Czytam ten wątek o mundurkach w szkole i mam wrażenie, że chęć ujednolicenia
wyglądu wszystkich uczniów (a zwłaszcza dziewczynek) wynika z jakichś
kompleksów. Przypomniały się chyba niektórym szkolne lata i frustracje:
grubaska nie mogła nosić mini jak zgrabne koleżanki i teraz syczy widząc
nastolatki w obcisłych jeansikach albo krótkich spódniczkach; inną starzy
trzymali krótko i pierwszą szminkę kupiła sobie na studiach więc ją wkurzaja
wyluzowane i wymalnowane małolaty; jeszcze inne cierpiały widząc koleżanki w
spodniach Pewexu i sądzą, że mundurek zatuszuje różnice finnasowe.
Wolę dzisiejszą szkołę: kolorową, ze śmiesznymi fryzurami, dziwacznymi butami
i ozdobami małolatów, z presją na dbanie o siebie i atrakcyjny i oryginalny
wygląd. Rewia mody była, jest i będzie, jak nie w ciuchach to w gadżetach,
butach, kostiumach na szkolną pływalnię, wysokości kieszonkowego na zieloną
szkołę. Mundurki oprócz tego, że paskudnie ujednolicają, kojarzą się ze
skoszarowaniem i jednomyślnoscią. Tęsknicie dziewczynki za socjalistyczną
urawiłowką. D