Póki co to prowizorycznie związane sanki, bo mój mąż odmówił współpracy, więc
ja chcąc mu pokazać jaką jest dupą w tym momencie (antyrodzinną) wzięłam kilka
sznurków (sznurówek), kilka drucików i dzięki temu córka nie patrzyła na śnieg
przez balkon. Nawet zrobiłyśmy 20cm-trowego bałwanka (bo śnieg się nie lepił a
bałwan musiał być ;P).. Mąż poczuł się głupio i obiecał poprawę ;P Na razie
sanki ciągnę, ale mąż ma mi dorobić rączki do pchania

)))))
galeria.interia.pl/praca,w_id,296669,ref,1sanki1
galeria.interia.pl/praca,w_id,296670,ref,1sanki2
galeria.interia.pl/praca,w_id,296674,ref,1,sanki3
galeria.interia.pl/praca,w_id,296675,ref,1,sanki3
galeria.interia.pl/praca,w_id,296677,ref,1,sanki5
A potem śnieg zaczął prószyć i musiałam naciągnąć chłopakom folie
przeciwdeszczowe wózkowe..