a bylo to tak: dostalam skierowanie dla 3 letniego syna na badanie moczu i
krwi. Pierwsze takie wydarzenie od chwili jego narodzin ! Poszlam wiec do
przychodni a jakze przed 8 rano, z kapryszacym i podskakujacym z wrazenia
maluchem. W miare szybko przebylam droge do okienka rejestracyjnego. Tu
zaczely sie schody- pani rejestratorka poslugiwala sie przy rejestracji
urzadzeniem pt PC. Wklepanie danych osobowych dziecka i jego pesel zajelo jej
ok. 3 minut. Ale nic to. Nadal szlo dobrze. Na koniec oznajmila, iz z
gabinetu wywolaja nas po nazwisku. Poszlam wiec pod gabinet i zobaczylam ok
20 osobowa kolejke. Po 5 minutach kolejka liczyla nadal tyle samo osob- nikt
nie wyszedl i nikt nikogo nie wywolywal. Moje dziecko tymczasem
zaczelo "dymic"- nie sposob bylo z nim tam wystac a ja zalozylam
sobie "tylko" ok 45 min na ten ceremonial, a pozniej musialam isc do pracy.
Po dalszych kilku minutach opuscilismy kolejke. Kazdy mial wszystko gdzies- 3
letni maluch mial stac tak samo jak dorosli. Na schodach rozryczalam sie. Z
mezem leczymy sie "od wielkiego dzwonu" i prywatnie , od wielu lat pracuje i
sowite skladki na zdrowotne sa odprowadzane miesiac w miesiac. Pomyslalam ze
za nie moge zrobic choc podstawowe badania laboratoryjne dziecku. Nie udalo
sie. Pojutrze pojde do prywatnego laboratorium. Nie stac mnie na 2 h
w "panstwowej" kolejce.