Dodaj do ulubionych

Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - link

18.03.08, 10:23
Fajny artykuł na onecie:
partnerstwo.onet.pl/1475786,3500,1,artykul.html
O tym, że ciąża w wieku nastu lat nie przekreśla życia.
O tym, że nastoletnia matka może być równie dobrą, jak nie lepszą, matką od
trzydziestolatki, która ma wszystko zaplanowane.
I o tym, że nastoletnie macierzyństwo może być życiową szansą, bo jest kogo
kochac i dla kogo się starać.

Przedruk z The Times.
Obserwuj wątek
    • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 10:39
      ciąża nastolatki to dramat przede wszystkim dla niej samej
      nie robiłabym z tego problemu społecznego, przynajmniej w Polsce, bo zdaje się,
      że w UK to dużo gorzej wygląda

      w żadnym razie jednak nie należy promować, gloryfikować czy choćby stwarzać
      dogodnej społecznie atmosfery dla wczesnego rodzenia

      nie ma co posługiwać się kryterium "lepsza/ gorsza matka", bo z pewnością wiele
      nastolatek potrafi sobie emcjonalnie dobrze poradzić z taką sytuacją
      ale nikt mnie nie przekona, że nie robią tego za cenę ogromnego stresu,
      niepotrzebnych nerwów, własnych straconych szans na zabawę i odpowiedni dla
      siebie rozwój wśród rówieśników

      no i nie rozumiem, nie tylko nawet w kontekście nastoletnich, ale też takich
      wczesnodwudziestoletnich ciąż - co te dziewczyny zyskują na szybkim
      rodzicielstwie, czego nie mogłyby mieć w spokojniejszych pewnie warunkach później?
      • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 10:55
        syriana napisała:

        > no i nie rozumiem, nie tylko nawet w kontekście nastoletnich, ale
        > też takich wczesnodwudziestoletnich ciąż - co te dziewczyny
        > zyskują na szybkim rodzicielstwie, czego nie mogłyby mieć w
        > spokojniejszych pewnie warunkach później?

        Zły punkt wyjścia - nie tyle szczególnie zyskują, co niekoniecznie
        wiele tracą.
        Zgadzam się, że nie należy promować wczesnego rodzicielstwa, bo na
        posiadanie dzieci jest czas IMO od mniej wiecej 25 roku zycia. Ale
        nie ma tez co przeginać w drugą strone - ze dziecko w wieku
        nastoletnim lub wczesnodwudziestoletnim to jakas tragedia. I jako
        wczesnodwudziestoletnia matka mowie to z pelna swiadomoscia.
        • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:37
          > Zły punkt wyjścia - nie tyle szczególnie zyskują, co niekoniecznie
          > wiele tracą.


          ależ dobry punkt wyjścia

          rodzicielstwo pojmuję jako przygodę i spełnienie, które przede wszystkim mnie ma
          przynieść profity
          a przydarzając się w sytuacji psychicznego czy finansowego komfortu, daje
          możliwość czerpania z niego większej satysfakcji, niż w momencie gdy widzę braki
          własnej pozycji

          nie podoba mi się podejście "urodziłam jak miałam 20 i teraz mam z głowy", bo
          sugeruje, że istnieje jakiś cywilizacyjny przymus posiadania dziecka, z którym
          każdy się musi uporać, a odchowanie dzieciaka do wieku szkolnego przynajmniej,
          to jakaś orka na ugorze i lepiej by się jak najszybciej skończyła

          • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 14:09
            syriana napisała:

            > ależ dobry punkt wyjścia

            Zły w tej konkretnej dyskusji. Nie jestem zwolenniczka twierdzenia,
            ze lepiej urodzic dziecko w wieku lat 18 niz 35, bo majac 18 cos sie
            zyskuje. Nie, niczego sie nie zyskuje (tutaj sie zgadzamy), ale
            niekoniecznie wszystko sie traci - a taki jest jeden z 'pradow' w
            tego typu dyskusjach.

            > nie podoba mi się podejście "urodziłam jak miałam 20 i teraz mam z
            > głowy"

            Zauwazyłas "wink" na końcu mojej wypowiedzi?
            Jesli nie, to zwroc uwage, jesli tak, to chyba pozwolisz, ze nie
            bede odpowiadac?
            • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 14:28
              > Nie, niczego sie nie zyskuje (tutaj sie zgadzamy), ale
              > niekoniecznie wszystko sie traci - a taki jest jeden z 'pradow' w
              > tego typu dyskusjach.

              z pewnością nie mój

              potrafię się wznieść ponad moje ograniczenie wynikające z bezdzietności by
              stwierdzić, że zapewne w każdym sytuacji, przy odpowiedniej pomocy z zewnątrz i
              akceptacji przez wszystkie zainteresowane strony, młoda matka może ze swojej
              pozycji wyciągnąć wszystko co się da najlepszego

              > Zauwazyłas "wink" na końcu mojej wypowiedzi?
              > Jesli nie, to zwroc uwage, jesli tak, to chyba pozwolisz, ze nie
              > bede odpowiadac?


              ależ pozwalam łaskawie
              z tym, że nie wiem szczerze powiem, jak ta emotka miałaby sens Twojej wypowiedzi
              drastycznie zmienić?
              • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 15:30
                syriana napisała:

                > z tym, że nie wiem szczerze powiem, jak ta emotka miałaby sens
                > Twojej wypowiedzi drastycznie zmienić?

                Na przykład tak, że przed tym 'mam z glowy' jest napisane, że trudno
                mi by było sie teraz zdecydować na dziecko? A tak mam z glowy
                dylemat pt. 'czy moge teraz sobie pozwolic na potomka'?
              • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 12:11
                Nie rozumiałam o co ci chodzi do momentu gdy napomknęłaś o swojej
                bezdzietności.
                I tu wszystko jasne.
                Mam kilka takich koleżanek które dzieci nie mają i widzę jak z
                utęsknieniem patrza na inne mamy.

                Jednak żadna z nich nigdy nie dała nikomu do zrozumienia tego co Ty
                własnie młodym matkom - Gó..ary w ciążę zajść mogą mimo że jej nie
                chcą a ja dziecka chcę a zajść nie mogę... Tak to odebrałam - może
                błędnie z Twojego punktu widzenia...

                W Twoich wypowiedziach słychać żal i tęsknotę za macierzyństwem.

                Coś Ci napiszę. Moja 40-letnia dziś koleżanka 12 lat starała się o
                dziecko. Nie miała męża ani stałego chłopaka. Sypiała z kim popadnie
                aby tylko w ciążę zajść. Nie było jej stać na in-vitro. Robiła co
                mogła, opinię zszargała sobie totalnie, mimo to, nadal robiła to, co
                uważała za stosowne w jej mniemaniu. I nic.
                2 lata temu szła sobie ulicą i potrącił ją facet autem. Wyglądało to
                nie za dobrze. Tak się chłopina przejął, że w szpitalu 4 tygodnie
                przy niej warował jak pies. Wiesz co zrobił jak ją wypisywali?
                Oświadczył się jej. Nie chciała wyjść za mąż bo jako bezpłodna (tak
                wtedy uważała) nie dałaby mu dziecka. Dzisiaj jej synek ma ponad
                roczek. Leczyła się u psychologa i seksuologa i wiesz co wyszło? Ona
                tak pragnęła dziecka, że ten stres który przeżywała rzutował na jej
                płodność. Dopiero stabilizacja i terapia jej pomogła. Nie było tu
                żadnej choroby cielesnej ale w umyśle miała taką blokadę, że nie
                umiała jej przeskoczyć.
                Może Ty też masz COŚ do załatwienia w swoim życiu. Może Twoim
                przeznaczeniem jest zostać matką ale w inny sposób - adopcja. Jesli
                nie masz jeszcze 40 lat to nie musisz się martwić. Moja ciocia ma
                teraz 56 lat i 14 letniego syna więc nic straconego smile Nigdy nie
                wiesz co Ci pisane.
                • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 12:21
                  yy.. że niby jestem bezpłodna sugerujesz, i dlatego emanuję wprost niechęcią do
                  dzieciatych?

                  hehe
                  nie słonko, wszystko gra u mnie i buczy
                  dzieci lubię owszem, planuję, ale póki co dobrze mi samej i nie widzę powodów
                  dla których miałabym to zmieniać
                  kupę czasu mam jeszcze, więc za pomysł adopcji dla czterdziestolatek dziękuję


                  > W Twoich wypowiedziach słychać żal i tęsknotę za macierzyństwem.

                  serio?
                  jakiś przykład?
                  • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 15:55
                    A czytałaś dokładnie co napisałam?
                    Nie sugerowałam Ci ze jesteś bezpłodna, sama napisałaś że jesteś
                    bezdzietna...
                    A co do całokształtu to jest niejasny, trąci niechęcią i arogancją z
                    Twojej strony. Zniechęcasz do konwersacji z Tobą...
                    A przykładu poszukaj w sobie...
                    • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 17:52
                      o jacie, rozgryzłaś mnie
                      bystrzacha z Ciebie, szczególnie ten "niejasny całokształt" jest trafny i wiele
                      mówiący (a przez to tęsknoty macierzyńskie sugerujący)

                      cóż, czas chyba zmienić imidż
                      albo popracować nad rozrodem, skoro twierdzisz, że w tym tkwi problem..
                      • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 12:04
                        Problemem chyba jesteś sama dla siebie.
                        Próbujesz się wykazać jaka to Ty obeznana jesteś - jak urodzisz,
                        wykarmisz, odchowasz to pogadamy...
                        Na razie to nie napisałaś tutaj niczego konstruktywnego.
                        Dzieci nie masz i brak Ci doświadczenia w tym temacie a udzielasz
                        się, jakbyś Matką Polką była. Ja ma dwóch synków i coś na temat
                        macierzyństwa mogę Ci powiedzieć, tak samo jak chyba wszystkie
                        kobiety tutaj.
                        Nie wypowiadaj się na tematy o których nie masz bladego pojęcia.
                        To jest forum emama a ty matką nie jesteś i Twoje rady dotyczące
                        wychowywania dzieci, ich rodzenia czy też inne fanaberyczne wywody
                        nie są poparte ani wiedzą ani praktyką.
                        Żegnalski - zapraszam jak już będziesz mamą - może wtedy pogadamy...
                        bo będzie o czym. Na razie to siano i tyle...
        • yoggi87 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 12:34
          Urodzilam corke w wieku 20 lat. Nie stracilam nic, bawic sie mozna
          rownie dobrze ze spiacym slodko za sciana dzieckiem bez alkoholu i
          glosnej muzyki jak i na zadymionej i hucznej dyskotece, uwierz mi.
          Zyskalam wiele. Nawet nie jestem w stanie tego opisac. Co zrobilam
          jak zobaczylam 2 kreski na tescie? Poplakalam sie... ze szczescia,
          wtedy tez zobaczylam po raz pierwszy lzy mojego obecnego meza. Przez
          rok wtedy wszystko w moim zyciu cholernie szybko sie dzialo. Az
          krecilo mi sie w glowie z tego wszystkiego, bylam pijana szczesciem,
          do dzis nie otrzezwialam, a minelo od porodu 14 cudnych miesiecy,
          mam nadzieje, ze ten stan juz nie minie i mam zamiar zostac kolejny
          raz mloda moze 21 lub 22 letnia matka...
          • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 21:43
            > Nie stracilam nic, bawic sie mozna
            > rownie dobrze ze spiacym slodko za sciana dzieckiem bez alkoholu i
            > glosnej muzyki jak i na zadymionej i hucznej dyskotece, uwierz mi.


            hehe
            wreszcie się doczekałam cudnej dwubiegunowości

            słodkie, miłe i kulturalne towarzystwo z dzieciem vs. zapowiedź raka płuc w
            dymie się unosząca i alkoholowe, bezdzietne towarzystwo przy głośnym dicho
            podrygujące

          • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 12:18
            I po coś się kobieto odzywała...
            Syriana nie rozumie niczego co jej napisałaś bo nie ma dzieci...
            Macierzyństwo to dla niej czysta abstrakcja, jak dla mnie pilotaż
            śmigłowca hi hi hi


            Ja swojego synka urodziłam 2 lata po slubie mając niespełna 22 lata
            i całe lato i jesień sie o niego staraliśmy.
            Dopiero na Boże Narodzenie byłam na 100% pewna ze jestem w ciaży (4
            testy wyszły "-"). Mąż dostał wtedy ode mnie malenkie buciki pod
            Choinkę i ryczał jak dziecko. Mama tez ryczała do bigosu bo to
            pierwsze malenstwo w rodzinie od 15 lat. W ciąży mąż tak o mnie dbał
            ze w Styczniu do hotelu Mercure leciał po truskawki dla mnie.
            Godzinami siedział przy brzuchu i opowiadał dziecku jak to będą w
            piłę grać i na rowerach jeździć. Buty mi zawiązywał, schylać się nie
            pozwalał - myślał że dziecko zgniotę hi hi hi
            Przy porodzie był, pępowiny nie przeciął bo tak płakał, ze mało
            połoznej palca nie uciął.
            Z drugim dzieckiem było tak samo ale tym razem bohatersko pępowinę
            przeciął.
            Ach te wspomnienia...
            Pozdrawiam wszystkie mamy - te młode i te ... wiecznie młode smile
            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 12:23
              Łomatko, miód się z ekranu wylewa tongue_outPP, miód, ulepek i parę ton karmelu.

              Odnośnie do Syriany - mimo, że nie jest matką, może mieć poglądy na temat nastoletniego tudzież bardzo wczesnego macierzyństwa. I ma. Zdrowe. A nie z kosmosu wzięte "jakoś to będzie, zapełnię puste dotąd miejsce w ramionach i moje życie będzie mieć sens" oraz "ale słodko mieć dzidziusia i z brzuszkiem rozmawiać". Dorabianie ideologii do wpadki w wieku lat 18 jest śmieszne.
              • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 13:12
                Ale ten karmel ma i orzeszki...
                Na kłopoty z dziecmi moja mama zawsze ma fajna powiastkę - Chciało
                się mieć miód, trzeba znieść i pszczoły... big_grin big_grin

                Zdrowe poglądy to rozwaga i mądrość ale nikt mi nie wmówi, ze młoda
                mama jest czymś złym a tak odbieram wypowiedzi "s"...
                Moja siostra ma 21 lat - 5-letnia córkę i 2-miesięcznego synka i
                jest świetną mamą. Miała szansę usunąć pierwszą ciążę a jednak tego
                nie zrobiła. Jak mi powiedziała - z hu**em i granatem nie ma żartów.
                Jak cos sie robi to trzeba brac za to odpowiedzialnośc...
                Tak nie mówi głupiutka niedojrzała nastolatka...
                I pewnie takich jak ona jest wiele, tak samo jak i odwrotnie ale
                każda ma swoje zycie i podejmuje swoje wybory i nikt nie powinien
                ich potępiać. Nie my jesteśmy od tego...
                • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 13:18
                  indianerka napisała:
                  > Jak mi powiedziała - z hu**em i granatem nie ma żartów.
                  > Jak cos sie robi to trzeba brac za to odpowiedzialnośc...
                  > Tak nie mówi głupiutka niedojrzała nastolatka...

                  Indianerko kochana, ale zapewniam cię, że zdecydowana większość nastolatek nie
                  mówi o odpowiedzialności, tylko raczej "ale fajnie, będę mieć dzidzię" i "jakoś
                  to będzie, jakoś się ułoży".
                • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 13:58
                  To u Ciebie rodzinne takie młode macierzyństwo.P
                  Niemniej zdecydowanie wolałabym, żeby mój syn nie zapylił w wieku 17
                  lat jakiejś panny. Jednak gumki rulez. Ewentualnie postinor jakby
                  gumka zawiodła.
                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 14:02
                    triss_merigold6 napisała:
                    > To u Ciebie rodzinne takie młode macierzyństwo.P

                    Triss, to w większości przypadków jest rodzinne. Tak przynajmniej z moich
                    obserwacji wynika tongue_out
                    To znaczy działa to tak - jeśli laska zachodzi w ciążę w wieku lat 18-19,
                    istnieje duże prawdopodobieństwo, że jej matka również zaciążyła w tym wieku.
                    W drugą stronę to już jakoś w mniejszym stopniu działa.
                  • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 15:18
                    U siostry zawiodły tabletki (leki nasercowe bierze)
                    A w rodzinie sami lekarze i nauczyciele - wszystko po 30 dzieci sie
                    dorabia...
                • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 14:10
                  > I pewnie takich jak ona jest wiele, tak samo jak i odwrotnie ale
                  > każda ma swoje zycie i podejmuje swoje wybory i nikt nie powinien
                  > ich potępiać. Nie my jesteśmy od tego...


                  napisała Indianerka, co to przez internet zdiagnozowała u mnie:

                  - emocjonalną (co najmniej!!) niepłodność
                  - wstydliwie ukrywane przed światem instynkty macierzyńskie
                  - pocieszyła możliwością adopcji jeszcze przed czterdziestką
                  - zasunęła standardowe ckliwości nt. piękna starania się o dziecko
                  (jesteśmy chyba w tym samym wieku, więc sobie od razu sprojektowałam co ja w tym
                  czasie robiłam - otóż też fajnie mi się żyło, choć bez męża i bez starań o dzidzię)

                  - no i oczywiście sypnęła garścią uwag ni w pięć ni w dziewięćdziesiąt jeśli
                  brać pod uwagę problem wątku (ale spoko, już się przyzwyczaiłam, że to standard
                  w przypadku braku argumentów tutaj), na temat moich kwalifikacji wychowawczych i
                  rzekomych rad, które sypię matkom jak z rękawa

                  uff..
                  nieźle jak na osobę, która "nie jest od osądzania i podtępiania czyichś wyborów"

                  btw - jeśli jesteś zainteresowana tym co naprawdę sądzę o młodych matkach,
                  przeczytaj to co napisałam Erin na samym początku wątku, a nie bierz się za
                  hermeneutykę twórczą, bo kiepsko Ci to idzie
                  (choć pewnie z racji bogatszej historii macicy, zaraz mi powiesz, że jednak
                  wiesz lepiej)

              • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 13:15
                - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła
                Agnes. - Spadł z sześćdziesięciu stóp.
                - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie
                wysoki osioł.


                Skąd to jest??? big_grin big_grin big_grin

                • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 27.03.08, 13:17
                  indianerka napisała:

                  > - Jak można złamać obie nogi spadając z osła? - zadumała się.
                  > - To się stało w górach, na wąskiej ścieżce na zboczu - wyjaśniła
                  > Agnes. - Spadł z sześćdziesięciu stóp.
                  > - Tak? - nie dowierzała Niania. - Tak. To musiał być cholernie
                  > wysoki osioł.
                  >
                  >
                  > Skąd to jest??? big_grin big_grin big_grin


                  Terry Pratchett "Carpe jugulum" smile
                  Wszystkie sygnaturki mam z Pratchetta (poza jedną).
      • wobbler Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:14
        Zyskują dzieci.
        Mają młodych,sprawnych rodziców,a nie że 15-latka ma za matkę 50-letnią
        babę,która powinna już być babcią.
        Jakie porozumienie może między nimi być?Świat tak pędzi do przodu,że "stara"
        matka ze swoimi wyobrażeniami np.o szkole plasuje sie gdzieś w okolicach
        średniowiecza.
        Nie tylko o szkołe zresztą chodzi,ale o wszystkie realia życiowe młodego człowieka.

        Młode jest zawsze lepsze.(Oczywiście bez przesady)
        • anusia29 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:28
          Jeśli córka ma 15 lat, a matka 50, to oznacza, że urodziła ją jak
          miala 35 lat - to tak duuuuużo?!
          naprawdę 50 lat to wiek aby być babcią?!
          • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:31
            Wiesz co jest ciekawe? Na basenie, w muzeach czy w małpich gajach
            widzę znacznie więcej kobiet około 30-tki z małymi dziećmi niz tych
            młodziutkich. Czyżby dlatego, że owe atrakcje są PŁATNE i
            dzieciatych nastolatek na nie nie stać?
            • dorotamakota1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:08
              triss_merigold6 napisała:

              > Wiesz co jest ciekawe? Na basenie, w muzeach czy w małpich gajach
              > widzę znacznie więcej kobiet około 30-tki z małymi dziećmi niz tych
              > młodziutkich. Czyżby dlatego, że owe atrakcje są PŁATNE i
              > dzieciatych nastolatek na nie nie stać?

              I sądzisz, że przez to są gorsze. Myślisz, że bieda dotyczy tylko młodych matek?
              Szczerze mówiąc nie wydaje mi się aby te wszystkie super atrakcje mogły
              świadczyć o dobrym wychowaniu dziecka...
              • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:25
                dorotamakota1 napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                >
                > > Wiesz co jest ciekawe? Na basenie, w muzeach czy w małpich gajach
                > > widzę znacznie więcej kobiet około 30-tki z małymi dziećmi niz tych
                > > młodziutkich. Czyżby dlatego, że owe atrakcje są PŁATNE i
                > > dzieciatych nastolatek na nie nie stać?
                >
                > I sądzisz, że przez to są gorsze. Myślisz, że bieda dotyczy tylko młodych matek? Szczerze mówiąc nie wydaje mi się aby te wszystkie super atrakcje mogły świadczyć o dobrym wychowaniu dziecka...

                Ale my tu nie mówimy o wychowywaniu, tylko o zapewnianiu dziecku dodatkowych atrakcji, niekoniecznie wychowawczych czy edukacyjnych. Oczywiście, nie można generalizować, że dzieciństwo bez wizyt w figloraju jest uboższe, ale za to można powiedzieć, że dzieciństwo z wizytami w figloraju jest przyjemniejsze (i dla dziecka, i dla matki, która nie musi się głowić czym tu zapełnić dziecięciu kolejne deszczowe popołudnie).

                Fajnie jest czasem zabrać dziecko w takie miejsce. Jest to dla dziecka dodatkowa przyjemność, coś innego od tego, co zwykle robi. Nie mówiąc już o tym, że taki np. basen jest dla dziecka po prostu zdrowy.
              • triss_merigold6 Wzruszające 18.03.08, 14:03
                Oczywiście matki nastolatki zalewają nieplanowane potomstwo miłością
                a dojrzałe trzydziestki zamiast kochać kupują swoim planowanym
                dzieciom kolejne atrakcje.D
                Nie sądzisz, że dzieciństwo urozmaicone wycieczkami, rozrywkami,
                sportem i ładnymi zabawkami jest atrakcyjniejsze i bardziej
                stymulujące niż grzebanie w piachu patykiem na odrapanym podwórku?

                Myślę, że bieda nie dotyczy tylko młodych matek ale bardzo młode
                matki są znacznie bardziej narażone na ryzyko biedy. Rozumiesz
                róznicę?
                • acorns Re: Wzruszające 18.03.08, 17:50
                  > Nie sądzisz, że dzieciństwo urozmaicone wycieczkami, rozrywkami,
                  > sportem i ładnymi zabawkami jest atrakcyjniejsze i bardziej
                  > stymulujące niż grzebanie w piachu patykiem na odrapanym podwórku?

                  Co do tych zabawek to ich brak ma swoje dobre strony - pobudza kreatywność. A to
                  co dla Ciebie jest po prostu grzebaniem patykiem w ziemi, dla dziecka jest czymś
                  więcej czego sobie nawet nie jesteś w stanie wyobrazić bo dzieckiem przestałaś
                  już być smile
                  • mama_kotula Re: Wzruszające 18.03.08, 17:59
                    acorns napisał:

                    > Co do tych zabawek to ich brak ma swoje dobre strony - pobudza kreatywność. A
                    to co dla Ciebie jest po prostu grzebaniem patykiem w ziemi, dla dziecka jest
                    czymś więcej czego sobie nawet nie jesteś w stanie wyobrazić bo dzieckiem
                    przestałaś już być smile

                    No. Tylko że czasami wysyłam kreatywność dziecka na wakacje, aby sobie odpoczęła
                    i zabieram je, aby sobie poskakało w basenie z kulkami smile
                    Być cały czas kreatywnym jest bardzo męczące, nawet dla dziecka smile
                  • triss_merigold6 Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 19:14
                    Nie opowiadaj bajek, bo ja z Pragi jestem. Wprawdzie z dość
                    przyzwoitego jak na lata 80-te blokowiska ale starą Pragę i typowe
                    rozrywki dzieci z komunalnych gett znam. Grzebanie patykiem w piasku
                    pamiętam z dzieciństwa, fajne było ale jako odmiana na wsi a nie na
                    co dzień. Kreatywność pobudza akurat różnorodność wrażen a nie
                    wałęsanie się po odrapanych podwórkach i kombinowanie kasy na
                    słodycze odkąd się od ziemi odrosło.
                    Powiedz, po gwint streetworking na tej starej Pradze skoro dzieci
                    mają tak super? Ojcowie na wikcie państwa albo zniknięci, matki orzą
                    w Tesco albo na szmacie, małolaty biorą wynalazki i strzelają sobie
                    kolejne dzieci.
                    • acorns Re: Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 19:38
                      > Powiedz, po gwint streetworking na tej starej Pradze

                      Nie streetworking tylko praca uliczna. Jesteśmy Polakami, mieszkamy w Polsce,
                      rozmawiamy na polskim forum, więc używajmy polskiego. Bo jak nie to jak Młoda
                      wróci to zacznie po gruzińsku pisać smile

                      > małolaty biorą wynalazki i strzelają sobie kolejne dzieci.

                      Wynalazki to akurat nie tylko na starej Pradze i nie tylko biedota ale i bogaci.
                      I to bogaci więcej bo więcej kasy mają. Problem narkotyków nie dotyczy tylko tej
                      dzielnicy i tego środowiska. Tak samo jak i problem pijaństwa. Różnica tylko
                      taka że biedny nawali się wódką Starogardzką albo winem marki "Joker" a bogaty
                      nawali się Chivas Regal albo Finlandią.

                      > Kreatywność pobudza akurat różnorodność wrażen a nie wałęsanie się
                      > po odrapanych podwórkach i kombinowanie kasy na słodycze odkąd się > od ziemi
                      odrosło.

                      I tu dochodzimy do kolejnej ważnej sprawy - jeśli puścisz typowego dzieciaka z
                      praskiego marginesu społecznego w miasto to nie zginie. A te wszystkie
                      wychuchane, wydmuchane synusie mamusi i córeczki tatusia zginą pierwszej nocy z
                      zimna, głodu, bezradności i tęsknoty za domem.
                      • iwles Re: Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 19:51

                        > jeśli puścisz typowego dzieciaka z
                        > praskiego marginesu społecznego w miasto to nie zginie.



                        a co zrobi ?
                        Na czym ma polegać ta ich kreatywność, do której zachęcasz nasze
                        dzieci ?
                        Przeżyją, bo będą kraść, cwaniaczyć ?
                        Kogoś stukną, gdzieś zakombinują.....

                        to ja mówię DZIĘKI i od dziś moje dziecko przestaje się bawić
                        patyczkami w piasku
                        wink
                        • acorns Re: Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 21:22
                          > a co zrobi ?
                          > Na czym ma polegać ta ich kreatywność, do której zachęcasz nasze
                          > dzieci ?

                          Wiesz co zrobiła moja córka jak miała 9 lat? Chciała zjeść kebaba. Ja nie miałem
                          gotówki akurat, ona tez nie, bankomatu mi się nie chciało szukać zresztą karty
                          też chyba wtedy zapomniałem. Parkowałem w okolicach Wspólnej, Hożej, Koszykowej,
                          Poznańskiej. Kto tam jeździ ten wie jak wygląda sytuacja z miejscami
                          parkingowymi. Młoda wyszła z samochodu, za chwilę wróciła i kazała mi odjeżdżać
                          bo pan chce zaparkować. Sprzedała dobre miejsce parkingowe za 20 zeta smile Taka to
                          sobie poradzi i wcale nie musi nikogo skroić.
                      • triss_merigold6 Re: Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 19:57
                        Oczywiście, że nie zginie, przetrwa na powierzchni ale się nie
                        wybije. Szanse na fajną pracę na niewielkie w porównaniu z tymi
                        wychuchanymi i dopieszczonymi intelektualnie. Równość szans nie
                        istnieje. Dziecko z zamożniejszego domu ma wybór - może być strózem
                        nocnym albo inżynierem a tamte dzieci nie.
                        • acorns Re: Acorns Ty mnie kitu nie wciskaj 18.03.08, 21:18
                          > Oczywiście, że nie zginie, przetrwa na powierzchni ale się nie
                          > wybije.

                          A gdzie niby ma się wybijać? W kosmos?

                          > Szanse na fajną pracę na niewielkie w porównaniu z tymi
                          > wychuchanymi i dopieszczonymi intelektualnie

                          No a ja byłem takie trochę dziecko ulicy i mam teraz bardzo fajną pracę. Jeżdżę
                          sobie wywrotką albo kopię doły albo teren równam koparko - spycharką. A nawet i
                          walcem drogowym sobie pojeżdżę czasami. Płacą mi dobrze i nie ma takiej opcji
                          żeby mi nie zapłacili tyle ile zostało ustalone. Jak mi nie zapłaci no to mu
                          zwalę na podwórku parę ton śmieci z wysypiska albo taki bardzo gruby gruz albo
                          kilkutonowy głaz i po co mu to? A inżynier wcale nie zarobi więcej ode mnie. To
                          znaczy nie każdy inżynier. Nie ma reguły na to kto jak wyląduje.
                  • jogo2 Re: patyk w ziemii 03.04.08, 00:28
                    Rozumiem, że ty acorns mówisz z własnego doświadczenia, jako rodzic dziecka,
                    któremu musiał wystarczyć patyk w ziemi i wiesz więc, że te wszystkie drogie
                    zabawki to o kant .... . Twoje dziecko nigdy nie miało super, jak tylko się da
                    najbardziej superwypasionych zabawek, tak? Uważaj, bo jeszcze w to uwierzę.

                    To po co polemizujesz ze stanowiskiem, że owszem jednak dzieci lubią ładne zabawki.
                • yoggi87 Re: triss_merigold6 22.03.08, 12:51
                  A to niby dlaczego nastoletnie matki sa bardziej narazone na biede?
                  Ja nie pojmuje.
                  Zreszta juz sie pogubilam do jakiej ja grupy sie zaliczam...

                  Najpierw piszecie o nastolatkach, mam tu na mysli 16-latki.
                  Potem ktos czepia sie 20-latek, a to juz przeciez nie nastolatka. Ja
                  mam lat 21 i roczna corke, w jakiej grupie jestem? Moja corka ma
                  tony zabawek, mieszka w slicznym domku z ogrodkiem, ma mnie cala dla
                  siebie, nie zostawiam ja z opiekunkami, babciami i innymi
                  instytucjami, wychowuje ja JA !!! z mezem, ktory nie jest
                  wyksztalcony zbytnio, ukonczyl zawodowke, mimo to stac nas na zycie
                  na poziomie, nie jestesmy i nigdy nie bylismy od nikogo zalezni,
                  wynioslam sie z domu w wieku 17 lat. Sama na siebie zarabialam i
                  jakos dalam rade zdac mature na 100%... Wiec juz niewiem czy jestem
                  zla nastolatka, ktora utracila wraz z porodem wszystkie zyciowe
                  atrakcje czy wczesnadwudziestolatka, ktorej nie stac na zabawe z
                  dzieckiem na basenie...
                  • indianerka Re: triss_merigold6 29.03.08, 11:50
                    Właśnie.
                    Któraś z Pań mnie zaatakowała, że ja chyba z rodziny gdzie
                    młodziusie mamusie są pochodzę - mimo, iż pierwsze dziecko w wieku
                    22 lat urodziłam - ciekawe (moja siostra urodziła dziecko w wieku
                    niespełna 18 lat / tabletki zawiodły z powodu leków nasercowych).
                    Moja mama urodziła mnie w 28 roku życia a moja starsza siostra ma 31
                    lat i nie ma dzieci jak dotąd.
                    Radzę poczytać trochę o naszej historii - kiedy 18-letnie dziewczyny
                    starymi pannami nazywano gdy adoratora nia miały...
                    • syriana Re: triss_merigold6 29.03.08, 19:07

                      > Radzę poczytać trochę o naszej historii - kiedy 18-letnie
                      > dziewczyny starymi pannami nazywano gdy adoratora nia miały...

                      oo.. bo nasza historia to niezbędnik życiowych porad i doświadczeń, z których
                      tylko czerpać trzeba!
                      zresztą, radzę szerszy kontekst poznać

                      średnia długość życia w okolicach pewnie czterdziestu paru lat pewnie była,
                      kobiety masowo umierały przy porodach, więc na nazywaniem mnie, niespełna
                      30letniej, starą panną, to ja mogę śmiechem radosnym prysnąć w twarz nazywającemu

                      • indianerka Re: triss_merigold6 30.03.08, 23:42
                        syriana napisała:

                        >
                        > > Radzę poczytać trochę o naszej historii - kiedy 18-letnie
                        > > dziewczyny starymi pannami nazywano gdy adoratora nia miały...
                        >
                        > oo.. bo nasza historia to niezbędnik życiowych porad i
                        doświadczeń, z których
                        > tylko czerpać trzeba!
                        > zresztą, radzę szerszy kontekst poznać
                        >
                        > średnia długość życia w okolicach pewnie czterdziestu paru lat
                        pewnie była,
                        > kobiety masowo umierały przy porodach, więc na nazywaniem mnie,
                        niespełna
                        > 30letniej, starą panną, to ja mogę śmiechem radosnym prysnąć w
                        twarz nazywające
                        > mu
                        >

                        Widać historii się nie zna odnośnie długości życia ludzkiego z
                        zeszłych stuleciach...

                        Anna Jagielonka ur.1523r. zmarła w 1596r. - 73 lata!!!
                        Halina Konopacka (dyskobolka) 1900-1989 - 89 lat!!!
                        Elżbieta Róża Czacka (niewidoma od 22-go roku życia siostra
                        zakonna) - 1876-1961
                        Izabela Czartoryska - 1746-1835
                        Maria Dąbrowska 1889-1965
                        Piotr Skarga 1536-1612
                        Bolesław Chrobry 967-1025
                        Dezydery Chłapowski 1788-1879
                        Józef Chłopicki 1771-1854
                        św. Jan Kanty 1390-1473


                        Jak widzisz długość życia ludzkiego nie zmieniła się wcale. Jedynie
                        postęp w medycynie wzrósł...
                        Specjalnie napisałam o znanych postaciach byś mogła sobie o nich w
                        internecie poczytać.
                        Zgony wśród rodzących mimo wysokiej technologii teraz też się
                        zdarzają... a ludzie teraz tez umierają tyle że na inne choroby niż
                        200 czy 500 lat temu więc tutaj się nie popisałaś ...
                        • syriana Re: triss_merigold6 31.03.08, 11:09
                          > Jak widzisz długość życia ludzkiego nie zmieniła się wcale. Jedynie
                          > postęp w medycynie wzrósł...

                          wcaaaale
                          btw - to jakież znaczenie ma ten postęp w medycynie, skoro na długość życia nie
                          wpływa?

                          skarbie, sypnęłaś kilkoma przykładami ludzi znanych w historii, o których wiemy
                          cokolwiek, bo się wybili ponad przeciętność

                          a teraz pomyśl chwilkę:
                          jak długo żyła niejaka np. Marycha z Zaścianka, której przyszło czasy (ale już
                          nie stan społeczny, warunki życia i dochody) z takim np. wybitnym Piotrem Skargą
                          dzielić..?

                          myślisz dalej?
                          to ja Ci powiem - żyła 34 lata, wydała na świat 7-9 dzieci, z których dorosłość
                          osiągnęło 2-3, reszta padła po drodze z niedożywienia, niedopatrzenia i
                          infekcji, które dzisiaj aspiryną można pokonać

                          > Zgony wśród rodzących mimo wysokiej technologii teraz też się
                          > zdarzają... a ludzie teraz tez umierają tyle że na inne choroby niż
                          > 200 czy 500 lat temu więc tutaj się nie popisałaś ...

                          rozkoszny brak wiedzy, wyobraźni i do tego tupet w dyskusji, w której
                          przegrywasz, prezentujesz

                          tak, kobiety dzisiaj też umierają przy porodzie
                          co gorsza - umierają nawet noworodki
                          nie wiem czy wiesz, ale śmiertelność dzieci liczona na jednostkę bodaj 1000
                          porodów, jest jednym z podstawowych wyznaczników rozwoju cywilizacyjnego kraju

                          zadanie dla Ciebie - wejdź na stronę WHO i porównaj te wskaźniki dla np. Polski,
                          Szwecji i Etiopii
                          przy okazji długość życia średnią w tych krajach możesz sobie sprawdzić i
                          spróbować wykoncypować czemu przeciętny Etiopczyk żyje krócej niż Japończyk

                          ludzie dziś umierają np. na choroby układu krążenia częściej niż przed wiekami,
                          bo yy.. może częściej mają okazję dożyć wieku, w którym zagrożenie tymi
                          schorzeniami skutki śmiertelne przynosi..?

                          • indianerka Re: triss_merigold6 31.03.08, 12:17
                            Wychodzi na to, że obie rację mamy.
                            I zgrabnie zeszłyśmy z tematu smile

                            Co do wczesnego macierzyństwa to ktoś tutaj napisał kilka ładnych i
                            sensownych zdań i z tym zgadzam się całkowicie.
                            Jak komuś wygodnie mieć dzieci poniżej 20-tki to OK, a jak chce mieć
                            dopiero po 30-tce to też OK. Jedno jest pewne - mamy po 30-tce
                            młodnieją w oczach big_grin i to jest piekne big_grin
                            • syriana Re: triss_merigold6 31.03.08, 12:30
                              > Wychodzi na to, że obie rację mamy.

                              o Chryste Panie...
                              jak to szło..?
                              "nie dyskutuj z idiotą, bo cię sprowadzi do swojego poziomu.."?

                              nie złotko, nie masz racji
                              co gorsza, brak Ci podstawowej wiedzy nie tylko jeśli chodzi o translację z
                              angielskiego, ale i prostej wyobraźni na temat zjawisk społecznych czy historycznych

                              a co gorsza, reprezentujesz typ, który w forumowych dyskusjach najbardziej mnie
                              wpienia - choćby się waliło, paliło, kompromitowało, to się nie przyzna, że
                              pieprzy głupoty, ale odwróci kota ogonem uśmiechając się na koniec

                              • indianerka Re: triss_merigold6 31.03.08, 12:46
                                Ciekawe ile Ty mądrości w sobie masz ale nie zastanowiłaś się nad
                                tym, że niektórzy mogą mieć na ten sam temat inne zdanie niż Ty?

                                Co do mojej translacji to jesteś najmniej upoważnioną osobą która
                                mogłaby to oceniać.
                                Dyskusja z Tobą to jak słuchać wypowiedzi Nelly Rokity... albo
                                Leppera - dużo krzyku i nic poza tym.
                                • syriana Re: triss_merigold6 31.03.08, 12:53
                                  > Ciekawe ile Ty mądrości w sobie masz ale nie zastanowiłaś się nad
                                  > tym, że niektórzy mogą mieć na ten sam temat inne zdanie niż Ty?

                                  nie oceniłam Twojej subiektywnej opinii na temat wczesnego macierzyństwa
                                  odniosłam się tylko do obiektywnych faktów np. historycznych, których nie znałaś

                                  > Co do mojej translacji to jesteś najmniej upoważnioną osobą która
                                  > mogłaby to oceniać.

                                  równie upoważnioną jak wszyscy uczestnicy forum
                                  wątek wisiał, ja przeczytałam, wyrobiłam sobie opinię - tak to działa

                                  > Dyskusja z Tobą to jak słuchać wypowiedzi Nelly Rokity... albo
                                  > Leppera - dużo krzyku i nic poza tym.

                                  no cóż, tuszę, że znalazłoby się kilka osób o innym zdaniu, ale oczywiście, masz
                                  święte prawo wyrażać swoją subiektywną opinię
                                  • indianerka Re: triss_merigold6 31.03.08, 13:16
                                    Ja już nie nadążam za Tobą. Przed chwila na Ciebie nakrzyczałam bo
                                    się wpieniasz a tu teraz mądre słowa widzę... I jak tu kręćka nie
                                    dostać???
                                  • indianerka Re: triss_merigold6 31.03.08, 13:25
                                    A fakty historyczne zaczerpnęłam z książek pt. "Encyklopedia
                                    sławnych Polaków" oraz "Medycyna" - wyd. DK, więc wiedza jest
                                    rzetelna i prawdziwa - ale to tak dla wyjaśnienia.
                                  • indianerka Re: triss_merigold6 31.03.08, 16:09
                                    Szkoda że nic nie odpisałaś. Wyjeżdżamy dziś z kraju a chętnie bym
                                    jeszcze sie podroczyła sad
                                    Do siego we wrześniu...
                              • indianerka ??? 31.03.08, 13:10
                                A tak nawiasem to zauważyłam, że sama dym tutaj robisz.
                                mama_kotula, nenia1, yoggi87, e_r_i_n, ja. Przekrzykujesz każdą z
                                nas jakbyśmy jakieś durne były - może to z Tobą coś nie jest w
                                porządku skoro z nikim nie możesz się dogadać i tylko się wpieniasz
                                za każdym razem jak ktoś napisze coś niezgodnego z Twoimi
                                przekonaniami.
                                I za wszelką cenę chcesz udowodnić że dziecko to ogromna przeszkoda,
                                nie wiem skąd Ci się to bierze ale masz tu tyle dowodów na to, że
                                nie masz racji a mimo to nadal uparcie drążysz.
                                Jeszcze może zacznij o społeczności USA pisać (daleki wschód i
                                Afrykę już zaliczyłaś) - tam jeszcze Ciebie nie było???
                                Już mi się nawet na Twój nick patrzyć nie chce - zbrzydłaś mi
                                okrutnie i zniechęciłaś do siebie jak nikt na tym forum. Z każdym
                                jakoś da się gadać ale z Tobą to trzeba być omnibusem - tak "wiedzą"
                                rzucasz z rękawa... albo zgadzać się z Twoim zdaniem bezwarunkowo i
                                durnia z siebie robić.
                                Żałosna jesteś i tyle. Jeszcze niedawno miałam dla Ciebie trochę
                                zrozumienia ale teraz śmiem przypuszczać, że Twoje dzieciństwo
                                musiało byc okrutne i stąd taka zawziętość w Twoich poglądach.
                                "Lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać" - szkoda mojego czasu
                                na Ciebie - wolę kulturalnie się pokłócić z innymi dziewczynami.
                                Siema
                                • indianerka Poprawka!!! 31.03.08, 13:19
                                  Ja juz nie wiem jak z Toba gadac, raz jestes rezolutna a raz jakby
                                  sam czart w Ciebie wstapił. Ja odpowiadam wściekła na jedna
                                  odpowiedź a tu inna Twoja stonowana i mądrze brzmiąca. Ja tez jestem
                                  zimna woda ale nie az tak temperamentna jak Ty...
                                • syriana Re: ??? 31.03.08, 17:53
                                  smile)

                                  dawno nikt nie mnie tak nie sponiewierał na forum
                                  kurcze, wkleję sobie to podsumowanie do ulubionych
                                  szkoda, że takie długie, rąbnęłabym z tego sygnaturkę

                                  pisz, pisz częściej!
                                  niezwykle merytoryczna jesteś w dyskusji
            • chicarica Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:19
              Za to na papierosku wokół piaskownicy same 20-22 latki smile Poważnie, przynajmniej
              tak jest u mnie na osiedlu. 30-tki pakują dzieciaki w samochód i jadą np. za
              miasto czy nad morze, a świat 20-tek to piaskownica i ewentualnie pobliski
              spożywczak.
              Oczywiście jestem stronnicza, bo mam prawie 30 lat i dziecko dopiero planuję wink
              • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 12:06
                Ja jeszcze jestem poniżej 30 ale od lat wyjeżdżamy z dziećmi a to do
                Skalnego miasta w Czechach, a to do Pragi na Święta lub nad morze do
                Chorwacji. I bogata nie jestem. Liczy się dobra organizacja i
                kalkulacja - jak ja mam wydać 2 tys. zł na same żarcie i prezenty
                dla całej rodziny na Święta to wolę pojechać na tydzień autem do
                Chorwacji... ten sam koszt a cieplej... Moja siostra to samo a ma 22
                lata i 5 letnią córcię i tez nie jest bogata - ona w domu siedzi a
                jej mąż na CPN pracuje.
                Za to znam wiele 30-tek które nie maja dzieci bo robiły karierę i
                teraz się o stołek boją bo młodsze kobiety z odchowanymi już dziecmi
                sa bardziej pożądane - stabilizacja rodzinna. Niedługo przecież 30-
                tka też zapragnie miec dziecko a tu w pracy potrzebna i nie ma
                zmiłuj... młodsza ja wygryzie... jak nic.
                • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 15:29
                  > Za to znam wiele 30-tek które nie maja dzieci bo robiły karierę i
                  > teraz się o stołek boją bo młodsze kobiety z odchowanymi już dziecmi
                  > sa bardziej pożądane - stabilizacja rodzinna. Niedługo przecież 30-
                  > tka też zapragnie miec dziecko a tu w pracy potrzebna i nie ma
                  > zmiłuj... młodsza ja wygryzie... jak nic

                  Wybacz, ale kupy się to nie trzyma.
                  • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 30.03.08, 23:13
                    Wytłumaczę Ci o co mi chodzi. Znam 3 sytuacje:

                    1. Mam w PUP kilka klientek (robię biżuterię na zamówienie) i od
                    jakiegoś czasu rejestruje się dużo kobiet w wieku lat 35 i więcej z
                    powodu utraty pracy. Pracodawcy na ich miejsce zatrudnili kobiety
                    dużo młodsze, z odchowanymi już dziećmi lub facetów. W jednym
                    przypadku pracodawca nawet nie chciał słyszeć o powrocie kobiety z
                    macierzynskiego do pracy gdyż, jak stwierdził, nie potrzebuje w
                    biurze pogotowia laktacyjnego... wysłał ją na wychowawczy a potem
                    zwolnił.

                    2. W domu w którym kupiliśmy mieszkanie mam kilka sąsiadek które są
                    już grubo po 30-tce. Niektóre są zamężne już od kilku lat ale nie
                    decydują się na dzieci ponieważ ich sytuacja w firmach jest
                    nieciekawa. Ich zdaniem młode dziewczyny, które jako nastolatki
                    porodziły dzieci poswięcały pierwsze lata macierzyństwa na
                    wychowywanie dzieci i jednocześnie uczyły się zdobywając coraz to
                    nowe umiejętności i jako 24 - 25-letnie absolwentki różnych uczelni
                    ze stabilizacją rodzinną są lepszym kąskiem dla pracodawcy niż
                    bezdzietna kobieta wkrótce dobiegająca 40-stki, ponieważ w kazdej
                    chwili może zachcieć się jej aby zostać mamą. I co wtedy?

                    3. Ja zanim załozyłam sobie działalnośc szukałam pracy w różnych
                    instytucjach. W Urzędzie Miasta podobno wygrałam nawet konkurs i
                    mogłam zostac zatrudniona w wydziale Geodezji i zasobu gruntami ale
                    niestety prace dostała córka jednej urzędniczki - 24-letnia mamusia
                    6-letniego chłopczyka. "I co że miałam 2 pkt mniej, Ty juz 30-tki
                    dobiegasz a tu świeża krew sie liczy i układy" - tak mi powiedziała
                    na odchodne po wywieszeniu wyników naboru... jaka była prawda chyba
                    się nigdy nie dowiem...
                    A w jednym biurze podrózy kobieta mi powiedziała ze nie nie
                    potrzebuja kobiet w okresie rozrodczym...(mój mąż stwierdził że
                    naganiacza potrzebowała a nie pracownikabig_grin )

                    Koło 30-tki i później nie jest już tak różowo. Najlepiej szukać
                    roboty w budżetówce albo sobie firmę założyc bo niektórym
                    prywaciarzom odbija. Ja miałam jakos takie do nich pieskie szczęście
                    w życiu zawodowym sad
                • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 19:18
                  no fajnie, że taka obrotna jesteś, ale jak się ma wyjazd z facetem tylko (o ile
                  byłaś na takim kiedyś), do spędzania urlopu z dwójką kilkulatków czy, gorzej,
                  młodszych dzieci, gdy trzeba mieć na uwadze ciągle ich rytm dnia, ich potrzeby,
                  ich humory, zachcianki, choroby jak coś pójdzie nie tak..?

                  no ludzie
                  czy powiedzenie wprost, że dziecko zmienia organizację całego życia, to taka
                  ujma na honorze i wręcz przyznanie się do braku uczuć macierzyńskich?

                  ja wiem, że nasz narodowy matkopolonizm jest doktryną obowiązującą wszystkie
                  kobiety, ale sorry, udowadnianie mi, że dziecko w niczym nie przeszkadza, nie
                  wymaga dodatkowej uwagi, wszędzie ze sobą je można tachać i w ogóle, najlepiej
                  to jak najszybciej je sobie sprawić, by potem mieć luzy (btw - przecież taka
                  małoletnia matka przed czterdziestką babcią zostanie i wtedy nici z wolności bo
                  wnuki będzie trzeba niańczyć), to zwykłe ściemniactwo

                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 20:53
                    syriana napisała:
                    > no ludzie
                    > czy powiedzenie wprost, że dziecko zmienia organizację całego życia, to taka
                    ujma na honorze i wręcz przyznanie się do braku uczuć macierzyńskich?

                    No ba. To ujma jakich mało i dyshonor.

                    Bo przecież nie hipokryzja czy dorabianie sobie ideologii (najczęściej do wpadki
                    w wieku lat 17 czy 18)

                    Cholera, w takim razie kompletnie brakuje mi uczuć tych, no... macierzyńskich. I
                    instynktu tyż suspicious
                  • nenia1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 21:16
                    Syriana, ale tu nie chodzi o to, by udowodnić, że dziecko nie zabiera czasu i niczego nie zmienia, ale o to by nie zakładać z góry, że dziecko urodzone przez młodą matkę to tragedia życiowa.

                    Nikt nie rodzi chyba dzieci wcześniej, by jak piszesz, później mieć
                    luzy, ale trudno też udawać, że dzieci nie dorastają, i faktycznie tak się dzieje, że młoda matka będąc 40-latką nie tacha już z sobą
                    małych dzieci i małymi dziećmi się nie zajmuje, bo jej dziecko jest już dorosłe, podczas gdy kobieta która rodzi w wieku 30, 30-paru lat,
                    w wieku lat 40 ma czas zajęty małymi dziećmi.

                    Przekonie, że małoletnia matka w wieku 40 lat będzie niańczyć wnuki, jest krzywdzącym stereotypem, takim samym jak twierdzenie, że jak ktoś ma czwórkę dzieci, to z pewnością patologia.
                    • triss_merigold6 LOL 29.03.08, 21:27
                      Zapewne do 40-tki będę zajęta małymi dziećmi o ile postaram się o
                      jeszcze jednego potomka. Ale za to do 30-tki byłam wolna jak
                      taczanka na stepie i bardzo mi ten stan pasował - imprez, wyjazdów i
                      towarzystwa do bólu i zdążyłam się zarówno nacieszyć jak i znudzić.
                      Teraz mam inny lifestyle, ktory mi odpowiada i jest on wynikiem
                      WYBORU a nie przymusu.
                    • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 21:27
                      > Syriana, ale tu nie chodzi o to, by udowodnić, że dziecko nie
                      > zabiera czasu i niczego nie zmienia

                      nie?
                      przecież sama to robiłaś, Indianerka też sypie przykładami z rękawa, że można
                      wszystko zawsze

                      > Nikt nie rodzi chyba dzieci wcześniej, by jak piszesz, później mieć
                      > luzy

                      nie?
                      a czym jest podawanie coraz to innych przykładów, jak wczesne macierzyństwo
                      życie ułatwia?

                      > Przekonie, że małoletnia matka w wieku 40 lat będzie niańczyć
                      > wnuki, jest krzywdzącym stereotypem

                      to żaden stereotyp, tylko prosta matematyka - czterdziestolatka ma dorosłe
                      dzieci, więc może być już babcia

                      • nenia1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 21:46
                        Ja pisałam o czytaniu, tak było w moim wypadku,
                        to że ty masz chorobę lokomocyjną i szybko jesz,
                        nie przekłada się na moje życie.
                        Poważnie sądzisz, że każdy z nas jest taki sam?

                        Jak przyjrzeć się dokładniej pewnym sytuacjom życiowym
                        to okaże się że każda ma swoje plusy i każda minusy.
                        I warto to zauważyć.

                        Nie twierdzę wcale, co podkreślam jeszcze raz, bo widzę
                        że umyka to w rozmowie, że wczesne macierzyństwo jest
                        czymś fantastycznym, nie zgadzam się jedynie, że ma same minusy,
                        jak tu usiłujecie udowodnić, wieszcząc nieodwołalną tragedię.

                        Same podajecie przykłady, czego to młoda mama nie może robić,
                        lub co ma znacznie ograniczone czy nieosiągalne.

                        Faktem jest że dziecko ogranicza i pewne rzeczy utrudnia, choćby poprzez zabieranie czasu. Ale dorasta, czyż nie?
                        Z czego wynika, że młoda mama, w późniejszym wieku będzie miała więcej czasu dla siebie, bo przecież 30-letniej mamie, dziecko również będzie zabierało czas, tyle że później.
                        Nie jest to zachęta do wczesnego macierzyństwa, tylko zwykłe stwierdzenie faktu.
                        I tak jak ty podróżowałaś sama z facetem w wieku lat 20 i 20-paru, ona może podróżować w wieku lat 38-40, podczas gdy ty będziesz bawić dzieci.

                        To co piszesz o 40-letniej babci, jest stereotypem, bo zakłada, że dzieci młodej matki, również urodzą wcześnie dzieci. A to już nie jest prosta matematyka.
                  • indianerka My sobie jakoś radzimy... 30.03.08, 22:03
                    Za granicą jesteśmy zawsze w czwórkę, całą rodziną i nie mamy
                    żadnych specjalnych problemów z dziećmi, co w domu to i na
                    wyjeździe. Jedyny problem będzie jak starszy pójdzie do szkoły -
                    wtedy będziemy musieli tak organizować czas by nie zakłócać rytmu
                    szkoły... ale i to da się zrobić.
                    • mama_kotula Re: My sobie jakoś radzimy... 30.03.08, 23:23
                      indianerka napisała:

                      > Za granicą jesteśmy zawsze w czwórkę, całą rodziną i nie mamy
                      > żadnych specjalnych problemów z dziećmi, co w domu to i na
                      > wyjeździe.

                      Indianerka, ja tak z ciekawości zapytam - wyjeżdżałaś kiedyś na wczasy BEZ dzieci, tylko z mężem (chłopakiem, partnerem)?

                      Tu nie chodzi o to, że na wyjeździe jest inaczej niż w domu, bo właśnie, kurka nie jest big_grin. Tu chodzi o to, że na wyjeździe z dziećmi jest inaczej, niż na wyjeździe bez dzieci.

                      Prosty przykład: bezdzietna Kotula w wieku lat 19, telefon w piątek przed południem: "Kota, jedziemy do Łeby, jak się spakujesz do 19:00, to możesz jechać z nami".
                      Co robi bezdzietna Kotula? Pakuje do walizki co tam chce, z dopowiedzeniem "jak czegoś zapomniałam, kupię na miejscu". Potem Kotula wsiada w rozklekotanego malucha znajomego i jedzie z Jeleniej Góry do Wro, aby w ostatniej chwili zdążyć na nocny pociąg do Łeby. Pociąg zapchany do granic możliwości, ale problemu nie ma, można usiąść na bagażach na korytarzu i jakoś przetrwać.
                      Na miejscu, w Łebie, szukamy przez pół dnia kwatery, nie znajdujemy satysfakcjonującej - pierwszą noc spędzamy na plaży.
                      Przez 3 tygodnie w Łebie zmieniamy pole namiotowe/kwaterę co kilka dni, w ostatnim tygodniu lądujemy we Władysławowie.
                      Przez ostatni tydzień żywimy się chińskimi zupkami, chlebem z keczupem oraz winem marki wino tongue_outtongue_out

                      A teraz zrób to samo z dziećmi i powiedz, że wyjazd z dziećmi niczym się nie różni od wyjazdu bez tongue_outtongue_out
                      • indianerka Re: My sobie jakoś radzimy... 30.03.08, 23:51
                        Ale numer!!! Ja tez z Jelonki jestem!!!
                        Mieszkam 2km od ratusza w stronę Jeżowa big_grin

                        Kochana, ja pierwsze dziecko w wieku 22 lat urodziłam wiec zdążyłam
                        się nabawić. Zreszta ja akurat nie jestem specjalnie rozrywkowa i
                        tyle co chciałam to sobie powariowałam. Teraz jak mam na rozrywkę
                        ochote to bierzemy rowery, dzieci do dziadka (mieszka na miejscu) i
                        dawaj. Dzisiaj na przykład zrobilismy 50 km z mężem jadąc z Jeleniej
                        na drogę pod reglami i z powrotem. To właśnie dla mnie jest zabawą!!!
                        • mama_kotula Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 00:03
                          indianerka napisała:


                          > Kochana, ja pierwsze dziecko w wieku 22 lat urodziłam wiec zdążyłam się nabawić.

                          No ja też, co nie zmienia faktu, że w tym momencie nie urządzę sobie spontanicznego wyjazdu nad morze, bo wymaga to większej logistyki. Co ja piszę - nie urządzę sobie spontanicznego wyjazdu nigdzie. Wczasy z dziećmi muszę zaplanować przynajmniej kilka miesięcy wcześniej tongue_out


                          > Teraz jak mam na rozrywkę ochote to bierzemy rowery, dzieci do dziadka (mieszka na miejscu) i dawaj.

                          Ooo proszę.
                          A co w przypadku jak:
                          a) dziadek ma ochotę akurat pojechać na ryby
                          b) dziadek ogląda mecz finałowy Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej
                          c) dziadka nie ma w domu i diabli wiedzą gdzie jest
                          d) dzieci nie mają ochoty iść do dziadka
                          e) dzieci właśnie się przeziębiły?

                          Indianerka, o to właśnie chodzi - o to, że jak nie ma dzieci, to po prostu wsiadacie na rowery i jazda.
                          A jak są dzieci, to wymaga to choćby odrobiny planowania i logistyki. I nie oszukujmy się, nie zawsze wygląda to tak prosto - dzieci do dziadka, a my na rowerek.
                          • indianerka Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 00:11
                            To mój tato chyba jakiś dziwny jest bo np. wczoraj wieczorem dzwonie
                            ze w niedziele na rowery chcemy jechac a on na to OK.
                            jeszcze nigdy nie odmówił a na ryby z dziecmi tez chodzi albo na
                            Balaton je bierze jak my np do kina albo do Kurnej Chaty idziemy.
                            • mama_kotula Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 00:19
                              indianerka napisała:

                              > To mój tato chyba jakiś dziwny jest bo np. wczoraj wieczorem dzwonie ze w
                              niedziele na rowery chcemy jechac a on na to OK.
                              > jeszcze nigdy nie odmówił a na ryby z dziecmi tez chodzi albo na
                              > Balaton je bierze jak my np do kina albo do Kurnej Chaty idziemy.

                              No dziwny smile
                              Moja mama nie jest taka dziwna. Często bywa zmęczona po nocnym dyżurze w
                              szpitalu na przykład. Albo sobie idzie na fitness. Albo po prostu nie ma ochoty
                              zostać z moimi dziećmi, bo ma ochotę porozwiązywać krzyżówki smile)
                              I podejrzewam, że większość dziadków/babć jednak jest pokroju mojej mamy smile
                              • indianerka Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 08:03
                                W takim razie flaszka dla mojego Ojca zasłużona big_grin
                            • kozak75.0 Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 08:17
                              Ja też w domu mam pogotowie dzidziusiowe - wnuki. I jest OK.
                              Ale flaszki jeszcze nie dostałem sad
                              • indianerka Re: My sobie jakoś radzimy... 31.03.08, 12:19
                                To z zięciem trzeba pogadać...
                • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 19:34
                  > Za to znam wiele 30-tek które nie maja dzieci bo robiły karierę i
                  > teraz się o stołek boją bo młodsze kobiety z odchowanymi już
                  > dziecmisa bardziej pożądane - stabilizacja rodzinna. Niedługo
                  > przecież 30-tka też zapragnie miec dziecko a tu w pracy potrzebna i
                  > nie mazmiłuj... młodsza ja wygryzie... jak nic.


                  mało logiczne

                  bo gdzie niby ta młodsza kwalifikacji nabierała, skoro z powodu dzieci była mało
                  atrakcyjna dla pracodawcy i niezatrudnialna do tej pory?

                  a dwa - trzydziestolatka pracująca w jednej firmie, u jednego szefa się
                  wykazująca, taką sobie markę wyrobi w pracy, że normalny szef (a tacy są, nie
                  wiem skąd to przekonanie o krwiożercach kapitalistach, wyrzucających z powodu
                  ciąży) spokojniutko poczeka na nią po macierzyńskim, bo wie, że pracownik
                  lojalny i ceniący firmę, jest lepszym pracownikiem niż obcy z ulicy


                  • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 30.03.08, 23:53
                    Ale prawdziwe ...
                  • indianerka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 30.03.08, 23:55
                    Ja pracuję, studiuje i dzieci mam.
                    Nic nie przeszkadza.
            • yoggi87 Re: triss_merigold6 22.03.08, 12:43
              Nie, moze po prostu mamy 20-letnie wola chodzic z dziecmi na spacer,
              na powietrze niz na pelen chloru i smrodu basen?
        • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:46
          wobbler napisała:

          > Zyskują dzieci.
          > Mają młodych,sprawnych rodziców,a nie że 15-latka ma za matkę 50-
          letnią
          > babę,która powinna już być babcią.


          Powinna? No wlasnie kwestia tego co kto powinien.
          Bo ja uwazam ze 15- 20 latki POWINNY sie uczyc, a potem jeszcze
          popracowac, pokorzystac z zycia a nie wycierac pupy swoich dzieci.
          50 latki niekiedy sa w lepszej formie i maja lepsz kondycje niz 30
          latki.

          > Jakie porozumienie może między nimi być?Świat tak pędzi do
          przodu,że "stara"
          > matka ze swoimi wyobrażeniami np.o szkole plasuje sie gdzieś w
          okolicach
          > średniowiecza.

          ze jak ??????
          ja mialam dosc mlodych rodzicow. I jakos to oni mi sie plasowali w
          okolicy sredniowiecza, nie moglismy sie porozumiec ,bo byli za
          mlodzi, tak uwazam.


          > Nie tylko o szkołe zresztą chodzi,ale o wszystkie realia życiowe
          młodego człowi
          > eka.
          >
          > Młode jest zawsze lepsze.(Oczywiście bez przesady)


          Przesadzasz/
          • dorotamakota1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:10
            > Powinna? No wlasnie kwestia tego co kto powinien.
            > Bo ja uwazam ze 15- 20 latki POWINNY sie uczyc, a potem jeszcze
            > popracowac, pokorzystac z zycia a nie wycierac pupy swoich dzieci.
            > 50 latki niekiedy sa w lepszej formie i maja lepsz kondycje niz 30
            > latki.


            Uświadomcie mnie co znaczy korzystanie z życia bądź wyszalenie się?
            Z tą kondycją to chyba przesadziłaśwink
            • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:48
              dorotamakota1 napisała:

              > > Powinna? No wlasnie kwestia tego co kto powinien.
              > > Bo ja uwazam ze 15- 20 latki POWINNY sie uczyc, a potem jeszcze
              > > popracowac, pokorzystac z zycia a nie wycierac pupy swoich
              dzieci.
              > > 50 latki niekiedy sa w lepszej formie i maja lepsz kondycje niz
              30
              > > latki.
              >
              >
              > Uświadomcie mnie co znaczy korzystanie z życia bądź wyszalenie się?
              > Z tą kondycją to chyba przesadziłaśwink


              taaa?
            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:52
              dorotamakota1 napisała:
              > Uświadomcie mnie co znaczy korzystanie z życia bądź wyszalenie się?

              Hm, choćby możliwość spontanicznego wyskoczenia do kina z partnerem, bez
              planowania tego na trzy dni wcześniej i załatwiania opiekunki do dziecka?
              Tudzież polegiwanie w łóżku w sobotę do 12.00 i nieskrępowane bzykanie się przez
              resztę dnia? wink
              Wyjazdy na koncerty, na imprezy plenerowe, czy w ogóle gdziekolwiek bez
              konieczności opracowywania specyficznej logistyki?
              • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:59
                no właśnie
                mam wrażenie, że Dorotamakota chciałaby chyba usłyszeć odpowiedź w stylu:
                "imprezy z ostrym piciem i tańczeniem półnago na stole", by tryumfalnie
                powiedzieć: "nie, dziękuję, nigdy nie lubiłam"

                ja też nigdy nie lubiłam, nie praktykowałam i do dziś tego nie robię, choć
                dzieci nie mam

                za to przeczytałam w swoim czasie tonę książek, po które pewnie nie miałabym
                czasu sięgnąć gdyby mi się dzieciak plątał pod nogami, mogę sobie urządzić
                weekend leniwca niewychodząc z domu, bez martwienia się, że lodówka pusta ale za
                to stos fajnych filmów do obejrzenia, mogę sobie chodzić przez 3 godziny po
                muzeum bez stresa, że w domu opiekunce licznik tyka

                tak wiem, że dziecko nie powinno ograniczać rozwoju osobistego, ale udawanie, że
                można zawsze i wszystko jak się jest rodzicem, jest chyba jednak zaklinaniem
                rzeczywistości

                • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 14:09
                  Nie rozśmieszajcie mnie. Mając małe dziecko nie pojechałabym w wieku
                  lat dwudziestu na miesięczną objazdową wycieczkę po Europie ani nie
                  skorzystałabym z wielu innych możliwości. Logistyka + ograniczone
                  fundusze. To samo dotyczy innych spontanicznych wyjazdów choćby
                  weekendowych bez martwienia się o zapas pieluch, soczków, kaszek czy
                  komfort jazdy dzieciaka przyspawanego do fotelika.
                  Imprezy z ostrym piciem kiedyś mnie bawiły, potem wyrosłam, bo ile
                  można balować.
                  Przy trzylatku wyjście do kina to przedsięwzięcie organizacyjne,
                  zważywszy na dostępne opcje czasowe.
                • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 14:17
                  syriana napisała:


                  > tak wiem, że dziecko nie powinno ograniczać rozwoju osobistego, ale udawanie, że można zawsze i wszystko jak się jest rodzicem, jest chyba jednak zaklinaniem rzeczywistości

                  Ależ oczywiście, że nie można zawsze i wszystkiego.

                  Wiesz, jakie straszne jest niecierpliwe czekanie na 21.00, kiedy młode będą już w łóżkach, a ja będę mogła sprawdzić, czy program w Javie, który sobie roboczo tworzyłam na kartce (podczas zabawy z nimi, przy koncentracji a'la sinusoida) będzie działać tak, jak działać powinien? tongue_outtongue_out

                  Można by wymieniać miliony rzeczy, których NIE można (tzn. można, ale wymagają organizacji, logistyki i planowania).

                  "zasiedziałam się u koleżanki na pogaduchach do północy, nie chce mi się wracać do domu, śpię u niej".

                  "Poszłam na zakupy, zobaczyłam produkt XXX - pomyślałam, że jak go nie kupię, to umrę - ok, do końca tygodnia jakoś przeżyję na bułkach z keczupem" (to moje ulubione z czasów przeddzieciowych tongue_out).

                • kozak75.0 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 17:32

                  za to przeczytałam w swoim czasie tonę książek, po które pewnie nie
                  miałabym
                  czasu sięgnąć gdyby mi się dzieciak plątał pod nogami, mogę sobie
                  urządzić
                  weekend leniwca niewychodząc z domu, bez martwienia się, że lodówka
                  pusta ale za
                  to stos fajnych filmów do obejrzenia, mogę sobie chodzić przez 3
                  godziny po
                  muzeum bez stresa, że w domu opiekunce licznik tyka


                  Po co tutaj piszesz skoro matką nie jesteś i sądząc z wypowiedzi nie
                  chcesz być ...
                  Zakładasz jakis poradnik dla Mam będąc bez doswiadczenia??
                  Mi się nigdy dziecko pod nogami nie pętało bo razem z żoną dobrze
                  organizujemy sobie czas a oboje studia skonczyliśmy i doktoraty
                  porobilismy będąc dzieciatymi. dziecko w niczym nie przeszkadza.
                  Ale co Ty wiesz.
                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 18:27
                    kozak75.0 napisał:


                    > Mi się nigdy dziecko pod nogami nie pętało bo razem z żoną dobrze
                    > organizujemy sobie czas (...) dziecko w niczym nie przeszkadza.
                    > Ale co Ty wiesz.

                    Powiem krótko: pieprzysz skarbie smile
                    • nenia1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 18:56
                      Oczywiście, że mając dziecko, człowiek nie ma tyle czasu dla
                      siebie, ile miał gdy był bezdzietny, ale twierdzenie, że się
                      czytało tonę ksiązek, bo się dzieciak pod nogami nie plącze,
                      z mojego punktu widzenia, jest nieco kuriozalne.

                      Czytałam i czytam dużo, bo lubię, i nie zauważyłam zadnej
                      istotnej różnicy czy spadku ilości czytanych przeze mnie
                      książek, spowodownej faktem posiadania potomka.

                      Co do meritum, pojawiają się w tym wątku mamy, które dość
                      wczesnie urodziły dzieci i twierdzą, że to dla nich nie
                      był dramat.
                      Inne panie, które jak sądze, urodziły dzieci później, lub
                      wcale, twierdzą że jednak dramat być musiał i wspólczująco/
                      potępiająco kiwają nad nimi głowami, z lekkością wrzucając
                      do jednego worka z napisem "prawdziwa, nieodwracalna tragedia"

                      Może jednak dać szanse, uwierzyć im, że skoro
                      czują i oceniają, że dla nich to nie był dramat,
                      to może faktycznie nie był - a nie wpierać, że
                      musi być tragicznie bo to zgodne z naszymi przekonaniami
                      na jakiś temat.
                      • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 19:17
                        > Czytałam i czytam dużo, bo lubię, i nie zauważyłam zadnej
                        > istotnej różnicy czy spadku ilości czytanych przeze mnie
                        > książek, spowodownej faktem posiadania potomka.

                        serio?

                        myślisz, że gdybym teraz miała dziecko, to dalej byłabym w stanie (pracując do
                        tego jeszcze) czytać średnio 3 książki tygodniowo w wydaniu papierowym,
                        codzienną gazetę w błogim spokoju przy kawie, tygodnik, którego przeczytanie w
                        całości też mi pewnie parę godzin zajmuje, a do tego jeszcze (tylko i wyłącznie
                        dla własnej przyjemności) jakieś pewnie 50 artykułów prasowych w internecie?

                        > Co do meritum, pojawiają się w tym wątku mamy, które dość
                        > wczesnie urodziły dzieci i twierdzą, że to dla nich nie
                        > był dramat.

                        jak również było kilka głosów o wręcz przeciwnych doświadczeniach

                        > Inne panie, które jak sądze, urodziły dzieci później, lub
                        > wcale, twierdzą że jednak dramat być musiał i wspólczująco/
                        > potępiająco kiwają nad nimi głowami, z lekkością wrzucając
                        > do jednego worka z napisem "prawdziwa, nieodwracalna tragedia"

                        no, urodzenie dziecka przez małoletnią, to tragedia jej osobista z pewnością (bo
                        inaczej sobie życie dziewczyna wyobrażała)
                        co gorsza nieodwracalna bo dziecko jest i jakoś trzeba je, brzydko mówiąc,
                        zagospodarować w życiu

                        a to już jak to zagospodarowanie wygląda, jak uda się zminimalizować straty
                        różne, które siłą rzeczy w życiu takiej małoletniej następują, to już inna inszość

                        i cały problem wynika z tego, że do tego zorganizowania sobie życia na nowo,
                        nastolatka potrzebuje pomocy rodziny - a ta różnie może zareagować i różnie
                        widzieć przyszłość dziewczyny
                        • nenia1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 20:28
                          Jak dla mnie całkiem realne, codzienną prasę czytałam w autobusie
                          jadąc do pracy, tygodnik podczas przerw śniadaniowych w pracy, ksiązki podczas jedzenia, kąpieli, w piaskownicy, przed snem, w każdej wolnej chwili, ale ja miałam dość spokojne dziecko
                          a i nie piję kawysmile
                          Nie wiem jak z artykułami w internecie, wzrok mi się szybko
                          męczy jak siedzę dłużej przed komputerem, czytam jednak sporo prasy
                          fachowej potrzebnej w moim zawodzie w wersji papierowej.

                          I nie zauważyłam żadnej istotnej róznicy przed i po narodzeniuwink

                          Żeby być dobrze zrozumianą, nie twierdzę, że wczesne macierzyństwo to coś wspaniałego i wszyscy o tym marzą.
                          Ale tu popada się moim zdaniem w nadmierny dramatyzm.
                          Np. argumenty o podróżach.
                          Przecież dzieci rosną, zakładając że ktoś rodzi w wieku lat dwudziestu, to mając 38, ma 18 letnie dziecko.
                          Czy mając 38 lat nie można zacząć swobodnie podróżować, nie można
                          spać w namiocie, w lesie, czy na plaży? Gdzie tu nieodwołalność?
                          Tak, wiem, nie będzie już beztroski i nie będzie się mieć trzy miesięcznych wakacji, tyle że teraz większość znanych mi nastolatek wcale nie poróżuje w celach rekreacyjno-przygodowych, ale głównie
                          w celach zarobkowych.

                          A zycie człowiek zazwyczaj wyobraża sobie inaczej, niż się później
                          toczy, sądzisz że to taka tragedia, żyć inaczej, niż się planowało,
                          jeśli jest się otwartym na zmiany, plastycznym, ciekawym niepodzianek, a jednocześnie zaradnym i ufnym we własne
                          siły, to życie gdzie trafają się trudności potrafi być ciekawsze
                          i twórcze od życia zaplanowanego od a do z.
                          Nie ma jednego szablonu na szczęśliwe życie i to co tobie wydawać się może tragedią dla kogoś innego może być szczęściem.
                          I o tym piszę, żeby nie wyrokować i nie mówić komuś, kto twierdzi, że daje sobie radę i jest szczęśliwy, że nie jest, bo my sądzimy że spotkała go tragedia.
                          • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 20:46
                            no widzisz
                            ja za to mam chorobę lokomocyjną i czytanie w czasie jazdy odpada, przerwę
                            śniadaniową spędzam na próbach zamknięcia mózgu choć na chwilę, wylegiwania w
                            wannie nie cierpię i szybko jem

                            i jasne, że można podróżować jak się dzieci odchowa, ale po prostu w życiu
                            powinien być czas na różne aktywności
                            inaczej się żyje jak się jest beztroskim dwudziestolatkiem, a inaczej (i pewnie
                            o inne atrakcje turystyczne zahacza) jak się ma lat czterdzieści

                            ogromnie dla mnie ważne są te lata, które teraz tylko i wyłącznie dla siebie mam
                            głównie z tego powodu, że one się już nie powtórzą
                            bo jak za parę lat zostanę matką, to będę nią już do końca życia, nawet jak
                            dzieci będą dorosłe i ciągle już będę miała z tył głowy myślenie co z nimi się
                            dzieje teraz

                            i nie chcę mówić tu górnolotnie o rozwoju osobistym, idealnie zaplanowanej
                            przyszłości itp., tylko po prostu o poznaniu siebie, tego co się lubi, robieniu
                            czasem małych, czasem bzdurnych i niepotrzebnych rzeczy jak leżenie brzuchem do
                            góry przez parę dni, które przy dziecku ją awykonalne

                            nie mówię, że wczesne macierzyństwo zabiera szanse na szczęśliwe życie, bo wcale
                            takiego nie daje pójście prostą drogą szkoła-studia-praca

                            stoję na stanowisku, że ono nie daje nic, czego nie można by mieć parę lat później


                            • madzia_4 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 15:02
                              Hmmm... Ja mam 16 lat uczę się bardzo dobrze, zajmuje się bardzo często już prawie 2 letnią siostrą mojego faceta, jestem wolontariuszką i kocham dzieci, pracuję. Mimo, że jestem bardzo młoda pragnę dziecka.Razem z Łukaszem (moim partnerem) postanowiliśmy, że oszczędzimy trochę pieniędzy i w tedy gdy będziemy mieli urządzone mieszkanie postaramy się o dziecko. Wiem, że ze strony mojej mamy nie mogę liczyć na pomoc ale wiem, że razem poradzimy sobie. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo ale mam znajome, które urodziły młodo i mają dobrą sytuację materialną, kochających partnerów i mimo, że są i ciężkie chwile w życiu nie zamieniłyby się z nikim.
                              • indianerka :) 31.03.08, 00:05
                                To życzę szczęścia. Z pewnościa będziesz szczęśliwa mama kiedys...
                                smile
                                Pozdro...
                              • kozak75.0 Chcesz dziecka czy lalki? 31.03.08, 17:43
                                Mam wrażenie jakbyś o lalce pisała a nie o człowieku - dziecka nie
                                można oddać z powrotem do sklepu.
                                Twój dzisiejszy zachwyt w przyszłości może nieco ostygnąć.
                          • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 29.03.08, 08:00
                            nenia1 napisała:

                            > Jak dla mnie całkiem realne, codzienną prasę czytałam w autobusie
                            > jadąc do pracy
                            Odpada - choroba lokomocyjna.

                            > ksiązki podczas jedzenia
                            Ewentualnie...

                            > kąpieli
                            Ciężko wziąć książkę pod prysznic tongue_outP

                            > w piaskownicy
                            W piaskownicy bawię się z dziećmi. A przynajmniej stoję na posterunku, żeby
                            sobie łbów nawzajem nie porozbijały.

                            > przed snem
                            Studia, projekty, nauka. Książki w tle. Czytane przez syntezator. Gdy idę do
                            łóżka o 3:00 nie mam siły na czytanie.


                            > ale ja miałam dość spokojne dziecko

                            Amen. I zapewne jedno smile
                        • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 12:40
                          syriana napisała:

                          > myślisz, że gdybym teraz miała dziecko, to dalej byłabym w stanie
                          > (pracując do tego jeszcze) czytać średnio 3 książki tygodniowo w
                          > wydaniu papierowym, codzienną gazetę w błogim spokoju przy kawie,
                          > tygodnik, którego przeczytanie w całości też mi pewnie parę godzin
                          > zajmuje, a do tego jeszcze (tylko i wyłącznie dla własnej
                          > przyjemności) jakieś pewnie 50 artykułów prasowych w internecie?

                          Myślę, ze to realne. Ja czytam ksiazek mnostwo, prase tez musze (w
                          wersji papierowej lub elektronicznej, zalezy), bo chce. Nie czuje
                          potrzebny czytania gazet od a do z, raczej wybieram interesujace
                          mnie tematy.

                          > jak również było kilka głosów o wręcz przeciwnych doświadczeniach

                          Ale jednak przewaga tych pierwszych, bo tak juz wiekszosc ludzi ma,
                          ze jak trzeba, to sobie radza.
                          • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 12:47
                            Erin, ja od początku pisałam, że nastoletniej matce wszystko się może ułożyć i
                            wyprostować - kwestia chęci, pomocy i ambicji

                            ale naprawdę ten wątek mnie przyprawił o lekki nerw ze strony współdyskutantów,
                            którzy jak ognia unikają przyznania, że dziecko ogranicza czasowo chociażby
                            • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 12:49
                              No ogranicza, ogranicza, tu sie zgadzam. Ja sie juz nie moge
                              doczekac wakacji, kiedy babcia bedzie nadrabiac czas z wnukiem
                              (ktorego malo ma, bo daleko mieszka), a ja bede miala 4 tygodnie
                              luzu. Tylko kurcze skrajnosci w takich watkach sa zawsze - z jednej
                              strony 'z dzieckiem to juz kaplica', z drugiej 'dziecko nawet do
                              klubu nocnego mozna wziac'. A zycie posrodku, jak zwykle.
                            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 13:42
                              syriana napisała:
                              > którzy jak ognia unikają przyznania, że dziecko ogranicza czasowo chociażby

                              No właśnie.

                              Prosta kalkulacja: zmiana pieluchy dziecku zajmuje +/- 5 minut, z ubraniem, pomizianiem kremem i wywaleniem brudnej. Niech pieluchę zmienia sie 7 razy dziennie, to już jest 35 minut. 35 minut, przez które mogłabym rozwiązać ze 3 zadania z analizy matematycznej. Tracę czas, który mogłabym przeznaczyć na naukę? Oczywiście.

                              O bardziej złożonych sprawach nie mówię. Owszem, można się uczyć przy dzieciach, można skończyć studia - wiem, bo sama to robię.
                              Jeżeli jednocześnie muszę robić zadania z matmy i towarzyszyć dzieciom przy rysowaniu - wydaje się luz blues, dzieci sobie same porysują, same się zajmą, to jest fajne. Cholera, tylko dlaczego wtedy moja koncentracja zachowuje się na kształt sinusoidy? ("Mama, kredka się złamała, gdzie jest temperówka?", "Mama, zobacz, ja tu tęczę narysowałam", "Mama, ten głupek mówi, że zielona kredka jest tylko jego!!" - hmmmm, to by mogła być odpowiedź na pytanie... wink).

                              I zapewne dlatego sypiam 4-5 godzin na dobę, a nie programowe 8 wink)
                      • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 28.03.08, 20:20
                        nenia1 napisała:

                        > Oczywiście, że mając dziecko, człowiek nie ma tyle czasu dla
                        > siebie, ile miał gdy był bezdzietny, ale twierdzenie, że się
                        > czytało tonę ksiązek, bo się dzieciak pod nogami nie plącze,
                        > z mojego punktu widzenia, jest nieco kuriozalne.
                        >
                        > Czytałam i czytam dużo, bo lubię, i nie zauważyłam zadnej
                        > istotnej różnicy czy spadku ilości czytanych przeze mnie
                        > książek, spowodownej faktem posiadania potomka.

                        Neniu, w jakim wieku masz dziecko?
                        Ja kiedyś czytałam średnio jedną powieść na dzień-dwa dni. To było bardzo
                        przyjemne - wywalić się komfortowo na kanapie i zalegnąć tam na pół dnia z
                        książką. Fajnie, gdyby to było możliwe przy dzieciach, niestety nie jest.

                        W tym momencie czytam jedną powieść na 3-4 dni - przeważnie czyta mi je
                        syntezator mowy podczas gdy ja robię projekty na zamówienie/wykonuję prace
                        domowe. Przy dzieciach czytanie jest "na pół gwizdka", nie lubię tak - nie lubię
                        zagłębiać się w lekturze jednocześnie budując z klocków, kołysząc pluszaka do
                        snu czy po prostu robiąc cokolwiek innego.

                        Podobnie jest z nauką - oczywiście, nie twierdzę, że przy dzieciach jest
                        niemożliwa, owszem, możliwa jest, jak najbardziej. Natomiast jak wyżej - nie
                        jestem w stanie się skupić na rozwiązywaniu zadań kiedy jednocześnie muszę
                        poświęcać uwagę dzieciom (przynajmniej 3-4 godziny dziennie - od momentu kiedy
                        wrócą z przedszkola), więc siłą rzeczy muszę przeznaczać na naukę cenne godziny
                        nocne.

                        I tak dalej.
                    • kozak75.0 Taaa... 31.03.08, 08:12
                      "Powiem krótko: pieprzysz skarbie smile" - do mnie to na Pan (moja
                      córka jest 1975 rocznik) a po drugie nie wyrażaj się wulgarnie na
                      forum...

                      Mało wiesz , dużo gadasz... przekroczysz 40-tkę to pogadamy
                      dzieweczko...
                      • mama_kotula Re: Taaa... 31.03.08, 09:20
                        kozak75.0 napisał:

                        > "Powiem krótko: pieprzysz skarbie smile" - do mnie to na Pan (moja
                        > córka jest 1975 rocznik) a po drugie nie wyrażaj się wulgarnie na
                        > forum...
                        >
                        > Mało wiesz , dużo gadasz... przekroczysz 40-tkę to pogadamy
                        > dzieweczko...

                        Buahhhahahahhahahahha.
                        Nie mamy ani racji, ani argumentów, to zażądamy szacunku dla siwych włosów. Uwielbiam to forum tongue_out

                        Teraz już wiem, skąd PANA poglądy na temat, że przy dziecku można wszystko i że dziecko nic nie zmienia w trybie życia. Po pierwsze, jest PAN mężczyzną, a po drugie, ludzie w PANA wieku i z PAŃSKIEGo pokolenia mają pamięć zdecydowanie i to bardzo wybiórczą.

                        Miłego dnia życzę tongue_out
                      • indianerka Re: Taaa... 31.03.08, 12:41
                        Co do wulgaryzmów to ma Pan rację ale pragnę Panu uzmysłowić, że
                        czasy od Pana wczesnej młodości nieco się zmieniły.
                        Owszem, teraz dzieci też nie "przeszkadzają" w nauce ani w pracy ale
                        wymagania pracodawców też są inne niż 30 lat temu - Pan dorastał za
                        czasów PRL i każdy miał pracę, teraz o dobry kawałek chleba trzeba
                        sie nastarać i niekiedy, jak ktoś nie ma farta, to sobie garba może
                        wyrobić... i dalej bogatym nie będzie.
                        Pewnie z racji wieku i przebytych doświadczeń ma Pan sporo racji
                        lecz my młodzi inaczej postrzegamy naszą rzeczywistość. Może nie
                        chodzi tutaj o mnie i moją rodzinę ale o inne młode osoby którym
                        życie nie dostarcza tylko przyjemnych wrażeń.
                        I jeszcze jedno - Pan też nie wie ile lat ma osoba do której Pan
                        się "dzieweczko" zwraca. Wg Pana nicka ja myślałam że mam do
                        czynienia z kimś z rocznika 75 więc na "Ty" też bym waliła. Zresztą
                        my tu wszyscy na TY jestesmy i nie ma się co obruszać. Można zasady
                        zaakceptować albo poprostu tutaj nie pisać...
                        Pozdrawiam.
                        • kozak75.0 Cóż za elokwencja 31.03.08, 17:40
                          Sam profesor by mógł się poszczycić takim językiem. Brawo!
                          Jednak koleżanki bronić chyba nie trzeba - dorosła jest czy smarkata?
                          Zdaję sobie sprawę że możecie nie rozumieć mojego podejścia do
                          pewnych kwestii ale akurat Pani też spotkała się tutaj z nieudolnymi
                          próbami perswazji i nieźle Pani wychodziło argumentowanie swoich
                          przekonań - szkoda tylko, że będzie trzeba czekać aż do jesieni na
                          kolejny trafny pokaz elokwencji w tak młodym wieku.
                          Cóż.
                          Białe kruki często znikają nam dostrzeże się ich wyjątkowość.

                          • syriana Re: Cóż za elokwencja 31.03.08, 18:06
                            smile)

                            leżę i kwiczę
                            Kotula, ależ nam tu białego kruka poruszyłaś swą zwulgaryzowaną odzywką wink)
                            • mama_kotula Re: Cóż za elokwencja 31.03.08, 18:07
                              syriana napisała:

                              > smile)
                              >
                              > leżę i kwiczę
                              > Kotula, ależ nam tu białego kruka poruszyłaś swą zwulgaryzowaną odzywką wink)

                              Cholera. A mówiła mamusia: dziewczę, uważaj, kiedy się ptakiem bawisz.
                              Nie uważała i poruszyła, łot co tongue_out
                              • kozak75.0 mamy trza się słuchać 04.04.08, 11:58
                                Dorośniecie zrozumiecie a tak wogóle to nawet sensu mojej wypowiedzi
                                nie zrozumiałyście. Nie o mnie tu chodziło.
        • yoggi87 Re: wobbler... 22.03.08, 12:40
          Troche dosadnie to ujales, ale co prawda to prawda.

          Moja tesciowa urodzila mojego meza w wieku 19 lat.
          Moja mama rowniez urodzila mnie jako 19-to latka.
          Do czego zmierzam, oboje mamy z naszymi rodzicami supr kontakt,
          czego moja mama i tesciowa o swoich o okolo 30 lat starszych od nich
          rodzicach powiedziec juz nie moga.
          • mama_kotula Re: wobbler... 22.03.08, 18:03
            yoggi87 napisała:
            > czego moja mama i tesciowa o swoich o okolo 30 lat starszych od nich rodzicach
            powiedziec juz nie moga.

            Pudło.
            Mam doskonały kontakt z mamą, starszą o 30 lat.
            Co więcej, ta różnica wieku jest popularna wśród moich znajomych i ich rodziców.
            Również na zły kontakt nie narzekają.
            Myślę, że tzw. dobry kontakt zależy od bardzo wielu czynników. Wiek może być
            jednym z nich, ale myślę, że marginalnym.
      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:35
        > ale nikt mnie nie przekona, że nie robią tego za cenę ogromnego
        > stresu, niepotrzebnych nerwów, własnych straconych szans na zabawę i
        > odpowiedni dla siebie rozwój wśród rówieśników

        Z tym rozwojem no to trochę przesadzasz. Jak się spotkają dwie głupie cipy, to
        głupota się kumuluje. Jak się spotkają cztery głupie cipy, to głupota również
        się kumuluje. Im więcej ich się spotka tym bardziej głupie będą. Raczej się
        uwsteczniają w swoim gronie niż rozwijają.

        > co te dziewczyny zyskują na szybkim rodzicielstwie, czego nie
        > mogłyby mieć w spokojniejszych pewnie warunkach później?

        Coś tak słyszałem że w późniejszym wieku trudniej zajść w ciążę.



        • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:39
          acorns napisał:

          > > ale nikt mnie nie przekona, że nie robią tego za cenę ogromnego
          > > stresu, niepotrzebnych nerwów, własnych straconych szans na zabawę i
          odpowiedni dla siebie rozwój wśród rówieśników

          > Z tym rozwojem no to trochę przesadzasz. Jak się spotkają dwie głupie cipy, to
          głupota się kumuluje. Jak się spotkają cztery głupie cipy, to głupota również
          się kumuluje. Im więcej ich się spotka tym bardziej głupie będą. Raczej się
          uwsteczniają w swoim gronie niż rozwijają.

          Ooo - to może poszukać dla córki towarzystwa, które nie jest głupimi ci..mi i
          będzie ją "w górę ciągnąć", a nie wbijać jej do łebka, że wczesne macierzyństwo
          to gwarancja wszechstronnego rozwoju?
      • mig_ulka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 15:21
        > nie ma co posługiwać się kryterium "lepsza/ gorsza matka", bo z pewnością wiele
        > nastolatek potrafi sobie emcjonalnie dobrze poradzić z taką sytuacją

        wacel nie byłabym pewna, że rzeczywiście takie istnieja, czytając fora gazetowe
        dla mam to nawet"wieloródki" panikują a mają po 3 dychy..

        słowo dramat to może troche przesadzone słowo, ale problem społeczny to może być
        bo sytuacja w której dzieci same maja dzieci moze doprowadzic do jakis
        potwornych wynaturzen wedlug mnie..jak bedzie przebiegal proces sovjalizacji u
        dziecka ktorego mama ma 16 lat? w wieku 16 lat sobie zrobi dziecko? no jasne, że
        przesadzam - jakby ktos chcial na mnie naskoczyc ale bez dzialan odpowiednich i
        uswiadamiania dzieciakom ze np podczas pierszego razu mozna zajsc w
        ciaze..mozemy za pare lat miec taki sam problem jak w UK...
        • iwika809 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 25.03.08, 09:58
          Zgadzam się, z tym, że to może jest za mocne słowo, ale to jest coraz częstsze
          wszędzie. Ile już sie artykułów pojawiło na temat takich młodych mam i ciekawe
          ile jeszcze musi się pojawić takich mamy, żeby coś zaczęło sie na ten temat
          konstruktywnego mówić, bo czcze gadanie to raczej nikomu nie jest potrzebne.

          Tylko co należy zacząć w takich sytuacjach robić to jest dobre pytania. Bo w UK
          tego nie potrafili rozwiązać i żeby znów nie wyszło tak, że Polak mądry po szkodzie.
          • mama_honorata Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 25.03.08, 16:55
            ooo tak! za mocne słowo! według mnie to całkiem adekwatne słowo do tego, co się
            dzieje! wszędzie gdzie nie spojrzę to jakaś małolata z dzieckiem... no
            weźcie..jeszcze do tego wszędzie ich pełno..czytałam o jednej takiej też tu:
            smyk.com/index.php?option=com_forum&action=thread&id=5233&Itemid=0
            oboje się cieszą...pff
            • iwika809 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 10:10
              Właśnie, cieszą się mimo, że są młodzi, ja im nie zazdroszczę, a matka, która
              chce aborcji córki. To mi trochę w głowie nie mieści. Nie chciałabym, żeby moja
              córka zrobiła mnie babcią zbyt szybko, ale jednak bez przesady, na pewno nie
              zaproponowałabym jej tego wyjścia z sytuacji.
      • indianerka Trochę tak a trochę nie 26.03.08, 11:44
        Ja urodziłam pierwsze dziecko w wieku niespełna 22 lat i byłam już 2
        lata po ślubie. Teraz mam 28 lat, dwoje odchowanych dzieci i dopiero
        teraz widze jakie to było dla mnie dobre wyjście.
        Nie mozna ogólnikować, że ktos w wieku ponizej 20 lat lub około 20
        jest niedojrzały. Ja mam koleżanki po 30-tce których intelekt jest
        ponizej poziomu maturzysty. Ja jakoś zdążyłam sie i wybawić mimo ze
        na pierwsza dyskoteke poszłam dopiero w wieku 17 lat. Może należę do
        tych mniej rozrywkowych ludzi ale znam wiele nastoletnich osób
        bardziej odpowiedzialnych niz ich rodzice. Wiadomo iz propagowanie
        wczesnego macierzynstwa nie jest dobrym krokiem ale w Indiach 14
        dziewczynki są wydawane za mąż więc nie jest z nami az tak źle wink
        Poza tym jedyne czego można w tej sytuacji się przyczepić to to, ze
        w naszym kraju, obojętnie czy ma się dziecko w wieku 16, 20 czy 35
        lat - pomoc ze strony Panstwa jest pożałowania godna... A mimo to
        jakoś sobie radzimy...
      • kozak75.0 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 17:45
        A masz TY dziecko - Dziecko?
    • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 10:59
      mika_p napisała:

      > Fajny artykuł na onecie:
      > partnerstwo.onet.pl/1475786,3500,1,artykul.html
      > O tym, że ciąża w wieku nastu lat nie przekreśla życia.
      > O tym, że nastoletnia matka może być równie dobrą, jak nie lepszą,
      matką od
      > trzydziestolatki, która ma wszystko zaplanowane.
      > I o tym, że nastoletnie macierzyństwo może być życiową szansą, bo
      jest kogo
      > kochac i dla kogo się starać.
      >
      > Przedruk z The Times.


      Propagowanie idei tak mlodego macierzynstwa nie podoba mi sie
      cholernie.
      Uwazam ze ciaza i dziecko w wieku lat 17, 18 i wczesniej to totalny
      dramat dla mlodej dziewczyny.
      • mika_p Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:05
        Ale gdzie ty widzisz propagowanie? W tym, że ktoś napisał, że wczesne
        macierzyństwo nie oznacza dla matki pogrzebania wszelkich życiowych szans?

        Ja też nie miałam 20 lat, jak zaszłam w ciążę. I wcale nie jedyna jestem wśród
        moich znajomych. Żaden dramat. Wręcz przeciwnie, normalne rodziny z już prawie
        dwucyfrowym stażem.
        A między 18-latką a 19-latką jest tylko rok różnicy. Naprawdę sądzisz, ze taki
        jeden rok dzieli totalny dramat od niedramatu?
        • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:15
          mika_p napisała:

          > Ale gdzie ty widzisz propagowanie? W tym, że ktoś napisał, że
          wczesne
          > macierzyństwo nie oznacza dla matki pogrzebania wszelkich
          życiowych szans?

          Tak wczesne macierzynstwo przekresla wiele moim zdaniem.
          Szanse ze rozwoj, bo dziecko, juz nie ma beztroskiego studiowania,
          nie ma juz calego czasu na nauke, bo dziecko, nie ma czasu na
          zabawe - bo nie ma z kim dziecka zostawic. A jakies szanse, wyjazdy.
          Tez zapomnij.
          Malo ktora ma niestety tak komfortowa sytuacje rodzinna - typu maz,
          rodzice i zaplecze finansowe by mogla powiedziec ze dziecko w tym
          wieku to takie super.
          Nie wspomne o tym iz zwiazki z lat 18 - 19 rzadko przetrwaja probe
          czasu i czesto jest tak ze dzieci wychowuja sie w niestety rozbitych
          rodzinach.
          >
          > Ja też nie miałam 20 lat, jak zaszłam w ciążę. I wcale nie jedyna
          jestem wśród
          > moich znajomych. Żaden dramat.

          Wiesz, dramat moze nie. Ale chwalic sie tez nie ma czym.

          Wręcz przeciwnie, normalne rodziny z już prawie
          > dwucyfrowym stażem.
          > A między 18-latką a 19-latką jest tylko rok różnicy. Naprawdę
          sądzisz, ze taki
          > jeden rok dzieli totalny dramat od niedramatu?

          Nie wyrazilam sie dokladnie. 19 tez uwazam za totalny dramat.
          >
          • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:49
            18_lipcowa1 napisała:

            > Tak wczesne macierzynstwo przekresla wiele moim zdaniem.

            Może przekreslic jedynie nauke. Moze, nie musi.
            Jest sporo osob, ktore nie majac dziecka konczy byle jakie szkoly i
            byle co potrafi. Tak wiec (nie)posiadanie dziecka jest tutaj
            czynnikiem o mniejszej waznosci.
            Jak ktos sie chce rozwijac, to sie rozwija nawet majac dziecko.

            Zreszta tak naprawde wszystko zalezy od czlowieka. Majac dziecko tez
            mozna jezdzic, bawic sie, ciekawie zyc. W kazdym wieku.
            • ciociacesia wymyslasz erin 18.03.08, 12:03
              oczywiscie ze nie mozna. jak ty to sobie widzisz, bawic sie majac
              dziecko? przeciez dziecko to jakby koniec swiata. koszmar i
              tragedia. lepiej takie cos zostawic na emeryture...
              • 18_lipcowa1 Re: wymyslasz erin 18.03.08, 12:37
                ciociacesia napisała:

                > oczywiscie ze nie mozna. jak ty to sobie widzisz, bawic sie majac
                > dziecko? przeciez dziecko to jakby koniec swiata. koszmar i
                > tragedia. lepiej takie cos zostawic na emeryture...


                a ta odpowiedzialnosc na glowie? juz od mlodych lat?
                • dorotamakota1 Re: wymyslasz erin 18.03.08, 13:14
                  > a ta odpowiedzialnosc na glowie? juz od mlodych lat?

                  WIELKA TRAGEDIA. Dla mnie plus.
            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:11
              e_r_i_n napisała:


              > Zreszta tak naprawde wszystko zalezy od czlowieka. Majac dziecko tez mozna jezdzic, bawic sie, ciekawie zyc. W kazdym wieku.

              Erinku, tylko że smutna prawda jest taka, że owo jeżdżenie, bawienie się i ciekawe życie kosztuje.
              I zdecydowanie łatwiej jest o to osobie starszej, która już ma ustabilizowaną sytuację finansową, niż 16-latce, która sobie do tej pory mogła dorobić rozwożeniem ulotek, a teraz hm... no też może, zapakuje dziecko w chustę i pobiega po klatkach schodowych.

              Uprzedzam komentarze życzliwych - ja też żałuję, że nie mogłam z dziećmi pojeździć i pobawić się, bo mnie na to nie było stać w wieku lat 20+.

              Zgadzam się z tym, co wcześniej napisała Triss - nastoletnich matek nie spotyka się (albo, gwoli sprawiedliwości - bardzo rzadko spotyka się) w różnych przybytkach rozkoszy dla dzieci typu basen czy figloraj.
              • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:18
                No oczywiste oczywistosci piszesz smile
                Ale wrzucono w pewnym momencie matki nastoletnie i
                wczesnodwudziestoletnie, jak ktos ladnie napisal, do jednego wora i
                ja sie bardziej w odniesieniu do tych drugich pisze.
                Poza tym oczywiscie, ze wszystko zalezy - pisanie jednak, ze
                generalnie dziecko w mlodym wieku przekresla, uniemozliwia itd jest
                zbyt daleko posunieta generalizacja. A na wyjazdy i inne takie nie
                stac tez nierzadko matek rodzacych dzieci w wieku pozniejszym (chyba
                sama przykladow z forum chociaz znasz na peczki).
                I tez zaluje czasami beztroski studenckiego zycia, ale zawsze tak
                samo mnie irytuje pisanie, ze to tragedia miec dziecko wczesnie. Nie
                cud, miod i orzeszki, ale do tragedii to daleko.

                > Zgadzam się z tym, co wcześniej napisała Triss - nastoletnich
                > matek nie spotyka się (albo, gwoli sprawiedliwości - bardzo rzadko
                > spotyka się) w różnych przybytkach rozkoszy dla dzieci typu basen
                > czy figloraj.

                No jak podzielimy matki na nastolatki i wczesnodwudziestoletnie to
                sie zgodze smile.
          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 17:54
            > Szanse ze rozwoj, bo dziecko, juz nie ma beztroskiego studiowania,
            > nie ma juz calego czasu na nauke, bo dziecko, nie ma czasu na
            > zabawe - bo nie ma z kim dziecka zostawic. A jakies szanse, wyjazdy.
            > Tez zapomnij.

            Ogólnie człowiek jest od tego żeby siedzieć na dupie, zarobić na rodzinę,
            zajmować się rodziną, domem a nie fruwać po świecie, dokształcać się po to żeby
            budować imperium kapitalisty. A na zabawę jest czas przede wszystkim w
            dzieciństwie. Tak ja uważam, ale przecież nie każdy musi.
      • gocha80 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:10
        Nie podoba mi się wychwalanie wczesnego macierzyństwa. Natomiast też nie
        powiedziałabym, że to dramat dla młodej dziewczyny.
        Prawda jest taka, że każdy ocenia przez pryzmat swoich priorytetów i przekonań.
        Prawda jest tez taka, że niechciana ciąża może być takim samym
        szczęściem/dramatem zarówno dla nastoletniej jak i dla trzydziestoletniej matki.
        • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:11
          gocha80 napisała:

          > Prawda jest tez taka, że niechciana ciąża

          Może jednak uzywajmy slowa 'nieplanowana'...
          • gocha80 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:13
            e_r_i_n napisała:

            > Może jednak uzywajmy slowa 'nieplanowana'...

            Rzeczywiście, nieplanowana to lepsze określenie w tym kontekście
    • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:21
      A nastoletni ojcowie? Już widzę tabuny szesnasto-siedemnastoletnich
      ojców zachwyconych niespodziewanymi konsekwencjami współżycia...
      tia...z pewnością natychmiast dojrzewają i cieszą się urokami
      posiadania dziecka z rówieśnicą.
      IMO dramat dla małolaty, chyba, że pochodzi z klimatów w których to
      nikogo od pokoleń absolutnie nie dziwi i jest traktowane jako
      nieuchronny dopust boży.
      • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:35
        triss_merigold6 napisała:

        > A nastoletni ojcowie? Już widzę tabuny szesnasto-
        siedemnastoletnich
        > ojców zachwyconych niespodziewanymi konsekwencjami współżycia...
        > tia...z pewnością natychmiast dojrzewają i cieszą się urokami
        > posiadania dziecka z rówieśnicą.



        dokladnie tak, czemu nikt nie wspomniala o tatusiach.
        ja jedna tylko napisalam o takich zwiazkach, ktore potem sie czesto
        rozpadaja.

        > IMO dramat dla małolaty, chyba, że pochodzi z klimatów w których
        to
        > nikogo od pokoleń absolutnie nie dziwi i jest traktowane jako
        > nieuchronny dopust boży.

        Wlasnie, na wsiach albo malych miasteczkach gdzie normalne jest ze
        20 latka to juz stara panna.
        Inaczej to totalny dramat i niech mi nikt nie mowi ze jest inaczej.

        Zwlaszcze te 18 -19 wpadki, sama nazwa mowi ze nie planowaly czyli
        nie chcialy wiec niech teraz nie pieja peanow na czesc wpadek i
        niech nie dorabiaja bog wie jakich ideologii do nieplanowanych ciaz,
        a juz napewno nie takich ze jest to ogromne szczescie.
        • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 11:39
          Jakie wsie, jakie małe miasteczka? Wystarczą praskie tradycyjne
          rodziny z ojcami i braćmi co jakiś czas w więzieniu i komunalnymi
          lokalami pełnymi kobiet w różnym wieku i dzieci z różnych związków.
          Każde większe miasto ma takie dzielnice.
          • kropkacom Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:17
            To teraz żeby Cię nie nazwali patologią trzeba mieć dziecko koło trzydziestki?
            Żeby było jasne ja rodziłam w wieku 27 lat i to była planowa ciąża. Ale znam
            wiele trzydziestek które są fatalnymi matkami i dzudziestek które jako matki są
            o niebo leprze.
            • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:20
              W tekście była mowa o matkach szesnastoletnich a nie w okolicach
              dwudziestki. Dwudziestolatka jest już po maturze, ma wykształcenie
              przynajmniej średnie, często rozpoczęte studia i jakieś choćby
              wakacyjne doświadczenia zarobkowe a poza tym jest pełnoletnia.
              • kropkacom Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:25
                W rozmowie padło też stwierdzenie że dzieci powinno sie mieć po 25 roku i
                sugestie że tylko matki koło trzydziestki chodzą z dziećmi np. do muzeum.
                • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:29
                  Erin akurat stwierdziła, że DO 25 roku życia.P
                  Co do muzeów: oczywiście moje obserwacje są niereprezentatywne ale
                  jak wyżej: bardzo młode matki widuję przy blokowiskowych
                  piaskownicach, średnia wieku matek w miejscach gdzie trzeba płacić
                  za wstęp jest wyższa. Ok, może to czyste przypadki.
                  • e_r_i_n Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:34
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Erin akurat stwierdziła, że DO 25 roku życia.P

                    Hmm: na posiadanie dzieci jest czas IMO ***od*** mniej wiecej 25
                    roku zycia
                    To tak gwoli ścisłości smile
                    I mam tu na mysli takie przemyslane, zaplanowane i w ogole idealnie
                    ulozone zycie. A ze ono takie nie jest, to juz inna sprawa smile.
                    Wiem jedno: majac lat 27 i siedmioletnie dziecko ciesze sie tym
                    faktem, bo wiem, ze teraz, w mojej obecnej sytuacji zawodowej,
                    ciezko byloby mi sie na potomka zdecydowac. A tak mam z glowy jakby
                    co wink.
                    • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:36
                      A to sorrywink
                    • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:40
                      Jak we wszystkim reguły nie ma

                      Chciałam jednak zauważyć, iż mimo że urodziłam córkę mając 21lat (a
                      więc jestem młodą matką)-i tak na zebraniu w szkole czułam się jak
                      ze średniowiecza bo za moich czasów wszystko było inne smile Szybko się
                      jednak wdrożyłam wink
                      • ja_inaczej Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 12:44
                        To tak jak ja.Gdy chodzilam na wywiadowki corki mialam 25lat i
                        czulam sie wsrod innych mam jak smarkula. Teraz mam syna w 1klasie i
                        jestem wapniak wiekowo.
                    • ja_inaczej erin 18.03.08, 12:43
                      Erin ale wyjatek nie potwierdza reguly.To ze Tobie sie udalo nie
                      znaczy ze 101 innym tez.Dajmy na przyklad to forum.Ile tu juz bylo
                      postwo matek niespelnionych ktore nie pokonczyly studiow, maja marne
                      prace itd. a wszystko zaczelo sie od pewnej wpadki. I chociaz
                      dziecko kochane to jednak stanowilo utrudnienie w zyciu juz na
                      starcie.
                      • e_r_i_n Re: erin 18.03.08, 12:47
                        Wiesz, moge sie wypowiadac tylko o sobie. I to robie - twierdze, ze
                        ciaza w mlodym wieku to nie tragedia, jak twierdza niektorzy.
                        Co wiecej, znam kilka osob w sytuacji do mnie podobnej i tez sa to
                        osoby, ktorym 'sie udalo', cokolwiek to znaczy.
                        IMO wiele zalezy od charakteru osoby, ktora 'wpada' - od jej
                        ambicji, gotowosci do zaciskania pasa, samozaparcia i wiary, ze jak
                        sie chce, to mozna.
                        • mim288 Re: erin 03.07.08, 13:08
                          To, czy dziecko we wczesnej młodości jest utrudnieniem, czy
                          największym sczęściem zależy chyba od bardzo wielu okoliczności i
                          charakteru rodziców. Znam co najmniej kilka kobiet które urodziły
                          dzieci bardzo młodo (przynajmniej pierwsze), ale z "tradycyjnego"
                          punktu widzenia na pewno im się "udało" tzn. mają szczęśliwe
                          rodziny, dobrą sytuację materialną, zrobiły niekiedy tzw "karierę".
                          Wcale nie zawsze te dzieci były nieplanowane - znam kobietę, która
                          bardzo świadomie wzięła słub w wieku 19 lat a w wieku 21 została
                          matką (jak najbardziej według planu), teraz ma troje dzieci w wieku
                          różnym i własny biznes dobrze prosperujący - dzieci bywają w
                          różnorakich centrach rozrywki, jeżdzą na zagraniczne wakacje,
                          oddaja się roznoramkim zaintersowaniom i sportom (wymagającym
                          również nakłądów ze strony rodziców). Moja koleżanka świadomie
                          urodziła dziecko na studiach zakładając że potem będzie miała mniej
                          czasu -dziś ma nastoletnia córkę i zrobiła szybką karierę zawodową
                          (ale mogła liczyc na pomoc rodziców i męża). Na spotkaniu mojej
                          klasy z podstawówki spotkałam dwie koleżanki które urodziły dzieci
                          jako nastolatki (15, 17 lat). Dziś te dzieci studiują (jedno za
                          granicą), same koeżanki wyglądają rewelacyjnie i dobrze sobie radzą
                          zawodowo - nie można więc generalizować. Ja z kolei urodziłam
                          dzieci po trzydziestce i też jestem zadowolona - może każdy wiek na
                          dzieci ma swoje plusy. Generalnie to ozna mówić rożne rzeczy np. w
                          młodym wieku ma sie mniej kasy a w póxniejszym mniej zdrowia, ale
                          od wszystkiego są wyjątki.
                      • guderianka Re: erin 18.03.08, 12:47
                        Erin ale wyjatek nie potwierdza reguly.To ze Tobie sie udalo nie
                        > znaczy ze 101 innym tez.Dajmy na przyklad to forum.Ile tu juz bylo
                        > postwo matek niespelnionych ktore nie pokonczyly studiow, maja
                        marne
                        > prace itd. a wszystko zaczelo sie od pewnej wpadki. I chociaz
                        > dziecko kochane to jednak stanowilo utrudnienie w zyciu juz na
                        > starcie.

                        A mi się wydaje, ze to nie kwestia tego, kiedy się urodziło pierwsze
                        dziecko ale kwestia charakteru i osobowości.Dziewczyna "z ikrą"
                        poradzi sobie i jako matka nastoletnia -i gdyby stała się matką w
                        starszym wieku.
                        Mnóstwo jest mam, które urodziły mając np.30lat swoje pierwsze
                        dziecko i też narzekają na brak pewności, niedowartościowanie,
                        perspektyw.
                        • kropkacom Re: erin 18.03.08, 13:02
                          Mam kuzynkę która w wieku 19 lat została mamą. I to jest jeden negatywny
                          przykład młodego rodzicielstwa w moim otoczeniu. Wychodzę jednak z założenia że
                          ona w każdym momencie życia byłaby złą matką. Taki charakterek.
    • ja_inaczej a rodzice takiej panny? 18.03.08, 12:23
      Wczesne nieplanowane maciezynstwo to tez trudna sytuacja dla
      delikwentki ktora wpadla. Jakos nie znam 18latki ktora po wpadce
      potrafila swiadomie wziasc los w swoje rece i jak byla dorosla dajac
      pupska tak byla i pozniej radzac sobie sama. Nagle okazuje sie ze ci
      rodzice ktorzy juz ja odchowali sa zli bo w koncu chca odpoczac a
      nie wychowywac i nianczyc jej dziecko. No i kwestia finansowa z
      czego ma zyc 18latka z swoim dzieckiem?


      To wszystko tak super wyglada z boku .Sliczny bobas i kolezanki
      smęcące ze one tez by tak chcialy bo on taki slodki.Ale to nie one
      wstaja w nocy, glowia sie za co co dac jesc dziecku.

      Dlatego zamiast pias hymny pochwalne na czesc tym ktore sie udalo
      powinno wspierac sie propagade dojrzalego maciezynstwa.
      • triss_merigold6 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 12:33
        Przedze wszystkim gdzie ma mieszkać? Jesli nastolatka wpadła ze
        starszym i odpowiedzialnym mężczyzną to pół biedy - jest szansa, że
        stworzą rodzinę, on będzie pracował i utrzymywał dom a ona skończy
        szkołę.
        Seks nastolatków jest IMO zupełnie normalny i ok. ale niech się
        zabezpieczają. Chłopcy powinni być uczeni, że zawsze i w każdej
        sytuacji należy używać gumek a panienki, że bez gumek nie należy
        dawać.
        • acorns Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 17:48
          > Chłopcy powinni być uczeni, że zawsze i w każdej sytuacji należy
          > używać gumek a panienki, że bez gumek nie należy dawać.

          No ale jest problem. W gumce to żadnej przyjemności facet nie ma. Weź i liż
          lizaka przez folię. To już lepiej w odpowiednim momencie się wycofać albo niech
          się dziewczyna zabezpiecza bo jej to na przyjemność nie wpływa.
          • mama_kotula Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:03
            acorns napisał:

            > To już lepiej w odpowiednim momencie się wycofać

            <rotfl> czyżbyś w ten sposób machnął dzidzię swojej osiemnastce? ;P

            > albo niech się dziewczyna zabezpiecza bo jej to na przyjemność nie wpływa

            Oj wpływa, wpływa. Przyjmowanie antykoncepcji hormonalnej - pomijając wpływ na
            nastoletni, rozwijający się organizm - może obniżać popęd płciowy i zdecydowanie
            wpływa na jakość nawilżenia pochwy (w związku z czym człowiek bankrutuje na KY
            Jelly.
            Uważam, że organizm 15-16-latki jest za młody na regularne faszerowanie nawet
            niewielkimi dawkami hormonów.
            • acorns Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:11
              > <rotfl> czyżbyś w ten sposób machnął dzidzię swojej osiemnastce? ;P

              Nie. To była metoda kalendarzyka, ale tak na zasadzie co ma być to będzie i
              będzie kolejna dziewczynka - Patrycja albo Arletta.

              A co do stosunku przerywanego to jak chłopak może w ten sposób spłodzić jeśli
              nie spuszcza się w środku? Może spłodzić jeśli po pierwszym razie jest drugi i
              wtedy coś tam jeszcze wycieknie, ale to po prostu chłopak musi się odlać zanim
              ponownie włoży i tyle.
              • gryzelda71 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:13
                acorns napisał:
                > A co do stosunku przerywanego to jak chłopak może w ten sposób spłodzić jeśli
                > nie spuszcza się w środku? Może spłodzić jeśli po pierwszym razie jest drugi i
                > wtedy coś tam jeszcze wycieknie, ale to po prostu chłopak musi się odlać zanim
                > ponownie włoży i tyle.

                O jesuuuu.....
              • malgosiek2 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:20
                Ło matko acorns jakiś Ty naiwny.
                Nawet przed wytryskiem mężczyzna moze mieć tzw.kropelkowanie,gdzie
                niewielka ilość ejakulatu(nasienia) wydostaje z penisa.
                Więc ciąża jak najbardziej możliwa i duuuużo tak tym sposobem
                pojawiło się naszych obywateli.
                Stosunek przerywany NIE jest metodą antykoncepcyjną.
                A kalendarzyka nie stosuje sie co najmniej od 20 lat.
                Więc wiedzę na temat antykoncepcji masz znikomą jakby nie rzec
                zerową.
                Pzdr.Gośka
                • acorns Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:26
                  > Nawet przed wytryskiem mężczyzna moze mieć tzw.kropelkowanie,gdzie
                  > niewielka ilość ejakulatu(nasienia) wydostaje z penisa.

                  No właśnie to podobno nie od tego. To jest tylko jakiś śluz a nie sperma.

                  > A kalendarzyka nie stosuje sie co najmniej od 20 lat.

                  Jak nie stosuje jak ja znam sporo osób które go stosują? Polska nie składa się
                  tylko z Twojego miasta i okolic smile
                  • mama_kotula Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:28
                    acorns napisał:


                    > > A kalendarzyka nie stosuje sie co najmniej od 20 lat.
                    >
                    > Jak nie stosuje jak ja znam sporo osób które go stosują? Polska nie składa się
                    > tylko z Twojego miasta i okolic smile

                    Tak, kotku, tylko że tzw. kalendarzyk stosuje się raczej jak się chce mieć
                    potomstwo, bo wtedy jest szansa, że zadziała. Jako antykoncepcja działa na
                    zasadzie "jakoś to będzie" tongue_out

                    Acorns, po raz kolejny mnie rozczulasz do łez. Do łez. smile
                  • malgosiek2 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:34
                    acorns napisał:

                    > No właśnie to podobno nie od tego. To jest tylko jakiś śluz a nie
                    sperma.

                    Tiaaa,a skąd masz takie wiadomosci?
                    Bo swą bzdurą kompletną i "gratuluję"takiej wiedzy.
                    Ech to typowe męskie myślenie niestety.
                    • mama_kotula Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 19:26
                      malgosiek2 napisała:

                      > acorns napisał:
                      >
                      > > No właśnie to podobno nie od tego. To jest tylko jakiś śluz a nie
                      > sperma.
                      >
                      > Tiaaa,a skąd masz takie wiadomosci?
                      > Bo swą bzdurą kompletną i "gratuluję"takiej wiedzy.
                      > Ech to typowe męskie myślenie niestety.

                      Małgosiek, nie generalizuj, bo krzywdzisz normalnych facetów, którzy mają pod
                      kopułką nieco więcej niż panowie podobni Acornsowi tongue_out
                      • malgosiek2 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 19:30
                        Może i masz rację smile
                        Fakt szkoda normalnych facetów co potrafią mysleć.
                        • acorns Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 19:40
                          Szkoda tylko że często poza myśleniem (jednokierunkowym) niczego innego nie
                          potrafią zrobić.
              • jowita771 Re: a rodzice takiej panny? 19.03.08, 16:24
                żartujesz, acorns, prawda? Nigdzie w krajach rozwiniętych nie uważają stosunku
                przerywanego za antykoncepcję. Szczerze mówiąc nie wierzę, że osoba umiejąca
                czytać i pisać rozważa taką metodę zapobiegania ciąży.
          • gryzelda71 Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 18:05
            acorns napisał:

            > niech
            > się dziewczyna zabezpiecza bo jej to na przyjemność nie wpływa.

            Serio?
      • mika_p Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 12:46
        Och, a to 18-lat bez dzieci wyfruwają z gniazdek i przestają być ciężarem
        finansowym dla rodziców? Mało jest takich, które postudiują rok tu, dwa lata tu
        i ostatecznie po 3 latach wreszcie odnajdują swój kierunek i przez następne pięć
        lat dalej są na utrzymaniu rodziców, zarabiając ewentualnie na swoje rozrywki,
        bo nie na wkład w czynsz, jedzenie i studia.
        I się im nalezy, bo przecież się uczą, nie? Rodzicielskie plany wobec dziecka
        realizują.

        Utrzymanie małego dziecka moze kosztowac porównywalnie do rozrywek studentki.
        Zwłaszcza, jesli tatuś partycypuje w kosztach.
        • ja_inaczej Re: a rodzice takiej panny? 18.03.08, 13:06
          > I się im nalezy, bo przecież się uczą, nie? Rodzicielskie plany
          wobec dziecka
          > realizują.
          DOkladnie tak o ile powolujac dziecko zobowiazuja sie do wychowania
          jego o tyle nie maja takiego obowiasku wzgledem wnuka. MOga pomoc
          ale nie musza . A znasz 18 ktora bylaby gotowa pojsc do pracy
          zrezygnowac z zabawy, szkoly wakacji i zajac sie doroslym zyciem .
          TAkie zobowiazania kobiety dojrzale , ktore juz troszke chlebka
          zjadly czesto przerasta a dopiero nastolatke.
    • marychna31 Strasznie mi się ten artykuł podoba:) 18.03.08, 12:56
      Bo idzie pod prąd stereotypom i uproszczeniom.

      Życie to nie matematyka. Dwa plus dwa może dawać bardzo rózne
      wyniki. NIe ma jednej recepty na szczęście ani przepisu na
      nieszczęscie.
    • elza78 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 13:22
      ja tam nastoletnie rodzicielstwo wykluczam zupelnie ze zbioru "rodzicielstw
      szczesliwych" z jakiego prostego powodu? - moze i znajdzie sie nastoletnia matke
      powazna ulozona i bla bla....
      za to...
      niech mi ktos pokaze nastolatka tatusia posiadajacego rowniez takie cechy jak
      mama...
      zwiazki co tu sobie duzo czarowac w tym wieku sa raczej rowiesnicze i mamy
      odpowiedz na pytanie dlaczego nie.

      tak jasne ktos rzuci tekstem ze po 30 tez tatus mamusie w rogi moze walnac i
      caly swiat sie rypnie... tyle ze kobita 30 letania ma zycie zazwyczaj ladnie
      ulozone i nie pozostaje ze swoimi dziecmi na utrzymaniu wlansych rodzicow...

      najlepszy czas na dzieci - okolice ostatnich 2 lat studiow jakkolwiek by sie ich
      nei konczylo, potem idzie si edo roboty a dzieciaki juz odchowane mozna
      spokojnie w przedszkolu zostawic na czas pracy bez zadnych dylematow z
      opiekunkami i zlobami...
    • maxxt Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 14:28
      artykułu nie przeczytalam ale i bez tego opinii w kwestii nastolatek w ciazy nie
      zmienie: jestem na nie. i nikt nie przetłumacvzy mi ze 15-letnia dziewczyna w
      ciazy nie marnuje sobie zycia. a zdanie "że nastoletnie macierzyństwo może być
      życiową szansą, bo jest kogo
      > kochac i dla kogo się starać" jest juz totalna piramidalna bzdura.
      • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 15:03
        Kazdy moze mierzyc swoja miara. Dla mnie bylaby to taka tragedia, ze
        w tym wieku na pewno nie urodzilabym dziecka, bylam o tym tak
        przekonana, ze nikt nie odwiodlby mnie od decyzji.
        nie widze zadnych korzysci, dla nikogo, ani dla dziecka ani dla
        rodzicow, w wielu przypadkach matki, bo mlody tatus sie najczesciej
        ulatnia. Nawet alimentow nie mozna wyegzekwowac od nastoletniego
        ucznia. Najczesciej mloda mama, albo malzenstwo nadal jest
        uzalezniona materialnie od rodzicow, malzenstwo sie rozlatuje. Dla
        mnie dramat.
        • malgosiek2 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 15:37
          Oj jestem na nie.
          A dlaczego?
          Dlatego,iż pracując jako położna środowiskowa mam to niemal na
          codzień.
          Mimo iz to nie są już nastoletni,ale...
          Aktulanie mam"Dwie 19"mają dziecko,on bez szkoły i zawodu,ona to
          samo.
          Mopr załatwia za nich wszytsko,nawet (co sie chwali)chce załatwić
          dla małej żłobek,aby mogło dziewcze iść od szkoły.
          Nie umieją załatwić wiele spraw urzędowych.
          Chociaż staraja sie jak mogą.
          Ona karmić piersia nie będzie,bo to takie trudne i papieroska nie
          mozna i pizzy zjeść,takie luzackie podejście.
          Inna mama w wieku lat 17 urodziła pierwsze dziecko i jest juz w
          rodzinie zastępczej,teraz ma drugie(ma 19 lat) i czeka na rozprawę o
          odebranie praw prawdopodobnie.Też nie ma żadnej szkoły ukończonej
          nawet gimnazjum.
          Nie przekreślam zupełnie młodocianych rodziców,ale z obserwacji
          wynika,ze są najczęściej niedojrzali emocjonalnie,nie wiedzą jak
          sobie poradzić z dzieckiem,luzacki stosunek do niemal wszystkiego.
          JEstem też wolontariuszką w schronisku dla rodzin,które najczęściej
          mają problemy prawne,alkoholowe/narkotykowe,przemoc.
          Wiele jest kobiet,które w wieku 20-stu kilku lat mają po 2-4 dzieci.
          Najchętniej czekaja,aby za nich iść od lekarza,za rączkę zaciągnąć
          do sklepu i kupić,po prostu czekają na gotowe.
          Zero dania z siebie cokolwiek.
          Nie wszyscy tacy tam są,ale niestety większośćsad
          Pzdr.Gośka
          • andaba Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 16:46
            Małgosiak, ja jednak mam inne obserwacje. W mojej okolicy dziewczyny raczej wcześnie zachodziły w ciążę, większość ma dzieci sporo starsze ode mnie. Wszystkie te dzieci są z matkami i przeważnie ojcami (sporadycznie ojczymami), matki pokończyły szkoły (a jeżeli nie i to i tak mała strata, bo pracy nie ma tak samo dla takiej po podstawówce jak i po UW). Dzieci są zadbane, dobrze się uczą (stwierdziłam to choćby na NK - mnóstwo wpadkowych dzieci chodzi do LO - dawniej szli tylko prymusi, 1-3 osób z klasy, nie wiem jak jest teraz, ale na siach ię to pewnie bardo nie zmieniło.

      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:01
        > zmienie: jestem na nie. i nikt nie przetłumacvzy mi ze 15-letnia
        > dziewczyna w ciazy nie marnuje sobie zycia.

        Moja córka ma 13 lat i ma w tej kwestii zupełnie odmienne zdanie. No ale ona
        akurat kocha małe dzieci i ma inne priorytety życiowe niż łażenie po klubach i
        wyścig szczurów. Jedni wolą starać się dla swojego dziecka a inni dla pazernego
        kapitalisty. Kwestia priorytetów i tyle.
        • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:06
          acorns napisał:

          > > zmienie: jestem na nie. i nikt nie przetłumacvzy mi ze 15-letnia
          > > dziewczyna w ciazy nie marnuje sobie zycia.
          >
          > Moja córka ma 13 lat i ma w tej kwestii zupełnie odmienne zdanie. No ale ona
          > akurat kocha małe dzieci i ma inne priorytety życiowe niż łażenie po klubach i
          wyścig szczurów. Jedni wolą starać się dla swojego dziecka a inni dla pazernego
          kapitalisty. Kwestia priorytetów i tyle.

          Acorns, ty nie wymyślaj tutaj ideologii jakichś tongue_out
          To o tobie zdaje się tutaj Triss pisała, co?
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=77145687&a=77149521
          suspicious
          W wyścigu szczurów nie bierzecie udziału, bo - przykro mi to stwierdzić - macie
          świadomość, że szanse marne tongue_outPP
          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:22
            > To o tobie zdaje się tutaj Triss pisała, co?

            Nie wiem czy o mnie czy nie o mnie. Ja wolę dużo dzieci niż dużo krawaciarzy.
            Dzieci to przyszłość narodu a krawaciarze to tylko zakała. Kiedyś Warszawa była
            przejedna dopóki się tej hołoty nie nazjeżdżało z różnych pipidówków. Ja nie
            muszę brać udział w wyścigu szczurów bo potrafię coś normalnego robić a nie
            tylko przewalać papierki i za moją pracę mi płacą i nie dyskutują. A szanse
            faktycznie marne bo nie potrafię być taką gnidą i kopać dołków pod kolegami z
            pracy. Mnie ojciec nauczył że w pracy ma się kolegów a nie konkurentów i ja tego
            się trzymam.
        • maxxt Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:15
          a KTO jej kaze "łazic po klubach" i brac udział w wyscigu szczurów??? tylko
          takie alternatywy macierzynstwa roztaczasz przed córka?????
          to faktycznie- niech lepiej kocha te dzieci bo na rodzica faktycznie nie ma co
          liczyc.
          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:28
            No a jakie Ty widzisz alternatywy wczesnego macierzyństwa dla nastolatki?
            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:31
              acorns napisał:

              > No a jakie Ty widzisz alternatywy wczesnego macierzyństwa dla nastolatki?

              Acornsik, a jak twój córciaczek napomknie, że na studia chce iść, to przyznaj
              się - urwiska najbliższego poszukasz, co? tongue_outtongue_outtongue_out
              • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:56
                Niech idzie, niech sobie i doktorat robi tylko niech ma w tym jakiś cel. To nie
                jest głupia dziewczyna i dobrze wie kto jeździ na szmacie w Irlandii i jakie
                wydziały pokończył. Podczas ostatniego załamania na Giełdzie Papierów
                Wartościowych wytłumaczyłem jej czego tak naprawdę ci wszyscy smarkaci analitycy
                i doradcy finansowi się uczyli na studiach i co z ludzi robią. Miała okazję
                widzieć, bo ja inwestowałem. I kim jest dla niej dziś magister ekonomii albo
                finansów? Zwykłym wygarniturowanym fiutem z wypranym mózgiem. Ja wycofałem się
                zanim tłum spanikował i akcje poleciały na pysk. Ci którzy posłuchali analityków
                i doradców finansowych dziś płaczą i liczą straty. Nie dla niej te studia i nie
                dla niej kilkunastotysięczne pensje, bo ona nie jest oszustką. Jeśli ja będę
                chciał kogoś okraść to dam mu w ryj i wyciągnę miecha z kieszeni a nie będę mu
                lizał dupy i skakał wokół niego jak kundelek świadomie pchając na minę. Ona jest
                taka sama. Być może pójdzie na studia, ale wybierze to co ją naprawdę interesuje
                a nie to co jest modne albo rozchwytywane.
                • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:13
                  Zgadzam się

                  My z mężem również wycofaliśmy się z giełdy-pod koniec sierpnia
                  mimo, że doradcy inwestycyjni mówili "Będzie rosło, będzie rosło".
                  Oni sobie, a wykresy sobie (AT). My uratowaliśmy kasę i mamy spokój
                  a reszta beeeczy .
                  • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:41
                    Moj maz wycofal sie gieldy w zeszlym roku, i zainwestowal w...zloto,
                    i baaardzo dobrze na tym wyszedl, na tyle dobrze, ze nie musi przez
                    kilka lat pracowac. A wtedy wszyscy sie z niego smiali, z tym ze on
                    sam sobie doradca jest, a nie jest to jego zawod.
                    • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:56
                      A ja teraz kupię parę mieszkań w najlepszej części Warszawy - tam gdzie będą
                      ceny wzrastać nawet wtedy gdy gdzie indziej będzie tanieć bo to musi stanieć.
                      Ludzie już się zaczynają budzić i zauważać różnice między wizualizacjami osiedli
                      a stanem faktycznym i życie im weryfikuje pojęcia typu "niepowtarzalne widoki",
                      "dużo zieleni", "świetna infrastruktura", "doskonała komunikacja".
            • maxxt Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:35
              zartujesz czy serio pytasz?
              tak pieknie odpisalas/es mamie kotuli o potrzebie zycia wg zasad, kolezenskosci,
              uczciwosci,poszanowania pracy etc. i nie widzisz alternatyw dla córki?
              • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:02
                W wieku licealnym po klubach nie łaziliśmy (przynajmniej nie
                towarzystwo z mojego liceum) bo do wyboru były studenckie w których
                czulismy się szczeniacko albo mordownie. Imprezy były w domach.wink

                Wiek licealny to czas na naukę, pierwsze miłości, przyjaciół,
                działanie w harcerstwie/greenpeace/innych, wyjazdy i rozrywki. Na
                pewno nie na zabawę w dom i pieluchy. Już to widzę: szczyt marzeń
                szesnastolatki - siedzieć w domu/piaskownicy z niemowlakiem i
                gotować obiad dla wracającego z pracy faceta.
                • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:14
                  > Już to widzę: szczyt marzeń szesnastolatki - siedzieć w
                  > domu/piaskownicy z niemowlakiem i gotować obiad dla wracającego z
                  > pracy faceta.

                  Szczyt marzeń to może i nie jest bo współczesny świat ma zbyt wiele pokus.
                  Jednak urodzenie dziecka nie oznacza rezygnacji ze wszystkich przyjemności.
                  Jednak coś za coś. Owszem, dzieckiem zajmie się brat, siostra, mama, tatuś,
                  babcia, ciocia, ojciec dziecka ale trzeba żyć w miarę blisko siebie a nie tak że
                  wszyscy sobie gdzieś tam powyjeżdżają, ten sobie kupi mieszkanie tu, drugi gdzie
                  indziej, trzeci jeszcze gdzie indziej i nie ma na kogo liczyć. Normalnie na
                  Pekinie ale wśród swoich człowiek ma lepiej niż na jakimś wygnaniu na dalekim
                  Tarchominie. I tu dochodzimy do rzeczy najważniejszej - moja córka to świetnie
                  rozumie, ale zdecydowana większość ludzi nie rozumie i dlatego ciąża nastolatki
                  to dla nich dramat.
                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:18
                    Cu-u-u-dne.
                    14-latka machnie sobie małe bejbi, potem będzie je przerzucać od babci do cioci,
                    od cioci do wujka, aby mogła sobie z życia pokorzystać.
                    Już widzę, jak te ciocie, wujkowie i cała reszta palą się do tego.
                    A dziecko będzie miało takie poczucie stabilizacji, że heeej tongue_out

                    Piękne. Ja to sobie wydrukuję, i jak będę potrzebowała na uczelnię przykład
                    absurdalnej naiwności, to będę miała pod ręką big_grinDDD

                    Tii, Acornsik, a tobie się teges... epoki nie pomerdały? tongue_out
                    • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:28
                      > Już widzę, jak te ciocie, wujkowie i cała reszta palą się do tego.
                      > A dziecko będzie miało takie poczucie stabilizacji, że heeej tongue_out

                      Jeśli tak myślisz, no to współczuję rodziny. Na szczęście ja na swoją mogę
                      liczyć. Nawet gdy zostanę w jednej chwili bez niczego, to mnie wyciągną. Ja jako
                      dziecko bywałem u ciotek, wujków, kuzynów różnych i jakoś nikt problemów nie
                      robił. Szkoda że nie wszyscy tak mają.
                      • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:50
                        acorns napisał:

                        > > Już widzę, jak te ciocie, wujkowie i cała reszta palą się do tego.
                        > > A dziecko będzie miało takie poczucie stabilizacji, że heeej tongue_out
                        >
                        > Jeśli tak myślisz, no to współczuję rodziny. Na szczęście ja na swoją mogę
                        > liczyć. Nawet gdy zostanę w jednej chwili bez niczego, to mnie wyciągną. Ja jako dziecko bywałem u ciotek, wujków, kuzynów różnych i jakoś nikt problemów nie robił. Szkoda że nie wszyscy tak mają.

                        Acorns, ja też na moją rodzinę mogę liczyć. Nawet bardzo mogę liczyć, i bardzo wiele jej zawdzięczam. Takiej rodziny to naprawdę - ze świeczką szukać.
                        Natomiast moja rodzina ma swoje życie, które ja szanuję - i nie wciskam im dzieci na przechowanie tylko dlatego, że mam taki kaprys, a oni mają prawo odmówić zajęcia się moimi dziećmi - i ja to prawo również szanuję. Bo to jest moje dziecko i ja ponoszę konsekwencje tego, że je sobie zafundowałam, a nie rozdzielam je na całą rodzinę.

                        Wsparcie rodziny nie polega na tym, że rodzina będzie namawiać 16-latkę do zachodzenia w ciążę, na zasadzie "nie martw się, my się wszystkim zajmiemy". Wsparcie rodziny w tym przypadku powinno polegać na pokazaniu jej właściwszych dla tego wieku alternatyw.
                        • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:12
                          > Natomiast moja rodzina ma swoje życie, które ja szanuję - i nie
                          > wciskam im dzieci na przechowanie tylko dlatego, że mam taki
                          > kaprys, a oni mają prawo odmówić zajęcia się moimi dziećmi - i ja
                          > to prawo również szanuję.

                          A ja uważam że nie mam prawa odmówić np. kuzynce przenocowania jej dziecka, bo
                          od tego jestem jej rodziną żeby mogła na mnie liczyć. Jak ja będę potrzebował
                          ekipę zebrać na interwencję to mąż kuzynki mi nie odmówi. I co to znaczy "ma
                          swoje życie"? Nie żyją w izolacji, nikt nie żyje w izolacji a przetrwają ci,
                          którzy będą sobie pomagać choćby i w opiece nad dzieckiem.

                          > Wsparcie rodziny w tym przypadku powinno polegać na pokazaniu jej
                          > właściwszych dla tego wieku alternatyw.

                          Ciąża nastolatki to raczej efekt wpadki niż przemyślanej decyzji tak więc na
                          gadanie rodzinki i szukanie alternatyw to już za późno.
                      • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:51
                        Czyli jak Twoja 14 letnia corka zostanie mama, to bedzie OK? pewnie
                        wychowa sie wnuka przy siostrze.
                        Nastolatka moze sobie lubic dzieci do upojenia, co wcale nie znaczy,
                        ze nadaje sie na matke.
                        Jako wlasnie 13-latka przyszlo mi opiekowac sie niemowleciem
                        kuzynki, ktora beztrosko machnela sobie dziecko, przez cale wakacje,
                        wlasnie w takiej rodzinie, w ktorej sobie wszyscy pomagaja czyt.
                        wykorzystuja. Za friko oczywiscie. Zal mam do dzisiaj. Wyjechalam na
                        drugi koniec swiata.
                        Bardzo trudno zbalansowac takie uklady, i przepraszam, czy za bledy
                        maja placic wszyscy krewni i znajomi?
                        • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:26
                          > wlasnie w takiej rodzinie, w ktorej sobie wszyscy pomagaja czyt.
                          > wykorzystuja. Za friko oczywiscie. Zal mam do dzisiaj. Wyjechalam
                          > na drugi koniec swiata.

                          Niektórzy nie potrafią zrozumieć takich układów ani się w nich odnaleźć. Ich
                          problem. Będą zdani głównie na siebie, będą płacić za niańki, za złobki czyli
                          ogólnie za to co ci bardziej układni mają za darmo.

                          > Bardzo trudno zbalansowac takie uklady, i przepraszam, czy za bledy
                          > maja placic wszyscy krewni i znajomi?

                          Bardzo łatwo. Tylko nie trzeba ciągle wyliczać ile to godzin siedziało się z
                          dzieckiem kuzynki a ile ona nam pomogła. Bo z innej strony może być tak że inny
                          kuzyn załatwiał ciężarówkę 20 razy, a my tylko raz opiekowaliśmy się jego psem
                          przez 3 dni. A krewni i znajomi są od tego żeby pomagać. Ja nazywam to pomocą,
                          Ty płaceniem za błędy. I tym się róznimy i pewnie się nie zrozumiemy bo to dwa
                          różne światy i sposoby myślenia.
                          • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:48
                            acorns napisał:

                            > Bardzo łatwo. Tylko nie trzeba ciągle wyliczać ile to godzin
                            siedziało się z
                            > dzieckiem kuzynki a ile ona nam pomogła. Bo z innej strony może
                            być tak że inn
                            > y
                            > kuzyn załatwiał ciężarówkę 20 razy, a my tylko raz opiekowaliśmy
                            się jego psem
                            > przez 3 dni. A krewni i znajomi są od tego żeby pomagać. Ja
                            nazywam to pomocą,
                            > Ty płaceniem za błędy. I tym się róznimy i pewnie się nie
                            zrozumiemy bo to dwa
                            > różne światy i sposoby myślenia.

                            pomagac moge do pewnego stopnia i tylko na tyle, na ile ja pozwole,
                            a nie na tyle ile sie ode mnie oczekuje i narzuca.
                            dziecko przenocuje, pozyczki udziele tylko takiej na jaka sume moge
                            sobie pozwolic stracic w przypadku nieoddania, gosciny udziele i
                            tyle. Jako 13-latka wolalam siedziec w domu i ksiazki czytac i
                            zajmowac sie efektem czyjejs wpadki.
                            Za opieke rodziny tez bym pewnie placila, bo place za wszystko, bo
                            tak mam. Liczenie na bezinteresowna pomoc nie lezy w mojej natrzue,
                            pomoc bezinteresownie mozna raz, a nie chronicznie, bo to juz nie
                            pomoc tylko umozliwianie.
                  • triss_merigold6 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:53
                    Na Pekinie przynajmniej żłobek jest.D I przedszkole. Niemniej biorąc
                    pod uwagę, że znam Pekin lat 90-tych to wolałabym nie integrować
                    szczeniaka z lokalsami. Teraz jest względny spokój ale zacznie się
                    bal niedługo.
                    Acorns ja kupiłam mieszkanie b. blisko rodziców, siostra też i co?
                    Siostra za granicą, bo taki job, mama zmarła, reszta rodziny w
                    innych miastach albo na tyle daleka, że podrzucanie dziecka nie
                    wchodzi w grę. Nie można tak kalkulować, bo to ryzykowne.
                    • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:04
                      Ja tam z Pekinem mam niewiele wspólnego. Nie ta okolica i już raczej nie będzie,
                      bo mamy upatrzone trzy mieszkania na Nowej Pradze która jest ogólnie bardziej
                      zadbana, bardziej zielona i bardziej czysta.

                      > Acorns ja kupiłam mieszkanie b. blisko rodziców, siostra też i co?
                      > Siostra za granicą, bo taki job, mama zmarła, reszta rodziny w
                      > innych miastach albo na tyle daleka, że podrzucanie dziecka nie
                      > wchodzi w grę.

                      No właśnie. O tym ja pisałem wcześniej. Człowiek powinien na dupie siedzieć tam
                      gdzie się urodził a nie po świecie fruwać. Tony Halik nie jest więc nie musi.

                      I nie "job", tylko "zawód", bo jak Młoda wróci jeśli dziś wróci to któryś
                      kolejny post będzie po gruzińsku smile

                      • alanta1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:08
                        acorns napisał:

                        > Człowiek powinien na dupie siedzieć tam gdzie się urodził a nie po świecie fruwać.

                        ROTFL big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                  • alanta1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:05
                    acorns napisał:

                    > Owszem, dzieckiem zajmie się brat, siostra, mama, tatuś,
                    > babcia, ciocia, ojciec dziecka ale trzeba żyć w miarę blisko siebie a nie tak ż
                    > e
                    > wszyscy sobie gdzieś tam powyjeżdżają, ten sobie kupi mieszkanie tu, drugi gdzi
                    > e
                    > indziej, trzeci jeszcze gdzie indziej i nie ma na kogo liczyć.

                    Jesli dziewczyna ma 16 lat, to ci najbliżsi są też jeszcze młodzi, mają własne
                    dzieci, pracę i obowiązki. Jak sobie to wyobrażasz, rzucą swoje życie i zaczną
                    wychowywać dziecko dziewczyny, bo ta chce mieć swoje przyjemności ? No sorry,
                    ale ci najbliżsi też chcą mieć swoje przyjemności, a nie zajmować się czyimś
                    dzieckiem uncertain
                    • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:41
                      > Jesli dziewczyna ma 16 lat, to ci najbliżsi są też jeszcze młodzi,
                      > mają własne dzieci, pracę i obowiązki.

                      No to jak własne dzieci mają to innym dzieckiem się zająć nie mogą? Przecież są
                      granice przyzwoitości, nikt od nikogo nie wymaga żeby się z pracy zwalniał no
                      ale po pracy chyba może.
                      • malgosiek2 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:52
                        acorns napisał:

                        > > Jesli dziewczyna ma 16 lat, to ci najbliżsi są też jeszcze
                        młodzi,
                        > > mają własne dzieci, pracę i obowiązki.
                        >
                        > No to jak własne dzieci mają to innym dzieckiem się zająć nie mogą?

                        Nie,nie mogą.
                        Zwłaszcza jak nie muszą.
                      • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 20:55
                        acorns napisał:

                        > > Jesli dziewczyna ma 16 lat, to ci najbliżsi są też jeszcze młodzi,
                        > > mają własne dzieci, pracę i obowiązki.

                        > No to jak własne dzieci mają to innym dzieckiem się zająć nie mogą?

                        Mogą, jeżeli CHCĄ. A chcieć nie muszą.

                        Przecież są granice przyzwoitości, nikt od nikogo nie wymaga żeby się z pracy
                        zwalniał no ale po pracy chyba może.

                        Tii, patrz - a moja mama woli po pracy książkę poczytać, film obejrzeć czy
                        wyskoczyć sobie na fitness, niż notorycznie niańczyć moje dzieci.
                        I wiesz co? Ja ją doskonale rozumiem. Bo to są moje dzieci, a nie jej. I ona ma
                        prawo do tego, aby mieć swoje hobby i zajmować się nim kiedy chce, a mnie dzieci
                        rodzić nie kazała.
                        Oczywiście - kiedy ją poproszę, to mi pomoże, jak mam zjazd na uczelni - zajmuje
                        się nimi przez weekend, jak chcę wyskoczyć sobie na imprezę (raz na dwa
                        miesiące) - też zostanie, w weekend zabierze je na spacer, w czerwcu zabierze je
                        na wakacje. Natomiast robi to dlatego, że CHCE. A nie dlatego, że "są granice
                        przyzwoitości".


                        Z asertywnością i poszanowaniem drugiej osoby u ciebie kruchutko.
                        • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:00
                          > Oczywiście - kiedy ją poproszę, to mi pomoże, jak mam zjazd na
                          > uczelni - zajmuje się nimi przez weekend, jak chcę wyskoczyć sobie na
                          > imprezę (raz na dwa miesiące)

                          Czyli jednak się zajmuje. Wiesz, nikt od nikogo nie wymaga żeby się zajmował non
                          stop jego dziećmi, ale jak trzeba to się po prostu nie odmawia.
                          • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:12
                            acorns napisał:

                            > > Oczywiście - kiedy ją poproszę, to mi pomoże, jak mam zjazd na
                            > > uczelni - zajmuje się nimi przez weekend, jak chcę wyskoczyć
                            sobie na
                            > > imprezę (raz na dwa miesiące)
                            >
                            > Czyli jednak się zajmuje. Wiesz, nikt od nikogo nie wymaga żeby
                            się zajmował no
                            > n
                            > stop jego dziećmi, ale jak trzeba to się po prostu nie odmawia.
                            • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:13
                              18_lipcowa1 napisała:

                              > acorns napisał:
                              >
                              > > > Oczywiście - kiedy ją poproszę, to mi pomoże, jak mam zjazd na
                              > > > uczelni - zajmuje się nimi przez weekend, jak chcę wyskoczyć
                              > sobie na
                              > > > imprezę (raz na dwa miesiące)
                              > >
                              > > Czyli jednak się zajmuje. Wiesz, nikt od nikogo nie wymaga żeby
                              > się zajmował no
                              > > n
                              > > stop jego dziećmi, ale jak trzeba to się po prostu nie odmawia.




                              a dlaczego sie nie odmawia?????
                              przymus jakis??????
                          • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:13

                            > Czyli jednak się zajmuje. Wiesz, nikt od nikogo nie wymaga żeby
                            się zajmował no
                            > n
                            > stop jego dziećmi, ale jak trzeba to się po prostu nie odmawia.


                            a dlaczego sie nie odmawia????????????
                          • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 19:06
                            acorns napisał:

                            > > Oczywiście - kiedy ją poproszę, to mi pomoże, jak mam zjazd na
                            > > uczelni - zajmuje się nimi przez weekend, jak chcę wyskoczyć sobie na
                            > > imprezę (raz na dwa miesiące)
                            >
                            > Czyli jednak się zajmuje. Wiesz, nikt od nikogo nie wymaga żeby się zajmował no
                            > n
                            > stop jego dziećmi, ale jak trzeba to się po prostu nie odmawia.

                            Ależ nie, Acorns. Nie ma "jak trzeba".
                            I oczywiście, że się odmawia.
                            Moja mama miała pełne prawo odmówić, mówiąc coś w rodzaju "no wiesz, w ten weekend co masz zjazd akurat zaplanowałam sobie wyjazd na narty, więc przykro mi, ale będziesz musiała poszukać opiekunki do dzieci".
                            Nie odmówiła, ponieważ chciała. A nie dlatego, że "tak trzeba". Widzisz różnicę? W rodzinie nic nie TRZEBA. Można, chce się, ale nie ma "trzeba".
                      • alanta1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 13:59
                        acorns napisał:

                        > No to jak własne dzieci mają to innym dzieckiem się zająć nie mogą?

                        Mają odbierać czas swoim dzieciom, żeby się zająć cudzym ? No sorry, nie po to
                        człowiek sobie planuje ile dzieci jest w stanie wychować, żeby potem jakieś
                        dodatkowe ktoś mu zwalał na głowę.
                        Osoby Twojego pokroju to dla mnie wampiry emocjonalne, mam takiego osobnika w
                        rodzinie, trzymamy się od niego tak daleko jak tylko można...

                        acorns napisał:

                        > Przecież są granice przyzwoitości

                        Ciekawe, że Ty tą przyzwoitość jednostronnie pojmujesz, na zasadzie "Kali ukraść
                        być dobrze, Kalemu ukraść być źle"...
                        • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 15:54
                          > Mają odbierać czas swoim dzieciom, żeby się zająć cudzym?

                          Jaki znowu czas? Tylko nałożyć jedzenia na jeden talerz więcej, a bawić się,
                          kąpać się i spać i tak będą wszystkie dzieciaki razem więc co to za problem?

                          > No sorry, nie po to człowiek sobie planuje ile dzieci jest w stanie
                          > wychować, żeby potem jakieś dodatkowe ktoś mu zwalał na głowę.

                          Jeśli moja córka urodzi dziecko mając lat 14, a miesiąc później ja zginę w
                          jakimś wypadku, to będę umierał spokojny o los córki i wnuka albo wnuczki. Będę
                          spokojny bo doskonale wiem że rodzina się nimi zajmie i udzieli im wsparcia i
                          będzie dobrze. No ale ja mam taką rodzinę która mi pomoże. A gdyby komuś z
                          Twojej rodziny takie coś się przydarzyło, to zaopiekowałabyś się np. trojgiem
                          jego dzieci, czy trafiłyby do Domu Dziecka? Czy rodzina mogłaby na Ciebie,
                          liczyć w takiej sytuacji? Zwłaszcza jakbyś musiała się zaopiekować nastoletnią
                          mamusią z niemowlakiem?

                          > Ciekawe, że Ty tą przyzwoitość jednostronnie pojmujesz, na zasadzie
                          > "Kali ukraść być dobrze, Kalemu ukraść być źle"...

                          Po czym wnosisz że właśnie tak to pojmuję?
                          • alanta1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 17:04
                            acorns napisał:

                            > Jaki znowu czas? Tylko nałożyć jedzenia na jeden talerz więcej, a bawić się,
                            > kąpać się i spać i tak będą wszystkie dzieciaki razem więc co to za problem?

                            Jesli tak pojmujesz wychowanie dzieci, jako komunę, to faktycznie co za różnica.
                            Ale jeśli dzieci sa w rożnym wieku i każdemu osobno poświeca się czas,to się tak
                            nie da.

                            > No ale ja mam taką rodzinę która mi pomoże. A gdyby komuś z
                            > Twojej rodziny takie coś się przydarzyło, to zaopiekowałabyś się np. trojgiem
                            jego dzieci, czy trafiłyby do Domu Dziecka? Czy rodzina mogłaby na Ciebie,
                            > liczyć w takiej sytuacji? Zwłaszcza jakbyś musiała się zaopiekować nastoletnią
                            mamusią z niemowlakiem?

                            No tak czekałam kiedy padnie to porównanie big_grinDD
                            Mylisz całkowicie pojęcia, oczywiście że moja rodzina zaopiekowała by się
                            dziećmi w tragicznej sytuacji życiowej. Ale nie na zasadzie, ze ja niańczę
                            dziecko pannie, a ona uskutecznia swoje rozrywki, bo się nie zdążyła
                            "wyszumieć". Panna pod moja opieką szybko by wydoroślała, bo dopilnowałabym,
                            żeby zajęła się dzieckiem i obowiązkami szkolnymi, o imprezach raczej nie
                            miałaby czasu nawet pomyśleć ;-P


                            > Po czym wnosisz że właśnie tak to pojmuję?

                            Bo uważasz, ze przyzwoite jest podrzucanie komuś swojego dziecka w celu
                            rozerwania się, ale nieprzyzwoite jest odmawianie opieki nad dzieckiem, jeśli
                            osoba nie ma obowiązku sie nim opiekować.
                            Ty twierdzisz, ze "nie odmawia sie opieki", a ja ja twierdzę, że "nie podrzuca
                            sie do opieki" bez bardzo wyraźnej konieczności.
                          • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 19:09
                            acorns napisał:

                            > > Mają odbierać czas swoim dzieciom, żeby się zająć cudzym?
                            >
                            > Jaki znowu czas? Tylko nałożyć jedzenia na jeden talerz więcej, a bawić się, kąpać się i spać i tak będą wszystkie dzieciaki razem więc co to za problem?

                            Acorns, masz jedno dziecko, więc nie pieprz.
                            Nie masz bladego pojęcia, jaka jest różnica między zajmowaniem się jednym dwulatkiem, a dwójką dwulatków. A różnica jest kolosalna. Zwłaszcza w przypadku dzieci, które jeszcze nie potrafią bawić się razem, albo zwyczajnie zamiast się bawić, to się tłuką i kłócą.

                            Spróbuj wykąpać, ubrać i uśpić jednocześnie dwójkę, to wtedy pogadamy.

                            PS. Tak, wiem, zaraz napiszesz, że robiłeś to setki razy.. taaa...
                            • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:55
                              > Acorns, masz jedno dziecko, więc nie pieprz.
                              > Nie masz bladego pojęcia, jaka jest różnica między zajmowaniem się
                              > jednym dwulatkiem, a dwójką dwulatków

                              Dla mnie nie są żadnym autorytetem ani psychologowie ani różni "eksperci" z
                              kolorowych pisemek ani nieudolne mamusie które nie potrafią sobie dać rady z
                              dwójką dzieci. Dla mnie autorytetem w tych sprawach może być mieszkająca na
                              zapadłej wsi pod Ciechanowem matka sześciorga, ośmiorga albo dziesięciorga
                              dzieci. Ona psychologicznych bełkotów nie czytała, a mimo to daje sobie radę z
                              dziećmi. Ja mam taką rodzinę na wsi i jako dziecko u nich bardzo często bywałem
                              więc wiem jak tam to wszystko działa. Wszyscy do dziś żyją, nie pozabijali się,
                              nie poumierali z głodu ani z zimna, a najlepsze jest to że sobie w życiu radzą
                              chociaż tylko jeden z nich skończył studia (swoją drogą największy jełop,
                              dostawał baty nawet od młodszych sióstr). Mnie dwoje dwulatków nie przeraża, bo
                              wiem że się nie pozabijają nawet jak się będą tłuc, usną sami bez usypiania jak
                              się dobrze zmęczą tymi bójkami i awanturami, z karmieniem problemów nie będzie
                              bo jak zgłodnieją to szybko wszystko zjedzą i nie będą grymasić, do wanny wejdą
                              oboje razem więc wszystko szybko i sprawnie pójdzie. Jeśli sobie nie radzisz,
                              poproś jakąś matkę kilkorga dzieci niech Cię nauczy. Ja sobie na pewno poradzę.
                              Z bandą drecholi musiałem sobie radzić to z dzieciakami sobie nie poradzę?
                              • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:02
                                Acorns, jesteś płyciutki jak brodzik dla rozwielitek, wiesz? smile
                                Mnie też dwoje dwulatków nie przeraża. Natomiast nie uważam, że w wychowaniu
                                dziecka wystarczy, aby dziecko miało co jeść, gdzie spać i aby nie umarło z
                                zimna. No ale, w kontekście brodzika dla rozwielitek, ty nie jesteś w stanie
                                tego zrozumieć - a dalsza dyskusja z tobą to kopanie się z koniem.
                                • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:49
                                  > No ale, w kontekście brodzika dla rozwielitek, ty nie jesteś w stanie
                                  > tego zrozumieć - a dalsza dyskusja z tobą to kopanie się z koniem.

                                  To Ty nie rozumiesz i po prostu nie masz argumentów na dalszą dyskusję.
                                  Zapominasz o tym że wychowanie to też socjalizacja, a młodsze dzieci dużo uczą
                                  się od starszych. Jak tak się będziesz ciągle wtrącać między dzieci to wychowasz
                                  kaleki które nie poradzą sobie w sytuacjach konfliktowych, które za nich
                                  rozwiązywali dorośli. Ja się nie będę wtrącał dopóki nie leje się krew a w
                                  powietrzu nie fruwają różne ciężkie gadżety. I taka jest między nami róznica
                                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 14:00
                                    acorns napisał:


                                    > To Ty nie rozumiesz i po prostu nie masz argumentów na dalszą dyskusję.
                                    > Zapominasz o tym że wychowanie to też socjalizacja, a młodsze dzieci dużo uczą się od starszych. Jak tak się będziesz ciągle wtrącać między dzieci to wychowasz kaleki które nie poradzą sobie w sytuacjach konfliktowych, które za nich rozwiązywali dorośli. Ja się nie będę wtrącał dopóki nie leje się krew a w powietrzu nie fruwają różne ciężkie gadżety. I taka jest między nami róznica

                                    No patrz, ja robię dokładnie tak samo. Wtrącam się dopiero, jak w powietrzu latają metalowe osie od wózka. Fenomen jakiś, co? wink

                                    A jednak mimo to nie uważam, że dzieci w większym gronie "wychowają się same", ponieważ każde z tych dzieci jest odrębną indywidualnością i potrzebuje jednak uwagi rodzica. Nie non stop, ale jednak potrzebuje - oraz indywidualnego podejścia. Ty jesteś zdania przeciwnego - dla ciebie wychowanie dziecka to - metaforycznie rzecz ujmując - wpuszczenie go między dzikie psy i patrzenie, jak sobie radzi. I jeśli sobie poradzi, to super, niezależnie od tego, JAK sobie poradzi (np. kombinując przy sprzedaży miejsc parkingowych, co - jak już zauważyliśmy poniżej - jest wyjątkowym sqrwysyństwem). Mam nawet poczucie, że im większe kombinowanie z gatunku "robić, aby się nie narobić i wykorzystać naiwność innych frajerów", tym większe brawa dziecię dostanie.

                                    Dlatego jestem zdania, że dalsza dyskusja między nami do niczego nie prowadzi smile. Ty mnie nie przekonasz, że twój sposób na życie jest lepszy od mojego i vice versa. Inne środowisko, inna mentalność, zdecydowanie inne priorytety.
                                    Pozdrawiam smile
                                    • alanta1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 15:11
                                      mama_kotula napisała:

                                      > A jednak mimo to nie uważam, że dzieci w większym gronie "wychowają się same",
                                      > ponieważ każde z tych dzieci jest odrębną indywidualnością i potrzebuje jednak
                                      > uwagi rodzica.

                                      W tej kwestii Acorns nie jest w stanie zrozumieć reszty forumowiczek, bo
                                      prawdopodobnie został wychowany na sposób XIX wieczny, gdy dziećmi nikt
                                      specjalnie się nie zajmował. Wiejskie dzieci chowały się same, jak nie nie
                                      uchowały to umierały, ten model jest już przeszłością mało zrozumiałą dla nas.
                                      Dlatego ani my nie zrozumiemy argumentów Acornsa, ani on naszych - po prostu
                                      mówimy innymi językami.

                                      Swoją drogą to tragiczne, ze w dobie internetu i globalnej wioski gdzieś jeszcze
                                      takie anachroniczne modele wychowania się ostały sad((
                                      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 14:58
                                        > Swoją drogą to tragiczne, ze w dobie internetu i globalnej wioski
                                        > gdzieś jeszcze takie anachroniczne modele wychowania się ostały

                                        W dobie internetu to byle kto może sobie napisać co mu się podoba a pozostali
                                        traktują to jak Prawdę Objawioną. Ja ani nie byłem wychowany w sposób XIX
                                        wieczny, ani też nie propaguję takiego modelu. A jeśli ktoś uwierzył że dziecko
                                        trzeba cały czas stymulować, poświęcać mu czas, pielęgnować, to wychowa po
                                        prostu nieudacznika (albo dwóch nieudaczników bo więcej nie będzie w stanie)
                                        święcie przekonanego że wszystko się wokół niego kręci. Co z tego że będzie
                                        przewyższał inteligencją rówieśników jak zostanie przez nich stłamszony, bo oni
                                        będą sprytniejsi? Co z tego że będzie inteligentny jak będzie non stop chorował
                                        bo miał prawie sterylne warunki w domu i byle zarazek go powala na tydzień
                                        czasu? Niektórym się ta globalizacja i internet na mózg rzuciły. Powodzenia w
                                        wychowywaniu kalek życiowych.
                                        • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 15:07
                                          acorns napisał:

                                          > > Swoją drogą to tragiczne, ze w dobie internetu i globalnej wioski
                                          > > gdzieś jeszcze takie anachroniczne modele wychowania się ostały
                                          >
                                          > W dobie internetu to byle kto może sobie napisać co mu się podoba a pozostali
                                          traktują to jak Prawdę Objawioną. Ja ani nie byłem wychowany w sposób XIX
                                          wieczny, ani też nie propaguję takiego modelu. A jeśli ktoś uwierzył że dziecko
                                          trzeba cały czas stymulować, poświęcać mu czas, pielęgnować, to wychowa po
                                          prostu nieudacznika (albo dwóch nieudaczników bo więcej nie będzie w stanie)
                                          święcie przekonanego że wszystko się wokół niego kręci. Co z tego że będzie
                                          przewyższał inteligencją rówieśników jak zostanie przez nich stłamszony, bo oni
                                          będą sprytniejsi? Co z tego że będzie inteligentny jak będzie non stop chorował
                                          bo miał prawie sterylne warunki w domu i byle zarazek go powala na tydzień
                                          czasu? Niektórym się ta globalizacja i internet na mózg rzuciły. Powodzenia w
                                          wychowywaniu kalek życiowych.

                                          Acorns, a ty znasz pojęcie "złoty środek", czy żyjesz w świecie binarnym "non
                                          stop zajmować się dzieckiem i wychować kalekę życiową" kontra "zostawić dziecko
                                          samo sobie i niech sobie radzi"? Radzę poszerzyć horyzonty myślowe i klapeczki z
                                          oczu won tongue_out

                                          wink

                                          BTW, niektóre z tych wykształconych inteligentnych "kalek życiowych" robią
                                          przeszczepy nerek, a dzięki niektórym takim inteligentnym "kalekom życiowym"
                                          posiadasz komputer, Internet i jakieś 90% sprzętów domowych. Ale to tylko
                                          niewielki szczegół, który zapewne zaraz jakoś absurdalnie zripostujesz (np.
                                          starą śpiewką o jeździe na szmacie w Anglii) suspicious
                                          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 19:52
                                            > BTW, niektóre z tych wykształconych inteligentnych "kalek życiowych"
                                            > robią przeszczepy nerek, a dzięki niektórym takim inteligentnym
                                            > "kalekom życiowym" posiadasz komputer, Internet i jakieś 90% sprzętów
                                            > domowych

                                            Kalectwo życiowe nie jest wprost proporcjonalne do ilorazu inteligencji. Moja
                                            zaniedbana córka przykład na dzień dzisiejszy zna rosyjski tak jak polski, w
                                            Rosji nikt po gadce nie pozna że ona z Polski, biegle zna ukraiński, dobrze
                                            gruziński (dziadek Gruzin), dogada się po ormiańsku i po cygańsku (dużo się
                                            bawiła z dzieciakami ormiańskimi i cygańskimi), teraz uczy się angielskiego.
                                            Czyli można, nawet w wieku 13 lat. Czy nie może zostać lekarzem bo jest życiowo
                                            zaradna? Może. I prędzej ona zostanie niż życiowa kaleka choćby nie wiem jak
                                            bardzo inteligentna.
                              • ledzeppelin3 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 23.03.08, 15:57
                                > Dla mnie nie są żadnym autorytetem ani psychologowie ani
                                różni "eksperci" z
                                > kolorowych pisemek ani nieudolne mamusie które nie potrafią sobie
                                dać rady z
                                > dwójką dzieci. Dla mnie autorytetem w tych sprawach może być
                                mieszkająca na
                                > zapadłej wsi pod Ciechanowem matka sześciorga, ośmiorga albo
                                dziesięciorga
                                > dzieci. Ona psychologicznych bełkotów nie czytała, a mimo to daje
                                sobie radę z
                                > dziećmi. Ja mam taką rodzinę na wsi i jako dziecko u nich bardzo
                                często bywałem
                                > więc wiem jak tam to wszystko działa. Wszyscy do dziś żyją, nie
                                pozabijali się,
                                > nie poumierali z głodu ani z zimna, a najlepsze jest to że sobie w
                                życiu radzą

                                Jak czytam takie wpisiki, to jestem coraz bardziej przekonana, że
                                wiedza o rodzeniu i wychowywaniu ludzi powinna zostać wprowadzona do
                                szkół jako stały przedmiot

                                To nie chodzi o to, acorns, że z dziećmi nie można sobie poradzić.
                                Wytresować i "odchować" można 6 dzieci rok po roku. To sa "tylko"
                                dzieci i karami, krzykami i biciem możesz z nich zrobić "grzeczne",
                                nie sprawiające "kłopotów" roboty, które "sobie w życiu poradzą"
                                (tzn zapewne, że nie wyrosną z nich mordercy i pracę też dostaną).
                                Tyle że w moim przekonaniu w wychowywaniu ludzi chodzi tylko o to,
                                żeby były względnie oprane, w kościele stały spokojnie przy nodze i
                                im gil do pasa nie wisiał. Może chodzi też o to, żeby w zyciu były
                                szczęśliwe, co? Żeby je wychować na wrażliwych, szczęśliwych
                                spełnionych ludzi. A przy dwójce dwulatków mogę sobie wyobrazić
                                sytuacje, ze matka jest tak zmęczona choćby brakiem snu i
                                odpowiedzialnością, ze z największym trudem jest w stanie zaspokoić
                                ich podstawowe fizyczne potrzeby, a na tzw rozwój emocjonalno-
                                duchowy dzieci nie stanie jej ani siły, ani chęci, ani zdrowia. I
                                nie chodzi o to, żeby dzieci wychowac na cwanych drecholi, z którymi
                                sobie tak świetnie "radzisz".
                                • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 24.03.08, 15:40
                                  > Tyle że w moim przekonaniu w wychowywaniu ludzi chodzi tylko o to,
                                  > żeby były względnie oprane, w kościele stały spokojnie przy nodze i
                                  > im gil do pasa nie wisiał. Może chodzi też o to, żeby w zyciu były
                                  > szczęśliwe, co?

                                  Masz rację. Nie chodzi tylko o to. Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Dla
                                  jednego pojęcie szczęścia oznacza dobre studia, dobrą pracę, karierę, dobre
                                  zarobki i wczasy 3 razy w roku. Dla kogoś innego szczęściem może być wspólnota
                                  rodzinna, dla kogoś jeszcze innego szczęście to seks grupowy w darkroomie i
                                  życie od imprezy do imprezy. Poprzez wychowanie pokazuje się dzieciom pewne
                                  wzorce a posiadanie 6 czy 8 dzieci wcale w tym nie przeszkadza. Czy myślisz że
                                  ja uczyłem moją córkę języka ormiańskiego albo cygańskiego? Nie uczyłem bo nie
                                  znam ani jednego ani drugiego. Co najwyżej parę słów i prostych zwrotów. Ona
                                  nauczyła się tych języków jako tako przez kontakt z innymi dziećmi. Tak też w
                                  rodzinie wielodzietnej jest że młodsze dzieci uczą się od starszych. Rolą
                                  rodziców jest to wszystko kontrolować. Uwierz mi – łatwiej mieć kontrolę nad 10
                                  dzieci niż nad 10 dorosłych. Wiem co mówię, bo jako współwłaściciel ośrodka
                                  wypoczynkowego i pensjonatu miałem u siebie i dzieci i młodzież i dorosłych, a
                                  wśród nich i krawaciarzy i drecholi i z nimi musiałem sobie radzić w razie
                                  potrzeby. Dzieciaki z wielodzietnej rodziny wynoszą z domu taką bardzo ważną
                                  naukę, która będzie im procentować w dorosłym życiu jeśli jej nie zapomną – otóż
                                  w domu można się między sobą kłócić, bić, awanturować, ale na zewnątrz, a
                                  zwłaszcza w obliczu wroga, rodzeństwo, rodzina jest jednością, a sprawy
                                  wewnętrzne rozwiązuje się we własnym gronie nie wynosząc ich na zewnątrz.
                                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 24.03.08, 16:36
                                    acorns napisał:

                                    > Dzieciaki z wielodzietnej rodziny wynoszą z domu taką bardzo ważną
                                    > naukę, która będzie im procentować w dorosłym życiu jeśli jej nie zapomną ̵ otóż w domu można się między sobą kłócić, bić, awanturować, ale na zewnątrz, a zwłaszcza w obliczu wroga, rodzeństwo, rodzina jest jednością, a sprawy wewnętrzne rozwiązuje się we własnym gronie nie wynosząc ich na zewnątrz.

                                    Jakież to urocze.
                                    Sprowadzając rzeczy do absurdu - w domu można napie..ć żonę po mordzie i wyzywać ją od szmat, ale na zewnątrz pokazujemy się wszystkim jako kochająca rodzinka, w której nic złego się nie dzieje. Co za pieprzona hipokryzja.
              • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 19:06
                Ja widzę. Ale w tych alternatywach dziecko naprawdę nie przeszkadza, bo nie musi
                być dyspozycyjna 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Niektórzy nawet w wieku
                13 lat są wystarczająco dojrzali żeby zrozumieć że w rodzinie jest siła i
                dlatego trzeba tworzyć silną rodzinę a nie fruwać po świecie i nastawiać się
                głównie na konsumpcję.
                • maxxt widzisz alternatywy? 19.03.08, 14:00
                  uczaca sie nastoletnia matka? nie musi byc dyspozycyjna? gdzie? dla kogo? dla
                  szkoły czy dla dziecka? gubisz sie juz w tym co piszesz.
                  szczerze wspolczuje córce której rodzina wdrukowała wizje swiata bez mozliwosci
                  wyboru własnej drogi zyciowej.
                  • acorns Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:10
                    > szczerze wspolczuje córce której rodzina wdrukowała wizje swiata
                    > bez mozliwosci wyboru własnej drogi zyciowej.

                    Gdyby kilka tysięcy lat temu ludzie myśleli tak jak Ty, to żadne ludzkie plemię
                    by nie przetrwało bo by ich pozjadały zwierzęta albo poumieraliby z głodu.
                    Stałoby się tak, ponieważ każdy członek plemienia miałby swoją własną wizję
                    życia, a jeśli ktokolwiek oczekiwałby od takiej osoby współpracy
                    międzyludzkiej, traktowałaby to jako zamach na swoją niezależność, prywatność,
                    intymność. A wtedy czasy były nieco cięższe niż obecnie, więc aby przetrwać
                    plemię musiało poza rozmnażaniem się, także współpracować. Dziś żyje się nieco
                    inaczej, ale człowiek to jest nadal zwierzę stadne i nadal sam sobie nie
                    poradzi. Ja przewiduję upadek naszej cywilizacji jeszcze za mojego żywota. Już
                    się zaczęło w USA a jak tam rypnie to i u nas długo nie trzeba będzie czekać. I
                    na taką właśnie okoliczność przygotowuję córkę i każde następne dziecko też będę
                    przygotowywał. Bo ja się nie boję wystąpić przeciw cywilizacji, przeciw regułom
                    gry narzuconym przez korporacje. Ale przeciw naturze się nie odważę, bo wtedy
                    zginę i ja i moje potomstwo nieprzygotowane do życia.
                    • komyszka Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:13
                      a gdyby ludzie mysleli Twym tokiem nie wyszlibysmy do dzis ze wspólnot plemiennych.
                      • acorns Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:21
                        > a gdyby ludzie mysleli Twym tokiem nie wyszlibysmy do dzis ze
                        > wspólnot plemiennych.

                        Tym to akurat bym się nie martwił. No bo wyszliśmy i co mamy? Jeden wielki syf i
                        burdel, rozwarstwienie społeczeństwa i problemy z tzw. wielokulturowością.
                        • komyszka Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:26
                          jestes chyba bardzo rozczarowanym zyciem, rozgoryczonym człowiekiem. przykre
                          bardzo. moze jednak pozwol innym miec własne zdanie i "nie zamykaj innych w
                          piwnicy dla ich własnego dobra"
                    • maxxt Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:22
                      ludzkosc ewoluuje. dzis "klanowosc" i scisłe podporzadkowywanie sie stadu dla
                      jego dobra nie jest warunkiem koniecznym przetrwania. wiecej- czesto jest szkodliwe.
                      zamykasz córce droge wyboru. przykre.
                      twoje posty o ile nie sa zwyczjana podpucha zaczynaja tracic tonem paranoicznym
                      "Bo ja się nie boję wystąpić przeciw cywilizacji, przeciw regułom gry narzuconym
                      przez korporacje". "a przewiduję upadek naszej cywilizacji jeszcze za mojego
                      żywota. Już
                      > się zaczęło w USA a jak tam rypnie to i u nas długo nie trzeba będzie czekać."
                      na poczatku rozmowy wydawałes/as mi sie osoba rozsadna z własna wizja swiata.
                      teraz widze niezdrowa fascynacje "jedynie słuszna wizja swiata".
                      pozdrawiam.
                      i zycze powodzenia. naprawde sie przyda.
                      • acorns Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 16:33
                        > na poczatku rozmowy wydawałes/as mi sie osoba rozsadna z własna wizja
                        > swiata. teraz widze niezdrowa fascynacje "jedynie słuszna wizja
                        > swiata".

                        Przeanalizuj sytuację w USA tak od powiedzmy 1955 roku aż do teraz. Jak ludzie
                        żyli, jakie mieli cele i jak to zaczyna upadać wszystko teraz. I zobacz co teraz
                        polskie społeczeństwo robi. Skończy się to tak samo. Ja tego doczekam, ale będę
                        patrzył z pozycji obserwatora na to co się dzieje. Stanie się tak, ponieważ ja
                        się na taką sytuację przygotowuję już teraz.
                    • myelegans Re: widzisz alternatywy? 19.03.08, 19:03
                      Acorns, jestes jednym z niewielu ludzi, ktorzy widza to co
                      nadchodzi. Zapowiedz globalnego kryzysu juz jest, i nie jest to
                      spowodowane kryzysem rynku hipotecznego w USA, to jest szersze,
                      znacznie szersze.
                      Zasoby taniej ropy naftowej sie koncza, a z tym skonczy sie
                      cywilizacja i swiat jaki znamy, i odbedzie sie to juz wkrotce ja
                      daje 10 lat, niektorzy badacze nawet szybciej bo 5. Duzo o tym
                      napisano i nie szamanow tylko naukowcow i ludzi, ktorzy problem
                      widza, i to sie nie utrzyma. Nasze zycie jakie znamy oparte jest na
                      taniej ropie, ktorej zasoby sie kurcza, peak przekroczylismy i
                      jestesmy na rowni pochylej. Sa na to dane, sa opracowania, wielka
                      polityka i korporacje chowaja glowe w piasek.
                      Bardzo madrze robisz widzac i przynajmniej mentalnie przygotowujac
                      sie na nadchodzacy nowy swiat. Wrzuc w googla "Long emergency" i
                      wtedy mozesz zobaczy jakie sa FAKTY, nie to czym nas karmi Wielka
                      Polityka.
                      Beda wieksze konflikty o ostatnie tanie zloza ropy, bedzie koniec
                      globalizacji i powrot do regionalnych gospodarek, z malymi
                      gospodarstwami mamy i taty na czele, zeby sie wyzywic.
                      Polska jeszcze moze przy tym lepiej wyjsc niz inne tzw. kraje wysoko
                      rozwiniete, ktore od gospodarek lokalnych dawno odeszly.
                      • acorns Re: widzisz alternatywy? 20.03.08, 12:18
                        Rynek nieruchomości w USA to podstawa całej piramidy finansowej. Tam ludzie od kilkudziesięciu lat żyją na kredyt, budują na kredyt. Każdy niespłacony kredyt hipoteczny to cios w banki, a to oznacza wahania kursu dolara i przez to destabilizację światowej gospodarki jako że cena podstawowych surowców liczona jest w dolarach. FED po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Wkrótce USA będą musiały dodrukować pieniądze co oznacza inflację. I to jest cios z jednej strony. Wyczerpujące się surowce to cios z drugiej strony jako że odnawialne źródła energii nie są wykorzystywane, ponieważ nie leży to w interesie koncernów naftowych i energetycznych. Ja na dzień dzisiejszy jestem w stanie wybudować dom który sam się zasili i ogrzeje przy pomocy turbiny wiatrowej i ogniw solarnych. Taka forma zasilania i ogrzewania nie jest popularna i obawiam się że nie będzie. Za to będzie globalny kryzys energetyczny i paliwowy. Kryzys ten spowoduje ogromny wzrost kosztów transportu, w związku z tym skończą się tanie linie lotnicze i fruwanie po świecie. I biedni będą wtedy ci wszyscy „obywatele świata”. Ponieważ posypie się piramida finansowa i o globalizacji będziemy mówić już w czasie przeszłym, skończy się popyt na pracę tzw. wysoko przetworzoną. Cała ta banda krawaciarzy korporacyjnych albo umrze z głodu albo nauczy się robić cokolwiek innego poza strojeniem się w garniturki i przewalaniem papierków. Będzie im o tyle trudniej że dziś zarabiają dobrze i zaczynają żyć na kredyt, który trzeba będzie spłacać do emerytury. Ja patrzę na to wszystko inaczej niż większość ludzi, którzy uważają że w życiu liczy się wyjazd, dobre studia, kariera zawodowa, mieszkanie, samochód itp. Dla mnie kariera zawodowa w jakiejś korporacji jest zupełnie nieprzyszłościowa. Teraz jest na to boom, bo ludzie poczuli wiatr w żaglach, więc biorą kredyty, pożyczki i szaleją. Ale to się skończy już niedługo. A na przykład beczka potrzebna była w średniowieczu, potrzebna była w XVII wieku, w XIX wieku, potrzebna jest teraz i potrzebna będzie i za 300 lat. Dla mnie zawodem przyszłościowym jest więc zawód bednarza, stolarza, kowala, murarza, krawca, szewca, rymarza, ślusarza a nie te wszystkie krawaciarskie specjalności. A gdy to wszystko się już stanie, to ciąża nastolatki nie będzie już tragedią, będzie czymś normalnym bo skończy się dzieciństwo do 25 albo 30 roku życia jak jest teraz. Potrzebne będą ręce do pracy, bo już nie będzie świata stojącego otworem przed tym wychuchanym, wydmuchanym, dokładnie zaplanowanym dzieckiem, nie będzie wielkich korporacji w których będzie mogło pracować, będzie za to 10 hektarów pola do obrobienia, krowy, świnie i kury do oporządzenia żeby było z czym na targ i do młyna jechać i jakoś przeżyć. A wtedy dwunastolatka zamiast się uczyć będzie musiała pomagać matce się zajmować młodszym rodzeństwem przez co świetnie przygotuje się do roli matki jaką przeznaczyła jej natura, a dwunastolatek zamiast się uczyć, będzie musiał od rana pomagać ojcu na gospodarstwie przez co świetnie przygotuje się do ciężkiej pracy aby wyżywić rodzinę bo taką rolę przeznaczyła mu natura. Ja doskonale pamiętam opowieści starszych ludzi jak kiedyś było. To co piszę to nie jest mój wymysł, tylko realia sprzed kilkudziesięciu lat.
                        Na skutek kryzysu energetycznego i upadku piramidy finansowej przewiduję zanik potrzeb wywołanych przez możliwości jakie stwarza cywilizacja którą znamy. Najbardziej ucierpi pokolenie, które będzie świadkiem tych przemian. Nastąpi powrót do tradycyjnych zawodów i rzemiosł i małych lokalnych zakładów i warsztatów. Energia elektryczna będzie reglamentowana i będzie to podyktowane koniecznością – priorytet będą musiały mieć szpitale i transport publiczny. Gospodarstwa domowe będą miały miesięczny niewielki limit po wyczerpaniu którego automat odetnie prąd i do końca miesiąca będzie siedzenie przy świeczkach albo naftówce. Nie będzie telewizji, radia, internetu w każdym domu. Nastąpi rozkwit rolnictwa, bo skończy się tania żywność z Tesco. Transport publiczny z powrotem stanie się bardzo popularny ze względu na wysokie koszty eksploatacji samochodów. Nauka stanie się przywilejem tylko tych dzieci, które nie będą musiały pomagać rodzicom w pracy. Historia zatoczy koło, a ja chcę tylko tego żeby konflikty wszelkie ominęły Polskę, bo ja prądu w domu mogę nie mieć i dam sobie radę, ale nie chcę żeby mi jakieś rakiety nad głową latały albo komandosi z domu zrobili mi sito.
                        • myelegans Re: widzisz alternatywy? 20.03.08, 13:23
                          NO dokladnie tak. Mieszkam w Stanach, to widze. To najbardziej
                          zadluzony narod swiata i najbardziej odsuniety od naturalnej,
                          regionalnej gospodarki, bo tu juz sie nic nie wytwarza.
                          To na prawde jest poczatek konca.
                          Niektorzy ludzie to widza i uciekaja, zakladaja farmy, produkuja
                          wlasna energie i za o ile nie samowystarczalni, to przynajmniej
                          lepiej przygotowani.
                          Daje sobie jeszcze 5 lat, i pierwszym statkiem wracamy do Polski,
                          przynajmniej tam jest jeszcze ziemia, jest dom, tam wiem jak ziemie
                          uprawiac.
                          Jak sie czyta opracowania ile zasobow taniej ropy jest jeszcze
                          dostepne to dalej nie rozumiem dlaczego wszyscy nie zaczynaja
                          panikowac.
                          natura dala nam prezent, ale jest to prezent jednorazowy, ktory
                          entuzjastycznie zuzylismy w ciagu niecalych 100 lat.
                          Wydobycie ropy tej ktora jeszcze w ziemi jest na dzien dzisiejszy
                          jest drozsze niz jej cena, bo tyle energii trzeba w to wlozyc, zeby
                          wydobyc.
                          Paliwo wodorowe, nawet gdbyby teraz technologia ruszyla, bo jeszcze
                          poza laboratoria nie wyszla, to potrzeba 50-100 lat na jej wdrozenie
                          zeby bylo powszechne i oplacalne.
                          Ropa to najgestsze zrodlo energii, i nic jej nie zastapi. Mozemy sie
                          ratowac innymui surowcami, gaz zreszta tez sie konczy. Transportu
                          samolotowego nie bedzie, albo bedzie tak drogi, ze tylko jednostki
                          bedzie stac. Produkcja nawozow sztucznych jest oparta na ropie, wiec
                          leci wydajne, kolchozowe rolnictwo.
                          Swiat bedzie taki, jak na z konca XIX wieku, nie bedzie elektroniki,
                          bankowosci, i tego co bierzemy za pewnik.
                          Jeszcze dojda konflikty zbrojne o ostatnie pola naftowe, vide Irak.

                          Acorns, zglosze sie do Ciebie na folwark, wychowalam sie na
                          gospodarstwie, w polu pracowalam, przy zniwach tez, krowy potrafie
                          doic, ba nawet pierze potrafie drzec. Bo ludzie beda musieli zyc i
                          pracowac w komunach, pieniadz bedzie prawdopodobnie niewiele wart,
                          bedzie handel wymienny.
                          • acorns Re: widzisz alternatywy? 21.03.08, 14:32
                            Istnieje jeszcze trzecie zagrożenie – chaos który obejmie Amerykę Północną,
                            Europę i ogólnie wszystkie kraje uchodzące za te cywilizowane. Najbardziej
                            odczują to te kraje, w których imigranci i homoseksualiści mają najwięcej do
                            powiedzenia. Jak tylko zacznie sypać się piramida finansowa i zacznie się kryzys
                            energetyczny, nikt nie będzie miał czasu ingerować w życie zwykłych ludzi ani
                            pilnować czy ktoś nie wygłosił "mowy nienawiści". I wtedy wszyscy skoczą sobie
                            do gardeł, bo wielokulturowość nie istnieje, bo istnieć nie może bez mnóstwa
                            przepisów i surowych kar w razie gdyby komuś coś się nie podobało i ośmielił się
                            o tym głośno powiedzieć. Próbkę tego niedawno mieliśmy we Francji gdzie co noc
                            płonęły samochody i demolowana było inne mienie. Coś mi się wydaje, że imigranci
                            wyjdą z tego zwycięsko, bo u nich liczy się rodzina i że tak powiem mnożą się
                            dużo szybciej niż Niemcy czy Francuzi zajęci karierami zawodowymi i konsumpcją.
                            Imigranci są też świetnie zorganizowani. Polskę to ominie, bo nasi imigranci
                            ciężko pracują a nie żyją wygodnie z naszego socjalu i nie stawiają żądań ani
                            nie tworzą gangów terroryzujących spokojnych obywateli, więc nikt z nikim
                            wojował nie będzie tak jak nie wojuje teraz.

                            Myślę że nie powrócimy do XIX wiecznych realiów. To będzie raczej połączenie
                            współczesnej cywilizacji z XIX wiecznym sposobem życia. Świat na pewno będzie
                            musiał znacznie zwolnić, ale np. postęp w medycynie nie będzie mógł zostać
                            zaprzepaszczony. O ile elektronika nie zostanie zniszczona jakimś impulsem
                            elektromagnetycznym, to szpitale będą funkcjonować tak jak teraz. Komputery i
                            Internet będzie tylko dla tych, którzy go naprawdę potrzebują (fachowcy
                            pracujący nad rozwojem cywilizacji) a nie dla nastolatków żeby sobie na gg
                            pogadali albo zakładali profil na Fotce albo na Epulsie. Kolej będzie musiała
                            wrócić do trakcji parowej, przynajmniej częściowo, przy czym węgiel może być
                            zastąpiony brykietem ze słomy o zbliżonej wartości opałowej. Koń znowu będzie
                            podstawową siłą napędową polskiej wsi i tu Polska ma ogromną szansę, jako że
                            jest największym eksporterem koni (niestety) rzeźnych. Praktycznie każdą maszynę
                            o napędzie transmisyjnym da się napędzać przy pomocy koni i kierata. Z powrotem
                            ludzie zaczną się uczyć zawodów które już zanikły lub zanikają – garncarz,
                            kołodziej, bednarz, wikliniarz, kowal i zawody te będą przekazywane z pokolenia
                            na pokolenie. Ja w razie czego zajmę się stolarką albo ślusarstwem. Pieniądz nie
                            zniknie, ponieważ bankowość będzie istniała tak jak istniała i w XIX wieku.
                            Handel wymienny będzie stosowany niezależnie od rozliczeń finansowych, tyle że
                            na większą skalę niż jest teraz. Teraz też niektórzy w ten sposób handlują bo im
                            wygodniej.
    • rrrenia Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 16:19
      Gdybym zaszła w ciążę w wieku 15 lat, to byłby dla mnie dramat!

      W szkole, w której uczę, w jednej klasie II technikum (rocznik
      osiemnastek) osób płci żeńskiej jest 8, z czego: jedna matką od 4
      miesięcy (mężatką chyba od 6 miesięcy), a dwie w ciąży. Taka z niej
      matka jak ze mnie baletnica! Ze studniówki (poszła jako delegacja
      klas drugich. Innych nie było?!) wyszła pijana jako jedna z
      ostatnich imprezowiczów. Piersią nie karmi, teściowa jej wychowuje
      dziecko, a ta najchętniej w ogóle nie wracałaby do domu.Nic nie mówi
      o tym swoim synku. No, cóż...dla mnie to dziwne macierzyństwo...

      A te w ciąży? Jedna ponoć trafiła nieźle. Ojciec dziecka lat 26,
      szczęśliwy z tej ciąży; wkrótce ma odbyć się ich ślub. A parą są
      praę lat.
      Druga - pochodzi z biednej rodziny. Ciąża absolutnie nieplanowana. I
      to z jakimś przygodnym chłoptasiem.

      Każda historia inna, nie mniej jednak uważam, że żadna z tych
      dziewczyn nie ma się czym chełpić.
      • sir.vimes Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 19:43
        > A te w ciąży? Jedna ponoć trafiła nieźle. Ojciec dziecka lat 26,
        > szczęśliwy z tej ciąży; wkrótce ma odbyć się ich ślub. A parą są
        > praę lat.

        I rodzice dziewczęcia pedofila nie pogonili?
        Dziewczyna w 2 klasie technikum i PARĘ LAT związku z dorosłym facetem?
    • brak.polskich.liter Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 16:44
      Faktycznie, fajny artykul. Tak fajny, ze az nazwisko autorki (Carol Midgley)
      zostalo pominiete i zastapione nazwiskiem Richarda A. Lovetta (???), zas w
      wersji polskiej ukazala sie jedynie czesc artykulu. Jakos dziwnie pominieto
      (zapewne, przez czysty przypadek tongue_outPP) te czesc artykulu, ktora do idei
      wczesnego macierzynstwa odnosi sie...ekhem... umiarkowanie entuzjastycznie.
      Ciekawe, co na to redakcja "Timesa"?
      Wot, zagwozdka.

      Poniewaz tak sie sklada, ze nie jestem dzis w nastroju streetworkerskim i nie
      chce mi sie tlumaczyc dlugawego tekstu, pozwole sobie zacytowac jedynie ostatni
      akapit artykulu - ktory jakos dziwnie umknal tlumaczowi "pracujacemu" dla Onetu
      (mozliwe, ze odnotowano kolejny przypadek tzw. pomrocznosci jasnej).

      There are few things sadder than to ask young single mothers what they hope for,
      both for themselves and for their children. Would they, for example, like their
      children to have the lives that they have had? I have never met one who did.

      On the contrary, what they hope is that their child will one day have a good job
      and settle into a stable relationship, preferably marriage. The problem is, of
      course, that they have no more idea of how this may be achieved than of how to
      fly to Mars.

      Jesli ktos ciekaw calosci artykulu, sluze linkiem:
      women.timesonline.co.uk/tol/life_and_style/women/the_way_we_live/article3522658.ece
      • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 17:29
        tego ostatniego akapitu bym sie czepnela. Znaczyloby to mniej wiecje
        tyle, ze dzieci nastoletnich matek sa od poczatku skazane na porazke
        zyciowa, bo nie maja wlasciwych wzrorcow osobowych. Nie musza
        wszakze w osobie matki, by tzw. sukces zyciowy osiagnac. Podazajac
        tym samym tropem, dzieci osob bez wyksztalcenia, dzieci wychowanych
        w domach dziecika, alkoholikow i innych nalogowcow podobnie nie
        wiedzialaby jak mozna, bo wzorcow nie mialy, a wiemy z zycia, ze
        czesto mechanizmy sa odwrotne. One chca inaczej niz ich rodzice
        szukaja innych modeli.
        Dzieci nastoletnich matek nie musza byc z gory skazane, chociaz
        start maja od poczatku pod gorke, jakby nie patrzec.
        • brak.polskich.liter Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:11
          Wiesz, ja nie podpisuje sie ani pod teza "ciaze nastolatek sa super", ani
          "dzieci nastoletnich matek sa z gory skazane na porazke zyciowa". Urzeklo mnie
          natomiast to, ze w polskiej wersji jezykowej tekst zostal ocenzurowany i te jego
          fragmenty, ktore nie pasowaly do tezy "wczesne macierzynstwo jest cudne" zostaly
          wyciete.

          Co do meritum - chcialabym zauwazyc, ze rodzicielstwo w wieku lat kilkunastu na
          ogol nie jest szczytem marzen (o powodach, dlaczego tak jest, juz dziewczyny
          napisaly). To, czy doswiadczenie wczesnego macierzynstwa schrzani komus zycie,
          czy wrecz przeciwnie, zalezy od samych zainteresowanych i od tzw. okolicznosci.

          W artykule zaprezentowano opinie zarowno nastoletnich matek niezle radzacych
          sobie w zyciu (ucza sie, pracuja, te dziewczyny, ktore wystapily w programie na
          Channel 4, maja wsparcie ojcow swoich dzieci, etc), kilku ekspertow, pozytywnie
          nastawionych do nastoletniego rodzicielstwa, jak i niezbyt entuzjastycznych,
          zwracajacych uwage na potencjalne trudnosci zwiazane z wczesnym rodzicielstwem.
          W polskim tlumaczeniu wycieto te ostatnie.
          I wlasnie to mnie wk..wilo.
    • semida Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 17:46
      Ja urodziłam mając niecałe 21 lat.
      Niczego nie żałuję,czasu absolutnie bym nie cofnęła,mam męża już 3 lata i cały czas jest dobrze,mieszkamy sami,mieszkanie własnościowe(na kredyt,ale jednak własnościowesmile,jestem szczęśliwa i myślę że moje dziecko także.
      No i współczuję ludziom,którzy mi współczują,bo ja jestem naprawdę szczęsliwą osobą,a dzięki temu moje Dziecko również.
      • malgosiek2 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 17:54
        Dodam iż "moja"19 nie chodziła w ciaży do ginekologa,druga co czeka
        na rozprawę była ze 3 razy w ciązy u lekarza z drugim dzieckie pod
        przymusem rodzinki.
        PZdr.Gośka
    • vibe-b Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:32
      > O tym, że ciąża w wieku nastu lat nie przekreśla życia.

      Pewnie ze nie. Nastolatka podrzuci dziecko rodzicom a sama korzysta
      z zycia jakby nic sie nie stalo.
      • semida Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 18.03.08, 18:33
        Nie każda,nie każda...
      • myroad Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 04.07.08, 13:46
        Ja jestem młoda mama wiec może sie wypowiem na ten dramtyczny
        watek smile
        Mam synka ma dwa latka. Mature pisałam już z roczniakiem smile
        Było cięzko , docinki niektórych ludzi dołowały , trzeba było
        uporzadkowac swój roztrzepany swiat.
        Dziecko urodziło sie z wada i przeszedł dwie operacje i teraz jest
        wszystko w porzadku , moze kiedys poprawka kosmetyczna jezeli bedzie
        tego chciał smile
        Może bym rozczulała sie nad soba ale choroba syna dała mi kopa i
        trzeba było działac.
        Kocham go strasznie od pierwszych chwil zycia suspicious karmiłąm piersia
        mimo szkoły prawie 2 lata. Nigdy go nie uderzyłam nie krzycze sama
        nie wiem skad mam takie pokłady cierpliwosci smile Mysle że to zalezy
        od charakteru matki. Nerwowa i histeryczna 30 latka bedzie krzyczec
        na dziecko tak samo jak i 20 latka smile
        Zaczełam po maturze studia ale z nich zrezygnowałam bo nie mogłam
        poradzic sobie z rozstaniem z dzieckiem na weekedach ( wtedy
        karmiłam jeszcze piersia teraz byłby to łatwiejsze)
        W tym roku ide na studia juz w moim miescie zamierzam zajsc w ciaze
        i urodzic sliczna dziewczynke smile
        W moim przypadku mam duze wsparcie całej rodziny , łacznie z mezem
        który dobrze zarabia i nie musze isc do pracy tylko moge sie uczyc.
        Mysle że duzo zalezy od rodzinnosci dziewczyny ale najwazniejsze
        zeby miała pomoc w postaci rodziny i ojca swego dziecka.
        Gdybym wiedziała że osoba która bedzie ojcem mego dziecka jest
        nieodpowiedzialna nie wiazałabym sie na siłe. Wolałbym byc samotna
        matka i kiedys ulozyc sobie zycie od nowa.
        Naprawde nie kazda historia konczy sie tragicznie chociaz nie moge
        powiedziec że jest lekko i kolorowo smile Ot wczesniejsze
        macierzystwo smile
    • kali_pso No i? 18.03.08, 21:01
      Cóz takiego odkrywczego jest w tym artykule?

      To, że zdarzają się młodociane matki nie będące ciężarem dla
      społeczeństwa nie zmienia faktu, że ciąża w wieku 18-19 lat,
      zjawiskiem najlepszym z możliwych nie jest.Lepiej być na to dziecko
      przygotowanym ciut lepiej niz ciut gorzej, poprzez przejście innych
      etapów w życiu, typu skończona szkoła, praca i dom.
      Nikt chyba nie chce tutaj udowadniać, że prężniej studiuje się z
      niemowlęciem przy piersi niż samemu? Rozumiem, że jak się
      doświadczyło wpadki i studia skończyło, mając małe dziecko, to
      człowiek napisze, że to nic takiego i da się zrobić( sama to mogę
      zrobićwinkP), ale nie powiem, że to było moje marzenie i że było mi
      łatwo.
    • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:04
      > O tym, że ciąża w wieku nastu lat nie przekreśla życia.
      Przekreślać to nie, ale nie ułatwia.

      > O tym, że nastoletnia matka może być równie dobrą, jak nie lepszą, matką od
      > trzydziestolatki, która ma wszystko zaplanowane.

      Wartościowanie w tym wypadku darowałabym sobie. Natomiast nie da się ukryć, że
      lepiej się przygotować (pod każdym względem), niż nie. Absolutnie nie twierdzę,
      że nastoletnia matka nie będzie kochać swojego dziecka, ale nikt mi nie wmówi,
      że nastoletnie macierzyństwo to najlepsza rzecz pod słońcem, jaka się może
      takiej nastolatce zdarzyć. Zwłaszcza że młody pryszczaty kolega z osiedla, który
      ma właśnie zostać ojcem, niekoniecznie się kwapi do pomocy.

      > I o tym, że nastoletnie macierzyństwo może być życiową szansą, bo jest kogo
      > kochac i dla kogo się starać.

      Nie, no, tu już jedziemy w banały. Ośmielam się twierdzić, że lepiej, żeby
      życiową szansą dla nastolatki był wyjazd, dobre studia, niż przedwczesne
      macierzyństwo. Taka młoda matka sama jest jeszcze dzieckiem i zamiast
      przechodzić ten nastoletni okres w zwykłym tempie musi nagle przyspieszyć i nie
      zawsze dobrze to znosi, podobnie jak jej rodzina. O pryszczatym koledze już nie
      wspominam.
      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:16
        > Ośmielam się twierdzić, że lepiej, żeby
        > życiową szansą dla nastolatki był wyjazd, dobre studia

        Jaki wyjazd? Gdzie ten wyjazd i w jakim celu? Czy w tej Polsce aż tak źle że
        trzeba wyjeżdżać tysiące kilometrów od rodziny i znajomych? Czy tak ciężko
        usiedzieć na dupie?
        • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:38
          > Jaki wyjazd? Gdzie ten wyjazd i w jakim celu?

          W celach poznawczych choćby. W celach językowych. W celach doświadczalnych.
          Zarobkowych. Celem zrealizowania fanaberii. Ucieczki z domu. Zamknięcia się w
          internacie w Szwajcarii. Zrobienia sobie foty w Bateau Mouche na Sekwanie.
          Wygłoszenia w Hyde Park przemowy do ludu pracującego miast i wsi brytyjskich.
          Odwiedzenia kuzynki jeżdżącej na szmacie w McDonald's w Dublinie. Postudiowania
          na uniwersytecie w Oxfordzie.
          Powodów może być mnóstwo, a wyjazd, zwłaszcza dłuższy, nieco łatwiej jednak
          zrealizować bez potomka.

          Czy tak ciężko
          > usiedzieć na dupie?
          Na dupie można mieć krosty i ciężko wtedy usiedzieć.
        • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:45
          acorns napisał:

          > > Ośmielam się twierdzić, że lepiej, żeby
          > > życiową szansą dla nastolatki był wyjazd, dobre studia
          >
          > Jaki wyjazd? Gdzie ten wyjazd i w jakim celu? Czy w tej Polsce aż
          tak źle że
          > trzeba wyjeżdżać tysiące kilometrów od rodziny i znajomych? Czy
          tak ciężko
          > usiedzieć na dupie?



          no wlasnie, super podejscie
          szansa i wyjazdem nazywamy wszelkie studia za granica, badania,
          staze naukowe, bycie au pair, wakacyjne prace zarobkowe w kraju i za
          granica - to sa mozliwosci. i z dzieckiem sie tak nie da.
          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:44
            > szansa i wyjazdem nazywamy wszelkie studia za granica, badania,
            > staze naukowe, bycie au pair

            Ja wiem że tanie latanie po świecie się niedługo skończy, więc po co mam córce w
            głowie mącić? Zresztą zajmowanie się cudzym dzieckiem za granicą nie powinno być
            milsze niż zajmowanie się własnym w Polsce - tu gdzie miejsce Polaka.

            > wakacyjne prace zarobkowe w kraju i za granica - to sa mozliwosci

            Wiesz ile jest w stanie wyciągnąć sześcioro dzieci w ciągu kilku godzin jak mija
            termin wymiany dowodów na przykład i są gigantyczne kolejki? Wiesz ile są w
            stanie zapłacić za numerek ludzie żeby ze 195 miejsca w kolejce wskoczyć na 11
            na przykład? Wiesz ile kasy można natłuc blokując kilka miejsc parkingowych w
            ruchliwym punkcie miasta? Ile dasz za miejscówkę od ręki jeśli jesteś prawie
            spóźniona na ważne spotkanie, a w perspektywie masz krążenie po okolicy polując
            na wolne miejsca? Dasz 50 a może 100 jak możesz stracić sporo więcej jak się
            spóźnisz? Jak dasz to dziecinka zaprowadzi Cię do pana który odjedzie, a Ty
            wjedziesz na jego miejsce. Jest parę takich punktów w Warszawie. Ja wiem kto tam
            stoi i ile bierze za miejscówę smile Cała rodzina z tego żyje i żyje bardzo dobrze.
            A ja mam z tego 5 dych z dnia za to że pożyczam im samochód żeby mogli zająć
            jedno miejsce więcej. Niewiele, ale razy 22 dni robocze to jest 1100 na czysto
            nic nie robiąc. A jak ktoś woli marnować wakacje i rwać truskawki w Holandii za
            mniejszą kasę no to już jego problem. Miłego rwania.
            • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:48
              Ja wiem kto ta
              > m
              > stoi i ile bierze za miejscówę smile Cała rodzina z tego żyje i żyje bardzo dobrze

              Domyślam się, że sqrwysyństwo, na którym opiera się ta metoda, nie ma dla Was
              żadnego znaczenia?
              • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:51
                kawka74 napisała:

                > Ja wiem kto ta
                > > m
                > > stoi i ile bierze za miejscówę smile Cała rodzina z tego żyje i żyje bardzo
                > dobrze
                >
                > Domyślam się, że sqrwysyństwo, na którym opiera się ta metoda, nie ma dla Was
                > żadnego znaczenia?

                Kawka, czy ja już ci pisałam, że cię kocham? wink))
                • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:54
                  Nie, ale szepnij mi to jeszcze raz, zanim mnie zbanują smile
              • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 12:58
                > Domyślam się, że sqrwysyństwo, na którym opiera się ta metoda, nie
                > ma dla Was żadnego znaczenia?

                To ich pytaj a nie mnie. Ja tam nie stoję bo
                1. Nie mam czasu
                2. Nie chce mi się

                A samochód to mam taki jeden uratowany ze szrotu, nie chcę go sprzedawać bo go
                lubię, dużo pracy w niego włożyłem, nie jeżdżę nim prawie wcale bo jest
                niepraktyczny, to wypożyczam go niech na siebie zarabia.
                • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:03
                  Ale Ty masz bliżej, w końcu masz z rodziną świetne relacje. Zresztą z tego, co
                  pisałeś wcześniej, wynika, że Twoje dziecię wykonało dokładnie ten sam manewr,
                  prawda? Więc chyba jesteś w stanie odnieść się jakoś do moralnej kondycji
                  podobnych sposobów zarabiania?
                  • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:20
                    > Ale Ty masz bliżej, w końcu masz z rodziną świetne relacje.

                    Zgadza się. To bułgarscy Cyganie. Pomysł faktycznie pochodzi od mojej córki, ja
                    im tylko o tym powiedziałem tak przy okazji. A oni od razu sobie to
                    zorganizowali. Można i tak. Ja nie jestem ksiądz proboszcz i nikogo umoralniał
                    nie będę.
                    • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:23
                      acorns napisał:

                      > Ja nie jestem ksiądz proboszcz i nikogo umoralniał nie będę.

                      ... tylko zastanowisz się, jak tu jeszcze zarobić na squ..syństwie, cudownie
                      zrzucając odpowiedzialność za to sqrwysyństwo na innych, a w razie czego się
                      wyprzeć.

                      To tak jakby wypożyczyć komuś odpłatnie spluwę, aby ten ktoś wymordował pół
                      osiedla. A potem wzruszyć ramionami i powiedzieć, że przecież nie wiedziałeś, do
                      czego zamierza użyć tejże spluwy. Zgadza się? wink
                    • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:27
                      Ja nie jestem ksiądz proboszcz i nikogo umoralniał
                      > nie będę.

                      Córki, jak rozumiem, też nie? Niech sobie dziewczę żyje w przekonaniu o
                      wyższości kombinatorstwa nad zwyczajną ludzką przyzwoitością, aż znajdzie się
                      lepszy kombinator i ją wypchnie z interesu.
                      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:38
                        > Córki, jak rozumiem, też nie? Niech sobie dziewczę żyje w przekonaniu
                        > o wyższości kombinatorstwa nad zwyczajną ludzką przyzwoitością

                        Jakie tam znowu kombinatorstwo? Wtedy staliśmy tam z zupełnie innego powodu. Ona
                        chciała na kebaba jechać, ja nie miałem ani gotówki ani karty. Ona powiedziała
                        żebym poczekał chwilę, wysiadła, myślałem że idzie się wysikać, a ona po chwili
                        wróciła z 2 dychami w łapie i kazała odjeżdżać. Widziała że facet krążył po
                        okolicy więc podeszła i sprzedała miejsce. Dla niego te 20 zeta to było jak dla
                        mnie 2 więc w czym problem? Że dzieciak sobie na kebaba zarobił?
                        • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:43
                          Dla niego te 20 zeta to było jak dla
                          > mnie 2 więc w czym problem? Że dzieciak sobie na kebaba zarobił?

                          Biedne dziecko głodne było i na kebaba chciało sobie zarobić.
                          Nie mogę, ja już mam od tego kopania się z końmi siniaki na nogach.
                • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:03
                  acorns napisał:
                  > To ich pytaj a nie mnie. Ja tam nie stoję bo
                  > 1. Nie mam czasu
                  > 2. Nie chce mi się
                  >
                  > A samochód to mam taki jeden uratowany ze szrotu, nie chcę go sprzedawać bo go
                  lubię, dużo pracy w niego włożyłem, nie jeżdżę nim prawie wcale bo jest
                  niepraktyczny, to wypożyczam go niech na siebie zarabia.

                  A o współudziale w przestępstwie czy tam czynie podlegającym to słyszałeś może,
                  czy niekoniecznie? wink))
                  • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:25
                    > A o współudziale w przestępstwie czy tam czynie podlegającym to
                    > słyszałeś może, czy niekoniecznie? wink))

                    A jakie to przestępstwo? Każdy sobie może zaparkować w miejscu dozwolonym i ma
                    prawo sobie tam stać cały dzień jeśli taka jego wola. Jeśli on tam zaparkował to
                    nikt na to miejsce nie może wjechać. Nikt nikogo nie zmusza do płacenia. Jak
                    ktoś nie chce, to może sobie nie płacić i szukać miejsca gdzie indziej. Żadnego
                    przestępstwa tu nie widzę. Nawet skarbowego bo nikt im nie udowodni że kasę
                    wzięli za zwolnienie miejsca parkingowego a nie za to że ktoś się zlitował nad
                    biednym cygańskim dzieckiem. A samochód jest mój, papiery ma w porządku i jeździ
                    nim ten, komu na to pozwolę więc żadnego przestępstwa tu nie ma.
                    • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:29
                      Formalnie może i nie.
                      Natomiast moralnie jest to, jak już tu zostało powiedziane, sqrwysyństwo, z tym,
                      że - co też już zostało powiedziane - nie ma dla Ciebie znaczenia.
                      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:41
                        > Natomiast moralnie jest to, jak już tu zostało powiedziane,
                        > sqrwysyństwo

                        A parkometry i to że jakaś tam prywatna firma Wapark bierze sobie kasę za
                        parkowanie na ulicach Warszawy, a opłacana z Twoich podatków Policja i Straż
                        Miejska zamiast bezpieczeństwa, pilnują interesów tejże firmy to już nie jest
                        sqrwysyństwo? Im pokornie płacisz, ale cygańskiemu dziecku żałujesz? To jak to z
                        tą moralnością jest?
                        • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:45
                          Im nie płacę, bom nieusamochodowiona.
                          A biedne cygańskie dziecko ma cwanego tatusia i bogatą, równie cwaną rodzinę,
                          więc da sobie radę bez moich dwudziestu złotych na kebaba i nie umrze,
                          biedactwo, z głodu.
                          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 15:03
                            > Im nie płacę, bom nieusamochodowiona.

                            No to jak jesteś nieusamochodowiona to co się martwisz że jakiś tam szczurek
                            korporacyjny płaci za zwolnienie miejsca parkingowego? Niech on narzeka a nie Ty
                            za niego smile A jak już narzekasz na sqrwysyństwo to zacznij od Waparku bo oni
                            pobierają haracz w sposób zorganizowany i tak naprawdę nic nie oferują wzamian.
                            Bo Cyganie dają im wzamian dobre miejsce parkingowe.
                            • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 16:31
                              Acorns, jeśli tak Ci przeszkadza Wapark, to się poskarż komuś innemu, bo mnie to
                              nie obchodzi. Mnie się nie podoba akurat sqrwysyństwo w wykonaniu Twojej
                              rodziny, łącznie z Twoją córką, i tyle.
                              • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 17:03
                                Po pierwsze moja córka to akurat tylko raz to zrobiła, a ci Cyganie to nie moja
                                rodzina tylko znajomi.

                                Po drugie to raczej Wapark powinien Cię obchodzić bo to ich interesów pilnuje
                                opłacana między innymi z Twoich podatków Policja i Straż Miejska. Interesy
                                Cyganów w żaden sposób nie są chronione przez państwowe służby więc to nie
                                powinno Cię obchodzić.
                                • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 17:10
                                  > Po pierwsze moja córka to akurat tylko raz to zrobiła, a ci Cyganie to nie moja
                                  > rodzina tylko znajomi.
                                  Z poprzednich postów wynikało, że nie znajomi, tylko rodzina, ale to akurat nie
                                  ma większego znaczenia. Tak czy siak przykładasz do tego rękę.

                                  I wybacz, ale nie możesz mi mówić, co ma mnie obchodzić, a co nie. Znacznie
                                  bardziej przemawia do mnie sugestywny obraz dziewięciolatki cwaniakującej na
                                  parkingu, niż jakiś tam Wapark.
                                  • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 17:22
                                    Ja nic Ci nie mówię tylko sugeruję. Dziewięciolatka owszem, sprytna była, ale
                                    zaoferowała klientowi to czego potrzebował (miejsce parkingowe) i wzięła za to
                                    pieniądze które klient chciał zapłacić. Firma Wapark dogadała się z miastem,
                                    (już nie wnikajmy w jaki sposób się to odbyło i kto jest czyim znajomym, kuzynem
                                    i jak się dzielą kasą), postawili parkometry i każdy musi płacić czy mu się to
                                    podoba czy nie bo jak nie to służby publiczne wymierzą karę. Dla mnie to jest po
                                    prostu mafia wymuszająca haracze w sposób zorganizowany. Oczywiście możesz
                                    popierać mafię i jej sposoby działania. Mi bliższe są cygańskie dzieciaki które
                                    zarabiają na życie. I taka jest między nami różnica.
                                    • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 17:38
                                      Dziewięciolatka owszem, sprytna była, ale
                                      > zaoferowała klientowi to czego potrzebował (miejsce parkingowe) i wzięła za to
                                      > pieniądze które klient chciał zapłacić.

                                      Przypuśćmy, że mam ochotę Cię zastrzelić. W związku z powyższym, żeby nie
                                      brudzić swoich delikatnych rączek, wynajmuję sobie cyngla, który zrobi to za
                                      mnie. On mi oferuje to, czego ja potrzebuję, ja mu płacę. Ten sam mechanizm
                                      działania. Sęk w tym, że istota tego mechanizmu nie gwarantuje jego czystości
                                      moralnej, prawda?

                                      postawili parkometry i każdy musi płacić czy mu się to
                                      > podoba czy nie bo jak nie to służby publiczne wymierzą karę. Dla mnie to jest p
                                      > o
                                      > prostu mafia wymuszająca haracze w sposób zorganizowany.

                                      Zamiast parkometru mamy Twoją rodzinę/znajomych. Karą dla delikwenta jest
                                      spóźnienie na spotkanie, do pracy, do lekarza. Nie zapłacisz - nie staniesz -
                                      spóźnisz się i poniesiesz tego spóźnienia konsekwencje. Reszta bez zmian.
                                      • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 18:26
                                        Po co porównujesz morderstwo do formy zarobkowania na parkingach? Czemu ma to
                                        służyć?

                                        > Zamiast parkometru mamy Twoją rodzinę/znajomych. Karą dla
                                        > delikwenta jest spóźnienie na spotkanie, do pracy, do lekarza. Nie
                                        > zapłacisz - nie staniesz - spóźnisz się i poniesiesz tego
                                        > spóźnienia konsekwencje.

                                        A Ty myślisz że jakby ich tam nie było to wolne miejsce czekałoby aż
                                        potrzebujący przyjedzie i tam zaparkuje? Klient krążyłby po okolicy polując na
                                        wolne miejsce tak jak tam ludzie robią, a jakby już je znalazł, to potem miałby
                                        pół kilometra z buta albo i więcej.
                                        • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 18:44
                                          > Po co porównujesz morderstwo do formy zarobkowania na parkingach? Czemu ma to
                                          > służyć?

                                          Przecież już raz napisałam: zastosowana metoda nie jest gwarantem moralnej
                                          jakości przedsięwzięcia. Proste. Morderstwo było tylko przykładem.

                                          > A Ty myślisz że jakby ich tam nie było to wolne miejsce czekałoby aż
                                          > potrzebujący przyjedzie i tam zaparkuje?

                                          Może tak, a może nie. W każdym razie nie byłoby okupowane przez grupę
                                          cwaniaczków, a co najwyżej przez innego potrzebującego, a to już coś. Widzisz,
                                          Acorns, Ty masz mentalność rodem z wilczego stada. I to nas różni, nie stosunek
                                          do biednych cygańskich dzieci.
                                          • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 19:42
                                            > Acorns, Ty masz mentalność rodem z wilczego stada. I to nas różni,
                                            > nie stosunek do biednych cygańskich dzieci.

                                            Ty natomiast masz mentalność członka społeczeństwa obywatelskiego. Tak mi się
                                            wydaje. Społeczeństwo obywatelskie oznacza większy porządek i ład społeczny,
                                            jednak oznacza też to że jeśli na rogu ulicy Targowej z ulicą Ząbkowską nie
                                            wolno handlować, to Straż Miejska wlepi mandat babci dorabiającej sobie do
                                            emerytury handlem pietruszką z własnego ogródka. Natomiast jak ktoś kogo stać na
                                            to, to dogada się z miastem i sobie w tym miejscu postawi sobie stragan z
                                            ciuchami to już jest w porządku. Ja zawsze stanę po stronie babci z pietruszką i
                                            w dupie mam to że ona handluje nielegalnie. Dorabia sobie bo cienka emerytura i
                                            tyle, nikogo nie krzywdzi a że przepisy są głupie to nie jej wina. Ty natomiast
                                            będziesz bardziej skłonna bronić strażników wlepiających babci mandat, no bo
                                            porządek musi być. Tak mi się wydaje że masz taką właśnie mentalność.
                                            • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 19:58
                                              Toteż mówię, że coś nas jednak różni. Mnie nie odpowiada Twoja postawa, Tobie -
                                              moja. I tyle.
                                            • michal_powolny12 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 03:59
                                              Babcia handlującą pietruszką TEŻ może się legalnie wynająć stoisko.
                                              Po to wprowadzamy reguły aby nasze życie było łatwiejsze.Człowiek
                                              jest leniwy. Ot co.
                                              Po drugie firma obsługująca parkometry. Miasto MA prawo wynająć do
                                              zarządzania strefą płatnego parkownaia kogo tylko chce. Nawet
                                              kosmitę. Straż Miejska NIE pilnuje interesów prywatnej firmy lecz
                                              miasta. Firma zarządzająca płatnymi miejskimi parkingami nie
                                              strzeżonymi została wybrana w przetargu. Jeżeli według ciebie stało
                                              się to z rażącym naruszeniem prawa to napisz/donieś.
                                              A na końcu uwaga do twojej wizji rodziny i świata. Sorry ale tanie
                                              paliwo wcale się nie kończy.Mamy jeszcze spore rozpoznane złoża
                                              irańskie, brazylisjkie, niegeryjskie i inne. Zaczyna być opłacalna
                                              produkcja ropy z węgla, naukowcy pracują nad paliwem wodorowym.
                                              Postępu technicznego NIKT nie zatrzyma. Żyjemy coraz szybciej ale i
                                              lepiej. Otaczamy się coraz wygordniejszymi przedmiotami.
                                              Specjalizujemy się. Nie mówię że proste zawody tracą na znaczeniu
                                              ale produkcja którą oferują MUSI być obudowana dodatkowymi
                                              elementami. Twój świat jest bardzo prosty i niestety prymitywny.
                                              Naporawdę jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy wyjazdem do pracy w
                                              Holandii czy do Irlandii a zajmowaniem się dzieckiem kuzynki to
                                              rączki opadają. Jeżeli dodatkowo twierdzisz że kombinatorstwo
                                              świadczy o potencjale dziecięcia to naprawdę jesteś wyjątkowym
                                              osobnikiem. Tylko współczuję twojej córce. Wychowała się w rodzinie
                                              gdzie wiedza nie ma poważania, gdzie poznawanie nowych miejsc nie ma
                                              żadnej wartości, gdzie pojęcie rodziny oznacza niewolnictwo i
                                              płodzenie na potęgę w młodym wieku. Gdzie nie ma pędu do
                                              usamodzielniania się, gdzie nie ma zapału do cięzkiej uczciwej
                                              pracy, gdzie nie ma szacunku do społeczeństwa obywatelskiego.
                                              Tam gdzie nie ma szacunku do własnej płci, tam gdzie stosuje się
                                              przestarzałe metody unikania nieplanowanej ciąży. I wreszcie gdzie
                                              dzieci wychowują się same. Gratuluję. Gratuluję.
                                              • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 12:23
                                                > Babcia handlującą pietruszką TEŻ może się legalnie wynająć stoisko.

                                                Za wynajęcie którego zapłaci sporo więcej niż na pietruszce zarobi. Babcia
                                                powinna pewnie jeszcze zarejestrować działalność gospodarczą, opłacać składki na
                                                ubezpieczenie zdrowotne i wynająć księgową. Tylko że to wszytko nie jest
                                                potrzebne babci tylko pazernemu państwu które płaci babci głodową emeryturkę i
                                                jeszcze rzuca kłody pod nogi jak babcia chce sobie parę groszy dorobić.

                                                > Po to wprowadzamy reguły aby nasze życie było łatwiejsze.

                                                Mam na ten temat inne zdanie. Im więcej tych reguł tym wszystko staje się
                                                bardziej skomplikowane zamiast na odwrót.

                                                > Miasto MA prawo wynająć do zarządzania strefą płatnego parkownaia
                                                > kogo tylko chce. Nawet kosmitę.

                                                Dla mnie to jest i tak bezprawnie wymuszany haracz, złodziejstwo w majestacie
                                                prawa i utrudnianie życia zwykłym ludziom. Jak chcą podreperować budżet to
                                                niech porównają najpierw ilu radnych ma Nowy Jork a ilu Warszawa, niech
                                                porównają te dwa miasta i wyciągną odpowiednie wnioski. A wtedy będzie można
                                                zezłomować parkometry i przywrócić sprawiedliwość a kilkuset pierdzistołków
                                                poszuka sobie innej pracy.

                                                > A na końcu uwaga do twojej wizji rodziny i świata. Sorry ale tanie
                                                > paliwo wcale się nie kończy.Mamy jeszcze spore rozpoznane złoża
                                                > irańskie, brazylisjkie, niegeryjskie i inne. Zaczyna być opłacalna
                                                > produkcja ropy z węgla, naukowcy pracują nad paliwem wodorowym.

                                                Zapomniałeś jeszcze o polskich złożach ropy. Problem w tym że większe złoża są
                                                na głębokości z której nie opłaca się wydobywać. USA i Rosja będą bardzo chciały
                                                położyć łapę na złożach z których się jeszcze opłaca wydobywać, co skończy się
                                                konfliktami zbrojnymi takimi jak obserwujemy teraz. Konflikty powodują wzrost
                                                cen za baryłkę ropy. Paliwa będą coraz droższe. Dawno był litr ropy za 2,40 zł?
                                                Ceny podskoczyły od czasu zamachu na WTC i inwazji na Irak. Zapominasz też o tym
                                                że złoża węgla też nie są niewyczerpalne a prace nad paliwem wodorowym są mniej
                                                więcej na tym etapie na jakim motoryzacja jaką znamy była na początku XX wieku.

                                                > Postępu technicznego NIKT nie zatrzyma. Żyjemy coraz szybciej ale i
                                                > lepiej. Otaczamy się coraz wygordniejszymi przedmiotami.

                                                Postęp techniczny może w każdej chwili zatrzymać natura. Wystarczy jeden silny
                                                wybuch na Słońcu a impuls elektromagnetyczny załatwi większość elektroniki, a co
                                                za tym idzie także internet i sieci telefonii komórkowej. I już się życie nieco
                                                spowolni (i dobrze) Wystarczy jeden orkan, powódź, trzęsienie ziemi, a wszystko
                                                co jest na jego drodze czy w zasięgu zamieni się w ruinę. Nawet kataklizmu nie
                                                trzeba. Wystarczy że nastąpi wojna nuklearna o ostatnie złoża ropy.

                                                > Nie mówię że proste zawody tracą na znaczeniu ale produkcja którą
                                                > oferują MUSI być obudowana dodatkowymi elementami.

                                                O jakich elementach mówisz?

                                                > Naporawdę jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy wyjazdem do pracy w
                                                > Holandii czy do Irlandii a zajmowaniem się dzieckiem kuzynki to
                                                > rączki opadają.

                                                Ja jestem Polakiem. Polska nie jest biednym krajem w którym panuje głód i
                                                zaraza. Nie będę więc rwał truskawek u Holendra ani zmywał, kufli w irlandzkim
                                                pubie za grosze. Niech robią to Holendrzy albo Irlandczycy, a jak nie chcą to
                                                niech krwiożerczy kapitalista zapłaci im tyle ile się należy za taką robotę. Kto
                                                chce niech jeździ i płaszczy się przed holenderskim panem, ja wolę pomóc
                                                rodzinie. Pieniądze to nie wszystko.

                                                > Wychowała się w rodzinie gdzie wiedza nie ma poważania, gdzie
                                                > poznawanie nowych miejsc nie ma żadnej wartości, gdzie pojęcie
                                                > rodziny oznacza niewolnictwo i płodzenie na potęgę w młodym wieku.

                                                Wiedza ma poważanie, ale ta prawdziwa wiedza a nie papierkowa, wirtualna. Krótko
                                                mówiąc, dla mnie autorytetem w dziedzinie ekonomii jest stary cinkciarz, który
                                                niejedną zimę pod Pewexem przestał a nie młody szczawik z jakiegoś towarzystwa
                                                finansowego co to studia skończył, firma wysłała go na parę szkoleń wyjazdowych
                                                na których się schlał, zżygał, przeleciał koleżankę i wyprali mu mózg i nauczyli
                                                jak klientowi skutecznie wciskać ofertę firmy. Autorytetem w sprawach kolei jest
                                                dla mnie stary maszynista a nie młody szczawik z biura PKP. Autorytetem w
                                                sprawach górnictwa jest dla mnie stary sztygar a nie jakaś lalunia z zarządu
                                                spółki węglowej. Ty będziesz łykał jak młody pelikan to co Ci napiszą w necie
                                                czy pokażą w telewizji, a ja pójdę na piwo z maszynistą, górnikiem hutnikiem i
                                                wiem wszystko co mam wiedzieć z niezależnego źródła. A co do poznawania nowych
                                                miejsc, to moja córka była w różnych krajach. Nikt nikomu nie zabrania po
                                                świecie jeździć, ale i nie każdy jest na tyle głupi żeby dla paru groszy więcej
                                                zostawiać całą rodzinę i emigrować. Część mojej rodziny jest w USA i w Kanadzie
                                                i co? Jak umrą to nawet na św. Zmarłych nikt na ich groby nie pojedzie bo za
                                                daleko. Sami mieszkają w różnych miastach po kilkaset kilometrów od siebie, mają
                                                więc ograniczony kontakt. Nie tak wyobrażam sobie szczęśliwe życie.

                                                > Gdzie nie ma pędu do usamodzielniania się,

                                                Człowiek samodzielny to taki, który pójdzie sobie w dżunglę amazońską sam bez
                                                niczego i przetrwa. Nie sądzę żeby taki człowiek istniał. Ty też samodzielny nie
                                                jesteś. Twój los zależy w dużej mierze od firmy w której pracujesz. Ja ufam
                                                tylko swoim, a więc rodzinie, bliskim znajomym bo wiem że gdy podwinie mi się
                                                noga, to oni mnie wyciągną. Firmom, korporacjom nie ufam, bo dla nich celem jest
                                                maksymalizacja zysków przy jak najmniejszych kosztach a nie wspieranie ludzi.

                                                > gdzie nie ma zapału do cięzkiej uczciwej pracy

                                                No to mi teraz zdefiniuj co rozumiesz pod pojęciem ciężkiej uczciwej pracy

                                                > gdzie nie ma szacunku do społeczeństwa obywatelskiego.

                                                Nie mam szacunku dla żadnego systemu który opiera się na kablowaniu. Dla mnie
                                                kablowanie jest poniżej ludzkiej godności jeśli nie służy bezpośrednio ratowaniu
                                                człowieka i to tylko w sytuacji gdy samemu sobie nie można dać rady.

                                                > Tam gdzie nie ma szacunku do własnej płci, tam gdzie stosuje się
                                                > przestarzałe metody unikania nieplanowanej ciąży. I wreszcie gdzie
                                                > dzieci wychowują się same.

                                                Tak zwane nowoczesne metody polegają na ingerencji chemicznej w gospodarkę
                                                hormonalną organizmu kobiety. Ja za bardzo kocham swoją kobietę żebym na takie
                                                coś mógł się zgodzić. Dzieci wychowują się w rodzinie a nie same. Są jej
                                                członkami. Jeśli ktoś nie potrafi tego zrozumieć no to ja mu współczuję. Po
                                                prostu jest ofiarą współczesnej cywilizacji i w dodatku zbyt głupi żeby sobie to
                                                uświadomić.
                                                • michal_powolny12 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 19:52
                                                  To usuńmy głupią regulację. Ten rząd właśnie to czyni.
                                                  Reszty twojego postu komentować nie będę gdyż z cegłami trudno się
                                                  rozmawia. Jeżeli dla ciebie autorytetem w świecie finansów jest
                                                  cinkciarz to gratuluję. Gratuluję wizji świata. Naprawdę gratuluję.
                                                  Takie brednie fajnie się czyta. Gratuluję niechęci do społeczeństwa
                                                  obywatelskiego. Gratuluję niechęci do współpracy z organami państwa.
                                                  Utowrzyliśmy je po to aby nam było wygodnie. Po to jest policja,
                                                  armia, sąd.
                                                  • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 23.03.08, 14:06
                                                    Wiesz dlaczego cinkciarz jest moim autorytetem? Otóż dlatego że gdy on stał w
                                                    zimę pod Pewexem, szczawika korporacyjnego jeszcze w planach nie było. Jak
                                                    upadała komuna, cinkciarz szybko musiał się połapać o co chodzi i zarabiał kasę.
                                                    W tym czasie szczawik korporacyjny biegał w krótkich spodenkach po podwórku i
                                                    obsikiwał drzewka i murki z kolegami. Jak ruszyła Giełda Papierów Wartościowych,
                                                    cinkciarz zaczął inwestować, a szczawik korporacyjny pisał wypracowania pt. "Jak
                                                    spędziłem wakacje" i trzepał z kolegami konia nad świerszczykami. Jak szczawik
                                                    korporacyjny skończył studia i trafił do tej swojej firmy, cinkciarz przeżył już
                                                    pełen cykl giełdowy aktywnie inwestując. Kto w takim układzie ma być dla mnie
                                                    autorytetem? Dla mnie to oczywiste, ale jak chcesz to możesz słuchać smarkaczy
                                                    którzy mają wiedzę teoretyczną i zero praktyki.

                                                    > Gratuluję niechęci do współpracy z organami państwa. Utowrzyliśmy
                                                    > je po to aby nam było wygodnie. Po to jest policja, armia, sąd.

                                                    Nie jestem konfidentem więc nie współpracuję. Kapuś nigdy nie będzie miał
                                                    żadnego szacunku, chyba że wśród sobie podobnych. Jesteś idealny? Nigdy nie
                                                    popełniłeś najdrobniejszego wykroczenia?
                                                  • michal_powolny12 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 23.03.08, 15:00
                                                    Zdarzyło mi się i poniosłem koszty swojego postępowania. To takie
                                                    trudne-wprowadziliśmy zakaz malowania po murach aby żyło się nam
                                                    wygodniej-łamiesz-płacisz. Tak samo jest ze znakami drogowymi,
                                                    zakazem organizacji głośnych imprez w porze nocnej.I tak dalej i tak
                                                    dalej.
                                                    Co do cinkciarzy-przedstawiciele szarej strefy nigdy dla mnie i byli
                                                    autorytetami gdyż żyjąc na bakier z prawem nie byli wstanie
                                                    zalegalizować swoich dochodów. Lubię czyste inwesycje-powód: w razie
                                                    gdyby druga strona nawaliła mam możliwość odzyskania środków via sąd
                                                    a nie za pośrednictwem panów i ich kijów. Lubię czyste i jasne
                                                    systuacje.
                                                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 23.03.08, 17:15
                                                    michal_powolny12 napisał:

                                                    > Lubię czyste inwesycje-powód: w razie gdyby druga strona nawaliła mam
                                                    możliwość odzyskania środków via sąd a nie za pośrednictwem panów i ich kijów.
                                                    Lubię czyste i jasne systuacje.

                                                    A widzisz, Michał - gdyby druga strona nawaliła, to Acorns ruszyłby pierwszy do
                                                    - jak to się przeważnie zwykł wyrażać - obicia mordy, a odszkodowanie
                                                    załatwiałby we własnym zakresie (na Starszym Dziecku taki miły wąteczek był kiedyś).
                                                    Tyle, że kiedyś może trafić na kogoś, kto będzie miał większe niż on zdolności w
                                                    kierunku obijania rzeczonej mordy, więcej kolegów z bejsbolami i lepsze
                                                    znajomości w światku przestępczym. I wtedy zamiast wybujałej pewności siebie
                                                    będzie miał wielkie kuku. tongue_out
                                                  • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 23.03.08, 18:24
                                                    > Tyle, że kiedyś może trafić na kogoś, kto będzie miał większe niż on zdolności
                                                    > w
                                                    > kierunku obijania rzeczonej mordy, więcej kolegów z bejsbolami i lepsze
                                                    > znajomości w światku przestępczym. I wtedy zamiast wybujałej pewności siebie
                                                    > będzie miał wielkie kuku. tongue_out

                                                    O, też na to czekam. Czekam na chwilę, kiedy cwana ekipa Acorns&co trafi na
                                                    ekipę cwańszą. Ci cwańsi zajmą miejsca parkingowe obrotnej rodzince i regularny
                                                    zarobek ze sqrwysyństwa się skończy.
                                                  • acorns Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 24.03.08, 15:16
                                                    > Tyle, że kiedyś może trafić na kogoś, kto będzie miał większe niż
                                                    > on zdolności w kierunku obijania rzeczonej mordy, więcej kolegów z
                                                    > bejsbolami i lepsze znajomości w światku przestępczym

                                                    No to teraz już wiesz o co między innymi chodzi jak piszę że ważne jest aby
                                                    rodzina była w kupie i pomagała sobie nawzajem smile Poszukaj na Starszym Dziecku
                                                    albo na Wychowaniu wątków o problemach jakiegoś dzieciaka albo nastolatka w
                                                    szkole. I Michał też niech sobie poszuka i zobaczy jak działa ten jego system.
                                                    Działa tak że nikt nie może nic zrobić i wszyscy są bezsilni w obliczu
                                                    zdemoralizowanego dwunastolatka i jego kumpli a matki pytają się na forum co
                                                    robić bo dzieciak leje w majty na samą myśl o pójściu do szkoły. Jakoś nikt z
                                                    mojej rodziny tego typu problemów nie ma, a jak ma to błyskawicznie są
                                                    rozwiązywane. Nie wiesz czasem dlaczego tak się dzieje?
                                                  • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 24.03.08, 16:37
                                                    acorns napisał:

                                                    > Jakoś nikt z mojej rodziny tego typu problemów nie ma, a jak ma to
                                                    błyskawicznie są rozwiązywane. Nie wiesz czasem dlaczego tak się dzieje?

                                                    Hm, zapewne dlatego że twoja rodzina stanowi tę bezkarną grupę, na widok której
                                                    reszta klasy leje w gacie i z powodu której inne matki piszą posty na forum.
                                                  • michal_powolny12 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 26.03.08, 23:07
                                                    Wrócę na chwilę do twojej tezy: "nie jestem konfidentem". Dzięki
                                                    takim jak ty w biały dzień na krynickim deptataku pełnym ludzi paru
                                                    gnojków ukradło nasz służbowy samochód. Moje szczęście polegało na
                                                    tym że zdązyłem z niego wyładować sprzęt. W BIAŁY DZIEŃ. Nikomu nie
                                                    chciało się zadzwonić po gliny pomimo że widzieli że jakieś typy
                                                    oglądają samochodzik. Fajnie nie? Prawda że ci którzy widzieli i nic
                                                    nie zrobili to porządni obywatele którzy nie będą donosić. Tak samo
                                                    jak ci co bezstrosko patrzyli pół roku temu jak banda chuliganów
                                                    niszzy krakowskie Stare Miasto? Nie uwierzę że nikt nie widział
                                                    ekipy która pomiędzy 11 a 12 w południe mazała po murach. Skąd wiem
                                                    że w takich godzinach? A dlatego że tego samego dnia w tym samym
                                                    miejscu byłem przed godziną 11 i po 12. Za pierwszym razem malunków
                                                    nie było za drugim trzy kamienice były pobazgrane. Też nikt nie
                                                    doniósł. Prawda że dobrze? Prawda że dzięki temu żyje się
                                                    wygodniej?
                                              • myelegans Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 22.03.08, 20:04
                                                michal_powolny12 napisał:


                                                > A na końcu uwaga do twojej wizji rodziny i świata. Sorry ale tanie
                                                > paliwo wcale się nie kończy.Mamy jeszcze spore rozpoznane złoża
                                                > irańskie, brazylisjkie, niegeryjskie i inne. Zaczyna być opłacalna
                                                > produkcja ropy z węgla, naukowcy pracują nad paliwem wodorowym.
                                                > Postępu technicznego NIKT nie zatrzyma.

                                                Poczytaj, sprawdz fakty, i nie zyj w uludzie, ze kapiemy sie w ropie czy gazie. Pok

                                                Wrzuc w googla "peak oil" danych na temat jest mnostwo, opracowan naukowych
                                                rowniez. Gdybysmy TERAZ zabrali sie za paliwo wodorowe, to do pelnej
                                                komercjalizacji to jest .... 50 lat w optymistycznej wersji. Ropa jest JEDYNY
                                                najgestszym energetycznie zrodlem.
                                                Owszem postep zostanie o ile nie zahamowany do znacznie zwolniony, bedzie powrot
                                                do gospodarek lokalnych, bo nie bedzie transportu (ropa), tanich, plastikowych
                                                (ropa) towarow czy jedzenia (ropa) z jednego zakatka swiata w drugi.
                                                Jedno jest pewne, poziom dzisiejszego zycia opiera sie na taniej energii.
                                                Wytwarzanie ropy z wegla wcale nie bedzie tansze, trzeba to to oczyscic, odpady
                                                zutylizowac tak, zeby sobie nie dokladac CO2 itd. itp. Produkcja etanolu jest
                                                brudna, kosztowna, pochlania mnostwo wody i energii, nie mowiac o tym ze trzeba
                                                najpierw wyprodukowac rosliny, a czym bedziemy te pola nawozili jak nie bedzie
                                                opartych na ropie nawozow sztucznych.
                                                Wszyskto to jest kropla w morzu potrzeb, biorac pod uwage w jakim stopniu
                                                wzrasta zapotrzebowania na rope. Wystarczy zreszta popatrzec na gielde, i jak
                                                ceny ropy leca w gore. Myslisz, ze potanieje.
                                                W zeszlym roku przewidywalam ceny 100USD za barylke do konca roku (niewiele sie
                                                pomylilam), co sie ze mnie uczone towarzystwo smialo. Teraz przewiduje, ze za 2
                                                lata bedzie 250USD. Ceny poleca w gore, wszystko zacznie spowalniac.

                                                www.lifeaftertheoilcrash.net/
                                                en.wikipedia.org/wiki/Peak_oil
                                                www.hubbertpeak.com/
                                                www.hubbertpeak.com/
                                                i wiele, wiele innych.....
                                                dodatkowo blogi i fora dyskusyjne zwlaszcza to, bogate zrodlo informacji
                                                pozarzadowych

                                                www.theoildrum.com/
                                                Alternatywne zrodla energii probowano wprowadzac w stanach w latach 70 po
                                                pierszym kryzysie i kompanie naftowe i ... rzad ucinaly leb kazdej inicjatywie.
                                  • acorns Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 17:28
                                    ...że firma Wapark pobiera haracze za parkowanie w miejscu nie stanowiącym jej
                                    własności, stanowiącym własność wszystkich obywateli, a za pobrane haracze nie
                                    oferuje zupełnie nic. Pieniądze trafiają do kieszeni właścicieli. Ale oczywiście
                                    nadal możesz się czepiać dziewięciolatki, która sobie zarobiła na kebaba.
                                    • mama_kotula Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 19:43
                                      acorns napisał:
                                      > ...że firma Wapark pobiera haracze za parkowanie w miejscu nie stanowiącym jej
                                      własności, stanowiącym własność wszystkich obywateli, a za pobrane haracze nie
                                      oferuje zupełnie nic. Pieniądze trafiają do kieszeni właścicieli. Ale oczywiście
                                      nadal możesz się czepiać dziewięciolatki, która sobie zarobiła na kebaba.

                                      Jak to nie oferuje nic? Oferuje możliwość zaparkowania, w miarę dostępności
                                      miejsc. Jak nie parkujesz, płacić chyba nie musisz, zgadza się?

                                      Kto powiedział, że miejskie parkingi - jako własność obywateli - mają być
                                      bezpłatne? Publiczne toalety też są płatne, a są własnością obywateli tongue_out Jest
                                      jakiś odgórny przepis na to? Jeśli jest - nie wiem, zapis w konstytucji tongue_out
                                      tudzież jakimś innym lokalnym dokumencie - zwracam honor.

                                      A ja myślę, że nikt tu się nie czepia 9-latki, biednej głodnej i zapewne
                                      zmarzniętej suspicious. Tylko ja się tak zastanawiam, kiedy owa 9-latka ukradnie
                                      jakiemuś "frajerowi" portfel, a potem odniesie, domagając się 10% znaleźnego. Bo
                                      to z tej samej kategorii. Ale zapewne ty nie będziesz widział w tym nic złego,
                                      tylko cieszył się, że młoda umie kombinować i że sobie w życiu poradzi.
                                      • acorns Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 20:01
                                        > Jak to nie oferuje nic? Oferuje możliwość zaparkowania, w miarę
                                        > dostępności miejsc. Jak nie parkujesz, płacić chyba nie musisz,
                                        > zgadza się?

                                        A jak firmy Wapark nie było, to nie można było zaparkować w miarę dostępności
                                        miejsc? Bo z tego co pamiętam to była taka możliwość tylko nikt nie pobierał za
                                        to haraczu.

                                        > Kto powiedział, że miejskie parkingi - jako własność obywateli -
                                        > mają być bezpłatne? Publiczne toalety też są płatne, a są
                                        > własnością obywateli tongue_out

                                        No to niech pieniądze pobiera za to miasto a nie prywatna firma. Toi Toie nie są
                                        płatne, a stawia je miasto. Jak na dworcu kosztuje np. 2 złote to dworzec jest
                                        obszczany dookoła. Jak zarządca dworca jest idiota to niech wącha i ogląda cudze
                                        szczyny i goowna i zarabia na klopie jakieś grosze.

                                        > Tylko ja się tak zastanawiam, kiedy owa 9-latka ukradnie
                                        > jakiemuś "frajerowi" portfel, a potem odniesie, domagając się 10%
                                        > znaleźnego

                                        Nie jest złodziejką więc nie ukradnie. A jak już ukradnie to nie będzie taką
                                        frajerką żeby zadowolić się 10% znaleźnego, tylko pójdzie na całość smile A jak
                                        znajdzie to odda i nic nie weźmie za znaleźne.
                                        • mama_kotula Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 20:34
                                          BTW, Acorns, ty pracujesz gdzieś legalnie, że się tak o te podatki ciskasz? wink)))

                                          > > Jak to nie oferuje nic? Oferuje możliwość zaparkowania, w miarę
                                          > > Tylko ja się tak zastanawiam, kiedy owa 9-latka ukradnie
                                          > > jakiemuś "frajerowi" portfel, a potem odniesie, domagając się 10%
                                          > > znaleźnego
                                          >
                                          > Nie jest złodziejką więc nie ukradnie. A jak już ukradnie to nie będzie taką
                                          frajerką żeby zadowolić się 10% znaleźnego, tylko pójdzie na całość smile A jak
                                          znajdzie to odda i nic nie weźmie za znaleźne.

                                          No tak. Więc pewnie sobie zdajesz sprawę z tego, że ci twoi zajebiście zaradni
                                          Cyganie, którym użyczasz samochodu (o przepraszam, którym dałeś samochód w
                                          leasing tongue_out), również KRADNĄ komuś miejsce, aby je potem odsprzedać?
                                          • kawka74 Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 20:42
                                            > No tak. Więc pewnie sobie zdajesz sprawę z tego, że ci twoi zajebiście zaradni
                                            > Cyganie, którym użyczasz samochodu (o przepraszam, którym dałeś samochód w
                                            > leasing tongue_out), również KRADNĄ komuś miejsce, aby je potem odsprzedać?

                                            W słowniku Acornsa słowo 'kradzież' występuje wyłącznie w odniesieniu do działań
                                            'państwa', 'systemu', o nieszczęsnym Waparku nie wspomnę. Natomiast jego bliscy
                                            znajomi i rodzina nie kradną, tylko sobie radzą za pomocą dowolnie wybranych
                                            metod, bo przecież cel uświęca środki.
                                            • mama_kotula Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 20:56
                                              kawka74 napisała:

                                              > > No tak. Więc pewnie sobie zdajesz sprawę z tego, że ci twoi zajebiście za
                                              > radni
                                              > > Cyganie, którym użyczasz samochodu (o przepraszam, którym dałeś samochód
                                              > w
                                              > > leasing tongue_out), również KRADNĄ komuś miejsce, aby je potem odsprzedać?
                                              >
                                              > W słowniku Acornsa słowo 'kradzież' występuje wyłącznie w odniesieniu do działa
                                              > ń
                                              > 'państwa', 'systemu', o nieszczęsnym Waparku nie wspomnę. Natomiast jego bliscy
                                              > znajomi i rodzina nie kradną, tylko sobie radzą za pomocą dowolnie wybranych
                                              > metod, bo przecież cel uświęca środki.

                                              Uhm. A ty się Kawka czepiasz 9-latki, zamiast się czepić tych wielkich, co
                                              kradną. Bo przecież kradzież takiej 9-latki to kropelka w morzu tego, co ukradną
                                              inni, więc w sumie można to olać, niska szkodliwość społeczna czy jakoś tak...
                                              tongue_outtongue_outtongue_outtongue_out
                                              • acorns Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 21:06
                                                > Bo przecież kradzież takiej 9-latki to kropelka w morzu

                                                Możesz sprecyzować co ona takiego ukradła i komu?
                                            • alanta1 Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 23:32
                                              kawka74 napisała:

                                              > W słowniku Acornsa słowo 'kradzież' występuje wyłącznie w odniesieniu do działa
                                              > ń
                                              > 'państwa', 'systemu', o nieszczęsnym Waparku nie wspomnę. Natomiast jego bliscy
                                              > znajomi i rodzina nie kradną, tylko sobie radzą za pomocą dowolnie wybranych
                                              > metod, bo przecież cel uświęca środki.

                                              No, ja już kilka postów wcześniej diagnozowałam, że on ma mentalność Kalego,
                                              dzięki za potwierdzenie tezy big_grin
                                          • acorns Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 21.03.08, 21:10
                                            > Cyganie, którym użyczasz samochodu (o przepraszam, którym dałeś
                                            > samochód w leasing tongue_out), również KRADNĄ komuś miejsce, aby je potem
                                            > odsprzedać?

                                            No to normalnie wszyscy kierowcy to złodzieje no bo kradną miejsca parkingowe.
                                            No chyba że wrzucą pieniążki do parkometru no to wtedy nie kradną smile
                                            • ledzeppelin3 Re: Zapomniałem jeszcze dodać... 23.03.08, 16:07
                                              Jesteś acorns typowym tworem poprzedniej epoki, epoki dyktatury
                                              proletariatu. Dobra materialne "się załatwia" do spółki ze śwagrem,
                                              nigdy nie odcina się pępowiny od rodzinki, która cię trzyma za jaja
                                              przez całe życie, żony siedzą w domu a ku..wy są za płotem, że
                                              zacytuję Pasikowskiego. Typowy patriarchalny komuch, dobrze, że ten
                                              gatunek powoli wymiera.
        • 18_lipcowa1 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 19.03.08, 16:45
          acorns napisał:

          > > Ośmielam się twierdzić, że lepiej, żeby
          > > życiową szansą dla nastolatki był wyjazd, dobre studia
          >
          > Jaki wyjazd? Gdzie ten wyjazd i w jakim celu? Czy w tej Polsce aż
          tak źle że
          > trzeba wyjeżdżać tysiące kilometrów od rodziny i znajomych? Czy
          tak ciężko
          > usiedzieć na dupie?



          poza tym nie kazdej dziewczyny marzeniem jest siedziec na dupie -
          zwlaszcza w wieku lat 20.
          • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:15
            poza tym nie kazdej dziewczyny marzeniem jest siedziec na dupie -
            > zwlaszcza w wieku lat 20.

            tak jak nie każdej marzeniem są zagraniczne wojaże

            Ja od 16 roku życia chciałam mieć dziecko-co doporowadzało do
            bezennych nocy moich rodziców.Urodziłam mając 21lat i siedzę na
            dupie. Bez krost-zatem jest mi wygodnie.
            • mama_kotula Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:18
              guderianka napisała:
              > Ja od 16 roku życia chciałam mieć dziecko-co doporowadzało do
              > bezennych nocy moich rodziców.Urodziłam mając 21lat i siedzę na
              > dupie. Bez krost-zatem jest mi wygodnie.

              Guderianko, umówmy się - nie jesteś przykładem typowej nastolatki i doskonale o
              tym wiesz, prawda? wink
              Śmiem twierdzić nawet, że należysz do grupy baardzo nielicznych wyjątków
              potwierdzających regułę.
              Poza tym, dziecko w wieku lat 21 to jednak nie to samo, co dziecko w wieku lat
              17. Mimo, że to tylko 4 lata różnicy.
            • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:20
              Pytanie tylko, ile jest takich kobiet, jak Ty? Z moich kontaktów z nastolatkami
              wynika coś zupełnie przeciwnego, a dwie moje byłe uczennice, które mają dzieci,
              mają je z wpadki, nie dlatego, że to przemyślały i tego chciały. Nie kwestionuję
              tego, że takich 'chcących' nie ma, ale jednak są one w zdecydowanej mniejszości.
              • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:27
                Nie wiem ile-dlatego bezensu są dywagacje nie oparte na rzeczowych
                argumentach, czyli liczbach. Każdy forumowicz pisze o własnych
                odczuciach, doświadczeniach ewentualnie o swoich znajomych i
                bliskich itp. A z tego reguły wysnuć nie można, stąd jałowa dyskusja
                Proste jest jak konstrukcja cepa że natura zbudowała tak kobietę,że
                fizycznie może być matką w wieku 17lat jednak emocjonalnie i
                psychicznie nie jest do tego gotowa. Wszelkie odstępstwa od tego są
                jak to napisała mama_kotula-wyjątkiem potwierdzającym regułę.
                • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:35
                  No dobra, i w czym problem? Nie ma danych liczbowych, ale - co sama piszesz -
                  nastolatka jest skonstruowana tak i tak. Przeciętna nastolatka. Czyli większość.
                  Czyli powtarzasz to, co napisałam wyżej. Więc o co chodzi?
                  A pytanie 'ile jest takich kobiet' było, oczywiście, retoryczne, nie wykluczam,
                  że niejasno się byłam wyraziłam.
                  • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:48
                    No właśnie, o co chodzi ? wink

                    Ja kawko nie do Ciebie z moim postem uderzałam-tylko tak ogólnie.Nie
                    wychodziłam z pozycji nie zgadzania się z Tobą
                    • kawka74 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:50
                      Napisałaś pod moim postem, stąd wrażenie, że odniosłaś się konkretnie do mojej
                      wypowiedzi, także rozumiem, luz wink
                • maxxt Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:42
                  ale tu racze nikt nie podwaza wydolnosci fizycznej do rodzenia 16-, czy
                  17-latek. chodzi o psyche i emocje. ile nastolatek- zajetych szkołą,
                  znajomymi,własnymi zainteresowaniami, planami na przyszłośc bedzie zadowolonych
                  z nieplanowanej ciazy? wybacz ale tu nie tzreba badan i liczb. tylko czysta
                  logika. owszem, nie twierdze ze zadna młodociana matka nie jest odpowiedzialna,
                  kochajaca, dojrzała- ale to definitywnie mniejszosc, wyjatek potwierdzajacy regule.
                  • guderianka Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 13:50
                    > ale tu racze nikt nie podwaza wydolnosci fizycznej do rodzenia 16-
                    , czy
                    > 17-latek. chodzi o psyche i emocje. ile nastolatek- zajetych
                    szkołą,
                    > znajomymi,własnymi zainteresowaniami, planami na przyszłośc bedzie
                    zadowolonych
                    > z nieplanowanej ciazy? wybacz ale tu nie tzreba badan i liczb.
                    tylko czysta
                    > logika. owszem, nie twierdze ze zadna młodociana matka nie jest
                    odpowiedzialna,
                    > kochajaca, dojrzała- ale to definitywnie mniejszosc, wyjatek
                    potwierdzajacy reg
                    > ule.

                    Oczywiscie, że tak
                    Ale sama widzisz, że dopóki nie przedstawi się argumentów nie do
                    zbicia -danych liczbowych- uczstnicy dyskusji mogą się przerzucać
                    argumentami, atakować a skoro jest atak to jest obrona itp itd
                    • maxxt Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 14:02
                      nie zgodze sie.
                      jak przebiega emocjojnalny, psychiczny i społeczny rozwój nastolatka? jakie sa
                      priorytety, wzorce, autorytety w danych etapach rozwoju psychofizycznego
                      dziecka? to nie jest tajemnica. wystarczy przejrzec pierwszy z brzegu podrecznik
                      do psychologii rozwojowej. kazdy etap rozwojowy ma swe prawa. i nie zmieni nikt
                      i nic faktu,ze 15-letnia dziewczyna rozwojowo i społecznie jest uwarunkowana na
                      kwestie zgoła inne niz macierzynstwo. oczywiscie- jak napisalam -wyjatki sa,
                      zdarzaja sie, ale tylko tym pozostana- wyjatkami.
                      poza tym- nie mozna porównywac matki 15-letniej z 20-letnia. to juz 2 rózne bajki.
                      • fiona_1975 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 16:58
                        To moim zdaniem nie jeste dramat społeczny, gdyż nastolatka w ciąży
                        nie robi nikomu krzywdy.
                        To w pewnym sensie jest po prostu grzechem - grzechem, nie jest
                        oczywiście ciążą, ale współżycie przedmałżeńskie.
                        • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 18:09
                          > To w pewnym sensie jest po prostu grzechem - grzechem, nie jest
                          > oczywiście ciążą, ale współżycie przedmałżeńskie.

                          taa.. to najbardziej konstruktywna myśl tej dyskusji..
                        • syriana Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 18:18
                          > To moim zdaniem nie jeste dramat społeczny, gdyż nastolatka w ciąży
                          > nie robi nikomu krzywdy.

                          dziecko urodzone i wychowywane w rodzinie o kiepskich warunkach ekonomicznych
                          czy emocjonalnych (a zgadzamy się, że nastoletni rodzice bardziej na takie są
                          narażeni), jest potencjalnie zagrożone społecznymi patologiami w stopniu
                          wyższym, niż jego rówieśnik w zdrowej rodzinie dorastający

                          a skutkiem tych patologii może być np. uwieszenie na systemie pomocy społecznej,
                          wyłączenie całych grup ludzi z rynku pracy, obiegu podatkowego, itp.

                          w skali mikro oczywiście nie jest to zauważalne przez państwo, ale gdyby
                          nastoletnie ciąże wybuchły nagle epidemicznie, byłoby się nad czym zastanawiać i
                          mówić o dramacie społecznym

                        • gryzelda71 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 16:26
                          fiona_1975 napisała:

                          > To w pewnym sensie jest po prostu grzechem - grzechem, nie jest
                          > oczywiście ciążą, ale współżycie przedmałżeńskie.

                          Jak wierząca to przed obrazkiem,jak ty sie wyspowiada i po kłopocie prawda?
                        • wieczna-gosia Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 21.03.08, 18:52
                          gdyz jak wiadomo w ciaze zachodza wylacznie wierzace nastolatki gdyz niewierzace
                          uzywaja gumek i innych zdobyczy cywilizacji.
    • m_o_k_o Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 20.03.08, 17:45
      Dramat społeczny moze nie, ale dramat osobisty tak.
      Gdy rodziłam syna byłamw połowie ostatniej klasy, mąż pracował
      dopiero pół roku.Te pól roku, które mi zostały "do matury" to
      koszmar, dzielenia obowiązków miedzy szkołą a dzieckiem(mama
      pomagała)
      Jednak kiedy syn miał 2,5 roku a ja 21 postanowiłam zmienić coś,
      wiedziałam, ze początek był marny, no więc trzeba było coś zrobić by
      nie żałować do końca swoich poczynań. Poszłam do pracy, poszłam na
      studia, skończyłam je 2 lata temu, obecnie znów studiuję, mąż
      skończył studia. Szcześciarze jesteśmy ? wątpie - po prostu udało
      nam się zmienić swoją przyszłość - kosztowało to wiele, zbyt wiele,
      zbyt wiele jak na takei młode osoby. Gdybym miała wybór to chyba do
      dnia dzisiejszego nei miałabym jeszzce dzieci.
      Bo najpierw trzeba sobie na nie zarobić, najpierw trzeba
      zainwestować s iebie by móc inwestować w dzieci.
      Dla mnie ciąża była osobistą porażką, chociaż kocham swojego syna
      bardzo.
    • karola1008 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 25.03.08, 11:24
      Pracowałam w świetlicy dla dzieci z rodzin patologicznych i ciąże
      wśród nastolatek-podopiecznych, albo ich kuzynek nie były czymś
      nadzwyczajnym. zdarzały się matki 14-16 letnie, a wśrod 17-18 latek
      to już w zasadzie norma była. I jakoś w znakomitej większości
      przypadków ja tych korzyści zobaczyć nie mogłam. No owszem, może na
      1/5 dziewczyn macierzyństwo podziałało ozdrowieńczo, ale na resztę
      wcale. Dziecmizajmowali się dziadkowie-jeśli byli w stanie, albo
      szły do rodzin zastępczych lub rodzinnych domów dziecka (akurat tam,
      gdzie wówczas mieszkałam dosyć prężnie dzialała opieka zastępcza),
      albo do adopcji, a zanim to nastąpiło-był jakiś okres zaniedbywania
      dziecka, czasami potwornego zaniedbywania. Tyle w tym dobrego, że
      finał był dobry-dzieci znajdowały dom. Były i takie młode matki,
      które się jakoś tam dziećmi zajmowały, mając pretensje, że "młodość
      się im zabrało". Były to dziewczyny w sumie dobre, ale instynkt
      macierzyński jeszcze sie w nich nie obudził. Oczywiście były i tak
      budujące przykłady, jak szesnastolatka, która za namową matki miała
      oddać maluszka od razu do adopcji, a gdy urodziła, to się z
      dzieckiem wyprowadziła od rodziców, zamieszkała u babci, po jakimś
      czasie wróciła do szkoły i ogólnie rzecz biorąc-dobrze sobie radzi.
      Wszystkie moje znajome bardzo młode matki łączą dwie wspólne rzeczy-
      wszytskie były w pewnym momencie zdane calkowicie na czyjąś pomoc- i
      z reguły w tej pomocy partycypowało państwo, gmina, powiat.
      Znakomita większośc przeżywała chwile bardzo ciężkie, no oczywiście
      poza tymi, które dziecko olewały od początku do końca. Dlatego, moim
      zdaniem, nie ma co gloryfikować macierzynstwa nastolatek.
      Przedstawione w artykule rozróżnienie- dobra młodziutka matka kontra
      niezajmująca się dzieckiem trzydziestolatka jest z gruntu fałszywe.
      Wczesne urodzenie dziecka nie jest to oczywiście żadna tragedia, ale
      co tu gadać-kupa stresów, płaczu, niepewności i lęku-dla matki i
      dziecka przede wszytskim. No i wreszcie-nigdy nie wiadomo, ktora
      nastolatka będzie się zajmowac dzieckiem, a która nie, która mu
      zafunduje życie ciężkie już od początku, a która będzie je kochać.
      • roksanaa22 Re: Czy nastoletnie matki to dramat społeczny? - 31.03.08, 19:10
        Czytam ten wątek i ciarki mi po plecach przechodzą...

        Może ktoś napisze cos pozytywnego o młodej matce?
        urodziłam dwa miesiące po osiemnastce.Pół roku po urodzeniu syna
        mieszkaliśmy u teściów ale to nie oni nas finansowali ale my im
        pomagaliśmy.Mąż(wtedy niemąż) pracował,ja zdałam maturę i skończyłam
        następną szkołę.Teściowa pomagała w opiece ale nie notorycznie i nie
        kosztem własnych przyjemności.Dziś mieszkamy osobno,mamy dwoje
        dzieci.Nie cofnęłam się w rozwoju i nie brak mi przygód,imprez itd.
        Nienormalna jestem?

        Arconsa popieram w tym,że rodzina powinna "trzynać się razem" i
        wzajemnie sobie pomagać.Bez względu czy córka rodząc dziecko ma 18
        czy 35 lat...
        • rozetka8 nie itak 02.04.08, 00:18
          jak to ktos wcześniej napisał-'albo sie olewa, albo sie meczy'-zlote słowa

          u mnie wiem-nie mial znaczenia: dziecka nie chcialam
          potem dzieckiem m a l o sie zajmowalam-bo nie chcialam
          i nie chcialam



          teraz, dopiero po taaaaaaaaaaaaaaak dlugim czasie doceniam uroki macierzynstwa

          czuje jednalk,ze wicej dzieci miec nie bede, a to 'wczesne' zostalo przeze mnie
          'zmarnowane.'..

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka