leinad.2
07.10.09, 13:28
W niedzielę /4.10.br/ wybrałem się na koncert Inauguracyjny do
szacownej instytucji jaką jest Opera Bałtycka. Dowiedziałem się o
zamiarach artystycznych słuchając "szeleszczącej" wymowy Dyrygenta i
jednocześnie Dyrektora Artystycznego. Wymowa mi nie przeszkadzała,
nawet miło i z podziwem dla artykulacji słuchałem jak Joze Maria
Florencjo zachwala szeroko, z entuzjazmem, z pasją i osobistym
zaangażowaniem walory wokalne, osiągniecia i sukcesy trójki
wykonawców - sopranu,barytona i basu. To wielka "podpora" dla
przyszłego, ambitnego repertu Opery. Sopran zaś,cytuję - "pomóżcie
mi ją przekonać, że będzie najlepszą Lady Makbet..." Stop! Pan
Dyrygent zastosował metodę stosowaną przez opłacanych "klakierów"
dyrygując batutą natężenie i długość trwania oklasków. Mnie nie
zachwyciła wokalnie, ale wizualnie owszem. Szczególnie "lisy"
otulające kształtne ramiona... Batutą zaś mógłby wyciszać, świetnie
i nad wyraz profesjonalnie grającą Orkiestrę, by podobno znakomity
bas był słyszalny. Bo, nie był niestety! To jest głos nadający się
do recitali, kameralnych wnętrz, wtedy być może
nadmierne "tubowanie" by nie przeszkadzało. Baryton za to nadrabiał
gestem, mimiką i niepotrzebnym napięciem głosowym. I tak był
słyszalny. Nie wymieniam nazwisk zostawiając ten zaszczyt
Dyrygentowi, którego maestria dyrygowania nie podlega dyskusji, i
który w finale konceru nie musiał batutą "namawiać" widowni do
gromkich i długich oklasków przeznaczonych dla Chóru za wspaniałe
wykonania swoich "solowych" utworów!!! Tak na marginesie - soliści
mogli ukłonić się tylko raz, brawa i tak były dla Maestro, Orkiestry
i Chóru. Kłaniam się z szacunkiem, życząc, by nie zaistniała w
Operze Bałtyckiej przewaga formy nad treścią!!! Magister Artis