Rozmawiałam dziś z koleżanką z pracy, o dzieciach i ich planach..(no mój syn
to w planach ma co najwyżej wycieczkę do parku Bałtowskiego lub wyprawę do
kina na "Rodzinę Robinsonów"

ale zahaczyłyśmy i o jej córkę, która jest w
drugiej klasie gimnazjum. Wiedziałam od dawna, że dziewczyna świetnie sie
uczy, a dziś dowiedziałam się, że z wiekszości przedmiotów, bierze
korepetycje

P
I nie dlatego, że musi koniecznie- jest zdolna z natury....ale tak robi
większość osób z jej klasy. Na korki uczęszczają wcale nie ci, którym
najbardziej by sie przydały, bo ledwie ciągną i zdają z klasy do klasy, ale
własnie ci najlepsi. Matka wydaje co miesiąc jakieś 500-700 zł na korepetycje
( ma tylko jedno dziecko).. trochę mnie ten trend przeraził, żyłam chyba do
tej pory w zupełnej nieświadomości...to taka moda, konieczność w dzisiejszych
czasach? Jakie macie doświadczenie w tym temacie?
Może obok Leppera w rządzie i Gosiewskiego w randze wiceministra, masowej
emigracji Polaków na Wyspy Brytyjskie to kolejny znak naszych czasów?

)))))