mor_lena Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 21:02 Ja w kwestii formalnej - zgodnie z regułami forum powinno być "Współczuję waszym mężą" ;P Odpowiedz Link Zgłoś
weronikarb Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 08:07 Nisar nie czytałam wszystkich wypowiedzi, ale popieram w 100%. Jak ja mam weekend to w sobote posprzatam, a w niedziele szukam zajęcia bo nie lubie siedziec bezczynnie, niewiem jak jest z wieksza iloscia dzieci ale przy jednym to nei narobi sie czloweik fizycznie, mnie moj psychicznie wykancza Po calym dniu z nim padam normalnie o 21 z uczuciem ze przekopalam 10 hektarowe pole A co do obiad, pracujemy oboje i jak ja w parcy to maz gotuje i na odwrot jak on wraca ze sluzby to mam na 18 dla niego świezo ugotowane chociaz ziemniaki (nie cierpie mikrofali), a reszta sos, mieso, surowka no to normalnie i tak wczesnije jedlismy my z synkiem i tylko podgrzewam. Nigdy neima u nas dnia bez posilku cieplego, bo mam w sloikach zagotowane rozne rodzaje zup plus rosol jako podstawa pod inne Odpowiedz Link Zgłoś
haga78 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 08:13 no tak czasem czasu nie mam to fakt, ale moj maz z typu tych co to robi tragedie jak nie ma w domu chleba. Obiad nie musi byc, ale chleb zawsze. Chleb jest, ale awaryjnie mam zawsze zamrozone dwie paczki bulek do pieczenia. Wiec chyba nie bedzie sie zastanawial nad sensem naszego zwiazku. Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszkas72 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:36 Przy jednym małym dziecku bardzo często zdarzało mi się nie mieć czasu na zrobienie obiadu.Teraz ,gdy mam małą gromadkę, z organizacją jest o wiele lepiej,ale czasami nie gotuję.Kupujemy pizzę albo robimy jajecznicę.Mój mąż nigdy nie rozważał sensu naszego związku,w zależności od obecnosci obiadu na stole. Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:45 nie , nie i jeszcze raz nie, jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych dzieci, a za prace jako kucharka musiałby mi płacić ekstra, ile jest niań które w tych samych pieniądzach, zajmuja się dziećmi i garami??? nie lubię gotować, robię to z musu dla starszego, i jak zostaje załapuje się M., ale mu tego nie podgrzewam, nie podaje, rączki do dupki mu nie przyrosły, jak się mu nie podoba dzieciątka pod pache i fora ze dwora, Odpowiedz Link Zgłoś
gryzelda71 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:55 aguskin napisała: > nie , nie i jeszcze raz nie, > jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych > dzieci, To jesteś wynajętą niańką,czy matką? > nie lubię gotować, robię to z musu dla starszego, i jak zostaje załapuje się M. O rany,a nie mozesz wlać więcej wody do zupy,czy kilka ziemniaków więcej i jeden np kotlet wiecej? > jak się mu nie podoba dzieciątka pod pache i fora ze dwora, ????czyli to nie są twoje dzieci? Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:03 gryzelda bez przesady jeśli gotuje to zawsze więcej, ale nie specjalnie, bo wraca z pracy do domu, ale starszemu często robie jakieś naleśniki, ryże zapiekane na słodko itp, dzieci moje a owszem, ale jego również, on taki zaradny na całą rodzinę zarabia, a ja taki nieudany egzemplarz, co to obiadu nie ugotuje więc jakby cos to sąd dzieci jemu da, Odpowiedz Link Zgłoś
gryzelda71 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:07 > on taki zaradny na całą rodzinę zarabia, a ja taki nieudany egzemplarz, co to > obiadu nie ugotuje więc jakby cos to sąd dzieci jemu da, Mam nadzieje,ze to żart,dla rozruszania..... Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:57 > jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych > dzieci, a za prace jako kucharka musiałby mi płacić ekstra, Olaboga! 10h godzin jako niańka, pewnie padasz na nos ze zmęczenia bidulko od spacerów i układania wieży z klocków. I jeszcze masz takiego szowinistycznego męża, przecież on powinien po powrocie do garów stawać i Tobie obiad ugotować i podać. A skoro za obiad musiałby Ci płacić extra to może powiedz ile Ci płaci za niańczenie i inne domowe sprawy? A za seks też ekstra? Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:04 melka za seks to ja bym musiała mu płacić, bo ja taka wyleżana przed kompem mam zawsze ochotę, a on taki umordowany i głodny prawie nigdy, Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x p.s. 02.03.07, 09:58 Rozumiem, że wisząc teraz na forum odliczasz sobie ten czas od godzin niańczenia? Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re:nisar? 02.03.07, 09:52 -bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie przewraca,- nisar pokaż jak Ci się wszystko przewróciło i gdzie teraz leży, bo ja tak właśnie robię i jestem z tego dumna, hi hi Odpowiedz Link Zgłoś
nisar Aguskin. 02.03.07, 09:59 Przewraca mi się w bebechu (a jem ostatnio dużo i jest się co przewracać )) Widzisz, chodzi mi o to, że obserwując wiele związków odnoszę wrażenie jakiegoś takiego... no, wyliczania. Ile ja tobie, a ile ty mnie i czy ja tobie na pewno nie za dużo. I nie chodzi mi o to, że mąż: - nie może czasami zjeść parówek czy jajecznicy z bułą zamiast dwudaniowego obiadu - nie może w drodze powrotnej zahaczyć o pizzerię i przywieźć pizzy - nie może sam czegoś upichcić, bo żona ledwo żywa po nieprzespanej przy ząbkującym dziecku nocy. Raczej chodzi mi o klimat niektórych wypowiedzi, na zasadzie "mnie się należy to i to, a jemu najwyżej tyle, nic więcej", rozumiesz? Pamiętam uczucie nadziei, że tak będzie u mnie, jak dawno temu przeczytałam wypowiedź kobiety, mężatki, z dwojgiem dzieci, o podziale pracy w domu. Powiedziała ona m.in. "każdy robi to, co akurat jest do zrobienia i na co ma akurat siłę. Nie robi się więc awantury że pieluchy nie uprane, tylko się je pierze..." Nie chodzi o to, czy mężowi NALEŻY się talerz zupy po całym dniu pracy, tylko o to, czy żona CHCE ugotować mu ciepły posiłek. Lepiej wyjaśnić nie potrafię, niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re:Nisar 02.03.07, 10:14 ok. uważam, że mojemu mężowi należy się obiad, i to nie tylko taki w pół h, ale porządny, problem jest w tym, że ja nie chcę gotować, nie lubię, nie lubię jeść, on na codzień się nie skarży, czasem tylko mojej mamie mówi, że się świąt nie może doczekać, żeby właśnie pojeść, bo wtedy staje na wysokości zadania, tylko na codzień dla mnie ta wysokość jest nie do pokonania, nie czuję się z tym źle, nie lubię domów gdzie jest kult ciepłego posiłku, czy w ogóle jedzenia, oczywiście jeść trzeba więc to błędne koło, a ja marzę z niego uciec, kto ze mną??? Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Aguskin 02.03.07, 10:21 To ja teraz serio. Problem nie jest w tym, że nie lubisz gotować, bo wiele kobiet tak ma i można sobie z tym poradzić, są pizzerie i inne knajpy dowożące żarcie, wielu facetów może wychodzić w czasie pracy na obiad, są gotowe pierogi, są dania, które robi się w 5 - 10 minut (makaron z pesto czy dobrą oliwą) itp. IMO problem jest w Twoim braku dobrej woli wobec męża. Sama napisałaś, że gotujesz starszemu, a stary dostaje tylko jak coś zostanie. Co za problem jak i tak już gotujesz zrobić trochę więcej z myślą o tym, żeby i dla starego starczyło? To jest tylko kwestia pomyślenia o starym Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Melka 02.03.07, 10:34 i tu się mylisz, bo to co dla mojego syna jest obiadem, to dla m. jest to świństwo, dla mojego męża makaron, naleśnik, smażone warzywa, cos na szybko owszem on zje ale to nie obiad, na gotowe pierogi, kopytka, pampuchy to on tylko patrzy ze wstrętem jak my jemy, a dobrej woli, żeby mu robic dobry obiad, mięso, surówka, ziemniaki, i zupka to we mnie nie ma za dużo, i już dla mnie też pojęcie obiad = się przynajmniej drugie danie, mięso, ziemniaki,ryż lub makaron, surówka, kompot, owszem kotlety mielone, ziemniaki i marchewka tarta z jabłkiem da się zrobić w 40 min ze zmywaniem 50 min, ale na samą myśl o zanurzeniu rąk w mielonym mięsie dostaję gęsiej skóryyy, Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Aguskin 02.03.07, 16:59 To trzeba było od razu, że mąż jest wybredny. To jednak zupełnie inna sytuacja, gdy mąż nie je bo nie ma nic w domu, niż nie je, bo to, tamto i siamto nie smakuje i w zęby kole Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Aguskin. 02.03.07, 10:14 Idąc tropem myśli Aguskin obiad należy się mężom więcej zarabiającym. Bo jak facet zarabia powyżej przeciętnej i żona się z tego utrzymuje, to już jest w tym utrzymaniu chyba to 'ekstra' za bycie kucharką, nie?. Jak zarabia minimalnie, czyli tyle ile sie płaci niańce na 10h, no to nie ma czym zapłacić za ugotowanie obiadu (za robiciznę, no bo za składniki płaci). Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re: Melka 02.03.07, 10:24 u mnie problem bardziej złożony, bo go stać, na zapłatę ekstra, czy jedzenie na mieście, ale on lubi moją kuchnię, a ja nie lubię, ani gotować, ani jeść, a że jestem materialistką, to za coś ekstra, mogę i ugotować, podchodzę do tego właśnie jak do prcy, której nie lubię, stojąc przy garach myślę włąśnie o tym "ekstra" i dostaję skrzydeł, Odpowiedz Link Zgłoś
melka_x Re: Melka 02.03.07, 10:28 No ale skoro on zarabia więcej niż przeciętna na Waszą rodzinę, to chyba jest już w tym to 'ekstra', nie? Odpowiedz Link Zgłoś
bri Re: Aguskin. 02.03.07, 10:15 Moim zdaniem to jest jedyne zdrowe podejście do obowiązków "małżeńskich" - żadne nic dla drugiego nie musi robić. Jeśli robi to dlatego, że chce. To bardzo ułatwia życie bo przyjmując taki punkt widzenia unika się wzajemnych pretensji, że coś nie jest zrobione i czuje się wdzięczność za każdą uzyskaną pomoc. Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re:nisar? 02.03.07, 10:32 aguskin napisała: > -bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie przewraca, > - > nisar pokaż jak Ci się wszystko przewróciło i gdzie teraz leży, bo ja tak > właśnie robię i jestem z tego dumna, hi hi __________________________ hi hi ;/ moj ojciec ozenil sie po raz drugi mialam okazje jakis czas z nimi pomieszkac i to co widzialam do dzis w glowie sie nie miesci ojciec ciezko pracowal na bardzo odpowiedzialnym stanowisku w kopalni praca na zmiany, wyczerpująca i swietnie platna babsko z niemowleciem siedzialo w domu ladnych pare lat i nie robilo NIC bo ja dziecko meczy dziecko jak to dziecko ani szczegolnie ukladne ani upierdliwe - teraz to widze, jak juz szerszy ogląd mam ojciec przychodzil z roboty sprzatal gotowal pral robil zakupy zajamowal sie dzieckiem a babsko sie darlo i histeryzowalo, bo ona przeciez dzieckiem sie zajmuje dziecko jej bylo, zeby nie bylo watpliwosci zeby chociaz o siebie chciala zadba, ale wygladala jak siedem nieszczesc, a teraz pewnie i gorzej sorry ale do dzisiaj nie wiem, po co sobie takiego pasozyta na leb sprowadzil i naprawde szalenie mi go zal kiedy przyjechal do mnie byl autentycznie w szoku, ze ja mimo pracy zawodowej i WYCHOWYWANIA dziecka mam codziennie cieply obiad byl czas ze nie pracowalam i naprawde woreczek kaszy dla czlowieka, ktory wraca z pracy mozna wrzucic na wrzatek nawet WYCHOWUJAC dziecko bo mnie cieply dom kojarzy sie rowniez ze wspolnym domowym posilkiem robionym z myslą o k.a.z.d.y.m z domownikow Odpowiedz Link Zgłoś
gryzelda71 Re:nisar? 02.03.07, 10:35 moofka napisała: > bo mnie cieply dom kojarzy sie rowniez ze wspolnym domowym posilkiem robionym z myslą o k.a.z.d.y.m z domownikow Bo ty taka niedzisiejsza jesteś Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re:nisar? 02.03.07, 10:37 > Bo ty taka niedzisiejsza jesteś i pewnie pod pantoflem ;P Odpowiedz Link Zgłoś
elf1977 Re:nisar? 02.03.07, 10:46 A ja lubię gotować, a mój mąż je w pracy, bo za późno wraca, by jeść obiad. Mimo to stram się dla niego coś przygotować :lekką sałatkę albo przekąskę. Właśnie dla tej atmosfery, lubię karmić swoich bliskich. Pracuję zawodowo, w domu robię wszystko (jeżeli mi się aktualnie chce i jeżeli nie mam innych spraw związanych z pracą), nieraz się buntuję przeciwko temu, ale mąż choć w weekend stara mi się pomóc. Co do wychowywania dziecka, męczy mnie najbardziej ze wszystkich obowiązków: nie lubię układania klocków i malowania kredkami Tak, tak, nuży mnie to i naprawdę czasem chętniej siedzę w robocie niż w pracy. Co oczywiście nie oznacza, że swej córki nie kocham, po prostu bycie z dzieckiem cały dzień w domu mnie męczy. Dlatego też wróciłam do pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
aguskin Re:moofka 02.03.07, 10:46 nie czuję się pasożytem, a wręcz przeciwnie, w moim małżeństwie gotowanie nie jest wykładnikiem dbania o związek, nie lubię domów gdzie wraca się i pierwsze co wciskają obiadek, a zwłaszcza zapocone ziemniaki, czy rozgotowaną kaszę z pod poduchy, ale ja nie lubię jeść, (co innego słodkośći), bo nie ma znaczenia co zjem i tak z tego wyjdzie tylko albo aż stolec, a czasem jest jeszcze z tym problem, to fajnie, że jesteś wstanie ugotować codziennie i bardzo to szanuję, ale ja nie jestem w stanie przez 14 lat małżeństwa na codzień tego przełamać i już, Odpowiedz Link Zgłoś
elf1977 Re:moofka 02.03.07, 10:47 No i dobrze W końcu można zrobiś takie rzeczy w domu, które sprawiają więcej przyjemności Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re:moofka 02.03.07, 10:59 aguskin napisała: > nie czuję się pasożytem, a wręcz przeciwnie, > w moim małżeństwie gotowanie nie jest wykładnikiem dbania o związek, samo gotowanie na pewno nie na to sklada sie caly szereg drobnych na pozor spraw > nie lubię domów gdzie wraca się i pierwsze co wciskają obiadek, a zwłaszcza > zapocone ziemniaki, czy rozgotowaną kaszę z pod poduchy, ale ja nie lubię jeść, > (co innego słodkośći) bo nie ma znaczenia co zjem i tak z tego wyjdzie tylko > albo aż stolec, a czasem jest jeszcze z tym problem, no jak sie je byle co i popycha slodkosciami to nie dziwne ze jest z tym problem ;P ale serio - mozesz nie lubic, natomiast bedac odpowiedzialna za - jak to szumnie inazywasz WYCHOWANIE dziecka dbasz o jego prawidlowe zywienie nie wazne czy sama gotujesz, czy zamawiasz czy kupujesz gotowe ale codziennie czyms te dzieci nakarmic musisz czy to takie trudne w tym planowaniu uwzglednic i starego, jesli wiesz, ze nie jada z pracy i przyjdzie glodny? mnie moze sie to wydawac dziwne, bo my lubimy jesc codziennie staramy sie chociaz do jednego posilku usiasc wszyscy razem przy wspolnym stole cieszy nas jak jest smaczne i ladnie podane i dziecka tez staram sie jakos szumnie powiem "kultury jedzenia" uczyc bo dobre nawyki zywieniowe wydaja mi sie dosc istotna nauka na cale dorosle zycie > to fajnie, że jesteś wstanie ugotować codziennie i bardzo to szanuję, > ale ja nie jestem w stanie przez 14 lat małżeństwa na codzień tego przełamać i > już, Odpowiedz Link Zgłoś
mamastasia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 16:43 Nie doczytałam do końca wszystkich odpowiedzi ale ja się z Tobą nie zgadzam. Mam dwóch chłopców (4-latek i 9 mies) i wierzcie mi czasami chłopaki tak mi dają w kość, że nie mam czasu siły i ochoty by gotować, sprzątać itp. Poza tym mąż pracuje ale potem wraca do domu gdzie nie robi tego co w pracy - ja natomiast 24godz/dobę robie to samo. Może jestem leń ale gdy pracowałam (zawodowo) zajmowanie się domem (mąż wtedy tez nie kwapił sie do pomocy) sprawiało mniej problemów, bo to było coś innego niż moja praca poza domem. Poza tym wychowywanie dzieci to też jest ciężka praca i zadanie nie tylko dla OBIJAJĄCEJ się mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
nanuk24 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 16:52 Poza tym mąż > pracuje ale potem wraca do domu gdzie nie robi tego co w pracy - ja natomiast > 24godz/dobę robie to samo to ty nie spisz w ogole? Odpowiedz Link Zgłoś
mamastasia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 21:00 Śpię ale jak mały płacze w nocy lub trzeba go nakarmić to ja wstaję, mąż czasami robi mleko, ale nie zawsze. Tak więc "czuwam" w nocy, w dzień zajmuję się domem i "byczę sie". Odpowiedz Link Zgłoś
18_lipcowa1 heh ja tez im wspolczuje 02.03.07, 20:30 generalnie wspolczuje wiekszosci facetom - wlasnie z powodu ich kobiet, zon itp. Odpowiedz Link Zgłoś
blekitnykoralik Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 03.03.07, 23:26 Nie zjem Cie żywcem, bo przez pierwsze lata po ślubie też tak miałam =). Potem mi przeszło... I chyba dobrze sie stało, mąż nie narzeka. Mężczyźni mają różne prace i czasem bywają one o wiele lżejsze niż prace domowe i wychowywanie dzieci. Mezowie mają w pracy czas zajrzeć na swoje ulunione fora, poflirtować z koleżanką, czasem się poobijać, wyskoczyć w czasie pracy z kolegą/koleżanką, co dla wielu mam siedzących w domu z dziećmi jest nieosiągalnym marzeniem. Owszem w domu wszystko zrobione ale do czasu powrotu do domu, potem wszystkie obowiązki na pół, a zwykle tak nie jest. A swoja drogą jak czytam o tych obiadkach dla mężulków, o ich brzusiach i pierdziusiach, o żoneczkach spełniających zachcianki. To sobie myślę, że za poważnie to oni chyba tych żon traktować nie będą, bez obrazy. Swoją drogą fajnie by było mieć taką żonkę... =) Odpowiedz Link Zgłoś
vibe-b Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 00:05 nisar napisała: > jak słowo daję, współczuję mężom niektórych z Was. > Jak czytam, że on "tylko chodzi do pracy, na jakieś 10 godzin dziennie" (no > obija się leniuch obrzydliwie, a na dodatek świadomość że MUSI zarobić na > rodzinę niewątpliwie dodaje mu skrzydeł), a żoneczka nie zawsze ma czas > ugotować obiad (jakieś pół godziny dziennie, jeśli nie są to zamorskie > frykasy) bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie > przewraca. > Na miejscu męża zastanowiłabym się głęboko nad sensem takiego związku. No nie wiem. Ja po 12 godzinach pracy nie jestem nawet w polowie tak zjeb...a jak po kilku godzinach "bycia" z dzieckiem. Matkonajswitsza, toz opieka nad malym dzieckiem to najgorsza harowka z mozliwych. Odpowiedz Link Zgłoś
nanuk24 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 01:53 Matkonajswitsza, toz opieka nad malym dzieckiem > to najgorsza harowka z mozliwych. Naprawde? Uwazasz, ze gornicy w kopalni czy mezczyzni na budowie, ktorzy dzwigaja, bija gwozdzie na 15 stopniowym mrozie lub naprawiaja dachy w upalach 35 st. maja lzej niz kobieta zajmujaca sie dzieckiem? Ciekawe. Odpowiedz Link Zgłoś
owianka Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 10:01 Kto ma chwilę czau, niech przeczyta tę hsistoryjkę. Stara, ale jara: Ojciec wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie bylo najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik zawinięty pod samą ścianę. Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnich drzwiach była usypana kupka z piasku. Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów. Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, lezacą na łóżku w piżamie i czytającą książkę.. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał: - Co tu się dzisiaj działo? Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała: - Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam? - Tak - odpowiedział z niechęcią - Więc dziś tego nie zrobiłam. Odpowiedz Link Zgłoś