rmua
13.10.08, 18:25
Może określenie jest na wyrost ale moja przełożona przechodzi już wszelkie
granice. Wychodzę rano po coś do sklepu -Pani XXX niech mi pani kupi 2 bułki i
jogurt;przychodzą goście wysyła po ciastka do kawy; nie chodzi o to że nie
muszę tego robić (nie jestem jej sekretarka) ale o to że ona nigdy nie oddaje
tych drobnych sum a mi czasami już głupio się upomnieć któryś raz z rzędu.W
końcu mówię że nie mam kasy przy sobie. Ale niech odda to za co zapłaciłam!