Nawiązujac do burzliwego wątku o aborcji, chciałam Wam cos opowiedzieć.Byłam z Maksiem na spacerze, poszlismy na plac zabaw, w piaskownicy bawiły sie dzieci - jak to dzieci, inne biegały, piszczały, zabierały sobie zabawki, śmiały i dokazywały. Usiedlismy na ławce, wzięłam małego na kolany aby sobie swiat pooglądał i oto co ujrzałam. Przyszła kobieta, ok 30, zadbana, schludnie ubrana, miła, usmiechnięta pani, z dziewczynką, z dziewczynką z zespołem Downa. Zbliżyły sie do piaskownicy i ... część mam z prędkością błyskawicy podbiegło i ZABRAŁO SWOJE DZIECI! JAKBY TA DZIEWCZYNAK BYŁA TRĘDOWATA! Inne jakby próbowaly się tłumaczyć, chodź trzeba iść na obiadek, chcesz soczku? oj! tak późno - musimy już iść! itp. Dziewczyna została w piaskownicy SAMA, jej mama usiadła obok i tak smutno patrzyła się w dal. Nie wiedziałam czy powinnam podejść i coś powiedziec, aby się nie przejmowała, nie znalazłam odpowiednich słów, uśmiechnęłam się tylko tak przyjacielsko do dziewczynki, ona odpowiedziała mi tym samym. A ja pytam gdzie tu tolerancjia? Ciekawe ile tych uciekacjących mam w dyskusji o aborcji krzyczałoby: ja bym nie usunęła! nawet chorego! trzeba urodzić!odpowiedzialność! morderstwo! kościół! wiara! moralność! Co Wy na to??????