Dodaj do ulubionych

Z cyklu "znalezione w mailu" :D

24.12.06, 00:53

Idą Świeta, a to oznacza że...
Najpierw trzeba, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po sklepach,
przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo
kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem. Wujek
Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w tym roku
książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na etykiecie
półlitrówki.
Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z
przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym roku jedynym
kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy,ale po pierwsze,
takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na
kosmetyki całej kasy na Boże Narodzenie.
I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program komputerowy, choć
i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 48 godzinach, bo każda gra
jest dla niego za trudna, Półmózg jeden. Żona będzie miała jak zwykle
pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie
kupię byle co - jak co roku.
Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i patrzenie
na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy", choć wszyscy wiedzą, że
dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę zupy z brukwi
przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca jeden. Potem wszyscy się nawalą
jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się
oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy naprani.
Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki.
Jeszcze tylko trzeba walnąć w baniak karpia, bo małżonka - uważacie -
wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15 lat
bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem,
"żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa", a ono w dupie ma choinkę, mnie,
Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny może mieć jakiekolwiek
wspomnienia? No i kolacyjka wigilijna rodzinna, mać ich w tę i z powrotem.
Jedna wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna wieczerza"?
Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem.
Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba będzie się
kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony na bazarze od
Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien, gdybym oczywiście
zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko
do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie - będę
wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną
wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom. Po prezentach się
zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce
Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na
pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z wytrwałością
tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze, że trzymamy się razem". Gó.. prawda
akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie
wyzywać swojego ślubnego od złamanych ch..ów. To oczywiście prawda, ale
dlaczego popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego
mordę, ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez
dwa tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6-letnia
latorośl kuzynostwa z Lublina nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie
zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie
na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne
gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na
siebie się poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na
ścianę koło swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.
A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo to
religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą cholerę
tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej.
Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka -
jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam
się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na
własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś bekniealbo
puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią
na stojąco. Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w
Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpie..ć bliźniemu. Rok temu
zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w
płaskorzeźbę.
Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi za ostatnim z
tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w moim świątecznym życiu. Kilka
dni odpoczynku. Ale mijają jak z bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się
kolejny kretyński wynalazek - Sylwester.
Ludzie! Kto to wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z siebie idiotyczne
pomysły, żeby pójść na "jakiś bal". Jakbyśmy srali pieniędzmi... Albo żeby
gdzieś wyjechać, gdzie gorąco. A niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie
miała tropiki w chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka.
Jasne, trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś uroczysty
dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu domowego na jakąś kieckę,
w której wygląda jak zwykle, czyli jak w worku po nawozach sztucznych. Ale
cena taka, że za to można by żywić jeden powiat w Somalii przez kwartał.
Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyśliła, że mężczyzna
wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co pije pod pachami. Pod szyją
zawiążę sobie kolorowy postronek. I tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś
wodę kolońską i jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to
wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona zaraz przed
konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny. Łazienka, oczywiście, zajęta i wszyscy
pozostali domownicy mogą szcz.. do zlewu, jak mają potrzebę, albo niech
zdychają na uremię.
U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego, na czym można
by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie wyjdzie, bo chociaż Wituś ma dużą
chałupę, to ryzyko za duże. Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą
doprowadza się do stanu, w którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być
radosnym jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu i ruszać w tany, nawet
jeśli ni pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to wszyscy
miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną, jak gdyby nie myli się z
tydzień. Baby w szczególności. Z facetami jest prostsza sprawa, bo już koło
jedenastej są pijani w sztok i bełkoczą albo chcą ru.. wszystko, na co
trafią w drodze do baru. O północy trzeba obcałować wszystkie te oślinione i
śmierdzące wódą mordy, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego, choć jedyne, o
czym wtedy myślę, to żeby ich szlag trafił czym prędzej.
Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaże kobitek(najlepszy
tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie mordą w sałatkę),śpiący pokotem
faceci, jacyś zarzygani klienci w kiblu. Norma. Ja, oczywiście, nawalę się już
przed północą, żeby uniknąć konieczności odwożenia mojej nawalonej ślubnej do
domu. I tak zakończę ten najgorszy okres w roku...
Obserwuj wątek
    • Gość: Julka Re: Z cyklu "znalezione w mailu" :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.12.06, 01:04
      Dobrze napisane :)
      Święta Świra?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka