Dodaj do ulubionych

co robić, czyli o pracy

IP: *.* 20.02.03, 20:51
Witajcie dziewczyny! Znowu wrzucę tu trochę smętnych wiadomości, ale - muszę się wygadać... Oto dzis jest moja x-ta rocznica przyjęcia sie/mnie do pracy, w związku z czym nachodzą mnie refleksje z tąże związane. Praca, praca - ta wymarzona - kiedyś, a teraz... Kolejna rocznica, tym razem jestem w domu. Och, jak miło, że w domu a nie w pracy. Nawet nie pamiętam, czy zawsze w domu, czy też może często w pracy mijały te poprzednie. A może nie chcę pamiętać? Wysilam swoje szare komórki, aby jakiś miły obraz tej "wymarzonej" przywołać - na próżno. Powiecie - słabo "wysilasz" te swoje szare... A może nie chcę już więcej doszukiwac się pozytywów, gdy widzę same negatywy? Może już jestem tym zmęczona. Nawet nie sądziłam, że tak będzie. Dziś z pełną świadomością mogę powiedzieć, że moje marzenia baaaardzo rozminęły się z rzeczywistością i - uwierzcie - to boli. Gdy patrzę wstecz mam dziwne wrażenie, że straciłam te lata w mojej pracy, mogłam je poświęcić na cos innego, na pracę w innym miejscu, na innej "posadce". Hm, chyba cofam sie w rozwoju w mojej pracy, a to już pierwszy dobry znak, żeby ją zmienić. Zmienić, ale na co?? W dzisiejszych czasach... Zmarnowane X lat, jak to niemiło brzmi. Nie chciałabym, aby kolejne X zostało zmarnowane. Tak sobie myslę o tym wszystkim, "siedząc" na urlopie tzw.wypoczynkowym, gdy za tydzień ma się on już skończyć. I tu nawiazuję do mojego wahania dot. urlopu wychowawczego - wziąć czy nie? Lepiej byłoby - tak, ale wówczas - co z pieniędzmi? (jakież to przyziemne) Przypominam sobie teraz taki jeden dzień, gdy byłam już na urlopie macierzyńskim - szłam sobie z dzieciątkiem, wokoło lato, ludzie, słońce... a mi tak lekko i dobrze. I wtedy zdałąm sobie sprawę z tego, że dzieje się tak, bo mam komfort psychiczny, bo wiem - że jeszcze dużo czasu dzieli mnie od chwili powrotu do mojej "wymarzonej"... Wiem - praca jest pracą i mało kto lubi swoja pracę, a jednak "tam" pracuje. Ale wiecie co - ja nienawidzę swojej pracy, mam ciężką nerwicę przez moją pracę, robi mi się niedobrze, gdy o niej słyszę! Nagle wiem, że chcę od niej uciec, chcę, aby juz nigdy moja noga tam nie stanęła, chcę być... normalna. Ale - pewnie nie uwierzyłabym nikomu, kto powiedziałby mi wcześniej, że tak będzie. Więc cóż, mam za swoje, zapewne.I co ja mam teraz robic??Pozdrawiam Was wszystkiezestresowana BellithP.S. Ach, i nie chodzi o to, że nie chce się mi pracować, nie w tym rzecz...
Obserwuj wątek
    • Gość: olenka_p Re: co robić, czyli o pracy IP: *.* 20.02.03, 21:07
      hej,nie mam takich doświadczeń, więc moze moje przemyślenia są niewiele warte. ale tak sobie myślę, że skoro jest tak źle, skoro zabrnęłaś w takie bagienko, a jednocześnie teraz, kiedy miałaś czas na przemyślenia wyraźnie czujesz, ze nie chcesz do tego bagienka wracać - moze warto chwycić się tej myśli? moze to dobry moment na zmiany? z dystansu wiele spraw widać dużo lepiej - może właśnie zobaczyłaś je takimi jakie rzeczywiscie są?z drugiej strony wiadomo jak jest u nas z pracą. nie wiadomo co gorsze - być zestresowaną z powodu beznadziejnej roboty czy z powodu braku kasy... ciężka sprawa...moze uda się jakiś kompromis? moze mogłabyś wziąć wychowawczy i w tym czasie rozejrzeć się za czymś innym? mozesz sobie pozwolić finansowo na taką małą pauzę?cokolwiek postanowisz - bądź tego pewna.powodzenia!olenka & adaś (prawie 2 m-ce)
    • Gość: kapsel Re: co robić, czyli o pracy-długo i smętnie IP: *.* 20.02.03, 22:43
      Biedna, zestresowana Bellith! Ja nie wiem, ile wynosi to Twoje X i nie wiem, który to był macierzyński w Twoim życiu, kiedy naszła Cię owa refleksja o szczęściu z powodu oddalenia od ukochanej pracy. Nie wiem w związku z tym, czy moje wynurzenia coś wniosą do sprawy ;) . Jest tak: moja praca była dla mnie czymś ukochanym, wymarzonym, ulubionym :love:. Pędziłam do niej z rozjarzoną gębą i błyszczącymi oczami, nie przeszkadzało mi pozostawanie po godzinach, czasem przychodzenie w dni wolne. Bajka. Kulałam się do niej do ostatnich dni ciąży z solennym postanowieniem, że jak się tylko da wracam do roboty czym prędzej. Gdy urodził się Miki już wiedziałam, że coś się zmieniło. Też było lato, ciepełko, bryza morska w nozdrzach, wolność. I poczułam to samo: bezgraniczne szczęście, że jeszcze tyle czasu... Ale szef mi czasu nie dał, żebrząc, żebym chociaż na chwilkę, na trochę, żebym jednak może... I po troszku się zaczęła moja praca na nowo, nieco szybciej niż powinna była się zacząć. I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że niepostrzeżenie zaczęłam mieć dosyć, wszystko w pracy zaczęło być nie tak. Już mi się nie podoba, czuję się zestresowana, zmęczona, mam wrażenie, że się nie nadaję, budzę się nad ranem i leżę jak mumia ze spoconymi na zimno dłońmi i stopami, porządkując w myślach czekające mnie obowiązki (niewatpliwy syndrom zestresowania robotą ;) ), z zegarkiem w ręku gnam do domu zmienic nianię, marzę o urlopie i paru dniach bez gdakania szefa. Kiedyś tak nie było. Wydaje mi się, że nie chcę już TEJ pracy, ale też nie jestem pewna, czy problem nie polega na tym, że ja w ogóle nie chcę pracy :what:( w sierpniu rodzę, przeraża mnie myśl o TAK KRÓTKIM macierzyńskim!!! :cry: ) Bardzo jest mi źle i niekomfortowo, bo kurą domową za bardzo też nie jestem...To se "powspółnarzekałam".Lżej mi nieco, ale nie wiem, jak Tobie :lol: ; pewnie ani trochę :lol:pozdrawiam z otchłani zniechęcenia,Asia :hello:
    • Gość: malgosia.dz Re: co robić, czyli o pracy IP: *.* 20.02.03, 22:47
      Witaj Bellith! ;)Jak ja Cię dobrze rozumiem! Byłam w dokładnie identycznej sytuacji (tylko staż pracy nie taki długi). Mam cudowny, wymarzony zawód, kocham to co robię. Mój zawód to moja pasja. Możnaby powiedzieć - wymarzona sytuacja. A jednak, firma w której pracowałam (a ściślej mówiąc szefostwo) tak dała mi popalić, że gdy dobiegał końca błogi stan urlopu macierzyńskiego - dostawałam niemal torsji na samą myśl o powrocie. Już sam fakt, że telefonicznie załatwiałam z nimi różne sprawy - powodował u mnie drżenie rąk i ból brzucha.Nie mogłam tam wrócić! Nie chciałam! Z całej siły pragnęłam pozostać w domu z dzieckiem.A w domu nie przelewało się. Stanęliśmy przed wyborem: życie z jednej skromnej pensji męża (a wydatków coraz więcej), lub mój powrót do znienawidzonej firmy...O ironio! Z pomocą przyszła mi sama szefowa. Poinformowała mnie, że jeśli wracam do pracy - to może zaproponować mi gołą pensję (jakieś 500 zł na rękę), bez wcześniejszych sporych dodatków (większych niż sama pensja). Czara goryczy się wylała. Koniec. To nie starczy nawet na opiekunkę do dziecka.Dzisiaj jestem już 6 miesięcy na urlopie wychowawczym. Kasy mogłoby być więcej, ale nauczyłam się nieco inaczej gospodarować. Najważniejsze, że dziecku niczego nie brakuje. Ono stoi na pierwszym miejscu. Oszczędzam na tym, co nie jest najważniejsze w życiu (mniej kosmetyków, ciuszków, wypadów do kina, słodyczy i wielu, wielu innych).Ale za to byłam świadkiem pierwszych kroków jakie postawił mój synek, pierwszych słów: tata, mama,i innych pierwszych razów. Takiej radości, jakie dawały mi te chwile - nie dałaby mi żadna praca. I żadne pieniądze.Owszem, rozglądam się za nową posadą, ale nie za wszelką cenę. Myślę sobie, że jeszcze zdąrzę się realizować zawodowo. Poza tym, jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mam wolny zawód i na dobrą sprawę mogłabym go "uprawiać" w domu na własną rękę. Pewnie za jakiś czas tak będzie, dzisiaj jeszcze cieszę się czasem spędzonym z dzieckiem.Rozumiem, że możesz czuć się zagubiona. Że jesteś w rozterce. Ja tak jak Oleńka - moja poprzedniczka- radzę Ci byś pozostała w domu. Jeśli możesz daj czas sobie i swojemu dziecku. Może los odmieni się na lepsze? Trzeba w to wierzyć. A jeśli nie możesz - no cóż - spróbuj zacisnąć zęby.Pozdrawiam ciepło. Szczęśliwa, choć nie opływająca w dostatki Małgosia
      • Gość: AgaJot Re: co robić, czyli o pracy IP: *.* 21.02.03, 10:18
        Ja z początku uwielbiałam swoją pracę ale po 7 latach szrpania się zdobywania, ambicji po prostu mi przeszło. Spotkałam swojego męża, przyjemność sprawiało mi bycie w domu itp. Teraz jestem mamą trojaczków, powrót do pracy w maju - czerwcu i ja niestety nie zastanawiam się nad wychowawczym, po prostu nas na to nie stać. Kiedy urodziły nam się dzieci musieliśmy zamienić mieszkanie, poprzednie było nowe i jeszcze nie spłacone, a tu następny kredyt... Nie powodzi nam się źle ale cała moja i część pensji męża idzie na spłaty, a jeszcze trzeba jeść, grzać itp. Moim marzeniem jest patrzeć każdego dnia na moje dzieci, jak płaczą, jak się smieją, jak rosną...Ale MUSZE wrócić do pracy, nie wiem co mnie tam czeka, bo podczas mojej nieobecności wiele zmieniło się w mojej firmie, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. No i jestem dodatkowo zmotywowana bo teraz moje ambicje są na drugim miejscu, a na pierwszym to, że praca jest także dla moich dzieci. No i będzie dobrze jak w końcu pójdę do ludzi chodziaż mój dom bardzo mi się podoba!!! Pozdrawiam Agnieszka
    • Gość: Ofelia Re: co robić, czyli o pracy IP: *.* 21.02.03, 16:51
      ja mimo wszystko zazdroszcczę Tobie tego że wogóle masz pracę...bo ja niestety nie mam choć wiele bym dała. I to nie dlatego żeby było mnie na wszystko stać,drogie ciuchy, zabawki dla dziecka, wakacje...ale dlatego żeby odciążyć mojego męża który zaharowuje się i robi wszystko żebym skończyła studia. Mam straszne poczucie winy! pozdrawiam i życzę cierpliwości, wszystko się ułoży Ofelia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka