Noż krew mnie zaleje, co za dzień popieprzony. Ranek zapowiadał się
miło, ale chłop postanowił obudzić się w debilnym nastroju. Warczy
na mnie od rana, bąka coś tam od niechcenia, trzaska drzwiami, czuje
się nieszczęśliwy, nos na kwintę. Tylko brwi marszczy. Ni ch..a się
z nim komunikować. Nie odzywamy się do siebie, a mnie coś strzela i
o mały włos nie wygnałam go z chałupy. Kuźwa niech już będzie jutro,
niech idzie w pi...u do roboty i nie wraca,bo ocipieje.
Ot się wyżaliłam