Dodaj do ulubionych

jedna z blizniaczek w szpitalu :(

30.04.08, 20:36
Juz nigdy nie powiem, ze z blizniakami jest duzo pracy. Dopoki sa zdrowe,
wszystko to pestka. Tydzien temu mala Maia trafila do szpitala i jest tam do
tej pory. Stan zapalny, antybiotyk, kroplowka, nocujemy w szpitalu na zmiane z
mezem. dziewczyny, nie zdawalam sobie sprawy w jakich warunkach leczy sie
dzieci w Polsce!! Opieka moze OK, ale te trzyosobowe boksy, dzieci w roznym
wieku, nieustanny halas, trzaskanie drzwiami i jak chore roczne dziecko ma tam
wyzdrowiec? wymieniami soe z mezem, kiedy jedna z blizniaczek spi w domu.
Zdrowe dziecko teskni za siostra, ciagle placze, nie chce schodzic z rak, boi
sie sama bawic. Mialyscie kiedys cos takiego? Potrzebuje wsparcia sad((((
Obserwuj wątek
    • kremenaj Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 20:54
      Pewnie specjalnie cie nie pociesze, ale moje tez byly w szpitlu. Tzn jedna byla
      chora jak miala 3 miesiace, infekcja i byla na antybiotykach dozylnie i
      powiedzieli ze lepiej jak w szpitalu. Tyle ze ja z nia bylam, a ze druga jeszcze
      na piersi byla wiec bylysmy we trzy. Tyle ze ja mialam bardzo dobre warunki jak
      na szpital. Dziekuje tylko Bogu ze czegos tam nie zlapalismy, bo dobry nie dobry
      to jednak szpital. Wspieram cie mysla w kazdym razie i rozumiem bardzo dobrze.
      Zyczymy sily i bedzie dobrze.
      Pozdrawiamy
    • piegoosek Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 21:01
      jesoo!! trzymaj sie dzielnie! nawet nie wyobrazam sobie co przezywasz! my nie
      bylismy w szpitalu od porodu... mam nadzieje nigdy tam nie trafic z maluchami...
      domyslam sie tylko co tam moze nas czekac!
      trzymam kciuki o szybko powrot do domu Majeczki!!
      • cytrusowa Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 21:29
        mialam tak niestety raz w Pl, aktualnie jedna z coreczek tez lezy w szpitalu.
        tragedia.
        3mam kciuki za was rowniez.
        u nas 40 stopni goraczki, stan zapalmny i nie wiadomo skad i co to za licho
    • chrust5 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 21:31
      Ojej, wspolczuje! Ja bylam tylko kilka godzin z coreczka, wtedy
      poltoramiesieczna, miala prosta operacje przepukliny. Najbardziej
      meczace dla wszystkich bylo znieczulenie ogolne, nie zapomne
      maluszka, ktory juz bardzo glodny wybudzal sie z narkozy, plakala
      okropnie, a jednoczesnie miala jeszcze klopoty z jedzeniem, bo nie
      mogla odbeknac... Trzymajcie sie, oby jak najkrocej!
    • mamaigiiemilki Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 21:42
      współczuje bardzo...ja nan szczescie nie mialam takiej sytuacji, ale wyobrazam sobie jak moze byc wam ciezkosadmam nadzieje, ze corcia szybko wyzdrowieje i bedziecie razem; nawet nie wiem, co napisac...trzymam kciuki!
      • agusik.w Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 30.04.08, 22:47
        Trzymajcie sie dzielnie! Moje dziewczynki byly przez prawie tydzien w szpitalu.
        Kilka dni temu wrocilysmy, w zasadzie ucieklismy doleczyc sie w domu... Koszmar,
        warunki kompletnie nie do leczenia dzieci. Duzo zdrowka, wracajcie jak
        najszybciej i oby nigdy wiecej chorob i szpitali. Przytulam mocno.
        • pizmak31 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 01.05.08, 09:50
          dzieki dziewczyny za wsparcie, poryczalam sie wlasnie ze wzruszenia. agusik, a
          zwialiscie ze szpitala, czyli wyszliscie na wlasne zyczenie? a jaki byl stan
          male? Maja juz nie ma goraczki, ale utrzymuje sie stan zapalny i ma biegunke,
          nie je i nie pije, a mam straszna ochote stamtad zwiac, bo wydaje mi sie ze jest
          chora od samego bycia w szpitalu. dorosly by sie rozchorowal...
          • agiq Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 01.05.08, 10:01
            my bylismy w szpitalu z rotawirusem, od niedzieli do piatku,
            najpierw zostala jedna ale poniewaz druga tez byla w takiej sobie
            formie to we wtorek tez ja przywiozlam do szpitala, w sumie wolalam
            miec obie razem - one tez sie lepiej razem czuły. A i oczywiscie we
            wtorek tez ja zlapałam w tym szpitalu rota. Wiec generalnie piec
            nocy nie spalam, wycieralam kupy, wymiociny, w miedzyczasie sama
            latałam do łazienki...nie jadłam, po tym tygodniu czulam sie jak
            zombie. A potem sie okazalo że ze szpitala do domu przynieslismy
            zapalenie oskrzeli, kolejne dwa tygodnia z głowy...to był najwiekszy
            koszmar w moim życiu, nastepnym razem zrobię wszystko (lącznie z
            kroplówką w prywatnym gabinecie) żeby tylko nie być z nimi w
            szpitalu.
            A Klara do tej pory ma traumę, wystarczy że przekroczymy próg
            przychodni ryczy w wniebogłosy...
            • traganek Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 01.05.08, 10:12
              Ja spędziłam z córeczką równe 10 mcy w różnych szpitalach więc wiem
              jakie są realia. Ogólnie można złapać depresję jak się widzi
              oddziały niemowlęce. Najdłużej przebywaliśmy w szpitalu blisko domu
              dziecka. Ja mogłam być z córeczką 24 h na dobę i do dziś pamiętam te
              samotne maluchy z domu dziecka przyklejone do szyb na korytarzu.
              • grzalka Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 01.05.08, 21:16
                trzymaj się, choroby mają to do siebie, że mijaja, ja miałam jednego
                synka w szpitalu 2 tygodnie, ale na warunki nie narzekałam- sala z
                lazienką, łózeczko dla niego i łózko dla mnie- głównie ja z nim
                byłam, mąż mnie zmienił dwa razy, mimo znośnych warunkow i tak było
                średnio fajnie, kroplówki, wybudzanie, na korytarz nie mogliśmy
                wyjść bo to oddział zakaźny...
    • minirolls Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 01.05.08, 22:04
      Trzymaj sie kochana,calym sercem jestem z Wami,bedzie dobrze-musisz
      w to wierzyc,a jak bedzie ok malutka wroci do domku,przytulam
      mocno,buziaczki Marta
      • monia29 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 02.05.08, 12:11
        witam ja tez byłam w takiej samej sytucji jeden maluszek w szpitalu a drugi w
        domu miał wtedy 4 miesiace rozchorował sie goraczka biegunka bylismy 4 dni było
        ciezko ja sama przez ten czas byłam z malcem w szpitalu .Niestety drugi maluch
        tez sie rozchorował ale przeszedł to łagoniej i nie musiał isc do szpitala .
        Współczuje ci wiem co czujesz i zycze szybkiego powrotu do zdrowia dla coreczki
    • gosiapal ja nie pociesze, niestety to polska rzeczywistosc 02.05.08, 14:14
      u nas bylo tak, (kiedys opisalam to na moim forum rowiesniczym,
      teraz wklejam, przeklenstwa wykasowalam)
      my trafilismy do szpitala w wigilie, koszmar. na dyzurze na izbie
      anestezjolog, nikt nic nie wiedzial.


      Niespodziewanie w nocy zakaszal synek. Ale tak paskudnie jakby mu
      miało płuca rozerwać , później zaczął kiepsko oddychać. Wpadłam w
      panikę, skojarzyłam jego oddech z tym jak mój pies miał wodę w
      płucach. Pomyślałam ze trzeba szybko po lekarza. Zadzwoniłam do
      luxmedu, przyjechała karetka. Wtedy już było ok. ale strach
      pozostał. Lekarz stwierdził, ze to krtań i w takiej sytuacji przy
      dziecku do dwóch lat trzeba skonsultować w szpitalu na izbie.
      Tam dostanie zastrzyk i wrócimy bo nic się nie dzieje.
      Zapakowałam się do karetki z synkiem a maz został w domu z Matyldzią.
      I to był mój błąd, ze pojechałam sama.
      Lekarz zadzwonił do dyspozytora gdzie ma nas zawieść bo najbliższy
      szpital na litewskiej. Nieważne ze najbliższy, z usynowa
      pojechaliśmy na Niekłańską.
      Na izbie chyba pielegniarka bo nie wiem czy nie była to tylko pani z
      rejestracji uznała, ze trzeba dziecku zrobić inhalacje.
      Nałożyła mu maseczkę i zaczęła się jazda. Synek wrzeszczał jakby go
      obdzierali ze skory, miał mega histerie.
      Od tego darcia zachrypł. A pani recepcjonistka na sile trzymała
      maseczkę bo tak trzeba (pytałam czy nie można bez tej inhalacji ale
      podobno nie). Na pocieszenie stara XXXXXXXX powiedziała do mojego
      dziecka PRZECIEŻ TO NIE BOLI, JAK BĘDĄ CIE KŁULI ZA CHWILE TO
      DOPIERO BĘDZIE BOLAŁO. Może moje dziecko tego nie rozumiało ale
      starsze wiedziałoby na pewno co ta małpa powiedziała.
      A synek wrzeszczał. W końcu przyszedł obudzony płaczem szanowny pan
      doktor i mówi do Bartunia PRZESTAN SIĘ DRZEC.
      I do tej XXXXXXX ,żeby już przestała bo to i tak bez sensu. Dobrze
      ze
      po 10 min krzyku tak stwirdzil a nie po godz.. Dziecko od tego ryku
      ochrypło. Lekarz stwierdził ,ze ma duszność i na oddział.
      No cóż ja lekarzem nie jestem , pomyślałam ,ze posiedzę do rana i
      wyjdziemy.

      Ale skoro przyjechałam karteka miałam ze sobą kurtkę i kombinezon
      dziecka, nie mówiąc już o torbie z rzeczami.
      Z tym majdanem i synkiem na rękach poszłam sobie dwa pietra w gore i
      przez cala długość szpitala do szatni.
      Wróciłam na izbie był chłopiec ok. 6 lat. Kiedy pakowałam książeczkę
      słyszałam rozmowę.
      Pielęgniarka- chłopca boli brzuszek, wczoraj tez bolał
      Lekarz- wczoraj bolał brzuszek, dzisiaj boli brzuszek, jutro pewnie
      tez będzie bolał. I co ja mam ten brzuszek cudownie uzdrowić? Na
      oddział.
      Bez oglądania dziecka to powiedział.
      Poszliśmy na oddział. Znowu bada go lekarz. Pytam czy musimy zostać
      bo lekarz z pogotowia powiedział ze dostanie zastrzyk i wrócimy do
      domu.
      On na to SKORO DOŚWIADCZONY KOLEGA NA DOLE POWIEDZIAL ZE NA ODDZIAL
      TO ZNACZY ZE TAK TRZEBA.
      O rozmowie z nim nie było mowy, bo jest wszystkowiedzącym chamem.
      Poszłam na sale. Z bólem przeżyłam zakładanie wenflonu i inne
      zabiegi.
      Rano lekarz uznał , ze duszność może wrócić i musimy zostać przez
      dobę. Nie wiedziałam co robić , z jednej strony chciałam wyjść bo
      nic się nie działo , z drugiej bałam się ryzykować zdrowiem dziecka.
      A w zasadzie i życiem, bo mówił ,ze może pojawić się obrzęk i
      dziecko może się udusić. a najczęściej dzieje się tak w nocy.
      Zdecydowałam się zostać.
      Wieczorem dowalili nam chłopca z tysiącem chorób, wcześniej
      informując mnie ze ma to samo co moje dziecko. Tylko ,ze tamten nie
      mógł oddychać a podobno już było mu lepiej mojemu synkowi nigdy nie
      było az tak tragicznie.

      W nocy myślałam ze umrę w tym szpitalu.
      Pielęgniarki wszystko miały gdzieś. Wchodziły zapalając światło i
      budząc dzieci, które w takich warunkach z trudem zasypiały. O
      szóstej kazały mierzyć temp.
      Chyba bym oszalała gdybym budziła dzieciaka bo takie maja procedury.
      Powiedziałam ze zmierzyłam i podałam 36,6.wiem ,ze nie miał temp.
      Kiedy chciałam żeby wcześniej podały mu inhalacje bo jest śpiący
      szanowna pani pielęgniarka poinformowała mnie wychylając noc znad
      talerza z ciastem i odrywając usta od kawy- W TEJ CHWILI NIE
      MOGĘ, NIE WIDZI PANI, ZE DOPIERO PRZEJELAM ZMIANE.
      Tak XXXXXX, widziałam jej mordę wystająca z talerza słodyczy. Nie
      moja wina, ze ma taka prace. Przykro mi ze wybrała taki zawód a może
      właściwie nie wybrała tylko jej się nic innego nie udało. Gdyby
      poszła tam z powołania pewnie miałaby inny
      stosunek do ludzi.
      Trzaskanie wszelkimi drzwiami, głośne rozmowy w nocy i olewanie
      pacjentów.
      No i jeszcze te sale, zamiast ścian szyby. Kiedy płakało dziecko
      dwie sale dalej moje dziecko się budziło. Gdyby była normalna ściana
      i drzwi dzieci lepiej by spały i może lepiej znosiły ten pobyt. A
      tak cały czas rozproszone i kupa bodźców dokoła, bo o prywatności
      nie wspomnę.
      W końcu to szpital a nie hotel. Po co ułatwiać ludziom życie.
      Rano szanowny pan doktor, kolejny już ,uznał ,ze jeszcze zostaniemy.
      Nie wiedział dlaczego. Po prostu nie chciał się narażać kolegom po
      fachu. Miał dwadzieścia kilka lat i pewnie niewiele się znal. Nie
      miał żadnej specjalizacji. A skoro koledzy napisali, ze dziecko ma
      duszność to ma siedzieć, niech mądrzejsi zdecydują.
      Jednak ja uznałam, ze dosyca już siedzimy bez potrzeby i czas do
      domu.
      Kazałam szykować wypis. Cos tam mamrotał ale stwierdził, ze przymusu
      leczenia nie ma. I dobrze.
      Powiedziałam mu, ze zaczynam się zbierać do wyjścia. On mi na to, ze
      mam czekać na wypis, który będzie za dwie godz.. A ja ze po wypis
      przyjedzie później mąż. On ze takie procedury i inne duperele. To mu
      powiedziałam ,ze za dwie godz. to dziecko będzie spało w domu a
      wypis to mi może nawet poczta wysłać, wściekł się.
      Zapytałam kiedy wyjmą dziecku wenflon, on, ze jak będzie wypis.
      Piorun we mnie strzelił.
      Powiedziałam, ze ma to być natychmiast bo wychodzę.
      Poszłam do pielęgniarek a ona nie ma info od lekarza. Ja do niej ,ze
      jestem matka , zabieram dziecko i ma to wyjąć. Ona nie chciała.
      Jak jej powtórzyłam to pól oddziału słyszało.
      A wypis był po chwili, biedak obchodu nie skończył.

      Po tych doświadczeniach stwierdzam, ze lekarzom NIE NALEŻĄ
      się podwyżki..
      Za takie chamstwo, poniżanie ludzi i pokazywanie swojej wyższości .
      i biedne pielęgniarki ciężko pracujące. Przykro mi ale zmieniam
      zdanie. Kiedyś myślałam, ze ciężko pracują ale teraz szkoda gadać.
      I jeszcze takie cudowne sprowadzenie na ziemie.
      Z państwowej służby zdrowia nie korzystamy od lat i jak widać
      człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. Nie myślałam ze takie
      rzeczy się jeszcze dzieją.



      a to co działo się z synkiem po powrocie ze szpitala to juz inna
      historia. w każdym razie musieliśmy korzystać z pomocy psychologa.
      przez dwa tygodnie praktycznie nie sypialismy. bo o tym ,ze
      przywlekliśmy do domu rotawirusa, ktory przeszedl po calej rodzinie,
      łacznie z Matyldzią to juz nie wspominam.

      a pomyslec, ze caly ten pobyt nie byl potrzebny.
      • mamaigiiemilki Re: ja nie pociesze, niestety to polska rzeczywis 02.05.08, 21:26
        o matko...koszmar na jawie...współczuje bardzo;
        • cytrusowa gosiapal 02.05.08, 22:15
          no nie ma co, trafilas chyba najgorzej.

          tylko odnosnie jednego wspomne, ze w szpitalu Marynarki Wojennej w Gdanksu
          Oliwie rowniez sa boksy poprzedzielane szybami, scianki dzialowe ze slabego
          materialu, wzsysko widac i slychac. zero intymnosci.
          okna starego typu.
          i cos w rodziaju wspolnego przedpokoju dla dwoch takich pokoi z umywalko-wanna
          chyba z lat siedemdziesiatych i z lampa jarzeniowka, ktora niektore niemyslace
          siostry wlaczaja.
          efekt - jak opisalas.
          i ten halas...wszystko bylo slychac.....
          kibelek jeden na caly oddzial, stan....szkoda gadac. lodowka - wpsolna na caly
          oddzial, ostatnie tchnienie.-)

          lekarze....jak to lekarze, kazdy mowil co inneo.
          a siostry---tez sa rozne, w sumie dogadywalam sie z kazdymi poza jedna, kotra
          chyba zapomniala po co jest.

          na szzescie bylo, minelo i wzsystkim mamom, ktorych dzieci leza w szpitaluzycze
          lepszych warunkow. a przede wszystkim by ich dzieci nie lezaly w szpitalach.

          na marginesie: moja Lala lezy od srody, pryzjeta z 40stopniowa goraczka, poki co
          nic nie wiadomo.
          no ale jestesmy za grnaica i warunki troche inne, obsluga rowniez choc i tu sa
          niemile sisotry, ktore zapominaja odkrecic tloczek w kroplowce u dziecka!
          • pizmak31 Re: gosiapal 02.05.08, 22:44
            Ale dziewczyny, jak to jest? We wszystkich szpitalach dzieciecych w Polsce/w
            Warszawie jest taki syf? Przeciez jakby ktos zbudowal prywatna klinike dla
            dzieci, to by normalni ludzie, zarabiajacy powyzej sredniej, dlaiby kazdy
            pieniadz, zeby ich maluchy chorowaly w porzadnych warunkach! I gdzie sponsorzy!
            W tym szpitalu, w ktorym jestem Orlen zafundowal rodzicowm rozkladane krzesla,
            zeby sie mogli wyspac. Ja do konca zycia bede tankowac w Orlenie z wdziecznosci.
            Gdzie sa inni?
    • blizniaki14 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 03.05.08, 09:52
      Ja odpukać nie miałam takiej sytuacji i nikomu nie życzę!!!
      Trzymam za was mocno kciuki!!! Przytulam z całych sił i dużo zdrówka!!!
      a polskie szpitale...bez komentarza!!!
      • cytrusowa Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 03.05.08, 12:08
        ja tez tego nie rozumiem - minimum pomocy dla rodzicow sie nalezy, przeciez to
        oni sa non stop z dziecmi,t o oni ''obsluguja'' maluchy a pielegniarki tylko
        kontroluja, kluja i podaja wkroplowki

        a zapomnialam dodac, ze w tym oliwskim szpitalu dla rodzicow do spania jest
        luskus w postaci cienkiego, gimnastycznego materaca brazowego - pamietacie z
        czasow szkolnych?
        • agusik.w Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 05.05.08, 21:32
          I jak? Wrocilyscie juz do domu? Jak sie czuje malutka? Mam nadzieje ze juz lepiej.
          Moje nadal jeszcze sa slabiutkie i powoli dochodza do siebie, wirus jeszcze
          meczy, ale doleczamy sie w domu. Robie wszuystko zeby tylko nie wrocic do tego
          burdelu, bo inaczej nie mozna nazwac szpitala w ktorym bylysmy. Karmie czesto i
          po troszku, bo nie maja apetytu, staram sie zeby troche pily i sie nie
          odwodnily. Jakos powoli wychodzimy z choroby, ale naprawde wolno to sie toczy...
          Daj znac co u was. Ja nie mam przez te choroby zbyt wiele czasu na forum, ale
          zastanawialam sie co u was.
          Pozdrawiam cieplutko smile
          • pizmak31 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 08.05.08, 20:17
            My jestesmy od poniedzialku wieczorem w domu, maia oczywiscie wypuszczona do
            domu z wysoka leukocytoza, ale zwialismy przed nawalem nowego transporu wirusow.
            jest wychudzona, slabiutka, ale usmiechnieta i o cale niebo zwawsza niz w tym,
            jak to nazwalas, burdelu. lena zlapala od niej wirusa, troche wymiotuje, nie
            chce jesc, ale dzielnie to znosi. najwazniejsze ze juz jestesmy wszyscy razem.
            mam nadzieje, ze ten koszmar juz nie wroci. sciskam i zycze zdrowia.



            agusik.w napisała:

            > I jak? Wrocilyscie juz do domu? Jak sie czuje malutka? Mam nadzieje ze juz lepi
            > ej.
            > Moje nadal jeszcze sa slabiutkie i powoli dochodza do siebie, wirus jeszcze
            > meczy, ale doleczamy sie w domu. Robie wszuystko zeby tylko nie wrocic do tego
            > burdelu, bo inaczej nie mozna nazwac szpitala w ktorym bylysmy. Karmie czesto i
            > po troszku, bo nie maja apetytu, staram sie zeby troche pily i sie nie
            > odwodnily. Jakos powoli wychodzimy z choroby, ale naprawde wolno to sie toczy..
            > .
            > Daj znac co u was. Ja nie mam przez te choroby zbyt wiele czasu na forum, ale
            > zastanawialam sie co u was.
            > Pozdrawiam cieplutko smile
            • agusik.w Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 09.05.08, 10:40
              Najwazniejsze ze juz w domu.
              Moje byly tak wykonczone szpitalem, ze powoli nabieraja sil.
              Jedna, ktora gorzej przeszla chorobe, teraz juz powoli zaczyna
              nadrabiac i wraca apetyt (ale to jeszcze bardzo powoli). Druga,
              ktora dopadla lagodniejsza forma wirusa nadrabia teraz z nawiazka.
              Co chwila chce jesc (przed szpitalem byla strasznym niejadkiem, a
              teraz jej zupelnie nie poznaje), super sie rozwija, ciagle w ruchu.
              Fakt, ze w domu mialam ciezko na poczatku, marudne, nie chcialy jesc
              i balam sie o nie, ale jest dobrze.
              U was tez bedzie lepiej. Na poczatku jeszcze slabiutkie, ale warunki
              domowe na pewno pozwola szybko wrocic do zdrowia i nabrac sil smile
              • cytrusowa Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 09.05.08, 16:32
                my wyszlysmy w sobote, tez poniekad na zadanie.

                mala jezscze dochodzi dos iebie ale nie bylo tak cienko jak z twoja - twoja mala
                dojdzie do siebie, potrzebuje czasusmile

                musze wam powiedziec, ze moja mala mi sie popsula w szpitalu,b o mea maruda sie
                zrobila, i siostre ledwo toleruje....yhhh, bunt dwulatki u poltoraroczniaczki
            • blizniaki14 Re: jedna z blizniaczek w szpitalu :( 09.05.08, 20:13
              Najważniejsze,że już w domku smile pzdr
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka