mimka23
08.05.09, 11:13
...w trakcie przedwczorajszej dyskusji, że przez całe swoje życie jestem dla niej problemem. Piszę o tym dopiero dzisiaj, bo musiałam to przetrawić. I tak oto:
-gdy byłam malutka dużo chorowałam i dletego wciąż miała ze mną problem
-gdy byłam troszkę większa, uważa, że byłam zaborcza, zazdrosna o inne dzieci i zbytnio trzymająca się spódnicy (wychowywała mnie samotnie)
-jako dziewczynka wciąż dawałam jej powody, aby musiała się za mnie wstydzić: często płakałam, w trakcie zabawy z innymi dziećmi za głośno się śmiałam, piszczałam, zaczynałam marudzić gdy zbliżała się późna pora na imieninach u cioci i chciałam isć do domu...
-jako nastolatka: nie ubierałam i nie czesałam się tak, jakby sobie tego życzyła, nie chodziłam do kościoła, robiłam co chciałam nie słuchając jej
-na dzień dzisiejszy: jestem złą matką dla swojego dziecka w jej oczach, bo nie chodzę z nim do kościoła, bo daję mu wodę do picia, bo brzydko ubieram. Dowiedziałam się od niej, że właściwie to nikt z rodziny mnie nie lubi i nie może powiedzieć o mnie nic dobrego, bo nigdy nikomu nie pilnowałam dzieci, nie pomagałam.
Szczerze mówiąc zatkało mnie, gdy usłyszałam te wszystkie zarzuty, a dopiero teraz zaczęło mnie to bardzo boleć. Okazuje się, że jedyna dobra rzecz dla mojej mamy we mnie, to dobre wyniki w nauce...pozostawię to bez komentarza. Przepraszam za to wyżalanie się, ale nie wiem jak teraz mam się zachować wobec własnej matki.