egoya
23.07.06, 18:42
10 lat temu zawalił się mój świat, nagle zmarł mój tato. Nie był jakimś fantastycznym facetem, a czasem okropnym...w dodatku alkoholikiem. Przez kilka ostatnich lat nie powiedziałam mu, że go kocham mimo wszystko. Dopiero jak umierał, zdałam sobie sprawę, że się z nim żegnam na zawsze. Miałam 16 lat, niewiele starsze rodzeństo, dużo planów na przyszłość i nagle jednego dnia wszystko się zawaliło.
Kilka dni później poznałam chłopaka, od 7 lat jesteśmy małżeństwem. Nie wiem, co bym zrobiła wtedy gdyby on mnie nie wspierał. Pokochał mnie w czasie, gdy nie mogłam mu ofiarować swojej radości, tylko smutek i łzy. Poznał mnie od najgorszej strony, a jednak wytrzymał. Wiem, że często tak bywa, że coś się kończy a coś zaczyna. Tylko żałuję, że moi najukochańsi mężczyźni nie mieli okazji się poznać. Że mój tato nie widział swoich wnuków...Smutny ten mój post, ale tak mnie naszło ponieważ siedzę sama. Uff, pożaliłam się troche.