Dodaj do ulubionych

Podsumowanie festiwalu Open'er

IP: *.iim.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.06, 17:58
Hmm, wszystko fajnie, tylko czytając ten reportaż zastanawiam się, czy na
przyszłość nie lepiej byłoby dokoptować do ekipy relacjonująco-uczestniczącej
dziennikarza, który zna się na innych rodzajach muzyki prezentowanej na
festiwalu poza gitarowo-rockową. Dlaczego nie pisze się więcej o muzykach,
którzy wyszli poza standard ze swoich płyt i z racji tego, iż do ich
tworzenia używają komputerów zaprosili do współpracy prawdziwych muzyków czym
zawiesili sobie poprzeczkę dużo wyżej niż "tradycjonaliści"? Proporcje w
relacji są bardzo zaburzone na rzecz np. Sigur Ros.Skoro oni mieli w pewnym
momencie cztery dęciaki na scenie, to dlaczego nie wspomniano, że Kanye West
przez cały koncert miał na scenie małą orkiestrę smyczkową + harfa i dwóch
wokalistów o operowej skali? Pierwszego dnia Pharell zrobił porządne
rzemiosło za 500 000$ dolców, można się było spodziewać trochę więcej. Ale
sekcję rytmiczną miał niesamowitą i najlepszą bez wątpienia na całym
festiwalu. The Streets dużo lepiej niż można się było spodziewać, śmiem
twierdzić, że wielu ich rzeczy słucha się dużo lepiej niż na płycie. No i
Mike Skinner to urodzone zwierzę sceniczne - "everybody get fuckin' low" i
wszyscy zachwyceni;-). Basement Jaxx - świetnie, powalająco, piękna klubowa
muza zagrana z towarzyszeniem trzech dęciaków, gitary, perkusji i czarnych
wokalistek - gość w dresie z cekinami to był dopiero oniryzm. I perła całego
festiwalu: Kanye West. Szczerze mówiąc poza paroma hitami nie wzbudzał
wcześniej mojego zainteresowania. A tymczasem: Chapeaux Bas! Mistrzostwo
świata! Nikt się do niego nie zbliżył, był jak z innej planety. Z
towarzyszeniem operowego duetu, smyczków, harfy i genialnego młodego DJa
rozłożył wszystkich. Ludzie ponad godzinę skakali non-stop, podobnie jak
Kanye. Wydawało się, że ma niespożyte siły. Publiczność zaśpiewała mu "Happy
Birthday" a on pograł trochę evergreenów typu "Sweet Dreams" Eurythimics
czy "Take on Me" AHA. On nie przyjechał tam odegrać kawałków ze swojej
dopiero co wydanej, czy przyszłej płyty. Po prostu zrobił
najprofesjonalniejsze i najlepsze show na festiwalu. Szkoda, że czytelnicy
Wyborczej nie mogli się o tym dowiedzieć z powodu zdecydowanie "okrojonej"
relacji.
Obserwuj wątek
    • Gość: brodens Re: Podsumowanie festiwalu Open'er IP: 195.117.28.* 10.07.06, 11:31
      Niestety tez mam wrazenie jakbym byl na innym festiwalu :) Pierwszy dzien zupelnie pominiety, dziwnie rozbudowany drugi, a z trzeciego zaskakujace wnioski.
      Manu Chao dal strasznie energetyczny postpunkowy koncert, grajac praktycznie poczatek bez zadnych przerw, i byl chyba najlepszym gitarowym wydarzeniem na tym festiwalu. Pahrell rzeczywiscie grajac z zywym zespolem wypadl rzeczywiscie ciekawie, ale to ze wzgledu wlasnie na zespol, bo muzycznie to nie moj teren ;)
      Kanye West za to wedlug mnie mocno przereklamowany i mocno "gwiazdorski" w zlym tego slowa znaczeniu. Oprocz smyczkow tylko DJ i to bylo czuc, koncert to ma byc zywa muza, a nie tylko z plyt. Tutaj Pharell byl lepszy. Nie wiem tez czemu mialo sluzyc zchodzenie ze sceny na chyba 5 minut, zostawiajac sama orkiestre ktora cicho siedziala. Publicznosc tez nie wiedziala, bo zaczela gwizdac.
      No i dla mnie bomba fesitwalu to Basement Jaxx :) No moze dlatego ze na nich czekalem, po odwolanym koncercie w Sopocie. Zrobili show, grajac muzyke klubowa na zywo i naprawde zrobili wrazenie. Jednak nawet z pozoru elektroniczna muze mozna zagrac na deciakach czy gitarze, ale takze z syntezatorami.
      Na koniec pochwala dla organizatorow, w koncu nie mozna bylo sie przyczepic do kuponow, dostepu do piwka itp. Widac bylo ze w poprzednich edycjach na skwerze bylo za malo miejsca. Oby tak dalej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka