ciekawa jestem Waszej opinii. W mojej kuchni niezbędnym elementem były przyprawy typu Maggi, różne pachnące kostki rosołowe, także błyskawiczne sosy w proszku, wegety, ziarenka smaku itd.
Naprawde smaczne rzeczy dzięki nim powstawały, a juz z pewnością przebijałam moją "ekologiczną" tesciową, co to tylko własny kurczak z podwórka ugotowany, zero sosów, dodatków smakowych itd.
Mój sekret (imponujacy nieprawdaż?

) zresztą wyniesiony z domu rodzinnego to posiłkowanie się zdobyczami cywilizacji. A tu klops, bo niedawno słyszałam straszne rzeczy o niejakim glutaminianie sodu, substancji wzmacniającej smak, która jest niestety składnikiem prawie WSZYSTKICH wyżej wymienionych produktów, bez których gotowania sobie nie wyobrażam. Koleżanka mamy była na spacjalnym szkoleniu, gdzie powiedziano między innymi o tym, że glutaminian jest rakotwórczy i w ogóle syf straszny
póki co nie wyeliminowałam go tak zupełnie, ale mam wyrzuty sumienia sypiąc do zupy wegetę czy maggi, robiąc sos winiary, który tak lubie itp itd...
a Wy trujecie siebie i rodzinkę?