Zainspirowana wczorajszym watkiem pt. Jak odzyskac??????????????? chcialam
powiedziec ze zaluje ze was wczesniej nie znalam i chce opowiedziec pewna
historie (do dzis palam chcecia zemsty).
Zblizala sie data naszego slubu. Moim marzeniem bylo pojechac do slubu
bryczka. I wszystko wygladalo ze moje marzenie sie spelni.
Znalezlismy "przemilych" ludzi, ktorzy wozili swoja brzyczka pary do slubu.
Wszystko bylo juz uzgodnione, zapisali sobie godzine, date, miejsce
spotkania, omowilismy kwestie przystrojenia bryczki i powiedzieli, zebysmy
(jak chcemy) dzien przed slubem przyjechali zobaczyc jak wyglada przystrojona
juz bryczka. Nadszedl wiec piatek, pozne popoludnie (ok. 17:00), pojechalismy
zobaczyc, a tu sie okazuje, ze oni nam odmawiaja, bo nie potwierdzilismy ze
chcemy jechac i zalatwili sobie impreze w innym miescie (jezdza po imprezach
z przyczepa i sprzedaja gofry). Moj swiat sie zawalil. Nie mielismy ani auta,
ani przystrojenia, ani nic. Poryczalam sie, pani mnie przytulila i
powiedziala ze da sie to jakos zalatwic. Umowilismy sie ze oni pojada na te
impreze, moj tata pojedzie po tego goscia, zawiezie nas ta bryczka, po czym
tata go odwiezie spowrotem (jego zona zostala by w przyczepie). Zgodzili sie,
ucieszyli i ta pani nas zaprosila, zebysmy o 19:00 przyjechali do niej do
domu na herbatke i zebysmy obejrzeli zdjecia z ostatniego slubu.
Przyjechalismy, ale nikogo jeszcze nie bylo. Wiec wrocilismy do auta i
czekalismy na parkingu. Zadzwonil tel. do meza i wczasie kiedy on rozmawial,
przyjechala ta babka. Weszla do domu, a maz jak skonczyl gadac, weszlismy za
nia. Pukamy, nic. Dzwonimy raz, drugi, nic. Slychac tylko oddalajace sie
odglosy skrzypiacych paneli. Nie otworzyla nam drzwi!!! NIe chcialo nam juz
sie klocic, ani umawiac (jeszcze by nas wyrolowali w dzien slubu) i
pojechalismy szukac innej bryczki. Udalo sie o godz. 22:00 znalezc bryczke 10
km od mojego miasta, troche drozej kosztowalo, ale nie moglam pozwolic, zeby
zepsuli mi najpiekniejszy dzien w moim zyciu. Juz chcialam zrezygnowac,
powiedzialam mezowi, ze do naszego grata doczepimy wstazeczki i balony, ale
on sie uparl i powiedzial, ze poruszy niebo i ziemie zeby spelnic moje
marzenie

Zrobil to i do dzis jestesmy szczesliwym malzenstwem, a zdjecia ze
slubu ogladam z wielkim wzruszeniem.
Moral z tego taki, ze juz nigdy nie zawre z nikim ustnej umowy. Co na pismie
to na pismie i nikt tego nie podwazy i w razie czego bedzie dowod.