Dodaj do ulubionych

ciekawe artykuły dla mam pracujących

26.10.08, 21:36
w tym watku proponuje zamieszczac linki do ciekawych artykulow, stron dla nas
czyli mam pracujacych
jesli natkniecie sie na cos interesujacego napiszcie o tym, albo podajcie link
--
: Pracownia miniART :
: Samopomoc Babska :
:: Mama w pracy ::
Obserwuj wątek
      • zenalka Komentarze! 28.10.08, 10:50
        To co moze będziemy też kometować artykuły?
        O tych długich urlopach, przedszkolach i żłobkach przyzakładowych
        moim zdaniem to mało realne i tylko "obiecanki cacanki" kolejnych
        ekip rządzących. Sama się zastanawiam jak to będzie jak poslę mojego
        Bartka za rok do przedszkola, najsensowniej bylo by żeby poszedł do
        gminnego, tam gdzie mieszkamy ale słyszalam o nim niezbyt pochlebne
        opinie. No w sumie mógł by iść do innego bo ja jeżdżę codziennie do
        pracy do Kielc więc mogłabym go wozić do któregoś z przedszkoli ale
        nie wiem czy to dobry pomysł... No i do państwowych przedszkoli to
        chyba generalnie przyjmują według miejsca zamieszkania tak? No i
        ciagle brakuje miejsc...
        --
        Ja i mój synek
        • r0sie Re: Komentarze! 29.10.08, 22:25
          Moze kiedys te obietnice wreszcie sie ziszcza..

          Moje dziecko chodzi juz drugi rok do przedszkola. Wybralam nie to najblizej
          domu, bo slyszlam rozne i nie tylko dobre opinie na jego temat. Odleglosc do
          przedszkola nie jest duza, mieszkamy w duzym miescie, to tylko 2 przystanki
          autobusem.
          Parcuje w domu wiec wyboru czy poslac dziecko do przedszkola blisko pracy czy
          blisko domu nie mialam ;)

          W kazdym razie kierowalam sie glownie dobrem dziecka, szukalam placowki w ktorej
          uwazalam ze bedzie dziecku najlepiej. Wybralam przedszkole publiczne, chociaz
          trudno bardzo bylo sie dostac to nam sie jakos szczeslwie udalo. Trzeba
          probowac. Jestesmy zadowoleni z naszego wyboru. Mam nadzieje, ze Kamilka tez :)

          --
          : Pracownia miniART :
          : Samopomoc Babska :
          :: Mama w pracy ::
          • egz77 Re: Komentarze! 30.10.08, 12:14
            No tak, ale istnieje jeszcze inny problem. Dziecko w pierwszym roku przedszkola
            czy żłobka bardzo dużo choruje. Mój malec jest tradycyjnie co dwa tygodnie chory
            od początku września. Jak rozwiązać ten problem?? Bo co z tego, że dziecko
            pójdzie do żłobka czy przedszkola, a mama sobie wróci do pracy kiedy za chwilę
            będzie musiała być i tak w domu z tym dzieckiem bo malec będzie chory. Jak
            rozwiązać ten problem?? Dla pracodawcy jest to duży problem, bo jak ma
            rozplanować pracę kiedy nigdy nie wie kiedy pracownica będzie musiała być w domu
            z dzieckiem. Ja na szczęście nie mam tego problemu bo mam dodatkowo opiekunkę,
            ale przecież nie każdą mamę stać na opłacenie opiekunki, więc samo zwiększenie
            liczby żłobków i przedszkoli nie pomoże.
            --
            Wojti ma już

            "Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być
            ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie." -
            Paulo Coelho
            • r0sie Re: Komentarze! 31.10.08, 01:51
              egz77 napisała:
              > No tak, ale istnieje jeszcze inny problem. Dziecko w pierwszym roku przedszkola
              > czy żłobka bardzo dużo choruje. Mój malec jest tradycyjnie co dwa tygodnie chor
              > y
              > od początku września. Jak rozwiązać ten problem?? Bo co z tego, że dziecko
              > pójdzie do żłobka czy przedszkola, a mama sobie wróci do pracy kiedy za chwilę
              > będzie musiała być i tak w domu z tym dzieckiem bo malec będzie chory. Jak
              > rozwiązać ten problem?? Dla pracodawcy jest to duży problem, bo jak ma
              > rozplanować pracę kiedy nigdy nie wie kiedy pracownica będzie musiała być w dom
              > u
              > z dzieckiem. Ja na szczęście nie mam tego problemu bo mam dodatkowo opiekunkę,
              > ale przecież nie każdą mamę stać na opłacenie opiekunki, więc samo zwiększenie
              > liczby żłobków i przedszkoli nie pomoże.



              Tak to prawda, ale panstwo Ci tego nie zapewni.
              Co Twoim zdaniem powinni jeszcze zrobic?


              --
              : Pracownia miniART :
              : Samopomoc Babska :
              :: Mama w pracy ::
              • zenalka Re: Komentarze! 31.10.08, 08:37
                Moim zdaniem w tej kwestii państwo nic nie może zrobic bo to, że
                dzieci chorują to raczej nie jest wina państwa. Ale faktem jest, że
                przedszkoli powinno byc więcej i powinny byc bardziej dostosowane do
                potrzeb rodziców, którzy pracują, chodzi mi o godziny otwarcia.
                Owszem w miastach jest to juz raczej załatwione a poza tym jest
                wiele przedszkoli i mozna wybierać ale w małych miejscowościach jak
                ta w której przyszło mi obecnie mieszkać przedszkole czynne jest do
                15 i koniec kropka a to, że niektórzy pracują dłużej i np.
                dojeżdżają do pracy to nikogo nie interesuje.
                --
                Ja i mój synek
                • egz77 Re: Komentarze! 31.10.08, 10:06
                  Może preferencyjne warunki dla pracodawców zatrudniających matki... :)
                  Wiesz mam koleżankę, która jest pracodawcą i powiedziała, że żadnych matek z
                  małymi dziećmi bo ona nie chce mieć problemów z niewykonaną pracą (dodam, że
                  sama nie ma dzieci). Niestety to się nigdy chyba nie zmieni, już jest trochę
                  lepiej na rynku pracy ale mimo wszystko pracodawca nawet jeśli tego nie mówi to
                  patrzy na to że matki nie ma ciągle w pracy i woli taką co nie ma zobowiązań.
                  --
                  Wojti ma już

                  "Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być
                  ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie." -
                  Paulo Coelho
                  • zenalka Re: Komentarze! 31.10.08, 13:03
                    Dokładnie tak, może w wielkich firmach pojawiaja się już powoli
                    jakies przedszkola/żłobki przyakładowe ale raczej u nas jest to
                    jeszcze mało rozpowszechnione. Moja koleżanka pracuje w szpitalu w
                    Angli, niedawno urodziła dziecko i bez problemu poszła na roczny
                    urlop (nie wiem czy to dokładnie to samo co nasz macierzyński) ale
                    później daje dziecko do żłobka przyszpitalnego i może pracować nie
                    martwiąc się o opiekunki itd. W Polsce miala być druga Irlandia (z
                    tego co pamiętam z kampani wyborczej) a jak narazie nic się nie
                    zmienia. O wydłużeniu urlopu macierzyńskiego tez słyszałam...
                    --
                    Ja i mój synek
                    • egz77 Re: Komentarze! 31.10.08, 14:36
                      Wydłużony macierzyński na razie w pieleszach. Projekt jest i już nawet o tym
                      czytałam ale jak tak się będą grzebać to nie wiadomo czy za tej frakcji
                      politycznej coś ustalą, a jak będzie nowa to nie wiadomo jakie będzie miała
                      pomysły. Poprzednie wydłużenie urlopu o śmieszne dwa tygodnie wlekło się chyba
                      ze dwa lata.
                      --
                      Wojti ma już

                      "Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być
                      ciągle czymś zajętym i domagać się ze wszystkich sił, tego czego się pragnie." -
                      Paulo Coelho
                      • joannabieniek Re: Komentarze! 04.11.08, 12:17
                        mieszkam w Warszawie. Przedszkole, do którego uczęszczają moje
                        dzieci pracuje w godzinach 7.00 - 18.00, co jest mi bardzo na rękę,
                        ponieważ pracuję zwykle 9.00- 17.00 (czasami dłużej) i tak się
                        szczęśliwie złożyło, że mieszkam i pracuję niedaleko placowki. Nie
                        też ma mowy o żadnych opłatach za odbieranie dziecka po 17stej.
                        Przedszkole jest zwykłą publiczną placówką. Jestem bardzo zadowolona
                        i z poziomu merytorycznego nauczycielek, które robią kawał dobrej
                        roboty i z warunków panujących w przedszkolu - opieka- nawet w
                        wakacje czy dni robocze pomiędzy świętami, bezpieczeństwo nawet
                        ponad8 godzin,zero przemocy, zero segregacji, trzy posiłki i inne.

                        Martwię się natomiast, co będzie, kiedy moje dzieci pójdą do szkoły -
                        według planów ministerstwa ma się to stać za rok. Nie, nie martwię
                        się o to, jak sobie poradzą merytorycznie - z programem edukacyjnym -
                        to mądre dzieci. Natomiast mam wątpliwości co do tego, kto się nimi
                        zajmie w świetlicy, której nie ma. Jak sobie poradzą z koncenracją o
                        13stej czy 14stej, kiedy własnie się zaczną ich zajęcia dydaktyczne,
                        bo szkoła pracuje na zmiany. Reforma ma objąć rocznikowo moje obie
                        córki (ur. 2002 i 2003). Mają w przyszłym roku usiąść w jednej
                        ławce. Starsza- po gruntownym przygotowaniu przedszkolnym i młodsza-
                        po grupie 5-latków. Tak się składa, że okoliczne mi szkoły publiczne
                        mają się w porównaniu do okolicznych przedszkoli publicznych jak
                        namioty do apartamentów. Nie wiem, w jaki sposób ministerstwo
                        wtłoczy w nie 2 roczniki dzieci (bo zerówki przedszkolne też
                        likwiduje od września 2009 roku). Martwię się, jak wielu rodziców,
                        że będę musiała zrezygnować z pracy.

                        Szkoły już teraz pracują na zmiany. W Warszawie nigdy nie ma niżu
                        demograficznego.
    • jaga241 Re: ciekawy link dla lubuskich mam pracujących 21.11.08, 10:56
      Na terenie województwa lubuskiego rozpoczęła się realizacja projektu "MAMA
      AKTYWNA ZAWODOWO" współfinansowanego przez Unię Europejską.
      Wszystkie zainteresowane Panie zapraszamy na stronę www:

      projekty.edu.pl/mama/index.html
      Zapewniamy opiekę nad dziećmi w czasie trwania zajęć. Wszystkie oferowane usługi
      są bezpłatne.

      SERDECZNIE POLECAM.

      --
      foto.onet.pl/fmc,jfa4qsm4cw8w,u.html?V=1
    • abctyser za mało czasu? :/ 16.12.08, 20:56
      Pod adresem http://artelis.pl/artykul-7146,8,187.html znajduje się artykuł o książkach audio. Jest w nim link do klubu książek audio.
      Dlaczego o tym piszę? Będąc pracującą mamą nie ma się czasu na czytanie książek np. o dobrym wychowaniu dzieci.
      Takie książki mogą się okazać dobrym rozwiązaniem. Poszperałem trochę i znalazłem książki (z tego klubu), które można posłuchać :) Są to dwie przedostatnie książki z tej listy.
      --
      Najskuteczniejsze poradniki w polskim Internecie
    • r0sie Na drugą zmianę 20.03.09, 12:43
      www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,6394101,Na_druga_zmiane.html
      Gdy artykuł zostanie usunięty to przyda się może choć jego fragmet zachowany tutaj.
      Oto fragmenty artykułu 'Na drugą zmianę'.

      To, które właśnie wraca z pracy, stęsknione, ale zmęczone, myśli tylko o
      odpoczynku. To, które było w domu z dziećmi, też marzy o chwili dla siebie. A
      maluchy chcą mieć wreszcie rodziców dla siebie - teraz, zaraz! Czy da się to
      pogodzić?

      Rodzice, którzy większość dnia spędzają w pracy, są często targani sprzecznymi
      emocjami. Z jednej strony mają wyrzuty sumienia, że poświęcają dzieciom zbyt
      mało uwagi, za rzadko się z nimi bawią, za mało rozmawiają.

      Z drugiej strony po powrocie z pracy marzą o tym, aby znaleźć dla siebie chwilę
      na poczytanie, na drzemkę, na nicnierobienie. Dzieci zaś stęsknione za mamą lub
      tatą (lub obydwojgiem, jeśli oboje pracują) dopadają ich w progu zarzucając
      opowieściami z całego dnia i propozycjami zabaw. Jak pogodzić te sprzeczne
      oczekiwania? Po prostu postarajcie się zorganizować wieczór z dziećmi tak, aby
      był przyjemnością dla obu stron. Jak to zrobić? Oto garść pomysłów. Większość
      propozycji nie wymaga od rodziców wielkiej inwencji czy specjalnego wysiłku.
      Niektóre zaś, pozwalają nawet na dłuższą chwilę zalec na kanapie! Ważne, by po
      prostu pobyć razem. Dzieci dostają wówczas to, co najważniejsze - czas, uwagę i
      pieszczotę.

      1 Wspólne gotowanie. Robimy razem kolację. Dzieci mogą uczestniczyć

      w robieniu potraw lub w nakrywaniu do stołu. To świetna okazja do opowiadania o
      tym, co ciekawego wydarzyło się w ciągu dnia.

      2 Gadanki-przytulanki. Kładziemy się na kanapie lub na dywanie i zapraszamy
      dzieci na "tulaski".

      3 Koncert życzeń. Organizujemy rodzinne słuchanie muzyki - każdy mówi, czego
      chce słuchać, wymyślamy zabawne dedykacje.

      4 Czytelnia. Czytamy maluchom książki. Bardzo zmęczeni rodzice mogą zastąpić
      lekturę, słuchaniem nagrań z kaset lub płyt.

      5 Teatrzyk cieni. Gasimy światła, zapalamy świece. Na tle ściany robimy z dłoni
      pieska, orła, kozę. Proponujemy, żeby dzieci wymyśliły własne przedstawienie.

      6 Chwila relaksu. Kładziemy się na dywanie i robimy spokojne wdechy nosem i
      wydechy ustami - proste techniki relaksacyjne przydadzą się i nam, i dzieciom.

      7 Szczypta fantazji. Leżąc z zamkniętymi oczami snujemy opowieści o czekoladowej
      uczcie, bieganiu po łące, zwiedzaniu jaskini, budowaniu zamku na plaży.
      Odwiedzamy w wyobraźni ulubione miejsca wakacyjne.

      8 Niedźwiedź śpi. Tata albo mama kładzie się na podłodze i udaje, że śpi. Dzieci
      biegają dookoła. Od czasu do czasu niedźwiedź warczy, marszczy się groźnie,
      przeciąga albo ziewa, siejąc grozę i wywołując przy tym dużo śmiechu.

      9 Gry planszowe. Chińczyk, loteryjka, warcaby, domino, drabiny i węże, farmer,
      grzybobranie. Wybierzcie coś, co lubią dzieci i co nie znudzi rodziców.

      10 Zabawy „w coś”. Ledwo żywy tata odgrywa bierną rolę - pacjenta, marynarza
      związanego przez piratów, a nawet... skrzynki na listy (podczas zabawy w pocztę).

      11 Rysowanki. Rysujemy (dorośli i dzieci) na kartce to, co się wydarzyło w ciągu
      dnia, swoje uczucia, marzenia.

      12 Zagadki. Gramy w 20 pytań, np.: „Zgadnij, o czym myślę? Ma cztery łapy i ogon
      puchaty ”. Dostosowujemy poziom trudności do wieku dzieci.

      13 Zabawy z lupą. Odpoczywająca mama może być ciekawym preparatem (nawet jeśli
      czasem przysypia) - niech dzieci obejrzą przez lupę jej skórę, oczy, wnętrze ucha.

      14 Bańki mydlane. Dajemy dzieciom lejek, trzepaczkę, cienkie bransoletki, kółka
      i płyn do kąpieli- czy uda się puścić bańki?

      15 Bieg z przeszkodami. Jeśli dzieci rozpiera energia, kładziemy się wygodnie na
      miękkim kocu i zarządzamy ćwiczenia - dzieci mogą biegać w kółko, przeskakiwać
      przez nasze nogi, czołgać się, skakać żabką, robić fikołki.

      16 Zamiana ról. My jesteśmy „dzidziusiami”, a dzieci - rodzicami. Mogą owinąć
      dzidziusia w wielki becik na podłodze, umyć mu buzię watką, nakarmić twarożkiem,
      uczesać, pomachać grzechotką. Dzidziuś może drzemać i od czasu do czasu
      pogaworzyć. Co za luksus!

      17 Rodzinne wspominki. Wspólne oglądnie zdjęć to wspaniała okazja do opowieści,
      wspomnień udanych wakacji, snucia marzeń o kolejnych rodzinnych wyprawach.

      Być może po różnych relaksujących zajęciach cała rodzina nabierze ochoty na
      wspólny spacer przed spaniem?

      Samotnia

      Wytłumaczcie dzieciom, że czasem może się zdarzyć, że rodzice wracają do domu
      bardzo zmęczeni i że potrzebują dłuższej chwili, aby odpocząć. Zaproponujcie,
      aby w takiej sytuacji urządzić w domu miejsca, gdzie każdy mógłby się zaszyć i
      pobyć chwilę sam. Można przygotować mu relaksującą kąpiel albo otulić kocem i
      przynieść do łóżka ciepłe kakao. Przy tej okazji dzieci uczą się, że rodzice nie
      są maszynami, że miewają kłopoty, bywają bardzo zmęczeni. Ważne, by wychodząc z
      "izolatki", docenić troskę domowników: "dziękuję, już mi lepiej".

      Rady dla zmęczonych rodziców

      Wchodzicie do domu po pracy. Jesteście zmęczeni i skołowani, ale:

      * nie opędzajcie się od dzieci

      * nie mówcie "dajcie mi wszyscy święty spokój"

      * nie przynoście do domu negatywnych emocji związanych z pracą

      * nie zalegajcie na cały wieczór z gazetą na kanapę, nie włączajcie telewizora

      Cały dzień spędziliście w domu z dzieckiem. Jesteście zmęczeni i skołowani, ale:

      * nie podawajcie w progu wrzeszczącego niemowlaka wracającemu z pracy rodzicowi

      * nie czekajcie przy drzwiach gotowi do wyjścia ze słowami: "Teraz ty się zajmij
      dziećmi, ja wychodzę na spacer"

      * nie wręczajcie listy zadań do natychmiastowego wykonania

      * nie zrzędźcie, nie narzekajcie, nie marudźcie; przynajmniej nie od razu.


      --
      : Pracownia miniART :
      : Samopomoc Babska :
      :: Mama w pracy ::
    • mamakreatywna Re: ciekawe artykuły dla mam pracujących 23.04.09, 12:32
      Witam wszystkie młode mamy:) z województwa Łódzkiego!!!
      Jest program który pomoże Wam powrócic na rynek pracy, po przerwie związanej z
      urodzeniem i wychowaniem dzieci. Kobiety, uczestniczące w projekcie wezmą udział
      w szkoleniach z zakresu promocji zdrowia, edukacji alternatywnej,
      psychoedukacji. Ponadto, w ramach projektu uczestniczki wezmą udział w
      warsztatach oraz skorzystają z konsultacji z doradztwa zawodowego. Na tym nie
      koniec, później czeka Was– osoby coacha, który pomoże zdobytą wiedzę wykorzystać
      w „prawdziwym życiu”, zainicjowane zmiany „przekuć” w nawyk, będzie motywować i
      wspierać uczestniczki w odnalezieniu własnego miejsca na rynku pracy.
      Program wymaga od uczestniczek, minimum wykształcenia średniego (oraz motywacji
      do podjęcia pracy ).
      Projekt jest realizowany w dwóch edycjach szkoleń:
      Projekt jest realizowany w dwóch edycjach szkoleń:
      I edycja 01.05.2009-30.09.2009
      II edycja 01.10.2009-29.02.2010
      każda edycja kończy się coachingiem
      W ramach projektu oferowane jest:
      –240 godzin szkoleń (szkolenia odbywają się w Łodzi)
      –doradztwo
      –coaching
      –zwrot kosztów dojazdu
      –zwrot kosztów opieki nad dzieckiem
      –stypendia motywacyjne

      Reszta informacji jest na stronie www.mamakreatywna.pl..


    • r0sie Mama w czasach kryzysu. Wracać do pracy? 21.07.09, 00:09
      Na gazeta.pl pojawił się nowy artykuł, który może zainteresuje młode mamy,
      mające dylemat - wracać do pracy czy nie wracać:

      www.edziecko.pl/rodzice/1,79353,6810224,Mama_w_czasach_kryzysu__Wracac_do_pracy_czy_nie_.html


      Zanim artykuł zniknie z gazety przekopiuję go tutaj:

      Nie ma idealnego, tego samego dla każdej matki, momentu, w którym najlepiej jest
      podjąć pracę zarobkową. Podpowiadamy, co warto rozważyć, zanim podpiszesz umowę.

      Kryzys zmusza do podejmowania decyzji, które nie są łatwe. Dla jednej mamy
      będzie to konieczność powrotu do pracy zarobkowej tuż po skończeniu urlopu
      macierzyńskiego, dla innej rezygnacja z niej na dłużej niż planowała, bo uzna,
      że lepiej na wychowawczym przeczekać falę zwolnień. Zamiast się jednak martwić,
      że tak mało od nas zależy, zastanówmy się, jaka decyzja w tych trudnych czasach
      będzie najlepsza. Przygotowałyśmy pytania, które pomogą znaleźć rozwiązanie
      najlepsze dla ciebie i twojej rodziny.

      Na co nas stać?

      Jeśli uważasz, że ciężko wam będzie utrzymać się tylko z jednej pensji, twój
      powrót do pracy może się wydawać najlepszym rozwiązaniem. Zanim jednak
      postanowisz, że wracasz, oblicz, ile naprawdę zyskacie finansowo. Może po
      odjęciu pensji opiekunki i kosztu twoich dojazdów do pracy, zostanie wam
      niewielka suma? Taka, bez której moglibyście się obyć, ponosząc stosunkowo
      niewielkie wyrzeczenia.

      Wiele zależy od sytuacji zawodowej twojego partnera. Jeśli jego etat jest
      zagrożony, bezpieczną opcją jest byście pracowali oboje. Albo jeśli to ty
      zarabiałaś więcej i miałaś bardziej stabilną pracę, lepiej, by to on wziął urlop
      wychowawczy. Inny pomysł to: ty zostajesz w domu z dzieckiem, a twój mąż bierze
      kilka nadgodzin w tygodniu, by załatać dziurę w domowym budżecie. Albo ty
      bierzesz jakieś zlecenia. Naturalnie nie w każdym zawodzie są takie możliwości,
      ale np. osoby, które dobrze znają angielski mogą robić tłumaczenia albo udzielać
      prywatnych lekcji, a księgowa może prowadzić rachunkowość niewielkiej firmie.

      Jak to będzie?

      Spróbuj sobie to wyobrazić. Począwszy od tego, jak zniesiesz rozłąkę z maluchem.
      Dla każdej mamy jest ona trudna, ale niektóre zupełnie sobie z nią nie radzą. W
      rezultacie w pracy są rozkojarzone, a w domu nie są w stanie cieszyć się czasem
      spędzanym z maluchem, bo zżera je poczucie winy. Mają problemy ze snem i są
      rozdrażnione. Sprawdź to już dziś. Na dwa dni w tygodniu zostaw dziecko z nianią
      albo babcią, jeśli to ona miałaby się nim opiekować. Może się bowiem okazać, że
      mimo szczerych chęci twoja mama nie radzi sobie z całodzienną opieką nad
      niemowlakiem. Albo ty nie jesteś w stanie znieść tego, że obca osoba, jaką jest
      niania, zajmuje się przez cały dzień twoim dzieckiem.

      Zastanów się też, w jaki sposób podjęcie pracy wpłynie na to, jak będzie
      wyglądać twoja doba. Czy naprawdę dasz radę pracować codziennie osiem godzin,
      jeśli wstajesz w nocy do dziecka po kilka razy, a po powrocie zamiast odpocząć
      zajmujesz się dzieckiem i domem? Najpewniej przecież będziesz chciała maluchowi
      wynagrodzić swoją nieobecność, a z mężem chociaż porozmawiać przy późnym
      obiedzie. Może jednak wszystko nie jest takie straszne? Zastanówcie się
      wspólnie, jak będzie wyglądał podział obowiązków domowych między wami. Co ponad
      opiekę nad dzieckiem możecie zlecić niani (uwaga, to podnosi koszt jej
      wynagrodzenia), w czym mogą was wyręczyć inne osoby, np. czy niepracująca babcia
      lub sąsiadka może wam gotować (ustalcie na jakich warunkach) lub zaczniecie jeść
      obiady w stołówce, a zakupy spożywcze robić przez internet? Nie zakładaj
      optymistycznie, że poradzisz sobie na trzech etatach (matki, pani domu i
      pracownicy) bez wsparcia innych, przede wszystkim męża.

      Jak dziecko poradzi sobie beze mnie?

      Najlepiej jest u mamy. To wie nie tylko każde dziecko. Nie znaczy to jednak, że
      pod opieką innej osoby - czułej i empatycznej babci lub niani, maluchowi nie
      może być dobrze. Małe dzieci naprawdę mają ogromną zdolność przystowowania się
      do nowych warunków. To, jak malec zniesie twoją nieobecność, możesz do pewnego
      stopnia sprawdzić zanim pójdziesz do pracy. Miesiąc wcześniej zacznij
      przygotowywać dziecko do rozstań. Zwłaszcza jeśli będzie się nim opiekować obca
      mu osoba, czyli np. niania. Najpierw, przez tydzień, spędzajcie czas we trójkę.
      Potem zostawiaj dziecko z opiekunką na godzinę lub dwie i w końcu na cały dzień.
      Nie wpadaj w panikę, jeśli na początku będzie płakać. Najważniejsze, by z
      biegiem czasu coraz lepiej znosiło rozłąkę. Jeśli jednak przez miesiąc nie
      zauważysz żadnej poprawy, warto, byś poszukała przyczyny kłopotów. Może
      rzeczywiście dla twojego dziecka na rozstanie jest jeszcze za wcześnie. A może
      opiekunka nie najlepiej wywiązuje się ze swoich obowiązków albo... ty sama masz
      tak ogromny problem z rozłąką, że podświadomie przekazujesz malcowi swój niepokój.

      Jeśli karmisz piersią pewnie boisz się, że dziecko będzie miało problem z
      przestawieniem się na jedzenie z kubeczka lub smoczka. Dziecko zaakceptuje nowy
      sposób karmienia, tylko musisz je z nim zapoznać odpowiednio wcześniej.
      Niektórym mamom udaje się w czasie pracy odciągać pokarm i przez długi czas
      karmić w sposób mieszany (swoimi doświadczeniami dzielą się na forum
      edziecko.pl). Pamiętaj, że już półrocznemu dziecku można podawać nowe, nie tylko
      mleczne potrawy - raz dziennie zupkę, kaszkę z musem owocowym, purre z warzyw.
      Najlepiej oczywiście byś to ty wcześniej zapoznała je z nowym smakiem,
      konsystencją i łyżeczką.

      Jak znosisz całodzienną opiekę nad dzieckiem?

      Jeśli od porodu w pojedynkę niemal przez 24 godziny na dobę zajmujesz się
      dzieckiem, masz prawo mieć dość. To zmęczenie, rutyna i brak kontaktu z innymi
      często wypycha kobiety z powrotem do pracy tuż po urlopie macierzyńskim. Na
      szczęście etat to nie jedyne rozwiązanie. Zastanów się, co musiałoby się stać,
      żebyś była gotowa zostać w domu z dzieckiem. Może np. wystarczyłoby, żebyś miała
      dwa popołudnia w tygodniu tylko dla siebie na kurs grafiki komputerowej lub
      wyjście ze znajomymi? Porozmawiaj o tym z partnerem. Ustalcie, kto mógłby
      przejąć opiekę nad dzieckiem - on, płatna opiekunka, któraś z waszych mam?

      Nie staniesz się gorszą matką, jeśli zadbasz o swoje potrzeby, przeciwnie
      "szczęśliwe dzieci to te, które mają szczęśliwych rodziców". Nawet nie zdajesz
      sobie sprawy, jak wiele może na tym zyskać wasze dziecko.

      Jeśli jednak masz poczucie, że wręcz dusisz się, spędzając całe dnie z
      dzieckiem, to może rzeczywiście dla wszystkich lepiej będzie, gdy wrócisz do
      pracy? ...


      cd w kolejnym poście
      • r0sie Re: Mama w czasach kryzysu... CD 21.07.09, 00:10
        ...
        Jak ważna jest dla ciebie praca zawodowa?

        Jeśli w pracy mogłaś się rozwijać i cieszyły cię zawodowe wyzywania, to na
        urlopie wychowawczym może ci tego brakować. Z drugiej strony, niemal wszystkie
        kobiety mówią, że po urodzeniu dziecka zmieniają się im priorytety. I choć nadal
        chcą pracować zawodowo i odnosić sukcesy, to nie kosztem dziecka. Zastanów się,
        czy przez pewien czas, np. kilkunastu miesięcy, mogłabyś pracować na część
        etatu. Zanim jednak to zaproponujesz pracodawcy, sprawdź jakie jest podejście
        szefa do tego. Może okazać się, że chce mieć mniej pracowników, ale za to na
        pełen etat, albo wręcz przeciwnie - woli zatrudniać na część etatu. Zastanów się
        też, co w twojej branży i na twoim stanowisku oznacza roczna, dwu- albo
        trzyletnia przerwa. Czy po powrocie będziesz musiała zaczynać niemal wszystko od
        początku? Czy jest ryzyko, że "nie wskoczysz"? A może przeciwnie szybko wszystko
        wróci do normy, bo wykonujesz pracę, w której liczy się przede wszystkim twoje
        wcześniejsze doświadczenie?

        Jeśli wiesz, że twoja firma masowo zwalnia pracowników, to może lepiej
        przeczekać ten trudny okres na wychowawczym? I w tym czasie podjąć np. studia
        podyplomowe. Będziesz miała poczucie, że się rozwijasz, a przy okazji
        podniesiesz kwalifikacje.

        Oczywiście może zdarzyć się też tak, że właśnie teraz otrzymasz zawodową szansę.
        Twój przełożony zaoferuje ci awans, pod warunkiem że zaraz po macierzyńskim
        wrócisz do pracy. Pamiętaj jednak, że nowe zadania i obowiązki wymagają też
        większego zaangażowania. Jeśli, by im podołać będziesz musiała na początku
        zostawać po godzinach albo brać pracę do domu to może warto poczekać na kolejną
        szansę?

        Zanim jednak zrezygnujesz, zapytaj męża, czy może wyhamować zawodowo i w
        większym stopniu przejąć twoje dotychczasowe obowiązki przy dziecku i w domu? To
        może być bardzo dobre dla was obojga rozwiązanie (pary, w których oboje rodzice
        sprawują intensywną opiekę nad dzieckiem rozstają się znacznie rzadziej).

        Co o tym sądzą twoi bliscy?

        Warto sobie uświadomić, jakie mają poglądy chociażby po to, by ocenić, czy
        decyzja, którą chcesz podjąć naprawdę wynika z twoich potrzeb czy z presji, jaką
        wywiera na tobie otoczenie. Przepowiednia mamy: "wracaj do pracy, będziesz mieć
        lepszą pozycję w małżeństwie. Mężczyźni nigdy nie doceniają tego, co kobiety
        robią dla rodziny" może nie sprawdzić się w twoim życiu. Nie masz też obowiązku
        powielać modelu, który realizowały kobiety w rodzinie twego męża i np. przez
        trzy pierwsze lata życia dziecka zajmować się tylko nim i domem. Kierowanie się
        stereotypami, tym co "robią wszyscy", to często droga na manowce.

        Oczywiście decyzja o twoim powrocie do pracy wpłynie na wszystkich członków
        twojej rodziny, warto więc uwzględnić ich zdanie. Jednak główne konsekwencje
        będziesz ponosić ty, więc to ty masz prawo do ostatniego słowa. A także do jego
        zmiany, jeśli uznasz, że pierwszy wybór nie był najszczęśliwszy.
        --
        : Pracownia miniART :
        : Samopomoc Babska :
        :: Mama w pracy ::
      • r0sie Sfrustrowane panie domu : nowy artykuł 10.08.09, 15:27
        [url=https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,6876915,Sfrustrowane_panie_domu.html]Sfrustrowane
        panie domu [/url]


        I matka, i mąż zapytali: 'Ale dlaczego chce ci się płakać, jak masz kupić
        ćwiartkę kurczaka?'. Przyjaciółka w ogóle się nie zdziwiła: 'Ja płakałam, jak
        tylko robiłam zupę'

        42-letnia Betty Friedan, mężatka, matka trójki dzieci z niedokończonymi studiami
        psychologicznymi, wydała do dziś nieprzetłumaczoną na polski książkę pt. 'The
        Feminine Mystique' ('Mistyka kobiecości'). Odwołując się do doświadczeń grupy
        własnych koleżanek ze studiów, porównuje w niej życie gospodyń domowych
        marzących o sprostaniu roli idealnej matki, żony i pani domu z sytuacją więźniów
        obozów koncentracyjnych. Dom wyposażony w mikser, lodówkę i najnowszy model
        odkurzacza był więzieniem kobiet, u których snucie marzeń o własnej, niesłużącej
        rodzinie aktywności wywoływało silne poczucie winy. Ambitne mężatki czuły się
        sfrustrowane i przygniecione codziennością. Idźcie do pracy! - nawoływała
        Friedan, która założyła istniejącą do dziś Narodową Organizację dla Kobiet.

        Warszawa, rok 2009, średniozamożna rodzina inteligencka

        B. wychowała się w środowisku głęboko wierzącym. Oaza i tradycyjna mimo rozwodu
        matka sprawiły, że od początku wiedziała, jak będzie wyglądać jej przyszłość:
        mąż, troje dzieci, praca na trzecim planie - coś jak hobby. Przyjaciółka B. nie
        daje swoim dzieciom gotowych wędlin; sama piecze w domu schab i szynkę. B. też
        tak miała robić: dbać o męża, o dzieci i o to, by w domu było ładnie i panowała
        miła atmosfera. Ponieważ z wykształcenia jest teatrolożką, umiejętność
        rozróżnienia ładnego od brzydkiego ma niejako we krwi. Robi to instynktownie. W
        domu miało być ładnie, ciepło i miło. Ale niestety, coś poszło nie tak.

        Warszawa, rok 2009

        Od pewnego momentu A. nie mogła przestać wrzeszczeć. Kładła wieczorem dzieci,
        one długo wybierały książeczkę, więc warczała, że ile, do cholery, można czekać.
        Pakowali się do łóżka, starszy przypominał sobie, że nie zrobił siku, więc A.
        syczała, żeby się pospieszył. Potem młodsza, kokosząc się wśród poduszek,
        opierała się łokciem o jej pierś, więc A., wrzeszcząc z bólu, wbijała małej
        palce w ramię ('Jak możesz?! Czy ty nie rozumiesz, że mnie to boli?! Czy ty tego
        nie rozumiesz?!'). Potem do pokoju dziecinnego wpadał mąż A. przerażony, co się
        stało. A. przez zęby mówiła, że nic, ale mała ryczała, więc mąż drążył: 'Ale co?
        Ale dlaczego?'. Więc A. rzucała książeczką i darła się na męża, żeby się
        odczepił, do cholery, i że jak ona mówi, że nic, to po co on drąży i drąży? I że
        jak jest taki mądry, to niech sam kąpie, usypia i czyta pięćdziesiąty raz tę
        samą cholerną książeczkę. Wtedy mąż A. zaczynał krzyczeć, że dlaczego A. nigdy
        nie widzi tego, co on robi, i czy ona nie widzi, że on się stara i że zawozi
        dzieci do przedszkola i robi rano śniadania. A wtedy A. dostawała szału. W końcu
        tak się wyćwiczyła, że kiedy on o przedszkolu, ona od razu szła zamknąć okno,
        żeby sąsiedzi nie słyszeli, co będzie dalej. Zamykała okno i darła się w
        odpowiedzi: że może i on zawozi, ale ona odbiera i że ona robi podwieczorek i
        obiad, bo przedszkolnego dzieci nie lubią, i kolację, i szykuje wszystkim
        ubrania, i pierze, i wiesza, i robi zakupy, i jeszcze musi pracować, więc niech
        on do niej nie mówi, jaki jest biedny. No i wieczór był przechlapany.

        Potem w nocy, kiedy wszyscy spali, A., która mieszkając i pracując w Warszawie,
        przejeżdżała 80 km dziennie (do pracy, do oddalonego od domu przedszkola, na
        rehabilitację z synkiem, na targ po warzywa od chłopa, do supermarketu po mięso
        i nabiał, na lekcje pływania), leżała w łóżku sztywna i myślała, że najlepiej by
        było, gdyby wstała teraz, spakowała się i wyszła. Parę miesięcy by popłakali,
        myślała trzeźwo, a potem by się przyzwyczaili. Rodzice by przy dzieciach
        pomogli, wszystkim byłoby lepiej. A. była pewna, że prędzej czy później zniknie.
        Im dłużej to trwało, tym częściej myślała, żeby zniknąć bardziej, tak już
        ostatecznie. Bo rozumiała, że nie uniesie poczucia winy, że swoje kochane ponad
        wszystko dzieci niszczy. I że nie zniesie życia bez nich. Więc lepiej,
        rozumowała, będzie, jak się zabije.

        Jak się urodził starszy, B. była w ekstazie. Powinna była wziąć wychowawczy (tak
        zrobiła przyjaciółka, ta od wędlin), ale w pracy bardzo prosili, żeby wróciła,
        bo zespół się posypał. Wróciła. Szefowa pokładała w niej wielkie nadzieje, więc
        dała jej bardzo ambitny projekt do przygotowania, rozpisany na dwa lata. B. była
        tak pochłonięta arcyciekawą pracą, że niemal nie zauważyła, że zaszła w kolejną
        ciążę. Kiedy urodził się drugi syn, zobaczyła ze zdziwieniem, że praca znaczy
        dla niej więcej niż nadziewanie schabu śliwkami. Że lubi, owszem, jak stół jest
        przykryty wyszukanym norweskim obrusem, ale mając do wyboru chodzenie po
        sklepach w poszukiwaniu dobrego designu za grosze (mimo szybkiego powrotu do
        pracy także po drugim dziecku w domu wciąż brakowało pieniędzy) albo siedzenie w
        bibliotece nad doktoratem, bez wahania wybierała to drugie. Jeszcze nie miała
        drugiego syna i nadal rozważała działanie w neokatechumenacie, kiedy poczuła, że
        wnerwia ją, kiedy wieczorem mąż otwiera lodówkę i pyta: 'Dlaczego znów nie ma
        nic do jedzenia?'.

        To ją zawstydziło. Podobnie jak odkrycie, że ma mu za złe, że on uważa za
        naturalne, że zostawi ją z dwójką dzieci, pracą, domem i doktoratem, za to bez
        samochodu, bo jedzie na tydzień do Paryża oglądać francuskie kino Nowej Fali, z
        którego on z kolei pisze własny doktorat. I że drętwieją jej ze złości szczęki,
        kiedy jej mąż, podobnie jak ona pochodzący z tradycyjnego środowiska, z oazy, z
        domu nasiąkniętego katolickimi wartościami, obraża się, gdy ona planuje wyjazd
        na dwa dni do Krakowa, w którym ma wygłosić referat jak najbardziej związany z
        jej pracą zawodową. Mimo że zostawia mu lodówkę pełną jedzenia i babcię, która
        ma odebrać chłopców z przedszkola, a potem zabawiać do siódmej, o której on
        wróci z pracy. B. nigdy nie krzyczała. Ani na dzieci, ani na męża. Wyłączała
        się. Redukowała zadania. Po trzecim dziecku doszła do wniosku, że wisi jej, czy
        w lodówce są jajka i masło, czy sam lód. Kiedy mąż zastygał po słowach:
        'Dlaczego znów nie ma nic do jedzenia?', spokojnym głosem odpowiadała: 'A kupiłeś?'.

        CDN
        • r0sie Re: CD Sfrustrowane panie domu : nowy artykuł 10.08.09, 15:27
          Kanada, rok 1969

          Margaret Atwood, 30-letnia Kanadyjka będąca od roku mężatką, wydaje swoją
          pierwszą powieść 'Kobieta do zjedzenia'. Jej tytułowa bohaterka Marian MacAlpin
          obserwuje, jak przyjaciółka ze studiów, mężatka, matka trójki, kurczy się w
          sobie. Jej ambicje zaczynają koncentrować się wokół spraw domowych, życie
          towarzyskie zanika, podobnie jak własne potrzeby. Marian obawia się, że i ona po
          ślubie zostanie pożarta. Przestaje jeść - najpierw tylko mięso (by nie sprawiać
          bólu zwierzętom), potem kolejne potrawy stają jej w gardle. Zmagając się ze
          swoim lękiem przed pozbawioną perspektyw na rozwój przyszłością, Marian piecze
          dla narzeczonego ciasto w kształcie kobiety. Niech ją pożre.

          Na diagnozę wpadł mąż A., ten, który odwoził dzieci i robił śniadania. Kiedy
          którejś soboty (weekendy były najgorsze) A. wyszła z łóżka zmęczona mimo
          długiego snu i zaczęła krzyczeć, po dwóch minutach, zaraz gdy bosą stopą stanęła
          na klocku lego - a krzyczała tak, że jeszcze wieczorem bolało ją gardło - mąż
          powiedział: 'Słuchaj, może to depresja?'. A. położyła się w szlafroku na kanapie
          i płakała do wieczora, nie odwracając się, nawet gdy z telewizora ryczały
          zwierzaki z Madagaskaru. Mąż znalazł w Google'u psychiatrę gotowego przyjąć ją
          już w poniedziałek. Psychiatra wysłuchał i zapytał: 'To pani nie?wiedziała, że
          złość, brak cierpliwości i niekontrolowane wybuchy gniewu są częstą maską
          depresji?'.

          Nie wiedziała, ale gotowa była całować doktora po rękach. Wzięła receptę i już
          nigdy nie krzyknęła na dziecko. Po dwóch miesiącach brania tabletek poszła z
          butelką Gato Negro do swojej koleżanki B. Nonszalancko powiedziała, że bierze
          antydepresanty, a gdy to nie zrobiło na B. wrażenia, dodała coś, co już
          wcześniej mówiła swojej matce i mężowi: że dla niej symbolem tej depresji jest
          białe, pokryte gęsią skórką, ohydne udo kurczaka. To, co w Carrefourze, nie
          wiedzieć czemu, nazywają ćwiartką. I że kiedy myśli, że ma jeszcze raz pójść po
          tę ćwiartkę do Carrefoura, zaczyna płakać.

          I matka, i mąż zapytali: 'Dlaczego? Ale dlaczego chce ci się płakać, jak masz
          kupić kurczaka?'. 'Nie wiem' - odpowiedziała. Natomiast B. w ogóle się nie
          zdziwiła. Nalała sobie, skubnęła camemberta i powiedziała: 'Ja płakałam, jak
          tylko robiłam zupę'.

          B., pracująca matka dwójki dzieci, poczuła kiedyś, że już nie może. Nie może
          obierać marchewki, pietruszki, selera. Nie może myć pora, szorować ziemniaków.
          Mdli ją na myśl o pakowaniu tego wszystkiego do eleganckiego garnka ze stali
          nierdzewnej i zalewaniu wodą źródlaną. Musiała jednak gotować zupę, bo była zima
          i chłopcy tak często chorowali, że częściej siedzieli w domu niż w przedszkolu.
          A jak dzieci są w domu, to jedzą w domu. Więc B. gotowała im zupę i płakała nad
          garnkiem. Aż w końcu ją tknęło, że to chyba nie jest do końca normalne, i poszła
          do psychologa. Psychoterapeutka stwierdziła stany depresyjne i rozpoczęła pracę
          nad B.

          A., słuchając historii swojej koleżanki, przypomniała sobie oglądany sto lat
          temu recital Magdy Umer. Zapowiadając jeden ze szlagierów, piosenkarka
          opowiadała o sobie. Że to był taki trudny etap w jej życiu, że wszystko było
          szare i że ona sama przypominała kobietę, którą podsłuchała w autobusie. A było
          tak: Jechały dwie koleżanki, szare, z siatami. I jedna mówi: 'Wiesz, mnie
          najbardziej męczy to myślenie'. A druga: 'A ja w ogóle nie myślę. Smażę im
          kotletów na cały tydzień i niech potem sobie odgrzewają'.

          A. pamiętała, że w tym momencie ludzie ryczeli ze śmiechu. A ona tego w ogóle
          nie czuła. Aż do dziś. Dopiero teraz, siedząc w kuchni B., pomyślała, że może
          nie to, że ona jest nienormalna i ma depresyjne skłonności, tylko w ogóle świat
          wygląda inaczej. I że może trzeba po prostu smażyć te kotlety na tydzień, nie
          zawracać sobie głowy szczegółami, a czas poświęcić na czytanie dzieciom (bez
          darcia się o łokcie), przekład ze słoweńskiego i własną rozrywkę? Bo tak na co
          dzień A., która nigdy nie miała ambicji stwarzania jakiejś niesamowitej
          atmosfery w domu ani też nie przychodziło jej do głowy, że można piec w domu
          szynkę, i tak żyła spętana poczuciem winy.

          Bo powinna tłumaczyć poetów, jak koledzy, a nie instrukcje działania pralek, co
          było szybkie i nieskomplikowane. Bo powinna schudnąć tak z 15 kilo, żeby
          przyzwoicie wyglądać, i to nie tylko na plaży. A ona nie chudła, bo od dziecka
          lubiła z nerwów jeść. Bo powinna kupować żywność ekologiczną, która choć droga,
          jest zdrowsza i bardziej wartościowa, a kupuje te kurczaki w Carrefourze, bo nie
          ma siły myśleć. Bo powinna oszczędzać, jako że jest już po trzydziestce, a na
          emeryturę płaci sobie według najniższych stawek, a nie oszczędza, bo nie ma z
          czego. Bo powinna uczyć dzieci angielskiego, a nie uczy. Bo z mężem powinna co
          tydzień chodzić na randki i uprawiać seks z dildo, a ona nie ma siły, bo woli
          spać. Bo...

          B. mówi, że feministki nie mają dzieci ani mężów i z tego powodu zajmują się
          głównie aborcją, którą ona sama ma gdzieś. I że raz, jeden raz, trafiła na
          nazwisko kobiety, która miała inne podejście. Uwzględniała, pisząc z perspektywy
          feministycznej, to, że doświadczenie kobiece może zawierać w sobie także
          macierzyństwo i małżeństwo. I pisząc o problemach i dylematach kobiet, pisała z
          perspektywy pragmatycznej codzienności pracujących matek i żon. Niestety, B.,
          która nigdy nie planowała, że zostanie feministką, już od dawna nie może znaleźć
          tej książki, nie dowiemy się więc, kim była autorka.

          Odkąd zdiagnozowano u niej depresję, A. zaczęła oglądać amerykańskie seriale.
          Szczególnie lubi 'Gotowe na wszystko', a jej ulubienicą jest Lynette. A. lubi
          wspominać odcinek, w którym Lynette dostała od matki kolegów z klasy jej dzieci
          narkotyki, dzięki którym mogła pracować, gotować, piec, nie spać i szyć całą
          noc, jak w transie, kostiumy na szkolne przedstawienie. Wreszcie zrozumiała, jak
          inne matki dają sobie radę. A. czuje się już zdrowa, ale oboje z mężem wiedzą,
          że nie ma powrotu do tego, co było. Już nigdy nie będzie jeździć 80 km dziennie.

          Niedawno A. obejrzała niemiecki film 'Obcy we mnie' opowiadający o kobiecie,
          która po urodzeniu wyczekiwanego dziecka zapada na depresję poporodową. Jak
          zahipnotyzowana patrzyła na bohaterkę, która w nocy wymyka się z łóżka, cicho,
          żeby nie obudzić męża, i ucieka do lasu. Przełykała ślinę, gdy Niemka kuliła się
          w sobie, bo mąż po całym dniu w pracy pragnął czułości, a ona po całym dniu z
          niemowlakiem, sobą samą i pustką wokół pragnęła tylko tego, żeby nikt nic od
          niej nie chciał. A. mówi, że gdyby ten film obejrzała parę lat wcześniej, nie
          wpadłaby w depresję. Zwłaszcza gdyby obejrzał go jej mąż i cała reszta świata.

          USA, rok 1981, krótko przed nadejściem trzeciej fali feminizmu

          Betty Friedan, rozwódka, uznana amerykańska pisarka feministyczna, wydała do
          dziś nieprzetłumaczoną na polski książkę pt. 'The Second Stage'. Pisze w niej o
          milczeniu, także w środowisku feministycznym, o codzienności pracujących matek i
          żon. O tym, jak trudno jest łączyć pracę zawodową z wychowywaniem dzieci i
          prowadzeniem domu. Betty Friedan umarła w 2006 r. Przed śmiercią uznała, że
          postulat aktywizacji zawodowej gospodyń domowych nie przyniósł efektów, jakich
          oczekiwała. Kobiety nie pozbyły się swojej frustracji, przybyły im jedynie nowe
          do niej powody.

          Źródło: Wysokie Obcasy

          --
          : Pracownia miniART :
          : Samopomoc Babska :
          :: Mama w pracy ::
      • r0sie Re: ciekawe artykuły dla mam pracujących 20.12.09, 22:03
        n-itka napisała:

        > www.nie-zla-mama.com/Poporodzie/urlop-macierzynski-w-2010.html



        czyli tylko pracownice będę mogły skorzystać z przywileju wydłużenia urlopu
        macierzyńskiego
        a co z kobietami prowadzącymi własną działalność gospodarczą?

        --
        : Pracownia miniART :
        : Samopomoc Babska :
        :: Mama w pracy ::
    • chica-only Re: ciekawe artykuły dla mam pracujących 26.09.13, 13:52
      To ja nieco mniej poważnie, ale ten artykuł mocno mi poprawił humor, w kontekście zapracowania i organizacji dnia: [url=http://www.tasteaway.pl/2013/09/19/matka-dwulatek-przeziebienie-wlasna-firma-i-blog/]www.tasteaway.pl/2013/09/19/matka-dwulatek-przeziebienie-wlasna-firma-i-blog/[/url] :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka