Dodaj do ulubionych

Bliźniaki - dla mnie porażka...

29.12.08, 01:59
Po koszmarnej ciąży urodziłam w październiku bliźniaki.Mimo że ciąża
była planowana ze względu na mój wiek, prośby męża i korzystną
sytuację w pracy okazało się że nie jestem przygotowana na takie
podwójne wyzwanie.Mam wrażenie końca mojego życia i żałuję decyzji o
macierzyństwie.Wszystko co do tej pory sprawiało mi przyjemność
odeszło w siną dal...sen,sex,zakupy,czytanie książek,dobry humor.W
zamian otrzymałam ciągły chaos, brak czasu nawet na kąpiel czy
posprzątanie mieszkania, przygotowywanie butelek-karmienie-odbijanie-
użeranie się o uśnięcie-non stop na zmianę u 2 osobnikow, jak w dniu
świstaka...całą dobę na okrągło.Posiadanie dzieci wcale mnie nie
cieszy, nie lubię nic przy nich robić, nie mam ochoty nawet na
zabawę.Do tego dochodzi ciągła troska czy są zdrowe i wizyty coraz
to u innych lekarzy.Jednym słowem koszmar.Doszło już do tego,że
zaczęłam agresywnie zachowywać się w stosunku do dzieci-kilkukrotnie
potrząsnełam, wepchałam na siłę smoczek, często mam ochotę żeby je
udusić.Nie pomogło nawet wynajęcie pomocy do opieki w czasie gdy mąż
jest w pracy....bo mam wyrzuty sumienia,że pochłania to całą moją
pensję /pieprzona służba zdrowia/.Niechętnie wracam do własnego
domu, bo w nim tylko kierat, zero szans na relaks i
spokój.Najchętniej spakowałabym manatki i gdzieś nawiała.Myśłałam
nawet,że mogłabym rozwieść się z mężem tylko po to żeby zabrał ode
mnie dzieci.Szkoda mi ich,że urodziły się w rodzinie z taką matką.
Widać nie każdy nadaje się do posiadania dzieci.Ja jasnych stron w
tej kwestii nie widzę żadnych.Wszystkie inne wypowiedzi matek o
cudzie macierzyństwa są dla mnie kłamstwem na które dałam się
nabrać.Szkoda.
Obserwuj wątek
    • jummymami Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 02:06
      po tym co napisalas wydaje mi sie ze przechodziz depresje !!!!
      jestes poprostu zmeczona i nie dajesz sobie sama rady, gdzi twoj
      malz? musisz z nim pogadac i skorzystac z pomocy nad opieka dzieci.
      Badz silna i dasz rade jestem o tym silnie przekonana!!!!!
      • mourlette Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 23:12
        to bardzo prawdopodobne, że cierpisz na depresję okołoporodową! Powinnaś pójść
        do psychologa. Bardzo wiele kobiet cierpi na taką depresję, a mało się o tym
        mówi. Nie bagatelizuj tego, idź do lekarza!
        • tekameka Mam ryżegoi. Mam dosyć takiego życia 17.01.09, 15:13
          Ryży - dla mnie porażka...

          Donaldu Tusku w Polandzie mieszka,
          Rude ma włosy ten nasz koleżka.
          Uczy się pilnie przez całe ranki
          Jak bajerować POsłów, POsłanki.

          A gdy do domu ze Sejmu wraca,
          Też nic nie robi – to jego praca.
          Aż żona krzyczy: „Rób coś łobuzie!”,
          A Donku ryżą nadyma buzię.

          Leszek go prosi: „Polska cię czeka”,
          A on do Peru zaraz ucieka.
          Jarek powiada: „idź do roboty”,
          Lecz Donku mówi: "PO co kłopoty?".

          Znów sie odwrócił od robotnika
          Biuro POselskie milczkiem zamyka
          A ruda gęba wciąż roześmiana
          Gdy przypomina się "Nocna Zmiana"

          Straci POparcie i wyłysieje
          Bo za pietnaście nikt nie chce robić
          Musi POdwyżkę dać przydupasom
          Jedyne wyjście: rencistów głodzić.

          Gdy Putin zamknął gazowy kurek
          To Donku z Polski spieprzył jak szczurek
          I w Dolomity uciekł na narty
          Bo przerażony był nie na żarty.

          Lecz PeO kocha premierka swego,
          Bo niezłe stołki dał swym kolegom.
          I z twarzy nie zszedł grymas wesoły,
          Choć wszyscy widzą, że Tusku goły.
    • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 02:39
      ja tu widzę niezłą depresję. Może warto wybrać się do jakiegoś specjalisty zanim
      zrobisz coś strasznie głupiego czego nie wybaczysz sobie do końca życia..
      zaangażuj w swoją sytuację więcej ludzi, masz rodzinę obok? Może jakieś
      koleżanki, przyjaciółki? Korzystaj z każdej formy odreagowania..

      i pamiętaj, że im bardziej Ty będziesz zdenerwowana i nerwowo traktowała dzieci
      tym więcej one będą dawać popalić Tobie.
      • lol76 cyprysowa30 16.01.09, 12:43
        ..alez o czym ty gadasz??? Ile dlugosci ma twoje dziecko? 30-35 cm?
        ok, 40? Przreciez jest takiem male... mozesz polozyc je 'tutaj'
        albo 'tam', na sofie, stole, fotelu itd... w czym ci to male dziecko
        przeszkadza???
        Mysle ze samam sobie wymyslasz problemy.
        • lia.13 Re: cyprysowa30 16.01.09, 23:48
          a ty to tak zgodnie z zasadą: małe dziecko - małe problemy, duże dziecko - duże
          problemy?
          obawiam się, że błądzisz
    • aitchigirl Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 10:04
      TY lepiej porozmawiaj z mezem, albo daj mu do przeczytania ten post.
      I lepie ty id do pracy, a niech on albo jakas babcia siedzi z
      dziecmi w domu.
      A tak szczerze, to niech ktos zadzwoni do mopsu albo na policje i
      niech Ci te dzieci zabiora potrzasac 2-3 miesiecznymi maluchami? TY
      idiotko! mozesz je zabic. Nie krzywdz dzieci, lepiej je oddaj.

      Moze jakas babcia albo ciocia sie nimi zajmie, a ty udaj sie na
      leczenie do psychiatry, bo to nie jest smieszne. Tu w gre wchodzi
      zycie dwoch niewinnych istot. Brak mi slow, juz ja bym Toba
      potrzasnela gdybym Cie dostala w swoje rece
      • twixy Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 10:39
        Ja tu widzę lenistwo a nie depresję. No wiesz nikt nie mówił że
        będzie różowo. Ja też na początku nie tak to wszystko sobie
        wyobrażałam ale zamiast narzekać szłam z butlami na 6cio godzinne
        spacery. Tam miałam spokój i czas na refleksje. Nikt kto ma dzieci a
        fundusze często graniczące do ostatniego dnia opłat, nie ma porządku
        w chacie, czasu się wyszcz...- kolokwialnie mówiąc, że nie wsponmę o
        chęci na sex- bleee. Ale wiesz co... czas powoli redukuje nasze
        myślenie. Zaczynasz wchodzić w pewną rutynę która pomaga Ci
        organizować czas w domu. Jakie życia mają ludzie którzy wiecznie
        mają czas na wszystko- przede wszystkim nudne a zaskoczyć ich może
        tylko choroba. Nawet gdyby psa sobie kupili to by uważali że to zbyt
        wiele obowiązku. Rozumiem Twój punkt widzenia. Człowiek dorosły nie
        jest naturalnie stworzony do wiecznego niańczenia dzieci. Wychodzę z
        założenia- ja też chcę mieć czas dla siebie. Brakuje mi cierpliwości
        do zabaw z dziećmi więc skoro już są dwie to niech się same bawią.
        Dzięki temu np mam czas na napisanie tego postu. Wychowuję je dla
        kogoś innego, kiedyś pójdą w świat i mogą wcale nie chcieć mnie znać-
        to czarny scenariuszsmile Ja małe miały po kilka miesięcy to wcale nie
        przypominały dzieci tylko rośliny- zresztą jak każde niemowlę. No
        niestety ten okres wcale nie był fajny. Ale jak już zaczęły się
        pionizować zaczęło "świecić słońce" - może nawet trochę wcześniej
        jak zaczęły reagować na uśmiech, zabawę. To wszystko jest fajne ale
        trzeba na to poczekać. Dasz radę??? Jesli nie to faktycznie oddaj
        dzieci, idź na zwolnienie, ale będziesz żałować. Wiesz o tym ale na
        razie masz wbite we szystko. Miałam koleżankę która nie przespała
        nocy prawie do pierwszego roku. Miała dziewczynkę która w ogóle nie
        chciała sypiać- trochę w dzień ale to jej nie pomagało bo chodziła
        do pracy. Pierwsze miesiące wiecznie na rękach, bo kolka, bo
        brzuszek, bo nuda. Do tego wsztystkiego doprowadziła się do
        obrzydliwej nadwagi, którą sama widziała. Mąż cały rok uciekał z
        domu do kolegów wyszukując to nowe wymówki. Ale w końcu przyszła
        chwila otrzeźwienia. Wzięła się za siebie, rozbrykane dziecko,
        starego niemalże do kaloryfera przywiązała a teraz ma 7-mio letnią
        córkę z którą idzie się dogadać i kiedy męża nie ma na chacie jest
        do kogo gębę otworzyćsmile Nigdzie nic nie ma "od ręki" trza poczekać.
        Kup sobie nerwosol albo inne specyfiki- tylko nie przesadź. Jak
        młode ryczą to trudno nic im się nie stanie tylko trzeba się
        przyzwyczaić. Ratuj się telewizją- niech słuchają muzyki albo
        programów dla dzieci. Ratuj się czym możesz nawet to nie
        dydaktyczne. Jeden warunek- jak masz nerwa nie podchodź do larw
        nawet jak się osrają po pachy. Życzę Ci polepszenia stanu i to
        jeszcze w tym roku
        alem się napisała- mam nadzieję że Ci ulży, że są tu ludzie którzy
        służą kopem, wsparciem, radą, pomocą choćby teoretyczną
      • hella_79 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:37
        aitchigirl napisała:

        > Brak mi slow, juz ja bym Toba
        > potrzasnela gdybym Cie dostala w swoje rece

        i na pewno wiele byś zdziałała takim potrząśnięciem.
        a tak w ogóle to przez istoty takie jak Ty, kobiety mające problem jak autorka wątku pozostawione są same sobie najczęsciej. jej jest potrzebna pomoc a nie karcenie.
        • Gość: Doris Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... IP: 94.101.20.* 13.05.21, 08:48
          Weź się ogarnij bo nie wiesz jak to jest mieć wrzeszczace bliźniaki!
      • veszta Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:11
        nie ma co... bardzo "budujace" jest rzuczac obelgi do matki ktora
        osmielila sie dac wyraz swojej desperacji oraz depresji. Idiota to
        taki/taka ktory nie daje sobie sprawe ze istnieje cos takiego
        jak "depresja".
        • wyjadacz_parkietuf Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 17:18
          Ale depresji przy zachodzeniu w ciążę nie było, no nie?
          Pora sobie uświadomić, że dziecko to nie piesek, rybki czy świnka morska. Jak
          już się za to zabrało, to wypada brać z wszelkimi konsekwencjami - nie tylko
          oglądając zdrowe uśmiechnięte bobaski z reklam kosmetyków czy pokarmów dla
          noworodków...

          veszta napisała:

          > nie ma co... bardzo "budujace" jest rzuczac obelgi do matki ktora
          > osmielila sie dac wyraz swojej desperacji oraz depresji. Idiota to
          > taki/taka ktory nie daje sobie sprawe ze istnieje cos takiego
          > jak "depresja".
          • partisan76 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 15:54
            nie, nie bylo inteligencie, bo to jest depresia PO porodowa bardzo wazne jest
            slowko PO - poszukaj w slowniki co znaczy - i nie chodzi tutaj o Platforme. jak
            nie wiesz o co chodzi to sie nie wypowiadaj. kobiera ma wyrazne symptomy depresji.

            idz sobie uloz jakis parkiet
    • doti_2 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 10:10
      cyprysowa

      cóż mogę napisać ... prawie jakbym o sobie czytała
      Chciałam być w ciąży mieć rodzinę... tylko czemu dwoje na raz.
      Przez pierwsze tygodnie po porodzie miałam ochotę napisać ogłoszenie "oddam
      dziecko za dopłatą"
      Zawsze wydawało mi się że jestem osobą silną psychicznie a jednak bliźniaki mnie
      rozkładały, głównie bezradność gdy ryczały oba na raz, a syn zanosił się rykiem
      przy każdym posiłku, czyli co 1,5 godziny, przez całą dobę.

      Często zastanawiałam się kiedy i czy mój stosunek do nich zmieni się z trybu
      "obsługuję" nowe dwie istoty, na "kocham" nowe dwie istoty.
      Zmienił się, mają 5 miesięcy i kocham moje szkraby.

      Utrata dawnego życia po urodzeniu bliźniaków to spore zaskoczenie, zwłaszcza jak
      nie miało się kontaktu z małymi dziećmi wcześniej, na codzień.
      Nie wiem jaką pracę ma twój mąż, ale może udało by się zrobić tak żeby dziećmi
      zajmował się wyłączni on np. przez półtorej godziny dziennie, żebyś mogła mieć
      SWÓJ czas, tylko dla siebie, albo na to co chcesz zrobić w domu.
      U nas się tak nie dało, ale żebym choć trochę spała mąż wstaje do jednego
      dziecka w nocy - karmimy o tych samych porach, żeby mniej się budzić i więcej spać.
      I ja przyjmuję każdą zaoferowaną pomoc, wręcz wykorzystuję do cna i to bez
      żadnych skrupułów, nauczyłam się też prosić o przysługi, czego bym kiedyś nigdy
      nie zrobiła, ale w ten sposób życie jest trochę prostsze.

      A co do tego że nie masz czasu na nic. Trzeba odpuścić sobie pewne rzeczy (wiem
      trudno, bo kiedyś robiło się je tak normalnie, mimochodem, a teraz nie ma
      czasu). Nie umyte okna - trudno, podłoga nie wytarta - to wytrę raz na tydzień,
      w kuchni bajzel - to nic, posprzątam wieczorem jak pójdą spać, nie ma co zjeść
      na obiad - będzie makaron z sosem albo coś gotowego, życie nabiera innego tempa
      ... i trzeba do tego przywyknąć, a łatwo nie jest

      Pierwsze trzy miesiące moich dzieci wolałabym wykreślić z pamięci, to był
      koszmar. Teraz mimo że roboty mi nie ubyło jest o wiele lepiej i mam nadzieję że
      u ciebie też będzie lepiej

    • puellapulchra Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 10:34
      Psychiatra - on leczy depresje. Rozmowa z mężem, mamą. to jedyne
      rady jakie mogę dać. w pierszym odruchu po przeczytaniu Twojego
      postu cisnęły mi się tylko i wyłącznie same epitety. Ale ochłonęłam
      i nie będę Ci ubliżać, ale ZDAJ SOBIE SPRAWĘ co robisz. Niemowlę
      widzi w mamie Boga, jej obecność uspokaja, daje ukojenie. A tu ten
      Bóg nie dość, że nie przytuli, to jeszcze spowoduje ból i zniknie z
      oczu. A bezradny skarbek leży i - co może innego zrobić? - płacze.

      Jeśli nie pomożesz sobie, dojdzie do tragedii.
      • joanna2001 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 10:49
        A ja Ci mówię - nie łam się. Za kilka miesięcy, gdzy dzieci zaczną
        łazić, śmiać się , bawić- będziesz szczęśliwsza. Najtrudniejsze są
        początki dopóki dzieci nie zakumają po co są i kim są. Tzrymaj się
        ciepło, nie myśl źle, wyjdź na ulicę na spacer - pozdrawiam.
        • di.da Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 11:05
          to nie do konca jest lenistwo...

          ja nie chce i nie moge wspominac koszmaru pierwszego roku zycia
          moich dzieci. dla mnie koszmaru, bo dzieci ladnie sie chowaly.

          poszukaj pomocy u specjalisty, warto.

          i trzeba tez spojrzec na relacje z mezem, jesli sa ok, to wciagnij
          go do pomocy, wieskzej.
          jesli nie sa ok, to obojgu sie przyda jakas terapia...

          nie lam sie, zanim zaczniesz cokolwiek robic, czego mozesz potem
          zalowac, wez gleboki oddech i policz do dziesieciu jednoczesnie
          wylaczajac sie na ten moment i gluchnac.
          pomaga
    • 123atomek Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 11:15
      Hej,
      odpiszę Ci z pozycji faceta, męża i taty 1,5 rocznych bliźniaków.
      Fakt, pierwsze miesiące (u nas 2-4 miesiąc) to była masakra. Ciagłe
      kolki u synka i ogólne wycie. Chodziliśmy z żoną po ścianach z
      niewyspania. Od 5 miesiąca było już co raz lepiej - przede wszystkim
      jeśli chodzi o spanie w nocy. O ile dzieci były co raz fajniejsze i
      kochane to w kość dawała monotonia codzienności i nieuchronność
      codziennego opiekowania się nimi. Po prostu czasem chcieliśmy mieć
      od nich wolne a to było akurat niemożliwe. Czasem wściekaliśmy się
      na te biedne dzieciaczki a żona to już szczególnie. W tej chwili
      mamy ustalone po parę wieczorów w tygodniu wolne. Żona chodzi na
      fitness, spotyka się z koleżankami lub robi cokolwiek innego poza
      domem. Ja spotykam się z kumplami, gram w piłę co tydzień. Mamy
      fajną nianię elektroniczną tak więc jak maluchy idą spać często
      imprezujemy z sąsiadami obok. Czasem ale rzadko udaje się nam
      zostawić maluchy pod opieką teściów i wychodzimy gdzieś razem. Poza
      tym jakiś czas temu żona pojechała z koleżanką do spa na weekend
      (wygrane w jakimś konkursie) i wróciła super zrelaksowana (energii z
      tego starczyło co prawda tylko na jakieś 2 tyg smile
      W twoim przypadku radzę Ci zrzucić przynajmniej część obowiązków na
      męża. Wbrew pozorom faceci z moich obserwacji są dużo bardziej
      odporni psychicznie na krzyczące dzieci i nie podchodzą do tego tak
      emocjonalnie jak kobiety smile
      A gwarantuję, że już niedługo, jak wasze dzieciaczki podrosną,
      będziecie mieć mnóstwo radości w domu.

      Andrzej
    • juliza Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 11:44
      Nie każda kobieta jest stworzona do bycia matką, ale jeśli już nią została... to
      trzeba sobie powiedzieć: trudno, taki już mój los. Weź się w garść, zaciśnij
      zęby i powtarzaj codziennie: to wszystko jest PRZEJŚCIOWE - mycie butelek,
      odbijanie, zmienianie pieluch itd. Do szóstego miesiąca czas się dłuży, potem
      nabiera rozpędu. Poza tym... są matki, które wracają do pracy tuz po
      macierzyńskim, ich dzieci mają się dobrze, one same z podwójną energią wracają
      do domu i swoich dzieci. Uważam, że lepsza lubiąca swoją pracę niania (lub
      opiekunka w żłobku) niż sfrustrowana, wrzeszcząca na dzieci matka. I wcale nie
      jest to wyrzut. Ja też czasem marzę, że zasnę i obudzę się za 3 lata... Życzę
      mądrych wyborów.
      • netty5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 12:24
        Rozumiem (chyba)jak sie czujesz.Wiesz ja zostalam sama tuz przed
        porodem pozucona przez mojego "ksiecia" i bylam pewna ze po porodzie
        zlapie depreche ale wiesz co? Wzielam sie w garsc bo przeciez to ja
        je sprowadzilam na ten swiat " z premedytacja" i teraz jestem za nie
        odpowiedzialna .To nie ich wina ze sie urodzily ja je do tego
        zmusilam.U mnie bylo troszke inaczej na poczatku bo moje dzieci nic
        tylko jadly i spaly.Kolek niemialay ale za to ciagle jezdzilam z
        nimi po lekarzach.Bylam zmeczona ,niezorganizowana ,w rozgardiaszu
        ale oplacalo sie ...teraz jestem zorganizowana ,dzieci mam
        odchowane,bawia sie ze soba a ja mam czas dla siebie np na
        forum,jezdzenie po lekarzach juz sie konczy zostala nam tylko
        rehabilitacja z synkiem co dwa tyg. Wyjscie z domu to dobry sposob
        na odreagowanie.Zostawialam nakarmione i uspione maluchy z mama i
        szlam pocwiczyc albo do sasiadki na pogaduchy i lampke winka.
        Jesli u ciebie to "baby blues" to nie wstydz sie i idz do
        specjalisty po pomoc. Wierze ze odzyskasz radosc z macierzynstwa i
        rownowage w sobie.Wiesz ja teraz zbieram najpiekniejsze nagrody za
        cierpliwosc i wyrtrwalosc-usmiechy moich dzieci skierowane tylko do
        mnie i wyciagnete raczki na moj widok.
        Zycze powodzenia i trzymam kciuki.
        • netty5 do aitchigirl 29.12.08, 12:29
          aitchigirl jesli nie masz nic sensownego do poradzenia dziewczynie w
          potrzebie to nie wypowiadaj sie .Glupszej rady niz twoja nie
          slyszalam.W ten sposob mozna tylko pogorszyc sprawe.Dziewczyna
          potrzebuje wsparcia i pomocy a nie nagany.Nie po to sie tutaj
          wywnetrznila zeby ja zlinczowac tylko po to zeby dac jej kopa na
          rozped ewentualnie podpowiedziec jak odzyskac to co utracila-radosc
          z macierzynstwa.
    • de_la_hoya Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 12:34
      nabrałaś się na cud macierzyństwa?
      nieźle
      tylko wyobraź sobie, że te wszystkie szczęśliwe mamuśki też nie śpią po nocach,
      wiecznie martwią się o swoje dzieci i biegają od lekarza do lekarza
      tylko one wiedzą, że tak może być więc jak się trafia bezsenna noc to nie
      cierpią, bo wiedziały, że może tak być

      w ogóle powody dla których zdecydowałaś się na dziecko są debilne
      to nie są dzieci których ty chciałaś tylko dzieci których chciał mąż a ty się na
      to zgodziłaś na okoliczność korzystnej sytuacji w pracy
      skoro jednak już je masz to musisz sobie z tym poradzić
      weź sobie ze 3 tygodnie urlopu, jeżeli w ciągu dnia masz pomoc to wyślij tą
      pomoc z dziećmi na spacer a sama poleż w wannie i się prześpij
      jak mąż wróci z pracy to wręcz mu dzieci i idź sobie na kawę z kumpelą czy na zakupy
      jaki problem?

      a w ogóle to idź do dobrego psychiatry i zacznij brać leki, bo depresję masz aż
      boli i miodu w d...ie szukasz
      • aga.r1 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 19:30
        Pocieszę Cię, nie trzeba rodzić bliźniaków,jedno dziecko
        wystarczy,zeby przewartościować świat. Rzeczywiście pierwsze
        miesiące a nawet rok są ..no cóż takie sobie. są chwile cudowne,ale
        częściej jak nie urok to ...wiesz co. Nie Ty jedna miałaś takie
        odczucia jakie opisujesz! Nie jesteś wyrodna, zdążysz pokochac swoje
        dzieci tak,że dasz się za nie pokroić.Spokojnie to wymaga czasu i
        wysiłku, nie kochanie,bo. ze kochasz nie wątpię,ale zorganizowanie
        się, dojrzewanie do pierwszego wyjścia bez dzieci, odpoczynku samej
        w domu. Rodzina troszkę mogłaby pomóc, mąż ,babcie czy dziadkowie.
        Musisz mieć trochę czasu tylko dla siebie, czasu na zregenerowanie i
        odzyskanie sił. Pocieszę Cię czy nie - to uczucie, które Cię
        ogarnęło mija,dopada nie tylko Ciebie,te uśmiechnięte na spacerach
        mamuśki,które wg Ciebie osiągają szczyty miłości macierzyńskiej też!
        Cyprysowa to minie,uwierz mamie 15-latkasmile. A i czas na książkę i
        odprężającą kąpiel też wróci !!!!
        Trzymaj się i nie daj się!!!!!
    • meimei Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 13:01
      zgadzam sie z Puellą, jeśli nie pomożesz sobie, może dojść do tragedii - dla
      dobra dzieci, siebie i innych osob z Twojego otoczenia musisz isc do pychiatry,
      bo jestes w duzej depresji. i moze wyprowadz sie na jakis czas z domu, moze
      jakas babcia zamieszka z dziecmi i zajmie sie nimi albo maz wezmie urlop? w
      przeciwnym razie, moze stac sie tragedia... lepiej zrobic to teraz i wrocic do
      dzieci z miloscia i cieplem, na jakie zasluguja, niz potem zalowac przez cale
      zycie. depresja to powazna choroba, ktora trzeba leczyc...
    • keja34 baby blues... 29.12.08, 13:35
      Tak mi sie wlasnie wydaje. Ja tez mialam taki okres,ze mialam
      wszystkiego dosyc,wszystko mnie denerwowalo,palakalam po katach etc.
      jakos przeszlo,a dzis mysle,ze to byla deperesja poporodwa. Ja na
      Twoim miejscu poszukalabym jakiegos psychologa,zaangazowala babcie
      do pomocy(jak nie da rady to nianie bo chyba sa na butli czyli nie
      jestes uwiazana karmieniem) i kazda wolna chwile spedzala tak,zeby
      to Tobie bylo dobrze. Moze malzonek moze poswiecic dzieciom wiecej
      czasu?Praca dla Ciebie tez moze byc dobrym rozwiazaniem.Poczujesz
      sie lepiej,jak pojdziesz do ludzi. I postaraj sie nie byc nerwowa
      przy dzieciach bo one to wyczuwaja i dadza bardziej popalic.I tak
      bedziecie sie nakrecac. Powodzenia.Pozniej jest juz fajniej/latwiej.
    • tigerlily30 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 15:36
      W te pędy do psychiatry, natychmiastowe leczenie ci się kłania!

      Chcesz czekać aż niedługo zrobisz krzywdę swoim bezbronnym
      maluszkom? NIE MYSL TYLKO O SOBIE!
    • cyprysowa30 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 15:50
      Dziękuję za słowa wsparcia, krytyki też...Wbrew pozorom zdaję sobie
      sprawę z tego,że to prawdopodobnie depresja. Dzieciom też krzywdy
      nie zrobiłam, bo wiem,że nie są temu winne.Czerwona lampka zawsze
      się jeszcze zapalała w odpowiednim momencie. Mam fajnego męża, który
      zdaje sobie ze wszystkiego sprawę, przejął b.dużo obowiązków kosztem
      swojej pracy, bez niego już dawno bym poległa.Przyjmuję wszelkie
      formy pomocy:teściowej,koleżanek, rodziców,niańki. Postaram się z
      tego wyjść bez farmakologii. Nie spodziewałam się po prostu,że będę
      w kwestii podwójnego macierzyństwa taka ułomna...Serdecznie
      pozdrawiam.
      • gapix Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 16:34
        a ja bym Ci radziła żebyś zrobiła sobie badania tarczycy, bo wg. ostatnich badań endokrynologicznych tarczyca, która źle pracuje lub nie pracuje wprowadza duże zamieszane hormonalne w organizmie i jest hipoteza, że to właśnie problemy z tarczycą prowadzą do depresji poporodowej.

        Zdrowa Mama da sobie radę ze sobą i z dziećmi.

        Bądź grzeczną, rozsądną dziewczynką - boś już jest duża smile i zrób to przede wszystkim dla siebie.

        3mam kciuki,
      • twixy Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 16:35
        Ułomni są Ci którzy się do tego nie przyznają!!! Pomyśl tylko: tyle
        nieszczęść wkoło szkoda dołączyć do tego grona jeśli można z tego
        g...wna wyjść. Babki są twarde, na pewno Ci się uda!!!
        • jummymami ufff cyprysowa !!!!!!!!!!!!!!! 29.12.08, 16:41
          ulzylo mi uwierz, po przeczytaniu twojego posta rece mi opadly i w
          glowie zamet sie zrobil, kladac moje blizniaki patrzylam sie na nie
          chyba pol godzinki jak spaly i myslalam o twoich jak i one rowniez
          moga spokojnie spac i doczekac sie dnia nastepnego !!!! nie rob nic
          zlego... jak masz zalamke popatrz na nie i pomysl dobrze, one
          cierpia wtedy wiecej a nic nikomu zlego nie zrobily, jak placza to
          cos im dolega a matka powinna je przytulic i zrozumiec a nie sie na
          nie zloscic !!!
          Zycze zdrowego rozsadku i wytrzymalosci oraz zdrowka i wkoncu
          POCIECHY z ba,bli wink
      • esti75 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 16:41
        myślę że to nie kwestia ułomności bo nie dajesz sobie rady z dwójką
        naraz!My z mężem mieliśmy dziecka po pięciu latach od ślubu tak
        bardzo go chciałam a jak synuś się urodził MÓJ NAJUKOCHAŃSZY SYNUŚ
        to psy na nim wieszałam obwiniałam za wszystko bo swoboda i wolność
        się skonczyły ciągle ryczał nigdzie nie mogłam wyjśc bo wisiał 24
        godz na dobę na cycu a jak ryczałam i krzyczałam to przychodziła
        siostra i go zabierała az się uspokoiłam i mnie wyzywała że am się
        opamiętać.Było minęło strasznie się czuję jak pomyślę jak go
        traktowałam ale nie zawsze jest tak pięknie i różowo jak sobie
        wyobrażamy.A teraz mamy 4 dzieciaczków jedną małą diablicę 3 letnią
        daje popalić że aż strach i małe blizniaczki.I co niby miałam już
        doświadzcenie przy dwójce pierwszych a jak małe się ueodziły to
        świat tez cały się poprzewracał musiałam wszystko inaczej
        zorganizować i dać radę , a małe też spać nie chciały po nocach się
        darły cyca piły jak chciały teraz jest lepiej i wiesz co
        macieżyństwo wymaga wiele wyrzeczeń ale też daje bardzo dużo
        radości.Odczekaj jeszcze troszkę skorzystaj z rad idż gdzieś zabaw
        się odpocznij a będzie duzo lepiej bo jeszcze kiedyś zatęsknimy do
        lat jak dzieciaczki były takie malutki!!!!
        • mojpiesek Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 17:41
          cyprysowa - mam prosbe, goraca prosbe, zadzwon do mnie prosze albo
          skontaktuj sie mailem, moze choc troszke pomoge smile
          0-602706490 albo milka@hot.pl
          zadzwon, bedzie dobrze, zobaczysz smile
      • de_la_hoya Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 18:23
        cyprysowa30 napisała:

        > Postaram się z
        > tego wyjść bez farmakologii.

        nie wyjdziesz z tego bez farmakologii
        naprawdę
        skoro mając takie wsparcie tak się czujesz to nie dasz rady
        idź prywatnie do lekarza, weź leki a za 2-3 tygodnie będzie lepiej
        teraz są inne leki
        nie będziesz otępiała i naćpana
        • bweiher Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 19:16
          Nie będę cie pouczać ani mówić ze wszystko będzie dobrze,ze minie.
          Może i minie,a może nie.Może sie przyzwyczaisz,a może będzie jeszcze gorzej.Mam
          takie wrażenie,że zaszłaś w ciążę dla męża.Że wcale tego nie chciałaś i dla tego
          teraz tak sie męczysz.Dzieci zniszczyły całe Twoje dotychczasowe życie.Byłaś
          panią sama sobie,teraz jesteś robotem który nie śpi,nie je,tylko cały czas jest
          przy dzieciach;karmi,przewija,jak nie jedno to drugie.Musisz odpocząć.Najlepiej
          z dala od dzieci. Chociaż zdaję sobie sprawę ze to pewnie nie możliwe...
        • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 21:10
          > nie wyjdziesz z tego bez farmakologii
          > naprawdę

          można bez.. ja sobie z tym sama poradziłam i na pewno nie jestem odosobnionym
          przypadkiem. Ty coś masz z tą dupą i miodem, może Ci czegoś brak de_la_hoya?
          • de_la_hoya Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 16:21
            człowiekowi zawsze czegoś brak

            lepsze moje szukanie niż twoje jęczenie, że teściowa za mało kasy daje i tanie
            prezenty kupuje albo mieć schizę, że ci chce z dziecka sprzątaczkę zrobić... prawda?
            • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 18:27
              nigdy nie mówiłam, że za mało daje, tylko dzieli nierówno faworyzując córkę a to
              dwie różne sprawy... aa i to nie ona chciała zrobić sprzątaczkę z dziecka, no
              ale wybaczę Ci to, bo sama nie wiesz co piszesz ani co czytasz..
              • de_la_hoya Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 18.01.09, 02:09
                więc jak widzisz twoje samodzielne leczenie na niewiele się zdało
                jak nie fobia faworyzowania to garkotłuka ci z córki chcą robić
                tak jak pisałam, bez farmakologii ciężko
                • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 18.01.09, 12:05
                  taniej mnie wyniesie zasponsorowanie Ci okularów big_grin
      • kugo1 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 20:22
        nie wyjdziesz z tego bez lekarstw, ale zycze by tak sie stało smile.
        Pamietaj ze te bobasy niczemu nie sa winne. Jestes zla nie masz sily
        zostaw je w bezpiecznym miejscu, wyjdz do drugiego pokoju i policz
        do 10,20 czy ilu bedziesz potrzebowac. Jesli poplacza to nic im siie
        nie stanie, twoja zlosc moze wyrzadzic o wiele wiecej zlego. No i
        szczera rozmowa z mezem i rodzina - nie boj sie- no moze nie nie boj
        ale nie wstydz
        • vercueil Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 21:49
          Jak Ci będzie bardzo źle podrzuć do mnie swoje maluchy. Poważnie!
          Oby baby blues minął jak najszybciej.
      • covington Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 17.01.09, 00:08
        trzym się. mamy trójkę - 3-letnią Zuzkę i nieco ponad roczne bliźniaki, Franka i
        Ninę. rozumiem twój hardkor - zwłaszcza, że z uporządkowanego życia z pracą itd.
        zostałaś wrzucona przez los na bardzo głęboką wodę. my przynajmniej mieliśmy
        zaprawę w postaci starszej córki... przede wszystkim nie rób sobie wyrzutów za
        dużo, nie lataj ciągle do pediatrów, idź do psychologa i wprowadzaj, jak tylko
        to możliwe, dzieciakom RUTYNY - stałe pory karmienia, kąpania, zasypiania,
        zabawy. może Ci to zająć miesiąc, dwa, trzy - ale naprawdę warto.
        trzym się
        A
    • hannamay Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 23:21
      ja nie wierze w autentycznosc tego postu i tyle .. ze spokojem ktos pisze ze
      zachowal sie agresywnie i potrzasnal dzieckiem i czesto ma ochote udusic
      maluszka?! .. a potem w dalszym poscie tez dopisuje ze w odpowiednim momencie
      zapala sie czerwona lampka .. nie wierze lub nei chce wierzyc! jesli zato jest
      prawdziwy, to autorka powinna czym predzej oddac dzieci pod opieke 24/h komus
      odpowiedzialnemu i poddac sie leczeniu.

      wiesz zdecydowalas ise na macierzysntwo i niestety mozesz albo sie w garsc
      wziazc i byc matka albo porzucic to wszystko dla swiata zakupow, spacerow, seksu
      i dobrego humoru. cos za cos. jedno jest pewne raniac tak malenkie istotki tylko
      czynisz zlo ktore nigdy juz ci nie wroci tamtego swiata sprzed macierzynstwa.
      mozesz tak bardzo go pragnac ze pewnego dnia obudzisz sie za kratkami z
      wyrokiem i bedziesz maial wszelkie czas na czytanie, spokoj i bycie tylko z
      soba. nei zycze ci tego. obudz sie z amoku i skoncentruj sie na tym co jest a
      nie na tym co bylo.

      co do osoby ktora zostala zlinczowana za porade aby zadzwonic na policje lub
      innej instytucji .. ja tez uwaazam ze sluszny pomysl, tutaj w gre wchodzi zycie
      dwoch malenkich istotek, jesli matka ma czeste fantazje aby je tego pozbawic.
      mozna poradzic osobie ktora nie wie jak dac sobie rade z placzliwoscia malych
      dziec, jak je uspic, ale w spokojny spoosb radzic i wtorowac, ze to minie, ze
      tak tez czulysmy sie itd ...

      mozna byc zlym na siebei, na caly swiat za to ze akurat dal nam dwie istotki tak
      bezbronne i tak bardzo zalezne od nas, ale na litosc Boska nie stojmy i
      debatujmy tutaj kiedy ktos potrzasa nimi i mysli czesto jak je udusic!
      • cyprysowa30 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 29.12.08, 23:54
        Istnieje pewna, zasadnicza zresztą różnica między chęcia zrobienia
        czegoś złego a realnym skutkiem. Znam też różnicę między tym jak ja
        potrząsnęłam dzieckiem /raczej gwałtownie chwyciłam/ a potrząsaniem
        o charakterze kryminalnym.Czerwona lampka zapala mi się daleko przed
        przekroczeniem tej granicy. Tak naprawdę to nie chciałam zrobić
        bobasowi nic złego, tylko był to wyraz mojej bezsilności.Jako
        zachowanie agresywne z mojej strony postrzegam także np.gwałtowne
        włożenie smoczka do buzi.Już takie manewry wzbudzają moje wyrzuty
        sumienia. Ale na myśli nie mam wielkiego wpływu, choć wiem że ich
        charakter jest patologiczny.Od myśli do czynu jednak na szczęscie
        dłuuga droga.
        Vercueil-dziękuję za propozycję,ale poradzimy sobie jakoś,maluchy
        nie są zdane tylko na mnie smile
        • hannamay Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 00:08
          cyprysowa ..

          nie jest wazne czy tylko (az!) gwaltownie chwycilas .. wazne ze myslisz o tym
          aby cos zlego zrobic dziecku. to jest bardzo wazne i sa tego juz rezultaty.
          niestety piszesz o tym bardzo konkretnie, ze masz wyrzuty sumienia itd ze jetses
          swiadoma .. czlowiek w chwili slabosci naprawde nie ejsat w stanie kontrolowac
          siebie. piszesz ze "Czerwona lampka zapala mi się daleko przed przekroczeniem
          tej granicy" to totalna bzdura. zdaj sobie sprawde ze jelsi masz juz chwile
          takich slabosci ze czesto myslisz aby udusic dzieci to powinnas rownie swiadomie
          podjac wszelkiego rodzaju pomoc a nie pisac tylko i rozgrzeszac sie slowami mam
          wyrzuty sumienia. a droga od mysli do czynu jest naprawde bardzo krotka.
          naprawde i tego sie najbardziej nalezy bac. reagujesz w soosb bardzo
          niedojrzaly, zdaj sobie sprawde ze chodzi o zycie i twoich dzieci i twoje.
          pewnego dnia mozesz naprawde sie poczuc tak bezsilnie ze ta magiczna czerwona
          lampka sie nie zapali. skorzystaj z kazdej wyciagnietej reki, z medycyny, z
          porad, znajdz piekno w tym ze nie musisz przeczytac calej ksiazki za jeden
          wieczor, mozesz przeczytac jedno zdanie, posluchac jednej pisoenki, wypic pol
          kubka kawy .. w zamian za ten utracony los otrzymalas cos o wiele wazniejszego -
          masz szczescie i bezgraniczna milosc swoich dzieci. ja bron boze nie potepiam
          cie ale wierze ze jesli bedziesz negowac to co czujesz i rozgrzeszac sie zbyt
          latwo, pewnego dnia stracisz zbyt wiele .. kazda matka ma takie chwile kiedy
          chcialaby wyjsc na spacer, tak po prostu .. i nie miec zadnych zobowiazan ..
          zycie jest inne, dzisiaj masz nie przespane noce, placzliwe dzieci, wielkei
          potrzeby bycia przy mamie, to nie trwa wiecznie .. znajdz radosc w tym
          prozaicznej codziennosci bez zastanawiania sie co by bylo gdyby .. i bez
          ogladania sie za siebie .. bylo minelo .. mysl o sobie i dzieciach przede wszystkim!
          • jummymami Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 03:17
            hannamay napisała:

            > cyprysowa ..
            >
            > nie jest wazne czy tylko (az!) gwaltownie chwycilas .. wazne ze
            myslisz o tym
            > aby cos zlego zrobic dziecku. to jest bardzo wazne i sa tego juz
            rezultaty.
            > niestety piszesz o tym bardzo konkretnie, ze masz wyrzuty sumienia
            itd ze jetse
            > s
            > swiadoma .. czlowiek w chwili slabosci naprawde nie ejsat w stanie
            kontrolowac
            > siebie. piszesz ze "Czerwona lampka zapala mi się daleko przed
            przekroczeniem
            > tej granicy" to totalna bzdura. zdaj sobie sprawde ze jelsi masz
            juz chwile
            > takich slabosci ze czesto myslisz aby udusic dzieci to powinnas
            rownie swiadomi
            > e
            > podjac wszelkiego rodzaju pomoc a nie pisac tylko i rozgrzeszac
            sie slowami mam
            > wyrzuty sumienia. a droga od mysli do czynu jest naprawde bardzo
            krotka.
            > naprawde i tego sie najbardziej nalezy bac. reagujesz w soosb
            bardzo
            > niedojrzaly, zdaj sobie sprawde ze chodzi o zycie i twoich dzieci
            i twoje.
            > pewnego dnia mozesz naprawde sie poczuc tak bezsilnie ze ta
            magiczna czerwona
            > lampka sie nie zapali. skorzystaj z kazdej wyciagnietej reki, z
            medycyny, z
            > porad, znajdz piekno w tym ze nie musisz przeczytac calej ksiazki
            za jeden
            > wieczor, mozesz przeczytac jedno zdanie, posluchac jednej
            pisoenki, wypic pol
            > kubka kawy .. w zamian za ten utracony los otrzymalas cos o wiele
            wazniejszego
            > -
            > masz szczescie i bezgraniczna milosc swoich dzieci. ja bron boze
            nie potepiam
            > cie ale wierze ze jesli bedziesz negowac to co czujesz i
            rozgrzeszac sie zbyt
            > latwo, pewnego dnia stracisz zbyt wiele .. kazda matka ma takie
            chwile kiedy
            > chcialaby wyjsc na spacer, tak po prostu .. i nie miec zadnych
            zobowiazan ..
            > zycie jest inne, dzisiaj masz nie przespane noce, placzliwe
            dzieci, wielkei
            > potrzeby bycia przy mamie, to nie trwa wiecznie .. znajdz radosc w
            tym
            > prozaicznej codziennosci bez zastanawiania sie co by bylo gdyby ..
            i bez
            > ogladania sie za siebie .. bylo minelo .. mysl o sobie i dzieciach
            przede wszys
            > tkim!

            pieknie napisane!!!!!!!!!!!!!!!oby zostalo wykorzystane !!!!!!!!
          • madami Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 21:49
            a droga od mysli do czynu jest naprawde bardzo krotka.
            > naprawde i tego sie najbardziej nalezy bac. reagujesz w soosb bardzo
            > niedojrzaly, zdaj sobie sprawde ze chodzi o zycie i twoich dzieci i twoje.

            Kiedyś pomyślałam, że chyba zamorduję moje dziecko a ostatnio stary tak mnie
            wkurzył, że chyba bym go udusiła wink Muszę się leczyć...
      • tutuna Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 14:45
        I właśnie przez takie bezlitosne i bezmyślne idiotki jak ty, kobiety nie
        wytrzymują nerwowo pozostawione same sobie!

        p.s. predzej oddac dzieci pod opieke 24/h komus
        > odpowiedzialnemu
        na przykład komu? pogotowiu opiekuńczemu?
      • michelle77 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 21:13
        Pier•olisz jak potłuczona..Ja tez mam malenkie dziecko, ktore bardzo kocham. Ale
        bywaly takie momenty, gdy po kilku zarwanych nocach pod rzad i niemoznosci
        odespania w dzien, bralam poduszke i nakrywalam twarz dziecka, by przestalo
        wrzeszczec..Bylam wykonczona psychicznie, ale nawet przez mysl mi nie przeszlo
        by komus dzieciaka oddawac.
        Nie mam depresji..Zabija mnie po prostu brak snu...A jak nie kumasz takich
        mechanizmow to sie nie wypowiadaj..
      • annika.h hannamay,dzwoń na policję szybko! 17.01.09, 13:54
        typowa rada histerycznego laika ( może poczytaj gdzieś o depresjach).Gdyby, nie
        daj Boże, dać ci taką możliwość,wsadziłabyś za kraty kobietę mającą poważny
        problem psychiczny.Jej należy pomóc i to szybko a nie obrzucać inwektywami,
        zarzucać nieodpowiedzialność i egoizm. Zdarza się ,że kobiety z utęsknieniem
        oczekujące dziecka,po porodzie przestają się nim zajmować zaniedbując i dziecko
        i siebie,całymi dniami nie wychodząc z domu ,nie zmieniając odzieży,nie
        sprzątając itp.i,TAK,reagując agresją na płacz niemowlaka.Zapewniam cię ,że nie
        zachowują się tak ,bo nie mogą iść na zakupy do hiperu.Po leczeniu są
        wspaniałymi matkami.Więc nie wypisuj tu bzdur o wzywaniu policji ,lepiej nic nie
        pisz.
    • pszczolaasia Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 10:00
      tak. pierwsze 3 miechy wspominam ...z rozrzewnieniembig_grin sorka za ironie. mam dla
      Ciebie pocieche..po 4 miesiacu naserio serio staja sie bardziej kumate. do dzis
      zdarza mi sie ryczec po katach ze zmeczenia i padam na cycki ze zmeczenia
      chociaz mam pomoc meza i moja mam wpada do nas odciazyc. moje sa teraz obydwa
      chore...nie spimy juz 3 nocbig_grin to jest na serio dzien swistaka...czasem sie
      smieje ze wystawie je na allegro jako extremumbig_grin choc oczywizda bym tego nie
      zrobila i wiem ze Ty tez im nic nie zrobisz to twoje dzieci w koncu. nie uwierze
      zes patologicznawink jestes po prostu przyqrwiscie zmeczonawink jak chcesz mozesz
      skozystac z pomocy psychologa..ale to moze minac. policz do 10-ciu, jak trzeba
      do 20-stu a nawet do 100wink moja mama mowi ze kiedys mnie przetrzymala i darlam
      sie tak az ochryplam a moja corka to zdaje sie skora ze mnie zdjeta przynamniej
      z charakterku;-D nie wiem czy kiedys tez nie wytrzymam i nie pozwole jej
      ochrypnac;-D pzdr i ...to minie...i dobrze ze masz to swiatlo. powodzenia!
      wszystkiego dobrego w nowym roku. one sa napewno ok. tylko czuja ze ty sie
      wnerwiasz i wtedy tez sa zdenerwowane to zaklete kolo z ktorego sie ciezko
      wyrwac ale mozna. w ostatecznosci walnij sobie lufe i zapal paierosabig_grin ja
      jeszcze tego nie zrobilam ale zostawiam sobie ta ostatecznosc;-DD i ide zanim
      mnie tu nie zlinczuja;P
      p.s. czekalam na moje dzieciii dluuuugo i nie oddalabym je nigdy w swiecie
      nikomu nigdzie, ale czasem sie smiejemy z mezem jak przyjda dwie babcie ze
      idziemy po zapalki i wrocimy za 3 lata ;D
      • tusia21 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 10:20
        A może coś takiego:
        www.klub9miesiecy.pl/jestem1.htm
        Początki nie są łatwe. Trzymaj się!
        Ja zawsze w ciezkich chwilach powtarzałam sobie: To minie!
        Robiłam to w nieskończonośc.
        Dzieci szybko rosną i za chwile ten ciężki okres będzie tylko
        wspomnieniem.
        • pizmak31 Posluchaj:) 30.12.08, 13:05
          Cyprysowa, jak czytam Twojego posta, to jakbym siebie czytala sprzed prawie
          dwoch lat. Serio. Po prostu napisalas szczerze, co czujesz. I ani nie jestes
          niedojrzala, ani w depresji, tylko - jak napisala jedna z moich poprzedniczek
          przyqrwiscie zmeczona. I te mysli o wyrzuceniu dzieci za okno - ja takie mialam
          i moj maz tez - to nie sa prawdziwe zamiary, to po prostu fantazje, zeby chociaz
          na dwie godziny miec swiety spokoj. I gadanie o milosci do dzieci, kiedy one
          maja trzy miesiace i wrzeszcza, a twoja opiewana matczyna intuicja nic ci nie
          mowi, oprocz tego, ze masz wszystkiego dosyc i zalujesz, ze urodzilas swoje
          dzieci - to jest normalka. Wiekszosc z nas to miala, a podejrzewam, ze Matka
          Boska tez, gdyby Jezus mial brata blizniaka. Ja swoimi dziecmi zaczelam sie
          cieszyc, jak mialy rok. Do roku - zalowalam codziennie swojego starego zycia bez
          dzieci i chcialam cofnac czas.
          Podziwiam Twoja odwage, to, ze potrafilas napisac o swoich uczuciach i ze im nie
          zaprzeczasz. To swietnie, nawet jak to sa zle niedobre mysli. pamietam moj
          pierwszy zwal, kiedy przez 3 pierwsze miesiace zacisnelam zeby i mowilam sobie:
          po trzech miesiacach bedzie lepiej. I nie bylo. Bylo gorzej. Wpadlam ze
          zmeczenia w histerie i maz wyrzucil mnie z domu na kawe i do kina. I potem juz
          przez kolejne miesiace powtarzalam sobie, tak jak Tusia: "To minie". Niedlugo
          Twoje dzieci beda zdawaly mature. Prowadz pamietnik, ja dopiero teraz z niego
          dowiaduje sie, jak bylo ciezko, a jak teraz jest fajnie. Nie pamietam juz ze rok
          temu nie przesypialy nocy, a dzisiaj spia do 8 i zabawy z nimi co niemiara,
          szczegolnie, jak tanczy trzymajac sie za rece. Uratuje Cie rutyna, dasz rade, bo
          nie masz wyjscia. Zapraszam w wolnej chwili na moj blog
          www.krystynaromanowska.info/blog, tam jest troche rad dla mam blizniakow.
          A swoja droga od mam z tego forum oczekiwalam innych reakcji niz tylko
          histeryczne wrzaski o depresji, leczeniu i o tym, ze cyprysowa jest zla matka i
          zeby oddala swoje dzieci. To jakas bzdura.
          • pszczolaasia :) 30.12.08, 13:27
            > A swoja droga od mam z tego forum oczekiwalam innych reakcji niz tylko
            > histeryczne wrzaski o depresji, leczeniu i o tym, ze cyprysowa jest zla matka i
            > zeby oddala swoje dzieci. To jakas bzdura.

            dokladnie moim zdaniem. kazdy ma prawo poczuc sie gorzej zwlaszcza wtedy kiedy
            jest permementnie zmeczony zeby nie powtorzyc przyqrwisciebig_grin nie posuwalabym
            sie do wyzywania sie autorki watku od najgorszych. nie jestem swieta i nie mam
            ochoty zabic swoich dzieci ale czasem tak mnie nosi ze mam ochote wybic okno z
            wscieklosci ze wszystko absolutnie wszystko idzie nie tak jak myslalam ze
            bedzie. kropka. moze dlatego ze to moje pierwsze dzieci, moze dlatego ze moje
            wymarzone a ja mialam wyidealizowany obraz macierzynstwa troche jednak, moze
            dlatego ze myslelam ze wystarczy je kochac a to jest przyqrwiscie ciezka orka a
            az takiej sie przyznaje nie spodziewalam. Bog mi swiadkiem ze je kocham ale jest
            ciezko kropka. moja mam powiedziala mi kiedys ze nikt Ce na swiecie nie wqrwi
            jak twoje dzieci zobaczysz. czasami mam ochote przyznac jej racje zwlaszcza
            wtedy kiedy nie spia 3 noc z rzedu a my baaardzo juz chcemy spac po prostuwink
            p.s. fajny blog...podobaja mi sie zwlaszca te ksiazki dla dziecismile
          • agisek Re: Posluchaj:) 30.12.08, 20:59
            O, w końcu głos rozsądku, gratuluję pizmak.
            Cyprysowa, jak chcesz pogadać bez świętego oburzenia, oceniania i odsyłania do
            psychiatry (a na cholerę od razu psychiatra? psychoterapeuta byłby lepszy) to
            możesz również napisać prywatnie do mnie:
            agisek@gazeta.pl
          • lavetti Re: Posluchaj:) 16.01.09, 21:33
            Nie tylko mamusie bliźniaków przechodzą takie stany. Ja również
            miałam poczucie beznadziejności, ale przy jednym dziecku. Kiedy
            napisałam o tym na forum, na którym spędziłam bardzo dużo czasu,
            nasłano na mnie MOPS surprised Ktoś miał poczucie czynienia dobra, a zrobił
            to zdecydowanie złośliwie.
            Cyprysowa, rozumiem Cię doskonale, mi ten stan minął, kiedy
            pozamykałam w swoim życiu pewne rzeczy, zmieniłam adres zamieszkania,
            dostałam nową pracę. Teraz tamtym wariatkom mogę śmiać się w twarz, a
            było naprawdę nieciekawie, zostałam ostro zwyzywana, wysyłały mnie te
            głupie baby do szpitala psychiatrycznego, no i ten wspomniany MOPS.
            Cyprysowa, nie daj się, zastosuj się do rad pizmak31 i pomoże. Ja też
            robiłam te same rzeczy, oby tylko poprawić sobie humor. Trzymam
            kciuki.
    • ladyacid Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 14:58
      witamsmile Cyprysowa trzymaj się smileTen okres w końcu minie smileMyślę ,że
      większość mam miała podobnie,tylko nie wszystkie chcą się
      przyznać.Mnie pomogły długie spacery i szum morza smileTeraz moje panny
      maja prawie po 4 latka,dwuletniego braciszka i jest dużo
      lepiej,aczkolwiek są i ciężkie dni.Ale uśmiechy maluchów potrafią
      wiele zdziałać i złe myśli szybko gdzieś ulatują smile
    • mamaigiiemilki Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 16:58
      wydaje mi się, że każda z nas była i bywa zmęczona, ale myśli, żeby wyrzucić dzieci to ja nie miałam...i to jest niepokojące- bo na dzieci zrzucasz odpowiedzialność za swoje nastroje...
      rozumiem, że masz dosyć- sama też miałam- ale u mnie wystarczyło jedne jedynesmilewyjście do kina z mężem, żeby wszystko przeszłosmile...
      i nie wierzę w to, że każda kobieta ma takie myśli jak Ty;uważam, że jeżeli zdecydowało się na dzieci, to trzeba teraz się nimi opiekować dając im miłość; a jeżeli przeżywa się takie stany jak Ty, to trzeba coś z tym zrobić...może opiekunka?może powrót do pracy?może wizyta u psychiatry?może...
      • netty5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 21:11
        > i nie wierzę w to, że każda kobieta ma takie myśli jak Ty;uważam,
        że jeżeli zde
        > cydowało się na dzieci, to trzeba teraz się nimi opiekować dając
        im miłość

        Ja czekalam na moje dzeci jakies 8 lat ,marzylam o nich ,wysnilam je
        sobie i sa takie jak chcialam i zgadzam sie z toba ze trzeba je
        kochac ,opiekowac sie nimi itd. ale ........zdarzylo sie ze ze
        zmeczenia (jestem samotna matka) jak szlam do lozeczka wrzeszczacej
        non stop Majki mialam mysli ktorych nie powinnam miec i szlam do
        tego lozeczka wru...na na maxa -a raczej bezsilna- nerwowym krokiem
        i zacisnietymi piesciami ale gdy podchodzilam juz do niej to bralam
        ja delikatnie na rece i lulalam ile trzeba bylo.I rozmawiajac z
        moimi kolezankami dowiedzialam sie ze i one tez czasem "pekaja" ale
        jednak nie robia dzieciom krzywdy.Nie kazda matka jest ostoja
        lagodnosci ,czasem gotuje sie w nas ale mimo wszystko dajemy rade.I
        mysle ze o to chodzilo cyprysowej.Zagotowala sie raz ,drugi.....i
        przyszla po rade jak sobie z tym poradzic.Jesli nie macie dla niej
        rady to nie piszcie ,jesli macie to podzielcie sie z nia ta rada.Bo
        teksty w stylu oddaj dzieci komus,zadzwon po policje sa bezsensowne
        i nic nie wnosza a na pewno w nijaki sposob nie przyczynia sie do
        poprawy samopoczucia cyprysowej.Pozdrawiam.
        • mamaigiiemilki Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 21:54
          masz rację, może faktycznie lepiej nic nie pisać...tylko wiele kobiet naprawdę czekało z utęsknieniem na swoje dzieci, wiele z nas urodziło przed czasem i bardzo bało się o zdrowie/życie dzieci...i może dlatego tak dziewczyny piszą;
          ale tak naprawdę to raczej z postów widać, że sugerujemy pomoc- bo coś z tą sytuacją trzeba zrobić!przecież nie napiszę, że to normalne...
          • netty5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 22:27
            Zgadzam sie nie jest to normalne ale niestety bardzo
            powszechne ...... no chyba ze obracam sie w zdegradowanym
            towarzystwie ale smiem mniemac ze tak nie jest.Drazni mnie tylko ze
            ktos sie tu wywnetrznia ,wyciaga reke po pomoc a ktos inny
            przychodzi i depcze taka osobe i zamiast pomoc wiesza na niej
            psy.Przeciez nie o to chodzi.Krytyka? Tak jak najbardziej ale zdrowa
            a nie zbesztac i pojsc.Jesli poczuje ze cos ze mna nie tak i
            chcialabym spytac o rade i spojrzenie z boku na moja sprawe to mam
            sie bac napisac o tym na tym forum?
            Jestem aktywna uczestniczka jeszcze innego forum i powiem wam
            szczerze ze dziwia mnie tutejsze niektore wypowiedzi i jad z jakim
            niektore uczestniczki pisza .Jestem przyzwyczajona do szczerosci ale
            pozbawionej tego jadu,szyderstwa czy zlosliwosci.Jesli ktos ma
            problem to go opisujemy i dyskutujemy na jego tyemat ale nikt nikogo
            nie gani ,nie wyzywa ,nikt nikim nie gardzi a staramy sie
            wspierac ,pomagac i realnie oceniac.
            Zgadzam sie z toba w 100 % ze z ta sytuacja trzeba cos zrobic po to
            tu piszemy ale piszmy tak zeby rzeczywiscie cos zostalo zrobione.Bo
            jeli ktos napisze zeby zadzwonic na policje albo opieki albo zeby
            matka oddala dzieci to czy to cos da? Przeciez nikt na policje nie
            zadzwoni ani ona dzieci nie odda bo tak jej na forum napisali.O to i
            chodzilo zeby pisac tak aby mogla cos z tego wyniesc ,skorzystac.

            wiele kobiet naprawdę
            > czekało z utęsknieniem na swoje dzieci, wiele z nas urodziło przed
            czasem i ba
            > rdzo bało się o zdrowie/życie dzieci...i może dlatego tak
            dziewczyny piszą

            Wiesz jak wyciagneli moja corcie to widzialm jak w nia walili
            piesciami i walczyli zeby zyla ,zeby oddychala a ona nie
            chciala,widzialam pozniej rure wystajaca z jej malenkiej buzki ktora
            za nia oddychala.Dostala 1 punkt i zawiezli ja na OIOM.......
            modlilam sie do Boga zeby pozwolil jej mnie poznac i zeby pozwolil
            mi byc jej matka.Dostalam ja w prezencie.....dostalam ich oboje w
            prezencie za to co przeszlam w zyciu.Sa moja nagroda za wszystkie
            cierpienia i ponizenia jakich doznalam.Sa jedynym co mam
            wartosciowego w moim parszywym zyciu.
            I kocham moje dzieci nad zycie .......oddalabym je za nie bez
            wachania......ale czasem jestem zla ze ciagle placze,przeciez jest
            najedzona ,wykapana,przebrana,zdrowa, lulam ja a ona sie drze i ma
            kaprys na to czy tamto a mnie po prostu skreca w srodku ze o tej
            porze a ja przeciez wczoraj tez nie spalam.Wrrrrrrrrr.....tyle ze ja
            to wszystko zostawiam w srodku i umiem sobie z tym poradzic ale nie
            kazdy jest taki twardy jak ja.......niektorzy sobie z tym nie radza
            i potrzebuja kopa,wsparcia nie kpiny....
            • hannamay Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 22:39
              netta5 --

              kazdy sie boryka z trudnosciami macierzynstwa - KAZDY - nei jest to swiat
              idealny, utopia. i ja rozumiem wywnetrzanie sie tutaj, sama to robilam i robie i
              mam wsparcie wq chwili kiedy nikt nie jest w stanie mnie zrozumiec. ale mowienie
              o tym ze jetsem zmeczona, ze chce uciec gdzie pieprz rosnie, zatrzasnac dzwi i
              nie wracac - jest ok! nie jest ok fantazjowanie - czeste- o uduszeniu,
              potrzasanie dziecmi w tym wieku, agresyne wkladanie smoczka itd .. daj spokoj z
              tym unormalizowaniem cyprysowej zachowania i ze ktos sugerowal policje itd ..
              jesli cos sie dzieje za dzwiami sasiada, slychac krzyki torturowanego dziecka w
              imie spokoju ducha, wlozysz sobie zatyczki do uszu?

              popatrz jak cyprysowa odpowiedziala na pomoc varmicell i jak skomentowala moja
              odpowiedz .. uff .. to nei bylo takie strrasszne tak sobie tylko potrzepala
              maluszkiem .. a droga do czynu jest dluga i w gruncie rzeczy na dlugo przed
              zapala jej sie czerwone swiatlo .. tylko co bedzie kiedy dzuieci beda chore,
              zabkowac bda, beda naprawde markotne do potegi ..d o tego akurat nikogo z
              bliskich nie bedzie w okolicy??? wyobraz sobie ...


              ja jej nie potepiam, ale potepiam zachowanie i to ze nei wyciaga zadnych
              wnioskow a inni jej tutaj bija brawo bo jak dzielna i odwazna sie stala .. toz
              to absurd!

              ja mam 3 dzieic, nie jestem idealna matka, ale szukam zawsze rozwiazania i
              przyjmuje pomoc .. jestem sama z dala o tysiace km od rodziny wszelkiej i
              bliskich .. moje dzieci nei sa idealami i kazdy dzien koncze straszliwie
              zmeczona. nie p[rzyszlo by mi do glowy nawet przez sek aby zrobic komukolwiek
              jakakolwiek przykrosc a tym bardziej pozbawic je zycia - wyrzucic przez okno,
              udusic o czym tutaj sie mowi ..
        • hannamay Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 22:26
          wspaniale, bijmy brawo bo ktos sie przyznal do potrzasania dziecmi w wieku 3
          mcy, do stosowania przemocy w imie zmeczenia .. mozna sie rozgrzeszac i
          sugerowac ze to normalka ze niemal kazda matka sie tak czuje .. bravo bravo
          brawo .. jakze odwazna matka ta cyprysowa potrafi sie dzielic otwarcie swoimi
          emocjami .. huraa .. wybaczcie troche ironiczne stwierdzenia .. ale to jest
          jakies chore .. chcecie sugerowac ze jetsxz ok kiedy sie trzepie malenstwem tak
          niewinnym, chcecie sugerowac ze ma podstawy czuc "czesto" ze udusi swoje dzieci
          .. ze to takie sobei fantazjowanie ..

          moim zdaniem to chore jest! nie zgadzam sie z tym ze wiekszosc matek tak czuje,
          ABSOLUTNIE! obok takiego zachowania nikt nei powinnien przejsc obok, a jesli
          odwazna cyprysowa napisala taki post z naprawde poczucia ze potrzebuje wsparcie
          i pomocy, to nich sie ustosunkuje jak z tej pomocy ktora wiele zaoferowalo
          skorzysta. latwo pisac jak sie jest w strasznym nastroju, zmeczona itd .. ale
          jesli sprawy zachodza za daleko, czlowik sie staje agresywny, nalezy
          jednoznacznie poddac sie jakiemukolwiek leczeniu i zadbac o to aby zawsze ktos
          dorosly byl obok. moim zdaniem tak rozgrzeszajac, twierdzac ze to normalka,
          przyczyniamy sie do kolejnej tragedii .. i potem zdziwienie i smutek jak to sie
          stalo.. jak to mozliwe ..

          otoz mozliwe, i nazywajmy sprawy po imieniu, potrzasanie przez matke malym
          dzieckiem to przemoc, czeste mysli o pragnieniu jego smierci - to juz choroba.
          wymaga jednoznacznoe pomocy specjalisty a nie komentarza badziej lub mniej
          doswiadczonej mamy z bardziej lub mniej wrazliwym sercem i dusza!
          • tutuna Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 16.01.09, 16:22
            Uwielbiam takie Matki głuPolki... To te potwory, które bez zmrużenia okiem
            ukamienują innych...
    • akado Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 30.12.08, 22:05
      Idź do lekarza-psychiatry, masz Depresję na 100%. Ja miałam po pierwszym
      dziecku, czułam się identycznie jak Ty, naprawdę IDENTYCZNIE - i też myślałam o
      rozwodzie i ucieczce z kraju nawet!
      Z tym, że miałam tylko jedno dziecko a nie bliźniaki, ale to co napisałaś to są
      dokładnie moje odczucia z tamtego okresu. Było kosz-mar-nie!!
      Jak dziecko miało 3 miesiące to ja poszłam wreszcie do lekarza, najpierw do
      psychologa (nie pomógł mi) a potem więc poszłam do lekarza -psychiatry.
      Psychiatra może przepisać leki a psycholog nie. Brałam 1 lek przez 6 miesięcy (1
      tabletka dziennie) i co dziwne już od 2 dnia brania leku czułam się dużo dużo
      lepiej!!! (a niby zaczynają działać po 14 dniach takie antydepresanty). Wyszłam
      z tego ale potem też musiałam zmienić moje myślenie co do całej sytuacji czyli
      ZAAKCEPTOWAĆ moje dziecko i pokochać je.
      Myślę że Ty nie byłaś gotowa jeszcze na macierzyństwo (ja nie byłam gotowa,
      "wpadłam" nieplanowo, całą ciążę ryczałam że nie chcę dziecka i że świat mi się
      zawalił).
      • netty5 do hannamay 30.12.08, 22:37
        hannamay z tego co piszesz wnioskuje ze obracam sie w zdegradowanym
        towarzystwie i mam zdegradowana rodzine i wogole sama jestem
        degeneratka jak cyprysowa czy akado ktora tez miala "mysliktorychnie
        powinnamiec" .
        Tak mi przyszlo do glowy -nie wiem czy na miejscu ale jakos mi sie
        tak nasunelo ze -" niech pierwszy rzuci kamieniem ten kto nie ma nic
        na sumieniu"
        • hannamay Re: do hannamay 30.12.08, 22:44
          nie uwazam ze obracasz sie czy pochodzisz czy cokolwiek innego .. nie wybiegam
          tak daleko .. wiem ze ja osobiscie nie podpisuje sie pod unormalizowaniem
          zachowan tak straszliwych! widocznie nie naleze do wiekszosci mam ... i nie
          chce nalezec!

          wiesz moja corka miala 26 mcy jak urodzily sie blizniaki, bylam sama z dala od
          rodziny z mezem zapracowanym, mialam naprawde przerozne mysli ale nigdy
          przenigdy aby pozbawic zycia moje dzieci!!! kiedy mala maya plakala non stop
          niemal przez 3 mcy, a ola chodzila uwieszona przy nodze, mialam ochote wyjsc i
          nie wracac juz nigdy, byl to trudny czas ponad WSZYSTKO!
          • netty5 Re: do hannamay 30.12.08, 23:48
            wiem ze ja osobiscie nie podpisuje sie pod unormalizowaniem
            > zachowan tak straszliwych! widocznie nie naleze do wiekszosci
            mam ... i nie
            > chce nalezec!
            I dobrze,nawet bardzo dobrze ze nie chcesz .I nikt ci sie nie kaze
            podpisywac .Pociesza fakt ze sa takie mamuski ktore nie daja sie
            zwariowac i maja anielska cierpliwosc.Zazdroszcze.Wiesz powiem
            szczerze ze walcze z pewnym odruchem -wyniesionym z dziecinstwa.Mam
            nadzieje ze nie naskoczycie teraz na mnie.Bylam bita czesto gesto za
            np. odruch radosci i wparowanie z brudnymi butami do domu bo
            chcialam mamie dac kwiatki z ogrodu.I lapie sie na tym ze jak mala
            czy maly cos straci,zrzuci,nabrudzi czy cos z innych przypadlosci
            wystepujacych u rocznych dzieci to ja podnosze reke do klapsa albo
            zeby uderzyc po lapkach.To jest odruch.Nie robie tego bo przysieglam
            sobie ze moje dzieci nie beda bite.To sa dzieci i maja prawo do
            pewnych zbrodni.Ja tez broilam i to tęgo w ramach buntu na ciezka
            reke.Nie poddalam sie kieratowi i za to mi sie zebralo.I co? Mam
            oddac dzieci bo podnosze ta reke do bicia? Czy teraz mi sie dostanie
            bo jestem "zla matka" -nigdy ich nie uderzylam mimo wszystko .
            • hannamay Re: do hannamay 31.12.08, 00:06
              nikt nie jest idealny, fakt faktem. i nie gderajmy a ja podnioslam glos to zla
              jestem, a ja wypalilam pol papierosa to zla jestem, a ja to czy tamto ..

              wiem ze nie jest ok to co pisze cyprysowa .. i tyle .. czy jest zla czy dobra
              matka niech sama oceni. ja oceniam to co sie juz wydarzylo i co w jej glowie
              czesto sie przewija i to mnie obchodzi poki co .. jesli chcesz o sobie pogadac
              netty to zalozmy nowy watek .. fajnie bedzie w nowej atmosferze pogadac o tym co
              sie wynioslo z dziecinstwa i jaki to ma wplyw na nasze dalsze zycuie ..

              bardzo sobie do serca bierzesz prewne rzeczy i uogolniasz .. ja juz kilkakrotnie
              przechodzilam takie watki - odwieczny ktory mam wciaz swiezo w pamieci - o
              stosowaniu specyficznej metody usypiania .. koty na mnie wieszano bo kazdy do
              serca sobie bral i zadawal to samo pytanie bez czytania dalszej czesci ..
              chcesz pogadac o sobei nei ma sprawy - ale zadajesz mi pytania typu - to znaczy
              ze pochcodze z patologicznej rodziny, to znaczy ze jestem zla matak .. nie znam
              ciebie .. nie pisze nawet o tobie, nei zastanawiam sie bo mam dwie godz swobody
              poki dzieci spia i chce ja jakos wykorzystac ..a ze ze strachem czytalam post
              cyprysowej i szczerze z calego serca chce odpowiedziec .. i przekonac ze nie
              jest ok takie zachowanie wg dzieci i naprawde musi o siebie zadbac aby dzieci
              nie przyplacily za jej neiszczescie. tyle tylko!
              • netty5 Re: do hannamay 31.12.08, 00:45
                i przekonac ze nie
                > jest ok takie zachowanie wg dzieci i naprawde musi o siebie zadbac
                nie niejest ok takie zachowanie i dlatego musimy jej poradzic jak ma
                z tym walczyc

                ale zadajesz mi pytania typu - to znaczy
                > ze pochcodze z patologicznej rodziny, to znaczy ze jestem zla
                matak ..
                chodzilo o to ze nie tylko cyprysowa ma "te nie dobre odruchy" a
                spotykam sie z tym i wsrod moich znajomych i w mojej rodzinie.Wiec
                problem jest jak widac dosc czesty co nie oznacza ze jest to
                normalne

                > bardzo sobie do serca bierzesz prewne rzeczy i uogolniasz ..

                staralam sie tego nie robic ale jak widac nie wyszlo mi...juz taka
                sercowa jestem....

                > netty to zalozmy nowy watek .. fajnie bedzie w nowej atmosferze
                pogadac o tym c
                > o
                > sie wynioslo z dziecinstwa i jaki to ma wplyw na nasze dalsze
                zycuie ..

                moze lepiej nie, przynajmniej w moim przypadku bo pewnie
                rozpisalabym sie i rozwodzila jak to mi bylo zle i czego to mi nie
                zabraklo itd. a nikomu to nie potrzebne mi tez.Przyjelam postawe
                ze "dobrze jest" a co bylo to bylo i juz.Staram sie do tego nie
                wracac chociaz czasem samo wychodzi.....


                > nikt nie jest idealny, fakt faktem.

                świeta prawda...
        • grzalka tu masz link 30.12.08, 22:44
          do mojego wątku, który założyłam będąc w podobnym stanie ducha (tak na marginesie- też jestem służba zdrowia wink )

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=574&w=24670048&a=24670048
          wcale nie jesteś sama z takimi dołami, a niestety wśród matek bliźniąt jest chyba procentowo więcej nawiedzonych, niż wśród matek singli- w razie czego pisz na priv
          • jummymami netty 31.12.08, 03:15
            nie czytasz dokladnie co hanna pisze no i wten sposob ciezko ci
            jest ja zrozumiec.
            Ja po przeczytaniu postu cyprysowej przerazona bylam niesamowicie i
            jak odpisala ze dzieci zyja to mi ulzylo, ale nadal mysle o tyc
            malenstach, wlasnie ile krzywdy spotka ich jeszcze jak ona nie
            zaczerpi pomocy ???
            trzasanie malymi 3 miesiecznymi maluchami a danie klapsa starszakowi
            to roznica nie sadzisz?
          • mamaigiiemilki Re: tu masz link 31.12.08, 09:50
            hmmm, czyżby potrząsanie dzieckiem u "pojedyńczych" mam było normą?

            każda z kobiet ma prawo do gorszego dnia, każda ma prawo mieć dosyć i być
            wyczerpaną- i tutaj nikt, żadna z dziewczyn na forum na pewno niczego złego nie
            powie;
            ale znęcanie się nad dzieckiem to już jest coś innego- wg mnie...
            • netty5 przeczytalam 31.12.08, 10:11
              Przeczytalam dokladnie ale wychodzi na to ze odebralam go inaczej
              niz wiekszosc.Mnie jej post nie przerazil tylko zasmucil.
              Nie niejest normą potrzasanie dzieckiem i jak dobrze pamietam nie
              zrobila tego tylko przemknela jej tak mysl ktora zdusila w sobie.
              Rozmawiajac z innymi mamami czesto slysze jak opowiadajac mowia
              ze "no myslalam ze udusze" albo " no zabije normalnie".I co? Sa
              zlymi matkami ,psychopatkami? Nie bo je znam i wiem ze dbaja o
              dzieci.Cyprysowa napisala z dramatyzmem ale po prostu musiala
              wyrzucic z siebie i sie pozalic.Teraz pewnie sama zaluje ze tak to
              wyszlo niz w rzeczywisosci a wydaje mi sie ze to wy wyolbrzymiacie
              troszke.Cyprysowa juz probowala juz sprostowac ale wy nie sluchacie.
              • hannamay Re: przeczytalam 31.12.08, 13:25
                netty --

                daj juz spokoj, dalsza dyskusja naprawde staje sie plaska .. ( juz slysze to
                dalsze pytanie - to znaczy ze jaj jestem plaska? .. nei nei jestes!) ..my o
                niebie, ty o chlebie .. nie wiem kto jest, kto nei zla matka, psychopatka .. nie
                chce nawet wiedziec ..i nie zastanawiam sie nad tym .. ja wylacznie odnosze sie
                do konkretnej osoby i sytuacji i tyle! czytam uwaznie i autorka nie tak .. ot
                pomyslala sobie glupiutko o czyms .. to konkretna sprawa i jesli nie zauwazylas
                ze wydarzyla sie i to kilkakrotnie w ciagu zycia takich amlych istot to niestety
                ale nie do konca czujesz o czym ja tutaj mowie. troche lakonicznie traktujesz
                sprawe. mniejsza o to .. powiedzialam co mialam powiedziec i tyle.

                i wiecie co jeszcze przyszlo mi do glowy ze czasmai dobrze ze nie odkrylam tego
                forum kiedy bylam mama zagubiona, oszolomiona, zmeczona i bez doswiadczenia ..
                strasznie tutaj mozna sie "uniewrazliwic" .. mozna sie tak latwo rozgrzeszyc -
                ach coz normalka, tak ine mamy tez robia i czuja .. dziecko nie moze nas
                terroryzowac itrd .. odnosze to nie tylko do tego problemu poruszanego tutaj i
                teraz ale i innych ..

                poowdzenia i lepszego Nowego Roku!
              • mamaigiiemilki Re: przeczytalam 31.12.08, 13:39
                zrobiła:cytat
                Doszło już do tego,że zaczęłam agresywnie zachowywać się w stosunku do
                dzieci-kilkukrotnie potrząsnełam, wepchałam na siłę smoczek,
    • badziul Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 10:35
      Doszło już do tego,że
      > zaczęłam agresywnie zachowywać się w stosunku do dzieci-kilkukrotnie
      > potrząsnełam, wepchałam na siłę smoczek, często mam ochotę żeby je
      > udusić

      może ja źle rozumiem powyższy cytat, ale czy można to nazwać "złym dniem"?? i
      kiedy matka przyznaje się sama, że jest agresywna to te z nas, którym włos się
      jeży na głowie - wyolbrzymiają sytuację??
      mam 2,5 letnie bliźnięta dla których zrezygnowałam ze wszystkiego - dlaczego je
      mam za to winą obarczać??
    • agisek Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 11:18
      Cyprysowa,
      cokolwiek zrobiłaś i cokolwiek pomyślałaś, nie sądzę, żeby cokolwiek pomogło Ci
      czytanie Ci cudownych rad i ocen na tym forum, do którego się zresztą skutecznie
      zniechęciłam. Ze swojej strony chciałabym Ci polecić jeszcze stronę:
      www.zobacz-uslysz-powiedz.pl/
      oraz dwie książki:
      "Płaczące niemowlę" Sheili Kitzinger (tam jest rozdział o złości i agresji)
      oraz
      "Karuzela macierzyństwa" Harriet Lerner - tam jest rewelacyjny rozdział:
      "Wyrodne matki", a zresztą nie tylko ten.
    • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 11:50
      dziewczyny to jest przerażające co tu wypisujecie. Bardziej niż to co pisze
      autorka wątku. Jak gniazdo os!

      Ja czułam się dokładnie tak samo jak ona, ale przy jednym dziecku. Tak samo
      kilka razy potrząsnęłam dzieckiem i wsadziłam nerwowo smoczek, nie jestem z tego
      dumna, ale dziecko nie było bite. Miałam depresję poporodową i byłam z tym sama,
      bez koleżanek, bez wsparcia męża ani rodziny, rodzina wręcz dostarczała mi
      dodatkowo powodów do złego samopoczucia. Byłam udręczona, zmęczona, chodziłam po
      ścianach przez pierwsze pół roku i myśli, że ją uduszę. Takie myśli to nie
      groźba, że coś się zrobi, to takie gadanie bez sensowne jak podwórkowa łacina,
      no ale przecież Wy o tym nie wiecie, bo jesteście święte... Jakby mi ktoś wtedy
      powiedział, abym oddała dziecko to dostałby ode mnie w gębę. Jak można tak mówić!

      Dla cyprysowej to pierwsze dzieci i w dodatku dwoje i jak widać wiele rzeczy
      poszło nie tak. Nie była przygotowana, ale chyba nie każdy jest, co? To minie,
      ale potrwa kilka miesięcy i przede wszystkim to ona potrzebuje wsparcia, pomocy
      i rad a nie darcia mordy..

      Polecam Waszym świętościom lekturę czym jest depresja i jakie może być w
      skutkach takie gadanie jakie tu uskuteczniacie, żeby nie było potem, że
      dziewczyna rzuci sie z mostu a Wy dopiero oprzytomniejecie! Na jednym z forum
      właśnie miała miejsce taka sytuacja, więc piszę to ku przestrodze..
      • jummymami Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 13:16
        anna_sla czytam twoj post i wiesz juz mi sie go wcale do konca
        czytac nie chce tych glupot !!!!!!!
        wiekszosci chodzi o to ze jezeli wystepuje takie zachowamie i mysli
        u cyprysowej czy tez innej matki to jest oznaka depresji i trzeba
        zaciagnac pomoc !!!! nikt jej tu krzywdy nie robi !!!! a ty i netty
        ja bronicie zapominajac o maluszkach , ach szkoda slow bo wy i tak
        przystaniecie przy swoim !!!!
        • mamaigiiemilki Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 13:43
          też mi się wydaje, że dyskusję trzeba zakończyć, bo niektóre mają problemy z
          czytaniem ze zrozumieniem...
          my twierdzimy, że dziewczyna może mieć depresję i trzeba coś z tym zrobić a dwie
          osoby tego nie potrafią odczytać...
          • pszczolaasia Cyprysowa ...Kochana 31.12.08, 14:22
            zgodnie z rada niektorych kolezanek czytajac to wszystko na twoim miejscu, poszlabym dzis na policje albo inne stosowne wladze powiedziala ze jestes nawiedzona, rabnieta, masz zle mysli, wepchnelas dziecku silniej smoczek i je potrzasnelas. niech cos ci zrobia. najlepiej zamkna- popros o tymczasowy areszt najlepiej 24 godziny- najwyzej sie wyspisz. zobaczymy co Ci powiedza. moim zdaniem- bede to powtarzac- jestes przyqrwiscie zmeczona i masz depresje. mozesz sobie sama z nia poradzic mozesz isc po pomoc. tak czy siak dziewczyno powodzenia!!!! jak chcesz mozesz napisac na priva. uwazam ze nie ma to jak sie wygadac..czasem robi to jak najlepsza terapiawink moj adres pszczolaasia@gazeta.pl
            uwierz mi- to minie! wierze zes nie patologia skonczona wink szczesliwego Nowego Roku dla wszystkich Was.
          • netty5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 14:30
            mamaigiiemilki napisała:

            > też mi się wydaje, że dyskusję trzeba zakończyć, bo niektóre mają
            problemy z
            > czytaniem ze zrozumieniem...

            Otoz wlasnie wpadlam zakonczyc dyskusje na ten temat i wypisuje sie
            z tego niegoscinnego forum.

            > my twierdzimy, że dziewczyna może mieć depresję i trzeba coś z tym
            zrobić a dwi
            > e
            > osoby tego nie potrafią odczytać...

            Wlasnie o tym pisalam wczesniej ze to baby blues i dziewczyna
            potrzebuuje pomocy ale widze ze to nie ja mam problem z czytaniem ze
            zrozumieniem.I suma sumarum wyszlo na to ze jestem potworem.Ale to
            wasz osad ktory po tym wszystkim malo mnie obchodzi bo widze ze
            swietosci zapatrzone w siebie wszytko wiedzace najlepiej.Kocham moje
            dzieci nad zycie co nie znaczy ze za kazdym razem jak sie dra cala
            noc mam sie anielsko usmiechac i udawac ze kocham ten wrzask.Tez
            jestem zmeczona tymbardziej ze jestem samotna matka.I wiem o czym
            pisze cyprysowa.To tyle .
            Dziekije za uwage i krotka goscine na tym forum.Zagladalam tu jak
            bylam w ciazy i widze ze atmosfera wcale sie nie poprawila.

            Zycze wszystkim dzieciom i mamuskom wszystkiego co najlepsze w nowym
            roku a przede wszsytkim milosci ,cierpliwosci,odpoczynku i
            duuuuuzoooo zdrowka.

            ZEGNAM
            • pszczolaasia netty masz@ n/t. 31.12.08, 14:37

        • anna_sla Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 14:48
          taka ostra krytyka jaką tu uskutecznianie ma bardzo niszczycielską moc. Opowiem
          Ci tą historię o któej wspomniałam. Dziewczyna napisała podobny post jak
          cyprysowa (ale jedno dziecko), krótszy zawierający mniej szczegółów. Dziewczyny
          na forum naskoczyły na nią, zjechały ją podobnie jak większość z Was w tym
          wątku. 4 czy 5 dni później mąż jej napisał na forum, że dziewczyna zaginęła,
          wszyscy jej szukają. A potem 2 dni później napisał, że znaleźli ją, odebrała
          sobie życie... depresja to delikatna choroba i nie możesz wykrzyczeć komuś
          takiemu "kobieto idź się lecz", to jest mechanizm tak skomplikowany, że ten co
          tego nie przeszedł nie wie o czym mowa..
          • netty5 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 14:58
            CYPRYSOWA napisz do mnie prosze chcialabym cie zaprosic na moje
            forum blizniacze .Tam nie celujemy palcem w nikogo a naprawde
            wspieramy sie nawzajem.Jestesmy zgrana paczka i serdecznie cie
            zapraszamy.
            necia-albero@wp.pl
            • blizniaki14 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 16:53
              Napiszę ci podobnie jak już pisała tusia21 (my się razem wspieramy od czasów
              ciąży i tu na forum się poznałyśmy!), wszystko szybko mija, dzieci rosną w
              mgnieniu oka, to co dziś wydaje ci się niemożliwe już jutro może takie nie być.
              Nie poddawaj się, przytłoczył cię po prostu nadmiar obowiązków, ja mam trójkę i
              tylko męża do pomocy, rodzinę i znajomych bardzo daleko. też mam kiepskie dni,
              złe myśli, jak każdy z nas, ale to mija mija mija... a życie trwa nadal
              nie wiem jak długo, byliście tylko we dwoje, bo przestawienie się po dłuższym
              czasie we dwójkę na macierzyństwo i to podwójne też może być trudne
              trzymaj się , pomyślę dziś o tobie ciepło i na ten nowy Rok życzę ci dużo
              pomyślności

              ja lubię pisać, jak masz czas, nie ma problemu pisz disia20@op.pl
              pozdrawiam
          • ma2ma do anna-sla 02.01.09, 21:05

            anna_sla napisała:

            > taka ostra krytyka jaką tu uskutecznianie ma bardzo niszczycielską
            moc. Opowiem
            > Ci tą historię o któej wspomniałam. Dziewczyna napisała podobny
            post jak
            > cyprysowa (ale jedno dziecko), krótszy zawierający mniej
            szczegółów. Dziewczyny
            > na forum naskoczyły na nią, zjechały ją podobnie jak większość z
            Was w tym
            > wątku. 4 czy 5 dni później mąż jej napisał na forum, że dziewczyna
            zaginęła,
            > wszyscy jej szukają. A potem 2 dni później napisał, że znaleźli
            ją, odebrała
            > sobie życie... depresja to delikatna choroba i nie możesz
            wykrzyczeć komuś
            > takiemu "kobieto idź się lecz", to jest mechanizm tak
            skomplikowany, że ten co
            > tego nie przeszedł nie wie o czym mowa


            depresja to napewno bardzo ciezka choroba i temu kto jej nie mial
            trudno sobie ja wypbrazic i trudno cos radzic, kazda z nas ma gorsze
            i lepsze dni...ale trzeba dac sobie tez pomoc i nie dac sie
            zbalamucic radom niektorych forumowiczek jak anna_sla...podejrzewam
            o kim piszesz...to nie prawda, ze dziewczyny "Dziewczyny
            > na forum naskoczyły na nią, zjechały ją podobnie jak większość z
            Was w tym
            > wątku."...nie pisz nieprawdy...wtedy dziewczyny probowaly pomoc
            konkretnie, podajac namiary na lekarzy specjalistow..a;e niestety
            bylo juz za pozno

            dla A.*
            _________________________
            Dawid i Daniel 12.10.2007
            • anna_sla Re: do anna-sla 02.01.09, 21:56
              nie o tym przypadku piszę, bo tu pojawiły się również zdjęcia i nagłośnienie
              sprawy na naszej-klasie. Też to znam..
              • di.da Re: do anna-sla 03.01.09, 12:58
                wlasnie dlatego to forum powinno byc ukryte albo mamy piszace, ktore
                chca sie dzielic tak intymnymi odczuciami powinny sie zastanowic,
                zanim cos napisza. mowie to rowniez o sobie, bo pamietam tez moja
                syt, gdy pozwolilam sobie sie uzewnetrznic i reakcje potem.

                kazda z nas uwaza sie za dobra matke (ja na przyklad nie ale to
                wyjatek) i mysli, ze robi najlepeij. dla jednej klaps to przemoc
                fizyczna, dla drugiej - tzw. przywrocenie dziecia do pionu. choc nie
                ukrywam, ze klaps to wyraz bezsilnosci przynajmniej u mnie.

                ja osobiscie nie wierze, NIE WIERZE ze sa matki, rowniez na tym
                forum, ktore sie nie zdenerwowaly na wlasne dziecko a co za tym
                idzie czy daly klapa, czy anwet krzyknely tylko, o mocniejszym
                zlapaniu nie wspomne.

                nie uwierze i tyle

                kiedy ja bylam w ciazy i pisalam na tym forum, nie bylo takich syt
                jakie sa teraz. nie wiem czy to im mlodsze laski - matki, tym
                wieksze zadymiary czy to moze taki przypadek...

                ja zycze wszystkim mamom, ktore maja problemy, sa sfrustrowane czy
                nawet czasem czuja sie bezsilne, duzo sily i wytrwalosci.
                w koncu przyjdzie taki czas, gdy dzieci beda duze i klopoty beda inne
                • hannamay Re: do anna-sla 03.01.09, 22:41
                  nie zgadzam sie z toba di.da .. po pierwsze kazde forum zamkniete staje sie
                  albo wymarle albo kolkiem wzajemnej adoracji. wiesz kazdy ma prawo wypowiedziec
                  sie w sprawie ktora nurtuje lub drazni lub bawi .. ja mam bardzo konkretne
                  podejscie do paru spraw i nie moge milczec jesli czytam to forum i nie widziec
                  rzeczy ktore sa tragiczne dla mnei w mojej ocenie .. inne matki pewno tak samo
                  robia .. ja nie czesto sie wypowiadam ostatnio, moze czesto na niektore watki
                  ktore mnei zastanawiaja i gdzie wierze ze cos moge powiedziec szczerze i
                  poradzic. chyba sama wiesz zreszta .. w kazdej grupie jest ktos kto napisze cos
                  fajnego, optymistycznego, cos przecietnego bez zastanowienia i znajda sie takie
                  oszolomy czasami jak ja i takie ktore w bardziej dosadny spoosb sie chca
                  wypowiedziec. i co w tym zlego? mnie osobiscie bardzo irytyje kiedy ktos nie
                  czyta do konca a kazee zdanie utozsamia z soba .. jesli powiem ze A jest czarne,
                  to osoba nastepnei pisze ..a to znaczy ze JA jestem czarna?! przyklad .. to jest
                  najbardziej irytujace i to jak czasmi nie czytamy do konca faktow .. pamietasz
                  zapewne watek z metoda usypiania .. kazdy ma prawo miec swoje metody wychowania
                  i jelsi wierzy w ich skutecznosc., dlaczego ma sie nei wypowiedziec.

                  ja nie sadze ze ta konkretna dyskusja miala jakikolwiek charakter negatywny,
                  kazda z nas tutaj jednostronnie chciala przekonac cyprysowa do podjecia kuracji
                  jakiejkolwiek aby uratowac siebie od wiekszej jeszzce depresji i oszczedzic
                  maluszki. juz dosc jest tych tragicznych spraw kiedy matka robi w bezsilnosci to
                  czy tamto. ja osobiscie bedac w skorze cyprysowej, chcialabym poczytac taki
                  watek i takie porady i konkrety a nie tylko .. normalka, kazda z nas tak czuje
                  .. itd.

                  byly i slowa motywacji, i slowa otuchy i slowa rozpaczy na mysl o przeszlosci i
                  to sie liczy. nawet ktos zaproponowal pomoc praktyczna w chwili bezsilnosci. ale
                  wszystko skoncentrowalo sie na jednym - chca odebrac jej dzieci i tyle ...


                  i jeszce jedno .. czy kazda matka moze sie zdenerwowac na swoje dziecko .. pewno
                  i zapewne .. roznica jest w sposobie reakcji .. potrzasac kilkakrotnie dziecko 3
                  miesieczne a ukarac 3 letnego lobuza poprzez odeslanie do pokoju lub na laweczke
                  do przemyslen jak ja to nazwyam .. to zupelnei cos innego.

                  Wrzasniecie STOP kiedy 2 letnie przewraca wszystko a uderzenie 6 miesiecznego to
                  zupelnei dwie inne sprawy.

                  kazda matka ma prawo czuc sie bezsilna, ja co rusz, przemeczona, zdolowana, itd
                  ..ma mozliwosci wszelkiego rodzaju ksztaltowac charaktery i uzywac calego
                  zestawu metod wychowawczych, ale nie ma zadna matka prawa do przemocy!
    • mamaigiiemilki Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 18:42
      kurcze, ja to już nic nie rozumiem...jakie niegościnne forum?jakie wypisywanie
      się?litości...
    • cyprysowa30 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 31.12.08, 20:01
      Jeszcze raz dzięki za wszystkie wypowiedzi.Miło przeczytać,że stan w
      jakim byłam kilka dni temu w środku nocy zdarza się też innym
      mamom.Humor mam zdecydowanie lepszy, opiekuję się moimi maluszkami
      najlepiej jak potrafię, zaczynam opracowywać coraz lepsze metody
      jednoczesnej ich obsługismileŻyczę Wam wszystkim spełnienia marzeń w
      2009 roku.
      • thaures Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 02.01.09, 19:32
        Swoje pierwsze dziecko urodziłam prawie 15 lat temu- oczekiwane i zaplanowane-
        nikt nie mówił jeszcze o syndromie potrząsanego dziecka- a mnie się też raz
        zdarzyło podnieść kolejny raz synka do karmienia i prawie wrzucić go spowrotem
        do łóżeczka. Karmiąc go nocą ( te noce były dla mnie okropne) patrzyłam w inne
        jasne okna i myślałam,że tam też inna , głupia ( czyli matka) się męczy. Sama
        zachodziłam w głowę, jak ludzie mogą wydawać kasę na badania, leki by tylko
        doczekać się potomstwa. Ja wtedy syna bym oddała i razem z nim wszystkie
        pieniądze,żeby tylko ktoś go sobie zabrał. Wolałam sprzątać, gotować byle tylko
        nic nie robić przy dziecku. W mężu miałam wsparcie, ale to niewiele
        pomagało.Straszne i miałam wyrzuty sumienia- wtedy nikt nie mówił o depresji
        poporodowej, kogokolwiek pytałam, to u każdego było super. Tylko, kuźwa, u mnie
        nie. W synu się zakochałam jak już miał parę miesięcy.
        Do tej pory jak widzę matkę z maleńkim dzieckiem, to gdy wszyscy się zachwycają
        maluchem, ja myślę o matce jako o bidulce, he,he
        Przez następne 5 lat bałam się zajść w ciążę, bał się i mój mąż ( wzór ojca),
        ale chyba dojrzałam, bo było już , prawie, wszystko ok.
        Teraz z perspektywy lat na pewno poszukałabym lekarza. Ten mój stracony czas ze
        starszym synem miał potem odzwierciedlenie w moich relacjach z nim. Teraz jest
        wszystko dobrze, ale mam niedosyt,że już wtedy nie szukałam pomocy.
    • agga_28 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 03.01.09, 17:56
      Rozumiem Cię, ja tez urodziłam po koszmarnej ciąży. Od samego
      początku tzn. od 8 tc kiedy trafiłam do szpitala musiałam leżeć (co
      prawda w domu) do ok. 18 tc, ale to dopiero był początek - leżenie w
      domu i wymioty od rana do wieczora to nic do tego co przeszłam
      później, w 28 tc trafiłam na patologie ciąży z cukrzycą na tzw.
      ustalenie diety i już tam zostałam do końca. Okazało sie, że do tego
      mam cholestaze- to był koszmar. 10 godzin kroplówki na dobe 5 w
      dzień i 5 w nocy, gdzie sama musiałam kontrolować szybkość jej
      spływania, więc z latarką w ręku by nie przeszkadzac innym spiącym
      na sali czuwałam. Opuchnięte ręce, popękane żyły rąk i stóp bo tam
      też miałam węflony, myślałam że już gorzej byc nie może i tak
      dotrwałam do 40 tc gdzie zrobiono mi cesarke ze względu na wysokie
      już wtedy ciśnienie. Okazało się, że jednak gorzej być może i było.
      Po 5 dniach wróciliśmy do domu i wszystko co sobie wyobrazałam
      runęło. Mała nie chciała wcale spać i płakała przez cały czas, mały
      za to był grzeczny tylko nie chciał jeść- pokarmu mialam tyle co na
      lekarstwo. Byłam tak zmęczona, że chodziłam po ścianach, później
      doszła rehabilitacja syna do roku, a mała dalej nie spała tzn w
      dzień 2 x po 15 minut, a w nocy jak zasypiała nad ranem o 4 to i tak
      mały budził sie o 6 po całej nocy przespanej. Wychodzenie na dwór z
      4 piętra koszmar- bariera psychiczna, która dopiero przemogłam kiedy
      maluchy zaczęły same chodzić po schodach.Pamiętam, że mała pierwszą
      całą noc przespała jak miała 16 miesięcy. Ja niestety nie miałam
      wsparcia w rodzinie tzn takiego psychicznego czego mi do dzis
      brakuje. Mąż pomagał w dzień po pracy i do dzis pomaga ale to mi nie
      wystarczało i nie wystarcza. Kiedy maluchy miały prawie 2 lata
      postanowiłam wracam do pracy, jaki to był szok dla całej rodziny -
      wyrodna matka chce dzieci zostawic z opiekunką co i tak nie wyszło
      wię dziećmi zajęły się babcie-niechętnie ale teraz juz sie
      przyzwyczaiły. Powrót do pracy to najlepsza rzecz jaką zrobiłam!!!
      Żałuję tylko jednego, że wtedy kiedy miały 3 czy 4 miesiące nie
      poszłam do specjalisty. Teraz mają 2,5 roku i tamten okres bardzo
      odbił sie na moim zdrowiu psychicznym i fizycznym. Do dziś zostało
      mi coś takiego takie myśli - strach kiedy mam zostac z nimi sama w
      domu jakiś lęk ze sobie nie poradzę nie potrafię tego wytłumaczyć.
      Jeżli chodzi o zdrowie fizyczne to bardzo przytyłam ale pracuję nad
      tym. Dziś jest lepiej pewnie dla tego, że wyszłam z domu (praca) nie
      wiem co by było ze mną dalej gdybym siedziała w domu.
      Moja rada idź do specjalisty!!!
      Pozdrawiam i życzę wytrwałoścismile
      Aga
    • cyprysowa30 Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 04.01.09, 10:57
      W przyszłym tygodniu pójdę do lekarza. U mnie, podobnie jak u Agga-
      28 najgorszy jest strach przed zostaniem z dzieciakami samą. Zarówno
      w dzień jak i w nocy.Gdy nadchodzi w nocy mój dyżur /od 12-4 lub od
      4-8/ to robię się nerwowa, jestem niemiła dla męża, mam ochotę
      ryczeć i wyżreć całą zawartość lodówki. Zamiast schudnąć po porodzie
      to wchłaniam jedzenie jak głupia, ważę tyle co bezpośrednio po
      porodzie sad.Jestem wściekła na moich rodziców i teściową, że nie
      przyjeżdżają na dyżury nocne, żebyśmy mogli choć trochę
      odpocząć...wiem, to idiotyczne, bo to my zmajstrowaliśmy dzieci i to
      nasz obowiązek,żeby się nimi zajmować. Gdybym rzeczywiście została z
      maluchami sama na dłużej, wiem,że dałabym sobie radę, dlatego też
      nie za bardzo rozumiem skąd ten lęk.Chyba jednak szwankują mi
      neuroprzekaźniki...
      • di.da hanamay 04.01.09, 11:52
        w meritum sprawy masz racje ale sama widzisz, do czego dochodzi, gdy
        forum jest otwarte.
        sa ludzie, ktorzy sie nudza i buszuja po forach, wypisuja bzdury na
        tematy, o ktorych nie maja bladego pojecia. i tym samym mniej lub
        bardziej swiadomie wyrzadzaja krzywde osobom, ktore potrzebuja
        wsparcia, zrozumienia czy wygadania sie, a nie jakis durnych slow.

        cyprysowa, i bardzo dobrze. 3mam kciuki za powodzenie
      • miacasa Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 04.01.09, 17:21
        Ja się bałam gdy nadchodziła noc, wszyscy domownicy szli spać bo rano do pracy
        (mieszkaliśmy kilka miesięcy u teściów podczas prac wykończeniowych w naszym
        domu) a ja bałam się próbować zasnąć bo jak tylko zapadałam w sen moja córka
        natychmiast mnie budziła, co 20-25minut do samego rana, wspominam ten okres jako
        najbardziej koszmarny w życiu i doskonale pamiętam tę torturę jaką był brak snu
        i choć mieszkałam u rodziny męża to jednak nikt nie zająknął się, że zajmie się
        dzieckiem godzinę a ja żebym się przespała. U ciebie jest dwoje dzieci do
        obsługi więc twoje zmęczenie z pewnością przerasta to przez co przechodziłam.
        nie złość się na mamę i teściową tylko jasno i precyzyjnie proś o pomoc, jeśli
        trzeba przypomnij im jak się deklarowały z pomocą zanim urodziłaś. Z perspektywy
        czasu uważam, że byłam głupia szarpiąc się sama ze swoim zmęczeniem (córka miała
        zaburzenia neurologiczne i nie potrafiła zapadać w głębszą fazę snu).
      • hannamay Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 04.01.09, 23:35
        cyprysowa -

        super ze wybierasz sie po pomoc do specjalisow .. nie warto walczyc z wiatrakami
        w pojedynke ..

        zawsze pytaj i pros o pomoc bez wzgedu na wszystko, to nie tak ze :" my
        zmajstrowaliśmy dzieci i to nasz obowiązek,żeby się nimi zajmować'. zobaczysz ze
        z biegiem czasu pomyslisz jaka ja bylam glupia walczac ze soba, ze swoim
        zmeczeniem i wyczerpaniem, kosztem swojego zdrowia i spokoju. pros pytaj i
        wymagaj zeby rodzina pomogla. jelsi im pozowlisz to zapewne uzyskasz w pewnej
        czesci pomoc z ich strony.

        co do samodzielnej opieki nad dziecmi, jesli masz traumatyczne wspomnienia -
        dzieci plakalyy non stop, nie mialas jak sobie z nimi poradzic, itd .. to nic
        dziwnego ze sie obawiasz jak podolasz .. ja mialam dlugi czas taka traume, jedno
        aniol i az serce mi sie krajalo jak widzialam ja wciaz sama w lozeczku, drugia
        non stop plakala, a trzecia nogi sie uczepila i za nic nie chciala sie soba
        zajac. Minelo, a w duzej mierze pomogl mi wlaczony komputer i kamera ..
        ktokolwiek byl pod reka, znajomi, rodzina, siostra .. zawsze kiedy mialam byc
        sama a czulam ten dresszzcz jak sobie dam rade i do tej pory jak mam zly dzien,
        jestem niespokojna i zdolowana wlaczam kamere to do mojego meza ktory siedzi non
        stop w pracy przy kompie, to do siostry .. i widza nas i ja moge podejsc i
        zamienic na sekund pare slowo .. i sama obecnosc ze jest ktos ze mna. oni pewno
        nawet nie patrza co ja robie, ale sama swiadomosc duzo mi pomaga.

        nie badz sama przede wszystkim kiedy swiat jest straszny i przerazajacy.
        swiadomosc ze jest ktos obok, duzo mobilizuje naprawde!
      • protozoa Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 05.01.09, 15:51
        Jestem matka bliźniaków - uczniów klasy maturalnej. Zapewniam Cię, że blixniaki
        to nie koniec świata, że nie tylko mozna wytrzymac, ale sprawiaja podwójna radość.
        Grunt to dobra, wręcz perfekcyjna organizacja - naucz sie jej juz teraz, bo
        przyda sie na wiele lat.
        Nie doczytałam czy karmisz piersią, jeżeli tak to karm jak najdłuzej nie
        słuchając komentarzy, że głodzisz dzieci. Karmienie piersią da Ci czas na sen (
        nie trzeba przygotowywac posiłków). Karm równoczesnie - o połowę szybciej.
        Proś o konkretna pomoc, ale pamiętaj, że są to Wasze dzieci. Popros teściowa o
        przygotowanie obiadu, mamę o zrobienie zakupów, tate o spacer z blixniakami.
        Jednak nikogo o nocne dyżury - tu podziel się z mężem mając świadomość, że i tak
        Ty będziesz bardziej niedospana.
        Staraj się, aby dzieci przebyway jak najwięcej na spacerach - bo i będą zdrowsze
        i bardziej zahartowane i świeże powietrze sprawi, że będą lepiej spać.
        Dzieci nie są z kruchej porcelany!!!!! Nie tak łatwo zrobic im krzywdę, ale
        wyczuwaja agresję i złe humory. Twój zły humor=marudzenie dzieci.
        Staraj się robiąc cokolwiek w domu jak najwięcej mówic do dzieci, pokazywać.
        Nieważne czy obierasz marchewke czy smażysz jajecznicę. Włączaj spokojna muzykę
        - na moje dzieci muzyka działała usypiająco.
        Wygospodaruj godzinę dziennie tylko dla siebie! Wiem, ze to trudne, ale niech
        mąż sie sprawdzi.
        Twoje dzieci są trzymiesięczne, ale już dzis zastanów się jak zabezpieczyć dom
        gdy zaczna chodzić, bo wtedy dopiero sie zacznie - będziesz musiała miec oczy
        naokoło głowy ( schody, okna, kontakty, ostre krawędzie, drzwi, wszelka chemia).
        Kąpiele - codziennie, kapie tata, wyciera mama a potem tego wytartego przejmuje
        tata, a od taty znów mama do karmienia.
        Bliźniaki zwykle choruja razem, ale nie zawsze zaczynaja w tym samym czasie.
        Jeśli biora leki musisz uważać i to bardzo, żeby nie dac jednemu podwójnej
        porcji. Wtedy warto ubierać dzieci inaczej albo wiżać im kokardke na rączce (
        wiem co mówię jako mama jednojajowych).
        I pamietaj - bliźniaki to podwójne szczęście. Nie miałabym nic przeciwko
        wnukom-bliźniakom. .... bo mój mąż tez jest bliźniakiem.
      • pszczolaasia Re: Bliźniaki - dla mnie porażka... 09.01.09, 07:05
        lek jest stad ze beda razem ryczec i nie bedziesz wiedziala ktorego
        ratowac/nakarmic/przytulic pierwszego. tak bylo ze mnawink w koncu powiedzialam
        sobie samej ze musze sie przestac bac i zamiar wcielilam w czyn. w koncu to
        tylko dzieci a nie az dzieci;-D i zyje i jest oksmile
        Cyprysowa co u Ciebie? moje sa juz zdrowe ufff...spimy w nocy z 2 przerwami na
        karmienie! SPIIIMYYYYYYY;D
      • tigerlily30 do autorki watku 17.01.09, 08:39
        >>W przyszłym tygodniu pójdę do lekarza. U mnie, podobnie jak u Agga-

        28 najgorszy jest strach przed zostaniem z dzieciakami samą. <<

        bardzo dobrze, wlasnie tak bym na Twoim miejscu zrobila. A jak
        dzieci podrosna, bedzie lepiejsmile pozdrawiam i trzymam za Ciebie
        kciuki smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka