Dodaj do ulubionych

nowa ma pytanie

15.09.04, 11:09
Mam pytanie dot. maści lub kremów które łagodzą swędzenie skóry.
Moja Weronika jest uczulona na wiele produktów i staram sie ich unikać ale u
dwulatka czasami jest to niemożliwe. Nie jest to jakas straszna alergia ale
niestety jest. Po zjedzeniu np. kakao wychodzą jej takie suche plamy z
krostkami na plecach i bokach. swędzi ją to okropnie. Nie chcę stosować
elokomu bo to sterydy, smaruję ją więc termentiolem pomieszanym z sudokremem
(aptekarka poradziła)> Niestety to nie zawsze pomaga.
Czy możecie polecic jakąś maść dla alergika (nie ekstremalnego)na te swędzące
plamy. Słyszałam że Alantan Plus pomaga ale krem czy maść?
Przeczytałam wiele Waszych postów, podajecie różne nazwy ale czy jest coś nie
na receptę i co moglabym zastosowac dla dwulatka, który ma umiarkowane
problemy ze skórą.
Dzięki za każdą odpowiedź.
Ewka.
Obserwuj wątek
    • wroc.aga troche mniej nowa odpowiada 15.09.04, 11:23
      Ja sobie ostatnio bardzo chwalę krem cutibaza - tubka za 7,5. A co do
      tormentiolu to nie wiem czy ta porada taka dobra. Podobno nie powinno się go
      stosować poniżej 3 roku życia. Mnie przystopowało, gdy przeczytałam wątki:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=503&w=11846940&v=2&s=0
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=503&w=8436494&v=2&s=0
      • nika20021 Re: troche mniej nowa odpowiada 15.09.04, 11:35
        ło matko! wyrzucam Termentiol. Tyloko co dalej? popytam o tę cutibazę.
    • isma Re: nowa ma pytanie 15.09.04, 11:44
      Moze byc jeszcze dermobaza. Stosowalismy takze niezly, leki, dobrze
      nawilzajacy, nietlusty krem pod enigmatyczna nazwa E-45.
      Ostatnio testujemy Dermalibour Adermy, o gesciejszej konsystencji, dosc drogi,
      ale dobrze lagodzi swiad.
    • dominikams Re: nowa ma pytanie 15.09.04, 12:05
      Wiesz co, nie pytaj się o krem, tylko weź się za ścisle przestrzeganie diety.
      Co to znaczy, ze u dwulatka przestrzeganie diety nie zawsze jest możliwe?? Samo
      dziecko decyduje o tym,co je? W tym wieku kontrola nad dzieckiem jest akurat
      banalna (w porownaniu, do np. trzy- czy czterolatka). I co, ona nie może
      niektórych rzeczy jeść, ale czasem je (musi jeść skoro piszesz, że wysypuje).

      Wiem,że czasami jest ciężko, ale miej świadomość, że nie eliminując całkowicie
      alergenu możesz spowodować, że córeczka nigdy nie wyrośnie z alergii na ten
      produkt.

      Mnie sam fakt, że córka będzie cierpieć (tak tak, bo to jest męka, jak coś
      swędzi) skutecznie powstrzymywał od dawania jej czegokolwek z zakazanych
      produktów (dopiero ostatnio pozwoliłam jeść czekoladę,bo wcześniej nie mogła> A
      i teraz znow wykluczam, bo pojawiła się maleńka zmiana w zgięciu łokcia - czyli
      ewidentnie przechodzi, ale chyba nie przeszło jeszcze do końca).

      pozdrawiam
      • wroc.aga Do Dominiki 15.09.04, 12:17
        Dominiko, ale co, nie zdarza się, że 2latek sięgnie coś sam? Nie wiem mój ma
        19miesięcy, i gdy jest z nami to jest ok. Chociaż nie jestem w stanie zamiatać
        każdego okruszka z podłogi czy stołu. Ale u rodziny to ręce nam opadaja,
        zwłaszcza, gdy dzieci karmią sie nawzajem. Mój jeszcze nie ma takiej
        świadomości, że coś mu szkodzi, może z czasem... I chyba zaprzestaniemy wizyt u
        Dziadków.
        Ja jeszcze obawiam sie podawać nowości na próbę z tego powodu, że jak raz dam a
        potem znowu nie to też będzie źle, bo dzieciak będzie zdezorientowany. Na razie
        dodaję do normalnych posiłków, żeby chociaż w wyglądzie nie było zmiany. Ale
        przeraża mnie np przedszkole. Nie wiem jak to rozwiązać...
        • dominikams Re: Do Dominiki 15.09.04, 12:30
          Zdarza się, że po cos sięgnie - dlatego wszystkie potencjalnie niebezpieczne
          produkty staram sie chować. Z okruchami jest gorzej - Zosia kruszy i trzeba
          bardzo uważać(było to dużo łatwiejsze przy jednym dziecku, wtedy praktycznie
          nie zdarzało się). A wizyty, które uniemożliwiały nam przestrzeganie diety (np.
          dziadek usiłujący coś wnuczce przemycić) były przeze mnie eliminowane. Dla mnie
          dobro dziecka ważniejsze niz konwenanse.
      • nika20021 Re: nowa ma pytanie 15.09.04, 12:32
        Bardzo dbam o to żeby Weronika przestrzegała diety. Niestety ona ma kontakt z
        wieloma ludzmi, często ktoś nie pytając się poczęstuje ja czymś zakazanym.
        Ludzie nie maja zwyczaju pytania rodziców o pozwolenie czy mogą dać dziecku np.
        czekoladę. Nie mogę wtedy wyrywać jej z ręki tego co dostanie, staram sie
        natomiast zmniejszyć porcję np. ułamując kawałek batonika. Niestety takie
        sytuacje są nieuniknione, tym bardziej że dla niektórych sprawy alergii to
        jekies wymysły rozczulajacych sie nad dziećmi matek.
        • kruffa Re: nowa ma pytanie 15.09.04, 12:43
          Ostatnio się z tym pierwszy raz spotkałam. Pani w kiosku chciała coś dać małej
          i dała lizaka. Na moje stwierdzenie, że dziękujemy, ale nam nie wolno, spytała,
          że chociaz może odrobinkę. Musielismy bardzo grzecznie, ale stanowczo
          podziękować.
          I nie mam za złe kobiecie, nie chciała źle - nie ma po prostu o tym bladego
          pojęcia. No ale widać zaczęło się.
          U mnie w rodzinie starsze dzieci mają przykazane, że małej niczego nie wolno
          dawać, wręcz pilnować, czy czegoś gdzieś nie zwinęła.
          A w domu? Słodyczy nie ma wogóle, chyba, że upiekę coś dla co mała jeść może.
          Czekoladę i orzechy jadam w pracy - jesli wogóle. Cola i inne wynalazki dawno
          zniknęły z naszych półek. Doszliśmy do wniosku że jeśli dziecku nie będzie
          wolno to w domu nie powinno być produktów, których ona nie może jeść.
          Oczywiście chodzi o te bez których mozna się obyć.
          Takie to już nasze życie smile

          Kruffa
        • dominikams Re: nowa ma pytanie 15.09.04, 12:55
          nika20021 napisała:

          > Bardzo dbam o to żeby Weronika przestrzegała diety. Niestety ona ma kontakt z
          > wieloma ludzmi, często ktoś nie pytając się poczęstuje ja czymś zakazanym.
          > Ludzie nie maja zwyczaju pytania rodziców o pozwolenie czy mogą dać dziecku
          np.
          >
          > czekoladę.

          Tak, my też sie borykaliśmy z tym problemem, jak większość matek. Dlatego jak
          tylko widziałam,że coś się szykuje, mówiłam, że dziecko nie je.

          >Nie mogę wtedy wyrywać jej z ręki tego co dostanie,

          dlaczego nie???

          staram sie
          > natomiast zmniejszyć porcję np. ułamując kawałek batonika.

          To bardzo szlachetne wink), ale niestety uczulić może nawet śladowa ilość.
          Nika,lepiej przyznaj się od razu, że lubisz na tym korzystać ;DDD


          > Niestety takie
          > sytuacje są nieuniknione,

          Tak nieuniknione, ale trzeba nauczyć mówić "nie" miłym starszym paniom.

          tym bardziej że dla niektórych sprawy alergii to
          > jekies wymysły rozczulajacych sie nad dziećmi matek.


          Oczywiście, tylko czy dlatego my mamy pozwolić, żeby inni ludzie zaprzepaścili
          nasze starania?

          A co z dziećmi chorymi na celiakię / uczulonymi na gluten?
          Myślisz, ze wtedy pozwala się poczęstować dziecko bułką, ciasteczkiem?

          Wydaje mi się, że ulegasz, bo tak wypada (albo raczej nie wypada zwrócić
          uwagi),albo bo protestuje dziecko...

          Nika,weź sprawy w swoje ręce i do dzieła!
          Powodzenia!!
        • isma Re: czekolada czyli katastrofa 15.09.04, 13:00
          Fakt, jeszcze przed wczoraj bym tez jak Dominikams grzmiala ;-(((.

          Ale wczoraj, w ostatnim dniu pobytu na wakacjach moje dwuletnie dziecie zostalo
          zaproszone do kolezanki w sasiednim pokoju. Oddajac dziecie pod opieke -
          bynajmniej nie wiekowej - babci kolezanki powiedzialm wyrazne, zeby mojej corce
          nie dawac nic do jedzenia. Po dziesieciu minutach uslyszalam placz, pobieglam,
          a na miejscu okazalo sie, ze dziewczynki bawily sie na podlodze w pokoju, a
          babcia... poszla robic pranie do przyleglej lazienki. A moje dziecie
          czerwienialo i puchlo z minuty na minute, coraz bardziej przypominalo chomika i
          zaczynalo oddychac ze swistem. Kolezanka poczestowala ja czekoladka ;-(((.

          Sprowokowalismy wymioty, udalo sie podac szybko Clemastin, po trzech
          kwadransach ja puscilo. Nb. moja intuicja co do czekolady okazala sie sluszna -
          nigdy wczesniej nie probowalismy jej dawac... Aha, babcia kolezanki wprawdzie
          obficie przepraszala, ale jednoczesnie tlumaczyla, ze "przeciez to nawet nie
          zdazylo dojsc do brzuszka, bo to przed chwileczka" i "to przeciez byl taki
          malutki kawaleczek, tylko jedna kostka".

          Wiec ja post Niki rozumiem tak, ze chodzi o zlagodzenie objawow w sytuacji, jak
          juz do jakiegos bledu dietetycznego doszlo. Co, jak same wiemy, czasem jest
          okupione dosc dlugim czasem utryzmywania sie objawow, a dziecku w tym czasie
          pomoc trzeba. No, i oczywiscie z dbalosci o diete nigdy sie nie zwalniac.

          Aha, wyrywac z reki zawsze mozna. Nawet z gardla czasem warto wink)), jesli
          wiadomo, ze reakcja bedzie powazna.
          • dominikams Re: czekolada czyli katastrofa 15.09.04, 13:17
            Dziewczyny, muszę lecieć, więc jeszcze szybka uwaga - dziecka nie zostawiam pod
            opieka osób,co do których nie mam 100% pewności, że rozumieją powagę sytuacji i
            bedą się stosować. Chyba,że absolutnie nie mam wyjścia.

            A moje uwagi dotyczą właśnie takich sytuacji, jakie opisała Nika: ktoś na
            spacerze daje, a ja tam jestem - nie wyobrażam sobie, że nie reaguję. Tak jak
            piszesz, isma, warto nawet z gardła wyrwać...
            • isma Re: czekolada czyli katastrofa 15.09.04, 14:01
              Dominika, slusznie. W kontekscie tej obturacji po czekoladzie (nigdy wczesniej
              moje dziecko nie mialo objawow ze strony ukladu oddechowego! - fakt, nie
              przewidzialam, ze reakcja na zjedzenie czegokolwiek moglaby byc tak powazna) to
              to jest absolutnie oczywiste.

              Tylko, widzisz, jak w kazdym postepowaniu z chorym to jest tez troche kwestia
              rachunku strat i zyskow. Ja bylam alergikiem wychowanym pod kloszem: "w piasku
              sie nie baw, dzieciom raczki nie podawaj, jej rodzice nie potrafia cie
              przypilnowac".
              Bardzo mi to dalo w kosc, kiedy bylam nastolatka, i musialam ten klosz
              roztrzaskac wink)).

              W rachunku: klosz albo wysypka, to ja chyba jednak bym czasem te wysypke
              zaryzykowala. Jesli jest pewnosc, ze to bedzie tylko wysypka, i jesli jestem
              przygotowana na to, ze w sytuacji powazniejszej wiem jak i mam odpowiednie
              srodki, zeby zareagowac (np. leki przerywajace atak pod reka). Aha - dzieci
              ucza sie rowniez przez doswiadczanie, nie tylko przez nakaz. Moja corka,
              obudziwszy sie ze snu po tym czekoladowym epizodzie, powiedzila: "nie lubie
              ciekolady". Glowe dam, ze juz nigdy nie wezmie wink)).
          • nika20021 Re: czekolada czyli katastrofa 15.09.04, 13:18
            Wiec ja post Niki rozumiem tak, ze chodzi o zlagodzenie objawow w sytuacji, jak
            >
            > juz do jakiegos bledu dietetycznego doszlo. Co, jak same wiemy, czasem jest
            > okupione dosc dlugim czasem utryzmywania sie objawow, a dziecku w tym czasie
            > pomoc trzeba.
            Właśnie o to mi chodziło.
            Weronika nie jest skrajnym alergikiem. Nigdy nie miała jakis poważnych objawów
            oprócz swędzącej wysypki. Zdarza sie to nieczęsto bo ją pilnuje ale jak już się
            przytrafi że coś zje to chciałabym jej jakoś pomóc. stąd moje pytanie o jakąś
            maść lub krem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka