Gość: Alicja
IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl
04.07.03, 12:53
Zupełnie nie rozumiem tego zjawiska, czemu aż tyle osób zdaję na
psychologię. Dotyczy to także moich znajomych, rodziny i znanych
mi osób. Nigdy bym się do nich z żadną poradą nie zwróciła,sami
mają ze sobą poważne problemy i myślą, że jak pójdą na ten
kierunek to im to pomoże. To nie jest rozwiązanie. Poznałam
pewną dziewczynę, która (obecnie robi doktorat na UG)
powiedziała, że sam dziekan na rozpoczęciu roku akademickiego
wygłosił w powitaniu "przyszliście tu po to, by rozwiązać wasze
problemy. I my wam w tym pomożemy". Robi mi się nie dobrze, jak
słyszę, że kolejna znana mi osoba chce być psychologiem.
Najczęściej są to ludzie, którzy mieli kontakt kiedyś z
narkotykami, złym towarzystwem, z POZORU normalnych rodzin. Sami
mają coś nie tak ze swoją psychiką, są zagubieni,mają problemy z
wyrażaniem uczuć, mają nałogi i żadnego podejścia do ludzi.
Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tylu psychologów i każdy
sobie świetnie bez nich radził. Z kilkunastu mi bliższych osób,
którzy studiują ten o dziwo oblegany kierunek, badź próbowali
sie na niego dostać,TYLKO JEDNA rzeczywiście ma predyspozycje do
tego zawodu- reszta sama potrzebuje porady specjalisty, np
psychiatry. fakt, że co raz więcej firm zatrudnia ich, ale to
jest tworzenie tylko zbędnego etatu pracy. Człowiek ma swój
rozum i musi z niego korzystac, a nie udawać sie do psychologa,
który "oszukuje go", bo sam potrzebuje porady. Nie mówię, że w
ogóle nie powinno być ludzi tej specjalności, czasem są
potrzebni, ale nich to będą bardzo wyselekcjowane osoby. Śmieszy
mnie jeszcze to, że dziewczyny na różnych wyborach miss czy
castingach, czy cpraz częściej mężczyźni mówią, że interesują
się psychologią...niech zostaną neurologami, to będę ich
szanować. Medycyna, głównie właśnie neurologia to jest prawdziwa
psychologia. P.S. Mam w rodzinie studentkę psychologii, która z
każdym problem przychodzi do mnie- śmiać mi sie wówczas
chce...to po co to studiuje??