Witam,
Chciałabym się z Wami podzielić informacją, która sprawiła, że nieco inaczej
spojrzałam w przyszłość.
Zupełnie przez przypadek dowiedziałam się, że mój kolega z pracy urodził się
z wrodzoną wadą serca Tetralogia Fallota (TOF).
Będąc pełna obaw i rozterek emocjanolnych chciałam dowiedzieć się jak
najwięcej o "życiu ludzi po korekcji wady serca".
Na początek muszę dodać, że pracujemy razem od 7 lat i nigdy nie
podejrzewałam nawet, że ma wadę serca.
Krzysztof ma obecnie 44 lat i przeszedł 3 operacje na otwartym sercu. Dwie
pierwsze w wieku 5 i 9 lat. Były to operacje jak sam twierdzi jedynie
przedłużające Mu życie (bez faktycznego korygowania wady). W wieku 13 lat
jego stan uległ pogorszeniu. Żaden ośrodek w kraju nie chciał podjąć się
operacji. Wówczas jego rodzice zaczęli szukać pomocy za granicą. Operacji
podjęto się w Londynie (pełna korekcja wady). I od tamtej pory, a minęło 30
lat, nie miał żadnych problemów z sercem. Jak sam sie śmieje wczynowym
sportowcem nigdy byc nie mógł i musiał dbać o siebie bardziej jak rówieśnicy,
ale z perspektywy czasu dzieciństwo wspomina bardzo dobrze (pomimo częstych
hospitalizacji).
Acha dodam jeszcze jedno, choć może to zbędne....w mojej opinii jest ponad
przeciętnie inteligenty....
Co do nauki - czytałam, że były robione w USA badania i "ponoć" dzieci z
wadami serca (konkretnie hlhs) uczą się troszkę słabiej niż dzieci bez wady
serca.....Może K. jest wyjątkiem, ale skończył dwa zupełnie różne fakultetu
oraz napisał rozprawę doktorską.
No i co Wy na to