Dodaj do ulubionych

Tanie życie

IP: *.* 18.07.02, 20:54
Witam. Mam dzisiaj wielkiego doła. Poradźcie coś bo mam wrażenie, że postępuje nie tak jak potrzeba. Jestem głową rodziny, ale zaczynam pomalutku nie wyrabiać psychicznie.Staram się być bardzo oszczędny, bo każda złotówka się liczy, ale także jestem bardzo spontaniczny.Nie jestem samolubem. Pomimo oszczędzania i tak nam zawsze brakuje kasy na życie. :sweat:Do tej pory uważałem, że na wszystkim można oszczędzać, ale czy na pewno. Zawsze kupywałem dla siebie i rodziny wszystko co najtańsze nawet wózek dla małego kupiłem za 200zł ( nowy ) a to tylko dlatego, że znajomej matulka produkuje takie wózki. Pieluchy dla dziecka kupujemy na stadionie w wawie firmy bambino bo są najtańsze 30zł 60szt. a to tylko dlatego, że stwierdziliśmy z małżonką, że i tak je trzeba zmieniać więc po co płacić za orginalnego Pampersa kupe kasy. ubranka dla małego dostajemy od znajomej mojej matulki, a jak mały wyrasta to dajemy je komu innemu za darmo oczywiście.I tak dalej, itd.. itd..Zaczynam dochodzić do wniosku, że za bardzo chyba oszczędzammy z małżonką, bo jak widzę innych rodziców z ich dziećmi to widać, że oni nie oszczędzają: ładny wózek, ubranka, Pampersy, rodzice ładnie ubrani, czysto itd...Czy ja źle robię, źle się żądzę pieniędzmi, czy jak??? :what:Jak napisałem pomimo oszczędzania i tak nam brakuje na życie. a zarabiam coprawda sam, ale raczej nie mało bo 1800 zł.Poradźcie kochani, jak to u was wygląda?? Proszę.Pozdrawiam gorąco Marcin ;)
Obserwuj wątek
    • Gość: _Su_ Re: Tanie życie IP: *.* 18.07.02, 21:46
      witaj,powiem Ci że czy oszczędzamy czy nie często brakuje nam kasy i nigdy nie wiem dlaczego bo tak na dobrą sprawę nie jesteśmy strasznie rozrzutni-zdarza nam się zaszaleć ale nie do przesady. Zarabiamy nie mało ale życie jest strasznie drogie np u nas jest drogie jedzenie-miasto turystyczne i co roku przed wakacjami drożeje i potem tak zostaje a cóż podwyżkę miałam po 4 latach pracy więc co tu wiele mówić. Ubranka kupujemy Kuchowi najczęsciej sami, tak wyszlo że nie mamy komu pożyczyć natomiast sami jego ciuszki (w większości)oddajemy albo pożyczamy bo wiemy że wielu z naszych znajomych jest w gorszych sytuacjach. Nie palimy, bardzo rzadko coś pijemy i nie mamy specjalnie drogich hobby i gdzie ta kasa? Nie mam pojęcia.pozdrawiam Su
    • Gość: Anna72 Re: Tanie życie IP: *.* 18.07.02, 21:47
      A mnie to nie dziwi. Mamy troche więcej (niewiele) bo pracujemy oboje, ale też zbytnio nie szalejemy. Pampersy kupuję, ale ubranek firmowych nie. W tym roku nakupiłam koszulek bawełnianych w Tesco i młody biega w nich na okrągło. I dobrze. Przynajmniej nie szkoda jak zniszczy koszulke za 3 zł. Wózek mieliśmy za 300zł, dwufunkcyjny, spełnił swoją rolę. Nie dajmy sie zwariować. Można dziecko ubrac ładnie, czysto i nie musi mieć na koszulce "adidas" napisane. Czesto kupuję coś promocyjnie w hipermarketach, czasem na wyprzedaży posezonowej. Myślę, że chodzimy ubrani nie najgorzej, ale nie wydajemy na firmowe ubrania ciężkich pieniędzy. Wymieniamy informacje z koleżankami o wyprzedazach, promocjach itp. Jak coś sie uda zaoszczędzić, to dobrze. Jedyne na czym nie oszczędzam to buty. Dla własnej wygody i dla zdrowia dziecka. Choć i tu jak sie trafi okazja, to kupuję np. na posezonowej obniżce. Nie muszę mieć w końcu super modnych obcasów, wystarczą średnio modne ;-) i wygodne. Nie chcę się bardzo rozpisywać, ale w naszym kraju życie kosztuje. A posiadanie dzieci robi się coraz bardziej kosztowne. Mało chyba jest takich osób, którym oszczędzanie jest obce. Był nawet kiedyś wątek na forum na ten temat. Pozdrawiam, Anka.
    • Gość: guest Re: Tanie życie IP: *.* 18.07.02, 21:48
      Stary (wybacz poufałość). Nie napisałeś jakie macie stałe wydatki. Dla kogoś kto płaci załóżmy za mieszkanie z opłatami np 200-250 zł (jak my na przykład) i zostaje na rodzinę 1600 zł to jest to całkiem niemało pieniędzy. Gorzej jak się ma wydatki np. 1300 zł na kredyt mieszkaniowy (akurat nas to dotyczy), do tego raty za samochód (u nas 800) plus jego utrzymanie (paliwo, naprawy etc) prawie drugie tyle. Do tego jakieś inne kredyty 1000-3000 zł na podatki, telefony, internet, ubezpieczenia na życie, mieszkania, ZUS, niania etc. i się okazuje, że człowiekowi zostają grosze, a niby zarabia jak na statystyczny poziom b. dużo. Wiesz, czasem mam podobne jak Ty dylematy, bo też nie kupujemy samych najlepszych rzeczy, mieszkanie czeka na remont i warto by spłacić część najdroższych kredytów. Fakt, że jestem leniwy i jakbym się wziął bardziej za robotę to zarabiałbym pewnie dwa razy tyle.Niestety sztukę rozsądnego wydawania pieniędzy mam rozwinętą o wiele gorzej niż zarabiania. Może warto notować sobie każdy wydatek? Potem zrobić podsumowanie i zobaczyć co Was najwięcej kosztuje?Ja jakoś nigdy nie mam na to ochoty, ale wiem że bywa to przydatne.3maj się
      • Gość: olaj Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 07:40
        Mój mąż zawsze zadawał pytanie: "na co wydajesz tyyyyyyle pieniędzy??". Myślałam: IDIOTA!!I...Zanim urodził sie Dominik, miałam pieniądze na wszystko (przyjemności, auto, ciuszki, wyjazdy). Od czasu kiedy mały jest, nie stać nas na nic (zbiednieliśmy). No i jeszcze przypałętało się chorubsko.Ja podobno dobrze zarabiam, ale...350zł niania, 120 zł pampersy, 500-700zł leki, no i te przeklęte raty (wtajemnieczeni wiedzą na co), no a gdzie jedzenie, opłaty, coś do ubrania??Bilans na koniec miesiąca zawsze minusowy! Nasze dziecko zawsze dobrze wygląda, mieszkam w małym mieście, nie ma marketów, więc wszystko muszę kupić firmowe (czyt. drogie). Ale... statnio odkryłam "amerykańską odzież używaną" ;). O sobie nie wspominam, bo chodzę od 3 lat w jednych spodniach...Nie wiem jak to jest, ale jak juz pokończą się te wszystkie kredyty i wyzdrowieję, to moze uda nam sie coś oszczędzić... No i jeszcze wtedy się upiję... (mimo, ze mam uczulenie).olaj
    • Gość: Iw Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 07:50
      Notowanie, na co wydajecie jest rzeczywiście bardzo przydatne. My kiedyś robiliśmy takie notatki przez jakiś czas i co wyszło? Że najwięcej wydajemy na jedzenie! No i od tej pory zaczeliśmy troszkę oszczędzać, tzn. nie kupować za dużo bo się psuje (np. wędlina) itp.Co do wydatków. Wszystko zależy od tego, jakiej wysokości macie stałe, miesięczne opłaty. My mamy tego ok. 400 zł co miesiąc. Wliczając to, na życie wystarcza nam ok 1500 zł miesięcznie, no ale nie mamy jeszcze dziecka. Poczekamy do przyszłego roku, jak się urodzi to pewnie inaczej spojrzę na nasze wydatki ;).Iwka
    • Gość: MichałaMama Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 08:58
      Choć było już o notowaniu to ja jeszcze raz gorąco polecam. Nam po kilku miesiącach notatek wyszło, że spora kwota robi się z wydatków na "przegryzki" mego męża - chińczyk, kebab, cola w pracy. Raz, że nie zdrowo dwa, że w miesiącu zdecydowanie zbyt drogo. Sporadycznie jadamy w mieście. I kupowanie prasy, której i tak nie było kiedy czytać. Niby drobiazg a całkiem spory.Wyniki tych notatek, były dla nas wielkim zaskoczeniem.Aknieszka
    • Gość: guest Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 09:19
      O notowaniu wydatków już napisali inni, moim zdaniem to rzeczywiście skutkuje. A przynajmniej zaczyna człowiek wiedzieć na co idą pieniądze i potrafi lepiej ocenić, czy to konieczność czy rozrzutność.A z tym kupowaniem najtańszych rzeczy... Różnie to bywa, sama nie kupuję najdroższych, bo mnie po prostu na to nie stać, ale nie jeden raz się już przekonałam ,że kupowanie najtańszego też się nie opłaca. Po prostu - to co najtańsze na ogół też nie jest dobrej jakości i szybko się zużywa. Efekt? Kupujesz więcej, częściej i pieniędzy idzie niewiele mniej, niestety. Na przykład tanie pieluchy po godzinie były mokre, a te droższe spokojnie wytrzymywały 3-4 godziny. Oczywiście nie widzę sensu kupowania firmowych ubranek czy wózka dla malucha, który momentalnie z tego wyrośnie, ale na przykład dżinsy dla siebie czy męża wolę kupić trochę droższe (nie mówię tu o Levisach czy innych takich), za 100zł zamiast 50, bo wiem, że dłużej wytrzymają i nie przetrą tak szybko.Moja babcia i moja teściowa zawsze mówiły, że biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy. Ja na razie przychylam się do ich opinii.Sylwia
    • Gość: guest Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 10:50
      A ja widzę po sobie, że problem leży nie tylko w tym, że <życie jest drogie, a moje zarobki za małe>, problem w tym, że ja CHCĘ MIEĆ, to co mi się spodoba, to co mają inni, to co leży w sklepach i kusi, to co jest reklamowane. I to z różnych powodów - a to dlatego, że jakaś rzecz jest funkcjonalna, ułatwia życie (np. nowa, bajerancka torba do wózka, choć stara całkiem zdaje egzamin), a czasem po prostu dlatego, że jest ładna i przyjemna dla oka - jak śliczne ubranka z Mothercare, choć te z hurtowni nierzadko nie są w ogóle gorsze, może tylko nie tak przyciągające wzrok. Sztuka nie kupowania tych kuszących rzeczy jest dla mnie celem do osiągnięcia, trzeba jakoś sobie wytłumaczyć, jak małemu dziecku ;-)), że to, co uważam za NIEZBĘDNE, jest właśnie zbędne :-)) - i to cała filozofia.....tylko JAK to sobie wytłumaczyć??????? Ale jedno jest pewne - warto nad tym pracować, bo choćby nie wiem ile człowiek miał kasy, zawsze będzie uważał, że na coś go nie stać i będzie marzyć o czymś "kuszącym"....Życzę pomyślnej walki..ze sobą :-))
      • Gość: lea Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 11:23
        Cześć Marciniea ja Ciebie doskonale rozumiem. Nie wiem czy mieszkasz w Warszawie czy poza. Ale 1800zł. w Warszawie to raczej za mało? My mieszkamy w Lubuskim - bieda się wciska w każdy kąt! a niech ją licho sobie weźmie!!!sad Ja nie pracuję, nie mam do tego narazie prawa ( czekam na pobyt stały) ale i tak nie ma tu szans na pracę! A mąż haruje jak WÓŁ , żeby przynieść do domu 800zł. z czego prawie 500zł. to opłaty!!! I jak żyć?Dużo pomagają teściowie, Bogu dziękować za nich, a dużo też pomaga pewna kochana istotka, którą poznałam na forum ( przysyła ciuszki dla mojego bąbla) Ech...życie to nie piórkotrzymaj się pa pozdrawiam lea
    • Gość: guest Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 12:18
      Oj,znam ci ja te watpliwosci. Dopoki zarabialam, po prostu nie liczylismy sie z wydatkami, bo na wszystko starczało. Ale wszystko co dobre, szybko sie konczy, i ku naszemu zdziwieniu odkrylismy, ze mimo, iz staramy sie oszczedzac, co miesiac znajdowalismy sie pod kreską. Więc tak jak kilka innych osób, zrobiliśmy listę miesięcznych wydatków i... okazało się, że podstawowe wydatki wynoszą więcej niż przychody. Tak wiec musielismy ograniczyc wszystkie wydatki do tych podstawowych - zakupy tylko raz w tygodniu w markecie i zadnego "dokupywania" w tygodniu. Staram sie równiez oszczędzać w domu - gasić światło, jak wychodzę z pokoju, etc. Na szczescie udalo mi sie podlapac fuche i zarobic większą sumę, która podratowuje nas co miesiąc i mam nadzieję, że wreszcie uda mi się wybrać do dentysty. I tu dochodzimy do opinii mojego męża, który uważa, że oszczędzanie owszem, ale nigdy nie zapewni znaczącej różnicy w rodzinnym budżecie - trzeba po prostu więcej pracować. On więc zgodził się w swojej szkole, że weźmie wszystkie wolne godziny, jakie mu dają - pracuje od rana do nocy. Ja podjęłam się "opieki" nad 5 mieszkaniami znajomego, który je wynajmuje a od października też wracam do nauczania (po wielu latach pracy w "biznesie"). Wszystkie te zajęcia (w połączeniu oczywiście z "bezpłatną" opieką nad bliźniętami i domem) dadzą mi mniej niż połowę mojej pensji ale za to pozwoli na lepsze żonglowanie czasem.Wielu osobom może się to nie spodobać, ale moje wrażenie jest takie, że w Polsce wiele osób woli zacisnąć pasa do granic uduszenia, żeby się tylko nie przepracować - mam krewnych, którzy od lat utrzymują się z zasiłku i niedawno "głowa rodziny" odrzuciła ofertę pracy - bo za dużo czasu zamuje (dojazd 1h). I to są ludzie wykształceni, na tzw. poziomie. Do tego dochodzi jeszcze wielka niechęć do niekonwencjonalnych pomysłów biznesowych - ale tu winić należy w dużej mierze "instytucje", dzięki którym każda działalność gospodarcza jest w dużej mierze nieopłacalna już na starcie (ZUS), nie mówiąc już o problemach z np. otrzymaniem kredytu jeśli się jest self-employed. Marcinie, nie bierz oczywiście tych zarzutów do siebie - przecież nie wiem, jak Ty zarabiasz na życie - to tylko moja ogólna refleksja.MagdaPS: a wracając do problemów Marcina - mam znajomych, którzy też ledwo wiążą koniec z końcem (lekarze) a ich dziecko nosi śliczne firmowe ciuszki, bo ... kupują je z drugiej ręki. Wymaga to oczywiście większego zachodu niż pójcie do sklepu firmowego, ale jeśli kasy brak, to też może poprawić samopoczucie, no i zaspokaja instykt myśliwego.
      • Gość: juliiaa Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 12:58
        magda popieram twoje zdanie! przytocze tylko jedna sprawe..z rodziny mojego meza..Jego ciocia (kobieta po 40) nigdy nie pracowala , ma dwoch synow(18 i 23 lata-ten starszy tez nie pracuje) a praktycznie caly ciezar utrzymania rodziny spadl na jej meza ktory"od zawsze"pracowal na dwoch etatach-i to fizycznie!!Na nasza propozycje czy niechcialaby sie zajac nasza corka jak wroce do pracy(a to pewnie niedlugosad )odmowila z usmiechem na ustach ze nie chcialoby jej sie przyjezdzac!!I co wy na to?..Oczywiscie mimo wszystko nie czuje sie zmeczona marudzeniem ze nie maja pieniedzy i pozyczaniem od swojej siostry a matki mojego mezasad(((Na "wieczne oddanie"..Szkoda slow..Ja nie przecze ze duze bezrobocie w tym niewielkim miasteczku przyczynia sie do takiego podejscia...pozdrawiam
    • Gość: BAJBUS Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 13:20
      Trafiłam na swój temat!!W tym miesiącu musimy przeżyc za 1500 zł. Jest nas 5. O zrobieniu jakich kolwiek opłat nie ma mowy bo i z czego. Mam zapłacic czynsz a potem za co kupię jedzenie dla dzieci?Mój mąż w zeszłym miesiącu podpisał w zakładzie pracy tzw. "lojalkę" co odbiera mu prawo do wykonywania tzw. "fuch". A jak go złapią albo ktoś doniesie to go wyrzuca z pracy. Kilka dni temu jak się skończyły pieniądze (1/3 musiałam oddać znajomym bo poratowali nas miesiąc temu) usiadłam i płakałam. Mój mąż siediał w drugim pokoju i .....myślał . Nic nie wymyslił przez dwa dni. A ja wpadałam w rozpacz. Bo nie ma pieluch, bo nie ma jedzenia tyle co dla dzieci ( dobrze że Klaudia wyjechała). Nie chciałam już zaciągać więcej długów - bo z czego oddać. Od kilku miesięcy szukam dodatkowej pracy na czarno oczywiście żeby mi wychowawczego nie zabrali ale bez skutku.Aż wczoraj wieczorem przyjechała znajoma z daleka i przywiozła nam ciuchy nowe dla dzieci w komis. Ma szwalnię. Przywiozła mi je po cenach kosztów - mam sprzedac za ile mi się uda i reszta dla mnie. No i sprzedajemy. Mój Krzys dziś od rana na rynku do 13 bo potem do pracy. A ja jutro na cały dzień na rynek. Zawsze to jakiś grosz. Na dzis na godz. 14.14 nie jest źle, pełna lodówka, pranie zrobione (kupiłam proszek!!, wcześniej prałam w reku w mydle), pieluchy mam i nawet owoce dla dzieci i słodycze. Ale co będzie jutro? Nie wiem. Nie pytajcie o internet. Kosztuje nas różnie 30, 40, 50 zł. W tym miesiącu nic - bo serwer nawala właścicielowi i nic nie wziął od nas. A zreszta poza internetem nie mamy więcej rozrywek - więc nie tak szybko zrezygnuję :))Za rok wracam do pracy. Czemu nie teraz. Po po odjęciu opłat za przedszkole i żłobek - nie opłaca mi się.Ale wierzę że będzie dobrze chociaz ni jak nie chce byc ...Dzieci zdrowe, rosną , Zuzka wczoraj postawiła swoje pierwsze kroki...Bedzie dobrze :)bajbus
      • Gość: lea Re: Tanie życie - do Bajbusa IP: *.* 19.07.02, 14:45
        Kochany Bajbusku... tak bardzo Ciebie rozumiem, pewnie Marcin też...Tak chciałoby sie popracować i pożyc choć przez chwilę jak człowiek. My też ubieramy się w lumpeksie, bo inaczej nie da rady ale ostatnio i tam dla nas jest za drogo!ech chyba pozostawię ten temat, po co sie dołować?Myślałam o jakimś przepisywaniu prac ale nie ma ofert...człowiek by zrobił wszystko aby mieć tylko pracę i zostać człowiekiem!!!Ale głowa do góry ważne , że mamy rodziny, nasze dzieci, mężów i pamiętajmy o uśmiechu w końcu może nam też się poszczęśći?pa :love: lea
      • Gość: lea Re: Tanie życie - do Bajbusa IP: *.* 19.07.02, 14:46
        Kochany Bajbusku... tak bardzo Ciebie rozumiem, pewnie Marcin też...Tak chciałoby sie popracować i pożyc choć przez chwilę jak człowiek. My też ubieramy się w lumpeksie, bo inaczej nie da rady ale ostatnio i tam dla nas jest za drogo!ech chyba pozostawię ten temat, po co sie dołować?Myślałam o jakimś przepisywaniu prac ale nie ma ofert...człowiek by zrobił wszystko aby mieć tylko pracę i zostać człowiekiem!!!Ale głowa do góry ważne , że mamy rodziny, nasze dzieci, mężów i pamiętajmy o uśmiechu w końcu może nam też się poszczęśći?pa :love: lea
    • Gość: SANI Re: Tanie życie-a prowadzenie bilansu IP: *.* 19.07.02, 19:12
      Witam!!!!!!! Ja może powiem tak ...zawsze ..praktycznie zaraz juz na poczatku znajomości z moim przyszłym mężem ..prowadziliśmy "BILANS DOMOWY".(to już prawie 6 lat)Mój Tomek zrobił go w exelu ,wszystkie wydatki ,dochody...itd.,zawsze mamy wpisywane,nawet te najdrobniejszewydatki po 0,20 groszy.Wiem ile na co wydaję z czego mozna zrezygnować a na co sobie pozwolic.Co śmieszniejsze a niektórzy uważają za paranoję..(może troszkę)codziennie odpisujemy wszystkie liczniki..zawsze mozemy wszystko sprawdzić.Pewno niektórzy pomyślą ,ze jesteśmy "nienormalni"...ale to naprawdę ułatwia życie..planowanie..itd.Ja polecam pozdrawiam SANI
      • Gość: guest Re: Tanie życie-a prowadzenie bilansu IP: *.* 20.07.02, 08:06
        Sani, doskonale Cię rozumiem. Może nie spisywałam liczników (wczoraj przyszedł bilans ze spółdzielni i pożałowałam, że tego nie robię :( ), ale przez dłuższy czas spisywałam tak jak Ty wszystkie wydatki. Teraz lenistwo mnie ogarnęło, zaniedbałam to i niestety, ale pieniądze zaczęły mi przeciekać przez palce. Od pierwszego wracam do prowadzenia pliku "Budżet domowy"!, bo przynajmniej znowu będę wiedzieć, co zrobiłam z pieniędzmi.Pozdrawiam,Sylwia
      • Gość: DorotaJ Re: Tanie życie-a prowadzenie bilansu IP: *.* 23.07.02, 10:41
        Ojej Sani, z tymilicznikami to Ci zazdroszczę. Na TO już nie mam czasu. Pit jest świetny w załatwianiui wielu spraw, ale skatalogowanie wydatków to moja działka - baaardzo to lubię! Robimy to od 3 lat i widac jasno jak na dłoni, że za duzo wydajemy na jedzenie w miescie. :-)PozdrawiamDorotaJPS. ale rzeczywiście ułatwia to życie
    • Gość: guest Re: Tanie życie IP: *.* 19.07.02, 19:59
      Niestety to życie staje sie droższe,a nasze pensje NIE.3 lata temu,mąż pracował na jednym etacie,wynajmowaliśmy mieszkanie,Ola była malutka a ja szastałam pieniędzmi na lewo i prawo bez opamiętania i co ?? NIGDY NIE BRAKOWAŁO. Do tego pożyczyliśmy znajomemu oczędności na nowego Golfa - było nas stać.A teraz ?? Mamy dom,mąż pracuje na 2 etatach po 20h dziennie,dochody są płynne (prywatna firma) i stałe (pensja) dwukrotnie wyższe niż średnia krajowa i co z tego,kiedy przychodzą podwyżki,w zimie z gaz wychodzi 2,5tys. z czego sam gaz to 800zł - reszta to podatki i tak jest ze wszystkimi rachunkami.Im wyższy rachunek tym wyższy podatek. Zimą nasze średnie opłaty to 3,5-4tys. za dom,a gdzie raty za samochód i jego eksploatacja,opłaty korporacyjne,ZUS,podatki,żarcie itd. ?? W lecie taniej,ale i "wpływy" mniejsze i tak kółko sie zamyka. Nie oszczędzam,bo nie zdążę (mąż "pożyczy")Ale kiedy uparcie czegoś chcę (modem ,pamięć,skaner) to odkładam tą sumę i mówię "NIE MAM". To pomaga :) kasa zostaje,a żarcia nie brakuje i tak staram się zarządzać żeby "coś zostało".W razie nieprzewidzianych (częstych :) ) wydatków mogę dorzucić odłożone pieniądze.Kiedyś miałam 1tys. zaskórniaków co miesiąc,dziś nawet 300zł trudno "ukryć". Smutne czasy nastały :(
    • Gość: guest Re: Tanie życie-podziękowania IP: *.* 04.08.02, 20:21
      Witam .Pragnę gorąco podziękować Wam wszystkim za dobre rady, ale stwierdzam, że wychodzi na to że mamy za duże opłaty stałe miesięczne, a ciężko jest je obciąć, w każdym bądź razie raz jescze dziękuje :jap: za wszystko i za ciepłe słowa.Pozdrawiam i idę kombinować dalej
    • Gość: mysia Re: Tanie życie IP: *.* 04.08.02, 20:30
      Oj,oj ! To zycie wcale nie jest tanie!Obydwoje pracujemy,a i tak nie jest czasami lekko!Mamy 2 dzieci ,wydaje mi sie ,że nie jesteśmy zbytnio rozrzutni.Najwięcej zjadaja wszelkie opłaty!Też spisywaliśmy kiedys wszelkie wydatki,teraz to zaprzepaścilismy,może szkoda?Pozdrawiam Dorota
      • lidqa Re: Tanie życie 26.09.03, 14:09
        odswierzam ten temat. moze ktos jeszcze cos tu wniesie. Ja wlasnie po urodzeniu
        dziecka znalazlam sie w sytuacji kiedy po odjeciu od poborow meza oplat
        stalych, pieluch, nutramigenu i jedzenia dla psa zostaje 300 zl na zycie. a
        bylo 1300 iec na azie nie mam pomyslu na zycie. zrezygnowalam z kablowki i
        komórki, internet mam za 30zl i na razie bardzo nie chce z niego zrezygnowac
        ale jak nie bede miala wyjscia....... moze na pieluszkach sie da..... Najgozej
        ze ubranka musze kupowac i nawet te najtansze koszyuja jednak troszke. Czy da
        sie w lumpeksie kupic cos dla malutkeig dziecka? I jsli tak to gdzie w
        katowicach??
        • elaender Re: Tanie życie 30.09.03, 15:41
          Cześć, a propos Twojego pytania to ciuszki dla dzieci można kupić w lumpeksie na Warszawskiej (bardzo blisko rynku koło budowy nie wiem czego).Jest tam taki mały sklepik- tanie ciuchy ze Szwajcarii, dużo fajnych małych ubranek i naprawdę fajnych a czasem trafi się naprawd rarytas w postaci czegoś super firmowego. Przejdź się koniecznie.Jak jeszcze się czegoś dowiem to napiszę.Pozdrawiam.Ela
    • epaula1 Re: Tanie życie - nie jest!! 27.09.03, 10:46
      Hej!

      Ja też wiem coś o tym!
      Do tej pory mąż zarabiał niecałe 600 zł (teraz zmienił pracę, może będzie
      lepiej...), ja na stażu zarabiam jakieś 445 zł. Nie mam co prawda kredytów i
      samochodu (nie stać mnie na nie), za internet (30 zł) płaci brat. Ale jest
      ciężko!!! Mam dom, który "wali się" powoli i stale trzeba coś załatać. To jak
      studnia bez dna. Chociaż jestem po studiach, to ciężko znaleźć mi pracę, bo nie
      mam znjaomości. A niestety w tak małej mieścinie jest to warunek konieczny. A i
      nasz burmistrz ma żałosną politykę w tym kierunku. Szkoda gadać.

      Ale jakoś muszę sobie radzić. Sobie ciuchy kupuje w lumpeksie, Julce szyję
      sama. Sztubacko, ale jak umiem tak musi być. Gotuję bardzo tanio i raz na dwa
      dni (tak też oszczędzam gaz). Zakupy robię w Biedronce albo w "lider
      szajsie" wink, bo u nas nie ma hipermarketów i żywność i ubrania są bardzo
      drogie. W butach chodzę 4, 5 lat.
      W zimie palę trotami i liśćmi z jesieni (a jaki "aromatyczny smród", ach!...)

      Jak daję sobie radę?? Cieszę się chwilami kiedy jestem zdrowa, tym że mąż mnie
      nie zdradza, że mam słodką córeczkę, myslą że kiedyś będzie lepiej. Tym że są
      na świecie ludzie tacy jak Lea, bajbus, czy bonifacek i mam się komu wyżalić w
      razie "dołka"! Ciągle myślę o tym, żeby stąd wyjechać (tak, za chlebem) i
      zacząć lepsze życie...

      Inaczej bym zwariowała

      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      Paula

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka