Dodaj do ulubionych

Nasze dzieci.

06.07.05, 09:26
Wiele z nas wielokrotnie pytało się i pyta : "Dlaczego ja ? Dlaczego moje
dziecko jest chore ?". I ja tak pytałam - szczególnie podczas tych pierwszych
trudnych miesięcy. Przeczytałam wtedy piękną przypowieść Pani Emily Pearl
Kingsley :
"Jestem często proszona o to, aby opisać przeżycia związane z wychowywaniem
niepełnosprawnego dziecka - aby moc wyobrazić sobie jakie są to uczucia. To
jest tak:
Kiedy planuje się mieć dziecko, to jest tak jakby się planowało wspaniale
wakacje do Włoch. Po miesiącach oczekiwania ten dzień nadchodzi. Samolot
ląduje. Stewardesa przychodzi i mówi: "Witamy w Holandii."
"W Holandii?" - pytasz - "Jak to w Holandii? Ja miałam lecieć do Włoch! Ja
powinnam być we Włoszech! Cale życie marzyłam o wyjeździe do Włoch!"

Ale była zmiana planu lotu. Samolot wylądował w Holandii i tu musisz zostać.
Najważniejsze, ze nie zabrano cię do jakiegoś okropnego, brudnego miejsca,
pełnego zaraz, głodu i chorób. To jest po prostu inne miejsce. Musisz kupić
nowy przewodnik. Musisz nauczyć się nowego języka. I spotkasz wiele osób,
których gdzie indziej byś nie spotkała.
To jest po prostu inne miejsce. Jest powolniejsze. Mniej rzucające się w oczy
niż Włochy. Po jakimś czasie, kiedy złapiesz oddech i rozejrzysz się dookoła,
zauważysz ze Holandia ma piękne wiatraki, Holandia ma tulipany. Holandia ma
nawet Rembrandty.
Ale każdy, kogo znasz, jest "zajęty" wyjazdami do Włoch, i wszyscy chwalą
się, jak wspaniale spędzili czas we Włoszech. I do końca życia Ty będziesz
mówić: "tak, ja tam miałam pojechać; ja tak planowałam."
Ale jeżeli spędzisz cale swoje życie, użalając się nad sobą, że nie
pojechałaś do Włoch, nie będziesz mieć czasu, aby docenić piękno i osobliwość
Holandii."

Gdy jest ciężko, zawsze ją sobie przypominam - naprawdę napięcie spada a
uśmiech i nadzieja powraca.
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • kingan75 Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 10:58
      Kiedy urodził się mój synek a potem zabrali go do innego szpitala, zadałam
      pytanie: "dlaczego to dzieci spotyka, dlaczego one się rodzą chore?" Nigdy nie
      pytałam w formie, dlaczedo mnie to spotkało, dlaczego to akurat moje dziecko ma
      wadę serca. A to tak jakbym wolała aby kogoś innego a nie mnie to spotkało.
      Przecież wszystkie dzieci są kochane i bezbronne. To inne też cierbiało by tak
      samo jak moje i jego rodzice również...
      • agawol Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 11:23
        Absolutnie nie miałam na myśli pisząc "dlaczego to mnie spotkało, dlaczego to
        moje dziecko" - żeby spotkało to innych !!! Takich rzeczy nie życzy się
        najgorszemu wrogowi, takie rzeczy nie powinny się w ogóle przydarzać.
        Pytając się dlaczego - zastanawiałam się co zrobiłam nie tak, w czym tak bardzo
        zawiniłam - że sprowadziło to tyle cierpienia mojemu dziecku i całej rodzinie.
        Przytoczyłam przypowieść bardziej myśląc o tym co napisałam powyżej. Bo mimo,
        że minęło już dużo czasu i nabrałam pewności, że ze swojej strony zrobiłam
        wszystko, żeby moje dziecko urodziło się zdrowe - czasami powraca ta udręka, że
        cierpi choć w niczym nie zawinił, że może to jednak przeze mnie.
        Ta przypowieść mówi, że tak po prostu miało się stać i nie ma się co zadręczać.
        Trzeba zrobić wszystko, żeby było nam i naszym dzieciom "w Holandii" najlepiej
        jak się da.
        A
        • gawgosia Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 11:57
          Agnieszko!!!! Jesteś cudowna tak właśnie musimy podchodzić do choroby naszych
          dzieci. Nie zadręczać się tylko stwarzać im jak najlepsze warunki i cieszyć się,
          cieszyć każdą spędzoną z nimi chwilą. Przecież ich uśmiech wnosi tyle radości,
          słońca w nasze życie. To fakt, że ich cierpienie to nasza rozpacz, ale starajmy
          się robić tak by w każdej chwili czuły się bardzo potrzebne i kochane
          bezgranicznie. Nie musimy sobie nic wyrzucać widocznie tak miało być. A my
          jesteśmy bardzo silni nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego. Gdy złapiemy "doła"
          nie rozdrapujmy ran myślmy pozytywnie. Ja gdy przytrafia mi się dołek potrafiłam
          iść ulicą i mówić głośno do siebie -będzie dobrze, musi być dobrze- I powiem wam
          pomagało. Te trudne zmagania tak potrafią cementować prawdziwe rodziny.
          Zyczę dużo siły, wytrwałości, wiary i samych pozytywnych myśli nawet w
          najtrudniejszy dla nas czas. A naszym szkrabsonom zdrówka i jak najmniej
          cierpień. Razem damy radę przejść przez wszystko i znieść bardzo dużo.
          Małgorzata mama Filipka
        • kingan75 Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 14:04
          ale ja nie miałam zamiaru pisać zarzutów do kogokolwiek, przeczytałam Twój post
          i przypomniały mi się te moje pierwsze myśli i chwile macierzyństwa.... Zupełnie
          się z Tobą zgadzam, a fragment przytoczony jest bardzo piękny i
          wzruszający..Pozdrawiam
    • k.k.k Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 14:37
      Piękne.
      Nie da się tego opowiedzieć dokładniej w tak subtelny sposób...
      • baby1221 Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 17:23
        pięknie napisane słowa,naprawde poczułam sie lepiej,dodały one ,mi
        otuchy.dzieki
        pozdrawiam Ania,mama Piotrusia 2 latka
    • laura14 Re: Nasze dzieci. 06.07.05, 21:11
      Agnieszko,

      tak bardzo mi byly potrzebne dzisiaj slowa otuchy, bo trudno jest czasem nie zwariowac, nie dac sie koszmarom i "dolowi".

      Dziekuje Ci za te przypowiesc!!!!!!

      pozdrawiam
      laura

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka