luiza20
29.11.04, 13:29
Czy ktoś potrafi pomóc mojemu dziecku?! Może ktoś miał podobne problemy i
umiał sobie z nimi poradzić? Jestem mamą dwuipółletniego chłopca. Dziecko od
drugiej doby życia miało kolkę jelitową w takim nasileniu, że aż siniało od
krzyku. Lekarze uspokajali, że to zawsze mija, zalecali preparaty typu
Esputikon, Espumisan, Infacol – próbowałam wszystkiego, włącznie z
rumiankiem, koprem włoskim, rozgrzewaniem brzuszka, itd. Z każdym tygodniem
było gorzej. Każde wyjście z domu było dla mnie drogą przez mękę. Krzyk
podczas ubierania, w samochodzie, w sklepie. Czasami musiałam zatrzymywać się
przy drodze i wyciągać szybko synka z fotelika, żeby go utulić, bo on aż
sztywniał, a ja myślałam, że oszaleję. Mały mało się uśmiechał, a na buzi
widać było cierpienie. Badania wykazały, że jest alergikiem. Cały czas
karmiłam piersią (do 14 miesiąca), byłam na drakońskiej diecie, wykluczyłam
wszystko, co mogłoby mu zaszkodzić. Nie spałam , nie jadłam, wyglądałam jak
cień człowieka. Początkowo syn krzyczał całe dnie, a w nocy wstawałam tylko 2
razy. Później sytuacja się odwróciła. Do godziny 16 można było wytrzymać,
potem zaczynał się koszmar. Ciepła kąpiel wieczorem nie przynosiła ulgi,
wręcz przeciwnie – po wyjęciu z wody synek wyrywał się, prężył, nie chciał
ssać. Usypiał wreszcie wyczerpany krzykiem około 22, a w nocy budził się
nawet co 10-15 minut. Nie zdążyłam zasnąć, a już musiałam ponownie wstawać.
Poza tym rozwijał się prawidłowo, bardzo ładnie przybierał na wadze. Mijały
kolejne miesiące, a nic się nie zmieniało. Półtoraroczne dziecko wiło się z
bólu każdej nocy, za dnia było drażliwe i pobudzone. Dieta bezmleczna i
bezglutenowa nie przyniosła żadnego efektu. Syn stracił apetyt, nie chciał
jeść ani przetworów kukurydzianych ani ryżowych. Jeden z lekarzy powiedział
mi: „Skoro nie ma żadnej poprawy, to po co katuje pani chłopca tą dietą?”
Zaczęłam więc powolutku podawać prpdukty mleczne i mączne. Syna przebadano
pod każdym względem: budowa przewodu pokarmowego prawidłowa, poziom enzymów
trawiennych wystarczający, morfologia niemal wzorcowa, panelowe testy z krwi
niczego nie wykazały (nawet alergii na mleko, żyto, pszenicę), ale swoiste
Ige na gluten było 1,9. Wykluczono jednak celiakię, stwierdzono brak
pasożytów, nawracające infekcje grzybicze były systematycznie leczone. Ulgę
przynosiło czasami podanie ciepłej herbatki. Nauczyłam się masować synkowi
brzuch – gdy się na chwilę rozluźnił, potrafiłam znaleźć zgrubienie wielkości
orzecha włoskiego. Uciskałam je i niemal natychmiast syn oddawał gazy-wtedy
na krótko się uspokajał. Zdarzały się okresy poprawy, ale później znów
następowało pogorszenie. Nikt nie był w stanie mi pomóc, mimo że szukałam
ratunku u wielu specjalistów w poradniach alergologicznych i
gastroenterologicznych, niedawno byłam nawet u psychologa dziecięcego.
Teraz spodziewam się drugiego dziecka, ale boję się, że mogę nie donosić tej
ciąży. Dziś w nocy synek jęczał tak, że serce się krajało, gryzł kciuk,
rzucał się w łóżeczku. Straciłam już rachubę, ile razy wstawałam. Jestem
przemęczona, ledwo trzymam się na nogach, bo od 30 miesięcy właściwie nie
śpię. Zamartwiam się, zastanawiam, co jeszcze mogę zrobić. Mały słabo mówi,
więc nie potrafi mi jeszcze powiedzieć, gdzie i co go boli. Nie mogę pogodzić
się z tym, że mamy XXI wiek, a ja nie potrafię pomóc mojemu dziecku. CO MU
JEST????!!!! PRZECIEŻ MUSI BYĆ JAKAŚ PRZYCZYNA?!
Zdesperowana
matka