Czy, teoretycznie oczywiscie, zdecydowalybyscie sie isc za glosem serca (ew. hormonow i tzw. chemii), rzucajac cale swoje w miare poukladane zycie, zapominajac o swoim stalym partnerze, czasem moze juz nieco nudnym i rowniez nieco znudzonym ? Mam na mysli cale to zawirowanie wokol NK i tymi wszystkimi starymi milosciami na smierc i zycie.
Tak sie wlasnie zastanawiam. Odnalazl mnie ktos(nareszcie swoja droga

), serce zadrzalo, humor sie poprawil, ale rozum nigdy nie pozwolilby mi na nic wiecej. Moze i niestety, ale nic nie poradze. Taka jestem. A Wy? Jak z Wami?