Gość: sylwias
IP: *.*
20.05.02, 10:18
Wczoraj na spacerze "przykleiła" się do nas dziewczynka, na oko 6-7 lat. Pilnowała Miśka na placu zabaw, prowadziła wózek, zachowywała się jakby była jego siostrą/koleżanką (?) a widziałam ją pierwszy raz w życiu. Swoją drogą - śliczne, rozgarnięte dziecko. Potem odprowadzałą nas do domu i tak sobie rozmawiałyśmy. Zapytała czy jutro też tu przyjdziemy, powiedziałam że Misiek przyjdzie z opiekunką. Mała na to: moja mama mogłaby być opiekunką. Ale nikt jej nie chce zatrudnić, objeździła już całe miasto i nikt nie chce dać jej pracy. Ciekawe czemu?Zrobiło się nieprzyjemnie smutno. Mówię jej, że to nie jest wina jej mamy, że jest taka sytuacja itd. chciałam coś dodać na pocieszenie, więc pytam retorycznie: ale tatuś pracuje? A mała smutno: ja nie mam taty...A Przemek ma tatę? Z bólem serca mówię: tatę ma, tylko że pracuje długo. A ta mądra dziewczynka: ale na noc jednak wraca.... Wie pani, ja bym też mogłabym być opiekunką ale kto mnie zatrudni jak ja taka mała jestem?Co za obrzydliwe czasy nastały, że dzieci zamiast myśleć o zabawie zastanawiają się jak znaleźć pracę?! I teraz nie mogę przestać o niej myśleć, co mogę, co powinnnam dla niej zrobić? I o tym że za mało chyba doceniamy to co mamy...