Dodaj do ulubionych

Zoppoterologia

09.12.02, 11:46
zoppoterze,
Jako człowiek kulturalny, a przede wszystkim cierpliwy i wyrozumiały,
kierując się słuszną bądź co bądź sugestią twojego przyjaciela Stefana, nie
będę już podnosił tamtego wątku.
Chce jednak, abyś wiedział, że chociaż uważam, że jesteś ze wszech miar
paskudnym i pokrętnym typem, to wcale cię nie nienawidzę. Zbytnio sobie
pochlebiasz, jeśli żywisz takie przekonanie. To byłby kolejny dowód twojego
wysokiego mniemania o sobie, które nie znajduje jednak uzasadnienia nie tylko
w moich oczach.
Jeżeli chodzi o mnie, to ja uczucie nienawiści rezerwuję sobie na bardziej
wzniosłe okazję i szczytne cele niż dyskusje z tobą, a obdarzając nim twoją
osobę, bym się tylko ośmieszył.
Może i bym ci wysłał sekundantów, ale – jak już wspominałem wcześniej – nie
uważam, abyś posiadał choć odrobinę zdolności honorowej. Nie dostrzegam też w
tobie nawet szczypty zwykłej ludzkiej przyzwoitości, która powinna
charakteryzować nawet człowieka z gminu. Więc byłoby dla mnie wielkim
dyshonorem skrzyżowanie szabel z kimś takim jak ty. Gdybym już miał dobyć
szabli z pochwy, to chyba tylko w tym celu, aby cię spłazować lub ewentualnie
obciąć uszy.
Przegrywasz ze mną nie dlatego, że ja stosuję metody Goebbelsowskie, ani nie
dlatego, że jestem od ciebie znacznie inteligentniejszy, mam większy talent
retoryczny i poczucie humoru (co jest oczywiście prawdą), ale tylko dlatego,
że ty sam nie potrafisz postępować uczciwie i szczerze nie tylko wobec
swojego adwersarza, ale przede wszystkim wobec samego siebie.
Porównywanie mnie do zbrodniarza hitlerowskiego poprzez powoływanie się na
to, że ja rzekomo działam wedle zasady Goebbelsa („pogratulować wyboru
nauczyciela” – napisałeś zoppoter, a ja ci odpowiadam: „sam sobie pogratuluj
tego!!!”) jest właśnie przejawem twojej bezceremonialnej manipulacji,
ohydnego szkalowania innych, obrzucania śmierdzącym błotem, które w twoim
zamyśle ma przylgnąć do adwersarza.
Nikt na ciebie nie rzuca nawozów ani w ilościach hurtowych, ani detalicznych.
A na pewno nie ja. Jeśli uważasz, że coś ci śmierdzi, to może najpierw spójrz
pod siebie, czy czegoś tam nie narobił. Jeśli twierdzisz, że ja manipuluję,
to mi to udowodnij. Przytaczam tylko twoje wpisy, które faktycznie miały
miejsce, pojawiły się na forum. „Wykręcanie kota ogonem” i tłumaczenie się
kontekstem, jest niewiarygodne i śmieszne.
Ty w ogóle nie słuchasz tego, co do ciebie mówią inni, nie wyciągasz wniosków
z własnego postępowania, nie potrafisz spojrzeć krytycznie, z dystansem na
własne niedoskonałości charakteru, na wady, których przecież żaden człowiek
(również ja) nie jest pozbawiony.
Zaperzasz się i brniesz w błoto, które do tego tak nieporadnie sam
rozchlapujesz na lewo i prawo. Zamiast przeskoczyć nad kałużą, pakujesz się
w sam jej środek. A potem bezpodstawnie oskarżasz innych, że cię tam
wepchnęli na siłę. A prawda jest taka, że ty po prostu lubisz pobrykać sobie
w błotku.
Ja ciebie nie chce oczerniać, dyskredytować w oczach innych (zwłaszcza twych
przyjaciół – bo wiem, że z wielkim trudem i niezwykle misternie budowałeś
swój pozytywny wizerunek na użytek w tym gronie) ani w żaden sposób nie
zamierzam cię krzywdzić.
Chcę tylko, abyś w przyszłych polemikach z kimkolwiek pamiętał zawsze o tym,
że rozmawiasz z drugim człowiekiem, który zasługuje (skoro już z nim podjąłeś
dyskusję) na szacunek i uwagę i któremu (tak jak i mnie) nie koniecznie muszą
przypaść do gustu twoje mentorskie maniery i nieeleganckie skłonności do
pouczania, do ustawiania ich po kątach.
Obserwuj wątek
    • pumeks Fasolka szparagowa dla trolli w sosie jajecznym: 09.12.02, 12:28
      Fasolka szparagowa dla trolli w sosie jajecznym:
      Składniki: 1 kg fasolki szparagowej, sól, cukier, 3 łyżki masła (margaryny),
      tarta bulka; sos: 1 1/2 łyżki masła (margaryny), 1 1/2 łyżki mąki, 2 szkl.
      wywaru z fasolki, sól, sok cytrynowy, gałka muszkatołowa, 2 jajka, 1 pęczek
      szczypiorku.
      Fasolkę przebrać, umyć, obciąć końce strąków, ściągnąć włókna, włożyć do
      wrzącej wody, osolić, dodać cukier i ugotować bez przykrycia. Fasolkę osączyć i
      przełożyć do ogniotrwałego naczynia, posypać zrumienioną na sucho bułką i polać
      stopionym masłem. Wsunąć do ciepłego piekarnika, by fasolka nie ostygła. Z mąki
      i tłuszczu sporządzić białą zasmażkę rozprowadzając wywarem z fasoli. Sos
      gotować na małym ogniu ok. 8 min, stale mieszając, dodać sól, odrobinę gałki
      muszkatołowej, sok cytrynowy. Sos powinien być kwaskowy. Do sosu dodać
      ugotowane na twardo i niezbyt drobno posiekane jajka oraz drobniutko posiekany
      szczypiorek. Gorącym sosem polać fasolkę. Podawać z pieczywem.
    • Gość: Stefan Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj IP: *.math.auc.dk 09.12.02, 13:09
      Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj na tą prowokację.

      Castorpie, przejrzałem Twoją wypowiedź bardzo pobieżnie (bo jest długa) i:
      (1) nie zauważyłem w niej nic nowego, czego byś już wcześniej nie powiedział,
      (2) zauważyłem bardzo dużo wysiłku, żeby Zoppotera obrazić.

      W związku z (1)
      • stefan4 Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 13:13
        To tylko, zeby potwierdzic, ze poprzedni niezalogowany post
        tez jest ode mnie. Przepraszam za pomylke.

        - Stefan
        • castorp Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 13:33
          Masz rację Stefanie,
          Ja nie będę tego kontynuował.
          Bowiem wiem, że jest to w pewnym sensie jałowe jak każda moja rozmowa z
          zoppoterem, która zawsze przypomina rzucanie „grochem o ścianę”.
          To co napisałem o nim i o jego zachowaniu nie było wcale adresowane do innych
          internautów, ale do niego osobiście. Nie miałem bynajmniej na celu oczernienie
          go i postawienie w złym świetle w oczach innych, lecz poruszenie jego własnego
          sumienia, a przynajmniej sprawienie tego, aby się choć na chwilę zastanowił,
          zreflektował nad tym co już kiedyś napisał i przede wszystkim nad tym, co
          jeszcze będzie pisał do innych ludzi i na temat innych ludzi.
          Kończę więc tę polemikę (z tarczą) i jeśli on będzie zachowywał się fair (a
          przynajmniej z odrobiną elementarnej przyzwoitości i kultury) w stosunku do
          mnie i do innych, jeśli nie będzie „wieszał psów” na innych ludziach i na mnie,
          może być zupełnie spokojny i dalej uprawiać swoją fasolkowo-
          rzygaczową „twórczość” bez wstrętów z mojej strony.
        • cze67 Re: Zoppoterze, prosze˛ Cie˛, nie odpowiadaj 09.12.02, 13:34
          Ty castrop masz jakas straszna obsesje na punkcie zoppotera. Nie wytrzymasz
          kilku dni zeby mu nie dogryzc. Tak na marginesie.
          Mam propozycje. Jak widac tylko was dwoch bawi ta wymiana zdan. Moze wiec
          pogwarzcie sobie za pomoca waszych skrzynek mailowych? Mysle, ze to rozsadne
          wyjscie z sytuacji.
          • castorp Re: Zoppoterze, prosze˛ Cie˛, nie odpowiadaj 09.12.02, 13:55
            "Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma" - jak mawiał pan Zagłoba
            herbu Wczele (Panie, świeć nad jego duszą!) - a propos komentarza Petelki.

            "Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą" - więc się nie dziw niczemu cze67.
            A za radę dziekuję, ale nie wiem, czy się do niej zastosuję.

            "Kto mieczem wojuje, od miecza ginie", a nie ma ostrzejszego miecza, bardziej
            groźnego oręża nad słowa miotane przez ludzki umysł - ku rozwadze
            zoppoterowskiej tę sentencję przytaczam.
      • petelka Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 13:31
        Gość portalu: Stefan napisał(a):

        Interweniując nie broniłem przyjaciela tylko dwóch
        > inteligentnych anonimowych ludzi przed staczaniem się do rynsztoka. Nie
        > ingeruję, gdy jakieś męty rzucają w siebie kurwami, ale jest jasne, że Was obu
        > stać na więcej. Tylko żebyście w końcu zwalczyli to zaklęcie, które Was
        trzyma
        > zacietrzewionych na przeciwko siebie. Nie musicie się lubić ani cenić;
        > wystarczy, że będziecie siebie nawzajem unikać, przynajmniej w miejscach
        > publicznych.

        Również podpisuję się pod tym, co napisał Stefan. Zoppoter, Castorp - obaj
        jesteście inteligentnymi ludźmi, ale Wasze polemiki nie mają juz żadnych treści
        merytorycznych. Są juz tylko kłótniami dla samych kłótni, gdzie do znudzenia
        powtarza się te same argumenty. Sorry, ale przypominacie stare, znudzone sobą
        małżeństwo, wywlekające ciagle te same sprawy sprzed wielu lat. Małżeństwo,
        gdzie jedno nie może już patrzeć na drugie, ale... rozstać też sie nie może.:(
        • jarohu Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 17:35
          petelka napisała:

          Sorry, ale przypominacie stare, znudzone sobą
          > małżeństwo, wywlekające ciagle te same sprawy sprzed wielu lat. Małżeństwo,
          > gdzie jedno nie może już patrzeć na drugie, ale... rozstać też sie nie może.:(
          >
          Ha Pętelko ! Racja. Czy pamiętasz wspaniały film z Jeanem Gabin (i książka
          też) "Kot" ("Le chat")? To właśnie o takim małżeństwie. Małżonkowie nawet już
          nie rozmawiali tylko rzucali sobie karteczki - np. mąż karteczkę z
          napisem "kot" wypominając otrutego ongiś ulubieńca.
          • iwa_ja Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 20:37
            Hmmmmmmm......To ja też zamilknę. Chociaż mnie jeszcze trochę rzuca.
            Castorp... Nie mam kompleksu Marleny Dietrich, nie wymagam, zeby mnie wszyscy
            kochali. Ale skazania mnie na ciężkie roboty w efekcie procesu poszlakowego nie
            wybaczę. Zwracam uwagę, że w tym procesie moim obrońcą być Zoppoter.
            • vivion Re: Zoppoterze, proszę Cię, nie odpowiadaj 09.12.02, 22:27
              IWA! Witaj! Fajnie, że zabrałaś głos w tej Sprawie. Bardzo dowcipny głos na
              dodatek;) Czas skończyć z animozjami panów C i Z - obydwóch stać na dużo, dużo
              więcej a naszym zadaniem powinno być przynajmniej podjęcie próby "rozbrojenia".
              Kłótnie i prowokacje od dawna nie są zabawne... Mam głęboką nadzieję, że
              mądrość zwycięży:)))
            • castorp Ależ Iwo! 10.12.02, 08:39
              Iwo, przecież nie zostałaś wcale skazana i napiętnowana, choć istniały pewne
              poszlaki (co chyba obiektywnie przyznać musisz). Materiał procesowy był słaby,
              ale dobry prokurator uzyskałby na jego podstawie wyrok skazujący, gdyby tylko
              zechciał.
              A prokuratorowi chyba nie możesz darować tego, że miałaś kiepskiego adwokata.
              Musiał na prawku ciągnąć na samych trójczynach.
              Za to prokurator profesjonalista i służbista w każdym calu. Bezwzględnie i
              uparcie jak pies gończy tropi przestępców i nie popuszcza. Chwyta się zębami
              każdej poszlaki, dokładnie prześwietla każdą sprawę, wyjaśnia wszelkie
              okoliczności.
              W walce ze złem i fałszem, w poszukiwaniu prawdy jest niestrudzony, niezłomny,
              bezkompromisowy.
              Ale ponad to wszystko jest uczciwy i gdyby nie wycofał oskarżeń, biedaczka-
              oskarżona i jej pożal się Boże adwokacina ponieśliby sromotną klęskę przed
              sądem. Wyrok ławy przysięgłych byłby niechybnie skazujący.
              Ale się prokurator przystopował, bo przecież prawdę on kocha najbardziej,
              bardziej niż zwycięstwa w sali sądowej (odwrotnie niż adwokat, który krętaczem
              jest i prawdy nie ceni, do tego słaby fachowiec).

              Żeby choć trochę pozostać w ulubionej przeze mnie konwencji złośliwości,
              zadedykuję ci Iwo pewną sympatyczną piosenkę, która chodzi mi czasami po głowie
              i nie wiem doprawdy dlaczego właśnie teraz, gdy odczytałem twój ostatni
              komentarz, znowu zagościła w moim umyśle:

              „Owinięta w ręcznik leżysz na dywanie.
              Malujesz usta, płaczesz, leżysz cała w szkle.
              Dziewczynki prawie nigdy nie mówią o tym mamie,
              że przyjemnością ból tak często staje się.

              I właśnie teraz masz ochotę na klapsa.
              Już właśnie teraz masz ochotę na klapsa...

              Jestem mega zimny, gdy prosisz mnie o przemoc.
              Martwa na niby toniesz cała w szkłach.
              Rozbite lustro nie wyświetli tego.
              Prosisz o jeszcze, lubisz czuć ten smak.

              I właśnie teraz masz ochotę na klapsa.
              Już właśnie teraz masz ochotę na klapsa...

              Róża nie pragnęła wschodu słońca.
              Wietrzna na swej gałęzi pragnęła innej rzeczy.
              Róża nie pragnęła wierzy, ale ciemności.
              Na krawędzi ciała i marzenia czego innego pragnęła.
              Róża nie pragnęła róży.
              Nieruchoma na tle nieba czego innego pragnęła.”

              I właśnie teraz masz ochotę na klapsa.
              Już właśnie teraz masz ochotę na klapsa...
              • stefan4 Re: Ależ Iwo! 10.12.02, 10:22
                castorp:

                > Owinięta w ręcznik leżysz na dywanie.
                > Malujesz usta, płaczesz, leżysz cała w szkle.
                [...]

                Czy to jakiś modny ostatnio hewimental lub piskodolo? Słabo się wyznaję w
                piosenkach młodzieżowych, będę musiał nadrobić. A czy w tych stylach powstają
                również mniej niezdarne utwory? Mam na myśli formę poetycką, bo treść jak
                treśc, dla mnie może być. Da się napisać wzruszającą pieśń nawet o kałuży,
                tylko trzeba umieć.

                - Stefan

                • castorp Stefanie, Stefanie... 10.12.02, 11:11
                  To rockowa ballada T.LOVE. Całkiem niezła. Prawdziwy wyciskać łez.
                  Może warto byłoby Stafanie, abyś się nauczył ją nucić.
                  Kiedyś może będziesz miał okazję zaśpiewać ją cichutko małemu, stropionemu
                  chłopcu z sopockiej ulicy.
                  Już widzę oczyma wyobraźni tę rozdzierającą serce scenę.
                  Ty Stefanie stoisz wyprostowany ze swoją wypiętą, męską piersią.
                  Otwierasz szeroko ramiona jak matka witająca swoje dawno zagubione pociechy.
                  A on rzuca się w nie ze szlochem, przytula się do ciebie, że aż bark ci tchu.
                  A wasze zaszklone oczy świecą się szczęściem.
                  Tak Stefanie, naprawdę jesteś prawdziwym przyjacielem.
                  Gotów byłeś wspaniałomyślnie poświecić się i wystawić swoją pierś na ciosy moje
                  lub tego drugiego jegomościa.
                  Ja nie skorzystałem z tej oferty, bom człowiek o łagodnym usposobieniu.
                  A zresztą czyż można w ogóle było lepiej spożytkować te Stefanowe piersi.
                  Nie sądzę.
                  Skrzywdzony chłopiec znalazł w nich prawdziwą przystań, oparcie, ukojenie i
                  pocieszenie.
                  Ten mały, spłakany chłopiec, kwilący i lejąc morze rzewnych łez na najlepszą
                  Stefanową koszulę.
                  Bo Stefan nawet koszuli nie zdjął: wspaniałomyślny, niemałostkowy, wyrozumiały,
                  majestatycznie ojcowski niczym posąg Chrystusa z Rio de Janeiro.
                  To taka prawdziwa, wzruszająca męska przyjaźń.
                  • stefan4 Re: Stefanie, Stefanie... 10.12.02, 15:20
                    castorp:
                    > To rockowa ballada T.LOVE.

                    Rokokowa? No to nieźle się trzyma jak na takiego rupiecia. Nie myślałem, że
                    lubisz grzebać w zamierzchłych zabytkach i to na takim poziomie. A ten T.Love
                    to jakiś Anglik? Bo Amerykanie jeszcze wtedy chyba nie pisali ballad.

                    castorp:
                    > Już widzę oczyma wyobraźni tę rozdzierającą serce scenę. Ty Stefanie stoisz
                    > wyprostowany ze swoją wypiętą, męską piersią.
                    [...]
                    > A on rzuca się w nie ze szlochem, przytula się do ciebie
                    [...]

                    Castorpku, tego Ci potrzeba? Przykro mi, ale na moje piersi raczej się nie
                    załapiesz. Wiesz, ja mam trochę inne upodobania...

                    - Stefan
                    • castorp Stefanie, Stefanie, Stefanie... 10.12.02, 16:01
                      stefan4 napisał:

                      > castorp:
                      > > To rockowa ballada T.LOVE.
                      >
                      > Rokokowa? No to nieźle się trzyma jak na takiego rupiecia. Nie myślałem, że
                      > lubisz grzebać w zamierzchłych zabytkach i to na takim poziomie. A ten T.Love
                      > to jakiś Anglik? Bo Amerykanie jeszcze wtedy chyba nie pisali ballad.
                      >

                      Nieźle się trzyma, choć łamie ją w kościach. A ze starości tak się zgarbiła, iż
                      nie dosięga nawet poziomem średniej wysokości stołu.
                      A ten T.LOVE to taki farbowany (na lisio-rudy kolor) Chińczyk, a może i nawet
                      Żyd, o co go zresztą podejrzewają ci, których trudno zaliczyć do jego
                      entuzjastów.
                      Amerykanie są za płytcy, by w ogóle pisać dobre ballady. Za to Anglicy mają
                      tradycje i co ważniejsze sprzyjające warunki pogodowe. Często padający deszcz
                      na pewno skłania do nostalgii.

                      > castorp:
                      > > Już widzę oczyma wyobraźni tę rozdzierającą serce scenę. Ty Stefanie stoi
                      > sz
                      > > wyprostowany ze swoją wypiętą, męską piersią.
                      > [...]
                      > > A on rzuca się w nie ze szlochem, przytula się do ciebie
                      > [...]
                      >
                      > Castorpku, tego Ci potrzeba? Przykro mi, ale na moje piersi raczej się nie
                      > załapiesz. Wiesz, ja mam trochę inne upodobania...
                      >

                      Szkoda Stefanie, że masz inne upodobania, bo nasz chłopczyna będzie nieutulony
                      w swoim żalu. Rozumiem, że wolisz młodszych (wiesz co, też masz wymagania!).
                      Ale tym jednym razem mógłbyś zrobić wyjątek, zamknąć oczy, zacisnąć usta i
                      jakoś wytrzymać te parę chwil, aż szloch ustanie.
                      Ale nie, no przecież jak byś zacisnął usta, to nie mógł byś wcale nucić
                      ballady.
                      No chyba, że byłoby to murmurando.
                      A to mógłby być ucieszny widok.
                      Stary kocur na przypiecku mruczy sobie pod nosem rzewną balladę i wtula swój
                      pyszczek, przystrojony długimi wąsiskami, w pluszowego misia, którego
                      roztargniona Alicja z Krainy Czarów zapomniała wziąć do Krainy Czarów.
          • petelka Re: A propos starego małżeństwa 10.12.02, 12:24
            jarohu napisał:

            > Ha Pętelko ! Racja. Czy pamiętasz wspaniały film z Jeanem Gabin (i książka
            > też) "Kot" ("Le chat")? To właśnie o takim małżeństwie. Małżonkowie nawet już
            > nie rozmawiali tylko rzucali sobie karteczki - np. mąż karteczkę z
            > napisem "kot" wypominając otrutego ongiś ulubieńca.

            Witaj Jarohu:))) Pamiętam.:))) A najgorsze, że znałam osobiście podobne
            małżeństwo. Wprawdzie karteczkami nie rzucali (raczej cięższymi przedmiotami),
            ale ta obopólna niechęć trzymała ich razem aż do końca.:(((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka