mam szczescie pochodzic z nierozbitej rodziny i zadna druga zona mojego Taty
                nie wyliczala, ze 500PLN na jedzenie to za duzo.

                A tak juz zupelnie OT, to wydaje mi sie, ze nawet jezeli ojciec dziewczyny nie
                zgodzi sie na podniesienie alimentow do tych 850PLN, to i tak matka dziewczyny
                pokryje wszystkie wydatki swojego dziecka. Taki juz przywilej rodzicow samotnie
                wychowujacych dzieci. Pisze przywilej, bo zdaje sie, ze ma z czego, nawet
                jezeli bedzie musiala oszczedzic na sobie. Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze te
                oszczednosci na wydatkach na siebie pozwalajace dziecku spelnic marzenia czy po
                prostu realizowac sie, daja matce (rodzicowi) radosc.
                • babe007 Dzięki Pesher 01.02.06, 11:32
                  Po części odpowiedziałaś tak że mogłabym sie pod tym podpisać. Dodam tylko, że
                  mamy do czynienia z dziewczyną studiującą w Krakowie na dziennych studiach a
                  nie na Uniwersytecie Korespondencyjnym w Pcimiu Dolnym (przepraszam wszystkich
                  mieszkańców Pcimia wink ) stąd uwaga o "tylnych częściach ciała" jest tak
                  chamska jak i bezsensowna (ale czego można oczekiwać od kogoś kto
                  pisze "przyszłem" zamiast "przyszedłem" tongue_out)

                  podrowienia dla Pesher
                • kini_m Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 01.02.06, 13:47
                  pesher napisała:
                  > Kiedy zaczynalam studia, a bylo to 10 lat
                  > temu, koszt mojego utrzymania wynosil 1200PLN miesiecznie i byl w calosci
                  > pokrywany przez moich rodzicow.
                  Moja droga, ja też studiowałem 10lat temu (10 lat temu byłem dokładnie w
                  połowie studiów) i dostawałem na początku 300 później 400zl. Normą były kwoty
                  jeszcze do 700-800zl.
                  Ale 1200 dziesięć lat temu??? - Cofam: Nie poprzewracało ci się w dupie.
                  Rodzice poprzewracali ci w dupie.
                  Ale jest wyjątek: Bogate dzieci o których wspominałem dostawały podobna kwotę
                  do twojej - ale 10 lat temu to im straczało na opłacenie całego mieszkania (M-
                  3), utrzymanie własnego samochodu i jeżdżenie nim do domu po kilkaset
                  kilometrów (a nie zbiorowym pociągiem).
                  • pesher Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 01.02.06, 14:12
                    kini_m napisał:
                    > Moja droga,

                    ???? Cos Ci sie chyba pomylilo..

                    > Ale 1200 dziesięć lat temu??? - Cofam: Nie poprzewracało ci się w dupie.
                    > Rodzice poprzewracali ci w dupie.

                    Och.. Prawie sie poczulam urazona.. Rodzicow dziekuje, pozdrowie.


                    > Ale jest wyjątek: Bogate dzieci o których wspominałem dostawały podobna kwotę
                    > do twojej - ale 10 lat temu to im straczało na opłacenie całego mieszkania (M-
                    > 3), utrzymanie własnego samochodu i jeżdżenie nim do domu po kilkaset
                    > kilometrów (a nie zbiorowym pociągiem).

                    Jezdzilam zbiorowym pociagiem 250 km w jedna strone dwa razy w miesiacu,
                    mieszkalam z kolezanka z ogolniaka i jej siostra w wynajetym dwupokojowym
                    mieszkaniu, na jedzenie, ksiazki, bilety miesieczne, ubrania i buty mi
                    starczalo. Co wiecej, nawet zafundowalam sobie kurs angielskiego i kurs tanca.
                    I z tego powodu mam sie kajac? Bo moich rodzicow bylo stac? Wybacz Kini, Twoja
                    logika jest dla mnie powalajaca. To, ze Ty dostawales 300 czy 400 w tym samym
                    czasie nie jest dla mnie argumentem. Tak samo ja Ci moge powiedziec, ze moj
                    kolega dostawal od rodzicow 2500, no ale on studiowal w warszawce.. Ciekawe,
                    jak ta walka o przetrwanie na studiach wplynela na Twoja dalsza kariere
                    zawodowa? Pomogla Ci?

                    Gwoli wyjasnienia: Zderzenie z szara rzeczywistoscia pozbawiona opiekunczych
                    skrzydelek rodzicow nie byla dla mnie az taka straszna. Mimo "cieplarnianych"
                    warunkow studiowania i rodzicow, ktorzy "poprzewracali mi w dupie" bez
                    problemow odnalazlam sie na rynku pracy. Bez koneksji, "plecow" czy pracy w
                    firmie rodzinnej znalazlam satysfakcjonujaca mnie, takze finansowo, prace.

                    Dziekuje za dyskusje Kini_m. Nic nie wniosla ani do watku ani do mojego zycia,
                    ale jak to milo swoja frustracje na kims wyladowac, prawda? Mam nadzieje, ze
                    teraz Ci lepiej..
              • kasia_kasia13 Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 01.02.06, 11:44
                > I żeby było jasne, znam realia bogatych przyjaciół, których rodzice posiadają
                > firmy farmaceutyczne - i na studaich tym dzieciom bogatych rodziców taka woda
                > sodowa do łba nie uderzała - umiały łazić po lumpeksach, a do knajpy wchodzić
                z
                >
                > piwkiem schowanym za pazuchą żeby było taniej.

                To piwko za pazucha mnie rozwalilo. Dla mnie cos takiego to po prostu dno. Jak
                kogos nie stac na knajpe, to kupuje piwko i je pije w domu. Przemycanie swojego
                do knajpy jest dla mnie okradaniem wlascicieli tej kanjpy.
      • halszkabronstein Re: Jeszcze cos mi przyszlo do glowy 11.02.06, 16:07
        Wiesz co ...? Moja filolog od jez. rosyjskiego ciągle latała na kursy mimo
        podeszłego wieku bo język ciągle staje się bardziej współczesny , ciągle
        powstaja nowe idiomy i akurat kurs jest wydatkiem jak najbardziej
        uzasadnionym...Jezyka nigdy nie da sie nauczyć do końca wiec te 5 lat mogłaby
        poświecac na doskonalenie . Ciesz sie , ze chodzi na kurs bo tatuś zarabiajac
        tyle powinien jej zasponsorowac jakis wyjazd do Anglii np na wakacje . W końcu
        to ojciec a nie obca osoba . Jesli moje dziecko bedzie studiowac filologie to
        ja tak zrobie ! Juz nie wiesz na czym oszczedzac ? Zbawi Cie to 100 zł za
        połowe kursu ? To dolicz sobie może książki na uczelnie i mase innych
        nieprzewidzianych wydatków !!! Bezczelna jesteś !!! Zwłaszcza piszac ze
        studenci zyja jedzac za 100 zł !!! A dzieci w afryce