iwonag25
28.07.07, 13:17
Po śmierci mojej suni nie wyobrażałam sobie przygarnąć nowego psiaka.
Od jej śmierci minęły dopiero 4 dni (najdłuższe 4 dni w moim życiu). Ja czuje
się coraz gorzej. Wszechogarniająca pustka mnie przytłacza. Mimo iż otaczają
mnie kochające osoby, brakuje mi Jej, brakuje mi futrzaka. Wczoraj poczułam,
że jestem gotowa na nowego pupilka. I to nie jest chwilowa zachcianka. Z
godziny na godzinę chcę tego coraz bardziej. Czuję dokładnie to samo, kiedy
pare lat temu braliśmy naszą sunię.
Ale wszyscy wokół mówią, że jest za wcześnie, że jeszcze nie pora. I nikt nie
potrafi wytłumaczyć dlaczego za wcześnie. Po prostu za wcześnie i tyle.
Zadaje więc pytanie, to ile mam cierpieć, zeby nastąpiła odpowiednia pora.
Czy jest jakiś wyznacznik odpowiedniej pory? Tydzień, miesiąc, rok? Czy jeśli
pocierpię jeszcze trochę, to wtedy będzie odpowiednia pora?
Ale dlaczego mam cierpieć, skoro mogę ulżyc swojemu ciepieniu biorąc pod
opiekę pieska. Nigdy nie zapomnę mojej ukochanej suni. Ona była, jest i
będzie w moim sercu na zawsze. Ale dlaczego mam się pogrążać? Bo minęły
dopiero 4 dni a nie 40?
Może Wy mi potraficie odpowiedzieć na moje pytania. Bo ci wszyscy, którzy mi
odradzają, nie potrafią.
Wyprzedzając Wasze myśli chcę napisać, że nie potrafię się zająć czymś innym.
Cały czas myślę o Niej i dopóki nie wydostanę się z otchłani rozpaczy na
niczym innym się nie skupię.