Dodaj do ulubionych

Dowiedziałam się od swojej mamy...

08.05.09, 11:13
...w trakcie przedwczorajszej dyskusji, że przez całe swoje życie jestem dla niej problemem. Piszę o tym dopiero dzisiaj, bo musiałam to przetrawić. I tak oto:
-gdy byłam malutka dużo chorowałam i dletego wciąż miała ze mną problem
-gdy byłam troszkę większa, uważa, że byłam zaborcza, zazdrosna o inne dzieci i zbytnio trzymająca się spódnicy (wychowywała mnie samotnie)
-jako dziewczynka wciąż dawałam jej powody, aby musiała się za mnie wstydzić: często płakałam, w trakcie zabawy z innymi dziećmi za głośno się śmiałam, piszczałam, zaczynałam marudzić gdy zbliżała się późna pora na imieninach u cioci i chciałam isć do domu...
-jako nastolatka: nie ubierałam i nie czesałam się tak, jakby sobie tego życzyła, nie chodziłam do kościoła, robiłam co chciałam nie słuchając jej
-na dzień dzisiejszy: jestem złą matką dla swojego dziecka w jej oczach, bo nie chodzę z nim do kościoła, bo daję mu wodę do picia, bo brzydko ubieram. Dowiedziałam się od niej, że właściwie to nikt z rodziny mnie nie lubi i nie może powiedzieć o mnie nic dobrego, bo nigdy nikomu nie pilnowałam dzieci, nie pomagałam.
Szczerze mówiąc zatkało mnie, gdy usłyszałam te wszystkie zarzuty, a dopiero teraz zaczęło mnie to bardzo boleć. Okazuje się, że jedyna dobra rzecz dla mojej mamy we mnie, to dobre wyniki w nauce...pozostawię to bez komentarza. Przepraszam za to wyżalanie się, ale nie wiem jak teraz mam się zachować wobec własnej matki.
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:17
      Hmm ... powtórz jej za jednym z naszych psychologów:
      "Dziecko jest jak walizka - co włożysz to wyjmiesz" ... skoro byłaś
      i jesteś taka beznadziejna to znaczy, że mama niczego dobrego do
      walizki nie wsadziła - wniosek: byla złą matką!
    • kotbehemot6 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:21
      Ech tam. A Ty nigdy nie narzekasz na swoej dziecko??? czytając forum-to głównie
      sie narzeka na dzieci- a to krzycza, a to kupe robia , a to nie jedza, a to nie
      spia. Daj spokój, mama miała gorszy dzień i tak jej sie przypomniałao. Czułas
      sie niekochana całe życie, czy tez tak nagle po oświadczeniu mamy?????
      • mimka23 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:29
        Myślę, że kwestię kochania najlepiej oddadzą słowa, wypoeidziane do mnie przez jednego z członków rodziny: "wiesz co, Twoja mama to Cię hodowała a nie wychowywała", z tym, że do tej pory nie myślałam, że jest AŻ tak źle...
        • wieczna-gosia Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:31
          dla rownowagi pogadaj sobie z kims kto cie lubi i ceni.

          Moja mam bardzo dlugo zachowywala sie podobnie. Po czym naglke po 30 latach
          okazalo sie ze na gwalt trzeba odszczekiwac, wypluwac i nagle wiadomo PO CO ma
          sie dziecko- jedyne zreszta smile
        • kotbehemot6 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:35
          Ważne są Twoje odczucia ,a nie Tojej rodziny. Naparwdę pośmiałabym sie z tego.
          masz dziecko??? To przypomnij sobie ile razy Twoje własne dziecko cie zdenerwowało.
          Moja mama kiedyś mi powiedziała,ze zaczęła chorować kiedy mnie urodziłą. Z
          poczatku tez sie zbulwersowałam-jakże to tak, z mojego powodu , tak mnie
          obwiniac????

          I po chwili, wiesz co, faktycznie tak było!!!! Ale to wcale nie znazyło,ze mnie
          nie kochała.
      • wieczna-gosia Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 12:47
        kocie ja moge powyklimac moje dzieci natomiast nie uslysza ode mnie ze sa zlymi
        ludzmi, ani ze zmarnowaly mi zycie, glownie dlatego ze to nieprawda i to bardzo
        okrutna nieprawda.

        moga uslyszec ze sa niewdziecznymi gnojkami i ze chwilowo mam ich dosc, moga ode
        mnie wiele uslyszec na temat tego czy owego ze zle zrobily i klopot teraz i
        jestem wsciekla, ale uwazam ze od tego jestem dorosla zeby nikomu ogolnych
        stwierdzen tego typu nie serwowac- czy to moje dziecko czy sasiadka.
      • ledzeppelin3 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 14:28

    • monika19782 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:29
      Może miała zły dzień, moja wczoraj przyszła popilnować dzieci na pół
      godziny o co z resztą proszę ją bardzo sporadycznie średnio raz na
      pól roku a że mamy trudne kontakty starałam sie żeby od wejścia było
      miło i uprzejmie a ona wyparowuje że ja chyba rok temu jak miała
      grypę nie ugotowałam jej zupy. Nasze matki nie sa już młode
      przkwitają i czasem po prostu p.... głupoty.
      • zlosliwe_malpisko Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:34
        zgadzam się z moniką. Jeżeli to jej pierwszy taki występ, to dałabym
        jej jeszcze szansę. Nie jest młoda, może jej z jakiegoś powodu
        ciężko no i poniosło. W końcu matką jest jak wiadomo jedyną.
        Strasznie to wszystko przykre, ale każdy czasem palnie coś głupiego.
        Jestem pewna, że teraz bardzo tego żałuje.
    • alba27 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:37
      To przykre, ze matka takie rzeczy mówi swojej córce. Nie możesz
      przyjmować tego do siebie. To, że chorowałaś nie jest twoją winą, a
      inne zarzuty są jej subiektywnym odczuciem i nie muszą być
      prawdziwe, poza tym zaborcze i zazdrosne dzieci to te którym brakuje
      poczucia bezpieczeństwa, tego widocznie mama Ci nie potrafiła
      zapewnić. Nie ty jesteś złą matką ale ona była i pewnie sobie z tego
      zdaje sprawę i dlatego żeby zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia "znęca"
      sie nad Tobą. Podobno "chęć wyrządzenia komuś bólu jest odpowiedzą
      na ból zadany nam przez kogoś" Matka czuje że zawiodła i zwala
      wszystko na Ciebie. W głowie mi się nie mieści, ze moje dzieci
      mogły by być dla mnie problemem, dlatego bo chorują lub są
      nieśmiałe! Okrutna ta twoja mama.
    • deodyma Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:38
      e tam...
      jakbym swoja tesciowa sl;yszala, ktora to wiecznie z moim mezem a swoim synek
      miala problemy.
      do dzis mu zreszta mowi, ze ma z nim problem a do tego rychla smierc mu wrozysmile
      maz sie wscieka i drze z nia koty a ja mam ubaw po pachybig_grin
    • osa551 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:38
      mimka23 - Twoja mama ma jakiś ewidentny problem ze sobą.

      Moja też miewała, np. jak kiedyś w wieku lat 28 burzyłam ścianę między ubikacją
      i łazienką i robiłam jedna dużą piękną łazienkę (we WŁASNYM mieszkaniu, będąc
      mężatką od dłuższego czasu i nie mieszkając z rodzicami od 6 lat) - zrobiła
      prawie głodówkę protestacyjną.

      Wydaje mi się, że Twoja mam ma do Ciebie pretensje o to, że wychowywała Cię sama
      i poświęciła dla ciebie swoje życie w Ty dorosłaś i masz swoje szczęśliwe życie.

      Nie przejmuj się tym co mówi, chyba jedyne co naprawdę możesz zrobić - to
      przekazać swoim dzieciom ciepło i bezwarunkową miłość i nie "spuszczać" takich
      zachowań na dalsze pokolenia.
    • nangaparbat3 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:50
      Nie zgadzam sie z wiekszościa piszacych.
      ale u nas - i chyba wszedzie - jest taki zwyczaj: rodzice zawsze są OK, czego by
      nie zrobili.
      Bzdura.
      NIe ma co zamiatac pod dywan albo udawac, że matka nie wie co mówi. Wie.
      Tylko póki jestesmy dziecmi robimy co sie da, zeby zachowac obraz dobrego,
      kochajacego rodzica. A oni wcale nie zawsze tacy są.
      I dobrze, kiedy mozna wreszcie przeżyc gniew, zlosc, zal, rozpacz - wszystko co
      jako dzieci wypieralismy, żeby chronic w sobie obraz idealnych rodzicow.
      Moze dobrze by było pogadac o tym własnie z kims z rodziny, komu ufasz, kto jest
      Ci bliski i mozesz miec pewnośc, ze powie Ci prawdę?
      Taka rozmowa moze dac naprawdę duzo - choc trzeba też przejsc przez ból - ale to
      jak ból operacji.
      Dobrze wiedziec, co ZŁEGO robili nam rodzice, bo jesli swiadomie tego nie wiemy,
      robimy dokladnie to samo naszym własnym dzieciom.
      I bardzo polecam ksiazki Alice Miller, na początek moze "Dramat udanego
      dziecka", ale i inne:
      shop.mediarodzina.com.pl/catalogue/book/id/343
      • tafasola Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 12:07
        Dokładnie, dodam jeszcze, że wg mnie to obowiązek dorosłego
        człowieka. Jeśli czujemy jakiś dyskomfort w związku z dzieciństwem,
        albo nasi rodzice już po osiągnięciu przez nas samodzielności
        zachowują się w podobny sposób, to trzeba "stanąć w prawdzie",
        przerobić to i owo. Inaczej nie bdzie możliwe wypracowanie
        normalnych, życzliwych stosunków ze starzejącymi się rodzicami,
        emocjonalne ozdrowienie, wzięcie odpowiedzialności za własne życie.
        Albo będzie unikanie rodziców (na czym stracą wnuki), albo wieczne
        wzajemne pretensje, poczucie przymusu, albo zwalanie
        odpowiedzialności za swoje problemy na rodziców (bo mama i tata mnie
        zmuszali itp).
        rodzice to nie półbogowie, to ludzie, którym mamy dużo do
        zawdzięczenia, ktorym należy się nasza życzliwość, uwaga, pomoc.
        Ale przede wszystkim mamy obowiązki wobec siebie i swoich dzieci, a
        nieprzepracowane problemy zawsze rzutują na naszą przyszłość.
        To nie tak, że każdy człowiek ma takie problemy. We wszystkich
        rodzinach zdarzają się konflikty, różnice zdań, ale tylko w
        niektórych obraza ciągnie sie miesiącami, każdy ruch jest
        komentowany, każda decyzja poprzedzona naciskami, każda cecha
        charakteru wyłoniona i skomentowanasmile
        Szczęściarze ze zdrowych,normalnych, dynamicznych rodzin tego nie
        zrozumieją.
        • lila1974 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 12:24
          tafasola napisała:
          > Szczęściarze ze zdrowych,normalnych, dynamicznych rodzin tego nie
          > zrozumieją.

          Nie wiem jak inni "szczęściarze" ale ja rozumiem doskonale i właśnie
          takie rozwiązanie polecam autorce - stanąć oko w oko z mamą i
          wyjaśnić kilka drażliwych kwestii, które być może pozwolą otrząsnąć
          się z żali i pretensji zaszłych lub też rozdzielą obie panie, tak,
          by sobie wzajemnie już nie mogły szkodzić.


          Wychowana w szczęśliwym domu i ja miałąm pewne "ale", które sobie
          jako dorosła przerobiłąm a potem poszłam i powiedziałam do
          mamy "wiem już czemu tak było, rozumiem i nie potępiam".
    • aluc Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 11:54
      potraktuj to jak problem twojej mamy, a nie swój własny, bo chyba
      takie ulanie się na twój temat to objaw generalnego przekonania o tym,
      że się miało życie niespecjalnie szczęśliwe

      a najłatwiej odpowiedzialność za własny niefart zwalić na kogoś innego
      • kotbehemot6 świete??????? 08.05.09, 11:59
        Piszecie tak, jakbyscie nigdy nie były złe na własne dzieci. Ciekawe tylko skąd
        te posty-,ze niegrzeczne , takie smiakie i owakie. No i pewnie żadna nigdy nie
        krzyknęła ani nie była zła......nosz same świete.
        • lila1974 Re: świete??????? 08.05.09, 12:01
          Kocie co się ciskasz?

          Być złym na własne dziecko a wyrzygać mu coś takiego to spora
          różnica.
          • kotbehemot6 Re: świete??????? 08.05.09, 12:03
            I co w tym złego???? Miała mama zły dzień i tyle.Wy nigdy nikomu nie
            wyrzygałayście nic w twarz????? dziecko...no proszę....dorosły człowieka nie
            dzieciątko!!!!!!!
            • kotbehemot6 Re: świete??????? 08.05.09, 12:05
              I jak dla mnie, to nie matka(jak kazdy ma jakies żale i czasem sie ulewa) ale
              autorka watku ma problme, bo myśłała,że taka idealna jest , a tu sie okazalo,że
              jednak kurcze nie.
              • mimka23 Re: mylisz się bardzo 08.05.09, 12:17
                Nie da się myśleć że jest się ideałem gdy przez całe życie nie usłyszy się nawet jednej pochwały z ust własnej matki, bez względu na to czy się zmieni fryzurę, czy kupi nową bluzkę, czy dostanie 5 ze sprawdzianu. Mama mnie nigdy nie chwaliła, była raczej "oschła" wobec mnie i zwyczajnie przyzwyczaiłam się do takiego traktowania. Zdarzyło się, że dostałam w twarz, że zostałam odesłana na 2 tygodnie do rodziny, bo wyjechała sobie na wczasy i miała mnie z głowy.
                • kotbehemot6 Re: mylisz się bardzo 08.05.09, 12:19
                  Twój post świadczył oty,że mama miala jakiś niespodziewany wybuch. Cóz, cyba
                  generalnie macie żale do siebie.
                  • mimka23 Re: mylisz się bardzo 08.05.09, 12:21
                    Mama jest typem osoby, która potrafi nagle, niespodziewanie wbić nóż w plecy. Mnie zaskoczyła jednak forma tego ciosu, zwłaszcza, że miało to miejsce przy moim dziecku. A kto nie ma żali do rodziców o cokolwiek, czy odwrotnie, zale to żale, ale to nie znaczy że mam powiedzieć ni z gruchy ni z pietruchy do mamy: żałuję że jestem Twoją córką.
                    • mimka23 Re: mylisz się bardzo 08.05.09, 12:24
                      Tak w ogóle, to zaczęło się od pretensji, że nie chodzę do kościoła, a potem to już się rozpędziła i tyle.
                      • mamamonika Re: mylisz się bardzo 08.05.09, 14:51
                        Następnym razem ja bym ostro ucięła to wylewanie ścieków - na
                        zasadzie - NIE CHCĘ tego słuchać, mówisz bzdury i to podłe -
                        wyszłabym, odłożyła słuchawkę, ograniczyła kontakty. Matka nie może
                        ci w ramach psychoterapii wylewać takich nocników na głowę - jej to
                        nie pomoże, a tobie zaszkodzi.
                    • echtom Niektóre matki tak mają 08.05.09, 13:43
                      Moja powtarza mi regularnie, że nie ma już rodziny, bo jej bliscy -
                      mama, siostry i mąż (w takiej kolejności) - nie żyją. Fajne uczucie.
                      Przez 40 lat byłam przekonana, że mimo wszystko bardzo mnie kocha,
                      teraz mam zupełnie inne przemyślenia i odczucia na ten temat.
                      • lila1974 Jak czytam Wasze zwierzenia 08.05.09, 13:48
                        to mam ochotę wysłąć wasze matki na przymusowe leczenie ... co za
                        ohydne babsztyle!
                      • mamamonika Re: Niektóre matki tak mają 08.05.09, 14:55
                        Niestety na starośc ludzie sie zmieniają, i tylko niektórzy na
                        korzyść. Współczuję...
              • lila1974 Re: świete??????? 08.05.09, 12:18
                Wiesz co kocie, zaczynam myśleć, że dziś to Ty masz zły dzień.
                • kotbehemot6 Re: świete??????? 08.05.09, 12:23
                  Dlaczego. Wiem,ze byłam niegrzeczna,że nie raz narobiłam mamie ociachu i nie mam
                  żalu do mamy ,ze może byc na mnie zła z tego powdou.Mama ma świeta rację,ze
                  miałam okres bycia wyjątkowo upierdliwym bachorem i wiele rozczarowań rodzicom
                  dostarczyłam. I co z tego, korona mi z głowy nie spadła, traumy nie mam i świeta
                  racje matka ma. A opinie innych forumek sa mniej wiecje takie- ty byłas świeta a
                  mama jest be. No prosze was, czasem trzeba troszke krytyczniej na siebie
                  spojrzec. Rodzice to istosty nad;ludzkie tylko zwykli ludzie.
                  • mimka23 Re: świete??????? 08.05.09, 12:26
                    Widzisz, ale Twoja mama wie, że byłaś dzieckiem i że większość dzieci sprawia problemy. Moja myśli, że wszystkie są super, tylko ja to wyjątkowa sucz jestem. W tym problem.
                  • lila1974 Re: świete??????? 08.05.09, 12:29
                    Co innego, gdy rodzic mówi: "Oj utrapienie z Tobą było" przy czym
                    nie ma miny cierpiętnicy i postawy "jak ja przez Ciebie cierpiałam".
                    A co innego taka tyrada.


                    Ja również nie byłam święta, pyskowanie było chyba moją największą
                    wadą, mamie zdarzało się być na mnie złą ... ale oprócz tego
                    dostawałam jasny przekaz "Kocham Cię" i nigdy nie miałąm podstaw by
                    w to zwątpić. W przypadku autorki takie podstawy istnieją a
                    podsumowanie matki jakby gwóźdź do trumny.
                  • nangaparbat3 Re: świete??????? 08.05.09, 12:29
                    Ale dla własnych dzieci to nie zwykli ludzie, tylko właśnie półbogowie - albo
                    nawet i nie "pół".
                    Rodzice, nawet najbardziej kochajacy i najporządniejsi ludzie, bardzo często
                    krzywdza swoje dzieci, najczęściej zresztą całkowicie nieswiadomie.
                    Jak długo dziecko tego nie "przerobi", tak długo bedzie powielac na wlasnych
                    dzieciach to, czego sam doświadczył. I tyle.
              • babcia47 Re: świete??????? 08.05.09, 16:41
                Ty naprawde nie widzisz różnicy miedzy wkue..em sie na dziecko z
                powodu jakiegoś durnego zachowania a podsumowaniem, ze jest wrzodem
                na doopie matki i to od urodzenia? Sa słowa, których nie powinno sie
                nigdy wypowiadać, bo sa gorsze od ugodzenia nozem i zostaja na
                zawsze. Juz Korczak napominał, ze mozna dziecku powiedzieć, że sie
                jest na niego złym, nie podoba sie nam jego zachowanie ale nigdy nie
                wolno mówić, ze to dziecko jest złe..Wywalenie dorosłej córce, ze
                całe życie sprawiała matce tylko problemy i przynosia wstyd
                dyskwalifikuje taka kobiete jako matke, bo jak ktos wyzej napisał
                dziecko jest tym co z niego zrobi ktos kto go wychowuje, dodatkowo
                sa to słowa wyjątkowo brutalne i krzywdzące. Ja takich tekstów
                wysłuchiwałam przez lata(tez jedynaczka), nie na jeden raz..efekt
                jest taki, ze nie mam teraz ochoty nawet na kontakty ze swoją
                matką..a ona sie dziwi..i jeszcze dopomina o uczucia..sama je
                zniszczyła
            • lila1974 Re: świete??????? 08.05.09, 12:17
              Wiesz, mama która miała zły dzień następnego dnia dzwoni i
              przeprasza, mówi, że się zagalopowała.

              Wydźwięk słów matki autorki jest dla mnie inny - frustracja,
              rozczarowanie, złość ... żale, które matka przelewa na córkę, aby
              tej przypadkiem nie było w życiu za fajnie.

              Nie twierdzę jednakowoż, że teraz autorka ma się na matkę wypiąć. Ja
              bym temat podrążyła dalej w rozmowie z nią i próbowała wysądowac to
              drugie dno. Po czym wiedziałabym na czym stoję - być może matką
              trzeba się profesjonalnie zająć bo np. jest w depresji.
              • nangaparbat3 Lila 08.05.09, 12:25
                Nie zgadzam się - ze zły dzień, że telefon na drugi dzień. Mnie jeden jedyny
                raz w zyciu mama powiedziala, że się za mnie wstydziła - pokazalam sąsiadce
                język, a ta zadzwonila do mamy z awanturą - mialam juz wtedy z 10-12 lat i do
                dzisiaj pamietam, choc jak tylko opowiedzialam cale zdarzenie, mama śmiała sie
                razem ze mną.
                A wracajac do Mimiki - to co usłyszala, wszystko razem - to jest chore. I tu się
                z Tobą absolutnie zgadzam, ze Jej mama ma jakis poważny problem z sama sobą. I
                nawet gotowa sie jestem zalozyc, ze sama jako dziecko okropnie oberwała - bo tak
                to sie toczy, jak w Biblii: do siódmego pokolenia.
                • lila1974 nan 08.05.09, 12:33
                  Akurat z tym jednym dniem i telefonem to był przykład z życia.
                  Dwa lata temu chyba mama powiedziała mi coś, co sprawiło mi ogromną
                  przykrość i poczułam się bardzo niesprawiedliwie osądzona.

                  Następnego dnia zadzwoniła, przeprosiła i dodała, że byłą dla mnie
                  bardzo biesprawiedliwa.

                  Nie powiem ulżyło mi. Niemniej, gdyby tego nie zrobiła, to sama bym
                  do niej zadzwoniła i upewniła się, czy rzeczywiście tak myśli, czy
                  może jednak przesadziła.
                  • nangaparbat3 Re: nan 08.05.09, 12:42
                    Ja mam uraz.
                    Mój tato, niesłychanie impulsywny z natury, mówił rózne rzeczy w gniewie (często
                    nie majacym zadnego zwiazku ze mną), a potem przepraszal. I w pewnej chwili
                    poczulam, że juz dosc. Że mam głeboko w d.. przepraszania, skoro to tak w kolko.
                    Ale jesli raz kiedys zdarzy sie cos powiedziec - często problem jest w samych
                    słowach, nie tych, mylacych - to oczywiscie sie zgadzam.
            • e_r_i_n Re: świete??????? 08.05.09, 12:43
              Dorosła kobieta, ale cały czas dziecko swojej matki.
              I usłyszenie czegoś takiego z ust matki może naprawdę zaboleć.
        • aluc Re: świete??????? 08.05.09, 12:26
          mam jednakowoż wrażenie, że jak ktoś ma ogólne poczucie zadowolenia z
          życia, to nie wywala nagle na stół takich pierdół (bo to są pierdoły
          jakich mało), w takim kontekście
          • mimka23 Re: świete??????? 08.05.09, 12:29
            Masz rację, to są pirdoły, tylko że widziałam, że te pirdoły autentycznie "popsuły" mojej mamie życie...
            • nangaparbat3 Re: świete??????? 08.05.09, 12:31
              Ja rozumiem, ze aluc uzyła słowa "pierdoły" w znaczeniu, ze takie to glupie, a
              nie że nieistotne.
              • aluc Re: świete??????? 08.05.09, 12:43
                użyłam w znaczeniu "nieistotne", chociaż być może i w odcieniu
                "głupio nieistotne"

                trudno mi sobie wyobrazić, żeby problemy tego rodzaju mogły mi
                osobiście
                wpłynąć na rzeczone zadowolenie z życia, uważam je
                bowiem za kompletnie nieistotne w ogólnym rozrachunku

                i dlatego mam wrażenie, że zostały użyte w charakterze argumentów
                zastępczych - coś jest z pewnością niepozamiatane, niepoukładane,
                coś wadzi w relacji matka-córka, więc - jak ten chłop, co żonę
                zabił, bo mu się przypomniało, że czterdzieści lat temu nie szła do
                ślubu dziewicą - matka wywala coś, co jest bardzo konkretnym
                zarzutem, łatwym do opisania, ale nie jest prawdziwą przyczyną

                • nangaparbat3 Re: świete??????? 08.05.09, 12:47
                  No wiesz - ten problem prawdziwy to chyba taki, ze matka samej siebie nie
                  akceptuje, ani swego zycia, i ma kozla ofiarnego pod ręka.
                  wlasciwie - statystyczna normalka.
                  • aluc Re: świete??????? 08.05.09, 12:50
                    zgadza się
                    też o tym napisałam wyżej
        • triss_merigold6 Pardon, pogięło Cię? 08.05.09, 13:11
          Nie widzisz różnicy między sporadycznym pofukaniem na małe dziecko a
          wylaniem wiadra pomyj na dorosłą córkę z urojonymi zarzutami
          dotyczącychmi czasów sprzed 15-20 lat?
    • teraz_asia Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 12:17
      Kurczę, ale to JEST spora różnica, kiedy ktoś ma zły dzień, albo ma
      o coś żal i mu się uleje ( jak to twoje dziecko chodzi ubrane, twój
      mąż nawet kubka po sobie nie odniesie, ale beznadziejna spódnica,
      jak te szmatławce, co nosiłaś w liceum...)a taką tyradą, nie mającą
      na celu niczego, poza chęcią zrobienia komuś krzywdy. To jest
      przerażające, tak hodować w sobie i kumulować złe myśli i same złe
      wspomnienia dotyczące własnego dziecka. Pewnie, że każda się kiedyś
      wściekła na własne dziecko, ale jeśli kogoś kochamy, to mamy raczej
      tendencje do pamiętania tych dobrych, a nie złych momentów. I
      wywalenie dorosłemu dziecku całej szafy brudów począwszy od
      wczesnego dzieciństwa jest prostym sygnałem- żałuję, że cię
      urodziłam. A coś takiego rozwali nawet najbardziej odporną i
      niezależną osobę, która jest jakoś związana ze swoimi rodzicami.
    • triss_merigold6 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 13:00
      Oto co spaskudzone życie osobiste i brak chłopa robią w głowę
      starzejącej się kobiecie.
      Mimko spróbuj się odciąć. Twoja matka miała nieudane życie, jest
      sfrustrowana, to nie Twoja wina a ona nie ma prawa wyżywać się na
      Tobie. Odeślij ją do endokrynologa, księdza, klubu dyskusyjnego dla
      starszych pań, sanatorium albo gdziekolwiek indziej byle nie musieć
      słuchać zarzutów z kosmosu.
      • e.logan Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 09.05.09, 09:37
        O zgadzam sie z triss.Zarzuy ktore przedstawilas to nie zrzuty tylko
        zachowania dziecka typowe dla okreslonych grup wiekowych.
        No chyba nie powiesz nam ze jako niemowle specjalnie jej
        chorowalas.To ze jej sie dobrze siedzialo u ciotek nie znaczy ze
        tobie dziecku ktore nie mialo z kim rozmawiac , czym sie zajac tez
        mialo byc tam dobrze.

        Rownie dobrze mogla Ci zarzucic ze roslas szybko albo bylas nie
        proporcjonalnej budowy.

        Kiedys moja mama powiedziala mi ze przezemnie nie mogla sobie po
        smierci ojca ulozyc zycia. I wiesz ile w tym prawdy zero. Ukladala
        je sobie jak chciala z kolejnymi kolegami wogole nie liczac sie z
        tym ze ma dziecko.Tylko nic z tego nie wyszlo i latwiej zwalic
        odpowiedzialnosc na nic nie mogace dziecko niz stanac twarza w twarz
        z wlasny bledami, porazka.
    • kicia031 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 13:12
      Moja matka kiedys stwierdzila, ze jestem jej najwieksza kleska
      zyciowa. Doradzilam jej, zeby zaczela szukac poczucia kleski badz
      sukcesu w sobie i swoim postepowaniu,a nie w innych ludziach.

      Kiedys sie tym przejmowalam, ale juz z tego wyroslam...
    • mamamonika Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 14:44
      Czy powiedziała że jesteś złym człowiekiem, że coś TOBIE się nie
      udało? Nie...
      Bredzi coś o niegrzecznych zabawach, ubieraniu i własnym
      niedostosowaniu życiowym. Jedyny przekaz ważny - to że była
      nieszczęśliwa ze swoim życiem, macierzyństwem, faktem posiadania
      dziecka. Może sobie myślała, że to dziecko przekreśliło jakieś
      niesamowite możliwości życiowe. Kogoś w końcu musiała obciążyc za
      swoje niepowodzenia, dziecko jest najbliżej.
      Nie powiedziała NIC co powinno by Cię dotknąć - poza tym, ze czuła
      Ciebie jako cieżar. Ale o tym już chyba wiesz. Sama wypowiedź i
      powalająca waga "zarzutów" niestety świadczy, że mama jest
      niedojrzała, do tej pory. I ze Ty się od niej nie uwolniłaś, Wasze
      relacje nie są na poziomie dorosły-dorosły. Potrzebna Ci jest chyba
      mimo wszystko jej akceptacja. A żeby zrozumieć i wybaczyć musisz ją
      zobaczyć jako pogubioną, nieszczęśliwą kobietę, nie jako matkę.
      Nie wiem czy się naprawdę zaprzyjaźnicie - nie każdemu jest to dane.
      Poza tym na szczęście masz bliższe osoby w życiu niż matka. To ich
      zdanie bym brała pod uwagę, a nie idiotyczne wyrzuty o niegrzecznej
      dziewczynce.
      Trzymaj się smile
      • verdana Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 15:03
        Jak to nie powiedziala nic, co mogloby dotknąć? Chyba nic - nawet
        doroslego człowieka- nie dotyka bardziej, niz stwierdzenie faktu, ze
        własna matka uwaza, ze dziecko przysporzylo jej jedynie trosk -
        zarowno w przszlosci jak i obecnie - ize go faktycznie nie lubi.
        Racjonalne argumenty tu nie dzialaja, kazdy jednak chcialby być
        akceptowany przez wlasną matkę, choćby na zasadzie, ze jesli wlasna
        matka mnie nie lbi, to kto może?
        Nie wierze tez w gorszy dzień - gorszego dnia mozna nawymyslać i
        tyle, ale nawet gorszego dnia nie pamięta się tak dokładnie
        wszystkich przewin od narodzenia do czadsów obecnych. Matka chyba
        musi o nich czesto mysleć i je kolekcjonować.
        Nie uwazam też, aby w tym przypadku "przepraszam" cos zmieniło.
        Przeprosić mozna za awanture, glupią uwage. Pewne rzeczy raz
        powiedziane - zostaja. Nie wyobrazam sobie, ze zona mówi meżowi, ze
        wyszla za niego, bo nie miala lepszych kandydatów, a on mial
        mieszkanie, ze zawsze miala do niego wstret, ze jest marny w łóżku i
        glupi w rozmowie - a nazajutrz przeprasza i wszystko jest OK.
        Moge tylko współczuc matki.
        • mamamonika Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 15:10
          Ja piszę w opcji "na spokojnie" - gdyby matka miała konkretne
          zarzuty - fakt, można by się nad nimi zastanowić, a autorka
          usłyszała tylko masę idiotyzmów i stwierdzenie, ze nigdy nie była
          dość dobra i była źródłem kłopotów i niepowodzeń. Tak - przykre
          okropnie, ale tego raczej nie zmieni - problem tak naprawdę mam
          matka. Skoro ona jest nieszczęśliwa, chce kogoś ukarać, a najłatwiej
          jest to zrobić za pomocą córki. Przy czym uczucia córki są nieważne,
          a nawet może matka ma jędzowatą radość, ze komuś dowaliła.
          Jedyny sposób - to nie dać się jej ranić, tak zwichrowanej psychiki
          jak matki autorki nie wyprostuje się szybko, a na pewno chcieć musi
          tego sama zainteresowana. Czyli - ja bym radziła nie dopuszczać do
          takich sytuacji, ograniczyc kontakty maksymalnie, nie pozwolić
          obwiniac się za całe zło świata, dawać niszczyc sobie życia.
          • nangaparbat3 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 15:49
            To nie takie proste.
            Nie dawac sie.
            Juz slysze tę grę na poczuciu winy - "Tak się dla ciebie poswięcalam, a ty....",
            nakręcanie rodziny i sąsiadow. Wycofujac sie zostaje sie "zlą córką" - na
            dodatek, przecież nikt nie zacznie biegac po miescie czy nawet rodzinie i
            opowiadac, o co naprawde chodzi.
            • mamamonika Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 16:18
              Jak się nie wycofa też będzie złą córką, tylko z nocnikiem na głowie
              przy każdym spotkaniu gratis. Ja już wolałabym chyba to ciachnąć i
              przynajmniej swoje uczucia doprowadzić do porządku.
      • ledzeppelin3 Kolejną pogięło 08.05.09, 15:12
        A żeby zrozumieć i wybaczyć musisz ją
        > zobaczyć jako pogubioną, nieszczęśliwą kobietę, nie jako matkę.

        Eeee, ze co przepraszam? Wybaczyć i zrozumieć traktowanie własnego dziecka jak
        worek treningowy? A niby dlaczego, bo tak w polskiej tradycji przyjęte, że czcij
        matkę swoją?
        Oczywiście, powinna zrozumieć, powinna wybaczyć, powinna nadstawić drugi
        policzek. Tylko ciekawe w imię czego? A, przepraszam, oczywiście: "Bo to twoja
        MATKA". W imię tego, nieprawdaż?
        • mamamonika Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 15:41
          Qrde, nic mnie nie pogięło, a zrozumieć można nawet kogoś kogo się
          nie znosi. Zrozumieć nie znaczy polubić czy zaakceptować bez
          zastrzeżeń. Chodziło mi o zobaczenie matki w innym świetle - jako
          pogubionej, nieszczęśliwej kobiety, która właśnie opowiada durnoty,
          a nie kogoś, czyje słowa trzeba koniecznie brać do siebie i się nimi
          strasznie przejmować.
          Ale matka mimo wszystko to ważna osoba - trudno olać tak zupełnie to
          co mówi - chyba lepiej właśnie inaczej ją sobie "ustawić" i nauczyć
          się z nią postępować. Bo co radzisz - stłuc, zwymyślać, wylać swoje
          żale?
          Ja bym radziła się odciać od tak toksycznej osoby, co juz napisałam.
          • kali_pso Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 15:52


            nieszczęśliwej kobiety, która właśnie opowiada durnoty,
            > a nie kogoś, czyje słowa trzeba koniecznie brać do siebie i się
            nimi
            > strasznie przejmować



            No sorry Cię bardzo, ale to nie jest pani z warzywniaka czy
            nielubiana szwagierka, żeby jej opinie zbywać- "Jestem ponad to"
            tylko MATKA- osoba, którą dziecko kocha, często wbrew jakiejkolwiek
            logice i podświadomie liczy, a czasem nawet oszukuje się przez całe
            życie że jest/było dla niej kimś ważnym.
            Taka szczerość po latach nie przynosi żadnych pożytków- trudno, nie
            każdy sprawdza sie jako rodzic, ale trzeba z tym zyć i nie
            przekładać własnych niepowodzeń na nic niewinne dziecko. Buzia w
            ciup.
            Bo pani mamusia zachowała sie wyjatkowo egoistycznie, w dupie mając
            uczucia córki. Koniec. Kropka.
            • mamamonika Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 16:45
              Zgadzam się że mamusia była niegrzeczna. Co dalej proponujesz? wink
        • nangaparbat3 Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 15:52
          a ja się zgadzam, ze koniec końców trzeba zobaczyc tę nieszczęsną pogubiona
          kobietę i wybaczyc - ale wlasnie "koniec końcow", kiedy już sie przezyje tę calą
          zlosc, gniew, wściekłosc. Dopiero potem.
          • setia Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 15:59
            oczywiście, że trzeba wybaczyć, ważne jest to dla naszego zdrowia psychicznego.
            tkwienie przez lata w negatywnych emocjach nie rodzi nic dobrego, trzeba się z
            tego oczyścić. wybaczyć w znaczeniu zrozumieć (dlaczego to powiedziała,
            co nią kierowało) nic poza tym.
            w zasadzie zgadzam się z każdym słowem mamymoniki.
            • mamamonika Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 16:21
              Dokładnie - sytuacja wiadomo jest nie do pozazdroszczenia, ale jakoś
              to trzeba rozwiązać bez wzajemnego zatruwania się. To nie prowadzi
              do niczego, najwyżej "na wyjściu" będą dwie sfrustrowane, poobijane
              kobiety. Zrozumienie nie oznacza akceptacji, tylko inne spojrzenie
              na sprawę. Myślę, że jeśli autorka będzie umiała tak spojrzeć na
              matkę, przynajmniej czasowo usunąć ją ze swojego życia lub
              ograniczyć kontakty będzie mniej bolało.
              • ledzeppelin3 Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 19:07
                To mit, że "wybaczenie" jest niezbędne do odzyskania spokoju ducha. Nic innego,
                tylko mit.
                Ludzie są przeświadczeni, że przebaczenie jest niezbędnym krokiem w uzdrowieniu
                życia i osiągnięcia spokoju. Wierzy w to nawet część terapeutów. To jest też
                zgodne z polską religią i przekonaniami własciwymi dla niej.
                Ale równie duża część specjalistów nie zgadza się, że trzeba przebaczać swoim
                oprawcom/katom/sprawcom nieszczęść. Zresztą, mówiąc o przebaczeniu mamy zwykle
                na myśli jego dwa aspekty: odrzucenie chęci zemsty i uwolnienie strony, która
                zawiniła, od odpowiedzialności.
                Odrzucenie pragnienia zemsty jest korzystne dla ofiary, bo pragnienie zemsty
                zabiera czas i cenna energię. Ale dlaczego uwalniać od odpowiedzialności kogoś,
                kto krzywdził i rani? To jest dopiero złe. Dlaczego mamy takiego człwoieka
                rozumieć? Nie tędy droga. To nam NIC nie da. To, co malezy zrobić, to uwolnić
                się emocjonalnie od takiego kogoś. I nie trzeba tu patrzeć oczami matki,
                rozumieć ją. Jej się nie da zrozumieć- i nie ma takiej potrzeby. Zrobiła to, co
                zrobiła. Nalezy zrozumieć, że nie miało to z autorką wątku nic wspólnego, a nie
                rozumieć motywy jej postępowania.
                Jedną z pułapek przebaczania jest to, ze ono hamuje zdolność uwolnienia
                powstrzymywanych i stłumionych emocji. W jaki sposób można czuć gniew na
                rodzica, skoro mu się "przebaczyło"?
                A tu mamy kolejny mit- że gniew jest czymś złym i destrukcyjnym. Tak tak,
                grzeczne dziewczynki nie czują gniewu. Tymczasem bez odczuwania gniewu i
                rozpaczy że było tak, a nie inaczej, nie można odciąc się od przeszłości.Można
                się jedynie znieczulić, a i to na krótko. I można poczuć się lepiej- to prawda-
                "patrzcie, jaki jestem dobry. Wybaczyłem. No święty ze mnie normalnie". Tyle, że
                takie podnoszenie sobie ego jest złudzeniem. Tak naprawdę spokój można osiągnąć,
                gdy doświadczy się uczucia żalu i gneiwu a następnie przerzuci odpowiedzialność
                tam, gdzie powinna ona spoczywać, czyli na barki matki.
                • echtom Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 19:19
                  To nie mit, że przebaczenie jest niezbędne (miałam to w poprzedniej sygnaturce). Ale tak, jak piszesz na końcu - nie polega ono na uwolnieniu winnego od odpowiedzialności, lecz uwolnieniu siebie od złych emocji, poczucia krzywdy i pragnienia zemsty i przerzucenie całej odpowiedzialności na barki tego, który skrzywdził. Parę literackich przykładów pokazuje, że przebaczenie bywa dla winnego ciężarem nie do udźwignięcia wink
                  • iwles Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 19:25

                    tylko, że życie, to nie fikcja literacka.

                    A do przebaczenia potrzebna jest przede wszystkim dobra wola osoby,
                    ktorej mamy wybaczyć, szczere przeproszenie nas, żal i skrucha.
                    • echtom Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 19:31
                      Nie - można przebaczyć bez tego. Ale zgadzam się, że cholernie trudno się
                      przemóc i zajmuje to sporo czasu. Mi zajęło 16 miesięcy. Druga strona nawet o
                      tym nie wie i chyba nie jest specjalnie zainteresowana. Zrobiłam to dla własnego
                      dobra, żeby móc normalnie żyć.
                    • nangaparbat3 Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 23:58
                      Prawdziwe przebaczenie jest mozliwe wówczas, gdy jestesmy na tyle silni, ze juz
                      nas nie boli, juz nas stac na pewna nonszalancje wobec krzywdy, jakiej
                      dowiadczylismy. I niewiele to ma wspolnego z postawa tego, kto skrzywdzil -
                      chyba ze postapił zupelnie nieswiadomie i uda mu sie nas o tym przekonac.
                      Przebaczenia - wbrew idealistycznym pogladom - przypomina nieco wzruszenie
                      ramionami.
                    • ledzeppelin3 Re: Kolejną pogięło 09.05.09, 20:00
                      > A do przebaczenia potrzebna jest przede wszystkim dobra wola
                      osoby,
                      > ktorej mamy wybaczyć, szczere przeproszenie nas, żal i skrucha.
                      >
                      Absolutnie tak
                      Bez tego to nie jest przebaczenie, to zwykle oszukiwanie się i
                      pompowanie ego
                • mamamonika Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 21:23
                  No patrz pani, jak różnie można te same słowa rozumieć.
                  Dla mnie zrozumieć - znaczy zdystansować się. Wyjść z relacji
                  dziecko-rodzic. Uznać, że matka jest głupa/pokaleczona/głupio
                  gada/nie potrafi sobie ze sobą poradzić - ale to nie ma na mnie
                  wpływu. Jej słowa mnie nie wartościują. Nie jest wyrocznią - jest
                  złośliwą kobietą ze spapranym życiem, która nie potrafi radzić sobie
                  z emocjami.
                  Moze kiedyś autorce zrobi się jej zal i naprawdę ją zrozumie, a może
                  będzie "tylko" umiała kazać jej zamilknąć/wyjść...
                  Matka ma największy kredyt na miłość dziecka, ale i to można spaprać
                  jak widać. Nikt nic nie musi z definicji. Ale często dziecko nie
                  potrafi przestać kochać - i sie bać mimo 30 na karku.

                  Nie wiem, gdzie w takim podejściu siedzi to całe cierpiętnictwo i
                  podłoże religijne?
                • nangaparbat3 Re: Kolejną pogięło 08.05.09, 23:54
                  Dlatego proponuje - najpierw gniewm potem, jesli się da, zrozumienie i wybaczenie.
                  Odciecie sie i zerwanie kontaktow niczego nie zalatwia - moze załatwic odciecie
                  sie od kochanka, ale nie od matki.
    • black-cat Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 16:14
      Toksyczna mama? Nie przejmujemy się. Odwiedzamy raz w roku albo
      rzadziej. Telefonujemy raz na pół roku. Nie mówimy za dużo co się u
      nas dzieje. Po roku stwierdzi, że ma dobre dziecko i za nim tęskni.
      Po dwóch latach będziesz dla niej najwspanialszą córką na świecie.
      • mamamira Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 17:20
        Następna trzep..ta mama.Sama jestem mama dorosłych dzieci ,nigdy bym tak nie
        powiedziała nawet gdyby tak było.Jesteś dorosła,znasz własne wartości,żyj
        własnym życiem,nie przejmuj się tym co ona powiedziała .Dzieci się kocha za to
        ze są a nie za to jakie były czy jakie mogłyby być.

        https://emoty.blox.pl/resource/tuxout.gif
    • fajka7 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 17:34
      Jedyne co mozesz zrobic, to powiedziec mamie, ze bardzo Ci przykro i
      to co uslyszalas Cie zasmucilo, ale nie czujesz sie odpowiedzialna
      za jej nieudane zycie, bo jestes tylko jej dzieckiem, a rola dziecka
      nie jest uszczesliwianie rodzicow i spelnianie ich oczekiwan.
      Pewnie mama nie rozumie tak prostych prawd, bo by nie urzadzila Ci
      takiej sceny, ale tu po prostu nic sie nie da zrobic wiecej tylko
      asertywnie zakomunikowac fakt.
      Mama ma problem albo wiele problemow, na pewno nie bylo jej latwo
      jako samotnej matce i sobie nie radzila najwyrazniej, a teraz
      probuje jakos zracjonalizowac niepowodzenia przerzucajac
      odpowiedzialnosc na otoczenie. Nie jest to dojrzale, ale taka masz
      matke, innej miec nie bedziesz.
      Mozesz czuc sie z tym zle i mozesz jej o tym powiedziec, a poza tym
      jestes bezradna wobec jej sposobu widzenia swiata.
      Nie ma sensu zmuszac sie by udawac, ze nic sie nie stalo albo
      przepraszac za cokolwiek - bylas tylko dzieckiem. Teraz jestes
      dorosla i mama musi uszanowac Twoje wybory. A ze nie wszystko jej
      sie podoba? No coz, nie musi jej sie wszystko podobac, wolno jej
      podchodzic do Ciebie krytycznie, tylko Ty nie musisz tego sluchac.
      Tak uloz stosunki z mama, zeby sie chronic przed tym negatywnym
      doladowaniem, ktore mama lubi Ci rzucic na ruszt, bo mysli, ze tak
      trzeba.
      A to co uslyszalas musisz przyjac - no tak ona mysli. Strasznie
      przykre, ale nie jestes w stanie spelnic jej oczekiwan. Tylko, ze
      nie na tym zycie dorosle polega by spelniac oczekiwania rodzicow i
      sie z nimi we wszystkim zgadzac. Musialabys przestac bac sie gniewu
      mamy, gdy postepujesz wbrew jej zalozeniom. To jedna z miar
      doroslosci.
      Moze wybierz sie do terapeuty jesli bedzie Cie to meczyc. Bo takie
      tam rady forumowe nic nie daja, gdy czlowieka boli i jakby sobie
      sprawy nie tlumaczyl, bolec nie przestaje. Czasami trzeba wykonac
      gruntowniejsza prace nad wlasna dusza pod okiem zawodowca.
      • babcia47 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 18:17
        Tylko, ze
        > nie na tym zycie dorosle polega by spelniac oczekiwania rodzicow
        ..zycie dziecka tez nie na tym polega..mamusie, które uważają, że
        dziecko ma spełnić ich oczekiwania i marzenia, staja się później
        takimi matkami dla swoich dorosłych potomków. Obserwując ich
        reakcje, wypominanie "poswięcania się dla dziecka", często mocno na
        wyrost (no i dziecko samo sie na świat nie pchało) zastanawiam się
        czy rodziły w swoim mniemaniu dziecko czy niewolnika?
        • echtom Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 18:26
          Czasem dziecko, czasem niewolnika, czasem opiekuna na starość...
        • fajka7 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 18:57
          Nie wiem co mysla matki. Prawdopodobnie mysla, ze postepuja
          prawidlowo. Moze brakuje im wiedzy? moze wrazliwosci? moze sa
          zaburzone, bo same nie otrzymaly dobrych wzorcow? nie potrafia
          kochac naprawde? Nikt zdrowy psychicznie swiadomie dziecka nie
          skrzywdzi, a jednak tej krzywdy wszedzie pelno i kazdy popelnia
          bledy. Wychodzi na to, ze bycie dobrym, zdrowym rodzicem jest
          cholernie trudne, tak?
          • triss_merigold6 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 19:01
            Tak. Zasadniczo uważam, że dwa poprzednie pokolenia (moich rodziców
            i dziadków) mają w większości zrytą psyche i przekazały dziś
            dorosłym dzieciom mało fajne spadki.
            • fajka7 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 19:38
              Mnie sie wydaje, ze to glebiej siega niz 2 pokolenia. Czy jest okres
              w dziejach, gdy szanowano dzieci?
              • patssi Mam to samo ze swoim ojcem 08.05.09, 19:44
                Wiecznie jest niezadowolony i zawiedziony
                Mąż nie taki,studia nie takie,dziecko za wcześnie...za krótki okres
                narzeczeństwa...Młoda choruje,moja wina...praca nie taka...nie w tym
                miejscu co trzeba nawet mieszkam....a dlaczego nie
                oszczędzam....buuuuuuuuu
                surtututututututututu......
                Dystans,którego uczę się do dziś mnie ratuje i tylko on!
    • mrs.solis Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 21:18
      Gdybym ja cos takiego uslyszala od swojej matki to bym jej
      powiedziala,ze gdyby myslala glowa a nie dupa to by nie miala tak
      zmarnowanego zycia z mojego powodu. Nastepnie ograniczylabym nasze
      kontakty,zeby juz wiecej nie musiala cierpiec z mojego powodu.
    • kawka74 Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 21:20
      Rozumiem Cię doskonale.
      Kiedy moja matka chorowała, usłyszałam w którymś momencie od niej, że to przeze
      mnie ma raka. Doskonale wiem, dlaczego to powiedziała, w jakim stanie
      psychicznym była, ale do tej pory gdzieś to we mnie tkwi.
      A co dopiero taki wykład, jak u Ciebie... Smutne to strasznie. Wiadomo, że
      najlepszym wyjściem jest uświadomić mamie w krótkich a dobitnych słowach, że to
      ona ma problem i to jej biznes, ale to nie sprawi, a przynajmniej nieprędko, że
      człowiek przestanie się czuć jak kupa. Trzeba siły, odwagi i czasu, żeby się
      odseparować i żeby wbić sobie do głowy, że już nie musimy się czuć jak kupa.
      powodzenia
    • anorektycznazdzira Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 08.05.09, 21:55
      Wiesz co, wcale się nie dziwię, ze chciałaś się wyżalić. Przykro mi
      sie zrobiło, jak to wszystko przeczytałam. Matka nie powinna tak
      nigdy do dziecka powiedzieć. Nawet, jeśli jest zmęczona, o coś
      rozgniewana, ma swoje problemy i nie myśli trzeźwo (podejrzewam, ze
      coś takiego mogło zaważyć na tej wypowiedzi).
      Przepraszam, ze zapytam- ile lat ma Twoja mama? Normalnei mysle, czy
      to nei początki jakichś zaburzeń na tle miażdzycowym, takie
      sklerotyczne obwinianie innych o całe zło świata (moja babcia tak
      miała, po lekach autentycznei sie poprawiło) lub inna przyczyna
      medyczna. Rozumiem, że pierwszy raz w zyciu usłyszałaś takie
      "rewelacje" czy mama co jakiś czas zawsze krytykowała?
      I trzymaj się...
    • a_gurk Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 09.05.09, 23:41
      Wspolczuje. Moja mama kocha mnie ogromnia a ja ja, ale powiedziala
      mi cale tony nieprzyjemnych slow. Dzis wiem, ze czesto to byla po
      prostu niewiedza i spadek z domu rodzinnego. Moj maz, ktory tez sie
      borykal z ranami z dziecinstwa, i ja uknulismy nawet teze, ze
      pokolenie naszych rodzicow zostalo naznaczone przez wojne. Zreszta
      kiedy w Polsce mozna bylo w spokoju i dobrobycie wychowywac dzieci?
      Dopiero od niedawna. A i tak dzisiaj duza czesc rodzin zyje w
      biedzie i poczuciu odrzucenia. Na to naklada sie stare porzekadlo,
      ze dzieci i ryby glosy nie maja. Sa to sprawy przenoszone na
      nastepnepokolenia.
      Ja moja mame staralam sie zrozumiec i jej przebaczyc. Kocham ja,
      bo dala mi zycie i na swoj sposob sie o mnie starala. Przebaczenie
      nie oznacza zapomnienia, ale powoduje, ze juz nie boli i ze ja nie
      ranie. Przebaczenie daje wolnosc wewnetrzna i rownosc relacji.
      Osoba, ktorej przebaczamy, moze ale nie musi o tym wiedziec. Ja jako
      osoba wierzaca ide z tym do naszego Stworcy i pod Jego opieke
      powierzam tych ludzi i cale sytuacje. Nigdy mnie nie zawiodl.
      Tak czy siak caly proces trwajacy kilka lat- przemyslenie,
      przetrawienie, przebaczenie i spojrzenie na nowo bylo niezbedne dla
      mnie do stworzenia szczesliwej rodziny i normalnych relacji z matka.
    • bruy-ere Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 10.05.09, 00:13
      nie czytałam tego co powyżej, bo nie mam czasu, więc powiem Ci co ja
      myślę, bez odnoszenia się do tego, co myślą inni

      Twoja mama ma ze sobą OGROMNY problem, na terapię kwalifikuje
      się na pewno (na 1-szy rzut oka rozpoznaję skrajny brak akceptacji
      siebie, ale to raczej nie wszystko)

      nie pozwól absolutnie, żeby jej słowa na Ciebie w
      jakiś sposób wpłynęły, to są problemy JEJ, NIE TWOJE

      trzymaj się!
    • mirkad Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 11.05.09, 08:03
      rozumiem twój żal
      moja mama też wychowała nas tzn. mnie i siostrę , sama po śmierci
      taty, i też nigdy nie usłyszałam od niej pochwały; wprawdzie nie
      mówiła nic złego ale zawsze dała mi do zrozumienia że nie jestem pod
      jakimś wzgledem dość dobra
      teraz też jako dorosła kobieta nie mogę liczyć na wsparcie - mimo
      iż w okresie po urodzeniu córki która jest głębokim wcześniakiem,
      bardzo potrzebowałam jej wsparcia, właśnie jako matki - pozostało
      to w sferze marzeń
      ani razu nie usłyszałam, że dobrze postępuję dobrze, że sprawdzam
      się jako matka - zawsze słyszę krytykę: że nie tak ubrana, że woda
      do picia, że na wakacje jadę we wrześniu a powinanm w czerwcu itp.
      itd;
      i wiem że mojej córce tego nie zrobię - zawsze ją chwalę, nie mówię
      że się na nią nie denerwuję, ale nigdy nie powiedziałabyn jej takich
      rzeczy, zawsze będzie moim największym skarbem i radością, mimo iż
      wymaga rehabilitacji, stałego nadzoru specjalistów i w związkuz
      wxcześniactwem przysparza nam ponadprzeciętnych trosk
    • ollele Re: Dowiedziałam się od swojej mamy... 11.05.09, 12:52
      przykre to co piszesz sad ja z kolei od zawsze słyszałam, że idąc gdzieś z mamą
      jestem jej ogonem, ciągłe podirytowanie że zawsze musi ciągnąć za sobą ogony.
      tak jakby dziecko było gorsze. i z tego powodu wykształcił się we mnie odruch
      nienarzucania się tylko grzecznego i potulnego czekania i usuwania się na bok
      tak by nie wadzić ludziom. teraz z tym walczę, jak widzę ludzi wpychających się
      przed taką sierotę jak ja.
      no i jeszcze zawsze, absolutnie zawsze musiałam ustąpić młodszemu bratu bo
      jestem starsza i mądrzejsza, bo tak mamie było wygodniej. wejść na ambicję
      dziecka i po problemie, brat dalej robił co chciał i dostawał co chciał. teraz
      mama wszystkiemu zaprzecza i przykro mi że nawet teraz nie potrafi przyznać się
      do błędu.
    • lila1974 mimka23 14.05.09, 11:35
      I jak się czujesz?
      • kameroon Re: mimka23 14.05.09, 22:27
        Mi własnie coś podobnego wywrzeszczała niedawno teściowa teściowa.
        Po kilkunastu latach związku z jej synem.
        Dowiedziałam się, że jestem najgorszą rzeczą jaka spotkała jej syna,
        że jestem wrzodem na jego dupie.
        Powiem Wam, że wiele razy miała takie odpały, wiele razy obrażałam
        się na nią...
        Tym razem przegięła.
        Dorosłam w końcu do tego by całkowicie zerwać z nią stosunki.
        Mój nie-mąż ograniczył z nią stosunki do służbowych.
        Dobrze, że to tylko teściowa...
        Chociaż...
        Parę lat temu zerwałam kompletnie kontakty z moim rodzonym ojcem. O
        co innego co prawda poszło, ale nie brakuje mi go. Zdążyłam się
        przyzwyczaić i jest mi dobrze w tej sytuacji.
        Taki jest mój sposób.
        Może i ty spróbuj.
        Niech matka zobaczy, że dobrze czujesz sie bez niej.
        Niech ma powód do myślenia, przez pare nastenych miesięcy (lat?).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka