28.07.03, 15:11
Witam.Może to trochę banalne,alechciałabym prosić Was o radę.Mój mąż mnie
zdradził(zdradza?)Znalazł sobie jakąś panienkę,gdy ja byłam w ciąży z naszym
drugim dzieckiem(!).Ja się zoriebtowałam parę m-cy później ,gdy nasze drugie
dziecko miało 2 tyg.Pisał,że ją kocha,tęskni,itd.Nie wiem,czy doszło też do
zdrady w sensie "fizycznym",ale wydaje mi się,że dowiedzieć się,iż Twój mąż
KOCHA inną,jest gorsze.Powiedział mi ,że to skończył i w ogóle nic takiego
się nie wydarzyło,że tak naprawdę kocha tylko mnie i nie chce abyśy od niego
odeszli(ja i dzieci).Minęły już 2 m-ce,mój mąż wygląda,jakby się
starał,zmienił.Ale ja nie potrafię mu zaufać(w ogóle dziwię się sobie,że
wciąż z nim jestem-to zaprzeczenie moich postanowień sprzed lat-chyba dzieci
mnie przy nim zatrzymały,bo moje uczucie tu nie ma znaczenia).Cały czas go
podejrzewam,czepiam się o każde jego wyjście,spóźnienie,każdy telefon...Czy
można sobie jakoś z tym poradzić?Szczerze mówiąc nie widzę wielkich szans na
naszą wspólną przyszłość.A jeszcze dobija mnie to,że zrobił to,kiedy ja
nosiłam w brzuchu jego dziecko...
Obserwuj wątek
    • wana Re: Zdrada... 28.07.03, 15:23
      Ciężka sprawa.... Ja widzę dwa wyjścia: zaufaj mu, tj. nie czepiaj się, nie
      kontroluj, nie sprawdzaj - niech wie, że przy Tobie ma dom, ciepło, rodzinę -
      to umocni go w przekonaniu - jeśli chce szczerze - by naprawić, co Ci zrobił.
      Zdaję sobie sprawę, że jest to cholernie trudne, zaufać i nie byc podejżliwą,
      poprostu zacząć od początku, ale wiem, że czepliwość jeszcze bardziej zniechęca
      i popycha w ramiona innej.
      Jeśli nie potrafisz mu zaufać - odejdź od niego - napewno będzie to z większą
      korzyścią dla zdrowia psychicznego Twojego i dzieci - nie będą rosły w
      atmosferze podejżeń, oskarżeń i kłótni...
      Decyzja należy do Ciebie - nie rób nic ze względu na dzieci - one i tak
      wyczują, co się święci (wiem to z autopsji). Powodzenia!!!
      Gosia
    • trivoli Re: Zdrada... 28.07.03, 21:59
      Bardzo Ci wspolczuje. Zostalas mocno zraniona przez najblizsza Ci osobe. Ale
      moze to nie koniec swiata? Moze on naprawde bardzo tego zaluje? Ludzie robia
      czesto glupie rzeczy.
      Moja rada jest taka: daj sobie czas. 2 miesiace to nieduzo. Nie podejmuj teraz
      zadnych decyzji, nie zyj mysla, ze musisz cos robic, zeby zaczac od nowa. Do
      niczego sie nie zmuszaj w imie przyszlosci waszego zwiazku. To on zawinil, to
      on, jesli mu zalezy, ma sie starac. Oczywiscie, nie namawiam Cie do tego,
      zebys robila mu pieklo z zycia ciaglymi wyrzutami i podejrzeniami. Ale on
      powinien zrozumiec, ze po tym, co zrobil, masz prawo byc dla niego opryskliwa,
      podejrzliwa i niemila. Niech doceni, do cholery, ze od niego nie odeszlas.
      Uswiadom mu, ze ty wybaczasz mu duzo duzo wiecej.
      Sprobuj pozyc chwila. Spojrz sobie na to wszystko troche z boku i pomysl, ze
      bedzie co ma byc. Skup sie troche na sobie. Ciesz sie z drobnych rzeczy: z
      dobrej kawy, ladnej szminki, fajnego filmu w telewizji. Zapisz sie na aerobik,
      na joge, wyskocz gdzies z kolezanka, kup sobie fajny kosmetyk. Odreaguj. Miej
      zycie poza malzenstwem. Nabierz dystansu. Poczekaj. NIe musicie rozwiazywac
      tej sprawy od razu. Za kilka miesiecy mozesz czuc cos innego.
      Bardzo staralam sie wczuc w Twoja sytuacje i wydaje mi sie, ze ja tak
      probowalabym sie zachowac, ze to by mi pomagalo i bylo jakims rozwiazaniem. Co
      Ty o tym sadzisz?
      Trzymaj sie
      Pozdrawiam
      Agnieszka
      • anulas2 Re: Zdrada... 29.07.03, 14:11
        Dzięki za listy.Staram się żyć dniem dzisejszym,cieszyć się drobnymi
        rzeczami.Ale wciąż mam wrażenie,że za dzień,dwa znowu dowiem się
        czegoś "ciekawego" o moim mężu.Może on się stara,może zrozumiał swój błąd,ale
        chyba dużo czasu upłynie,zanim ja będę w stanie wrócić do normalnego życia.
      • wieczna-gosia Re: Zdrada... 29.07.03, 14:24
        trivoli napisała:

        > To on zawinil, to
        > on, jesli mu zalezy, ma sie starac. Oczywiscie, nie namawiam Cie do tego,
        > zebys robila mu pieklo z zycia ciaglymi wyrzutami i podejrzeniami. Ale on
        > powinien zrozumiec, ze po tym, co zrobil, masz prawo byc dla niego
        opryskliwa,
        > podejrzliwa i niemila. Niech doceni, do cholery, ze od niego nie odeszlas.


        no i tu ja mam troche watpliwosci. Ja uwazam ze unikac nalezy bycia w ukladzie
        w ktorym jedna osoba ma wieksze prawa niz druga.
        Fakty sa takie ze maz zdradzil. Ze z jego perspektywy jest to blad.
        Aniu masz dwa wyjscia- albo to zaakceptujesz i odlozysz do akt albo nie.
        Ja uwazam ze bycie razem ma sens tylko w tym ierwszym przypadku. Nie moze byc
        tak ze ty weszysz jak pies gonczy a on kladzie uszy po sobie w kazdej wymiane
        zdan bo "ty masz prawo". A ile bedzie trwala ta swoista pokuta i ile on ma
        wielbuic ziemie po ktorej stapasz dlatego ze z nim zostalas? jesli tak- moze
        faktycznie lepiej jest sie rozstac?
        Ja mam do meza wielkie zaufanie. nie raz je nadszarpnal i nie dwa. jesli
        nadszarpnie je ostatecznie- pomysle ze love is over i bede sie starala te
        sytuacje rozwiazac. I z jego strony jest tak samo. Niejedna glupote w zyciu
        popelnilam- nie wytrzymalabym takiej pokuty.
        jestesmy razem bo sie kochamy bo mamy dzieci. Jesli on mnie zdradzi- bede
        rzecz jasna robic cos w tym kierunku by zostal, ale caly czas pamietajac o tym
        ze decyzja jest moja. Ryzyko takze. I moj maz nie musi w szczegolny sposob
        doceniac czegos, bo to sugeruje ze musze sie "poswiecic" zeby z nim zostac. A
        martyrologia nie lezy w mojej naturze i jest raczej kiepskim fundamentem
        odbudowy.
        Z reszta wypowiedzi trivoli sie zgadzam wink
        Daj sobie czas i zastanow sie czy potrafisz wybaczyc. Jesli dojdziesz do
        wniosku ze potrafisz- to wybacz. Bez warunkow dodatkowych w stylu powroty o
        22 wink i biling dostepny na zyczenie. Bo zwariujesz wink
        • ann_mart Re: Zdrada... 29.07.03, 15:46
          wieczna-gosia napisała:

          > trivoli napisała:
          >
          > > To on zawinil, to
          > > on, jesli mu zalezy, ma sie starac. Oczywiscie, nie namawiam Cie do tego,
          > > zebys robila mu pieklo z zycia ciaglymi wyrzutami i podejrzeniami. Ale on
          > > powinien zrozumiec, ze po tym, co zrobil, masz prawo byc dla niego
          > opryskliwa,
          > > podejrzliwa i niemila. Niech doceni, do cholery, ze od niego nie odeszlas.
          >
          >
          >
          > no i tu ja mam troche watpliwosci. Ja uwazam ze unikac nalezy bycia w
          ukladzie
          > w ktorym jedna osoba ma wieksze prawa niz druga.
          > Fakty sa takie ze maz zdradzil. Ze z jego perspektywy jest to blad.
          > Aniu masz dwa wyjscia- albo to zaakceptujesz i odlozysz do akt albo nie.
          > Ja uwazam ze bycie razem ma sens tylko w tym ierwszym przypadku. Nie moze byc
          > tak ze ty weszysz jak pies gonczy a on kladzie uszy po sobie w kazdej wymiane
          > zdan bo "ty masz prawo". A ile bedzie trwala ta swoista pokuta i ile on ma
          > wielbuic ziemie po ktorej stapasz dlatego ze z nim zostalas? jesli tak- moze
          > faktycznie lepiej jest sie rozstac?
          > Ja mam do meza wielkie zaufanie. nie raz je nadszarpnal i nie dwa. jesli
          > nadszarpnie je ostatecznie- pomysle ze love is over i bede sie starala te
          > sytuacje rozwiazac. I z jego strony jest tak samo. Niejedna glupote w zyciu
          > popelnilam- nie wytrzymalabym takiej pokuty.
          > jestesmy razem bo sie kochamy bo mamy dzieci. Jesli on mnie zdradzi- bede
          > rzecz jasna robic cos w tym kierunku by zostal, ale caly czas pamietajac o
          tym
          > ze decyzja jest moja. Ryzyko takze. I moj maz nie musi w szczegolny sposob
          > doceniac czegos, bo to sugeruje ze musze sie "poswiecic" zeby z nim zostac. A
          > martyrologia nie lezy w mojej naturze i jest raczej kiepskim fundamentem
          > odbudowy.
          > Z reszta wypowiedzi trivoli sie zgadzam wink
          > Daj sobie czas i zastanow sie czy potrafisz wybaczyc. Jesli dojdziesz do
          > wniosku ze potrafisz- to wybacz. Bez warunkow dodatkowych w stylu powroty o
          > 22 wink i biling dostepny na zyczenie. Bo zwariujesz wink

          W pełni podpisuję się pod tym co napisała Gosia. Mam za sobą podobne przejścia
          (może nie zdradę ale bardzo bolesną dla mnie fascynację koleżanką z pracy) i
          uporanie się z tym bólem, brakiem zaufania, paniką przy każdym telefonie SMSie,
          wyjściu zajęło mi prawie 9 miesięcy (tak jakbym drugie dziecko urodziła). I
          pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że wybaczyłam (ale drugiej takiej historii
          nie wybaczę, taki błąd można dla mnie popełnić raz), choć zaufania takiego jak
          przedtem nie zdołaliśmy odbudować. I teraz jest mi łatwiej. Na początku robiłam
          tak jak napisała trivoli i faktycznie najbardziej karałam siebie. I być może w
          dużej mierze przez to mieliśmy dalsze problemy (z moją depresją włącznie i
          wahaniami z wyprowadzaniem się i zostawaniem <pisałam o tym w innym wątku>). I
          nie wiem w końcu czy będziemy razem, choć bardzo bym chciała bo go kocham.
          Jest takie powiedzenie "co nagle to po diable" - w takiej sytuacji jak znalazł.
          Jeżeli chcesz pisz na priv.
          Anka
          • trivoli Re: Zdrada... 29.07.03, 22:26
            Moze macie racje, Dziewczyny, moze takie zachowanie nie jest madre, rozsadne i
            skuteczne.
            Ale to musi byc strasznie, strasznie, w obecnej chwili dla mnie
            niewyobrazalnie trudne wybaczyc i zachowywac sie jak gdyby nigdy nic, jakby
            nie bylo sie zraninym i nieszczesliwym...
            Jak Wam sie to udalo?
            • ann_mart Re: Zdrada...-do trivoli 30.07.03, 08:55
              Ależ ja się nie zachowuję i nie zachowywałam jak gdyby nigdy nic. Bo to było
              COŚ. Mój stosunek do męża jest inny, jego do mnie też. Tamto co było wcześniej
              już nie wróci, trzeba budować coś nowego, a to jest bardzo trudne.
              Paradoksalnie z kimś nowym byłoby łatwiej.
              I wiesz jak myślałam sobie kiedyś co by było jakby mnie zdradził to oczywiście
              za drzwi łobuza i koniec. Tylko, jak się okazało, uczuć się nie wyłączy, a duma
              nie jest zbyt dobrym doradcą. Ale to nie była łaska z mojej stroiny, że znim
              zostałąm tylko decyzja podjęta bo go kocham. I on mi też żadnej łaski nie
              robił. Każdy ma prawo do jednego takiego błędu, ale więcej to wykluczam. I
              wtedy to nie będzie kwestia dumy, a uczucia choć nie znikną pójdą w kąt -
              instynkt samozachowawczy też trzeba mieć. Powtórki są niebezpieczne dla mnie.
    • gwiazdka19 Re: Zdrada... 29.07.03, 14:40
      Po pierwsze to jak ja bym sie dowiedziała ze mąż mnie zdradził to najpierw bym
      tej "pani" wyrwala nogi z d...py a zaraz potem mezowi.
      Bardzo ci wspołczuje.Co prawda nie byłam(?)nie jestem i mam nadzieje nie bede
      zdradzona, obojetnie w jakim sensie, ale przekonałam sie o bolu na własnej
      skórze-mój ojciec!Widziałam cierpienie mojej mamy i wiem co to dla ciebie
      znaczy.Wiem tez ze gdyby taka sytuacja przytrafiła sie mnie to napewno nie
      chciałabym byc ze swoim męzem-skoro zrobił to raz moze byc tez kolejny.ziarnko
      niepokoju zostałoby zasiane.I jak z tym zyc? Wogóle jak zyc z człowiekiem
      który kocha inną albo kłasc sie do łózka z człowekiem który.....ach szkoda
      gadac. Podziwiam cie ale musisz cos z tym zrobic i jak tu zostało wczesniej
      napisane -ze wzgledu na dzieci nie musisz z nim byc.One sam dokładnie bedą
      wiedziały o co chodzi i watpie zeby chciały patrzec na twoj bol i cierpienie
      bo co jak co ale zdrada boli najbardziej.I nawet jesli wybaczysz to NIGDY nie
      zapomnisz.Ale wybór nalezy do Ciebie
      Trzymaj sie cieplutko.
    • anulas2 Re: Zdrada... 29.07.03, 18:11
      Czytam Wasze listy i wiem,że macie rację.zdaję sobie sprawę z tego,iż zabawa w
      detektywa nie na wiele się zda a jeśli on dalej jest nie w porządku to
      wcześniej czy później to wyjdzie.Nie wiem,co zaszło między nim a tą ...,ale
      wiem,że jest szansa,żebyśmy dalej mogli być razem.Może pewnego dnia ja też
      stwierdzę,że wybaczyłam.
      • ann_mart Re: Zdrada... 30.07.03, 08:48
        Jeżeli masz jakieś podejrzenia, ale oparte na faktach a nie na swoim strachu i
        bólu i rzeczywiście chcesz wiedzieć, to nie baw się w detektywa (bo to bolesne)
        ale zatrudnij detektywa. Poważnie. jeżeli jesteś w 100% pewna, że nie chcesz z
        nim być jeżeli cię dalej zdradza, zrób to. Albo doznasz miłej niespodziank, co
        cię podniesie na duchu albo uzyskasz pewność, że miałaś rację i będziesz miała
        argumenty w razie formalizacji rozstania (separacja, rozwód). Ale jeżeli chcesz
        z nim być to nie rób nic, poczekaj aż się w tobie wszystko uspokoi. To banał
        ale czas leczy rany.
        Myślę, że zaufania takiego jak przedtem nie odzyskasz szybko, ale będziesz
        potrafiła tak żyć, żeby siebie samej nie ranić podejrzeniami.
    • anulas2 Re: Zdrada... 30.07.03, 10:03
      To fakt.Raz może się zdarzyć.Ale bardzo ciężko jest budować coś na takich
      fundamentach.Chyba czas tu może jednak duzo zdziałać.Jedyne co mnie
      pociesza,to fakt,że widzę jak mój mąż się stara.Serio-obrót o 180 stopni.Ale
      za każdym razem,jak wspomnę o tym(jeszcze mi się zdarza)denerwuje się i
      mówi,że już nie chce o tym rozmawiać.Może ma rację?Czy to moja podejrzliwość
      może teraz spieprzyć coś,co próbujemy zbudować na tych gruzach?
      dla mojej przyjaciółki to jest proste:zdradził to wynocha.Dla mnie też to było
      proste...kiedyś.Teraz wiem,że jest inaczej.Przecież nie przestałam go kochać z
      dnia na dzień no i nie wierzę,że on do mnie nic nie czuje.No a to coś znaczy.
      • ann_mart Re: Zdrada... 30.07.03, 11:26
        To typowe - przeszłośc kurtyna spuszczona. Ale jeżeli masz w sobie dość siły to
        zmilcz lepiej na ten temat. Przynajmniej na razie, dla wspólnego dobra. Za
        jakiś czas jak sprawa przyschnie a ty będziesz miała ochotę....
      • ann_mart Re: Zdrada... 30.07.03, 11:28
        Za szybko mi sie kliknęło. Wiesz mi się teraz wydaje, po terapii i przejściach,
        że to nie fundamenty się zmieniają tylko nadbudowa. Fundamenty to wy i wasze
        uczucia, reszta da isę zmienić
    • anulas2 Re: Zdrada... 30.07.03, 13:38
      To był dobry pomysł,żeby tu napisać o swoich rozterkach.Jesteście najlepszym
      lekiem na wszelkie zło.Szczerze mówiąc nawet najbliższe mi osoby tak mi nie
      pomogły jak Wy.Dzięki!!!!
    • petro5 Re: Zdrada... 31.07.03, 18:02
      Wiesz anulas2 znam ten ból mimo,że minęły 2 miesiace ja ciągle nie mogę się
      pozbierać. Najgorsze są noce kiedy budzę się nad ranem i móżg zaczyna buzować
      a poźniej dzień chwile kiedy męża nie widzę i znów myśli bigają, każdy
      dzwonek telefonu wyzwala we mnie uczucie zagrożenia .
      Myśli krążą jak wściekłe chyba z tego nie można się wyzwolić. Zastanawiam się
      czy kocham czy nienawidzidzę. Pustaka i niemoc. Żal i wściekłość. Ciągle cisną
      się pytania, pytania dlaczego właśnie mnie to spotkało,czy dalej tak trwać, czy
      to ma sens. Dlaczego łatwiej jest zaakceptować wybryki kawalerskie partnerów
      przed małżeństwem a nie daje się wybaczyć w małżeństwie.
      Ja teraz pocieszam się nadzieją ,że Pan Bóg jest nierychliwy ale sprawiedliwy.
      Jak strasznie ciężko jest żyć z takim piętnem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka