Dziś, juz piaty dzień moje dziecko ma na buzi "coś".
To coś to masa malusieńkich kaszkowato -grudkowatych krosteczek maluskich,
które niekiedy sa lekko czerwone, niekiedy (a w zasadzie najczęściej) sa
blade czyli po prostu skura jest szorstka w dotyku i wygrudkowana, a niekiedy
krosteczki sa zywo różowe, zlewaja sie wręcz w rumień. Skóra jest wtedy
rozogniona i jaby napuchnieta. Taka akcja zdarza sie raz, dwa na dzień - poza
tym buzia jest blada, tylko widać w "fakturze" skóry masę grudeczek.
Tak jest na całej twarzy i na karku.
Byłam u pediatry - oczywiscie w tym momencie skóra była bladziutka

)
Pediatra wykluczył różyczkę (raczej), byc moze to jakaś wirusówka, a moze
alergia. Nie mam pojecia co to, mała niby jest uczulona na mleko i czekolade,
ale mimo to nigdy nie miała po nich wysypki (ostatnio zjadła kilka cukierków
z racji urodzin).
Przyszło mi do głowy ze to może rumień zakaźny, panie w przedszkolu
potwierdziły, ze niedawno dzieci chorowały na to. Ale z tego co czytam rumień
powinien rozprzestrzeniac się na brzuch, na nogi - a tu od pieciu dni tylko
buzia i kark.
Czy ktoś spotkał sie kiedys z czyms takim?
Nie wiem czy mam panikować, jesli to rumień to minie sam (no ale
ten "rumień " pojawia się 1-2 razy dziennie, poza tym mała jest blada..).
A jesli nie rumień to co? Zastanawiam sie nad poszukiwaniem dermatologa...
Obawiam sie że jak znów pójde do lekarza z akurat bladym dzieckiem, kolejny
raz popatrzą na mnie jak na nawiedzoną..

)